Obdarowani Synem Boga – styczniowy dzień skupienia

P1220018 (2)1. …aby w naszych sercach nastało Królestwo Boże

Zazwyczaj człowiek rozważając Boże Narodzenie widzi przede wszystkim samą Osobę Jezusa jako dziecka. Owszem, widzi inne osoby, które pojawiają się na początku życia Jezusa i towarzyszą Mu, jednak zazwyczaj człowiek ogranicza się tylko do stwierdzenia, iż Bóg narodził się na ziemi. Czasami niektórzy idą trochę dalej rozumiejąc, że oto nastało zbawienie. Ale czy tak naprawdę zastanawiamy się, czym jest to niezwykłe przyjście Boga na ziemię i co oznacza, że nastało zbawienie? Czy obdarowanymi zostali tylko niektórzy? Tylko ci, którzy przyjmują i wierzą? Czy obdarowanym został tylko człowiek? Spróbujmy dzisiaj otworzyć oczy swoich dusz, by przyjąć Dar tak wyjątkowy i niezwykły, bowiem przyjście Jezusa na ziemię jest przyjściem Boga do swojego stworzenia. A przyjście Boga jest nastaniem już Jego królowania, tu na ziemi. Przyjście Boga oznacza nastanie tego wszystkiego, co w sobie ma Bóg. Kim jest Bóg, czym jest, jakie posiada cechy – wszystko to przynosi na ziemię. Bóg zapragnął, aby cała ziemia, cały wszechświat mógł doświadczać królowania Boga. Mógł uczestniczyć bliżej, pełniej w życiu Królestwa Bożego.

Tak więc, radując się Narodzeniem Jezusa, starajmy się nie widzieć tylko małego Dziecka, ale otwórzmy szeroko dusze, aby w naszych sercach nastało Królestwo Niebieskie, aby przyjąć wszelki dar, z którym przychodzi Bóg? A cóż On przynosi? Zbawienie, jako pierwsze i podstawowe. W tym zbawieniu zawiera się wszystko, bo czymże ono jest? Przywróceniem życia człowiekowi; życia, którym Bóg obdarzył go na samym początku stworzenia. I to życie jest wszystkim. Bez tego życia nie ma nic, nie istnieje nic, nie byłoby nas. Obdarowanie życiem jest obdarowaniem wszystkim. Jezus przychodząc na ziemię przywraca nam to życie. Jeśli zastanowimy się nad życiem pierwszego człowieka, życiem w raju, jego niezwykłym obcowaniem z Bogiem, jeżeli zastanowimy się nad cudowną relacją, jaką musiał mieć człowiek z Bogiem, to możemy w jakimś stopniu sobie wyobrazić dar, który przynosi Jezus wraz ze swoim narodzeniem. Ale należałoby tutaj rozważać wszystkie przymioty Boże, wszystko, jakim Bóg jest, aby zrozumieć dar, który On przynosi do twojego serca wraz ze swoim przyjściem. Przynosi to wszystko i oto już teraz w twoim sercu nastaje Królestwo Niebieskie. Oto już teraz w twoim sercu możliwą jest ta cudowna relacja z Bogiem, oparta na niezwykłej miłości; miłości, która przekracza wszystkie granice, pokonuje wszystkie przeszkody i sprawia, że dusza żyje w niezwykłym zjednoczeniu ze Stwórcą. To przynosi Bóg, Jezus, i obdarza już teraz. Nie w wieczności, ale już teraz! Chodzi tylko o to, aby otworzyć swoje serce, przestać myśleć tak szablonowo, porzucić stary sposób myślenia i spojrzeć na nowo oczami duszy, by zobaczyć, jak przemienia się świat, gdy rodzi się Chrystus, jak cała przyroda doznaje przemiany, cały kosmos, każde najmniejsze stworzenie, najdrobniejszy pyłek i największe galaktyki. Wszystko jest przenikane tym niezwykłym wydarzeniem Narodzin Boga na ziemi, przenikane nastającym w sercach ludzkich Królestwem Bożym.

