Akt miłości pomaga nam nieustannie żyć obecnością Boga – rozmyślanie rekolekcyjne

Jezus przyszedł na ziemię w konkretnym celu. Miał do wypełnienia misję. Jego życie było ukierunkowane właśnie na ten cel. Aby go zrealizować przygotowywał się. To, że dokonał tego Dzieła dokładnie w wieku 33 lat nie jest przypadkiem.

P1210139 (3)

Do wypełnienia jakiegokolwiek dzieła człowiek musi być przygotowany. Z jednej strony musi przyjąć powołanie, z drugiej – przygotować się na jego wypełnienie jak najlepiej. Patrząc na życie Jezusa widzimy Jego przygotowanie. Był najpierw dzieckiem, potem dorastał, kiedy stał się pełnoprawnym mężczyzną rozpoczął swoją działalność. I ta działalność była pełnym przygotowywaniem się do trzech najważniejszych dni. Wszystko, co czynił, czynił w jedności z Ojcem, przyjmując Jego miłość, jednocześnie cały będąc Miłością tę miłość przekazując wokół Siebie. Przez trzy lata przygotowywał nie tylko samego Siebie, ale przygotowywał uczniów, przygotowywał Apostołów do tego, co było najważniejsze. Cokolwiek czynił oparte było na miłości. Można by powiedzieć, że ta miłość dojrzewała w uczniach, w Apostołach, w ludziach, którzy przychodzili do Jezusa, którzy Go słuchali, prosili o coś. Ta miłość emanująca z Jezusa, dotykając tych ludzi, obejmując ich, wypełniając, w nich samych dojrzewała. Sam Jezus przez ostatnie trzy lata też dojrzewał. Przygotowywał się do najważniejszego. Mimo, że był Bogiem, był przecież też człowiekiem. Dużo czasu spędzał z Ojcem. Otwarty na Jego wolę, cały czas jednoczył się z Nim, swoją wolę z Jego wolą. Cały czas w jedności z Ojcem. W Jego słowach, w Jego nauczaniu obecny był Ojciec. Każda chwila, każda sekunda wypełniona była obecnością Ojca. Niezmiernie ważny jest fakt, iż Jezus nie przeżywał swego życia sam, ale właśnie w jedności z Ojcem nieustannie. To było przygotowaniem Jezusa do Męki, do śmierci, do zmartwychwstania. Sam przecież był Bogiem, jednak jako człowiek, nieustannie otwarty na obecność Ojca, żył w zjednoczeniu z Nim.

Jest to swego rodzaju wskazówką dla każdego człowieka, dla każdej duszy. Człowiek potrzebuje takiego zjednoczenia z Bogiem, aby móc przygotować się i wypełnić swoje życiowe zadanie. To zjednoczenie z Bogiem daje mu i siłę, i zrozumienie, napełnia miłością. Powoduje, iż staje się jedna wola – Boga i człowieka. Jak ważne jest to, aby człowiek żył nieustannie w obecności Boga. Aby nie lekceważył sobie właśnie tego faktu i aby nie odsuwał na bok, myśląc, że teraz czuję się mocny, teraz dam sobie radę. Niestety często dusze lekceważą ten fakt. Nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest życie w nieustannej obecności Boga. O życiu w ciągłej obecności Boga mówią Święci. To właśnie Święci dzięki tej Obecności dokonywali rzeczy wielkich, rzeczy po ludzku niemożliwych. Dzieła, które przeprowadzali są dziełami nie na ludzkie siły. Moc, siłę, mądrość, zrozumienie, wytrwałość, wszystko czerpali z Boga, w którego obecności trwali nieustannie. Czytaj dalej

Rekolekcyjne rozważanie w Godzinie Miłosierdzia – dzień drugi

Otwartość Jezusa na wolę Ojca była doskonała, pełna. Łączyła i łączy Ich miłość. To ona sprawia, że pragnie się tego samego, dąży się do tego samego. Miłość sprawia, że spełnia się pragnienia tej drugiej osoby, bo te pragnienia stają się naszymi pragnieniami. W miłości doskonałej nie ma ani odrobiny jakiegoś interesu, handlu, wymiany coś za coś, natomiast jest całkowita ofiara z siebie. Całkowita ofiara oznacza, iż człowiek daje wszystko i nie oczekuje w zamian niczego, nawet wdzięczności, nawet zrozumienia, podziękowania. Niczego! Ofiarowując siebie jest otwarty na to, w jaki sposób ta ofiara zostanie przyjęta. A przyjmowana może być różnie.

dav

Jezus złożył Ofiarę Ojcu całkowitą, doskonałą. Teraz króluje. Nie tylko Sam króluje, ale wszystkim ludziom wyjednał to bycie dziećmi Króla. Nie oczekiwał niczego w zamian ani od Ojca, ani od żadnego człowieka. Więc za darmo każdy człowiek otrzymał nowe życie – życie królewskie. Kiedy dusze podejmują się pewnych zadań, kiedy są zaproszone do udziału w jakimś dziele, kiedy przynaglone są, by wszystko pozostawić i pójść za Jezusem i czynią to, bardzo często zdarza się jednak, że oczekują czegoś w zamian. Jest to nieuświadomione. Dopiero ujawnia się w momencie, kiedy dzieje się coś nie po myśli tej duszy, kiedy nie idzie zgodnie z planami, które sobie dusze zamierzyły, kiedy ktoś przeciwstawia się, niweczy wcześniej podjęte działania, podjęte wysiłki, trud; kiedy niszczy to, co zostało przez te dusze zbudowane. Wtedy można zobaczyć, czy rzeczywiście to oddanie się Bogu było całkowite czy nie, czy nie ma przywiązania do dzieła, czy nie oczekuje się czegoś w zamian. Tak na przykład często dzieje się w rodzinach. Kiedy coś się złego wydarza, kiedy jedna ze stron odchodzi, wtedy trudno jest pogodzić się z tym, oczekuje się wynagrodzenia za wszystkie lata, wysiłki, trudy, cierpienia, tak jakby były one czynione w jakimś handlu, za coś.

Stając dzisiaj pod Krzyżem starajmy się sobie uświadomić, iż zaproszenie do Dzieła jest zaproszeniem do poświęcenia wszystkiego, ofiarowywania siebie Bogu bez oczekiwania czegokolwiek w zamian, aby nie powstało pytanie, co w zamian dostaniemy, co za to otrzymamy. Patrząc na Krzyż uświadamiajmy sobie doskonałą bezinteresowną miłość Jezusa, Jego Ofiarę i prośmy, by nasza została złączona z Jego; by z Jego Ofiary płynęła siła dla nas, dla naszych wyrzeczeń, trudów, ofiar. By ta bezinteresowność miłości, jaka kierowała Jezusem również objęła nas, nasze dusze. By nigdy w naszych sercach nie powstał żal czy pretensje o niezrozumienie, brak wynagrodzenia za ofiarę, brak wdzięczności. Wszystkie te uczucia, emocje często niszczą człowieka, wprowadzają gorycz do serca. Taki człowiek przestaje być wolnym, a staje się niewolnikiem własnych żalów, poczucia niesprawiedliwości, pretensji, staje się zgorzkniały, zamknięty na miłość.

