Duchowość

Życie duchowe dusz najmniejszych

O. Lorenzo Sales: Traktat o Maleńkiej Drodze Miłości

1. Pismo św.

Ewangelia według św. Marka (Mk 12,41-44). „Grosz wdowi”.

Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie».

Ten fragment jest pewnym wprowadzeniem do wyjaśnienia naszego powołania. Ta wdowa jest uboga. Nie posiada nic cennego. A to, co wrzuca do skarbony, w oczach świata jest niczym. Niczym w porównaniu z pieniędzmi dawanymi przez bogatych. A mimo to Jezus właśnie jej ofiarę uznaje za „najwartościowszą”, najcenniejszą. Ona oddała wszystko, co miała. Ona w ten sposób oddała siebie Bogu.

Każda dusza najmniejsza jest jak ta uboga wdowa. Nie posiada nic cennego. Jest uboga duchowo – słaba, nędzna. Jednak może Bogu ofiarować to swoje ubóstwo, tę nicość – ten przysłowiowy grosz. On wydaje się być nic nie warty. Wobec ofiarowywanych przez inne dusze wyrzeczeń, cierpień, dobrych czynów. Zgoda duszy na swoją małość, przyjęcie tej prawdy i życie na co dzień nią, w każdej chwili, jest ofiarowaniem siebie Bogu, jest oddaniem tego ostatniego grosza. Jest zdaniem się na Niego całkowicie, bo przecież samemu jest się niczym. Do niczego nie jest się zdolnym.

Ewangelia według św. Jana (J 21,15-19) – Piotr otrzymuje władzę pasterską

A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje!» I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje!». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»

Fragment ten jest oczywistym powierzeniem Piotrowi władzy nad Kościołem. To bez dwóch zdań. Ale niech nas uderzy trzy razy powtarzane zdanie: „Paś baranki moje”, „Paś owce moje”. Czym jest ten wypas owiec, co oznacza. Oznacza polecenie, aby je nakarmić. Aby o nie zadbać, zatroszczyć się. Tu pojawia się przeświadczenie, że nie tylko św. Piotr miał paść owce, nie tylko jego następcy mają to robić, nie tylko kapłani mają czuć tę odpowiedzialność za Kościół. I dusze maleńkie powinny w sobie poczuć to wezwanie, to polecenie, to powołanie, mimo naszego zadziwienia. Poczujmy, że każdy z nas w jakimś stopniu, w pewnym zakresie, w swoim otoczeniu ma „paść baranki”. Każda dusza maleńka jest odpowiedzialna za Kościół. Za dusze. Zarówno te, z którymi styka się na co dzień, jak i inne, których za swego życia na ziemi nie pozna, ale które są, żyją, czy to w Kościele Pielgrzymującym, czy Cierpiącym. Dusza maleńka też ma „paść baranki”- czyli karmić je, troszczyć się o nie.

Co znaczy karmić? Czym? W jaki sposób? Najlepszym pokarmem jest pokarm boski- Miłość Boża dająca Życie. Nigdy nie bylibyśmy w stanie podołać temu zadaniu, gdyby nie fakt, iż Bóg właśnie obdarował nas wszystkim, czego potrzebujemy, by je wypełnić. Przecież zaprosił nas do swojego wnętrza poprzez swoją Ranę. Dał możliwość nieustanego oczyszczania się w Jego Krwi. Uczynił ze swego Serca mieszkanie dla nas, byśmy żyli w zjednoczeniu z Nim. Poprzez zjednoczenie napełnia nas Życiem swoim, przemienia i „wylewa Siebie” na Kościół. Obdarza Życiem swoje owce. On sam je karmi posługując się naszymi duszami.

