Prowadził nas ku Bogu – wspomnienie ks. Józefa Gregorkiewicza

Oddanie, które przynosi owoce — być narzędziem w dłoniach Maryi

Prawdziwe oddanie Matce Bożej stopniowo przemienia życie człowieka. Przenika jego modlitwę, sposób myślenia, podejmowane decyzje i relacje z ludźmi. Jego dojrzałość poznajemy po owocach: większej wierności Bogu, pokorze, wytrwałości i gotowości do służby. Można bowiem pięknie wypowiedzieć akt zawierzenia, a potem nadal wszystkim kierować według własnych upodobań. Dopiero codzienność pokazuje, czy rzeczywiście pozwalamy Maryi prowadzić się do Jezusa.

Patrząc na świętych, odkrywamy, jak różnorodne owoce może przynieść taka postawa. Święty Franciszek z Asyżu i święta Klara uczą nas miłości do Chrystusa ubogiego, pokornego i całkowicie oddanego Ojcu. W ich duchowości Maryja zajmuje miejsce Matki i wzoru przyjmowania Boga. Jej życie ukazuje, że człowiek najpełniej wypełnia swoje powołanie wtedy, gdy otwiera się na działanie łaski. To właśnie dyspozycyjność serca sprawia, że Bóg może dokonywać wielkich rzeczy także przez ludzi słabych i pozbawionych zewnętrznego znaczenia.

Wymownym świadkiem tej prawdy jest błogosławiony Honorat Koźmiński. Jego posługa przypadła na czas dotkliwych represji wobec Kościoła i życia zakonnego pod zaborem rosyjskim. Ograniczano działalność wspólnot, zamykano klasztory i utrudniano przyjmowanie nowych powołań. Ojciec Honorat znalazł się w Zakroczymiu, a później w Nowym Mieście nad Pilicą. W warunkach, które miały prowadzić do stopniowego zaniku życia zakonnego, rozwinął dzieło ukrytych zgromadzeń. Bracia Mniejsi Kapucyni

W jego historii odnajdujemy ważną lekcję duchową: ograniczenie zewnętrznych możliwości nie musi oznaczać końca owocnej służby. Człowiek przyzwyczajony do działania boleśnie przeżywa sytuację, w której nie może już pracować tak jak dawniej. Rodzi się wówczas pytanie: co teraz będzie z moim powołaniem? Czy moje życie pozostaje potrzebne? Ojciec Honorat pokazuje, że również w takich okolicznościach można szukać woli Boga. Zamknięta droga skłania czasem do odkrycia innej, dotąd niedostrzeganej.

Trzeba jednak pamiętać, że Bóg nie jest sprawcą ludzkiej przemocy i niesprawiedliwości. Może natomiast przeprowadzić człowieka przez doświadczenie krzywdy i wyprowadzić dobro tam, gdzie po ludzku spodziewaliśmy się jedynie straty. Wiara pozwala pytać: „Panie, jak mam Ci odpowiedzieć w tych warunkach? Jakie dobro jest jeszcze możliwe? Komu mogę służyć właśnie tutaj?”. Takie pytania chronią serce przed rozgoryczeniem i otwierają je na działanie Ducha Świętego.

Oddanie Maryi pomaga przyjąć tę postawę. Ona sama znała życie, którego nie można było ułożyć według własnych przewidywań. Przyjmowała kolejne wydarzenia z wiarą, zachowywała je w sercu i pozostawała wierna Bogu. Człowiek powierzający się Jej opiece uczy się podobnej gotowości. Zawierza swoje zdolności i plany, ale również bezradność, rozczarowanie oraz to, czego nie potrafi zmienić. Prosi, aby wszystko mogło stać się miejscem spotkania z Chrystusem.

