16. Serce Jezusa, w którym sobie Ojciec bardzo upodobał
Rys historyczny i teologiczny
W szesnastym dniu czerwca litania prowadzi nas do wezwania, w którym rozbrzmiewa bezpośrednie świadectwo samego Boga Ojca. Słowa te są wiernym echem wielkich teofanii nowotestamentalnych – głosu, który rozdarł niebiosa nad Jordanem podczas chrztu Chrystusa oraz na szczycie Góry Tabor w momencie Jego Przemienienia: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3,17; 17,5). Wielkie mistyczki i teologowie Kościoła przez wieki przypominali, że to Serce Wcielonego Słowa jest jedynym miejscem, na które Ojciec patrzy z absolutnym, niczym nienaruszonym zachwytem. Co najpiękniejsze, Sprawiedliwy Bóg patrzy na całą grzeszną ludzkość właśnie przez pryzmat Przenajświętszego Serca swojego Jedynego Syna.
W ujęciu teologicznym to nieskończone upodobanie Ojca nie pozostaje zamknięte w wewnętrznym życiu Trójcy Świętej. Ono rozlewa się strumieniami na każdego z nas w momencie, gdy przez łaskę i wiarę zostajemy zjednoczeni z Chrystusem. Każda liturgia Kościoła nie jest jedynie ludzkim zgromadzeniem, ale doskonałym, synowskim uwielbieniem, jakie Syn składa swojemu Ojcu w jedności Ducha Świętego, pociągając nas za Sobą.
Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)
Bracia i Siostry!
Czy zdarza się wam nosić w duszy bolesne poczucie, że jesteście na tym świecie całkowicie niechciani, odrzuceni, samotni lub nieważni? Posłuchajcie dzisiaj uważnie: Ojciec niebieski ma w Sercu Jezusa swoje odwieczne, potężne upodobanie. A ponieważ wy wszyscy przez sakrament chrztu świętego zostaliście wszczepieni w Chrystusa i do Niego bezpowrotnie należycie, Ojciec z dokładnie taką samą, szaloną siłą kocha i was! Jesteś w tej sekundzie bezwarunkowo umiłowanym dzieckiem Boga. Odnajdź swoją prawdziwą tożsamość i godność nie w opiniach ludzkich, ale w tym zachwyconym, Bożym upodobaniu.
Pamiętając o tym, że Bóg jest jedynym Źródłem wszelkiego dobra, a w Jego Sercu kryje się niezliczone, bezdenne bogactwo, Duch Święty zaprasza nas dzisiaj do przekroczenia progu kolejnej przestrzeni. Wchodzimy do Komnaty Pokory. To miejsce szczególne, ponieważ kryje w sobie to, co jest absolutnie niezbędne i fundamentalne, aby ktokolwiek z nas mógł zostać świętym. Bez tej jednej cnoty nie ma i nigdy nie będzie autentycznej świętości.
Gdy patrzymy na ziemskie życie Jezusa, stajemy w osłupieniu wobec Jego niepojętej pokory. Możemy się tylko głośno dziwić: Wszechmocny Bóg, Stwórca galaktyk, a jednocześnie tak niesamowicie cichy i pokorny! Syn Boży przyszedł na ziemię, przygniótł swój majestat ludzkim ciele i jako prawdziwy człowiek pokazywał nam, jak mamy żyć. Samo Wcielenie to wstrząsający znak Jego pokory wobec Ojca i wobec miłości, którą Sam jest. Chodząc po palestyńskiej ziemi, Jezus mógł przecież w każdej sekundzie posłużyć się swoją Boską potęgą: mógł ułatwić sobie egzystencję, uczynić życie wygodnym, uciec przed głodem, zmęczeniem czy ludzką złością. On jednak przeżył swój ziemski los jako zwykły człowiek – do samego końca, w pełni i bez taryfy ulgowej. Zjednoczył się z naszym losem tak głęboko, że Jego ludzka i boska natura stały się w Nim nierozerwalne. W każdej scenie Ewangelii – w spotkaniach z chorymi, celnikami, grzesznikami, ale i z faryzeuszami – uderza Jego totalna pokora. Był pokorny wobec misji, wobec stworzenia i wobec każdego, nawet najbardziej poranionego człowieka. Nigdy nie wywyższał się nad nikogo, choć jest ponad wszystkim. Każdy doczesny władca dawno straciłby cierpliwość wobec ludzkiej tępoty i pokazałby, gdzie jest jego miejsce. Jezus tego nie zrobił [Mt 11,29].
Dzisiaj, tuląc się do Jego klatki piersiowej, badamy tę Komnatę Pokory. W drodze do nieba inne cnoty zbliżają nas do Boga krok po kroku, ale pokora działa natychmiast: człowiek autentycznie pokorny od razu staje w obecności Boga! Tu nie ma już mowy o długim dystansie – to natychmiastowe otwarcie się na nadprzyrodzoną rzeczywistość Najwyższego. Pokora sprawia bowiem, że człowiek wreszcie ląduje na swoim właściwym miejscu. Staje w jedynej prawdziwej relacji, gdzie Bóg jest uznany za Wszechmogącego Stwórcę, a człowiek widzi siebie jako skrajnie słabe, bezradne stworzenie. Skoro ta cnota zdejmuje z nas wszelkie maski zakłamania, człowiek pokorny natychmiast zostaje zalany Bożą jasnością.
