SŁOWO WSTĘPNE
Z miłości do tych, którzy odeszli, i do tych, którzy pielgrzymują
Drogie Dusze Najmniejsze!
Są takie chwile, kiedy mocniej odczuwamy, jak bardzo nasze życie jest splecione z życiem innych ludzi. Powracają twarze, słowa, gesty dobroci. Przypominamy sobie wspólną modlitwę, czyjąś cierpliwą obecność, rozmowę, która podniosła nas na duchu. W sercu odzywa się wdzięczność, a wraz z nią tęsknota. Tych, którym tak wiele zawdzięczamy, często nie możemy już spotkać przy rodzinnym stole, w kościele, na rekolekcjach czy podczas Wieczernika. Możemy jednak nadal ich kochać i powierzać Bogu.
Z tej miłości rodzi się niniejsza książka.
Myślę o zmarłych członkach naszej Wspólnoty Dusz Najmniejszych, o kapłanach, którzy prowadzili nas ku Jezusowi, o rodzicach i rodzeństwie, o współmałżonkach, dzieciach, przyjaciołach i dobroczyńcach. O tych, których odejście poprzedziło długie cierpienie, i o tych, których śmierć zaskoczyła nas swoją nagłością. O osobach, za które modlimy się od wielu lat, oraz o tych, których imiona dopiero niedawno wypowiedzieliśmy ze łzami podczas modlitwy za zmarłych.
W tej wdzięcznej pamięci szczególne miejsce zajmują nasi duchowi przewodnicy. Wśród nich wspominamy ks. Józefa Gregorkiewicza, przez którego posługę wielu z nas odkrywało piękno małej drogi i wezwanie do życia miłością. Otrzymane dobro trwa w nas jako zobowiązanie. Słowo, które kiedyś pomogło zaufać Bogu, może owocować także dzisiaj — w naszej modlitwie, cierpliwości, przebaczeniu i trosce o drugiego człowieka. Pamiętając o tych, którzy nas prowadzili, modlimy się za nich i pragniemy wiernie rozwijać to, co dzięki nim otrzymaliśmy.
Listopad w szczególny sposób gromadzi nas wokół tajemnicy życia i śmierci. Zapalamy znicze, odwiedzamy groby, odczytujemy imiona zapisane na kamieniu. Niekiedy wystarczy jedno nazwisko, aby powróciła cała historia: lata wspólnego życia, dobro, którego nie zdążyliśmy dostatecznie docenić, słowa, których zabrakło, pojednanie, na które czekaliśmy zbyt długo. Przynosimy to wszystko Bogu. On zna zarówno naszych zmarłych, jak i nasze serca. Przed Nim możemy stanąć z wdzięcznością i bólem, z nadzieją i pytaniami.
Jako kapłan nieraz towarzyszę ludziom przeżywającym rozstanie. Widzę, jak trudno wypowiedzieć ostatnie pożegnanie i jak wielką wagę mają wtedy najprostsze słowa modlitwy. Wobec śmierci człowiek potrzebuje kogoś, kto pozostanie blisko, wysłucha i pomoże zwrócić serce ku Chrystusowi. Potrzebuje również prawdy wiary, na której może oprzeć swoją nadzieję, zwłaszcza wtedy, gdy uczucia podpowiadają jedynie pustkę.
Dlatego chcemy wspólnie otworzyć Ewangelię i wsłuchać się w nauczanie Kościoła. Chcemy przybliżyć sobie prawdy o śmierci, sądzie, oczyszczeniu, Niebie, możliwości wiecznego odrzucenia Boga i zmartwychwstaniu ciała. Są to sprawy dotyczące każdego z nas. Ich rozważanie może pomóc nam uważniej przeżywać dzień, który otrzymaliśmy, i z większą miłością patrzeć na ludzi postawionych na naszej drodze.
Pytając o śmierć, pytamy bowiem również o życie. Dokąd zmierzam? Czemu oddaję swoje siły? Co pozostanie z moich zabiegów, trosk i pragnień? Czy znajduję czas, aby kochać? Czy pozwalam Bogu prowadzić się ku celowi, dla którego mnie stworzył?
W świetle tych pytań codzienność odsłania swoją wielką wartość. Odwiedziny u chorego, uczciwie wykonana praca, powstrzymane słowo urazy, cierpliwe wysłuchanie, modlitwa podjęta pomimo zmęczenia — wszystko to może stać się odpowiedzią na Bożą miłość. Nasze powołanie dojrzewa właśnie pośród takich chwil. Dusza najmniejsza uczy się przyjmować je z rąk Ojca i przeżywać razem z Jezusem.
Na tej drodze pomaga nam św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Jej duchowe dziecięctwo przypomina, że możemy przychodzić do Boga z pustymi rękami, uznając własną słabość i ufając Jego miłosierdziu. Siostra Konsolata Betrone zachęca nas do wytrwałej miłości i troski o zbawienie dusz. W dobrze znanym nam wezwaniu: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!” mieści się także pamięć o tych, którzy odeszli, i błaganie za tych, którzy jeszcze pielgrzymują. Wypowiadając je, pragniemy coraz pełniej oddawać Bogu siebie oraz powierzonych nam ludzi.
Potrzebujemy tej ufności szczególnie wówczas, gdy myślimy o własnym kresie. Świadomość przemijania może budzić niepokój. Wiara pozwala przynosić go Jezusowi, który sam przeszedł przez cierpienie i śmierć, a przez zmartwychwstanie otworzył nam drogę do życia. Ku Niemu kierujemy wzrok. Jemu powierzamy także tych, o których ostatnich chwilach, wewnętrznych zmaganiach i odpowiedzi na łaskę wiemy tak niewiele.
Naszą odpowiedzią pozostaje modlitwa. Gdy ofiarujemy za zmarłych Eucharystię, gdy odmawiamy Różaniec, podejmujemy dzieło miłosierdzia lub wypowiadamy proste: „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie”, powierzamy ich dobroci Boga. Miłość znajduje w ten sposób dalszy wyraz. Dłonie, które nie mogą już objąć bliskiej osoby, składają się do modlitwy.
Chciałbym, aby ta książka pomagała nam tak właśnie kochać. Aby przyniosła umocnienie osobom pogrążonym w żałobie, zachęciła do pamięci o zmarłych i obudziła większą troskę o żyjących. Aby skłoniła do pojednania, którego wciąż brakuje, do wdzięczności, z którą nie warto zwlekać, i do czuwania przy człowieku, który potrzebuje naszej obecności. Abyśmy jako Wspólnota coraz wierniej pomagali sobie w drodze do Boga.
Oddaję te rozważania pod opiekę Maryi. Tyle razy prosimy Ją, aby modliła się za nami teraz i w godzinę naszej śmierci. W tej prośbie powierzamy Jej całe życie: obecną chwilę i tę ostatnią, której jeszcze nie znamy. Niech Matka Jezusa uczy nas trwać przy swoim Synu, przyjmować Jego słowo i ufać Mu także pośród bólu rozstania.
Drogie Dusze Najmniejsze, przystąpmy do tej lektury z sercem otwartym na łaskę. Przynieśmy Bogu imiona naszych zmarłych, pamięć otrzymanego dobra i własne pragnienie życia wiecznego. Prośmy, aby poznawane prawdy stawały się modlitwą, a modlitwa owocowała miłością.
Niech Pan przyjmie naszych zmarłych do swojej chwały, pocieszy tych, którzy płaczą, umocni umierających, a nas nauczy wiernie przeżywać każdy powierzony nam dzień — aż do spotkania z Nim.
