18. Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata
Rys historyczny i teologiczny
W trzeci czwartek czerwca nasza modlitwa liturgiczna kieruje nas ku rzeczywistości, która tętni w ludzkości od samego początku jej istnienia. Już w czasach proroków Starego Testamentu, pośród narodowych klęsk i dziejowych burz, Izrael nieustannie tęsknił za Kimś, kto przyjdzie, by otrzeć łzy i uleczyć rozdarte serce ludu. Prorok Aggeusz w natchnieniu nazwał nadchodzącego Mesjasza „Upragnieniem wszystkich narodów” (Ag 2,7). Cała ludzka historia jest w istocie wielkim, głośnym wołaniem o Zbawiciela, który jako jedyny potrafi ukoić egzystencjalny niepokój oraz ból śmiertelnego stworzenia.
W teologii katolickiej czwartek to dzień szczególnej dziękczynności za dar Najświętszej Eucharystii i Kapłaństwa. To właśnie w tym przedziwnym Sakramencie Miłości realnie przychodzi do nas Ten, który w pełni zaspokaja najgłębsze, najbardziej intymne tęsknoty ludzkiego wnętrza.
Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)
Bracia i Siostry!
Każde gwałtowne pragnienie czystej miłości, wiecznego szczęścia, świętego pokoju i nieśmiertelności, jakie od dziecka nosisz w swojej duszy, to nic innego jak zakamuflowana, głęboka tęsknota za Sercem Jezusa. Współczesny, zsekularyzowany świat na tysiące sposobów próbuje to pragnienie w nas zagłuszyć tanią rozrywką, hałasem, pogonią za pieniądzem i chorobliwą konsumpcją. Jednak serce człowieka pozostanie wiecznie niespokojne i poranione, dopóki z wiarą nie spocznie w Bogu. On sam jest twoim jedynym, odwiecznym upragnieniem.
Jezus Chrystus zaprosił nas w te czerwcowe dni, abyśmy nieustannie trwali tuż przy Jego klatce piersiowej. To zaproszenie jest niewypowiedzianie piękne. Serce szczere, proste i czyste zachwyci się tym darem, bo przecież Król królów nie każdego dnia i nie każdą duszę zaprasza do tak intymnej bliskości. Nazwał nas swoimi umiłowanymi owieczkami, mocno przygarnął do siebie i poprosił jedynie o jedno: abyśmy Go po prostu kochali. Stwierdził wręcz, że tylko tyle od nas oczekuje, a On sam zajmie się całą resztą. Ten zachwycający obraz jest najczystszą definicją prawdziwej modlitwy.
Czym tak naprawdę jest modlitwa? Ona nie jest ludzkim produktem – jest darmowym, zachwycającym darem Boga. W Jego Boskim Sercu znajduje się specjalna komnata, w której ten dar jest dla nas przygotowany. Człowiek sam z siebie nie potrafi się modlić. Ponieważ nie znamy Boga w sposób doskonały, nie rozumiemy Jego dróg, nie wiemy, jak z Nim rozmawiać ani jak budować żywą relację. Ponadto pomiędzy Świętym Bogiem a upadłym stworzeniem ziała potworna, nieprzebyta przepaść grzechu. Ze strony człowieka pokonanie tej otchłani o własnych siłach było absolutnie niemożliwe.
Bóg jednak przychodzi nam z natychmiastową pomocą: daje nam swojego Świętego Ducha! Dlatego na samym początku każdej modlitwy musisz pokornie błagać Ducha Świętego, aby zstąpił, dotknął twojego zranionego serca, otworzył je i sam zaczął się w tobie modlić. To On poucza ludzką duszę, czym jest istota modlitwy i jak należy ją przeżywać. Sam z siebie nie wykrztusisz niczego, co podobałoby się Bogu – to Duch Święty modli się w tobie.
Modlitwa jest dla życia twojej duszy absolutnie niezbędna. Ona działa dokładnie tak, jak oddech dla biologicznego organizmu. Kiedy człowiek przestaje oddychać, natychmiast umiera. Dokładnie to samo dzieje się z twoim wnętrzem – aby żyć, dusza musi nieustannie oddychać Bogiem, czyli musi się modlić. Modlitwa to także jej najzdrowszy Pokarm, dający siłę do walki z grzechem. Winniśmy Bogu bezgraniczną wdzięczność za to, że wyposażył nas w duszę, która jest jedynym, uprzywilejowanym miejscem spotkania ze Stwórcą. Poza swoją duszą nigdzie Boga nie spotkasz!
Dlatego na kartach Ewangelii według świętego Mateusza słyszymy wyraźny rozkaz Jezusa: „Gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6,6). To oznacza: wejdź w najgłębsze wnętrze swojej duszy, zatrzaśnij drzwi przed zgiełkiem świata, zapomnij o doczesnych problemach i dopiero wtedy zacznij rozmawiać, bo tam realnie mieszka twój Bóg. Żadnemu innemu stworzeniu na ziemi Bóg nie podarował takiego przywileju. Tylko z człowiekiem spotyka się w tak niepojęty sposób – w nim samym.
Aby jednak ta rozmowa nie była fikcją, potrzebujesz potężnego światła Ducha Świętego. Bez Jego prowadzenia ludzka modlitwa bardzo szybko zamienia się albo w głośny targ i kłótnię przekupki na rynku, albo w nienaturalną grę aktora na scenie, który popisuje się przed widownią swoimi kwiecistymi sformułowaniami. Czasem stajemy się przed tabernakulum jak plotkująca sąsiadka, która bezmyślnie potępia innych. Jezus przestrzega nas: nie bądźcie gadatliwi jak poganie! Modlitwa to nie jest mechaniczne odklepywanie setek tysięcy słów. Ona może zawierać słowa, ale w swojej esencji wcale ich nie potrzebuje.