W przekazanym świadectwie o ojcu Honoracie mocno wybrzmiewa związek między całkowitym oddaniem a codzienną wiernością. Zawierzenie obejmuje w nim konkretne spotkanie, rozmowę, posługę w konfesjonale i głoszone słowo. Właśnie tutaj odsłania się jego praktyczny sens. Możemy przed rozmową poprosić: „Maryjo, pomóż mi dobrze wysłuchać”. Przed podjęciem obowiązku: „Naucz mnie służyć bez szukania siebie”. Po zakończonej pracy: „Powierzam Ci jej owoce, także te, których nigdy nie zobaczę”. W ten sposób całe życie zostaje objęte jednym pragnieniem: należeć do Boga i pełnić Jego wolę.

Ojciec Honorat rozwijał swoje dzieła przede wszystkim przez cierpliwe towarzyszenie ludziom. Posługa spowiednika i kierownictwo duchowe pomagały rozpoznawać powołania oraz kształtować serca gotowe do służby. Ważną częścią jego dziedzictwa stało się życie konsekrowane ukryte pośród zwyczajnych zajęć. Osoby oddane Bogu mogły docierać do środowisk, w których obecność tradycyjnych wspólnot zakonnych była utrudniona. Centrum Opatrzności Bożej

Jest w tym wielka mądrość Ewangelii. Ziarno wzrasta także wtedy, gdy pozostaje niewidoczne dla ludzkich oczu. Cicha obecność osoby wierzącej, uczciwa praca, opieka nad chorym, wychowanie dziecka czy cierpliwa pomoc komuś zagubionemu mogą przynosić dobro sięgające daleko poza jedno spotkanie. Nie zawsze znamy dalszy ciąg historii człowieka, któremu okazaliśmy miłość. Bóg jednak widzi całość. Dlatego warto służyć wiernie również wtedy, gdy nie otrzymujemy potwierdzenia, że nasz wysiłek ma znaczenie.

W przekazanym materiale szczególnie mocno podkreślona została rola kobiet w przekazywaniu wiary i wychowywaniu kolejnych pokoleń. To przypomnienie kieruje nas ku odpowiedzialności za życie drugiego człowieka. Matka, wychowawczyni, siostra zakonna, nauczycielka czy opiekunka może przez codzienną obecność pomagać komuś odnaleźć dobro i nauczyć się zaufania. Podobna odpowiedzialność spoczywa na ojcach, kapłanach i wszystkich, którym powierzono innych. Maryja uczy takiej troski, która dostrzega osobę, szanuje jej godność i cierpliwie pomaga jej wzrastać.

Równocześnie człowiek podejmujący służbę sam potrzebuje nieustannej formacji. Łatwo troszczyć się o wielkie sprawy, a zaniedbać własną modlitwę, pracę nad charakterem czy pojednanie z najbliższymi. Można wiele mówić o Bogu, a coraz rzadziej Go słuchać. Dlatego oddanie Maryi prowadzi również do uczciwego spojrzenia na siebie. Prosimy Ją, aby pomagała nam rozpoznawać pychę, niecierpliwość i potrzebę uznania. Owocne apostolstwo potrzebuje serca, które samo pozwala się nawracać.

Pokora daje przy tym wielką wolność. Uznajemy, że dobro, którego dokonujemy, jest darem i zadaniem. Nie musimy przypisywać sobie wszystkich zasług ani tracić nadziei z powodu każdego niepowodzenia. Możemy pracować gorliwie, korzystać z otrzymanych zdolności i przyjmować pomoc innych, pamiętając, że wzrost daje Bóg. Być narzędziem w dłoniach Maryi oznacza świadomie i dobrowolnie współpracować z łaską, pozostając gotowym do uczenia się, rozeznawania i podejmowania odpowiedzialności.

