CZYTANKI na miesiąc Najświętszego Serca Pana Jezusa

11. Serce Jezusa, cnót wszelkich bezdenna głębino

Rys historyczny i teologiczny

W jedenastym dniu czerwca nasze litanijne rozważanie dotyka prawdy o absolutnej, moralnej doskonałości Zbawiciela [1]. W 1956 roku, w stulecie ustanowienia święta Najświętszego Sercu dla całego Kościoła, papież Pius XII ogłosił encyklikę Haurietis Aquas [1]. Ojciec Święty z głęboką mądrością wyjaśniał w niej, że ludzkie Serce Wcielonego Słowa jest najwspanialszym, żywym wzorem wszelkich cnót dla chrześcijan [1].

W ujęciu teologii dogmatycznej sformułowanie „głębina bezdenna” przypomina, że cnoty Jezusa – Jego pokora, posłuszeństwo, czystość i cierpliwość – są całkowicie niezmierzone, bo zakorzenione w samej Boskości. Dzisiejsza liturgia uczy nas fundamentalnej prawdy: życie moralne chrześcijanina nie jest owocem tytanicznego, czysto ludzkiego wysiłku woli, ale owocem pokornego zanurzenia się w bezdennych cnotach samego Chrystusa [1].

Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)

Bracia i Siostry!

Jakże często próbujecie być dobrymi, pobożnymi i sprawiedliwymi ludźmi wyłącznie o własnych, ludzkich siłach i jakże często ponosicie na tej drodze dotkliwą porażkę? Przestańcie wreszcie liczyć tylko na siebie, na swoje plany i duchowe strategie. Wejdźcie z wiarą w bezdenną głębinę cnót Serca Jezusowego [1]. Zamiast frustrować się własną porywczością, proście Go o Jego cierpliwość; zamiast walczyć z pokusami egoizmu, proście o Jego czystość i pokorę [1]. Pozwólcie, aby to nie wasze stare, grzeszne „ja”, ale Jego Przenajświętsze Serce żyło i kochało w was każdego dnia [1].

Zanim jednak Duch Święty pozwoli nam zajrzeć do tej kolejnej, czerwcowej komnaty Bożego Serca, każdy z nas musi stanąć w nagiej prawdzie i uświadomić sobie, jak mało jest w nim autentycznej pokory, a jak wiele pychy i zadufania. Bardzo łatwo wpaść w duchową pułapkę i myśleć: „Przecież jestem od tylu lat w Kościele, we wspólnocie, czytam mądre pouczenia liturgiczne, staram się regularnie uczestniczyć we mszach, rekolekcjach, dniach skupienia i nabożeństwach czerwcowych”. Dokładnie ten sposób myślenia demaskuje nasze ukryte faryzejstwo. Zanim zrobimy krok naprzód, potrzeba głębokiego ugięcia kolan i uznania, że pomimo upływu lat wciąż stoję na samym początku drogi. Nie w innych ludziach, nie w otaczającym nas świecie, ale we własnym wnętrzu musimy wreszcie odnaleźć ślady słabości, niewierności i subtelnego nieposłuszeństwa Bogu. Naprawianie świata i Kościoła trzeba bezwzględnie zacząć od samego siebie. Może ten dzisiejszy czwartek to najwyższy czas, aby wreszcie zacząć to robić?

Komnata, do której Pan nas dziś wprowadza, jest niewypowiedzianie piękna, ale trzeba wiedzieć, że nie każdy człowiek potrafi to piękno zrozumieć. Niektórzy ludzie nie pojmą go aż do końca swojego ziemskiego życia. Prawdziwą głębię tej przestrzeni jest w stanie dostrzec wyłącznie dusza autentycznie pokorna. Co zatem kryje ta mistyczna komnata? Znajduje się w niej to, co stanowi najsłodszą treść miłości Bożego Serca: wszystkie ukryte wyrzeczenia wiernych dusz, uczynione z czystej miłości do Boga.

W tym miejscu zdeponowane jest wszystko, co człowiek zdołał w sobie uśmiercić, z czego dobrowolnie zrezygnował i co zdeptał ze względu na Ewangelię. W tej komnacie znajduje się ludzkie, pyszne „ja” – to chorobliwe ego, które nieustannie próbuje podnosić głowę w naszych domach i miejscach pracy, a które miłość potrafi bezlitośnie odrzucić. Tutaj oddane są Bogu wszystkie nasze własne dążenia i pragnienia – zarówno te życiowe, wielkie, jak i te codzienne, maleńkie. W tej komnacie jaśnieje ofiara, ciche cierpienie, dobrowolne uniżenie i absolutna, totalna rezygnacja z stawiania siebie w centrum wszechświata.