Wpatrujmy się dzisiaj w Krzyż, w Jezusa, prosząc, by z Niego spływała na nas bezinteresowność ofiar, byśmy otrzymali od Jezusa umiejętność oddania siebie całkowicie, umiejętność poświęcenia wszystkiego, umiejętność umiłowania do końca pomimo tego, że nie będzie się kochanym przez różne osoby. Wraz z Maryją módlmy się o to i ofiarowujmy się Bogu.

Z Miłością wiąże się szukanie Boga, pragnienie, by Go poznać – konferencja (Prz 2,1-9)

„On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych. Wtedy sprawiedliwość pojmiesz i prawość, i rzetelność i każdą dobrą ścieżkę” (Prz 2, 9)

DSC03042 (2)

Jedynym działaniem, które prowadzi człowieka do szczęścia jest szukanie Boga, otwieranie się na poznanie Boga, na spotkanie z Nim. Wczoraj mówiliśmy o miłości, o konieczności otwarcia się na miłość, z tym wiąże się szukanie Boga, pragnienie, by Go poznać. W tym pragnieniu poznania Boga jest pragnienie, aby zrozumieć Bożą wolę, Boże działanie wobec człowieka. Bardzo często człowiek z jednej strony sięga po Pismo Święte, modli się, chodzi do kościoła na Mszę świętą, na nabożeństwa, jednak w życiu codziennym posługuje się przede wszystkim swoją mądrością, opiera się na swojej wiedzy, swoim doświadczeniu, swoich przeczuciach. I wydaje się, że te dwie drogi – wiara, duchowość i codzienność – ze sobą zbyt często nie łączą się. Idą, jak gdyby obok siebie. Bardzo często mówi się, aby nie mieszać wiary, religii do życia, że jest to coś zupełnie oddzielnego. Jest to błędne myślenie, które pociąga za sobą niestety bardzo poważne, smutne, dotkliwe i bolesne konsekwencje.

Teraz zwrócimy uwagę na to, aby dusza starała się żyć Bogiem, żyć Jego prawdą, Jego życiem, iść Jego drogą nie tylko w chwilach modlitwy, nie tylko we wspólnocie, nie tylko wtedy, kiedy jest mowa o wierze, ale by uczynić wiarę, swoje pragnienie spotykania się z Bogiem pragnieniem ciągłym, nieustannym. Postarajmy się zrozumieć, iż nie można oddzielać Boga od codzienności, od zwykłego życia. Prawdy, o których mówimy i mówić będziemy są oczywiste dla nas. Wielokrotnie już były omawiane i są nam znane. Niemniej jednak stale człowiek zapomina i wydziela część swego życia na modlitwę, spotkanie z Bogiem i na resztę życia – na codzienność, pracę, wypoczynek, na spotkania z ludźmi, tak jakby prowadził dwa życia. A człowiek ma prowadzić jedno życie zanurzone w Bogu. Tym bardziej dusza powołana do Bożego dzieła. Dusza taka, wzorem Jezusa, powinna cała być w sprawach Ojca, nieustannie zanurzona w Nim, ciągle szukająca Jego mądrości, zrozumienia Jego słowa, Jego woli. Dopiero wtedy, gdy ciągle poszukuje, otwierając swoją duszę, swoje serce na to poznanie, rzeczywiście zaczyna spotykać się z Bogiem, poznawać Boga. Wtedy zaczyna rozumieć sprawy Boże, pojmować rzeczywistość przez pryzmat mądrości Bożej. Czytaj dalej

Rekolekcyjne rozważanie w Godzinie Miłosierdzia – dzień pierwszy

Jezus miłuje każdą duszę. Poprzez Ofiarę na Krzyżu z każdą się utożsamia. Jak wielka musi to być miłość, skoro Jezus na Krzyżu utożsamia się z duszą! Stając przed Ojcem, dusza nie staje sama, ale staje z Jezusem. Zasłonięta Jego Krzyżem jest w sposób szczególny chroniona, jest przed Ojcem oczyszczona. Niezwykłe jest to królowanie. Gdyby człowiek musiał sam stanąć przed Bogiem bez Jezusowego Krzyża w chwili śmierci, marny byłby koniec człowieka. Dzięki Krzyżowi dusza ludzka przyobleczona jest wszystkimi zasługami Jezusa, przemieniona w Niego, upodobniona do Niego. Toteż Ojciec przyjmuje ją jako swoje dziecko, swego syna pierworodnego. Taki był zamysł Ojca zrealizowany przez Syna. Miłość, która podyktowała Bogu tak niezwykły plan zbawienia człowieka, jest rzeczywiście nieskończona w swej wielkości, w swej mocy, w swej sile.

20160712_060756 (2)

Każdy człowiek powinien rozważać miłość Bożą, by zrozumieć, jak bardzo został umiłowany. Jednak tutaj mamy rozważać miłość, która jednoczy dusze. Zatem oprócz tego, że każdy z nas został umiłowany tak niezwykłą miłością, oprócz przyjęcia tej miłości każdy powinien spojrzeć na drugą osobę ze świadomością, że ta druga osoba też jest tak umiłowana przez Boga. Skoro Krew Jezusa była ceną za życie, jak cenny w oczach Bożych jest człowiek? Skoro jest tak cenny, jest tak umiłowany, to nikt nie ma prawa traktować go gorzej. Nikt nie ma prawa traktować go źle, bez miłości. Bóg nabył za tak wielką cenę każdego człowieka, każdą duszę. Wszystkie stały się Jego własnością, na powrót Jego dziećmi. Dlatego też nikt nie ma prawa odnosić się do drugiej osoby z nienawiścią. Nienawiść niesie śmierć, czyli odnosząc się z nienawiścią do drugiego człowieka, jak gdyby przyjmujemy na siebie piętno zabójcy, ponieważ swoją nienawiścią niesiemy śmierć na osobę, która jest umiłowaną przez Boga, wykupioną ceną życia Jezusa. Jeśli tak spojrzymy na siebie nawzajem może będzie łatwiej próbować tworzyć wspólnotę miłości. Jezus idąc na Krzyż nie stawiał warunków: ty przestań kraść, a ty przestań obgadywać, ty przestań komentować, a ty zacznij się modlić. Poszedł na Krzyż za każdego człowieka – pięknych i brzydkich, świętych i grzesznych, za wszystkich. Nie dokonywał żadnych segregacji ludzi. Nie patrzył na jednych z miłością, na drugich z obrzydzeniem – za wszystkich poszedł na Krzyż. Jego wzrok pełen miłości sięgał dalej poza pierwszą warstwę brzydoty, błota, ponieważ w głębi ludzkiej istoty jest piękno stworzone przez Boga. Spojrzenie Jezusa docierało tam do samej głębi, ale to spojrzenie miłości. Żeby móc widzieć nie w sposób zewnętrzny, tak jak do tej pory, ale żeby móc widzieć głębię, wnętrze, piękno drugiej osoby, trzeba nauczyć się patrzeć z miłością. Trzeba też uświadomić sobie, że Bóg kocha tę drugą osobę, kocha miłością największą; że uczynił sobie w tym drugim człowieku mieszkanie, stale tam przebywa. Jeśli spojrzymy z miłością w głąb drugiej osoby, zobaczymy tam Boga. Wtedy zatrzymamy się zanim wypowiemy słowo nienawiści, czy pokażemy jakieś zachowanie bez miłości, bo to będzie zachowanie wobec Jezusa, wobec Jezusa wypowiedziane słowo.

