3. Cierpienie przeżywane w zjednoczeniu z Chrystusem
Cierpienie dotyka człowieka w całej jego osobie. Ból ciała wpływa na myśli i uczucia, utrata sprawności zmienia codzienne życie, a niepewność jutra budzi lęk. Do tego może dołączyć samotność i obawa, że staliśmy się ciężarem. Wobec takiego doświadczenia potrzeba najpierw uważnej obecności, troski i pomocy.
Jezus pochylał się nad chorymi, przywracał im zdrowie i pozwalał, aby zbliżali się do Niego ze swoim cierpieniem. Sam również poznał trwogę, ból i opuszczenie. Dlatego możemy przychodzić do Niego z prawdą o tym, co przeżywamy. Modlitwa chorego może zawierać prośbę o uzdrowienie, skargę, pytanie i łzy. Wszystko to można powierzyć Ojcu.
Chrześcijańskie ofiarowanie cierpienia oznacza zwrócenie się ku Chrystusowi z tym doświadczeniem i oddanie Mu siebie. Prosimy, aby podtrzymywał nas swoją łaską oraz pozwalał zachować miłość pośród trudności. Jego ofiara jest pełnym i wystarczającym źródłem odkupienia. Dzięki łasce możemy jednoczyć z Nim własne życie i modlić się o dobro innych.
Wartość takiego oddania nie zależy od nasilenia bólu ani długości choroby. Bóg nie potrzebuje większego cierpienia, aby bardziej kochać człowieka lub skuteczniej pomagać innym. Dlatego przyjmowanie leków, korzystanie z terapii i łagodzenie objawów pozostają zgodne z postawą ofiarowania. Możemy prosić o ulgę i jednocześnie powierzać Panu to, czego nie umiemy usunąć.
Niekiedy modlitwa przybiera bardzo prostą postać: Jezu, jestem zmęczony, pomóż mi przejść przez tę godzinę. Innym razem chory znajduje siłę, aby ofiarować swoje doświadczenie w intencji bliskich, kapłanów lub ludzi potrzebujących nawrócenia. Takie oddanie powinno dojrzewać w wolności. Nie należy wymuszać go na osobie cierpiącej ani oceniać jej wiary na podstawie wypowiadanych słów.
Człowiek ciężko chory może nie być zdolny do świadomego formułowania intencji. Jego godność i więź z Chrystusem nadal pozostają rzeczywiste. Kościół modli się za niego, a bliscy mogą otaczać go troską. Miłość wspólnoty podtrzymuje wtedy tego, kto sam nie potrafi już prosić o pomoc.
Szczególną próbą jest zależność od innych. Trzeba pozwolić się umyć, nakarmić, zaprowadzić do lekarza. Osoba dotąd samodzielna może przeżywać wstyd i rozdrażnienie. Potrzebuje zapewnienia, że nadal jest szanowana. Warto pytać o jej zdanie, wyjaśniać podejmowane czynności i pozostawiać możliwie wiele przestrzeni własnej decyzji.
Przyjmowanie pomocy może stawać się drogą pokory, lecz wymaga cierpliwości także ze strony opiekunów. Słowa wypowiedziane w pośpiechu łatwo ranią. Życzliwość, dyskrecja i poszanowanie intymności pomagają choremu zachować poczucie bezpieczeństwa. Jego wartość trwa niezależnie od sprawności i możliwości odwzajemnienia troski.
Opiekunowie również potrzebują miłosierdzia. Wielomiesięczna służba może prowadzić do wyczerpania. Prośba o zastępstwo, odpoczynek czy profesjonalne wsparcie jest wyrazem odpowiedzialności. Wspólnota powinna dostrzegać nie tylko chorego, lecz także tych, którzy czuwają przy nim każdego dnia.
Dusza najmniejsza może przeżywać cierpienie w rytmie małych aktów zawierzenia. Nie musi od razu ogarniać całej przyszłości. Może przyjmować pomoc na dzisiejszy dzień, powierzyć Jezusowi najbliższy zabieg, poprosić o cierpliwość podczas trudnej nocy. Wierność czasem mieści się w jednym westchnieniu.
W perspektywie wieczności cierpienie pozostaje doświadczeniem, przez które Bóg może nas przeprowadzić ku głębszej komunii z sobą. Nie zawsze rozumiemy, jak dokonuje się ta przemiana. Możemy jednak ufać, że żadna osoba nie zostaje przez Niego zapomniana. Chrystus pozostaje blisko również wtedy, gdy nasze możliwości działania i modlitwy stają się bardzo małe.
Panie Jezu, powierzam Ci mój ból, lęk i bezradność. Daj mi potrzebną pomoc, ulgę w cierpieniu i odwagę przyjmowania troski innych. Zjednocz mnie ze sobą i podtrzymuj we mnie miłość. Błogosław chorym, opiekunom i wszystkim, którzy służą cierpiącym. Przeprowadzaj nas przez trudne doświadczenia ku pełni życia z Tobą. Amen.