Każdy z nas został obdarowany. Obdarowany – to znaczy każdy otrzymał zadanie. Każdy, bez względu na to, kim jest, jaki jest, został obdarowany. Jest to najcudowniejsza wieść, najwspanialsza wiadomość, którą trzeba się dzielić, którą trzeba uświadamiać ludziom, o której trzeba mówić, ale przede wszystkim – którą trzeba żyć. Jeśli przyjmuje się światło do swego serca, jeśli człowiek otwiera się na to światło, to cały tym światłem jaśnieje. Żyjąc nim promieniuje na wszystkich, na całe otoczenie. I inni widzą to światło w człowieku. Hasłem tego roku jest: Idźcie i głoście. Właśnie tak, mamy iść i głosić. Boże światło ma rozchodzić się z naszych serc na cały świat, ale czy my otworzyliśmy się na to światło? Czy przyjęliśmy samego Boga? Czy otworzyliśmy się na Jego życie w nas? Czy uwierzyliśmy, że wszystko, co jest w Bogu, co jest Bogiem staje się naszą własnością, jest do naszej dyspozycji? Czy potrafimy zachwycić się tak niezwykłym darem? Czy potrafimy z pokorą przyjąć i nieść?

Starajmy się dzisiaj otworzyć serca na tę niezwykłą Nowinę. Co prawda troszeczkę czasu już minęło od samych Świąt, ale przecież Bóg żyje w nas, Jego Królestwo w nas jest i wszystko, czym zostaliśmy obdarowani nadal w naszych duszach jest. Trzeba uwierzyć i żyć tym. A im bardziej będziemy się otwierać, im bardziej będziemy zanurzać się w ten dar, tym bardziej będziemy jaśnieć światłem Boga. Tym bardziej promienie Jego miłości będą z nas się wylewać na wszystkich wokół. I tym bardziej będziemy przemieniani w samego Jezusa.

2. …aby każdy przyjął prawdę o sobie, prawdę o Bogu, o Jego miłości

Człowiek przyjmując dar od Boga, rozpoczyna nowe życie. Rozpoczyna nową jakość życia. Spojrzenie na wszystko jest poprzez pryzmat Boga, Jego nieskończonej miłości w stosunku do człowieka. I tak człowiek przyjmuje każdą rzecz i sytuację, każde wydarzenie, wszystko, co dotyka go w życiu, jako otaczającą rzeczywistość Boga, jako otaczającą miłość Boga. Jednak czasem wydaje się człowiekowi, że życie tutaj na ziemi w zjednoczeniu z Bogiem jest życiem bez krzyża. Ponieważ człowiek boi się krzyża, cierpienia, więc często podąża za Bogiem, błędnie myśląc, iż Bóg uwolni go od krzyża. A dar zbawienia jest darem nierozerwalnie związanym z krzyżem. Tutaj nie chodzi o to, iż Bóg zsyła krzyż, daje krzyż. Nowe spojrzenie, jakie człowiek otrzymuje wraz z darem zbawienia, to spojrzenie na siebie samego i na drugiego człowieka przez pryzmat miłości, która odsłania przed człowiekiem prawdę o nim samym. Człowiek widząc, jakim jest on sam, zaczyna sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę źródłem krzyża jest on sam dla siebie. I tak samo źródłem krzyża jest ten drugi człowiek. Nie potrzeba niczego innego, poszukiwania gdziekolwiek indziej żadnych krzyży. Jeżeli człowiek przyjmie prawdę o sobie, prawdę o Bogu, o Jego miłości, to wtedy zrozumie, że największym krzyżem może być on sam dla siebie. A przyjęcie z otwartością samego siebie, prawdy o sobie, swego życia, jest przyjęciem krzyża. Przyjęcie z miłością drugiego człowieka – jest przyjęciem krzyża. Umiłowanie drugiego człowieka i umiłowanie siebie w prawdzie o sobie – jest przyjęciem krzyża. Jeśli człowiek zagłębi się w tę prawdę może się wręcz zachwycić, jak niezwykła i niepojęta jest Boża miłość, Boża mądrość, iż Bóg po prostu dał tylko człowiekowi jego samego, dał drugiego człowieka, aby człowiek mógł iść drogą zbawienia. Jeden dla drugiego na tej drodze jest krzyżem, a jednocześnie jeden drugiego może wspierać, może być drugim Jezusem, który pomaga, podnosi, prowadzi, który ukazuje Niebo. Zawsze jest tak, że człowiek myśląc o krzyżu, jeśli go przyjmuje zaczyna go szukać w różnych rzeczach i sprawach. Często człowiek myśli, iż ofiara krzyża leży gdzieś poza nim i trzeba ją sobie znaleźć i ponieść. Jeśli człowiek przyjmie samego siebie, prawdę o sobie z miłością, jeżeli będzie starał się żyć miłością, jeśli będzie przyjmował, akceptował dokładnie to, co wydarza się w jego życiu, jeśli będzie przyjmował samego siebie w swojej nędzy i nicości, powierzając się Bogu, ufając Mu, przyjmując Boga jako jedyne doskonałe Dobro i Miłość, to wystarczy. To będzie krzyż, który wyprowadzi człowieka na sam szczyt świętości.