Odmawiając Koronkę, adorując Jezusa, Jego Krzyż, Jego Krew, spróbujmy uświadomić sobie tę niezwykłą miłość. Prośmy, by Krew Jezusa obmyła nasze serca, nasze umysły, by przemieniając je pomogła nam patrzeć z miłością na siebie nawzajem.

Najważniejsze to uwierzyć, że Bóg jest Miłością – konferencja

Najważniejsze jest to, aby w końcu uwierzyć, że Bóg jest Miłością. Gdyby człowiek uwierzył, że Bóg jest Miłością, jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej – byłby szczęśliwy. Nie oznacza to, że nie doświadczałby trudności czy cierpień, ale we wszystkim byłby szczęśliwy. W tym jednym stwierdzeniu właściwie zawiera się wszystko. Można by na tym zakończyć wszystkie pouczenia, a pozostawić jedynie to jedno zdanie – Bóg jest Miłością i żyć nim każdego dnia podczas tych rekolekcji, aby w końcu uświadomić sobie, że Bóg jest Miłością.

Człowiek tak bardzo płytko przyjmuje to stwierdzenie, nie odnosi go do siebie, do swojego życia. Nie widzi w swoim życiu konsekwencji tego, że Bóg jest Miłością. W związku z tym nie odpowiada też Bogu na Jego miłość. Dotyczy to wszystkich, nie tylko niewierzących, nie tylko niedzielnych katolików; dotyczy to również tej wspólnoty. A Bóg jest Miłością. Jeżeli jakakolwiek dusza pragnie bliskości z Bogiem, to tylko poprzez miłość może to się zrealizować. Tylko miłość łączy z Bogiem, z Miłością. Tylko miłość przybliża do Miłości. Gdyby spojrzeć na Świętych, tak różnorodnych, o tak różnej drodze życiowej, wszędzie wspólnym mianownikiem jest miłość. Temperamenty różne, osobowości różne, zdolności, wykształcenie – różne, pochodzenie społeczne – różne, wygląd – różny, narodowości, kultura – różne; miłość – ta sama. Tylko dzięki miłości mogli osiągnąć swoją świętość. Tylko dzięki miłości zrealizowali Bożą wolę. Tylko dzięki miłości tworzyli Boże dzieła. Tylko dzięki miłości! Wszędzie tam, gdzie wkradła się pycha, nieposłuszeństwo, wszędzie tam, gdzie wkradł się egoizm, dzieła przez danych ludzi nie były już prowadzone. A dusze te, choć obdarzone wielkimi łaskami, dzięki którym miały przeprowadzać dzieła Boże, upadały bardzo nisko. Wiele z nich niestety już na wieczność. Jak ważne jest uświadomienie sobie, że tylko poprzez miłość człowiek jest w stanie realizować Bożą wolę, wziąć udział w Bożym dziele. Tylko poprzez miłość! Natomiast jakakolwiek postawa, działanie bez miłości oddalają człowieka od Boga, uniemożliwiają wypełnianie Jego woli, a więc uniemożliwiają wzięcie udziału w Bożym dziele.

Dlatego na początku zaznaczamy miłość. Zanim przejdziemy do tego, w jaki sposób ma funkcjonować, działać stowarzyszenie „Konsolata”, cała Wspólnota Dusz Maleńkich, najpierw musimy zająć się miłością. Ten, kto to zrozumie i przyjmie, pozostaje w Dziele; ten, kto zbagatelizuje, zbyt lekko potraktuje, uważając, że już to wie, że już o tym słyszał, że żyje już tym, może okazać się, że w tym Dziele nie ma dla niego miejsca, że jest poza Dziełem. Jakże wiele dusz, jakże wiele kapłanów jest poza dziełem Boga, bo zabrakło miłości – prawdziwej miłości łączącej z Bogiem. Czytaj dalej

Święto liturgiczne św. Marii Magdaleny

Maria Magdalena (2)Spójrzmy na Marię Magdalenę (J 8,1nn). Patrząc po ludzku, w swoim życiu dosięgła dna. Upadła strasznie. Wcale nie była szczęśliwa z tym, co robiła. Choć miała pieniądze i urodę, nie była szczęśliwa. Pierwszą Osobą, która spojrzała na nią z prawdziwą miłością, z miłością, która nie poniża człowieka, która nie ocenia, która nie dzieli ludzi na gorszych i lepszych, był Jezus. I jej dusza pierwszy raz w życiu doznała prawdziwej miłości. A miłość Boga jest miłosierdziem, przebaczeniem, którego bardzo potrzebowała Magdalena. Potrzebowała tego nie tylko po to, aby zmazać swoje grzechy. Potrzebowała tego jej psychika, ponieważ sama sobie nie potrafiła przebaczyć, sama siebie nie kochała. To pełne miłości spojrzenie Jezusa pomogło jej to zmienić. Dzięki Jezusowi stała się innym człowiekiem. Ale to nie stało się tak od razu. Nie wystarczyło jedno spotkanie, które od razu sprowadziło Magdalenę na właściwą drogę. To pierwsze poruszyło ją. Ale po jakimś czasie wróciła do dawnego życia. Na krótko. Jednak pragnęła zmiany. Myślała o Jezusie. I nastąpiło drugie spotkanie, które tak ją umocniło, że od tej pory zupełnie przemieniło się jej życie.

