Święto św. Stanisława Kostki, zakonnika, patrona Polski

Stanisław urodził się w Rostkowie na Mazowszu w końcu grudnia 1550 roku. Wychowany w atmosferze religijnej, odznaczał się głęboką pobożnością. Razem z bratem został wysłany do szkół jezuickich w Wiedniu. Cudownie uzdrowiony z ciężkiej choroby przez Matkę Najświętszą, postanowił wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Opuścił więc potajemnie Wiedeń w roku 1567 roku i przez Dylingę udał się do Rzymu, gdzie został przyjęty do nowicjatu przez św. Franciszka Borgiasza. Zmarł w Rzymie w nocy z 14 na 15 sierpnia 1568 roku w opinii świętości. Został zaliczony w poczet świętych przez papieża Benedykta XIII w roku 1726. W dniu jego Święta poruszymy temat bardzo ważny, a mianowicie: trwałość podejmowanych działań, poczynań, trwałość tego, co wybiera dusza. 

Kostka.StanslawCzłowiek uczy się dokonywać wyborów. Uczy się od dziecka. Rodzice pokazują dziecku dobro i zło. Mówią o tym, co trzeba wybierać. Kształtują sumienie dziecka. Chcą, aby sumienie dziecku podpowiadało, jak w życiu postępować. I właściwie ukształtowane sumienie niepokoi człowieka wtedy, kiedy dzieje się coś niedobrego, kiedy dokonuje niewłaściwych wyborów. Sumienie pomaga człowiekowi określić dobro i zło. To sumienie popycha człowieka, by uporządkował swoją relację z Bogiem, by oczyścił się przed Bogiem.

Człowiek w swoim życiu ma dokonywać wyborów, które poprowadzą go ku życiu wiecznemu. Jednak trudno człowiekowi jest się obejść bez różnych przedmiotów, rzeczy, spraw, zdarzeń, ponieważ żyje nimi tutaj na ziemi, sprawiają mu one radość, dają poczucie swobody, wolności, bezpieczeństwa. Z różnych powodów człowiek korzysta z rzeczy, ze spraw, z różnych relacji, stosunków. Nie zastanawia się przy tym, czy to, co wybiera jest dobre. Rodzice zazwyczaj kształtując sumienie dziecka wyjaśniają, co w postępowaniu dziecka jest dobre, co złe. Jednak nie każdy rodzic kształtuje to sumienie i określa wartość uczynków, wyborów ze względu na wieczność. Posługując się dekalogiem człowiek ma uformowane sumienie. I każdy z nas patrząc na przykazania Boże właściwie się ich trzyma. A jednak wybory nasze nie zawsze służą naszej wieczności. To trudne określać wszystko pod kątem wieczności, czy wybór prowadzi duszę do wieczności. Przy prostych wydarzeniach: prawda, kłamstwo, uczciwość i nieuczciwość, człowiek wie, co należy wybrać. Ale żyjąc, jest tak uwikłany w różne rzeczy i sprawy, codzienność nieustannie coś mu jeszcze podrzuca i człowiek nie myśli o tym, iż tak naprawdę wszystko może służyć jego kroczeniu ku wieczności lub też odwrotnie, może prowadzić go gdzie indziej. Dobrze byłoby, aby podejmując swoje obowiązki, codzienne obowiązki, zastanawiać się, na ile wykonuję je tak, by osiągnąć poprzez ich wypełnianie wieczność. Patrząc na różne inne sprawy, które nie są konieczne, na ile mam je podejmować, na ile one poprowadzą mnie ku wieczności. Dokonując zakupów, wybierając jakieś spotkania, planując sobie popołudnie wolne, znowu należy zastanowić się, na ile to, co wybieram poprowadzi ku wieczności.

Co znaczy, że pewne rzeczy i sprawy mogą prowadzić ku wieczności, inne natomiast nie. Oznacza to, że pewne rzeczy i sprawy w życiu danej duszy są wolą Boga, albo nie są wolą Boga. A więc myślenie nasze, dusz wybranych, powinno być takie: czy wolą Boga jest to, abym w ten sposób zaplanował swoje wolne popołudnie? Czy wolą Boga jest to, abym dokonał takich, czy innych decyzji? Decyzji nie wielkich, życiowych, decyzji codziennych, zwykłych. Czy rzeczywiście to, co chcę uczynić jest wolą Boga, czy przysłuży się wieczności? Czy poprzez ten czyn, tę decyzję, to zdarzenie, w które chcę wejść, sytuację, relacje z innymi, czy wypełniam wolę Boga, czy może służę jedynie sobie i swoim pragnieniom? Gdyby człowiek bardzo skrupulatnie zastanawiał się nad wolą Boga w jego codzienności, w każdym momencie tej codzienności, okazałoby się, że podejmuje wiele działań nie w zgodzie z wolą Boga, tak naprawdę niepotrzebnie. Marnuje czas, marnuje pieniądze. Niweczy często tę bliską relację z Bogiem lub też niweczy relacje miłości z bliskimi poprzez niewłaściwe wybory. Bowiem nie wybierając woli Boga, jedynie swoją, nie służy Bogu, a więc nie służy miłości, służy czemuś innemu. Zatem, skoro to, co wybrał nie służy miłości, to nie służy to budowaniu, tworzeniu, czemuś dobremu. Te decyzje mogą zmniejszać relacje miłości lub też nawet je burzyć. Mogą zaburzać relacje między duszą a Bogiem. Wydawać by się mogło, że taka codzienność, zwykłe sprawy, to są przecież sprawy człowieka, takie drobnostki, przecież Bóg nie zawracałby sobie głowy drobnostkami. A jednak nawet włosy na naszych głowach są policzone i żaden bez wiedzy Boga nie spadnie (por. Mt 10,30). A więc wszystko, cokolwiek wydarza się w naszym życiu i cokolwiek robimy i jakiekolwiek podejmujemy działania każdego dnia, Bóg jest tym zainteresowany, jest przy nas, czuwa. Chciałby, byśmy odnosili do Niego kolejne decyzje, byśmy radzili się Go, pytali i słuchali odpowiedzi. By nasze życie, codzienność, każda chwila, były wypełnianiem Jego woli, a więc kroczeniem ku wieczności, ku szczęściu, ku zjednoczeniu z Bogiem. Można spróbować zrobić eksperyment: jednego dnia pilnować się bardzo i nieustannie zastanawiać się nad wolą Bożą w codzienności. Okaże się to dosyć trudne przede wszystkim ze względu na to, iż okaże się, że mamy różne pragnienia, pożądamy różnych rzeczy i spraw i trudno jest z tego zrezygnować. Trudno! Kiedy człowiek podejmuje ten wysiłek zastanawiania się, dopiero wtedy dostrzega swoją samowolę wobec Boga, realizowanie swego „widzi mi się”. Okazuje się, że tak naprawdę człowiek żyje obok Boga, nie z Bogiem. I wcale nie ma ochoty pytać Go o zdanie, bo zdaje sobie sprawę z tego, że to zdanie będzie inne, odmienne od jego własnego zdania. Czytaj dalej

Zapraszamy na kolejny Wieczernik Modlitwy do Gietrzwałdu

Już w dniu jutrzejszym, tj. 16 września br.,zapraszamy na kolejny Wieczernik Modlitwy do Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie. Spotkanie rozpoczniemy o godz. 17:30 – Modlitwą Różańcową. O godz. 18:00 uroczysta Msza św., która zostanie odprawiona w dniu kończącym Objawienia Gietrzwałdzie w ramach obchodzonego w tym roku Jubileuszu 140. Rocznicy Objawień. Po Mszy św. Adoracja Najświętszego Sakramentu, która potrwa do Apelu Jasnogórskiego. Wszystkich serdecznie na to spotkanie zapraszamy!

