CZYTANKI na miesiąc Najświętszego Serca Pana Jezusa

10. Serce Jezusa, pełne dobroci i miłości

Rys historyczny i teologiczny

W dziesiątym dniu czerwca litania stawia przed nami jedno z najbardziej ujmujących i pocieszających wezwań. W XVII wieku francuska szkoła duchowości, reprezentowana przez tak wielkie postacie jak ks. Jean-Jacques Olier czy św. Jan Eudes, położyła szczególny nacisk na kontemplację „stanów wewnętrznych” Syna Bożego. Według ich głębokich intuicji, najważniejszym, fundamentalnym stanem wewnętrznym Zbawiciela była Jego niezgłębiona, bezgraniczna dobroć oraz niepojęta łaskawość wobec największych ludzkich nędzarzy i grzeszników.

Teologia i liturgia dzisiejszego dnia przypominają, że biblijna dobroć (benignitas) to nic innego jak Boża miłość w dynamicznym, konkretnym działaniu – miłość, która bez wahania pochyla się nad ludzką słabością, by ją uleczyć. Liturgia celebruje dziś Boga, który nie przychodzi w niszczącym huraganie, ale objawia się jako Ten, który jest cichy i pokornego Serca.

Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)

Bracia i Siostry!

Czy zdarza się wam panicznie bać Boga, kiedy po raz kolejny upadacie? Czy paraliżuje was lęk przed Jego odrzuceniem, gdy uświadamiacie sobie swoją niewierność? Jeśli tak, skierujcie swój wzrok na Jego Boskie Serce – Ono jest absolutnie pełne dobroci. Jezus Chrystus nie stoi na progu waszego życia z batem surowej kary, gotowy was potępić. On czeka z ramionami szeroko otwartymi, pełnymi najczystszej miłości. Jego łaskawość jest nieskończenie większa niż wasza największa życiowa nędza i grzech. Nie bójcie się przychodzić do Niego dokładnie takimi, jakimi w tym momencie jesteście – poranionymi, słabymi i bezradnymi.

Wczoraj dzięki Bożej łasce dane nam było zajrzeć do trzeciej komnaty Jego Serca, gdzie mogliśmy podziwiać nieziemskie piękno Świętych Pańskich. Trzeba nam jednak wiedzieć, że to piękno jest w rzeczywistości nieskończenie wspanialsze niż jakikolwiek ludzki opis. Nasze ziemskie, ograniczone umysły nie są w stanie wyobrazić sobie Boskiej chwały. Zachwycając się najwspanialszymi rzeczami na tym świecie, możemy jedynie założyć, że Boska rzeczywistość jest nieskończenie cudowniejsza. Święci w pełni uczestniczą w życiu Boga, we wszystkim, co do Niego należy. Dlaczego Bóg pozwolił nam ujrzeć tę przestrzeń? Ponieważ Jego Serce, pełne dobroci, przygotowało tę komnatę także dla nas! W tym miejscu przebywają nie tylko ci, którzy żyli wieki temu. Tam są już obecne dusze tych, którzy dopiero się narodzą, a w swoim przedwiecznym planie Bóg widzi tam już każdego z nas.

Słuchając dzisiejszego czytania z Księgi Wyjścia (3, 1-6. 9-12), stajemy świadkami powołania Mojżesza. Kiedy Bóg do niego przemawia, Mojżesz jest niezwykle zwyczajnym, skromnym człowiekiem – pasterzem pasącym owce swojego teścia, Jetry. Nie były to nawet jego własne owce. Choć wcześniej wychowywał się we wspaniałym pałacu faraona, musiał stamtąd uciekać jako ścigany zbieg. Żył na pustyni, z dala od swojego uciskanego narodu, drżąc o własne życie. Był z ludzkiego punktu widzenia nikim i nie posiadał żadnego znaczenia. I oto w ten zwyczajny dzień Bóg przychodzi do niego w znaku ognia i mówi rzeczy absolutnie niepojęte: ma stać się potężnym przywódcą i wyprowadzić miliony ludzi z domu niewoli. Przerażony Mojżesz zadaje wtedy fundamentalne pytanie: „Kimże ja jestem, abym szedł do faraona i umyślił wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?”.

Zatrzymaj się dzisiaj na dłuższą chwilę nad tym pytaniem: Kimże jestem? To samo pytanie rodziło się w sercach niemal wszystkich świętych w momencie, gdy dotykała ich Boża łaska, gdy stawało przed nimi potężne zadanie i gdy objawiał się im ogrom miłości Stwórcy. Za każdym razem człowiek powoływany doświadczał bolesnej prawdy o tym, kim jest sam z siebie. Uświadamiał sobie, że jest prochem, że nic nie posiada, że nikt nie będzie chciał go słuchać, a Bóg mimo to żąda od niego rzeczy wielkich! To Bóg, w swojej dobroci, musi cierpliwie przekonywać Mojżesza, dawać mu znaki i objawiać swoje Święte Imię, by ten uwierzył, że podoła misji wyłącznie mocą Najwyższego.

