CZĘŚĆ III. ŻYĆ DZISIAJ W ŚWIETLE WIECZNOŚCI
1. Nie odkładać miłości
Są słowa, które zamierzamy wypowiedzieć od dawna. Podziękowanie dla kogoś, kto pomógł nam w trudnym czasie. Przeproszenie za zdanie, które zraniło. Zaproszenie do rozmowy po długim milczeniu. Myślimy o odwiedzinach u chorego, o telefonie do osoby samotnej, o pojednaniu z kimś bliskim. Wydaje się, że jeszcze zdążymy. Tymczasem mijają tygodnie, a dobro pozostaje jedynie zamiarem.
Życie w świetle wieczności pomaga zauważyć wartość obecnej chwili. Dzień, który otrzymujemy, jest darem Boga. Możemy go przeżyć uważnie, dostrzegając ludzi i możliwości miłości. Nie znamy całej przyszłości, ale mamy wpływ na niektóre decyzje podejmowane dzisiaj. Możemy odpowiedzieć życzliwie, znaleźć chwilę na rozmowę, przyznać się do błędu i pomóc komuś w jego trudzie.
Świadomość przemijania powinna prowadzić do większej uważności. Człowiek potrafi poświęcić wiele sił sprawom pilnym, pozostawiając najważniejsze relacje bez troski. Dopiero choroba albo śmierć bliskiej osoby boleśnie odsłania, jak wielką wartość miała jej obecność. Przypominamy sobie wtedy niewypowiedziane słowa i odkładane spotkania.
Nie wszystko możemy przewidzieć i nie za każde rozstanie ponosimy odpowiedzialność. Po śmierci bliskiego łatwo oskarżać się także o to, na co nie mieliśmy wpływu. Warto przynosić taki ból Jezusowi i, jeśli potrzeba, szukać pomocy w jego przeżywaniu. Pamięć o zmarłych może jednocześnie pomóc nam wierniej kochać tych, którzy nadal są obok.
Mała droga uczy dostrzegać dobro możliwe do podjęcia w zwyczajnym dniu. Nie zawsze będzie ono wymagało wielkiego wysiłku. Czasem wystarczy odłożyć telefon, aby uważnie wysłuchać domownika. Zapytać starszą osobę, czy potrzebuje zakupów. Zauważyć zmęczenie kogoś, kto od dawna opiekuje się chorym. W takich chwilach miłość otrzymuje konkretny kształt.
Szczególnym darem jest wdzięczność. Przyzwyczajamy się do dobra otrzymywanego od innych i przestajemy je zauważać. Ktoś przygotowuje posiłki, troszczy się o dom, pamięta o naszych potrzebach, modli się za nas. Wypowiedziane szczerze „dziękuję” pozwala mu usłyszeć, że jego trud ma znaczenie. Wdzięczność pomaga również nam samym: otwiera oczy na to, jak wiele otrzymujemy.
Nie warto odkładać przeproszenia. Przyznanie się do winy kosztuje, ponieważ wymaga porzucenia obrony własnego obrazu. Chcielibyśmy najpierw wyjaśnić okoliczności, przypomnieć cudze błędy i wykazać, że nasze zachowanie było zrozumiałe. Tymczasem drugiej osobie może być potrzebne proste uznanie krzywdy: zraniłem cię, żałuję, chcę to naprawić.
Słowa powinny znajdować potwierdzenie w postępowaniu. Przeproszenie otwiera drogę, a odbudowanie zaufania wymaga czasu. Trzeba uszanować tempo osoby zranionej i nie wymagać natychmiastowego pojednania. Miłość przyjmuje odpowiedzialność za skutki własnych czynów.
Bywają również sytuacje, w których bezpośredni kontakt jest niemożliwy albo mógłby przynieść dalszą krzywdę. Wtedy warto rozeznać z pomocą dojrzałej osoby, jaki krok jest właściwy. Możemy modlić się o wolność od odwetu, uznać własną winę i podjąć dostępną naprawę. Przebaczenie nie znosi potrzeby sprawiedliwości i bezpiecznych granic.
Duszom najmniejszym pomocą pozostaje akt miłości. Wypowiadając: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”, możemy zapytać, komu dzisiaj powinniśmy okazać miłość czynem. Modlitwa pomaga odnaleźć prostą odpowiedź: odwiedzić, zadzwonić, podziękować, przeprosić. Jeden wiernie podjęty gest może zapoczątkować dobro, którego dalszych owoców nie zobaczymy.
Wieczorem warto wrócić do minionego dnia przed Bogiem. Podziękować za otrzymaną i okazaną miłość. Przeprosić za zaniedbania. Powierzyć Mu to, czego nie zdążyliśmy zrobić, i wybrać konkretny krok na jutro. Tak uczymy się odpowiedzialnie przyjmować czas, zachowując pokój oparty na miłosierdziu.
Panie Jezu, naucz mnie zauważać dobro, które mogę uczynić dzisiaj. Daj odwagę przeproszenia, serce zdolne do wdzięczności i uważność na potrzeby bliskich. Pomóż mi mądrze korzystać z czasu i nie odkładać miłości, do której mnie zapraszasz. Amen.