Poczujmy w sobie tę niezwykłość daru, jaki Bóg składa nieustannie w nas. Jego Życie! Wszystko, co z nim się wiąże. Patrzmy na przyrodę- zobaczmy Życie Boże przenikające najdrobniejsze źdźbło trawy. Każda kropla deszczu niesiona jest Jego Życiem. Każdy kapłan nosi w sobie skarb niepojęty- namaszczenie serca- przynależność do Jezusa w stopniu niepojętym, niedosięgłym dla innych dusz. Przecież podczas Eucharystii w miejscu kapłana stoi Chrystus!!! Pozwolił, by mały, słaby człowiek wypowiadał słowa konsekracji i na te słowa Bóg „posłusznie” schodzi na ziemię. Bóg w miejscu kapłana i Bóg na ołtarzu!!! Kapłan w sposób szczególny pośredniczy w tym udzielaniu Życia. Wszystko wokół oddycha, chodzi, karmi się dzięki Życiu. W organizmach zachodzą przeróżne procesy dzięki przenikającemu je Życiu! Świat istnieje, jeszcze nie dokonał samozagłady dzięki Życiu Bożemu, które go przenika. Każda najmniejsza dobra myśl, intencja, słowo, czyn- dzięki Życiu Bożemu. Człowiek, czy to wierzący, czy niewierzący, przeżywa różne chwile. Szczęścia, smutku, radości, przygnębienia. Pracuje, trudzi się, pokonuje przeciwności. Dokonuje rzeczy wielkich i małych. Przełamuje samego siebie. Nawet po ofiarę z siebie. Wszystko dzięki Życiu!

I my- dusze maleńkie, najmniejsze jesteśmy przez Boga zaproszeni do niezwykłej współpracy z Bogiem w przekazywaniu tegoż Życia! Tym bardziej, że świat zdaje się kroczyć drogą samozagłady. To dramat współczesnego człowieka, który ogromnie spragniony Boga, odrzuca Go, bo zagubił gdzieś to poczucie, skąd pochodzi, gdzie jest jego źródło istnienia. Człowiek jest nieszczęśliwy. I w swym nieszczęściu, rozpaczy zanurza się coraz bardziej, bo nie wie, w którą stronę się zwrócić. Świat mu przesłania prawdziwy obraz rzeczywistości. Mydli oczy, mami, wmawia kłamliwe teorie. I my widząc Jezusa Ukrzyżowanego, Jego cierpienie. Cierpi z powodu człowieka! Cierpienie człowieka i cierpienie Boga są ze sobą powiązane. Patrząc na Krzyż doznajemy takiego wezwania, że sami zaczynamy cierpieć. Nie możemy patrzeć spokojnie, obojętnie. Czujemy, że Bóg nas wzywa. My chcemy Mu odpowiedzieć. Czujemy w sercu Miłość, która obejmuje nas, a jednocześnie, która cierpi. Chcemy tej Miłości, chcemy zjednoczenia! Chcemy ulżyć Jezusowi! Jego pragnienie ratowania dusz jest w nas! Jego cierpienie spowodowane duszami jest w nas! My chcemy przekazać Jezusa duszom!

Sami tego nie uczynimy. Bóg pokazuje nam drogę- Rana, Krew, Serce- Życie! Ale żyjemy w świecie, a świat nas pokonuje! Więc Bóg chce dać nam pomoc- inne dusze, które poprzez całkowite ofiarowanie się Jemu i poświęcenie życia, będą przekazywać Jego Życie nam. Będą wypraszać siłę, wytrwałość, odwagę, męstwo- tak potrzebne duszom żyjącym w świecie. My możemy stać się tym maleńkim promykiem Miłości Bożej, która z czasem obejmie cały świat, zatriumfuje w nim. Ale musimy mieć „zaplecze”!

Co ma czynić dusza, która słyszy to zaproszenie do zjednoczenia? Co czynić, gdy polecenie Jezusa „Paś baranki moje” brzmi nieustannie w sercu i nie pozwala spokojnie żyć. Co robić, gdy wyraźnie w duszy słyszy się: „Wy ich nakarmcie”- „Ty ich nakarm”!!! Nie mam nic swojego, co mogłabym dać. Tylko Bóg może ich nakarmić. Więc Jemu się cała oddaję, aby czynił ze mną co zechce dla dobra dusz, które tak miłuje.

