„Ja, Matka, zapraszam cię na Drogę Krzyża” – Droga Krzyżowa

DSC04408 (2)Stacja I: Jezus na śmierć skazany

Zapraszam cię teraz na Drogę Krzyża, na Drogę Golgoty, jaką przeszedł Jezus. Pragnę pokazać ci Jego cierpienie, abyś lepiej zrozumiał, a przede wszystkim zobaczył Miłość. Przy każdej stacji chciałabym, abyś zobaczył Miłość. Jezus zanim został skazany, wcześniej doznał już straszliwych cierpień. Był torturowany, był bity, kopany. To czynili żołnierze. Kiedy Piłat skazał Go na ubiczowanie, to była straszliwa męka. Patrzyłam na to, a moje serce przy każdym uderzeniu bicza zalewało się krwawymi łzami. To biedne Ciało, Ciało z mego ciała, mój Syneczek umiłowany był rozszarpywany. Bowiem bicze, uderzając o Jego ciało, rozszarpywały Je, a Krew tryskała na wszystkich wokół, również na oprawców. Oni nawet nie zdawali sobie sprawy, jak wielkie błogosławieństwo na nich spływa, tylko torturowali mego Syna dalej. Nie dosyć im było pleców, nóg, musieli torturować przód, piersi, brzuch. A kiedy odwiązali Go już od kolumny, to Jego biedne bezwładne Ciało osunęło się na ziemię w kałużę Krwi. Tyle Krwi wypłynęło z Syna mojego, a On biedny leżał w tej kałuży nieprzytomny. I powlekli Jego Ciało. Wtedy Ja delikatnie płótnem zbierałam Jego Świętą Krew. To co po Nim pozostało, to dla mnie świętość. Ta Krew krzyczała do mnie, ta Krew wołała o Miłość, ta Krew błagała mnie o Miłość. Całowałam tę Krew, to płótno nasiąknięte Krwią. A Mój Syn był w więzieniu wtedy, leżał rzucony w celi, nieprzytomny.

To Miłość kazała Mu przyjąć te bicze. To Miłość kazała Mu poddać Swoje Ciało torturom i z każdą kroplą Krwi ta miłość wypływała, a wszyscy wokół nie zdawali sobie sprawy, jak wielka Miłość wypływa z mego Syna. On się nie bronił, On nie złorzeczył, był łagodny jak Baranek, przyjmował wszystko, bo przecież powiedział do Swego Ojca Niech będzie wola Twoja. Przyjmuj wolę Ojca łagodnie, pokornie, posłusznie, bądź jak baranek. Wtedy twoja miłość będzie wypływała z serca, wtedy będziesz zbawiał świat, bo posłuszeństwo, pokora i miłość zbawiają, a brak posłuszeństwa, nie przyjmowanie tej Miłości, nie przyjmowanie trudów dokonuje czegoś złego w świecie. Przyjmij przyjmij na siebie cierpienie, krzyż, to co przynosi życie, bo jest to wolą Ojca.

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

To dopiero początek drogi a Jezus już nie miał sił. Tyle krwi wypłynęło z Niego. To nie wystarczyło oprawcom. Koniecznie jeszcze musieli się z Niego naigrywać. Ściągnęli z Niego Jego suknię, a założyli Mu jakiś stary, brudny płaszcz na te biedne zbolałe plecy. Cała drżałam, widząc jak On cierpi. A potem zrobili koronę. Ale jaką! Koronę, która wciskając się w Jego czaszkę, raniła strasznie, zadawała kolejny ból. Krew ściekała po włosach, krew ciekła po twarzy, zalewała oczy. Dali trzcinę do ręki, wyśmiewali Go. Pluli Mu w twarz, policzkowali Go. Zrobili sobie zabawę. Tyle zła było w sercach tych ludzi, że tego niewinnego Baranka tak traktowali. A On stał łagodnie, chwilami drżał. To słabość Go ogarniała. Nie miał sił. Bolała Go głowa straszliwie, bolały Go wszystkie rany na całym ciele. Bolały narządy wewnętrzne, bo wcześniej był skopany. Potem, zadając kolejny ból, zdjęto płaszcz. Kazano ubrać się z powrotem w Jego ubranie. Rzucono przed Nim krzyż. Patrzył na ten krzyż z miłością, z tak wielką miłością i czułością. Pochylił się i ucałował swoje cierpienie. On je przyjął. On się nie buntował, nie krzyczał, tylko ucałował i dziękował Ojcu za to, że może pełnić Jego wolę, że teraz dokonuje się zbawienie.