Bóg obdarował człowieka wielkimi darami. Umieścił człowieka w środowisku na ziemi, wśród przyrody. Dał mu drugiego człowieka. Wszystko, co Bóg stworzył, uczynił z miłości i wszystko miłością promienieje. Teraz trzeba otworzyć swoje serce, by widząc ten dar miłości zachwycić się nim, by przyjęcie otaczającego daru miłości pomogło człowiekowi w kroczeniu z jego własnym krzyżem, którym jest on sam dla siebie. Zachwyt nad Bożą miłością podnosi człowieka. Pozwala mu widzieć siebie samego z innej perspektywy. Pozwala mu z jednej strony pokornie, z drugiej strony ufnie patrzeć na Boga i przyjmować od Niego nieustannie wyciągniętą pomocną dłoń. Każdego dnia i w każdej sekundzie Bóg prowadzi człowieka, którego najpierw umiłował, potem stworzył. Obdarzył miłością, wyposażył w miłość, usposobił duszę ludzką, by mogła żyć. Tylko dzięki Bożej miłości dusza ludzka żyje i żyje w pełni.

Uwielbijmy Boga w darze Jego miłości, w darze wspaniałego życia, którym nas obdarza, w darze niezwykłej mądrości Bożej, przejawiającej się w każdym stworzeniu, we wszystkim, co jest.

3. … aby tam, „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20b)

Miłość Boża jest wszystkim. Miłość Boża jest we wszystkich Bożych przymiotach. Kiedy mówimy, że Bóg jest dobry, hojny, sprawiedliwy, miłosierny, to jest On taki, ponieważ jest Miłością. Ta dobroć, hojność, miłosierdzie, sprawiedliwość, ta łagodność i cierpliwość, wszystko jest przeniknięte miłością i z miłości płynie. Dlatego przyjmując dar Bożego Narodzenia, dar, z którym przychodzi Jezus na ziemię, przyjmujmy ze świadomością, że jest to dar miłości; dar przeniknięty miłością. Przenikanie Bożą miłością jest czymś, co jest niezwykle aktywne, co ma moc sprawczą, co ma niezwykłą siłę. W związku z tym niesie to niezwykłą nadzieję dla każdego człowieka, bowiem człowiek doświadczając siebie samego jako słabego, jako źródło krzyża dla siebie i dla innych, może oprzeć się na Bożej miłości, która jest wyciągniętą dłonią Boga do człowieka. Nieustannie człowieka podnosi, nieustannie pociesza, sprawia, że w sercu ludzkim może zajaśnieć światło. Jeśli człowiek otworzy się na prawdę o sobie samym, jeśli doświadczy tego, kim jest, jak bardzo jest słabym i jeśli pogodzi się z tym i jednocześnie będzie starał się żyć zgodnie z wolą Bożą, doświadczy, jak bardzo jest to trudne dla niego samego, jak bardzo w tym wszystkim jest bezsilny wobec siebie samego. Zobaczy, że krzyż, którego doświadcza jest krzyżem wręcz nie do uniesienia, bo on sam nie potrafi pokonać swoich słabości. Sam nie potrafi pełnić Bożej woli, nie potrafi odpowiedzieć na Bożą miłość, nie potrafi kochać, nie potrafi czynić tego wszystkiego, co chciałby czynić ze względu na Boga. I chociaż ma w sobie tyle wspaniałych pragnień i wszystkie są ukierunkowane na Boga, jednak widzi, że sam nie jest w stanie ich realizować. Wtedy nadzieją, ufnością budzącą się w sercu człowieka, jest miłość Boża, która człowieka otacza i wypełnia, wspiera go i podnosi. W doświadczeniu siebie samego jako krzyża, w uświadomieniu sobie, że przecież ten krzyż jest wspaniałą drogą do zbawienia, człowiek może przyjąć cudowny dar miłości dany zupełnie darmo w wielkiej pokorze, w ufności, że oto Bóg, Stwórca, Władca pochylił się nad nim. I On sam, Bóg, poprowadzi człowieka, pomagając mu w niesieniu krzyża. Pomagając człowiekowi żyć w zgodzie z samym sobą, w pogodzeniu się z tym, kim jest, jakim jest, że to Bóg wyprowadzi człowieka z jego słabości i poprowadzi ku mocy, ku sile, ku miłości. Poprowadzi ku dobroci, ku sprawiedliwości, ku miłosierdziu, a więc ku temu wszystkiemu, czym jest Bóg i Kim On jest. Chociaż człowiek jest tak mały i tak słaby, chociaż sam z siebie jest tylko słabością, to dzięki przyjęciu Bożej miłości może iść przez życie dokonując dzieł Bożych, przemieniając się dzięki Bożemu darowi, stając się miłością. Stając się tym, kim Bóg go stworzył na początku dziejów. A nawet stając się jeszcze kimś więcej, ponieważ poprzez obdarowanie Jezusem, poprzez Dzieło, które Jezus przeprowadził na ziemi, człowiek jest bogatszy niż był przed tym Dziełem Jezusa. Można powiedzieć, że jest bogatszy niż był przed samym grzechem, bo wtedy nie został tak obdarowany, jak jest obdarowany teraz. To jest niezwykłe, a jednocześnie jest potwierdzeniem słów, iż tam, „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20b). Właśnie tam, gdzie jest wielki grzech, tam przejawia się wielkie Boże miłosierdzie. Pochylenie się Boga nad człowiekiem jest niezwykłym obdarowaniem, hojnością i dobrocią Bożą. Dlaczego Jezus powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych, zdrowych, ale do chorych, do grzeszników (por. Mt 9, 10-12; Mk 2, 15-17)? Bo ci sprawiedliwi mają już Boga. Teraz Boga potrzebują ci, którzy Go nie mają. To jest to wielkie miłosierdzie Boże i ta wielka miłość.