Podczas naszych spotkań wraz z Najświętszą Maryją Panną, Matką Boga i Matką każdego z nas, zbliżamy się do Boga i Jego tajemnic. Maryja, która jest Rodzicielką Boga i Rodzicielką dusz, jest tą, która będąc zjednoczoną z Bogiem, będąc obdarzona Jego łaską może swoje dzieci zanurzać w tej łasce w swym Sercu. Ona pragnie to czynić nieustannie, chce to czynić każdego następnego dnia. Będąc w gronie dusz decydujących się na głębsze życie w Bogu, jednoczmy się z tym pragnieniem naszej Matki i z Jej Sercem. Tak zwany „niedzielny katolik” można powiedzieć, że porusza się po obrzeżach wiary, my zapragnijmy wchodzić w jej głąb. Przeciętna dusza niewiele rozumie, my zapragnijmy prawdziwego życia wiary, otwierając się na świat ducha. Przyjmując Ducha Świętego, otwierajmy nasze serca na Jego mądrość, Jego miłość, by żyć prawdziwie.

Bóg stworzył Maryję i posyła, by kolejne dusze wprowadzała w świat ducha, przyprowadzała przed tron Boga i uczyła większej zażyłości duszy z Bogiem. Najlepiej czynić to może, gdy dusza otwiera się na Osobę Maryi jako Matkę, jako Królową, kiedy zaprasza Maryję i pozwala Jej zamieszkać w sercu, wtedy ta pełnia łaski, która jest w Niej jest też w tej duszy i po troszeczku przygotowując duszę wprowadza ją w to przyjmowanie łaski a więc w samego Boga.

Zatem każde nasze spotkanie, każdy Wieczernik Modlitwy jest szczególnym czasem, kiedy jeszcze bardziej możemy uświadomić sobie to powiązanie pomiędzy przyjęciem Osoby Maryi, Matki Boga do swojego życia, serca, a przyjęciem łaski Boga, Jego miłości, pełni Jego obecności. Jest czasem, w którym możemy zdać sobie bardzo mocno sprawę, iż zapraszając Maryję, zapraszamy Boga, którego Ona przynosi nam w swoim Sercu i pomaga duszy Go przyjmować. Wchodzimy też coraz głębiej w świat ducha, w  świat mistyki i możemy wsłuchać się w to, co Bóg pragnie opowiadać nam o sobie, o swoim życiu.  To tak jak rodzice czynią z maleńkimi dziećmi, chociaż maleńkie dzieci niewiele rozumieją ze słów rodziców to wchodzą w to życie, w życie całej rodziny, to chłoną, oddychają całym życiem i nawet nie wiedzą kiedy zaczynają rozumieć wiele rzeczy i spraw, bo są wewnątrz a słowa, które wypowiadają rodzice, które wypowiadali wcześniej, w którymś momencie stają się dla nich jasnymi i oczywistymi i one nawet nie wiedzą kiedy posiadły tą wiedzę a już nią żyją. Tak samo i my słuchajmy, otwartymi sercami starajmy się przyjmować, nie szkodzi, że czegoś możemy nie rozumieć, z ufnością przyjmujmy, starajmy się iść za wskazaniami tyle, ile pozwalają nam siły, nasze umiejętności, a wszystkiego dokonywać będzie Bóg i to On będzie pouczał nasze dusze, to On będzie dawał im wzrost, to On będzie je rozwijał i kształtował. Nie zawsze musimy mieć świadomość co Bóg czyni w nas, my mamy z ufnością trwać przed Bogiem. Skorzystajmy  i tym razem z czasu łaski, przybądźmy, by słuchać Boga i jeszcze bardziej kochać. Czytaj dalej

Liturgiczne Wspomnienie NMP Matki Bolesnej

Dzisiaj wspólnie zastanowimy się nad tym, czym jest macierzyństwo Najświętszej Maryi Panny. Czym jest fakt, iż Bóg uczynił Ją Matką Syna Swojego i Matką wszystkich ludzi? W jaki sposób nierozerwalnie łączy się to z całym Dziełem Zbawczym?

Matka BolesnaBóg czyniąc Maryję Matką Swojego Syna uformował Jej duszę, Jej Serce, całą Jej Osobę, aby mogła służyć w sposób doskonały Bogu. To był Jego plan, taki zamysł. Zresztą nic dziwnego, przecież miał powierzyć Matce człowieczej Swojego Syna, Syna Bożego. Jakże Doskonały mógłby narodzić się w niedoskonałej naturze skażonej grzechem. Toteż dzięki wielkiej łasce Boga, Jego miłości, Jego nieskończonej mądrości, Jezus narodził się z Matki, która była Niepokalanie Poczęta. To Bóg obdarzył Maryję tą łaską, tą czystością, wolnością od grzechu.

Ale to nie jedyna łaska, jaką Maryja została obdarzona. Bóg stwarzając każdą duszę, stwarza ją po to, aby w niej mieszkać, by się z nią zjednoczyć. I tylko niedoskonałość człowieka sprawia, że żyjąc na ziemi nie doświadcza tego cudu zjednoczenia, nie przeżywa Nieba już na ziemi. Maryję Bóg uczynił czystą, nieskalaną. W związku z tym Jego zamieszkanie w  duszy Maryi mogło mieć miejsce w pełni. I Bóg jednoczył Jej duszę ze Swoim Sercem. Jego miłość obejmowała całą Osobę Maryi i wypełniała Ją całą. Nie było ani najmniejszej cząstki w Niej, która nie byłaby przeniknięta Jego miłością i która by nie należała do Niego.

Bóg uczynił cud. Duch Święty tak bardzo przeniknął duszę Maryi, tak się z nią zjednoczył, że w Niej poczęty został Syn Boży. Cała świętość Boga, Jego czystość, nieskalaność – wszystko to za sprawą wybraństwa, przeznaczenia Maryi na Matkę Syna Bożego sprawiło, iż została obdarzona całą pełnią Bóstwa. Bóg obdarzył Maryję wszystkimi swoimi przymiotami, swoimi łaskami i zamknął niejako w Swoim Sercu. Poprzez to zjednoczenie miłości Serc, poprzez to zjednoczenie w Duchu Świętym, poprzez to narodzenie, poczęcie Jezusa w Maryi, była Ona i jest zjednoczona z całą Trójcą Świętą i żyje w Niej. Ponieważ Bóg chciał przeprowadzić swoje Dzieło Zbawienia ludzkości, wybrał wcześniej Maryję na Matkę Zbawiciela. Dlatego włączył Ją w swoje życie wewnętrzne. I uczestniczyła w tym Dziele żyjąc w Bogu, mając pełnię uczestnictwa w tym wszystkim, czego dokonywał Jezus. Działo się to poprzez zjednoczenie Jej duszy, serca z Bogiem, w sposób szczególny z Jezusem, jako że był Jej Synem, ale i w sposób mistyczny z Ojcem i Duchem.