Przepiękna i wzruszająca jest scena, kiedy Magdalena poszła do grobu i nie znalazła swojego umiłowanego Nauczyciela (J 20, 1-18). Wydawało jej się, że rozmawiała z ogrodnikiem. Ale gdy Jezus wypowiedział słowo – jej imię, tak jak to tylko On potrafił powiedzieć, od razu rozpoznała swoją Miłość. I powiedziała najczulsze słowa miłości. W języku polskim nie ma właściwego odpowiednika słowa Rabbuni. Owszem, wiemy, że chodzi o „nauczyciela”, ale nie zwykłego, tylko „umiłowanego nauczyciela”. Ma więc to znaczenie bardzo czułe, podobne do naszych zdrobnień. Tak jak mówi się nie: mamo, a: mamusiu, mamulku. Tak jak się mówi: tatusiu czy babuniu – tak i to słowo: Rabbuni ma właśnie takie znaczenie – nie zwyczajne „nauczycielu”, ale o wiele czulej. Magdalena nie mówiła wiele. W tym jednym słowie wyraziła cały swój ból i całą miłość do Jezusa. I doznała ogromnego pocieszenia w wielkim cierpieniu. W jej sercu zmartwychwstał Jezus i już był żywy. Czytaj dalej

Bóg powołuje, dopuszcza próby, ale uświęca, daje zmartwychwstanie. Konferencja: Rdz 22, 1-19

Medjugorje_GospaOczekujemy przede wszystkim pocieszenia, pragniemy zajęcia się naszymi sprawami. Chcielibyśmy usłyszeć słowa, że wszystko zostanie odjęte i od tej pory rozpocznie się piękne, rajskie życie. A tutaj słowa o pozostawieniu wszystkiego, o niepowracaniu do starego, o zgodzie na życie życiem rodziny pszczelej, gdzie należy się całkowicie do Maryi, gdzie nie czyni się swojej woli, ale uczestniczy się w życiu Jej Serca, we wszystkim, co w tym Sercu jest. I że właśnie na tym polega miłość. Choć w słowach wydaje się być to oczywistym, a jakże często duszom nie udaje się zrealizować tego wskazania, tak ważnego, gdy dusza oddaje się na służbę Bogu i uczestniczy w wielkim Dziele Bożym. Dzisiaj jeszcze jedne trudne słowa.

Najpierw pierwsze czytanie (Rdz 22, 1-19). Abraham słyszy od Boga, że ma złożyć w ofierze swego syna. Co działo się w jego sercu tak naprawdę wie tylko Abraham. Przeżywał ogromne cierpienie. Szedł na górę z synem, który miał się stać ofiarą złożoną Bogu. Szedł, uczynił ołtarz, syna związał, położył. Miał nóż. I nóż podniósł do góry, aby zabić syna. Spójrzmy, jak daleko musiał pójść Abraham w swojej ufności, w swojej wierze. Jak daleko! Jak to się ma do wspólnoty, do nas, do tego, co przeżywamy tutaj, do tych rekolekcji. Mówiliśmy, że trzeba pozostawić wszystko. I dusze powołane, otrzymując łaskę, najczęściej starają się to robić. Można powiedzieć, że z grubsza zostawiają stare życie, drobiazgi jeszcze plączą się im pod nogami, ale próbują się ich pozbyć. Oddają się dziełu, w które wprowadza je Bóg i je prowadzą mocą samego Boga. Abraham miał obiecanego syna. Wyszedł z ziemi, gdzie mieszkał. Uwierzył Bogu. A gdy był już starcem Słowo – obietnica zaczęła się realizować. Serce Abrahama całe przylgnęło do syna. Otrzymał syna od Boga. To był dar z Nieba. Abraham cieszył się synem. Był pełen szczęścia i wydawało się, że z wiarą i ufnością zrobił wszystko, co Bóg chciał. Postępował zgodnie z Jego wolą, teraz cieszy się synem. Przyszłość jawiła się w jasnych barwach. I naraz słyszy słowa, aby złożyć syna w ofierze.

Wejście Abrahama na górę, krok po kroku, było uświadomieniem, że syn nie jest jego własnością, że jest darem. Tak naprawdę wszystko jest własnością Boga. I wszystko Bóg może dać, może zabrać, może przywrócić. Abraham przeżył bardzo trudną próbę. Gdy Bóg powstrzymał go, aby nie zabijał swego syna, szczęśliwy i pełen wdzięczności złożył Bogu ofiarę z jagnięcia. Ta próba uświadomiła mu, iż mimo, że wszystko zostawił wcześniej, to teraz przywłaszczył sobie syna, który też jest własnością Boga. Zgodził się oddać syna i z wdzięcznością przyjął go z powrotem z rąk Boga.

Dusze bardzo często, jakiekolwiek jest to dzieło, zaczynają traktować je jako swoje. Gdy przychodzi czas – czy to z winy człowieka, czy to z woli Bożej, kiedy trzeba pozostawić lub też usunąć się na bok – nie potrafią rozstać się z tym, czym żyły do tej pory, uważając to za swoje, choć przez cały czas wydawało im się, że służą Bogu, że to jest Boże, że one są tylko sługami Boga. A jednak jest to bolesne dla każdej duszy – pozostawić. Dochodzą do tego różne względy ludzkie, różne słabości. I nieraz dusza, która w wielkim pędzie służąc Bogu kroczyła ku Niebu, zatrzymuje się właśnie na tej próbie. To tak, jakby Abraham nawet nie próbował wejść na górę ze swoim synem, tylko chciał uchronić go, ukryć, zachować dla siebie. On swego syna otrzymał po raz drugi od Boga, a jednocześnie jego dusza została niezmiernie umocniona. Jego wiara wzrosła, jego relacja z Bogiem również się pogłębiła. To już nie był ten sam Abraham. Czytaj dalej

Ponad wszystkim zawsze jest miłość Boża – konferencja: Rdz 21, 5. 8-20

Medjugorje_pokójDobrze, że słuchamy i przyjmujemy zaproszenie Matki Bożej. Ona pragnie podawać nam najdoskonalszy pokarm. Zawsze należymy do Jej Serca, zawsze jesteśmy w gronie Jej pszczół. Pszczoły Maryi muszą być dobrze przygotowane, muszą wiedzieć, jakie są ich powinności, muszą rozumieć miłość Boga. Bez przyjęcia tej miłości i życia nią pszczoły nie są w stanie pracować w Maryjnym ulu.

Spójrzmy na dzisiejsze pierwsze czytanie (Rdz 21, 5. 8-20). Trudne jest ono do przyjęcia przez współczesnego człowieka, który nie rozumie tamtej kultury i tamtych zwyczajów. Jednak pewne rzeczy są ponadczasowe. Ponad wszystkim zawsze jest miłość Boża. Jednocześnie zawsze ujawniają się ludzkie słabości, mimo to Bóg swoją miłością pokonuje je. Nieraz przechodzi ponad nimi, a nieraz wchodzi dokładnie w te słabości i czyni swoją wolę. Nie wszystko człowiek jest w stanie zrozumieć w swoim życiu i nie ma co pytać, dlaczego? Jest to niewłaściwe pytanie. Raczej należy nieustannie prosić o otwartość serca i gotowość przyjmowania wszystkiego, co płynie z woli Bożej.

