Miłość sięga poza śmierć- o rzeczach ostatecznych

8. Zapragnąć Nieba i wierniej kochać na ziemi

Pragnienie Nieba rodzi się w sercu, które zaczyna poznawać dobroć Boga. Człowiek odkrywa, że został zaproszony do życia w Jego bliskości, i stopniowo uczy się tęsknić za pełnią tego spotkania. Pragnie zobaczyć Tego, któremu zaufał, odnaleźć pokój wolny od grzechu i lęku, kochać bez wewnętrznego rozdarcia. Taka nadzieja może rozjaśniać codzienność, zwłaszcza gdy droga staje się trudna.

Warto jednak zapytać, jakie owoce przynosi ona w naszym życiu. Czy myśl o Niebie pomaga cierpliwiej słuchać bliskich? Czy budzi wrażliwość na cierpienie? Czy skłania do pojednania, uczciwego wykonywania obowiązków i troski o wspólnotę? Odpowiedzi na te pytania pozwalają rozpoznać, jak głęboko nadzieja przenika serce.

Bóg, za którym tęsknimy, powierza nam ludzi. Spotykamy ich w domu, we wspólnocie, w pracy, przy łóżku chorego. Właśnie w tych relacjach uczymy się miłości, która ma znaleźć spełnienie w wieczności. Niebo jest pełnią komunii z Bogiem, a droga do niego prowadzi przez przyjmowanie Jego łaski i odpowiadanie na nią całym życiem.

Święty Paweł odsłania przed nami własne serce, kiedy pisze do Filipian o pragnieniu odejścia i bycia z Chrystusem. Równocześnie dostrzega, że pozostanie pośród wiernych jest potrzebne dla ich dobra (por. Flp 1,21–25). Miłość do Pana otwiera Apostoła na odpowiedzialność za ludzi. Chciałby oglądać Chrystusa, a zarazem przyjmuje zadanie dalszej służby. Gotów jest oddawać swój czas i siły tym, którzy potrzebują umocnienia.

W tej postawie odnajdujemy ważne światło dla dusz najmniejszych. Możemy pragnąć Nieba i prosić o łaskę spotkania z Bogiem, pozostawiając Jemu czas zakończenia ziemskiej drogi. Dzisiaj otrzymujemy życie jako dar i zadanie. Dopóki trwa nasza pielgrzymka, jest miejsce na miłość, której Pan oczekuje właśnie teraz.

Najbliższym obszarem tej odpowiedzi bywa rodzina. To tutaj najłatwiej przyzwyczaić się do obecności drugiego człowieka i przestać dostrzegać jego potrzeby. Znamy jego sposób mówienia, słabości, powtarzające się pytania. Niekiedy okazujemy więcej cierpliwości osobom spotykanym okazjonalnie niż tym, z którymi dzielimy codzienność. Tymczasem bliskość stawia przed nami szczególne zobowiązanie.

Pragnienie życia z Bogiem może pomóc zatrzymać się przy współmałżonku, rodzicu, dziecku czy współbracie. Zapytać, jak się czuje, i naprawdę wysłuchać odpowiedzi. Zauważyć przemęczenie, przyjąć odmienność charakteru, porozmawiać o trudnej sprawie bez upokarzania. Miłość dojrzewa przez takie gesty. Wymaga czasu, uwagi i gotowości rezygnacji z własnej wygody.

Nieraz najbardziej potrzebnym krokiem będzie przeproszenie. Człowiek potrafi modlić się o Niebo, a jednocześnie przez lata strzec urazy. Pamięta doznaną krzywdę i obawia się, że przebaczenie pozbawi go obrony. Jezus zaprasza, aby przynieść Mu ten ból i rozpocząć drogę uzdrowienia. Przebaczenie może wymagać czasu, pomocy i zachowania rozsądnych granic. Otwiera jednak serce na wolność potrzebną do kochania.