Czy ty to pojmujesz? Czy ty możesz zrozumieć Jego cierpienie i ból? A jednocześnie Jego miłość tak ogromną, że pomimo tego cierpienia On dziękuje Ojcu, że może dokonywać zbawienia. Ty również możesz uczestniczyć w tym zbawczym dziele mojego Syna, Możesz również ucałować swój krzyż. Wystarczy, że powiesz Bogu: TAK. Zgadzam się na to, że mam taką a nie inną pracę, Zgadzam się na wady mojego męża, mojej żony. Zgadzam się na to, że sobie nie radzę z dziećmi, z ich wychowaniem. Zgadzam się Boże na to, że mnie ktoś szkaluje, obmawia. Zgadzam się na ten kolejny trud, na kolejną chorobę, na kolejne kłopoty. Wystarczy, że powiesz Bogu TAK. Wiesz, wtedy podejdzie do ciebie Jezus, ucałuje twój krzyż i weźmie od ciebie twój krzyż. Nie będziesz go niósł sam. Bądź łagodny jak Mój Syn i przyjmij krzyż, a zaleje cię Miłość. Doznasz Miłości, gdyż zwycięża Miłość. Podejmij swój krzyż.  Czytaj dalej

Rekolekcje Wielkopostne – dzień III – Śmierć Jezusa na Krzyżu

Jesteśmy tymi, którzy pragną towarzyszyć Jezusowi w najtrudniejszych dla Niego chwilach, a zarazem najważniejszych dla całej ludzkości. Trwajmy przy Nim! Bądźmy na Golgocie z miłującymi sercami! Nie starajmy się towarzyszyć Jezusowi poprzez swoją mądrość, ale starajmy się być sercem. Nawet podczas osobistej modlitwy często zapominamy, że wystarczy kochać, że nie potrzeba słów, mądrych zdań. Przed Jezusem nie trzeba wykazywać się czymkolwiek. On jedynie pragnie miłości. Teraz, gdy wisi na Krzyżu, potrzebuje jej szczególnie. Więc złączeni razem obejmijmy Go miłością i spróbujmy towarzyszyć Mu do końca.

1. Rozważanie – Śmierć Jezusa

Dla Jezusa zaczęły się długie godziny wielkich męczarni, długie konanie. Wydawało się, że i Niebo nie może patrzeć na tę mękę. Słońce przysłoniło swoje promienie. Zrobiło się ciemno. Ludzie trwożliwie patrzyli wokół – patrzyli w Niebo, na siebie nawzajem. Niektórzy zaczęli kojarzyć to dziwne zjawisko z Męką Jezusa, z Jego ukrzyżowaniem i zaczęli wymawiać faryzeuszom, kapłanom, że źle postąpili, że zabijają niewinnego Człowieka, za którym ujmuje się Bóg, a więc nie takiego zwykłego. Ale faryzeusze, kapłani, choć ich serca nieco zaniepokoiły się, nie okazywali tego po sobie. Nadal z wielką pychą drwili z Jezusa, nadal Go obrażali, nadal wykrzykiwali do Niego obraźliwe zdania. Posługiwali się nawet słowami z Pisma, aby Go obrazić, wyśmiać. Ileż pychy było w tych sercach?! Że też Boga się nie bali?! Choć nie wypowiadają Imienia Bożego, to używają słów Bożych, by Boga obrazić, poniżyć.