Powróćmy do obrazu małej owieczki: prawdziwa modlitwa to po prostu bezradne wtulenie się w pierś Pasterza i ciche, pełne miłości nasłuchiwanie, jak bije Jego Boskie Serce. Gdy twoja dusza poczuje ten rytm, gdy ogarnie ją ogień Bożej obecności, rodzi się w niej gwałtowne pragnienie, by odpowiedzieć miłością szaloną – miłością, na jaką ciebie samego, jako nędznego grzesznika, nigdy nie byłoby stać. Wtedy Bóg czyni cud: wlewa w twoje serce swoją własną miłość. Następuje mistyczna wymiana, w której Bóg zawiera się w duszy, a dusza bez reszty tonie w Bogu. Te tajemnice w pełni poznamy dopiero w niebie. Modlitwa to wpatrywanie się w Niego w milczeniu i radowanie się tym, że jesteśmy kochani.
Ktoś z was, wychowany w duchu ciągłego aktywizmu, mógłby z niepokojem zapytać: „Ale czy to na pewno wystarczy? A kiedy mam przedstawić Panu Bogu całą moją długą listę próśb? Kiedy mam Mu wyliczyć te wszystkie intencje, sprawy rodzinne, zdrowotne i finansowe?”. Bracia i Siostry, Ewangelia odpowiada dziś z rozbrajającą mocą: „Wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, pierwej zanim Go poprosicie” (Mt 6,8). On wie wszystko!
Kiedy w pełnym zaufaniu pozwalasz Bogu, by wejrzał w głąb twojej duszy, Jego jedno, potężne spojrzenie przenika cię do szpiku kości. To spojrzenie dociera do najmroczniejszych, najbardziej skrywanych zakamarków twojego sumienia, natychmiast rozświetlając je i przemieniając. W tym jednym spojrzeniu zostaje objęte całe twoje życie – każda twoja bolesna myśl, ukryte pragnienie, trudna sytuacja w domu, niepewna przyszłość i skomplikowana relacja z drugim człowiekiem. Wszystko zostaje spowite Bożym światłem. A ty naprawdę chcesz Mu to wszystko drobiazgowo wyliczać? Chcesz instruować Wszechmogącego, co i jak ma załatwić? On już dawno wszystko idealnie rozwiązał – jednym spojrzeniem swojej miłości.
Gdy pozwolisz Bogu na to głębokie wejrzenie, zyskujesz zupełnie nowe oczy. Zaczynasz patrzeć na swoich bliskich i na swoje krzyże przez pryzmat Jego miłości. Twoją duszę zalewa nienaruszony, nadprzyrodzony pokój i nagle przestajesz panicznie lękać się o jutro, bo wiesz, że wszystko jest w Jego najbezpieczniejszych rękach. Boże światło ukazuje ci rzeczywistość w nagiej prawdzie.
Czasem wydaje ci się, że musisz spędzać na modlitwie długie, wycieńczające godziny, odmawiając jedną koronkę po drugiej, dokładając kolejne nowenny, w tym Nowennę Pompejańską, łudząc się, że tym tytanicznym wysiłkiem i samozaparciem wreszcie zmusisz Pana Boga do wysłuchania twoich żądań. A potem patrzysz z zazdrością na inną osobę, która nie podejmuje tak spektakularnych form pobożności, a mimo to promienieje czystym, głębokim szczęściem, radością, a Boże błogosławieństwo widoczne jest w każdym jej działaniu. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ ta osoba nie szukała ilościowych wyczynów – ona znalazła w ciągu dnia jedną świętą minutę, w której całkowicie otworzyła drzwi swojej duszy i pozwoliła Żywemu Bogu wejść do środka. To wszystko!
Takie spotkanie sam na sam z Odwiecznym Upragnieniem świata jest niesamowicie owocne. Ono daje duszy autentyczne zdrowie, nadprzyrodzoną energię i nowe życie. Dopiero wtedy człowiek może z podniesioną głową iść w szarą codzienność, ponieważ niesie w sobie żywą moc Boga. Taki chrześcijanin bez trudu wykonuje nudne obowiązki stanu, z uśmiechem pokonuje wielkie trudności i z miłością stawia czoła przeciwnościom – bo karmi się obecnością Chrystusa.
A ty? Zmęczony, poirytowany i skrajnie wyczerpany odmawianiem kolejnych Tajemnic Różańca – bo przecież narzuciłeś sobie sztywny obowiązek, że musisz odmówić cały ryczałt w ciągu dnia, a czas ucieka – idziesz przez dom zgarbiony, ponury i sfrustrowany. Gdy najbliżsi proszą cię o pomoc, nie starcza ci już sił na ciepły uśmiech, na życzliwe słowo czy cierpliwość. Dlaczego? Ponieważ w tym wszystkim nie pozwoliłeś Bogu wejrzeć w twoje serce. Odgrodziłeś się od Niego murem własnego, neurotycznego wysiłku. Pamiętaj: to nie mechaniczna ilość modlitw uświęca człowieka, ale autentyczne spotkanie z Osobą Jezusa. To w Jego otwartym Sercu kryją się te wszystkie łaski, a On zaprosił cię dzisiaj, abyś po prostu wtulił się w Nie i czerpał do woli. Poproś o ten dar z dziecięcą prostotą, a natychmiast go otrzymasz.
Podczas dzisiejszej cichej adoracji odważ się na ten krok: spójrz Bogu głęboko w oczy i pozwól, aby Jego miłosierne spojrzenie przeniknęło całą twoją nędzę. Ucisz swoje usta i zamieszkaj w Sercu, które jest jedynym, odwiecznym upragnieniem twojej duszy. Amen.