Świadomość przemijania pomaga zrozumieć, że nie warto odkładać każdego dobrego słowa na później. Nie znamy liczby wspólnych dni. Możemy dzisiaj podziękować, okazać czułość, zaproponować rozmowę. Po śmierci bliskiego człowieka nieraz powracają wspomnienia drobiazgów: krótkiej wizyty, wspólnej herbaty, cierpliwie przyjętej prośby. Właśnie one odsłaniają wartość zwyczajnej obecności.

Tęsknota za Bogiem powinna także umacniać odpowiedzialność za wspólnotę. Przychodzimy na spotkania, aby słuchać słowa Bożego, modlić się i odnajdywać pomoc w drodze. Z czasem odkrywamy, że również inni mają prawo oczekiwać od nas troski. Ktoś potrzebuje zachęty, ktoś pomocy w dotarciu na Eucharystię, ktoś spokojnej rozmowy po długiej nieobecności.

Wspólnota dojrzewa, gdy potrafi dostrzec tych, którzy przestali przychodzić. Przyczyną może być choroba, opieka nad bliskim, trudność z poruszaniem się albo przeżywany kryzys. Życzliwy telefon pozwala powiedzieć: pamiętamy o tobie, należysz do nas, chcemy wiedzieć, czego potrzebujesz. Czasem wystarczy niewielka pomoc, aby człowiek odzyskał poczucie więzi.

Dla Wspólnoty Dusz Najmniejszych jest to ważny sprawdzian duchowej drogi. Akt miłości, adoracja i wspólna modlitwa powinny stopniowo kształtować sposób odnoszenia się do ludzi. Gdy pozwalamy Jezusowi prowadzić serce, stajemy się uważniejsi na czyjąś nieobecność, osamotnienie i zawstydzenie. Uczymy się także odpowiedzialnie reagować na trudności, zamiast pozostawiać je w sferze domysłów i rozmów o innych.

Szczególną troską należy otaczać chorych. Ich świat bywa coraz bardziej ograniczony do pokoju, łóżka, godzin przyjmowania leków i oczekiwania na pomoc. Mogą doświadczać bólu, lęku oraz poczucia zależności. Człowiek, który dawniej służył innym, potrzebuje teraz pomocy w najprostszych czynnościach. Przyjęcie tej zmiany często kosztuje go więcej, niż potrafi wypowiedzieć.

Obecność przy chorym wymaga delikatności. Warto zapytać, czy ma siłę na rozmowę, czego potrzebuje, czy pragnie wspólnej modlitwy. Czasem dobrem będzie pomoc w sprawie praktycznej, innym razem spokojne milczenie. Nie trzeba wypełniać każdej chwili pouczeniem ani szukać szybkiej odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Chory potrzebuje wiedzieć, że jego osoba pozostaje ważna i że może mówić prawdę o swoim doświadczeniu.

Troska o jego życie duchowe obejmuje również pomoc w kontakcie z kapłanem i przyjęciu sakramentów, z poszanowaniem jego woli i możliwości. Wspólnota może wspierać także opiekunów. Oni również doświadczają wyczerpania, samotności i bezradności. Krótka chwila wytchnienia, zrobione zakupy czy pomoc w dojeździe do lekarza mogą stać się bardzo konkretnym owocem wspólnej modlitwy.

Jezus utożsamia się z potrzebującymi i wskazuje, że okazane im miłosierdzie przyjmuje jako dar dla siebie (por. Mt 25,31–46). Ta prawda nadaje codziennej służbie głębię. Przy łóżku chorego możemy spotykać Pana, którego pragniemy kiedyś oglądać w chwale. Potrzeba wiary, aby rozpoznawać Go również wtedy, gdy opieka jest nużąca, rozmowa trudna, a wdzięczność nie przychodzi.

Również człowiek samotny potrzebuje naszego czasu. Samotność nie zawsze jest widoczna. Można mieszkać wśród ludzi, uczestniczyć w spotkaniach i nadal nie mieć nikogo, komu da się opowiedzieć o własnym bólu. Szczególnie trudne bywają wieczory, niedziele i święta, gdy inni gromadzą się z rodzinami. W takich chwilach zaproszenie, telefon albo odwiedziny pomagają odzyskać doświadczenie przynależności.