Kiedy dusza w ten sposób rezygnuje z siebie, jej wnętrze niesamowicie się wycisza. Jej głos w relacjach z najbliższymi staje się o ton cichszy. Taki człowiek nie wypowiada już swoich opinii w sposób kategoryczny i nie znoszący sprzeciwu. Przestaje nieustannie oceniać, szufladkować i wartościować innych. Traci tę arogancką pewność siebie, która tak często rani otoczenie. Nawet jeśli coś doskonale wie lub sprawdził na własnej skórze, nie ogłasza się już absolutną wyrocznią, ponieważ przestał ślepo wierzyć samemu sobie. Jedynym Autorytetem, z którego zdaniem liczy się najbardziej, staje się dla niego żywy Bóg. Skoro własna, ludzka opinia została dobrowolnie podeptana jako bezwartościowa wobec mądrości Krzyża, po cóż narzucać ją bliźnim? Nawet jeśli taki człowiek jest niekwestionowanym ekspertem w jakiejś dziedzinie, uwalnia się od mówienia z pozycji wyższości. Zapytany o radę, odpowiada spokojnym, stonowanym i łagodnym głosem, ponieważ jego własne „ja” zostało zdeptane, by ustąpić miejsca Chrystusowi.

Wszystkie te ukryte wyrzeczenia, ofiary i ciche upokorzenia wiernych dusz są w tej komnacie w sposób doskonały zjednoczone z Krzyżem Jezusa Chrystusa. One dosłownie stapiają się w jedno z Jezusem Ukrzyżowanym! Każda najmniejsza ofiara porzucenia własnej pychy zostaje natychmiast przyobleczona w purpurową szatę Jego Najdroższej Krwi. Wszystko zostaje uświęcone przez Zbawiciela, ponieważ On jako pierwszy, w sposób absolutnie doskonały, przeszedł drogę totalnego wyniszczenia dla naszego zbawienia. To, co z ludzkiego punktu widzenia jest tak małe, kruche i niezauważalne dla świata, w Sercu Boga zostaje podniesione do rangi najwyższej godności. Przepiękny i przejmujący jest ten mistyczny widok: Jezus wiszący na Krzyżu, a wokół Niego rzesze dusz zjednoczonych z Nim w swoich codziennych ofiarach z samych siebie.

Aby to pojąć, potrzeba głębokiej pokory i całkowitego zjednoczenia z Panem. Dopiero wtedy człowiek zaczyna widzieć w szarej codzienności każdy moment, w którym jego pycha próbuje dojść do głosu. Dusza, na ile ma sił, depcze te odruchy miłości własnej. A w momentach, gdy brakuje jej sił, gdy pycha na chwilę wygrywa, nie wpada w rozpacz ani w zniechęcenie. Biegnie natychmiast pod Krzyż, zalewa się łzami u stóp Zbawiciela i tuli się do Jego zranionych stóp, błagając o przebaczenie i pomoc. Woła: „Jezu, Ty wiesz, że Cię kocham! Widzisz moją skrajną słabość, udziel mi pokory Twojego Serca, bo moje własne siły są niczym!”.

Bracia i Siostry, drzwi do tej czerwcowej komnaty nie są dziś dla was jedynie lekko uchylone – one stoją otwarte na oścież! Możecie w niej zamieszkać na stałe, jeśli tylko wyrazicie na to szczerą zgodę. Błagajcie Ducha Świętego, aby nieustannie oświecał wasze sumienia i zburzył wszystkie mury pychy, które zasłaniają wam prawdę o was samych. Nie zadowalajcie się chodzeniem po powierzchni wiary i czysto intelektualnym roztrząsaniem prawd teologicznych. Ten, kto naprawdę przeżył dotyk Bożego Serca, traci potrzebę czczej dyskusji – brakuje mu słów, by wyrazić ogrom Bożego majestatu i własnej małości.

W ten czerwcowy dzień chwyćcie Jezusa za stopy, wtulcie się w Nie na modlitwie i proście tak długo, aż wasze serca runą na kolana w świętym truchleniu przed Bogiem, który zniża się, by uczynić was swoimi żywymi narzędziami. Tylko w bezdennej głębinie Jego cnót odnajdziecie prawdziwe życie i pokój. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>