Przyroda zachowywała się dziwnie. Widać było strwożone ptaki, które siadały na wzgórzu. Było ich bardzo dużo. Dziwne było zachowanie tych ptaków i całej przyrody. Powiał wiatr. A Jezus wisiał na Krzyżu w straszliwych męczarniach. Nie da się opowiedzieć całego Jego bólu, cierpienia, ponieważ nie da się tego przyrównać do czegokolwiek, co człowiek zna z własnego doświadczenia. Wystarczy powiedzieć, że każdy inny człowiek już dawno umarłby z bólu, z upływu krwi, z osłabienia, z wycieńczenia. Organizm nie wytrzymałby takich tortur, psychika nie zniosłaby tego. To miłość Boża podtrzymywała Serce Jezusa, niewyobrażalnie wielkie pragnienie, by uratować ludzi. Jakimś odpowiednikiem Bożej miłości jest miłość matczyna, choć nie pokazuje jej w pełni. Każda matka zdolna jest zrobić wszystko, by ratować swoje dziecko. Oddałaby własną krew, gdyby dziecku trzeba było ją przetoczyć. Zdolna jest do każdej ofiary, aby dziecko żyło. Skoro matka zdolna jest do wszystkiego z miłości do swojego dziecka, o ileż bardziej Bóg, który zrodził każdego człowieka z miłości! Każda dusza jest szczególnie umiłowaną, upragnioną, wyczekiwaną, zaplanowaną przed wiekami. Przed wiekami Bóg widział każdego z nas. Każdy z nas ma już przygotowane miejsce w Niebie i każdy z nas ma jedno miejsce dla siebie przeznaczone w Sercu Bożym. Ta miłość dawała Jezusowi siłę do trwania na Krzyżu, do znoszenia cierpienia. A znosił je z wielką łagodnością i pokojem. Czytaj dalej

Rekolekcje Wielkopostne – dzień II – Ukrzyżowanie Jezusa

Podczas tych rekolekcji jesteśmy zaproszeni na Golgotę, by przeżywać Mękę Jezusa. Cały czas Wielkiego Postu jest czasem łaski. Jesteśmy zaproszeni do tego czasu i otrzymujemy tę łaskę. W tych dniach chcemy zastanowić się jakie jest znaczenia Męki Jezusa, a tym samym dostrzec jak wielką łaską, jakim dobrodziejstwem jest móc towarzyszyć Jezusowi w Jego Męce. Każdy bowiem jej etap naznaczony jest kolejnymi łaskami. Dzisiaj będziemy towarzyszyć Jezusowi podczas przybijania Go do Krzyża. Otwórzmy swoje serca na świat duchowy, aby stanąć przy Jezusie. Pozwólmy Duchowi Świętemu na przeniesienie nas do Jerozolimy, a właściwie poza jej mury i razem módlmy się.

1. Rozważanie – Ukrzyżowanie Jezusa

Oprawcy szarpiąc Jezusa podprowadzili do Krzyża. Nie musieli Go szarpać, ciągnąć, nie musieli popychać. Pomimo niewyobrażalnego cierpienia, Jezus sam podchodził do Krzyża. On Sam pochylał się nad nim, Sam usiadł, położył się i dał ręce. Rozpoczęło się największe cierpienie. O ile do tej pory Jezus miał jako taką swobodę ruchu, co przy bólu fizycznym jest bardzo ważne, o tyle teraz wstępował już na sam szczyt cierpienia, gdzie oddaje całkowicie wszystko, sobie nic nie pozostawiając. Poprzez przybicie zostaje rozpostarty na Krzyżu. W ten symboliczny sposób pozostają otwarte Jego ramiona, potem zostanie otwarte również Serce. Pozwala unieruchomić się. Tak jakby chciał pokazać, że: Oto tobie człowieku oddaję całego Siebie. Pozwalam uczynić ci wszystko ze Sobą.