Dusza najmniejsza może zapytać: komu dzisiaj pomogę odczuć, że jest pamiętany? Odpowiedź nie musi prowadzić do wielkiego przedsięwzięcia. Może wskazać sąsiadkę, starszego członka Wspólnoty, osobę po pogrzebie współmałżonka. Regularna, skromna obecność często niesie więcej dobra niż jednorazowy gest podjęty z wielkim rozmachem.

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus pomaga nam dostrzegać wartość takich małych czynów. Jej droga prowadzi przez miłość podejmowaną w zasięgu codziennych możliwości. Człowiek nie musi czekać na szczególne okoliczności, aby odpowiedzieć Bogu. Może uczynić to teraz, w spotkaniu z osobą postawioną obok niego.

W tym świetle także akt miłości staje się wezwaniem do odpowiedzialności. Kiedy wypowiadamy: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”, powierzamy Panu ludzi i prosimy o ich zbawienie. Zarazem otwieramy się na pytanie, czy sami możemy im w czymś pomóc. Modlitwa może poprowadzić do rozmowy, przebaczenia, cierpliwej służby albo dyskretnego świadectwa wiary. To Jezus udziela łaski, a my pragniemy pozostawać gotowi do współpracy.

Potrzebna jest przy tym roztropność. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na każdą potrzebę ani samodzielnie ponosić odpowiedzialności za wszystkich. Bóg zna granice naszych sił. Miłość wymaga właściwego rozeznania obowiązków, odpoczynku i współpracy z innymi. Czasem trzeba poprosić o pomoc rodzinę, wspólnotę lub odpowiednią instytucję. Wierność powołaniu dojrzewa także przez uznanie, że sami potrzebujemy wsparcia.

Bywa również, że tęsknota za Niebem pojawia się pośród wielkiego zmęczenia. Człowiek chciałby odpocząć od cierpienia i ciężaru codzienności. Może przynieść Bogu to doświadczenie bez wstydu. Warto jednak zatroszczyć się wtedy o potrzebną pomoc i bliskość drugiego człowieka. Chrześcijańskie pragnienie wieczności pozwala powierzyć Ojcu swój kres, a obecną chwilę przyjąć z pomocą Jego łaski.

Szczególne światło daje nam Maryja. Usłyszawszy zwiastowanie, udała się do Elżbiety. Jej otwarcie na Boga wyraziło się w drodze ku drugiemu człowiekowi i w obecności przy nim (por. Łk 1,39–56). Kontemplacja wielkich dzieł Pana i prosta służba spotkały się w jednym życiu. Od Maryi możemy uczyć się serca, które słucha Boga i zauważa potrzeby ludzi.

Tak dojrzewa tęsknota za Niebem: przez coraz wierniejsze należenie do Chrystusa pośród ziemskich zadań. Zaczynamy rozumieć, że czas został nam powierzony, aby kochać. Rodzina, wspólnota, chorzy i samotni stają się osobami, wobec których nasza wiara może przybrać widzialną postać. Każde spotkanie niesie możliwość odpowiedzi na łaskę.

Możemy więc prosić o pragnienie wieczności z otwartym sercem. Niech pomaga ono doceniać ludzi, cierpliwiej przeżywać trudności i rozpoznawać dobro możliwe do podjęcia dzisiaj. Niech umacnia naszą nadzieję także wtedy, gdy owoce służby pozostają ukryte. Bóg zna wartość miłości ofiarowanej w ciszy.

Panie Jezu, obudź w nas pragnienie życia z Tobą. Spraw, aby tęsknota za Niebem pomagała nam wierniej kochać na ziemi. Otwórz nasze oczy na potrzeby rodziny i Wspólnoty. Naucz nas cierpliwej obecności przy chorych i uważności wobec samotnych. Daj odwagę pojednania, roztropność w służbie i pokorę przyjmowania pomocy. Przez ręce Maryi przyjmij naszą codzienność i prowadź nas ku pełni miłości w domu Ojca. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>