6. Maryja — przy nas teraz i w godzinie śmierci
Wiele razy wypowiadaliśmy słowa: „Módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”. Znamy je od dzieciństwa. Towarzyszą nam podczas Różańca, wspólnotowych spotkań i osobistej modlitwy. Niekiedy odmawiamy je spokojnie, innym razem ze łzami, kiedy życie kogoś bliskiego dobiega kresu. W tej prostej prośbie powierzamy Maryi całą ziemską drogę: chwilę obecną oraz tę ostatnią, której czasu i okoliczności jeszcze nie znamy.
Prosimy Matkę Jezusa o wstawiennictwo, ponieważ wierzymy, że w chwale Nieba pozostaje związana miłością z Kościołem pielgrzymującym. Jej macierzyńska troska jest darem Boga. Całe dobro, które przez nią otrzymujemy, ma źródło w Chrystusie, jedynym Zbawicielu. Maryja pomaga przyjmować Jego łaskę i coraz pełniej odpowiadać na Jego miłość.
Najgłębsze światło dla tej obecności odnajdujemy pod krzyżem. Ewangelia według świętego Jana ukazuje Matkę stojącą przy umierającym Synu. Jezus zwraca się do Niej, wskazując umiłowanego ucznia: „Niewiasto, oto syn Twój”, a następnie mówi do ucznia: „Oto Matka twoja” (J 19,26–27). Pośród męki rodzi się szczególna więź, którą Kościół odczytuje również jako odsłonięcie macierzyńskiej troski Maryi o uczniów Chrystusa.
Maryja pozostaje przy Synu w godzinie, w której tak wiele serc ogarnia lęk. Nie usuwa Jego cierpienia. Jest obecna, wierna i zjednoczona z Nim miłością. Jej trwanie pomaga nam zrozumieć wartość bliskości przy człowieku umierającym. Bywają chwile, kiedy nie potrafimy znaleźć słów ani zmienić biegu wydarzeń. Możemy jednak pozostać, czuwać, modlić się i troszczyć o potrzeby chorego.
Pod krzyżem Maryja uczy także wiary pośród ciemności. Widzi cierpienie Syna i doświadcza bólu rozstania. Jej serce pozostaje otwarte na Boga. Dlatego możemy przychodzić do Niej z pytaniami, których nie umiemy rozwiązać: z lękiem przed śmiercią, bezradnością opiekuna, bólem rodziców i tęsknotą po odejściu współmałżonka. Prosimy, aby pomagała nam trwać przy Chrystusie, gdy własne siły stają się bardzo małe.
Ta modlitwa nie wymaga ukrywania uczuć. Człowiek może płakać, odczuwać niepokój i potrzebować pomocy. Wiara dojrzewa również w takich warunkach. Przy Maryi uczymy się przynosić Jezusowi prawdę o sobie. Zawierzenie może przybrać postać krótkiego westchnienia: Matko, pomóż mi pozostać przy Twoim Synu. Pomóż mi przyjąć łaskę na tę chwilę.
Nadzieję rozjaśnia tajemnica Wniebowzięcia. Kościół wyznaje, że Maryja po zakończeniu ziemskiego życia została z ciałem i duszą wzięta do chwały Nieba. Jej uwielbienie jest owocem zwycięstwa Chrystusa i szczególnym udziałem w Jego zmartwychwstaniu. W Niej dostrzegamy znak przyszłego spełnienia Kościoła oraz nadzieję dla wszystkich, którzy zmierzają do Boga.
Wniebowzięcie przypomina, że zbawienie obejmuje całego człowieka. Nasze ciało ma godność i jest powołane do zmartwychwstania. Dlatego troszczymy się o chorego, łagodzimy jego ból i z szacunkiem odnosimy się do ciała zmarłego. Patrząc na Maryję w chwale, umacniamy wiarę w obietnicę Boga, który pragnie doprowadzić swoje dzieło do pełni.
Sformułowanie dogmatu o Wniebowzięciu mówi o zakończeniu Jej ziemskiego życia, nie rozstrzygając samo w sobie sposobu tego przejścia. Nasza ufność nie wymaga więc szczegółowego wyobrażania sobie ostatnich chwil Maryi. Wystarczy światło wiary: Matka Pana uczestniczy w chwale swojego Syna i pozostaje znakiem pewnej nadziei dla pielgrzymujących.
Różaniec pomaga przeżywać tę nadzieję blisko Ewangelii. Rozważając jego tajemnice, towarzyszymy Jezusowi wraz z Maryją. Patrzymy na Jego narodzenie, publiczną działalność, mękę i zwycięstwo nad śmiercią. Stopniowo uczymy się odnosić do Niego własne doświadczenia. Rodzinne radości, codzienny trud i ból rozstania znajdują miejsce w modlitwie.