Podobną gotowość odnajdujemy u świętego Maksymiliana Marii Kolbego. Jego miłość do Niepokalanej rodziła pragnienie, aby ludzie poznawali Chrystusa i otwierali się na Jego łaskę. W Rzymie, 16 października 1917 roku, wraz z sześcioma współbraćmi założył Rycerstwo Niepokalanej. Zawierzenie Maryi stało się fundamentem wspólnego apostolstwa. Centrum św. Maksymiliana

Używane w tej duchowości słowo „rycerstwo” wskazuje na odwagę, wierność i gotowość do duchowego zmagania. Jego celem jest dobro człowieka: nawrócenie, pojednanie z Bogiem i wzrost w świętości. Dlatego gorliwość apostolska powinna iść w parze z szacunkiem także wobec tych, którzy sprzeciwiają się wierze. Modlitwa za człowieka wymaga serca, które pragnie jego zbawienia. Maryjne apostolstwo dojrzewa tam, gdzie miłość jest silniejsza od urazy, a troska o prawdę łączy się z cierpliwością.

W Rycerstwie Niepokalanej szczególne miejsce zajmuje Cudowny Medalik, rozumiany jako znak macierzyńskiej troski Maryi i pomoc w otwieraniu się na łaskę nawrócenia. Towarzyszą mu modlitwa, świadectwo oraz ofiarowanie Bogu trudów życia. Rycerstwo Niepokalanej Wręczając komuś medalik, możemy równocześnie ofiarować mu uwagę, życzliwe słowo i pamięć w modlitwie. Wtedy znak staje się częścią osobistego spotkania, w którym drugi człowiek doświadcza, że jest ważny i otoczony troską.

Dziedzictwo ojca Honorata i ojca Maksymiliana skłania nas do postawienia pytania o własne zawierzenie. Co zmienia ono w naszej codzienności? Czy pomaga nam wierniej trwać przy Bogu? Czy daje odwagę do podjęcia dobra, które długo odkładaliśmy? Czy uczy cierpliwości wobec człowieka, którego trudno nam przyjąć? Nie każdy otrzyma zadanie założenia wspólnoty czy prowadzenia wielkiego dzieła. Każdemu jednak powierzono przestrzeń, w której może kochać: rodzinę, wspólnotę, miejsce pracy, posługę, chorobę albo samotność.

Dla duszy najmniejszej jest to szczególnie bliskie. Małość pozwala przestać czekać na nadzwyczajne możliwości i rozpocząć od tego, co jest dostępne dzisiaj. Można ofiarować chwilę skupionej modlitwy, wykonać sumiennie obowiązek, powstrzymać raniące słowo, odwiedzić chorego, pomóc komuś bez rozgłosu. Można powracać do aktu: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!” i pozwalać, aby to wezwanie kształtowało sposób życia. Wierność w małych rzeczach przygotowuje serce do przyjęcia dalszych zadań.

Nie trzeba też nieustannie sprawdzać, jak wielkie owoce przynosi nasze oddanie. Taka potrzeba mogłaby ponownie skierować uwagę ku nam samym. Wystarczy troszczyć się o wierność i pozwolić Bogu prowadzić dzieło w Jego czasie. Niekiedy pierwszym owocem będzie większy pokój, innym razem odwaga do przeproszenia albo wytrwałość w modlitwie za bliską osobę. To właśnie w takich przemianach dojrzewa serce zdolne służyć.

Powierzmy więc Maryi zarówno nasze pragnienia, jak i ograniczenia. Prośmy o gotowość, dzięki której łaska nie zatrzyma się jedynie na chwilowym wzruszeniu, lecz znajdzie wyraz w codziennym postępowaniu. Ona uczy nas przyjmować Jezusa i nieść Go ludziom. Pod Jej opieką nawet życie ukryte, naznaczone słabością i pozornie niewielkimi możliwościami, może stać się darem dla Kościoła.

Maryjo, Matko nasza, przyjmij nas ze wszystkim, czym jesteśmy. Powierzamy Ci naszą modlitwę, pracę, zdolności i bezradność. Ucz nas rozpoznawać wolę Boga oraz odpowiadać na nią z odwagą. Strzeż przed zniechęceniem, gdy nie widzimy owoców, i przed pychą, gdy doświadczamy powodzenia. Pomagaj nam wiernie kochać tych, których Pan stawia na naszej drodze. Niech nasze oddanie staje się codzienną służbą, a przez nią niech Jezus będzie coraz bardziej poznawany i miłowany. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>