Syn Maryi doświadczał męki, cierpienia, przyjmował na siebie cały grzech ludzkości. I wszystko to niósł aż na szczyt doskonałej miłości, by tam w tej doskonałej miłości zanurzyć. Maryja będąc zjednoczoną i żyjąc wewnątrz Trójcy Świętej, wraz ze swoim Synem niosła całą ludzkość i wraz z Synem zanurzała tę ludzkość w miłości i miłosierdziu Boga. Uczestniczyła całą sobą fizycznie i duchowo, psychicznie w całej męce Boga, męce Jezusa, ale i w wielkim cierpieniu Boga Ojca i Ducha Świętego. Bowiem cały Bóg dokonywał tego zbawienia, nie tylko Syn. Cały Bóg doświadczał cierpienia, bólu, okazywał miłość i zanurzał całą ludzkość w miłosierdziu. Czytaj dalej

Nasz wyjazd do Medjugorje nie jest przypadkiem

Już w najbliższy poniedziałek wyruszamy na kolejną naszą wspólnotową pielgrzymkę do Medjugorje (Bośnia i Hercegowina). Zapraszamy was wszystkich do duchowego przygotowania się na ten wyjazd. Informujemy jednocześnie, że istnieje możliwość dołączenia do grupy pielgrzymów udających się na tę pielgrzymkę. Kontakt dla osób zainteresowanych: tel. Hania – 23 662 29 48 lub http://www.halina.com.pl/

Screenshot_20170801-213120 (2)To nie kolejny wyjazd turystyczny, to nie kolejna pielgrzymka. To wyjście nasze naprzeciw Boga, to otwarcie ramion i ich wyciągnięcie do Nieba, by przyjąć zdroje miłosierne w tym miejscu tak szczególnie spływające na nas. To czas wzrostu naszego duchowego. Czas poznawania siebie, poznawania miłości miłosiernej i przyjęcia jej. Bóg pragnie, abyśmy my jako dzieci Maryi, zwrócili naszą uwagę na Nią jako niewiastę, jako duszę, dzięki której dokonało się zbawienie. Jej całkowite poddanie się woli Ojca przyniosło światu odkupienie win, przyniosło uwolnienie świata od zmazy grzechu pierworodnego, przyniosło samego Boga, który pozostał z nami „po wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Bóg daje nam czas, byśmy uświadomili sobie wielkie, nieopisane znaczenie Maryi w zbawczym dziele Boga. Abyśmy uzmysłowili sobie wagę złączenia swej woli z Wolą Boga, co skutkuje pokonaniem zła, wyzwoleniem ludzkości spod jego jarzma, rozlewem miłości miłosiernej na świat i powstaniem Kościoła, w którym żyjemy i dzięki któremu możemy kroczyć ku świętości. To jeszcze nie wszystko. To przyjęcie Woli Ojca dało nam Matkę- dosłownie i w przenośni. Na tę wolę zgodziła się Maryja i zgodził się Jezus. Mamy, zatem najlepszą Matkę- samą Matkę Boga, która Go zrodziła. Staliśmy się rodzeństwem Jezusa, braćmi i siostrami, a jednocześnie dziećmi samego Boga. To prawda, którą głosić należy całemu światu. Jesteśmy dziećmi Boga. Poprzez Maryję, Matkę Jezusa całe dziedzictwo Ojca przechodzi na nas. Tym dziedzictwem jest Niebo odzyskane dla nas przez Jezusa na Krzyżu. Toteż można powiedzieć, że Jego Krzyż, cierpienie, śmierć i Zmartwychwstanie przywróciło nas Bogu Ojcu, od nowa uczyniło Jego dziećmi. A że Bóg jest wieczny, tak i życie nasze zyskało tę wieczność. Bowiem dzieci dziedziczą wszystko po rodzicach. Po Bogu Ojcu odziedziczyliśmy życie wieczne, po Jezusie mamy zdroje miłosierne, Matka Jezusa zaś stała się pośredniczką między ludźmi, a Nim, by tym bardziej otwierać serca na przyjęcie Ojca i Jego Syna Jezusa łask. Ona- Matka- przychodzi na ziemię, by uczyć swe dzieci życia w Rodzinie. Życia w Bożej Rodzinie, gdzie Ojcem jest Bóg, a Maryja Matką. Jezusa zaś mamy za Brata i Zbawiciela.

Z pozwolenia samego Boga, co jest wyrazem Jego miłość, Maryja schodzi do nas od tylu lat i przestrzega, naucza, prowadzi. Tak, jak matka- uczy swe dzieci miłości, dba o nasz rozwój. Zatroskana o losy świata, mając na uwadze cierpienie Jezusa, na widok tego, co czynią ludzie, widząc smutek samego Boga i ramię sprawiedliwości, które powoli wznoszone jest ku górze, uprosiła dla nas czas łaski, w którym Bóg okazuje swoje miłosierdzie, pozwala doświadczyć w większym stopniu Bożej łaskawości, łagodności, dobroci i przebaczenia. Ten czas objawień, trwający już trzydzieści sześć lat, jest objawiającym się Bożym miłosierdziem wobec ludzkości. Jest czasem danym na nawrócenie, na odrodzenie, na powrót ku przykazaniom Boga. Czasem, aby przygotować serca i dusze, aby dokonać wewnętrznej przemiany, aby otworzyć się na Bożą rzeczywistość. Bowiem teraz jeszcze, gdy dusze otwierają się w pełnej wolności, z własnej woli, doświadczają łaski uzdrowienia. Potem natomiast, gdy doświadczą mocy i siły Boga, a Świat Ducha ukarze im się, gdy będą miały zamknięte serca, będzie to dla nich bolesnym doświadczeniem.

Bóg pragnie, abyśmy uświadomili sobie, iż objawienia, pouczenia są wyrazem Bożej miłości, są zlewającym się na nas miłosierdziem Bożym. Miłość dyktuje Bogu Ojcu ustanowienie tego czasu, otwarcie Nieba i zesłanie Matki, by gościła pośród nas tak długo. Uznał, że Matka najlepiej przygotuje dzieci na czas trudny, czas będący próbą dla wielu serc. Uznał również, że Matka jest najbliższą dziecku osobą, a więc jego serce najszybciej przyjmie Jej pouczenia i ostrzeżenia. A łagodność Matki i delikatność sprawią, że serce dziecka nie przerazi się, a otworzy z radością na miłość. Czytaj dalej

A wy za kogo Mnie uważacie?

20170824_203953_resized (2)Pytanie w dzisiejszej Ewangelii (Mt 16, 13-20) dla wielu z nas jest prostym pytaniem i odpowiedź jest oczywista. Zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście ta oczywista odpowiedź płynie z głębi serca. Co serce czuje, gdy daje tę odpowiedź?