Zadaj sobie to pytanie dzisiaj, 10 czerwca 2026 roku: Kimże jestem, że Bóg w swojej dobroci powołał mnie do tej świętej wspólnoty Kościoła? Kimże jestem, że prowadzi mnie tą mistyczną drogą, że dzień po dniu osobiście mnie formuje, przemawia do mojego serca i wyjaśnia kolejny krok? Przecież Bóg nie wyjaśnia tych tajemnic każdemu człowiekowi w tak bezpośredni sposób. Nie każdemu daje do rąk swoje żywe Słowo i gładzi jego błędy z taką czułością. Kimże jestem, że spotyka mnie takie dobro, na które w żaden sposób sobie nie zasłużyłem? Nie wypracowałem tego, nie wysłużyłem, nie zrobiłem absolutnie nic, co mogłoby wytłumaczyć tak niepojęte Boże obdarowanie!

Kim jestem w oczach Bożych, że Wszechmogący Stwórca osobiście ingeruje w moją kruchą egzystencję? On nie pozostał na niedostępnym tronie w niebiosach – On zstąpił na naszą poranioną ziemię, osobiście pofatygował się do swojego najnędzniejszego, najbiedniejszego poddanego, aby otworzyć przed nim skarby swojego królestwa. Który ziemski władca uczyniłby coś podobnego dla żebraka? Kim jestem, że Bóg dzieli się ze mną swoim cierpieniem, swoim bólem i troską, odsłaniając przede mną wnętrze swojego Serca? Ja – marne stworzenie, a On – Wszechmocny Bóg. Stajemy dziś w totalnym zadziwieniu, niczym Mojżesz przed gorejącym krzewem, bo każde słowo płynące z Serca Jezusa jest żywym płomieniem Jego miłości.

Bóg odpowiada ci dzisiaj z tą samą mocą, z jaką odpowiedział Mojżeszowi: „Wybrałem ciebie i pragnę cię posłać, ponieważ krzyk udręki i potworny ból z tej ziemi uniosły się aż przed moje Oblicze. Ujrzałem niewolę mojego ludu i chcę posłużyć się tobą”. Możesz z lękiem odpowiadać: „Panie, ale kim ja jestem? Nie mam władzy, nie mam talentów krasomówczych, nie mam znaczenia, świat mnie wyśmieje i nie posłucha!”. Odpowiedź na twoje obawy odnajdujemy bezpośrednio w dzisiejszej Ewangelii (Mt 11, 25-27): Jezus wysławia Ojca za to, że zakrył te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi tego świata, a objawił je niemowlętom, ludziom maluczkim. Takie było upodobanie Jego dobroci.

Musisz jednak pamiętać o jednej, fundamentalnej prawdzie: do tej komnaty Bożego Serca, pełnego dobroci i miłości, nie da się wejść inaczej, jak tylko przez bramę radykalnej pokory i świętej bojaźni Pańskiej. Nie ma żadnej innej drogi! Pokora oznacza całkowite uniżenie, zdeptanie własnej pychy i chorobliwego egoizmu, by przyjąć to, co Boże. Oznacza gotowość do pójścia za Jego Głosem bez względu na koszty, bycie Mu wiernym i posłusznym aż po śmierć. Musisz żyć w stałej świadomości, że sam z siebie jesteś nikim i nie posiadasz żadnych ludzkich zabezpieczeń, na których mógłbyś się bezpiecznie oprzeć. Dopiero gdy pokornie uznasz, że Bóg jest twoim wszystkim, On zacznie przez twoje małe serce realizować swój wielki, zbawczy plan wobec świata.

Stań dzisiaj przed Panem w głębokiej prawdzie o swojej nędzy, ale i w zachwycie nad Jego powołaniem. Zadaj sobie z całą powagą to pytanie: Kim jestem? Twoje serce powinno prawdziwie zatruchleć przed Majestatem Boga, który zniża się, by z tobą rozmawiać. Dopóki nie poczujesz tego świętego drżenia, dopóki moc Bożego dotyku nie rozbije pancerza twojej obojętności, nie zrozumiesz wielkości swojego wybrania. Jesteś najmniejszym z najmniejszych, ale tobie – maluczkiemu – Serce Jezusa, pełne dobroci i miłości, pragnie objawić samego Siebie, byś stał się Jego żywym świadkiem na ziemi. Nie bój się, wejdź i pozwól się kochać. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>