Niech On je karmi posługując się nami, „zobaczmy”, „poczujmy” smutek Boga, bo Jego Miłość jest odrzucana. Ten smutek niech rozdziera nam serce. Staje się w nim raną. Zapragnijmy kochać Boga za wszystkie dusze! Zechciejmy krzyczeć za św. Franciszkiem „Miłość nie jest kochana”. Jednocześnie do głębi swego jestestwa doświadczmy własnej słabości, nicości. Więc znów skierujmy wzrok ku Bogu. I błagajmy, by uzdalniał nas do miłości, i padnijmy do Jego stóp korząc się, płacząc, przepraszając i zapewniając o miłości. Nie mamy powołania dokładnie takiego, jak wielu kapłanów, nie będziemy głosić Słowa. Ale naszym powołaniem jest, by żyć Miłością, by stać się Miłością i ją przekazywać duszom. Naszym powołaniem jest zjednoczenie z Bogiem, by to On swoje Życie przekazywał innym. A w tym nasza maleńkość Mu nie przeszkadza. Bo to On jest Źródłem tego Życia, jest Tym, który przekazuje. My tylko maleńkim naczyniem, przez które to Życie ma się przelewać.

Ewangelia według św. Jana (J 19,28-30) – „Śmierć Jezusa”

Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha.

Słowa z krzyża: „Pragnę”. A potem „Daj mi pić”. Te słowa są skierowane do duszy najmniejszej, do duszy maleńkiej. W tych słowach jest wielkie cierpienie Boga, który miłuje swoje stworzenie doskonałą miłością, ale to stworzenie tę miłość odrzuca, nie zna jej, więc skazuje siebie na śmierć. Ta perspektywa śmierci umiłowanych dusz przyprawia Boga niemalże o śmierć z miłości. Tak wielkie jest Jego cierpienie. Dał wszystko – całego siebie, by ratować dusze. Zbawienie mają „na wyciągnięcie ręki”. Mimo to, nie sięgają po nie. Dlatego Bóg kieruje do dusz najmniejszych te słowa: „Pragnę”, „Daj mi pić”. Jezus spragniony jest wszystkich dusz. Chce by wszystkie zamieszkały w Jego Sercu. „Daj mi pić” brzmi jako „Daj mi dusze”. Brzmią one ciągle z nową mocą, ciągle pełne cierpienia, ciągle przynaglające. Nie możemy spokojnie nic nie robić, bo Jezus prosi, pełen bólu. To szept skierowany wprost do serca, którego nie można zagłuszyć, niczym przyciszyć. Nie można przejść obojętnie.

Jak dusza tak mała, może Bogu przyprowadzić dusze? Wszystkie dusze! On spragniony jest wszystkich dusz! I znowu należy powrócić do tego Bożego zaproszenia do zjednoczenia. Trzeba powrócić do Rany, Krwi i Serca, by w nim otrzymywać Życie, by Bóg mógł je przekazywać duszom! Trzeba nieustanności w tym trwaniu w Bożym Sercu. Każda chwila z dala jest zmarnowaniem łaski. Jest traceniem dusz! Ponownie z pomocą przychodzi Jezus. Podaje nam nieustanny akt miłości- modlitwę zjednoczenia, która jest ciągłym wyznaniem Bogu i Jego Matce miłości oraz ciągłym wstawianiem się za dusze- ratowaniem dusz. Czym dokładnie jest tenże Akt, każdy może zrozumieć czytając Traktat i do niego odsyłamy dusze zainteresowane.

Jezus Ukrzyżowany dla duszy najmniejszej staje się największą miłością, miłością życia. Poznając Go, dusza powoli zbliża się do Miłości- do Boga, sama się w tę Miłość przemieniając.

Księga Micheasza (Mi 7,1-2). „Powszechna nieprawość wśród ludzi”. 

Biada mi, żem się stał jak pokłosie w lecie, jak resztki po winobraniu: nie ma grona do zjedzenia ani wczesnej figi, której łaknę. Wyginął z ziemi pobożny, prawego nie ma między ludźmi; wszyscy bez wyjątku na krew czyhają, jeden na drugiego sieć nastawia.