Jezus pyta: Za kogo uważają Mnie tłumy?” Ale potem zadaje drugie pytanie, o wiele ważniejsze, pytanie skierowane bezpośrednio do uczniów: A wy za kogo Mnie uważacie?” To pytanie skierowane jest też do nas. My dobrze wiemy, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, jest Zbawicielem świata. Ale czy zbyt gładko nie przechodzą nam przez usta te określenia? Czy nie przyzwyczailiśmy się do tego, kim jest Jezus? Może warto by pomyśleć, kim dla mnie osobiście jest Jezus? Ale i to pytanie często wybrzmiewało, więc każdy z nas ma już gotową odpowiedź. Dobrze by było, abyśmy dzisiaj spróbowali stanąć przed Jezusem twarzą w Twarz i patrząc w Niego zastanowili się, kim On jest dla nas. Posiadając tak wielką już wiedzę ogólną, kim jest Jezus, mając w pamięci przeróżne pouczenia, doświadczenie różnych rekolekcji (niekoniecznie w tej Wspólnocie, ale i w innych), starajmy się w swoim sercu spojrzeć na Jezusa. Można zamknąć oczy, aby lepiej się skupić. Spójrzmy na Jezusa, On zadaje nam dzisiaj to pytanie. Jest to pytanie osobiste; nie takie ogólne, rzucone w tłum. To pytanie skierowane jest konkretnie do ciebie. Jezus dzisiaj przychodzi do ciebie. Można by powiedzieć, że nie przychodzi do nas, On przychodzi do ciebie i z troską w głosie pyta: Kim jestem dla ciebie? Pomyśl, kim dla ciebie jest Jezus? Nie dawaj szybkiej odpowiedzi, zgodnej z twoją wiedzą. Raczej chodzi o to, abyś zagłębił się w swoje serce i abyś poszukał tam głęboko, jaki jest twój stosunek do Jezusa, twoja relacja z Nim? Co czujesz do Niego? Co dzieje się w twoim sercu, kiedy patrzysz na Niego? Co się dzieje w twojej duszy, gdy słyszysz to pytanie? A On patrzy ci prosto w oczy, zadając je. Czytaj dalej

Jasna Góra jest miejscem szczególnym – Maryja Królowa Polski stąd rozlewa wszelkie łaski

Jasna Góra jest miejscem szczególnym – miejscem, z którego jak wierzymy, Maryja Królowa Polski rozlewa wszelkie łaski, powierzone Jej przez Boga; miejscem, z którego roztacza swoją opiekę nad naszym krajem, nad każdym swoim dzieckiem w tym kraju. Ona tutaj przygarnia, przytula do swojego Matczynego Serca każdą rodzinę, parafię, wspólnotę zakonną, przeróżne wspólnoty. To miejsce jest dane nam wszystkim, byśmy mogli poczuć się, jak w domu u Mamy i mogli nabrać sił. Byśmy mogli nabrać ufności, nadziei, byśmy mogli rozradować się Bożą miłością. Potem napełnieni Bożymi łaskami, wracając do swojej codzienności, możemy stawiać czoła różnym trudnościom.

DSC04218

Przyjmując na nowo od Boga dar NMP Królowej Polski, otwórzmy nasze serca, niech nabiorą ufności. Jesteśmy dziećmi Matki Najświętszej. Należymy do Niej. Ona trzyma każdego z nas za rękę i prowadzi nas. Z Nią nasza droga jest bezpieczna. Z Nią nie musimy się niczego bać, przecież zawsze mama prowadzi dziecko swoje dobrą drogą, a jak trzeba, jeśli droga jest zbyt trudna, bierze je na ręce. Więc i my poddajmy się z ufnością prowadzeniu Matki Bożej.

Postarajmy się z pełną świadomością odnowić swoje zawierzenie, swoje oddanie siebie samych i całej wspólnoty pod opiekę Maryi, Królowej. Mając już za sobą większe doświadczenie powiedzmy świadomie, iż ufamy, iż oddajemy się, iż zawierzamy się Jej. Bardzo często na początku drogi dusza polega głównie na emocjach. Nie zawsze do końca świadomie podejmuje jakieś postanowienia, zawierzenia, ofiarowania. Dzisiaj, gdy już jesteśmy w pewnym stopniu dojrzali, kiedy już przeżyliśmy razem we wspólnocie kilka ładnych lat, doświadczyliśmy różnych problemów, już w jakimś stopniu mamy zrozumienie kolejnych trudności, możemy w pełni świadomie okazać ufność i zawierzyć się Matce. Ona z radością przyjmie to ponowienie naszego zawierzenia. Jesteśmy prawdziwie diamentem w Jej koronie. Niech ten diament lśni czystością. Niech będzie szczególnie szlachetny, aby przez ten doskonały diament mogło przechodzić światło samego Boga. Otwierajmy swoje serca, aby Bóg mógł swoim światłem przeniknąć każdego z nas, napełnić, abyśmy prawdziwie stawali się Jego świadkami, świadkami Jego miłości. Abyśmy teraz dawali świadectwo życia miłością. Nie zmieniajmy naszych nawyków, nie rezygnujmy z naszych modlitw, spotkań, w miarę możliwości starajmy się uczestniczyć w nich, ponieważ nasze uczestnictwo, czy to w dniach skupienia, czy na Wieczernikach, służy przede wszystkim Kościołowi. Przychodzimy, przyjeżdżamy w różne miejsca, aby Bóg mógł zrealizować swój plan poprzez nasze serca, aby mogła triumfować Jego miłość. Owszem, przynosimy również własne intencje osobiste, ale nasza wspólnota ma szczególną misję – objawiać światu Bożą miłość, modlić się, by każda dusza doświadczyła tej miłości, by ją mogła poznać, zachwycić się, żyć nią. A więc, pomimo trudności nie rezygnujmy, ale spotykajmy się na modlitwie i wypraszajmy tak potrzebne łaski dla całego Kościoła, bo po to Bóg nas powołał. Mamy stać się sercem, z którego bić będzie źródło miłości. Każdy z nas niech podejmie osobisty wysiłek, by starać się ze wszystkich sił żyć miłością, ufać Bogu, iść maleńką drogą miłości, stawać się miłością w swoim środowisku. W ten sposób Bóg będzie mógł nas uświęcać. Czytaj dalej

Przygotujmy nasze serca na czas pielgrzymki do Medjugorje

(Pielgrzymka do Medjugorje w dniach 4 – 12 września, kontakt: tel. 23-662-29-48)
Medjugorje_Góra Objawień (2)Na pielgrzymkę do Medjugorje wyruszamy już za dwa tygodnie (4 września br.), stąd najwyższy już czas, by dobrze się przygotować. Pragniemy pielgrzymować tam z sercami otwartymi na Ducha Świętego. Bo to Duch Boży prowadzić będzie tę pielgrzymkę.
On, Duch, ją poprowadzi. Albowiem, to On trzyma pieczę nad dziełami Bożymi, to On przemawia przez proroków, to On jest zwany Pocieszycielem. Nasza pielgrzymka również ma odciśnięte znamię Ducha Świętego. I to Duch Święty ją poprowadzi, a poprowadzić chce nas w samo serce Nieba. Tym sercem jest Niepokalana, Dziewica Przeczysta, Niewiasta wybrana spośród wielu świętych niewiast. Jednak Ona okazała się być jedyną godną dźwigać brzemię Syna Człowieczego.