Abraham i jego żona byli już starymi ludźmi. Zarówno jedno, jak i drugie w pewnym momencie miało wątpliwości, co do słów Bożych, iż się spełnią. Jednak spełniły się. Słowo Boże zawsze się wypełnia. W te wydarzenia wplatają się ludzkie słabości. Bóg znając je niejako pozwala, by ludzkie słabości towarzyszyły Jego planom, które i tak On realizuje. Z ludzkiego punktu widzenia niekiedy wydaje się być coś bardzo okrutnym. Jednak Bóg potrafi mimo tych słabości zrealizować swoją wolę i obdarza miłością zawsze i wszędzie. Nie ma człowieka na ziemi, który byłby porzuconym. Nie ma człowieka na ziemi, którego sytuacja byłaby do końca beznadziejna i bez wyjścia, ponieważ to, co dla człowieka nie jest możliwym, dla Boga jest możliwym do czynienia. I tak jak uczynił rodzicami Abrahama i Sarę, tak i zaopiekował się Hagar i jej synem, choć wysłani zostali na pewną śmierć. Hagar w rozpaczy pozostawia swoje dziecko. Nie chce być obecna przy jego męczarniach, przy jego śmierci. Ale Bóg nie porzucił jej, ani jej syna. Owszem, pozwolił, aby złość Sary niejako uzewnętrzniła się, stała się rzeczywistością wypędzenia Hagar. Nawet skłonił ku temu Abrahama. Ale miał w tym swój zamysł i nie opuścił ani Hagar, ani jej syna. Hagar w swej rozpaczy nie widziała studni, która była blisko niej. Bóg przemył jej oczy, otworzył je i zostali uratowani. Słowo Boga wypełnia się. Przecież potomstwo Abrahama miało być liczne, a syn Hagar był również synem Abrahama, zatem i z niego wyszedł wielki naród. Wydawać by się mogło w pewnym momencie, że sytuacja jest już beznadziejna i tylko śmierć ich czeka. Jakże zmieniła się diametralnie, gdy Bóg przemył oczy Hagar, gdy otworzył je. Czytaj dalej

Jak w rodzinie pszczół – konferencja dla dzieci Maryi

Medjugorje_PodbrdoMaryja, Królowa, zaprosiła nas do wnętrza swego Serca, bo pragnie, byśmy jako pszczoły stały się Jej robotnicami. Ale wiąże się to z całkowitym zaprzestaniem słuchania swoich pragnień i patrzenia na świat. Robotnice w ulu pracują na rzecz swego roju i swojej królowej. Pracują nieustannie, nie mają wakacji, ani odpoczynku. Życie danego ula, danej rodziny pszczelej jest życiem robotnicy. Pszczoły Maryi, które Ona sama karmi swoim mlekiem, kosztują wszystkiego, co jest w Jej Sercu i uczestniczą w życiu Jej Serca.

Jak pszczoły do kropelki miodu zlatują się dusze do Maryi, Królowej. Niestety wszędzie wokół pojawia się tyle pięknych zapachów i pszczoły odlatują. Szkoda, że człowiek nie ma, tak jak zwierzę, instynktu samozachowawczego. Niestety bardziej słucha swoich pragnień i dąży za przyjemnościami, przez co całkowicie zniszczył w sobie umiejętność odróżniania dobrego pokarmu od trucizny. I karmi swoją duszę trucizną.

Pszczoły odlatują, choć przed momentem były przy swojej Królowej. Odlatują wszędzie dookoła. Nie widzą, że wokół otacza je sztuczny ogród, plastikowe kwiaty, w które małymi kanalikami wsączana jest trucizna. I pszczoły Maryi giną. Jak wiele pszczół ginie!!! W straszliwych męczarniach giną. Przy tych sztucznych kwiatach, za którymi kryje się cała machina zła leżą rozkładające się szczątki pszczół Maryi. Gdy Ona patrzy na to, Jej Serce przeszywa ból. Woła swoje pszczoły, otwiera Niepokalane Serce – cóż z tego, skoro wokół tyle kolorów, tyle zapachów? Nawet, jeśli te pszczoły lecą w Jej kierunku, jakże często zawracają, będąc już prawie u celu.

Dlaczego szukamy radości, skoro Serce Maryi cierpi i krwawi? Dlaczego oczekujemy powodzenia, skoro Serce Niebieskiej Matki doświadcza takich zranień? Czy też pragniemy, tak jak inne pszczoły, zaznać przyjemności, która będzie ulotną, a potem tylko wieczna śmierć? Czy my też, tak jak inne pszczoły, chcemy krótkiego sukcesu, uznania otoczenia, pochwały, a potem umierać w męczarniach? Jakże Maryja umiłowała wszystkie dusze! Nie znają smaku miodu miłości, biegną więc za tym, co jest tylko atrapą. Ale przecież my skosztowaliśmy Bożego miodu! Czy pozwolimy, by świat przyciągnął nas ku sobie? Dlaczego wydaje nam się, że pokarm Maryi jest tylko słodyczą miodu? W Jej Sercu przecież gości Boża miłość, a wraz z nią wiąże się cierpienie. Dlaczego zatem szukamy tylko słodyczy? To jest atrapa! To kłamstwo! Nie istnieje miłość, jako sama słodycz!

Maryja, Królowa, zaprosiła nas do wnętrza swego Serca, bo pragnie, byśmy jako pszczoły stały się Jej robotnicami. Ale wiąże się to z całkowitym zaprzestaniem słuchania swoich pragnień i patrzenia na świat. Robotnice w ulu pracują na rzecz swego roju i swojej królowej. Pracują nieustannie, nie mają wakacji, ani odpoczynku. Życie danego ula, danej rodziny pszczelej jest życiem robotnicy. Pszczoły Maryi, które Ona sama karmi swoim mlekiem, kosztują wszystkiego, co jest w Jej Sercu i uczestniczą w życiu Jej Serca. Pracują na rzecz królestwa, które tak naprawdę jest Królestwem Boga. Wszystko, co jest w Sercu Maryi – miłość, a z nią związane: ból i radość, słodycz, rozkosz i cierpienie niewyobrażalne – staje się pokarmem pszczoły. Ale pszczoła nie może odwracać się za siebie, myśleć o sobie, bo wtedy ucieknie, a wokół same atrapy, które dają przyjemność, gdzie łatwo zdobyć kłamstwo miłości. Czytaj dalej

Ocalenie rodziny Lota. Konferencja (Rdz 19, 15-29)

davOtwórzmy swoje serca na obecność Maryi. Jej Serce jest otwarte, ramiona szeroko rozłożone, aby każdego z nas przygarnąć, każdego z nas przytulić, aby każdego z nas zawrzeć w swoim Sercu.