To rozciągnięcie na Krzyżu jest czymś niepojętym. Można by rozważać sam ten fakt rozpięcia Jezusa na Krzyżu. Stań przy Jezusie, aby sercem poczuć Miłość, która cała oddana jest dla ciebie, która cały czas, przez całą drogę krzyżową skierowana jest na człowieka. Ta Miłość niczego sobie nie zatrzymuje. Ta Miłość nieustannie przyjmuje razy, ataki, a odpowiada tylko dobrem, tylko miłosierdziem. Stań przy Jezusie, aby być w momencie, gdy Jezus oddaje wszystko, pozwala zrobić ze Sobą wszystko. Tu objawia się w tak niezwykły sposób Jego miłość. Proś Ducha Świętego, by pomógł zobaczyć ci tę Miłość podczas przybijania jednej ręki, drugiej, podczas przybijania stóp. Bądź w tym momencie razem z Jezusem. Niech i na ciebie wylewa się łaska, która towarzyszy cały czas wszystkim wydarzeniom podczas Męki i obejmuje wszystkich towarzyszących Jezusowi. Uklęknij przy Jezusie, bo On teraz leży na łożu boleści. Bo właśnie teraz daje swoje dłonie, swoje nogi wiedząc, co Go czeka. Godzi się na wszystko z miłości do ciebie. Czytaj dalej

Rekolekcje Wielkopostne – dzień I – Obnażenie Jezusa z szat

Przez czas Wielkiego Postu, idąc drogą krzyżową wznosiliśmy się na szczyt Golgoty. Teraz rozpoczyna się bezpośredni etap przygotowania, by ukrzyżować Jezusa, by Go zabić. Zapraszam was, byśmy towarzyszyli Jezusowi otwierając serca, otwierając swoją duszę. Starajmy się być cały czas na Golgocie. Pamiętajmy, że jako dusze maleńkie nie jesteśmy w stanie czynnie pomagać Jezusowi, bronić Go przed ukrzyżowaniem. Nie będziemy wchodzić w dyskusje z żołnierzami, nie będziemy wykłócać się z Żydami, którzy stojąc już pod Krzyżem bluźnią, złorzeczą. Pamiętajmy, że jako dusze najmniejsze uczestniczymy w tych wydarzeniach poprzez miłość naszych serc. Pamiętajmy, ważna jest nasza obecność. Starajmy się więc ze wszystkich sił odrzucać myśli, wątpliwości i nieustannie powracajmy na Golgotę.

***

Rozważania wprowadzające w rekolekcje (mogą posłużyć jako rozważania do tajemnic bolesnych Różańca św.)

Tajemnica I. Dusze Najmniejsze! Razem z Jezusem dochodzimy do szczytu. To szczyt cierpienia, szczyt miłości, szczyt wytrzymałości, szczyt pokory, szczyt posłuszeństwa. To niezwykłe miejsce. Właśnie tutaj objawi się pełnia Bożej miłości, jej różne aspekty, różne przejawy. Tutaj można zobaczyć wszystko to, co w Jezusie jest doskonałością, a do czego każda dusza ma dążyć.

Jezus doszedł. Pod koniec właściwie był ciągnięty przez Szymona. Bardziej przytrzymywał się Krzyża niż niósł go. Był wycieńczony, osłabiony. Ponieważ chciano przygotować Krzyż, wrzucono Jezusa do jamy, aby tam poczekał. Cokolwiek czyniono z Jezusem, czyniono to w sposób brutalny. Jak to dobrze, że Bóg Ojciec nieustannie posyłał swoich Aniołów. To oni chronili Jezusa. Gdyby nie pomoc Aniołów, Jezus jeszcze bardziej pokaleczyłby się na drodze krzyżowej, a były momenty, że umarłby. Jezus drżał. Gorączka obejmowała całe Ciało, miał dreszcze. Słońce świeciło mocno, a jednak właśnie teraz coś dziwnego zaczęło się dziać z Niebem. Dziwnie wyglądało słońce i Niebo. Pojawiła się na Niebie jakaś czerwona smuga. Jeszcze teraz niewiele osób to dostrzegało. Wyglądało tak, jakby przyroda przygotowywała się na to najważniejsze wydarzenie.