Duch Święty rozmiłował się w Maryi! Jej czystość przewyższa wszelką czystość. Jest porównywalna z czystością anielską, ale ją również przewyższa. Albowiem, natura ludzka jest inna niż natura Aniołów. Ona musiała pokonywać skazę natury ludzkiej, mimo, że była Niepokalana. Żyjąc wśród ludzi grzesznych, stale była na grzech narażona. Mimo to nigdy nie popełniła najmniejszego grzechu. Ona stale była zanurzona w Bogu.

Trwanie w Bogu chroni również i nas przed grzechem. Dlatego Duch Święty stale nawołuje, byśmy trwali w nieustającym akcie miłości, stale adorowali Jezusa Chrystusa. Nieustannie ukrywali się w Sercu Matki, bo Ona jest ukryta w Bogu. To ma głęboki sens! To ukrycie nie jest alegorią! Jest faktem, jest rzeczywistością, która również może nas dotyczyć. Czytaj dalej

Niech Maryja Wniebowzięta uprosi nam łaskę, byśmy zapragnęli na zawsze żyć w Bogu, dla Niego

rozaniec-medjugorjeMatka Najświętsza otrzymała od Boga łaskę doświadczania Jego miłości od początku swego życia na ziemi. Jej Serce od najmłodszych lat potrafiło odpowiadać na tę miłość, pragnąc jej jak niczego innego na świecie. Ona pokochała Boga jako Jego oblubienica, jako sługa i jako niewolnik. Pragnęła całą sobą należeć do Pana i do nikogo innego. Całe swoje życie, oddawała Jemu i wszystko czyniła dla Niego. Niczego nie chciała dla siebie. Pragnęła, aby to Boża chwała, majestat, wielkość, potęga i moc były wysławione i objawiały się w Jej życiu. Każdy krok stawiała dla Niego i zawsze pytała w jaki sposób go uczynić? Nie chciała pełnić swojej woli, a jedynie Bożą. Już jako dziecko, dzięki łasce Boga, przejawiała tę dojrzałość duszy poświęconej Bogu. Dziwiło to otoczenie, a Maryja wiedziała, że jest to Dzieło Boże w Jej Sercu. Wszystko więc oddawała Panu, ciesząc się, że może pełnić Jego wolę, należeć całkowicie do Niego, być tylko Jego.

Maryja wraz z całym narodem wybranym oczekiwała Mesjasza. I żarliwie modliła się, aby Bóg udzielił łaski jakiejś kobiecie, by stała się Jego Matką; by jak najszybciej Zbawiciel mógł przyjść na ziemię i wyzwolić naród. Nie wiedziała, że tą wybraną będzie właśnie Ona. W chwili Zwiastowania, gdy anioł objawił Jej wolę Bożą, doświadczyła niepojętej miłości. I dopiero wtedy tak naprawdę poznała Bożą miłość, choć wydawało Jej się, że ją zna i nią żyje. W tamtej chwili Duch Święty objął Maryję i to Jego miłość Ją wypełniła. Wcześniej wydawało Jej się, że niemożliwym jest już bardziej kochać. Kiedy Bóg począł w Niej swego Syna, wiedziała, że ta Miłość jest nieskończona, że stale będzie doświadczać Jej więcej i więcej. A sama będzie pragnęła bardziej i bardziej Go kochać. Gdy nosiła Jezusa pod Sercem, Jej dusza nieustannie klęczała przed Bogiem. W wielkim uniżeniu wielbiła Stwórcę za dar, którego nie da się pojąć. Cokolwiek człowiek powiedziałby na temat daru Boskiego Macierzyństwa, to wszystko będzie niczym wobec doświadczenia Serca Maryi. Było to doznanie wielkiego wyróżnienia, nieopisanej miłości, wyniesienia na sam szczyt, do samego Nieba. Jej dusza korzyła się przed Bogiem, pragnąc dziękować, uwielbiać i oddawać Mu hołd za to, czego doświadczała. Teraz Matka Najświętsza modli się za każdego z nas, by Duch Święty pozwolił nam choć w maleńkiej części zrozumieć wspomniane wyżej doznanie, którego nie opiszą ograniczone słowa ludzkie.

Maryja żyła z Bogiem we własnej duszy. Świat przestał dla Niej istnieć. Interesowała się nim na tyle, na ile było to konieczne, by wypełniać obowiązki żony i matki; by jak najlepiej opiekować się Bożym Synem. Wszystko czyniła z miłości do Pana. Nic nie było ważne, jeżeli nie dotyczyło Jezusa. Niczego nie pragnęła, jeśli to nie wiązało się z Nim. Trudno wyrazić słowami tę całkowitą przynależność do Boga i zupełną obojętność wobec wszystkiego co zewnętrzne. Żadnych pragnień, tylko jedno – by kochać Go jeszcze więcej i wypełniać Jego wolę; by Jezus był szczęśliwy.  Maryja nie była jednak wolna od różnych zmartwień. Miała ich wiele. Gdybyśmy prześledzili Jej życie – chociażby wędrówkę w stanie błogosławionym do Betlejem, narodziny w obcym mieście, w niezbyt dogodnych warunkach i życie na wygnaniu – zobaczylibyśmy niejeden trud i ciężar. Czytaj dalej

„Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem.” (J 15,12-16)

Moditwa w Ziemi Świętej„Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem” (J 15,16). Tak mówi Jezus dzisiaj do każdego z nas. Nasze serca powinny rozradować się, bowiem to Bóg nas wybrał. Ale wybrał w konkretnym celu. Chce, byśmy przynosili owoce. Chce w nas te owoce widzieć. A tymi owocami będą kolejne dusze. Tymi owocami będzie miłość, która zapłonie w kolejnych duszach, ale najpierw musi zapłonąć w nas.

Bóg ukazuje nam swoją miłość. O niczym innym nie mówi, tylko o miłości. Zaprosił nas do swojego Serca, byśmy w nim mogli tej miłości słuchać. Przyrównuje nas do piskląt, do niemowlęcia, do oblubienicy, w końcu do narodu wybranego. Poucza, jak ta miłość wygląda, czym jest, jak powinna dusza odpowiedzieć na tę miłość, jaką przyjąć postawę. A wszystko to czyni, bo nas umiłował pierwszy. Dzisiaj podkreśla szczególnie postawę miłości jako daru, dlatego zatrzymamy się nad tym dłużej.

Jezus mówi o Sobie, że jest dla każdej duszy wzorem postępowania, na czym polega miłość. A polega na oddaniu swojego życia tym, których się kocha. Dar Jezusa z Siebie samego jest Darem uczynionym w wolności, Darem, który nie jest obwarowany żadnymi warunkami, Darem, w którym Jezus nie oczekuje od nikogo wdzięczności, niczego. A jednocześnie jest Darem najwyższym, największym, ponieważ Jezus oddaje całego Siebie, wszystko. Taki Dar miłości trudny jest do zrozumienia przez człowieka i na pewno trudny, wręcz niemożliwy do zrealizowania w sposób doskonały przez duszę. Mimo to Jezus pokazując wzór miłości mówi do nas, iż oczekuje, że my również będziemy takim darem dla siebie nawzajem, dla Boga. Nie przyniesiemy owoców, jeśli nie będziemy składać z samych siebie daru. Nie ma takiej możliwości. Ziarno musi obumrzeć, by mogła wyrosnąć roślina, która zaowocuje, która przyniesie kolejne nasiona. Chleb jest po to upieczony, aby ktoś mógł go spożyć całego. Aby z winogron powstało wino, winogrona muszą być zmiażdżone, wyciśnięty sok. Wtedy będzie wino.