Bóg posyła swoją Matkę, by ratować wszystkich ludzi. Spoglądając na dzisiejsze pierwsze czytanie (Rdz 19, 15-29), gdzie Bóg ratuje Lota z rodziną, możemy poczynić pewną analogię do tego, co czyni Bóg teraz poprzez Osobę Maryi. Zauważmy, że tam człowiek stawiał Bogu nawet pewien opór i Bóg po prostu brał i zabierał człowieka z niebezpiecznego miejsca. Człowiek nie był świadomy do końca, co może się wydarzyć, jak wielkie jest niebezpieczeństwo. A kiedy Bóg polecił, aby człowiek schronił się w górach, to ten stawiał jeszcze pewne warunki, jeszcze o coś prosił, chciał zmienić Boże decyzje. I Bóg z miłości do człowieka zgodził się na to.

Może nas dziwić porównanie współczesnej sytuacji do tamtej sprzed wieków, a jednak jest w jakimś stopniu podobna. Tak wielkie niebezpieczeństwo grozi nam. Bóg dobrze o tym wie. Posyłając Maryję pragnie ratować, i to ratować wszystkich. Poprzez objawienia, poprzez pouczenia już bezpośrednio w naszej wspólnocie, Bóg pragnie nam ukazać miejsce schronienia. Chce, abyśmy zrozumieli, a nie rozumiejąc do końca, byśmy po prostu przyjęli, iż On pragnie ratowania naszego życia. Tam chodziło o życie ziemskie, chociaż nie tylko. Tutaj chodzi przede wszystkim o życie duszy, które jest w tak wielkim stopniu zagrożone, że nie mają tego w świadomości nawet kapłani. Tylko nieliczni, którzy otworzyli swe serce na Boga i na Jego światło mają jako takie wyobrażenie stanu dusz współcześnie. Kiedy Maryja przychodzi do nas, kiedy przychodzi do ludzkości w różnych objawieniach, daje zawsze środek, za pomocą którego człowiek może się ratować. Jednak człowiek nie do końca przyjmuje, nie do końca wierzy. Bardzo często trochę zadziałają emocje, trochę zadziałają uczucia – i to wszystko. A tutaj chodzi o przyjęcie postawy na całe życie. Chodzi o przyjęcie rzeczywistości Boga jako prawdę, jako realność, jako rzeczywistość, która jest.

Maryja przychodząc do dusz, pragnie, aby dusze doświadczyły miłości matczynej, ponieważ w Jej Sercu, gdy do Niego przylgną, otrzymują ratunek. Poprzez Jej Serce Bóg ratuje świat. Stąd pragnienie Bożej Matki, by nawiązywać bliską relację z każdą duszą. By każda dusza rzeczywiście otworzyła się na Jej macierzyńską miłość, by uwierzyła, że jest prawdziwą Matką i wszystko, co się z tym wiąże jest w Niej w sposób doskonały, dzięki Stwórcy. A więc miłość matczyna, troska, opieka, czułość, wyrozumiałość – wszystko to jest w Matce Najświętszej w stopniu doskonałym. A jeżeli do tego dołożymy poznanie ludzkich serc, jakie dał Jej Bóg, to w jakimś stopniu możemy sobie uświadomić, że mając to poznanie i tę miłość w swoim Sercu, Ona może zrozumieć każdą duszę i każdą ratować, bo wie, czego każda dusza potrzebuje. Wie, w jaki sposób dotrzeć do każdej duszy. Czytaj dalej

Rozpoczyna się przepiękny miesiąc – miesiąc Krwi Chrystusa

DSC03106 (3)

Rozpoczyna się przepiękny miesiąc; miesiąc, w którym szczególnie czcić będziemy KREW JEZUSA – Dar Miłości, życie nam ofiarowane. Postarajmy się rozważać: Czym jest Krew Jezusa? Co poprzez Ofiarę Krwi Chrystus uczynił dla każdego z nas? Jak wielkim znakiem miłości jest wyróżnienie Wspólnoty poprzez obdarowanie Krwią Jezusa? Starajmy się szukać, widzieć wolę Boga w obdarowaniu Krwią. Niech każdy z nas w swoim życiu zobaczy powołanie, które otrzymuje wraz z obdarowaniem Krwią. Niech każdy z nas odniesie do siebie, do swojej codzienności ten Dar i zobaczy Go w każdym momencie swego życia. Niech każdy stara się analizować, na ile w każdym momencie odpowiada na ten Dar? Niech każdy stara się zobaczyć: Co z tym Darem robi? Na ile pozwalamy Bogu na nieustanne obmywanie naszych dusz Krwią Jezusa, a na ile realizujemy swoją wolę, swoje wyobrażenie o swoim życiu? Na ile realizujemy samych siebie, swoje pragnienia? Starajmy się wieczorem na modlitwie, każdego dnia, analizując minuta po minucie, godzina po godzinie, pomyśleć: Na ile ta Krew, która spływała tego dnia z Krzyża, obmyła nas? Na ile przeniknęła serca, a na ile spłynęła nie pozostawiając żadnego śladu? A może ta kropla, która padła na nasze serce, odbiła się od serca nie mając możliwości obmycia go? Na ile nasze dusze przyjmować będą Krew Jezusa, na tyle będziemy pełnić Jego wolę. Na ile ta Krew wnikać będzie w nasze serca, na tyle będziemy żyć Jego miłością. Na ile umiłujemy tę Krew, na tyle w nas tętnić będzie Boże życie.

Modlitwa

Uwielbiam Ciebie Jezu! Miłości mojego życia! Dziękuję Ci, że przyszedłeś z Ciałem i Krwią. Dziękuję Ci za wyróżnienie, za ten Dar, za to szczęście, że mogę dzisiaj adorować Twoje Ciało i Twoją Krew. Wobec tak wspaniałej cudownej Obecności wszystko milknie, Jezu. Milkną moje ludzkie pragnienia, moje emocje, uczucia, moje dążenia. Wszystko staje się nieważne, bo Ty jesteś, bo mogę patrzeć na Twoje Ciało i Twoją Krew, bo przyjęłam Ciebie całego – Ciało i Krew, bo jesteś we mnie z Ciałem i Krwią. Twoja obecność daje mi wielkie szczęście, budzi wielką radość.