Jezus nieustannie się modlił. Modlił się za tych, którzy zadawali Mu ból; za tych, którzy patrzyli na Jego Mękę i nie potrafili w swoich sercach wzbudzić litości, współczucia; za tych, którzy później, w następnych wiekach, będą spożywać owoce Jego Męki. Modlił się o siłę i wytrwanie do końca. Bądźmy razem z Jezusem. Módlmy się razem z Nim. Czytaj dalej

Oto rozpoczyna się czas najważniejszy – Niedziela Palmowa

Betfage 2 (2)Oto rozpoczyna się czas najważniejszy, czas, do którego zmierzały wszystkie drogi, wszystkie czyny, całe ziemskie życie Pana Jezusa. Po to przyszedł On na świat, po to się narodził, do tego czasu przygotowywał siebie i innych. Czas, który nie ma sobie równych, czas w dziejach całej ludzkości najważniejszy; czas, w którym wypełnia się wszystko to, co wcześniej było zapowiedziane; czas, w którym Bóg w pełni objawia swoją miłość, objawia swoją potęgę, objawia swoje panowanie nad światem; czas, w którym niejako Serce Boga zostało otwarte i cały świat został zanurzony w miłosierdziu. Jest to czas niepojętej mocy objawiającej się również w Świecie Ducha. Oto bowiem Bóg okazał swoją moc, objawia się jako Król, jako Władca całego świata, mimo, że nie jest to dostrzegane przez całą ludzkość w tym momencie, kiedy się to dokonuje. Jednak my już wiemy, czym była ta męka, śmierć i zmartwychwstanie. Bóg objawił się całemu światu jako jedyny Władca, jako Ten, który panuje nad niebem i ziemią, jednocześnie jako Ten, który umiłował cały świat, a w szczególności człowieka i wyzwolił go z niewoli zła, szatana.

Gdy Jezus wjeżdżał na osiołku a ludzie wiwatowali na Jego cześć, czynili to mając na myśli Jezusa, jako człowieka, Jezusa jako tego, który jest w stanie zapewnić im to, co jest dobrem ziemskim. Patrzyli na Niego jedynie jako na człowieka, owszem, mądrego człowieka, posiadającego pewną wiedzę, również pewną moc, człowieka czyniącego rzeczy niespotykane, a więc człowieka w jakiś sposób związanego z Bogiem. Niektórzy uważali Go za proroka, niektórzy myśleli, że być może jest Mesjaszem. Ale tak naprawdę euforia ogarnęła wszystkie serca, które nie zagłębiały się w istotę powołania Jezusa, Jego przyjścia i misji. Okrzyknięto Go Królem. Nie zdawali sobie sprawy, że ich słowa są prawdą. Tylko, że oni inne królowanie mieli na myśli, niż to, w jaki sposób Jezus króluje, panuje nad światem. A bliskie Mu osoby, uczniowie, apostołowie, przyjaciele zupełnie inne mieli wyobrażenie o tym, w jaki sposób Król będzie wywyższony. Serce Jezusa z wielkim bólem patrzyło na ten tłum, na miasto, które umiłował. Tyle wieków oddawania czci Bogu, tyle wieków przeżytych wspólnie z narodem wybranym, przez Boga umiłowanym. A Jezus wiedział, co ten naród uczyni za kilka dni, jaki ból zada Mu, Bogu, którego miłuje. W Sercu Jezusa mieszały się uczucia smutku, bólu, ale i radości, bowiem On na te dni czekał. Przecież wiedział, jaka jest misja, jaki jest tych wydarzeń ostateczny cel. Czytaj dalej

Czym ranią Mnie dusze wybrane – Droga Krzyżowa

Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany 

Pragnę pokazać, czym ranią Mnie dusze wybrane. Wasze wątpliwości, co do Mojej wierności i stałości uczuć względem was. Jestem Bogiem wiernym. Raz wypowiedziane słowo – staje się ciałem. Ja swoją myślą stwarzam wszystko. Ja wzrokiem podtrzymuję istnienie wasze. Póki patrzę na was, żyjecie. Gdybym odwrócił swe oblicze od was, przestalibyście istnieć. Już świadomość tego powinna upewniać was w Mojej wierności i stałości. Ja nieustannie patrzę na was i podtrzymuję wasze istnienie. A wzrok Mój jest pełen miłości. Nigdy, dzieci Moje, nie patrzę na was z gniewem. Jesteście, dusze wybrane, Moją miłością. Jesteście szczególnie umiłowane. Darzę was Moimi względami i nigdy nie opuszczę. Uwierzcie w Moją wierność i stałość uczuć względem was. Nie rańcie Mnie swoim niedowiarstwem.