O darze z samego siebie właściwie mówimy nieustannie. Mówimy o zaparciu się samego siebie, o wyrzeczeniu się wszystkiego. Nie jest to proste i właściwie każdy z nas w swojej codzienności zapomina o tym. Pamięta w sytuacjach znaczących lub też w sytuacjach, w których pragnie pamiętać. Natomiast jest wiele sytuacji, w których nie pamiętamy o darze z samego siebie. Wtedy do głosu dochodzi pycha czy egoizm. A jednak Jezus cały czas prosi, mówiąc o tym darze jako niezbędnym warunku, by prawdziwie urzeczywistniała się Jego miłość w każdym z nas, urzeczywistniała się miłość w Kościele. Co uczynił św. Franciszek, że Kościół odradzał się? Uczynił dar z samego siebie i ci, którzy poszli za jego przykładem uczynili dar z siebie! Miłość opanowała serce świętego Biedaczyny z Asyżu, całe jego życie. Stał się miłością i ta miłość odrodziła Kościół. O czym mówiła mała Tereska? O miłości. O darze miłości. Zapragnęła stać się sercem Kościoła i rezygnowała z siebie na każdym kroku, by miłość mogła się realizować. Co czynili i czynią inni świeci? Nie czynią nic innego, tylko dają siebie w darze miłości. Bowiem jakiekolwiek podejmują posługi, prace, jakkolwiek wygląda ich powołanie, to zawsze jest to dar miłości; miłości zbliżonej do doskonałej. Jest to dar z całego siebie, z całego swego życia. Oddają wszystko. Czytaj dalej

Zawierzenie Pani Fatimskiej zobowiązuje – refleksja po pielgrzymce do Fatimy

Fatima_Nowenna 1Dusza, która oddaje się Matce Bożej w opiekę, jest przez Nią włączana w życie samego Boga. Taka dusza może pełniej, doskonalej żyć z samym Bogiem. Jest przemieniana nieustannie w Niego. W tej duszy uobecniają się wszystkie wydarzenia z życia Jezusa. W tej duszy zamieszkuje Boża Matka, niosąc jej Jezusa, wprowadzając w tę duszę życie Jezusa. Maryja przemienia życie tej duszy czyniąc je już innym, ponieważ złączonym z życiem Jezusa. Wszystko, co dusza ta czyni ma swoje złączenie z Jezusem i wymiar zbawczy. Niezwykłe jest to, jak wielkich łask Bóg udziela duszom, które oddają się pod opiekę Matce Najświętszej. Niezwykłe jest to, w jakie życie są te dusze wprowadzane, uczestnicząc w chwale Boga.

My jako wspólnota ofiarowaliśmy siebie Matce Bożej. Wielokrotnie zawierzaliście się Jej. Trzeba również i z tego zrobić swoisty rachunek, na ile rzeczywiście dusza otworzyła się, na ile prawdziwie poddała się Jej prowadzeniu. Na ile z ufnością i wiarą przyjęła życie Jezusa, które Ona przynosi?

Dlaczego Jezus uczynił Maryję Matką ludzi? Uczynił to po to, abyśmy mogli mieć to niezwykłe i cudowne, bezpośrednie uczestnictwo w życiu Jezusa. Byśmy mogli być wprowadzani w Jego życie, otwierali się na zrozumienie, czym jest zaproszenie do życia z Bogiem, ponieważ to poprzez Osobę Maryi Bóg udziela łask zrozumienia, zgłębiania tajemnicy zjednoczenia z życiem Jezusa. Gdy rozważamy tajemnice różańcowe, pamiętajmy, że wszystkie one urzeczywistniają się w naszych sercach. W każdą z nich zostaliśmy włączeni. Nasze życie nie jest już naszym, nie jest już zwykłym życiem – uczestniczymy w życiu Boga. To wszystko, czym Bóg obdarza duszę nie jest dane tylko dla niej i tylko ze względu na nią. Obdarowanie zobowiązuje. Jest ono wyróżnieniem, a jednocześnie odpowiedzialnością za Kościół. Poprzez złączenie z życiem Jezusa, dusza w cudowny sposób staje się bogactwem Kościoła, skarbem Kościoła. Tak naprawdę, to nie ona sama jest tym skarbem, ale Bóg, który przez nią przychodzi do Kościoła w tak wspaniały sposób, Jego życie, które staje się życiem całego Kościoła, uczestnictwem wszystkich dusz. Czytaj dalej

Rekolekcyjne rozważanie w Godzinie Miłosierdzia – dzień trzeci

U stóp Krzyża człowiek otrzymuje siły. U stóp Krzyża otrzymuje nowe życie. Z Krzyża spływa na człowieka zrozumienie. Jezus z Krzyża daje człowiekowi jasność w różnych sytuacjach. Krzyż jest szczególnym znakiem Bożej obecności, która udziela się człowiekowi. Udziela się w sposób niezwykły, przemieniając człowieka, czyniąc go na nowo, dając człowiekowi pocieszenie, jakąś perspektywę, ukazując cel. Krzyż jest błogosławieństwem dla człowieka. Właśnie pod Krzyżem wielu Świętych szukało i znajdowało rozwiązanie różnych trudności. Szukało wyjaśnienia, światła, mądrości i otrzymywało je.

Adoracja_Białystok

Pamiętajmy, że w chwilach, gdy będą jakieś trudności, gdy trzeba będzie rozwiązać jakiś problem, klękajmy pod Krzyżem. Gdy, jako wspólnota Zarządu, będziemy musieli podjąć jakieś decyzje, to najpierw klękajmy pod Krzyżem. Jednak ta modlitwa pod Krzyżem nie może być modlitwą odmawianą jedynie ustami. Nie może być wypełnieniem formalności. To nie może być jeden z punktów programu, jaki się zaliczy. Modlitwa pod Krzyżem ma być otwarciem się na obecność Jezusa, wejściem w tę Obecność i pozwoleniem, by Jego obecność przeniknęła nasze dusze.