Ty wiesz, Jezu, nie potrafię pięknie mówić, nie potrafię Ci pięknie dziękować, ani Ciebie uwielbiać pięknymi słowami. W moim sercu, Jezu, jest wielka radość, że Ty jesteś i wielka wdzięczność, że ja – maleńkie Twoje dziecię – uczestniczę w czymś tak niebywałym. Mogę adorować Twoje Ciało i Twoją Krew. Jestem tak blisko, niemalże mam w zasięgu ręki Ciebie. A gdy pomyślę, że przyszedłeś do mojego serca, zjednoczyłeś je ze Sobą, przebóstwiając całą moją istotę! O mój Panie, wszystko już, każda myśl we mnie się miesza. Nie potrafię pojąć własnego szczęścia. Uwielbiam Ciebie, Boże! Czytaj dalej

29 czerwca – Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła

20160906_144634 (2)Kiedy patrzymy na świętych tej miary co św. Piotr, czy św. Paweł możemy zadziwiać się ich tak bliską relacją z Bogiem. Kiedy spojrzymy na innych świętych, czy to żyjących w czasach przed Narodzeniem Jezusa, czy na tych, którzy żyli już po Jego Narodzeniu, zawsze dostrzeżemy bliską ich relację z Bogiem, choć drogi prowadzące do osiągnięcia tej bliskości były różne i przeżywanie, doświadczanie wiary inne. Często dziwi nas różnorodność tych dróg. Gdy patrzymy na świętych, gdy staramy się poznać ich życie, często dostrzegamy, iż nie od początku kroczyli drogą świętości, a wręcz ich życie zaprzeczało takiej drodze, a jednak stali się świętymi. Patrząc na różne osoby, widzimy i to, że byli różnych zawodów, różnego wykształcenia lub zupełnie bez wykształcenia i to, że mieli przeróżne temperamenty. A jednak wszystkich łączy to samo – bliskość z Jezusem, miłość do Jezusa. A gdy się patrzy na postacie ze Starego Testamentu, w życiu których nie możemy mówić o bliskiej relacji z Jezusem, to jednak urzeczywistnia się ich niezwykła relacja z Bogiem, często właśnie tak zadziwiająco bliska jak na tamte czasy, kiedy bano się wręcz wymówić Imię Boga. A jednak np. Mojżesz rozmawiał z Bogiem prawie twarzą w twarz.

Każdy z nas również idzie inną drogą, mamy inne doświadczenia, inny temperament, inne wykształcenie, a jednak każdego z nas Bóg powołał do bliskiej, bardzo bliskiej zażyłości ze Sobą. Przykłady różnych świętych pokazują, że jest to możliwe, aby zwykły człowiek mógł żyć w zjednoczeniu z Bogiem. Zresztą Kościół naucza, że przecież po to zostaliśmy stworzeni, by żyć z Bogiem. Całe życie ziemskie prowadzi do jednego – do wieczności z Bogiem. Naszą duszę Bóg tak stworzył, byśmy mogli na ziemi już się do tego przygotowywać. I to ona jest tą cząstką nieśmiertelną w nas, a życie w wieczności ma być życiem w Bogu. Zatem nie ma tu ani odrobiny wątpliwości, iż Bóg każdego z nas chce mieć blisko Siebie, chce mieć w tak bliskiej relacji, jak przyjaciela, jak dziecko, jak umiłowanego, umiłowaną.

Zazwyczaj człowiek wątpi w to, iż również jego Bóg do takiej relacji powołuje. I w nas też są wątpliwości, trudno nam wierzyć. A jednak spójrzmy na Piotra – zwykły, prosty rybak, o bardzo wybuchowym temperamencie. Ileż Jezus musiał się natemperować jego osobowości, aby z Szymona uczynić Piotra? Spójrzmy na Pawła – zupełnie inny człowiek, posiadający wiedzę i zupełnie inne umiejętności. Potrafił przemawiać. I również jego Bóg powołał, choć początki jego działalności wiązały się z prześladowaniem chrześcijan. Uczestniczył w kamienowaniu diakona Szczepana – pierwszego z męczenników, a jednak Bóg go powołał. Czytaj dalej

Różaniec – Tajemnice Chwalebne. 36 rocznica objawień w Medjugorje

Medjugorje_rocznicaTajemnica I –  Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Człowiek zasmuca się wtedy, kiedy przychodzi kres czegoś, kiedy następuje śmierć. Jednak śmierć oznacza jedynie, iż później może tylko być zmartwychwstanie. Śmierć oznacza zakończenie wędrówki na ziemi, życia niedoskonałego. Zmartwychwstanie oznacza rozpoczęcie życia prawdziwego, doskonałego. Świat zanurza się w śmierci, to z jednej strony straszliwy czas, epoka przerażająca. Gdy rozejrzymy się wokoło, widzimy działanie zła we wszystkich sferach życia. Ale Bóg przychodzi ze swoją łaską, przychodzi ze Zmartwychwstaniem. Jego miłość, Jego Miłosierdzie rozlewane na Kościół niosą duszom Zmartwychwstanie.

Te trwające już tyle lat Objawienia są łaską Boga daną Kościołowi, daną wszystkim ludziom, wszystkim duszom, aby mogło nastąpić odrodzenie życia, prawdziwego życia w Bogu, życia duchowego, życia dusz. Dlatego pomimo zła, które panoszy się nadal na świecie, pomimo doświadczanego cierpienia mamy prawo radować się, ponieważ te Objawienia niosą nam zapewnienie Bożej miłości, Bożego Miłosierdzia, które już teraz daje tę pewność: zmartwychwstanie dusz, odrodzenie Kościoła, nawrócenie wielu, wielu dusz, cała ziemia powoli się odradza.

Nie jest to na razie tak bardzo widoczne i na co dzień doświadczamy nadal działania zła. Ale uwierzmy, Bóg przyszedł z łaską. 36 lat temu otworzyło się Niebo i od tej pory nieustannie Niebo łączy się z ziemią. Łaski, które Bóg wylewa na ziemię łączą Niebo z ziemią. Ziemia otrzymuje nieskończoną ilość łask. Jak wielkie jest to zło, które rozpanoszyło się na ziemi świadczy fakt, iż 36 lat wylewania Bożej miłości i Miłosierdzia jeszcze wydaje się być za mało, ponieważ nie widać w tak znaczący sposób działania w Kościele tej łaski. Jednak poprzez wiarę mamy ufać, że ta rozlana łaska dotknęła już wiele serc, nawróciła tysiące, miliony i Miłosierdzie obmyło dusze.