Podziękujmy Bogu za niezwykły dar Bożej miłości, która tak bardzo przemienia człowieka, czyni go godnym zasiadania do stołu z samym Bogiem, która podnosi człowieka do godności bycia dzieckiem Boga, która go obdarza pełnią Boga. Uwielbijmy Boga, podziękujmy za dar Bożego Narodzenia, dar przyjścia Jezusa na ziemię, bo wraz z tym Darem człowiek otrzymał wszystko, cała ludzkość otrzymała wszystko. Bóg przyszedł do każdego, w sposób szczególny do tych, którzy się źle mają. Czasem człowiek myśli, że gdy dużo się modli i gdy trwa na modlitwie, to właśnie do niego przychodzi Bóg. Takie często pojęcie mają na przykład ci, którzy uczestniczą w Pasterce, bo przecież oni trwają na modlitwie. To prawda, przychodzi Jezus do nich. Ale Jezus przychodzi do całej rzeczywistości człowieka, a tą rzeczywistością człowieka jest choroba, grzech, śmierć, zło. Jezus tak jak przyszedł do tych, którzy trwali w kościołach na modlitwie, tak przyszedł i do tych, którzy byli w domach, i do tych, którzy cierpieli gdzieś opuszczeni, samotni, bezdomni, i przyszedł do tych, którzy w tym czasie przeżywali dramat wojny, także do tych, którzy w ogóle nie myśleli o Nim, bo Jezus przyszedł do całej prawdy o człowieku. Przyszedł do tej rzeczywistości, która jest tak często straszną, wręcz demoniczną, aby człowieka z niej wyprowadzić, pomóc ją przeżyć, przejść, aby tę rzeczywistość uświęcić swoją obecnością i pomóc człowiekowi spojrzeć w światło, by mógł zobaczyć, że jest nadzieja, że jest życie, że można inaczej przeżywać każdy swój dzień i że jest przed człowiekiem cudowna perspektywa wieczności, szczęścia, miłości. Podziękujmy Bogu za dar Jego miłości, ale i sami przyjmijmy Go całym sercem. I zacznijmy żyć. Niech ten Dar rozradowuje nas, zachwyca. Kiedy człowiek żyje Bogiem, zachwycony, szczęśliwy, to nawet nie musi pamiętać, że ma głosić Bożą miłość, bo samą postawą radości i zachwytu, samym wewnętrznym przeżywaniem obecności Boga w nim, człowiek ten rozlewa obecność Boga na innych.

