5. Święty Jan Bosko — żyć tak, aby być gotowym
Myśl o śmierci może pomagać człowiekowi lepiej rozumieć wartość życia. Uczy dostrzegać znaczenie czasu, relacji i podejmowanych decyzji. Przypomina, że dobro warto czynić dzisiaj, przebaczenia nie należy odkładać bez końca, a więź z Bogiem potrzebuje troski. Taką mądrość odnajdujemy w duchowości świętego Jana Bosko. Jego wychowankowie uczyli się radości, sumiennej pracy i przyjaźni z Chrystusem, a zarazem dojrzewali do odpowiedzialności za swoje wieczne przeznaczenie.
Ksiądz Bosko kochał życie i pragnął, aby młodzi odkrywali jego piękno. Rozumiał potrzebę zabawy, ruchu, przyjaźni i poczucia, że jest się przyjętym. W jego wychowaniu radość spotykała się z modlitwą, nauką, pracą i troską o sumienie. Człowiek miał wzrastać harmonijnie, ucząc się wykorzystywać otrzymane dary i coraz pełniej odpowiadać na miłość Boga.
W takim spojrzeniu jest wiele światła także dla dusz najmniejszych. Przygotowanie do wieczności dokonuje się pośród życia, które już zostało nam powierzone. Pan spotyka nas przy codziennych obowiązkach. Zaprasza do wierności w rodzinie, we wspólnocie, w kapłańskiej lub zakonnej posłudze, w pracy i w chorobie. Każdy stan życia może stać się drogą dojrzewania do spotkania z Nim.
Radość chrześcijańska wyrasta z przyjęcia tej obecności. Człowiek wie, że jest kochany przez Boga, może otrzymać przebaczenie i nie pozostaje sam wobec swoich trudności. Taka radość bywa cicha. Może trwać pod zmęczeniem, łzami i niepokojem. Wyraża się niekiedy prostą gotowością, aby jeszcze raz zaufać, podjąć obowiązek i okazać komuś dobroć.
Nie należy wymagać od siebie nieustannego pogodnego nastroju. Smutek po stracie bliskiej osoby, ciężar choroby czy doświadczenie osamotnienia domagają się współczucia i pomocy. Wiara pozwala przynosić je Jezusowi. Radość dojrzewa również wtedy, gdy człowiek pośród cierpienia odkrywa, że nadal może być przyjęty, kochany i podtrzymywany przez wspólnotę.
U podstaw tak przeżywanego życia znajdują się sakramenty. W pojednaniu z Bogiem odzyskujemy pokój sumienia i otrzymujemy łaskę potrzebną do nawrócenia. Eucharystia jednoczy nas z Chrystusem, umacnia w miłości i prowadzi ku życiu wiecznemu. Regularne korzystanie z tych darów pomaga zachowywać czujność serca. Uczymy się rozpoznawać grzech, przyjmować przebaczenie i odpowiadać wdzięcznością.
W tradycji salezjańskiej szczególną pomocą stało się ćwiczenie dobrej śmierci. Opracowanie historyczne Salezjańskiego Biuletynu przypomina, że ksiądz Bosko proponował je jako comiesięczną praktykę służącą nawróceniu i wzrastaniu w cnotach. Obejmowała ona przygotowanie do spowiedzi i Komunii Świętej oraz uporządkowanie spraw duchowych i doczesnych w perspektywie wieczności. Była odpowiednikiem miesięcznego dnia skupienia. Salezjański Biuletyn OnLine
Sama nazwa może dziś budzić niepokój. Warto więc przybliżyć jej sens. Chodzi o regularne zatrzymanie, podczas którego człowiek spogląda na swoje życie przed Bogiem. Pyta o kierunek drogi, o wierność powołaniu, o relacje i zaniedbane dobro. Pamięć o śmierci pomaga rozpoznać, co jest rzeczywiście ważne, i podjąć potrzebne decyzje, dopóki jest na nie czas.
Możemy wyobrazić sobie taką chwilę ciszy pod koniec miesiąca. Przynosimy Jezusowi minione tygodnie: wydarzenia radosne, trudności, spotkania i wybory. Najpierw warto podziękować. Bóg działał także tam, gdzie nie zauważyliśmy od razu Jego pomocy. Ktoś okazał cierpliwość, udało się uniknąć krzywdzącego słowa, otrzymaliśmy siłę do obowiązku. Wdzięczność pomaga zobaczyć życie jako dar i chroni rachunek sumienia przed zamknięciem wyłącznie w poczuciu winy.
Następnie możemy uczciwie zapytać o naszą odpowiedź. Czy znajdowaliśmy czas na modlitwę? Jak traktowaliśmy domowników i współbraci? Czy sumiennie wykonywaliśmy pracę? Czy ktoś czeka na nasze przeproszenie, zwrot pożyczonej rzeczy albo dotrzymanie obietnicy? Czy troska o innych szła w parze z odpowiedzialnością za własne zdrowie i siły?