Kontynuacją modlitwy pod Krzyżem winno być trwanie w obecności Jezusa podczas ważnych chwil. Oczywiście nie zawsze będziemy wtedy na kolanach, ale jednak ze świadomością, że nasze dusze są pod Krzyżem, i że z Krzyża Bóg daje nam rozwiązanie, światło, nowe życie. Przemienia, przeobraża rzeczywistość, z którą przyszliśmy pod Krzyż, czyniąc ją od nowa. Zawsze najważniejsze jest, by stanąć w osobowej relacji do Jezusa, by nie czynić modlitwy formalnością, którą trzeba wypełnić, ale by każda osoba ze wspólnoty rzeczywiście starała się o rzeczywiste, szczere spotkanie z Jezusem. Wtedy Bóg będzie mógł dotknąć każdego serca łaską. Napełnieni łaską będziemy mogli spojrzeć na daną rzecz, sytuację, dany problem z innej strony – oczami Jezusa. On wtedy ukaże nam, co jest istotą danej sprawy, nad czym tak naprawdę należy debatować, czym się zająć. Oczekiwanie od Boga prowadzenia w podejmowaniu różnych decyzji w życiu, czy w działalności stowarzyszenia i wspólnoty nie oznacza, iż nie będziemy posługiwać się swoimi zdolnościami, umiejętnościami, czy jakimiś możliwościami. Natomiast oznacza, że Bóg w naszych sercach będzie inicjatorem, mądrością, która pokaże nam daną sprawę w nieco innym świetle. Czytaj dalej

Jezus umierając na Krzyżu dał nam Matkę – konferencja

Wobec ludzkich słabości Boże oczekiwania są właściwie nie do spełnienia. Wielu Świętych opisując swoją drogę mówiło o doświadczeniu własnej niemocy, o doświadczeniu własnych słabości, które wręcz uniemożliwiają duszy, chociaż trochę skierować się ku Bogu, chociaż trochę wznieść się ku Niemu. I Bóg o tym dobrze wie, że człowiek jest słabością. Bóg też wie, że szatan czyni różne podstępy, by człowieka z jego drogi powołania zepchnąć, ściągnąć. Dlatego to, co uczynił Jezus umierając na Krzyżu, jest szczególnym Darem dla każdego człowieka i szczególną pomocą.

Matka_Kościoła

Jezus umierając na Krzyżu uczynił Maryję Matką każdego z nas. Nikt z nas nie jest samotny. Nikt z nas, jako dziecko, nie został sam, bo sam zginie. Jeśli człowiek dobrze się nad tym zastanowi, jeżeli rozważy, jak wielka jest jego słabość, jeżeli przyjmie, iż jest prawdziwie dzieckiem wobec Boga, to z radością przyjmie Matkę, która opiekuje się i dba o rozwój dziecka. Dusza przedstawiana jako dziecko, jako niemowlę, jest najbardziej zbliżonym do rzeczywistości obrazem relacji: człowiek – Bóg. Należy cieszyć się, dziękować Bogu, wielbić Go za to, że nie pozostawił człowieka samego sobie. Można powiedzieć, że Bóg wziął duszę, to niemowlę i złożył w Matczynych ramionach Maryi.

Należałoby rozważać znaczenie matki dla dziecka, aby zrozumieć relację: dusza i Matka Boga. Szkoda, że niewiele jest dusz, które próbują zrozumieć tę relację. Bardzo często dusze przyjmują to tylko symbolicznie, bardzo zewnętrznie, że jest to taki ładny obraz, czuły, tkliwy, ale nic za tym nie idzie. Tutaj nie chodzi o to, że ładnie wygląda obraz: Matka z dzieckiem; że jest to obraz, który zawsze rozczula ludzkie serce. Tu chodzi naprawdę o bardzo głęboką relację, niezwykle silną więź, jaka tworzy się pomiędzy duszą a Matką Bożą. Tu chodzi o rzeczywiste i prawdziwe Jej opiekowanie się duszą, tak jak opiekuje się matka swoim dzieckiem. A matka za swoje dziecko gotowa jest oddać życie, dla swojego dziecka zrobi wszystko, o swoje dziecko troszczy się najlepiej jak potrafi i wszystkimi możliwymi środkami, jakie posiada. Bóg wyposażył Maryję w doskonałe środki, po prostu udzielił Jej swoich łask. Udzielił Jej swego Serca, swojej miłości. Zatem składając duszę w ramionach Bożej Rodzicielki, tak naprawdę Bóg zanurza ją w swoich łaskach, w swojej miłości, dając Maryi do dyspozycji to wszystko. Dobrze byłoby rozważyć, zastanowić się, na ile relacja duszy do Matki Najświętszej jest relacją głęboką, osobową, pełną ufności i wiary, a na ile jest to, być może czułe i tkliwe, ale płytkie pojmowanie tego, Kim tak naprawdę jest Ona dla każdego z nas. Czytaj dalej

Akt miłości pomaga nam nieustannie żyć obecnością Boga – rozmyślanie rekolekcyjne

Jezus przyszedł na ziemię w konkretnym celu. Miał do wypełnienia misję. Jego życie było ukierunkowane właśnie na ten cel. Aby go zrealizować przygotowywał się. To, że dokonał tego Dzieła dokładnie w wieku 33 lat nie jest przypadkiem.

P1210139 (3)

Do wypełnienia jakiegokolwiek dzieła człowiek musi być przygotowany. Z jednej strony musi przyjąć powołanie, z drugiej – przygotować się na jego wypełnienie jak najlepiej. Patrząc na życie Jezusa widzimy Jego przygotowanie. Był najpierw dzieckiem, potem dorastał, kiedy stał się pełnoprawnym mężczyzną rozpoczął swoją działalność. I ta działalność była pełnym przygotowywaniem się do trzech najważniejszych dni. Wszystko, co czynił, czynił w jedności z Ojcem, przyjmując Jego miłość, jednocześnie cały będąc Miłością tę miłość przekazując wokół Siebie. Przez trzy lata przygotowywał nie tylko samego Siebie, ale przygotowywał uczniów, przygotowywał Apostołów do tego, co było najważniejsze. Cokolwiek czynił oparte było na miłości. Można by powiedzieć, że ta miłość dojrzewała w uczniach, w Apostołach, w ludziach, którzy przychodzili do Jezusa, którzy Go słuchali, prosili o coś. Ta miłość emanująca z Jezusa, dotykając tych ludzi, obejmując ich, wypełniając, w nich samych dojrzewała. Sam Jezus przez ostatnie trzy lata też dojrzewał. Przygotowywał się do najważniejszego. Mimo, że był Bogiem, był przecież też człowiekiem. Dużo czasu spędzał z Ojcem. Otwarty na Jego wolę, cały czas jednoczył się z Nim, swoją wolę z Jego wolą. Cały czas w jedności z Ojcem. W Jego słowach, w Jego nauczaniu obecny był Ojciec. Każda chwila, każda sekunda wypełniona była obecnością Ojca. Niezmiernie ważny jest fakt, iż Jezus nie przeżywał swego życia sam, ale właśnie w jedności z Ojcem nieustannie. To było przygotowaniem Jezusa do Męki, do śmierci, do zmartwychwstania. Sam przecież był Bogiem, jednak jako człowiek, nieustannie otwarty na obecność Ojca, żył w zjednoczeniu z Nim.