W tym fragmencie Bóg pokazuje nam stan współczesnej ludzkości. Codziennie uświadamiamy sobie z przerażeniem, że świat stoi na krawędzi piekła. Nie możemy spokojnie myśleć o tym. Zaczynamy cierpieć, chcielibyśmy wtedy móc rzucić się na kolana przed Jezusem. Przepraszać Go, błagać o miłosierdzie, wynagradzać Mu. Odczytujemy w tym potwierdzenie, że powołanie dusz najmniejszych wiąże się z tym, co dzieje się w Kościele, na świecie.

2. Przykład świętych

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza – „mała droga dziecięctwa duchowego”

Św. Tereska pragnęła by jej życie stało się aktem doskonałej miłości, a cierpienie możliwością jej pogłębienia i wykazania. Cieszyła się z tego, że była mała. Cieszyła się, że nie potrafiła niczego. Cieszyła się, że czuła ogromną słabość. Bo przecież to Jezus był jej mocą. Im bardziej uświadamiała sobie, że nic nie ma, nic nie potrafi i niczym jest, tym bardziej zdawała się na Jezusa. On wtedy wyrównywał jej braki, wypełniał je swoją mocą, świętością, miłością. A gdy Jezus nie dawał jej odczuć swojej obecności, ona dziękowała również za to. Tak dusza najmniejsza cieszy się wtedy, gdy doświadcza braków. Bo to jest jej droga. To droga braków, doświadczania nieposiadania niczego, nawet pociechy duchowej. Co nie znaczy, że Bóg ich nie udziela. On hojny jest w tym względzie bardzo. On jest hojny w nadmiarze. Swoją hojnością przewyższa wszystkich. Jednak po chwilach Jego czułej, tkliwej, cudownej obecności w sercu, nastawał czas nocy, ciemności. Wtedy św. Tereska cieszyła się ogromnie. Bo wbrew pozorom, to była dla niej nadal Jego obecność. On dawał jej poznać stan swojej duszy podczas cierpienia na Krzyżu. Pozwalał jej w ten sposób w nim uczestniczyć. Uważała to za rozkosz, by móc uczestniczyć w męce Jezusa! Konała z radości przyjmując Jego cierpienie. I przestawało być nim dla niej. Stawało się samą radością, samą słodyczą.

Kościół obwołał św. Teresę od Dzieciątka Jezus Patronką Misji, tę, która nigdy nie ruszyła się ze swojego klasztoru, a także zmarła tak młodo. Misja nie polega w swej istocie na działaniu i przemieszczaniu się, ale na posiadaniu serca, które kocha i rozszerza się tak, by pomieścić w sobie całą ludzkość.

Sł. B. s. M. Konsolata Betrone – „maleńka droga miłości”

Pierina Betrone w wieku trzynastu lat odczuła w swym sercu z niespodziewaną i tajemniczą intensywnością wezwanie: „Boże mój, kocham Cię!”. W 1916 roku, w Uroczystość Niepokalanej, podczas dziękczynienia po Komunii św. usłyszała wyraźnie w swoim wnętrzu słowa: „Czy chcesz należeć cała do Mnie?”. Dogłębnie przejęta, choć w pełni nie rozumiejąc jeszcze znaczenie tego pytania, odpowiedziała bez wahania: „Tak, Jezu!”. W 1929 roku wstępuje do klasztoru Klarysek Kapucynek w Borgo Po w Turynie. Tutaj w tzw. Białą Niedzielę, 8 kwietnia 1934 roku, złożyła śluby wieczyste jako siostra Maria Konsolata. W klasztorze pełniła obowiązki kucharki, furtianki, szewca, infirmerki i sekretarki, oddając się każdej czynności z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem, służąc Bogu we współsiostrach. Z powodu podwojenia się liczby sióstr, w już i tak zbyt licznej wspólnocie, 22 lipca 1939 roku, siostra Konsolata zostaje przeznaczona do nowego klasztoru w Moriondo Moncalieri, niedaleko Turynu. Wyróżniona przez Jezusa łaską szczególnej zażyłości poprzez wizje i lokucje, darzyła wyjątkowym współczuciem  grzeszników. Jej specyficzną misją było oddanie własnego życia dla zbawienia „konających uparcie odmawiających przyjęcia Sakramentów” i za „ Braci i Siostry upadłych”, tzn. by uprosić powrót do życia w łasce Bożej kapłanom, zakonnikom i zakonnicom zniewolonym przez grzech. W tej całopalnej ofierze miłości wyniszcza się cała, gasnąc w wieku zaledwie 43 lat. 8 lutego 1995 roku w Turynie został oficjalnie otwarty jej proces kanonizacyjny.