Szczególnie w tajemnicach bolesnych możemy powierzać Panu chorych i konających. Prosić o ulgę w cierpieniu, dobrą opiekę, pojednanie i łaskę przyjęcia sakramentów. Tajemnice chwalebne pomagają zaś spoglądać ku spełnieniu obietnicy: zmartwychwstaniu, życiu z Bogiem i wspólnocie zbawionych. Tak modlitwa obejmuje zarówno obecną potrzebę człowieka, jak i jego wieczne powołanie.
Różaniec odmawiany przy umierającym powinien uwzględniać jego stan. Czasem chory pragnie wspólnej modlitwy i może w niej uczestniczyć. Innym razem potrzebuje ciszy, odpoczynku albo krótkiego wezwania. Możemy modlić się spokojnie, bez wymagania odpowiedzi. Ważne, aby nasza obecność pomagała mu doświadczać troski, a modlitwa była wyrazem miłości.
Słowa „teraz i w godzinę śmierci naszej” uczą dostrzegać związek między codziennością a ostatnim oddaniem. Prosimy Maryję o pomoc już teraz: w nawróceniu, przebaczeniu, przyjmowaniu obowiązków i korzystaniu z sakramentów. Każda taka odpowiedź przygotowuje serce do ufności. Kiedy nadejdzie kres, będziemy mogli powierzyć się Temu, którego uczyliśmy się kochać przez całe życie.
Zawierzenie Maryi prowadzi do Chrystusa. Jego ewangelicznym wyrazem pozostają słowa z Kany: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Oddając się pod Jej opiekę, prosimy o gotowość słuchania Jezusa. Obejmuje to również trudne wezwania: do pojednania, porzucenia grzechu, przyjęcia prawdy i cierpliwej służby. Macierzyńska pomoc Maryi umacnia nas do takiej odpowiedzi.
Dla dusz najmniejszych ta droga ma szczególną prostotę. Możemy powierzać Matce Bożej poranek, pracę, spotkanie z bliskim i własną słabość. Akt miłości „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!” odnawia pragnienie należenia do Jezusa i troski o innych. Wypowiadany z wiarą pomaga obejmować modlitwą także tych, którzy właśnie odchodzą z tego świata.
Przyzywając Maryję, nie otrzymujemy gwarancji określonego przebiegu umierania. Jej wstawiennictwo nie zastępuje wolnej odpowiedzi na łaskę ani nie pozwala rozstrzygać o wiecznym losie człowieka. Możemy natomiast z ufnością prosić o to, co najważniejsze: pojednanie z Bogiem i wytrwanie w Jego przyjaźni. Sposób udzielenia tej pomocy pozostawiamy miłosierdziu Pana.
Szczególnej delikatności potrzebują osoby, których bliscy zmarli nagle albo bez możliwości przyjęcia sakramentów. Ból takiego rozstania nie powinien stawać się podstawą osądu. Bóg zna wnętrze człowieka, jego wolność i ostatnie poruszenia serca. Powierzamy zmarłego Jego miłosierdziu, ofiarujemy modlitwę i Eucharystię. Maryję prosimy, aby pomagała nam zachować nadzieję i przeżywać żałobę w bliskości Chrystusa.
Jej obecność przypomina również, że potrzebujemy siebie nawzajem. Umiłowany uczeń przyjął Matkę Jezusa do siebie. Także nasze zawierzenie powinno otwierać dom i serce na ludzi potrzebujących opieki. Modlitwa do Maryi może prowadzić do odwiedzin u chorego, pomocy rodzinie czuwającej przy umierającym i wiernej pamięci o osobie osieroconej. W takich czynach macierzyńska troska znajduje ludzki wyraz.
Kiedy więc odmawiamy kolejne „Zdrowaś Maryjo”, możemy świadomie przynieść Bogu obecną chwilę. Jest w niej ktoś, kto potrzebuje naszego dobra, i zadanie, które możemy podjąć z miłością. W tej samej modlitwie oddajemy również przyszłość. Nie znamy jej, lecz wierzymy, że Chrystus pozostaje wierny. Maryja pomaga nam kierować ku Niemu wzrok.
Matko Jezusa i nasza Matko, powierzamy Ci naszą ziemską drogę. Ucz nas słuchać Twojego Syna, przyjmować Jego miłosierdzie i wiernie kochać ludzi. Bądź nam pomocą w chorobie, lęku i bólu rozstania. Wstawiaj się za konającymi, podtrzymuj ich bliskich i prowadź nas ku ufności w obietnicę zmartwychwstania. Proś dla nas o łaskę wytrwania w przyjaźni z Bogiem. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