Stacja II – Pan Jezus bierze Krzyż na swe ramiona

Dusze Moje wybrane. Ranicie Mnie okrutnie swoim lękiem przed Krzyżem, swoimi obawami przed podjęciem Krzyża. Jakże często stykam się z waszym „nie” wobec Krzyża, który wam jest przypisany. Wasze „nie” wynika ze strachu przed cierpieniem. Zdaje się wam, że jeśli powiecie „tak”, Ja narzucę wam Krzyż większy niż ten, który dźwigacie. Och, dziecko! Pomyśl! Jak mnie traktujesz? Jakie masz o Mnie zdanie! Mówiąc „nie” z tego powodu, nazywasz Mnie Bogiem okrucieństwa, Bogiem, który czyha na duszę, aby obarczyć ją cierpieniem! Dziecko! Spójrz, jak Mnie osądzasz! Spójrz, jak rani Mnie twoje zdanie o Mnie! Spójrz, że mówiąc „nie” czynisz to również z egoistycznych pobudek. Boisz się o siebie. Nie tak postępuje dusza wybrana. Wyjaśnię ci, umiłowanie Moje. Spójrz w Moje oczy. Widzisz w nich łagodność, czułość, miłość iście matczyną. Uwierz! Nie czyham na twoje „tak” wobec Krzyża. Ja czekam na ciebie z miłością, aby zlać ją na ciebie w momencie twojej decyzji na „tak”. Gdy godzisz się na Krzyż, dokonuje się ogromna przemiana w twojej duszy. Otwiera się ona na rzeczywistość Boga. Otwiera się na Mój Krzyż. Otwiera się na Moją miłość. W tym momencie przystępują do ciebie aniołowie i przejmują twój Krzyż podając go Mnie. Aniołowie zaś pomagają tobie kroczyć przy Mnie niosącym twój Krzyż. Wystarczyło twoje „tak”, twoja zgoda na Krzyż, twoja gotowość na jego przyjęcie, a dokonało się coś bardzo ważnego. W twoim sercu cierpienie zamienia się w miłość, która promieniuje na twoje otoczenie. Zalewa cię pokój i ufność. Krzyż pozostaje ten sam, ale twoje nastawienie zmienia wszystko inne. Twój Krzyż staje się dla ciebie i twoich bliskich środkiem zbawienia. Módlcie się dusze wybrane, abyście szczerym sercem mówiły codziennie „tak” na swój Krzyż. Nie rańcie Mnie obawami przed Krzyżem. 
Czytaj dalej

Pielgrzymka do Częstochowy i nasze zawierzenie

W dniach 31 marca – 1 kwietnia nasza wspólnota uczestniczyła w ważnej dla nas pielgrzymce. Jej celem było Sanktuarium Jasnogórskie i wspólnotowe zawierzenia MB Częstochowskiej w Roku Jubileuszu 300 Lecia Koronacji Obrazu Jasnogórskiego. Akt zawierzenia został dokonany podczas Mszy św. w Bazylice klasztoru ojców Paulinów, a poprzedzony wspólnym czuwaniem modlitewnym. Dziękujemy wszystkim uczestnikom tego wydarzenia za kolejny ważny krok na naszej wspólnej drodze powołania. Szczególną wdzięczność pragniemy wyrazić wszystkim osobom przygotowującym i współprowadzącym pielgrzymkę, wszystkim posługującym podczas naszych nabożeństw. Więcej zdjęć w naszej galerii…>>

pielgrzymka

Bądźmy pokorni – Droga Krzyżowa

Baner, Droga Krzyżowa_FatimaStarajmy się podczas tej Drogi Krzyżowej stawać przy Jezusie w wielkiej prostocie. Bądźmy pokorni. Dusza, która w pokorze staje przed Bogiem, otrzymuje o wiele więcej niż każda inna. I choćby modliła się bardzo krótko, uczyni więcej niż ta, która klęczy przed Bogiem godzinami, ale nie ma w sobie pokory. Pokora zbliża duszę do Boga; umiejscawia ją tam, gdzie powinna być. Pokora pozwala zachować właściwe relacje. Postarajmy się dzisiaj trwać przy Jezusie sercem pełnym miłości, pełnym pokory i po prostu współczuć z Nim.