Jej krótkie życie uczy nas, jak ważne jest żyć dla Jezusa: JEZU, MARYJO, KOCHAM WAS, RATUJCIE DUSZE! Tak oto jej życie stało się jednym aktem miłości do Pana. Z gorliwością, wysiłkiem i trudem, by mogła powiedzieć na przykład: w ciągu miesiąca byłam cztery czy pięć razy roztargniona podczas modlitwy. W ciągu miesiąca! Albo: pięć razy zajęłam się nieużytecznymi myślami. Nie złymi, nieużytecznymi: w ciągu miesiąca! Oto kobieta, która uczyniła ze swego życia ciągłe pragnienie poszukiwania Pana: także, wymagający wiele trudu, wybór Zgromadzenia zawierzyła Jemu, potrzebę oczyszczenia i pokuty za siebie i za całą ludzkość, wielkie zadośćuczynienie. Dobrze odnalazłaby się na małej drodze dziecięctwa duchowego zmarłej na kilka lat przed jej narodzeniem, św. Teresy od Dzieciątka Jezus; Siostra Konsolata rzeczywiście czytała za czasów swej młodości książkę „Dzieje duszy”, w której opisana jest historia duszy tej wielkiej świętej, a teraz Doktora Kościoła; i nauczyła się odkrywać Pana w rzeczach prostych oraz intensywnie Go kochać. Pamiętała kierować swoje życie, w jakichkolwiek okolicznościach, ku Panu Jezusowi i Jemu o nim opowiadać, zdawała się zawsze na Jego osąd.

Siostra Konsolata nie ma nam do zaofiarowania wielu pouczeń, ale za to te fundamentalne: kochać Boga w swoim życiu i Jemu się powierzyć z ufnością, czując się jak dzieci w Jego ręku. S. Konsolata opowiada w Dzienniku, że pewnego dnia usiadła i obserwowała gromadę kurcząt. W pewnym momencie wzięła w dłonie jedno z nich, poczuła, przyspieszone ze strachu, bicie jego serduszka, pogłaskała je i po chwili się uspokoiło. Uczyniła prędko porównanie pomiędzy tym kurczątkiem, a swoją osobą, że powierzona dłoniom Boga może poczuć się jeszcze bardziej bezpieczna i spokojna. I właśnie tego pragniemy nauczyć się od Siostry Konsolaty Betrone.

Wypowiedziane przez trzynastoletnią Pierinę wezwanie: „Boże mój, kocham Cię!”, rozwija się w: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”. Kochać Jezusa aż do szaleństwa – to jedno z wyrażeń, które znajdujemy w listach do jej kierownika duchowego; a szaleństwo pociąga szaleństwo. Wyłania się najmniejsza droga miłości, która ma swoje źródło w Bogu i przeradza się w miłość względem bliźniego. Potrzeba miłości staje się tak wielka, że Siostra Maria Konsolata chce nie utracić ani jednego aktu miłości, żadnego aktu miłosierdzia, czy aktu cnoty od jednej Komunii św. do drugiej. Wszystko w jej życiu ma stać się aktem miłości. Naprawdę, po Komunii św., po Eucharystii, liturgia stawała się w niej źródłem i szczytem całego życia miłości: najmniejszą drogą miłości.