To odrodzenie Kościoła powoli następuje. Dokonuje się w pojedynczych duszach w różnych miejscach na świecie, idzie powoli, ale musi się najpierw umocnić w jednej, w drugiej, w trzeciej duszy, by potem rozkwitało. Tak samo w nas, którzyśmy zostali dotknięci tą łaską, również w nas musi się ugruntować to odrodzenie, które następuje. Można to przyrównać do maleńkiej roślinki. Dopiero wykiełkowała. Na powierzchni ziemi jeszcze niewiele widać, dopiero w ziemi. Gdybyśmy zajrzeli, zobaczylibyśmy, iż kiełkuje. Ziarno obumiera i kiełkuje w górę pęd, jednocześnie w dół idą małe korzonki. Ale już kiełkują, ziarna już kiełkują. I ziemia, która czuje ciepło słońca przygotowuje się do przedwiośnia, a potem do wiosny, aby na wiosnę już maleńkie kiełki zaczęły wychodzić z ziemi, aby mogły później rosnąć. Czyli to zmartwychwstanie już jest, bo ziarno obumarło i wykiełkowało.   Czytaj dalej

Objawienia w Medjugorje i ich znaczenie

Medjugorje_MariaCzłowiek pragnąłby życia lekkiego, pragnie głównie przyjemności. Patrząc na otaczający świat pragnie tego, co widzi: patrząc na znajomych pragnie tego, co posiadają znajomi; patrząc na różne osoby pragnie tego, co one osiągnęły. Człowiek kieruje się tym, co widzi i pragnie tego. To, co spostrzega, to, co widzi często, co jest ogólnie przyjęte, tego pragnie. Często bez zastanowienia dąży do osiągnięcia swoich celów. Cały otwarty na zewnątrz żyje światem zewnętrznym. Współczesny człowiek tak bardzo żyje światem zewnętrznym, że przestaje mieć kontakt ze swoim wnętrzem i nie rozumie, co znaczy żyć w głębi swej duszy. Nie wie, że może istnieć inny świat, że stworzony jest do innego życia. Człowiek otwarty jest na to, co zewnętrzne i całym sobą pochłania to, co widzi oczami ciała, to, co słyszy uszami ciała.

Można by nieco przyrównać współczesnego człowieka do ślimaka albo do małży, które wbrew swojej naturze wychodzą poza swoją muszlę. A przecież stworzenia te żyjąc na zewnątrz, giną. Człowiek wbrew naturze, jaką dał mu Bóg cały żyje na zewnątrz. Przestaje mieć kontakt z własną duszą, a więc niejako zrywa ze swoim prawdziwym człowieczeństwem, zrywa więź z tym, co jest prawdą o nim i co jest jego życiem na wieczność. Człowiek więc sam uśmierca siebie, sam podąża ku śmierci, działa wbrew sobie, samego siebie krzywdzi.

Współcześnie dzieje się to w sposób wręcz niespotykany w dziejach ludzkości. Jest to zjawisko wielkie, obejmujące całą kulę ziemską i całą ludzkość. Człowiek odrywa się od tego, co Bóg dał człowiekowi, aby mógł żyć prawdziwie i być szczęśliwym. A wszystko to czyni w myśl osiągnięcia szczęścia, szczęścia rozumianego inaczej. Człowiek nie mając więzi z własnym wnętrzem, nie może siebie zrozumieć, a nie rozumiejąc nie wie, co tak naprawdę daje mu szczęście, co jest jego szczęściem. Człowiek przyjmuje propozycje świata i to, co świat mu narzuca jako szczęście. Człowiek nie potrafi zweryfikować, co jest mu narzucane, ponieważ zerwawszy z własnym wnętrzem nie ma punktu odniesienia. Czytaj dalej

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela. 36 rocznica Objawień w Medjugorje (24-25 czerwca)

Medjugorje_rocznicaŚw. Jan Chrzciciel był Prorokiem, Prorokiem Najwyższego. Bóg stworzył Go, aby przygotował serca ludzkie na przyjście Jezusa Chrystusa, na przyjście Zbawiciela. Ku temu dał Janowi odpowiednie predyspozycje duszy, serca; stworzył takie warunki zewnętrzne, aby wszystko służyło temu jednemu celowi – Jan miał być Prorokiem Najwyższego i całym sobą: sercem, duszą i ciałem miał służyć Bogu. I w istocie tak się stało. Jan jest niebywałym Świętym, człowiekiem, który jak rzadko który Święty miał poznanie Boga, poznanie istoty stworzenia, miał wyjątkową jedność ze stworzeniem. Jan całym sobą, swoim duchem żył w stworzeniu i jednoczył się z Duchem Bożym; swoją duszą przenikał stworzoną przez Boga rzeczywistość i rozumiał istotę stworzenia. To dar niebywały i niepojęty, biorąc pod uwagę, iż nie wychowywał się gdzieś w pałacach, gdzie byłby dostęp do wszelkich ksiąg mądrych, nie miał wspaniałych, mądrych nauczycieli, nie uczęszczał do jakiejś najlepszej szkoły. On tę mądrość otrzymał od Boga. Nic dziwnego – Bóg obdarzył Go swoim Duchem już w łonie matki. Jan, gdy ujrzał światło dzienne, gdy się narodził, już był napełniony Duchem Świętym, a Jego dusza była już w trakcie rozwoju. To wspaniałe i cudowne, jaki był Jego kontakt z przyrodą, ale przez Ducha. To niebywałe, w jaki sposób Jan rozumiał Ducha Bożego i sprawy Boże. I właśnie Jemu Bóg powierzył przygotowanie ludzkich serc na przyjście Mesjasza. Co prawda Izrael przygotowywał się do tego od wieków, ale Jan miał przygotować na to bezpośrednie już przyjście Jezusa. Zapowiedział Jego przyjście, przywitał Jezusa i usunął się w cień. To też jest istotne, te słowa, iż Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał (J 3,30), to też ważne słowa dla nas, tak jak istotne jest Jego powołanie również dla nas.

Otóż, spójrzmy na powołanie św. Jana Chrzciciela, jako na powołanie wszystkich dusz, które mają wypełnić pewną misję w Kościele. To prawda, przyrównywanie siebie do tak Wielkiego Proroka, byłoby pychą, jednak pragniemy uświadomić sobie, iż jest coś wspólnego we wszystkich powołaniach dusz. Wszystkie są powołane do świętości, wszystkie są powołane w związku z tym do zjednoczenia z Bogiem, do apostolstwa, do świadczenia swoim życiem o Bogu. Więc jest w powołaniu część wspólna dla wszystkich, ale Bóg wyróżnia pewne dusze, którym daje jakieś zadanie w Kościele i te szczególnie przygotowuje. Widać to po Janie, Jego dusza, właściwie od życia w łonie matki, już była przygotowywana i Jan był obdarzany niezwykłymi darami. Czytał w duszach; taki dar czytania w duszach mieli później niektórzy Święci. Jan przepowiadał przyszłość. Ten dar również był dawany i innym Świętym. Jan został obdarzony poznaniem prawdy i to poznanie dawane jest Świętym. Były też inne dary. Bóg zatem, dusze, które powołuje do szczególnych zadań, misji w Kościele, obdarza darami, przygotowuje je, stwarza takie warunki, aby dusze te mogły odpowiednio się ukształtować i pełnić swoją misję. Jest to ta część wspólna wszystkich dusz powołanych; razem z Janem. Czytaj dalej