Stacja I – Pan Jezus skazany na śmierć

Prostota serca. Człowiek został stworzony, by cieszyć się Bogiem, by z Nim przebywać w Raju. Jego serce pierwotnie było bardzo proste. Wprost przyjmował Boże pouczenia, odbierał w sposób prosty świat, przyrodę. Dopiero szatan wprowadził w człowieka przeróżne zawiłości. I przestał on prosto patrzeć na świat. Zaczął komplikować wszystko. A im większy chce popełnić grzech, tym wynajduje więcej zawiłości na swoje usprawiedliwienie. Jezus podejmując zbawczą misję, pragnie człowieka przywrócić do tej harmonii, jaka była w nim samym oraz pomiędzy nim a Bogiem. Chce przywrócić prostotę, otwartość i bezpośredniość relacji z Bogiem.

Aby dusza mogła zacząć zbliżać się do Boga, musi odrzucać to, czego nazbierała przez swoje doświadczenia życiowe. Musi starać się stawać przed Panem obnażona ze wszystkich naleciałości, jakie sama przybrała lub jakie zostały jej narzucone. To jeden z warunków, by dusza rzeczywiście wchodziła w bliską relację z Bogiem.

Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż na ramiona

Relacja Jezusa z Ojcem była czysta i prosta. Wola Ojca była wolą Syna. Jezus zgodził się wypełnić swoją misję, bo czuł we własnym Sercu dokładnie to samo co Ojciec. Natura ludzka drżała przed Męką. W swej prostocie Jezus mówił o tym Ojcu. Ale jednocześnie oddawał się Jego woli. Niczego nie ukrywał. Patrząc na Jezusa, widzimy w całej Jego Postaci, w Jego zachowaniu i sposobie bycia wielką prostotę i prawdę, którą żył. Wszystko było czyste, wyraziste, jasne. Wypowiedziane przez Jezusa słowo tak oznacza tak; nie znaczy nie. W Jego Sercu jest jasność i czystość wszelkich intencji, myśli, pragnień, dążeń. Wszystko jest prawdą, wszystko jest proste. Gdyby porównać wnętrze Jezusa – Jego myśli i pragnienia – chociażby do jakiejś linii, byłaby to linia prosta. Widzielibyśmy jasno, do czego ona dąży, jaki jest jej cel i koniec. Jeśli chodzi o wnętrze człowieka – linia byłaby straszliwą plątaniną. Trudno byłoby zobaczyć cokolwiek.

Człowiek, który stara się być prostym – najpierw wobec Boga, a potem w relacjach z ludźmi, zaczyna tę swoją linię rozplątywać. W miarę jak zbliża się do świętości, linia również zaczyna przypominać prostą. Czytaj dalej

„Idźcie i głoście” – poprzez nas Bóg pragnie przyjść do innych

Baner, Wielki Post 8Piękno i wspaniałość Boga jest niewypowiedziane. Jego Wszechmoc, Jego Majestat zadziwiają nieustannie Aniołów i Świętych. I ten Bóg ciągle pochyla się nad człowiekiem, ciągle zniża się do poziomu człowieka. Jakże biednym jest człowiek, że niczego nie rozumie, że jest ślepy i głuchy, bo sam widok wspaniałości Boga, samo zrozumienie Jego miłości wprowadza duszę w niewypowiedziane szczęście, radość, wlewa pokój.

Starajmy się ze wszystkich sił stawać przed Bogiem, uświadamiać sobie Jego obecność, otwierać serce i przyjmować miłość. Z otwartością czytajmy słowa z Pisma Świętego i przyjmujmy każde do siebie. Nie odsuwajmy na bok słów, bo wydają się nam bardzo już znane, albo niedotyczące nas. Każde słowo Bóg kieruje do nas, a teraz szczególnie, w czasie Wielkiego Postu pragnie, byśmy przyjęli Jego łaskę, która towarzyszy temu okresowi liturgicznemu, abyśmy mogli zbliżyć się do Boga i lepiej Go poznać. Jego pragnieniem jest, aby każdy człowiek Go poznawał i aby każdy żył w Jego obecności. Z ufnością każdego dnia powierzajmy się Bogu i z ufnością prośmy, aby On nasze serca przemieniał.