W autobiograficznych zapiskach Siostry Konsolaty możemy odnaleźć, pośród ciągłego mistycznego dialogu, intensywność miłości do Pana, do dusz potrzebujących miłosierdzia, do świata, który zapomniał o wielkiej tajemnicy paschalnej: męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa; umiłowanego Syna, który na krzyżu ukazał nieskończoną miłość Ojca do człowieka. Podczas przygotowania do Profesji Wieczystej, w ciągu Wielkiego Tygodnia w 1934 roku, słyszy Głos wewnętrzny, który zaprasza ją do ofiarowania się za «Braci i Siostry». Odpowiada ze wspaniałomyślnością: «Przyjmuję wszystek ból, jaki zechce zesłać mi Ojciec… dla Twojej miłości, Jezu, żeby pokazać Ci, że Cię kocham, dla zbawienia dusz… Wyznaję Ci Jezu, boję się samej siebie, ale chcę zaufać Tobie! Dlatego Cię błagam, przyjmij mnie całą,… a potem uczyń z Konsolatą cokolwiek Ci się spodoba… Przyjmuję całe cierpienie, ponieważ pragnę polegać jedynie na Twojej Opatrzności. O niezmierna Radości mojego serca, jeśli chcesz sprawić prezent swojej oblubienicy, oprócz dwu upragnionych szczytów: miłości i dusz; przynieś mi ślubny dar wierności aż po „consumatum est” („wykonało się” – J 19, 30)… aż po ostatnie tchnienie».

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, mniszka klauzurowa jest patronką Misji. Pewnego wieczoru, na kilka dni przed Profesją Wieczystą, także Siostra Konsolata odczuwa silne pragnienie, by stać się „misjonarką”. Obawia się, że może powinna zmienić Zgromadzenie, lecz wewnętrzny Głos uspokaja ją tłumacząc: «Konsolato, ofiarowuję ci wszystkie dusze świata: są twoje… i jak się pomnażam i jestem obecny w każdej Hostii konsekrowanej, tak też pomnożę twoje modlitwy i twoje ofiary, by mogły z nich korzystać wszystkie dusze na świecie». Słowa te ukazują jak wielka jest wartość modlitwy i ofiary, i jak silny wpływ mają te czynniki na działalność apostolską.

Miłosny dialog pomiędzy Siostrą Konsolatą a Panem rozwija się sukcesywnie, dzień po dniu. «Pragnę twej miłości – mówi jej Jezus w październiku 1935 roku – Konsolato, kochaj Mnie bardzo… Pragnę miłości, miłości całkowitej, z serc niepodzielonych. Ty Mnie kochaj przez wszystkich i przez każde ludzkie serce, które istnieje». Odpowiedź jest natychmiastowa: «W jakim to kolwiek stanie byłaby dusza, nieustanny akt miłości zwycięża wszystko… i utrzymuje mnie w pogodzie ducha, czyni silną i szczęśliwą. Biada, jeśli przestanę kochać, wówczas wszystko staje się strapieniem». «Naucz mnie modlić się», prosi Sługa Boża, a Jezus odpowiada: «Jaka modlitwa jest piękniejsza i która mogłaby Mi się bardziej podobać nad akt miłości? Jezus w tabernakulum kocha Ojca i dusze, to wszystko. Nie sprawiam hałasu słowami, jest tylko głębokie milczenie. Miłość! Ty czyń podobnie». Siostra Konsolata wyciąga wnioski z powyższej lekcji i podkreśla: «Zrozumiałam, że jeśli chcę, by moja śmierć stała się owocna i przyniosła światło bardzo wielu duszom na całym świecie, akt miłości musi we mnie zakrólować ponad wszystkim».

Siostra Maria Konsolata zaprasza nas do uczynienia z naszego życia nieustannego aktu miłości: zdawałoby się to czymś najprostszym, lecz może w rzeczywistości jest najtrudniejsze. Jezus jej mówi: „Konsolato, mów duszom, że wolę akt miłości i Komunię miłości, niż cokolwiek innego, co mogłyby Mi ofiarować”. „Tak, – mówi jeszcze Jezus – akt miłości, ponieważ pragnę miłości”. „Dziś, – mówi Głos – jak wczoraj i jak jutro, od Moich biednych stworzeń – którymi jesteśmy my – oczekuję zawsze i tylko miłości”. Z pewnością nasze życie jest Panu Bogu miłe i jest przed Nim wielkie, ale nie tyle dzięki temu, co czynimy, ile przez miłość, z jaką to wykonujemy.