Jest to swego rodzaju wskazówką dla każdego człowieka, dla każdej duszy. Człowiek potrzebuje takiego zjednoczenia z Bogiem, aby móc przygotować się i wypełnić swoje życiowe zadanie. To zjednoczenie z Bogiem daje mu i siłę, i zrozumienie, napełnia miłością. Powoduje, iż staje się jedna wola – Boga i człowieka. Jak ważne jest to, aby człowiek żył nieustannie w obecności Boga. Aby nie lekceważył sobie właśnie tego faktu i aby nie odsuwał na bok, myśląc, że teraz czuję się mocny, teraz dam sobie radę. Niestety często dusze lekceważą ten fakt. Nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest życie w nieustannej obecności Boga. O życiu w ciągłej obecności Boga mówią Święci. To właśnie Święci dzięki tej Obecności dokonywali rzeczy wielkich, rzeczy po ludzku niemożliwych. Dzieła, które przeprowadzali są dziełami nie na ludzkie siły. Moc, siłę, mądrość, zrozumienie, wytrwałość, wszystko czerpali z Boga, w którego obecności trwali nieustannie. Czytaj dalej

Rekolekcyjne rozważanie w Godzinie Miłosierdzia – dzień drugi

Otwartość Jezusa na wolę Ojca była doskonała, pełna. Łączyła i łączy Ich miłość. To ona sprawia, że pragnie się tego samego, dąży się do tego samego. Miłość sprawia, że spełnia się pragnienia tej drugiej osoby, bo te pragnienia stają się naszymi pragnieniami. W miłości doskonałej nie ma ani odrobiny jakiegoś interesu, handlu, wymiany coś za coś, natomiast jest całkowita ofiara z siebie. Całkowita ofiara oznacza, iż człowiek daje wszystko i nie oczekuje w zamian niczego, nawet wdzięczności, nawet zrozumienia, podziękowania. Niczego! Ofiarowując siebie jest otwarty na to, w jaki sposób ta ofiara zostanie przyjęta. A przyjmowana może być różnie.

dav

Jezus złożył Ofiarę Ojcu całkowitą, doskonałą. Teraz króluje. Nie tylko Sam króluje, ale wszystkim ludziom wyjednał to bycie dziećmi Króla. Nie oczekiwał niczego w zamian ani od Ojca, ani od żadnego człowieka. Więc za darmo każdy człowiek otrzymał nowe życie – życie królewskie. Kiedy dusze podejmują się pewnych zadań, kiedy są zaproszone do udziału w jakimś dziele, kiedy przynaglone są, by wszystko pozostawić i pójść za Jezusem i czynią to, bardzo często zdarza się jednak, że oczekują czegoś w zamian. Jest to nieuświadomione. Dopiero ujawnia się w momencie, kiedy dzieje się coś nie po myśli tej duszy, kiedy nie idzie zgodnie z planami, które sobie dusze zamierzyły, kiedy ktoś przeciwstawia się, niweczy wcześniej podjęte działania, podjęte wysiłki, trud; kiedy niszczy to, co zostało przez te dusze zbudowane. Wtedy można zobaczyć, czy rzeczywiście to oddanie się Bogu było całkowite czy nie, czy nie ma przywiązania do dzieła, czy nie oczekuje się czegoś w zamian. Tak na przykład często dzieje się w rodzinach. Kiedy coś się złego wydarza, kiedy jedna ze stron odchodzi, wtedy trudno jest pogodzić się z tym, oczekuje się wynagrodzenia za wszystkie lata, wysiłki, trudy, cierpienia, tak jakby były one czynione w jakimś handlu, za coś.

Stając dzisiaj pod Krzyżem starajmy się sobie uświadomić, iż zaproszenie do Dzieła jest zaproszeniem do poświęcenia wszystkiego, ofiarowywania siebie Bogu bez oczekiwania czegokolwiek w zamian, aby nie powstało pytanie, co w zamian dostaniemy, co za to otrzymamy. Patrząc na Krzyż uświadamiajmy sobie doskonałą bezinteresowną miłość Jezusa, Jego Ofiarę i prośmy, by nasza została złączona z Jego; by z Jego Ofiary płynęła siła dla nas, dla naszych wyrzeczeń, trudów, ofiar. By ta bezinteresowność miłości, jaka kierowała Jezusem również objęła nas, nasze dusze. By nigdy w naszych sercach nie powstał żal czy pretensje o niezrozumienie, brak wynagrodzenia za ofiarę, brak wdzięczności. Wszystkie te uczucia, emocje często niszczą człowieka, wprowadzają gorycz do serca. Taki człowiek przestaje być wolnym, a staje się niewolnikiem własnych żalów, poczucia niesprawiedliwości, pretensji, staje się zgorzkniały, zamknięty na miłość.

Wpatrujmy się dzisiaj w Krzyż, w Jezusa, prosząc, by z Niego spływała na nas bezinteresowność ofiar, byśmy otrzymali od Jezusa umiejętność oddania siebie całkowicie, umiejętność poświęcenia wszystkiego, umiejętność umiłowania do końca pomimo tego, że nie będzie się kochanym przez różne osoby. Wraz z Maryją módlmy się o to i ofiarowujmy się Bogu.

Z Miłością wiąże się szukanie Boga, pragnienie, by Go poznać – konferencja (Prz 2,1-9)

„On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych. Wtedy sprawiedliwość pojmiesz i prawość, i rzetelność i każdą dobrą ścieżkę” (Prz 2, 9)

DSC03042 (2)

Jedynym działaniem, które prowadzi człowieka do szczęścia jest szukanie Boga, otwieranie się na poznanie Boga, na spotkanie z Nim. Wczoraj mówiliśmy o miłości, o konieczności otwarcia się na miłość, z tym wiąże się szukanie Boga, pragnienie, by Go poznać. W tym pragnieniu poznania Boga jest pragnienie, aby zrozumieć Bożą wolę, Boże działanie wobec człowieka. Bardzo często człowiek z jednej strony sięga po Pismo Święte, modli się, chodzi do kościoła na Mszę świętą, na nabożeństwa, jednak w życiu codziennym posługuje się przede wszystkim swoją mądrością, opiera się na swojej wiedzy, swoim doświadczeniu, swoich przeczuciach. I wydaje się, że te dwie drogi – wiara, duchowość i codzienność – ze sobą zbyt często nie łączą się. Idą, jak gdyby obok siebie. Bardzo często mówi się, aby nie mieszać wiary, religii do życia, że jest to coś zupełnie oddzielnego. Jest to błędne myślenie, które pociąga za sobą niestety bardzo poważne, smutne, dotkliwe i bolesne konsekwencje.

Teraz zwrócimy uwagę na to, aby dusza starała się żyć Bogiem, żyć Jego prawdą, Jego życiem, iść Jego drogą nie tylko w chwilach modlitwy, nie tylko we wspólnocie, nie tylko wtedy, kiedy jest mowa o wierze, ale by uczynić wiarę, swoje pragnienie spotykania się z Bogiem pragnieniem ciągłym, nieustannym. Postarajmy się zrozumieć, iż nie można oddzielać Boga od codzienności, od zwykłego życia. Prawdy, o których mówimy i mówić będziemy są oczywiste dla nas. Wielokrotnie już były omawiane i są nam znane. Niemniej jednak stale człowiek zapomina i wydziela część swego życia na modlitwę, spotkanie z Bogiem i na resztę życia – na codzienność, pracę, wypoczynek, na spotkania z ludźmi, tak jakby prowadził dwa życia. A człowiek ma prowadzić jedno życie zanurzone w Bogu. Tym bardziej dusza powołana do Bożego dzieła. Dusza taka, wzorem Jezusa, powinna cała być w sprawach Ojca, nieustannie zanurzona w Nim, ciągle szukająca Jego mądrości, zrozumienia Jego słowa, Jego woli. Dopiero wtedy, gdy ciągle poszukuje, otwierając swoją duszę, swoje serce na to poznanie, rzeczywiście zaczyna spotykać się z Bogiem, poznawać Boga. Wtedy zaczyna rozumieć sprawy Boże, pojmować rzeczywistość przez pryzmat mądrości Bożej. Czytaj dalej