Doświadczenie pokory jest przepięknym darem, którym Bóg obdarza dusze najmniejsze. Czasem pozwala nam namacalnie odczuć ten stan, abyśmy przez resztę życia z tęsknotą do niego dążyli. Człowiek pokorny staje w nagiej prawdzie i raz na zawsze przestaje o własnych, ludzkich siłach próbować „doskoczyć” do nieba. To byłoby tak niedorzeczne, jakby mała mrówka podskakiwała na ziemi, próbując dotknąć słońca na nieboskłonie! Ona nie musi tego robić. Może jedynie spokojnie wyjść na szczyt swojego mrowiska i z ufnością wystawić się na działanie promieni słonecznych.
Gdy człowiek pokornie uzna, że jest taką bezbronną mrówką, dzieje się kosmiczny cud: to potężne Słońce przybliża się do robaka – sam Bóg w swoim upodobaniu pochyla się nad człowiekiem! Następuje to, co z ludzkiego punktu widzenia jest niemożliwe, ponieważ my sami nie jesteśmy w stanie zrobić ani jednego suwerennego kroku w stronę nieskończoności. Jeśli kiedykolwiek wydawało ci się, że o własnych siłach zbliżasz się do Boga, byłeś w głębokim błędzie. Jeśli myślałeś, że ilością odmówionych modlitw, swoimi obolałymi kolanami i tytanicznym wysiłkiem woli „zdobędziesz” Serce Boga i zmusisz Go do zjednoczenia z tobą – myliłeś się. Bóg pochyla się nad tobą nie dlatego, że ty na to zapracowałeś, ale wyłącznie dlatego, że cię nieskończenie kocha!
Mądra matka nie bierze niemowlęcia w ramiona dlatego, że jest ono wybitnie inteligentne, zdolne i wykonało dla niej jakąś ciężką pracę. Ona tuli je do piersi tylko dlatego, że jest jego matką i kocha je nad życie, mimo że maluch płacze, brudzi i nie potrafi jeszcze nic zrobić. Dokładnie tak samo działa twój Niebieski Ojciec. Widzi twój wysiłek, niejednokrotnie uśmiechnie się nad twoim naiwnym myśleniem, ale zniża się ku tobie z otwartym Sercem z czystej, uprzedzającej miłości.
W tej Komnacie Pokory Bóg pragnie cię dzisiaj hojnie obdarować, bo wie, że pokora to synonim świętości. Musisz wreszcie uznać, że jesteś tylko małą mrówką. Wyjdź na kopiec mrowiska i po prostu wygrzewaj się w promieniach Bożego Miłosierdzia, zamiast frustrować się ciągłym, bezskutecznym skakaniem ku słońcu. To neurotyczne doskakiwanie jest zakamuflowaną pychą, a zgoda na własną małość jest czystą pokorą.
Zrób dzisiaj, w ten czerwcowy dzień, odważne doświadczenie duchowe: zostaw na chwilę wszystkie swoje napięte starania o uświęcenie, porzuć swoje sztywne wyobrażenia o tym, jakimi metodami staniesz się idealny. Odłóż na moment ten cały potężny mechanizm modlitewny – te setki litanii, koronek i aktów, które odmawiałeś z ukrytym poczuciem, że właśnie doskonale wykazujesz się przed Panem Bogiem i sumiennie opłacasz Jego przychylność. Bóg patrzy na to z czułym uśmiechem. Ty masz być po prostu bezradną owieczką, którą Pasterz chce przytulić do swojego zranionego boku. Przytul się do Serca Jezusa – ty sam, w całej swojej nędzy, a nie twoje wyobrażenia, ambicje i sukcesy duchowe. Po prostu kochaj i bezczelnie daj się kochać!
Prawdziwa pokora polega na tym, by nie posiadać nic i nie uważać się za kogoś ważnego, mądrego czy duchowo dojrzałego. Wszystko, co ludzkie, jest prochem. Ani twój nienaganny wygląd, ani talenty, ani wysoka wiedza teologiczna, ani idealna postawa na adoracji nie zagwarantują ci zbawienia. Przyjmij z ulgą, że jesteś duchowym niemowlęciem, które bez ojca i matki natychmiast umrze z głodu i zimna, bo nie potrafi samo się nakarmić, przewinąć ani przykryć kocem. To właśnie ta twoja totalna bezbronność z niesamowitą siłą przyciąga Serce Boga!
Jakże często bywa tak, że Bóg w swojej dobroci chce cię mocno przytulić i pozwolić ci w ciszy posłuchać bicia swojego Serca, a ty gwałtownie wyrywasz się z Jego objęć, krzycząc: „Oszukujesz mnie, Panie! Puść mnie, bo ja teraz muszę szybko uklęknąć, bo mam jeszcze do odklepania swoje formułki, swoje litanie i brewiarze!”. W ten sposób, paradoksalnie, odgradzasz się murem własnej pobożności od Żywego Boga. On chce, abyś dzisiaj po prostu odpoczął przy Jego Sercu, w którym Ojciec ma najwyższe upodobanie. Nie musisz dziś niczego udowadniać ani zapracowywać na miłość, która była w Nim zanim powstał świat. Bądź owieczką, bądź dzieckiem i pozwól, aby to Boskie upodobanie stało się twoim jedynym i wiecznym schronieniem. Amen.