Jezus mówi Siostrze Marii Konsolacie: „Miłość daje światło, miłość daje siłę, miłość daje radość”. Oto biegła umiejętność zbawiania świata, bo Bóg jest Miłością: oto także źródło, które ofiarowuje nam Miłość, byśmy mogli dawać ją innym. Takim było życie Siostry Marii Konsolaty: z całego serca wypowiadać: „Jezu, kocham Cię!” Może mówimy to każdego dnia recytując modlitwy poranne i wieczorne.

Siostra M. Konsolata zwraca się do nas z jeszcze innym zaproszeniem: byśmy poprzez swoje życie wstawiali się za innych, tak jak czyniła to ona, którą Bóg nauczył czuć się odpowiedzialnym i aktywnym członkiem Ciała Mistycznego. Zapisuje, zaiste, w swoim Dzienniku te słowa Jezusa: „Pamiętaj, że twój akt miłości decyduje o wiecznym zbawieniu dusz, więc miej wyrzuty sumienia z powodu utraty jednego: «Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze».” I jeszcze: „Nie trać czasu, każdy akt miłości to jedna dusza.” „Dopiero w niebie poznasz, jak wartościowy i płodny dla zbawienia dusz jest akt miłości.” Oto dlaczego w tym ujęciu Ciała Mistycznego, Kościół obwołał Patronką Misji św. Teresę od Dzieciątka Jezus, tę, która nigdy nie ruszyła się ze swojego klasztoru, a także zmarła tak młodo. Misja nie polega w swej istocie na działaniu i przemieszczaniu się, ale na posiadaniu serca, które kocha i rozszerza się tak, by pomieścić w sobie całą ludzkość: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”. Siostra Maria Konsolata wzywa nas, byśmy swym życiem wstawiali się za innych.

Siostra M. Konsolata wskazuje nam drogę wstawiennictwa miłości dobrze znającej swoje ograniczenia, swoje wady, swoje błędy, swoje grzechy. Rzeczywiście, gdzie Bóg znajduje pokorę, tam może działać, ponieważ sprzeciwia się grzesznikom, ale daje łaskę pokornym (por. 1P 5, 5). Maryja powiedziała: „Wejrzał na pokorę swojej służebnicy”, a Święci, w swej pokorze doświadczali prawdy tego wersetu psalmu, który mówi: „Jego miłość do mnie, zdziałała cuda” (por. Ps 31, 22). Pisze S. M. Konsolata w swoim Dzienniku: „Wiem, że jestem nędzą, niestałością i tchórzostwem, ale wiem, że On jest wszechmocny, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, dlatego też, pomiędzy tą „najmniejszą”, a Dobrym Bogiem, został przerzucony most ufności. I właśnie w mym skrajnym tchórzostwie, wierzę, że Jezus udzieli mi tego, czego pragnę tak mocno.” I jeszcze: „Pamiętam dzień, kiedy wyznałam: wydaję się sobie na tyle zła, że kłóciłabym się ze wszystkimi”. Uśmiechamy się, bo i my bardzo często tacy jesteśmy; lecz powinniśmy nabrać otuchy, bo droga jest długa, ale jeśli ufamy w moc Pana, który działa w naszym życiu, osiągniemy metę doskonałości. Pisze także Siostra M. Konsolata, że „nasze życie jest wyścigiem, podczas którego raz pędzimy nie dotykając prawie stopą ziemi, a innym razem niespodziewanie i nagle upadamy, lecz ważne jest to, by szybko się podnieść i podjąć bieg na nowo”. „Kochaj Mnie tylko, kochaj Mnie zawsze, odpowiadaj z wielką miłością «tak» na wszystko i wszystkim, zawsze; oto twoja droga, nie musisz czynić nic innego. O wszystkim innym Ja pomyślę, przewidzę wszystko”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>