4. … aby nie zaprzepaścić tych darów, które Bóg już w nas złożył

Przyjęcie Daru Bożego i życie tym Darem, uczynienie ten Dar swoim, jest całym sensem życia człowieka. I chociaż mówimy o krzyżu, którego tak człowiek się obawia, to jednak przyjęcie Daru Boga, zrozumienie prawdy, czym jest ten Dar, sprawia, że człowiekowi żyje się łatwiej, bowiem we wszystkim w swoim życiu widzi sens, widzi cel, mądrość Bożą, która wszystko poukładała. A jeśli trudno człowiekowi zrozumieć w jakichś wydarzeniach ich głębszy sens, to ma w sobie ufność, że Bóg wie i Bóg się wszystkim zajmuje. Cały niepokój egzystencjalny, jaki przeżywają ludzie, całą rozpacz, lęk, strach, jakiego doświadczają, składany jest w Bogu, w Jego miłości, kładziony jest u Jego stóp. I wtedy okazuje się, że wszystko ma nieco inny wymiar, nieco inną wymowę. W sercu człowieka rodzi się nadzieja, pokój, rodzi się ufność i powoli rodzi się szczęście. W Bogu znika to, co w życiu człowieka bez wiary jest rozpaczą, strachem, jest sytuacją bez wyjścia. Chociaż nadal ta sytuacja istnieje, nadal te wydarzenia mają miejsce, to jednak człowiek zanurzony w darze zbawienia już inaczej przeżywa każdą chwilę. Widzi ją bardziej oczami Boga niż oczami ludzkimi. Gdy w sercu człowieka jest sam Bóg, Jego miłość, gdy w sercu jest cały świat Boga, cała pełnia Boga, całe Niebo, człowiek unosi się ponad wszystkie doświadczenia, które nie są przyjemne, które mogą go ranić, mogą go zasmucać. Warto próbować otwierać się na Boga i Jego dary, bowiem wtedy choć człowiek nadal jest słaby i posiada swoje wady i inni wokół również, to jednak odnosi się do siebie i innych w inny sposób, a życie okazuje się pięknym. W doświadczeniu słabości ludzkich człowiek jednak kroczy ku świętości i przemienia rzeczywistość wokół siebie, czyniąc ją lepszą, czyniąc dobro. Nieprzyjmowanie daru, brak życia miłością sprawia, że ci sami ludzie mogą żyć w coraz większej nienawiści, mogą siebie nawzajem ranić, czyniąc siebie nieszczęśliwymi, czując do innych złość i nie rozumiejąc, dlaczego w ich sercach rodzi się bezsens, dlaczego w ich sercach jest smutek, dlaczego rodzi się rozpacz.

To może się stać z każdym człowiekiem, nie tylko z niewierzącym, ale także z człowiekiem wierzącym, jeśli nie otwiera się na Boga, na Jego miłość, na Jego dary. Może to się stać z każdym. l również z człowiekiem, który żyje we wspólnocie i wydaje mu się, że podąża jakąś drogą, a jednak zamykanie się na Boże dary zamyka człowieka na doświadczenie nieba w życiu. Zamyka człowieka na doświadczenie miłości i powoduje, że człowiek wokół siebie rozsiewa co innego, dziwiąc się, że dzieje się właśnie tak, nie rozumiejąc, że sam wybrał odrzucając Bożą dłoń. Człowiek może się modlić codziennie, nawet uczestniczyć we Mszy św. codziennie, ale może być zamkniętym w sobie na Boże dary. I nie będzie podążał drogą ku Niebu, ale będzie nieustannie zanurzał się w sobie. A będąc tylko samą słabością będzie nieustannie tę słabość przelewał, nią się brudził, gorzkniał. Tym bardziej ci, których Bóg powołuje, których obdarza, a którzy z czasem odwracają się od tych darów, mogą popaść w gorszy stan niż ten, w którym byli przed wejściem na drogę duchową, bo przecież komu więcej dano, od tego więcej się będzie wymagać (por. Łk 12, 47-48). Kto więcej otrzymał posiada większe możliwości, by wznosić się ku górze. Ale jednocześnie, jeśli odrzuca dary, jego upadek jest większy – spada z większej wysokości.

Idąc dalej maleńką droga miłości rozważmy to, że zostaliśmy obdarowani. Cały świat został obdarowany, jednak nasze obdarowanie ma w sobie niezwykłość. Starajmy się nie zaprzepaścić tych darów, które Bóg już w nas złożył. A przygotowując nas chociażby do tego ostatniego Bożego Narodzenia, Bóg składał w nas więcej, przygotowywał nas do przyjęcia więcej. Zatem i potem Bóg oczekiwać będzie od nas więcej.

Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.