Tak niewiele trzeba, tylko pozwolić Bogu, aby On działał w naszych sercach. Tylko pokornie się uniżyć przed Nim, w końcu przyjąć, że to On jest Panem życia, że to On jest w stanie zmienić każdego z nas, pokonać nasze słabości, że to On otwiera nasze serca na Jego miłość. Jakże ważne jest, aby przyjąć tę prawdę, że to Bóg czyni wszystko, a człowiek ma na to pozwolić. Jakże ważne jest, aby pozwolić żyć Bogu we własnej duszy, w ten sposób Bóg żyje pośród nas, w duszach, które pozwalają Mu na to. Ale poprzez nas Bóg pragnie przyjść do innych. Bóg chce kochać w naszych sercach innych. Chce okazywać swoje miłosierdzie innym w naszych sercach. Jakże pragnie objawić swoją miłość całemu światu, który tej miłości jest spragniony, a nie rozumie, że jej potrzebuje. Czytaj dalej

Nauczajcie i napominajcie samych siebie (Kol 3, 5-17)

Baner, Wielki Post 7Bardzo dużo treści zawiera ten fragment Pisma Świętego (Kol 3,5-17), więc możemy go brać i rozważać przez kilka kolejnych dni, każdy w swoim sercu. Dzisiaj zwróćmy naszą uwagę na to, że nieustannie Bóg mówi o nawróceniu. Nieustannie mówi o wzajemnej miłości, o przebaczaniu sobie nawzajem, o cierpliwości wobec siebie nawzajem i łagodności. Nie są to słowa, które Bóg kierowałby do człowieka na początku jego drogi tylko, ale słowa te kieruje każdego dnia do każdego z nas. Czasem dusza siada zamiast iść. Tak przyzwyczajona do słów Bożych, że przestaje nimi żyć. Znając je na pamięć wydaje jej się, że są w niej, a tak naprawdę te słowa w niej nie żyją; tych słów nie ma w duszy. Owszem, są w jej pamięci, w jej umyśle, ona doskonale je rozpoznaje, kiedy je słyszy, kiedy je czyta, ale one w niej nie żyją. Starajmy się, aby te słowa w nas ożyły. Nie mówmy sobie, że to już znamy, to już wiemy, bo w ten sposób przyjmujemy, że to już stało się naszym życiem, a tak nie jest.

Nieustannie w nas ma odnawiać się Słowo Boga. Nieustannie mamy powracać do każdego słowa Jezusa. Kiedy człowiek słucha słów, kiedy słyszy je wielokrotnie, pojawia się pokusa, aby te słowa zostawić, uznając, że się je zna. Wtedy Słowa Boga nie bierzemy do serca, nie przyjmujemy do swojej duszy. Słowo to nie może niczego w nas zdziałać, bo nie zostało przyjęte. Nie ma wśród nas dusz doskonałych, bo doskonały człowiek jest w Niebie. My jesteśmy zwykłymi ludźmi; nie jakimiś herosami, nie doskonałymi aniołami, ale zwykłymi ludźmi i w nas są różne słabości. Dlatego słuchajmy tych słów i jeszcze raz w sobie starajmy się zobaczyć, odszukać wszystkie te braki, niedoskonałości; wszystko to, gdzie Słowo Jezusa ma co przemieniać. Jeśli ktoś uważa, że do niego nie odnosi się Słowo o wzajemnej miłości, to właśnie na tym polu musi pracować. Jeżeli uważa, że Słowo Jezusa o cierpliwości i łagodności jego nie dotyczy, to znaczy, że właśnie w tym bardzo szwankuje. Zobaczmy, czytając Słowo, w czym wydaje nam się, że możemy żyć spokojnie, na co nie zwrócić uwagi, to właśnie szczególną uwagę na to zwracajmy i patrzmy na siebie uważnie. Patrzmy na siebie, nie na drugiego! Bo bardzo łatwo przychodzi człowiekowi zobaczyć w drugim słabości, w sobie trudniej. Czytaj dalej