Takie spojrzenie powinno prowadzić do konkretnych czynów. Niekiedy potrzebna będzie spowiedź, innym razem rozmowa, naprawienie szkody albo zmiana sposobu organizowania dnia. Dobrze wybrać postanowienie możliwe do podjęcia, związane z rzeczywistą potrzebą. Jeden wiernie wykonany krok może przynieść więcej dobra niż wiele ogólnych obietnic.
Ważna jest przy tym roztropność. Ćwiczenie dobrej śmierci nie wymaga nieustannego powracania do dawnych, wyznanych grzechów ani sprawdzania, czy każda modlitwa została odmówiona dostatecznie dobrze. Osobom skłonnym do skrupułów szczególnie potrzebne jest stałe kierownictwo spowiednika i posłuszeństwo jego wskazaniom. Rachunek sumienia ma pomagać przyjmować miłosierdzie oraz wzrastać w wolności dzieci Bożych.
Perspektywa wieczności obejmuje także sprawy doczesne. Miłość do bliskich może skłonić do uporządkowania dokumentów, zobowiązań finansowych i informacji potrzebnych w razie choroby. Warto zadbać o przejrzystość powierzonych spraw, oddać cudzą własność, przekazać niezbędne wiadomości osobom odpowiedzialnym. Takie działania bywają spokojnym wyrazem troski o tych, którzy kiedyś będą musieli przejąć nasze obowiązki.
Gotowość spotkania z Panem dojrzewa również przez sumienność. Człowiek może marzyć o wielkich dziełach, a pomijać małe zadania, które już na niego czekają. Tymczasem właśnie w nich uczy się odpowiedzialności. Rzetelna praca, punktualność, uczciwe słowo i wiernie podjęta służba tworzą przestrzeń współpracy z łaską. W duchowości salezjańskiej zwyczajność otrzymuje wielką godność: może być przeżywana z Bogiem i dla dobra ludzi.
Duszom najmniejszym bliska jest ta prostota. Akt miłości może towarzyszyć obowiązkom i przypominać, komu pragniemy oddawać dzień. „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!” staje się wtedy modlitwą człowieka, który chce kochać również czynem. Po wypowiedzianym wezwaniu przychodzi kolejna możliwość wierności: trzeba kogoś wysłuchać, przyjąć zmianę planu, dokończyć pracę albo odpocząć, aby odzyskać siły do dalszej służby.
Ważne miejsce na tej drodze zajmuje Maryja Wspomożycielka. Powierzamy Jej swoje powołanie i prosimy, aby pomagała nam pozostawać przy Jezusie. Modlitwa o Jej obecność w godzinie śmierci może dojrzewać przez codzienne zawierzenie. Już teraz uczymy się przyjmować pomoc i uznawać, że potrzebujemy łaski wytrwania.
Dobra śmierć w chrześcijańskim rozumieniu oznacza przede wszystkim odejście w przyjaźni z Bogiem. Nie możemy oceniać tej tajemnicy na podstawie samego wyglądu ostatnich chwil. Choroba może powodować ból, niepokój czy utratę świadomości. Dlatego tak ważne jest, aby modlić się o wytrwanie w łasce, troszczyć się o sakramenty i zapewniać umierającemu należytą opiekę. Sposób przeżywania jego kresu powierzamy miłosierdziu Pana.
Regularne zatrzymanie przed Bogiem pomaga oswajać lęk przed przyszłością. Nie daje wiedzy o dniu ani okolicznościach śmierci. Pozwala natomiast odnawiać odpowiedź, którą możemy dać dzisiaj: chcę żyć blisko Chrystusa, przyjmować Jego przebaczenie i wiernie kochać. Taka postawa przynosi pokój oparty na Jego wierności.
Święty Jan Bosko uczy nas więc czujności pełnej nadziei. Otrzymany czas jest dobry i warto przeżyć go odpowiedzialnie. Możemy pracować, cieszyć się, odpoczywać i budować relacje ze świadomością, że zmierzamy ku Ojcu. Kolejne dni stają się przygotowaniem do spotkania, gdy pozwalamy, aby prowadziła nas miłość Chrystusa.
Panie Jezu, dziękujemy Ci za dar życia i za czas powierzony naszej odpowiedzialności. Przez wstawiennictwo świętego Jana Bosko ucz nas radości zakorzenionej w Twojej miłości. Pomagaj nam wiernie korzystać z sakramentów, porządkować sumienie i sumiennie wykonywać obowiązki. Daj odwagę pojednania oraz gotowość naprawiania zaniedbanego dobra. Pod opieką Maryi Wspomożycielki prowadź nas przez codzienność i zachowaj w swojej łasce aż do godziny spotkania z Tobą. Amen.
