CZYTANKI na miesiąc Najświętszego Serca Pana Jezusa

25. Serce Jezusa, aż do śmierci posłuszne

Rys historyczny i teologiczny

W czwarty czwartek czerwca nasza modlitwa liturgiczna zaprasza nas do kontemplacji cnoty, która stanowiła najgłębszy fundament całej ziemskiej misji Syna Bożego. Święty Paweł Apostoł w swoim natchnionym Liście do Filipian zapisał poruszający chrystologiczny hymn, który na wieki stał się sercem chrześcijańskiej kerygmy: „Uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,8). Tradycja Kościoła oraz katolicka duchowość zakonna od stuleci widzą w Przenajświętszym Sercu Chrystusa najdoskonalszy wzór posłuszeństwa i bezwarunkowego poddania się radom ewangelicznym.

W ujęciu teologicznym przypominamy, że tak jak grzech, cierpienie i śmierć weszły na ten świat przez pyszne nieposłuszeństwo pierwszego Adama, tak odkupienie i nowe życie przyszły wyłącznie przez posłuszeństwo Nowego Adama – Jezusa Chrystusa. Każda czwartkowa Liturgia Eucharystyczna jest realnym uobecnieniem i żywą pamiątką tego jednego, zbawczego aktu totalnego posłuszeństwa Syna Bożego wobec zbawczej woli Ojca.

Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)

Bracia i Siostry!

Nasza upadła, skażona egoizmem ludzka natura nieustannie i gwałtownie buntuje się przeciwko jakimkolwiek nakazom, wymaganiom Ewangelii i świętej woli Boga. Chcemy za wszelką cenę sami, despotycznie decydować o tym, co jest dla nas dobre, a co złe, szukając jedynie własnej wygody. Jednak starte, umierające na krzyżu Serce Jezusa uczy nas dzisiaj prawdy ostatecznej: prawdziwa, nadprzyrodzona wolność człowieka rodzi się wyłącznie z miłosnego posłuszeństwa Ojcu, który nieskończenie lepiej niż my wie, co jest dla nas najlepsze. Zawołaj dzisiaj u progu tego dnia z samego dna swojego tchnienia: „Nie moja, ale Twoja wola, Ojcze, niech się stanie w moim życiu!”.

Gdy z takim nastawieniem stajemy dzisiaj przed Panem, On otwiera przed nami drzwi do kolejnej, niezwykle ważnej komnaty swojego Serca. W tej przestrzeni kryje się coś, co odgrywa absolutnie kolosalną rolę w naszym codziennym życiu, a do czego wciąż nie przywiązujemy należytej wagi. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, jak potężnym i bezcennym darem pragnie nas dzisiaj obdarować Syn Boży. Tym darem jest nadprzyrodzona łaska przebaczenia. Nie chodzi tutaj jednak w pierwszym rzędzie o Boże miłosierdzie wobec nas, grzeszników, ale o nasze codzienne, trudne przebaczanie sobie nawzajem w rodzinach, małżeństwach i wspólnotach.

Prawdziwe przebaczenie jest jedynym motorem, który pozwala ludzkiej duszy wzrastać. Ono zdejmuje z nas ciężkie kajdany, daje wewnętrzną wolność, pozwala czysto kochać i bez przeszkód zbliżać się do Boga. Kiedy zraniona, podstępnie skrzywdzona przez najbliższych dusza decyduje się na akt przebaczenia, staje się w oczach Boga potężna i niezwykle mocna. Kiedy natomiast uparcie nosi w sobie urazę, kiedy bez końca rozpamiętuje doznaną krzywdę, pielęgnuje swoje rany i nie wyraża nawet najmniejszego pragnienia pojednania, jej całe duchowe życie zaczyna rozwijać się w sposób potwornie skrzywiony. Taki człowiek traci zdolność obiektywnej i właściwej oceny rzeczywistości, ponieważ na każdą sytuację, na drugiego człowieka i na samego Boga patrzy wyłącznie przez brudny pryzmat swojego zranienia. Wtedy jego reakcje, codzienne zachowania, gesty oraz słowa są nieustannie zatrute jadem tej starej krzywdy. Brak przebaczenia zamyka człowieka w szczelnej, twardej skorupie egoizmu, w której powoli kisi się on we własnym bólu. To jest śmiertelny jad, który kropla po kropli uśmierca twoją duszę.

Aby wyrwać się z tej matni i żyć w pełnej otwartości na uzdrawiającą obecność Boga, musisz dzisiaj na modlitwie wyrazić przynajmniej szczere pragnienie przebaczenia. Bóg wie, że to potwornie trudne. Doznane przez ciebie rany ze strony męża, żony, rodziców czy przyjaciół mogą być obiektywnie gigantyczne. Właśnie dlatego nie masz robić tego o własnych, kruchych siłach! Musisz pokornie błagać Chrystusa, aby to On udzielił twojemu zbolałemu sercu łaski przebaczenia. Proś Go o siłę do pójścia pod prąd ludzkich emocji, o pragnienie ponownego spojrzenia na osobę, która zadała ci ból. Zrozumiejmy to dobrze w świetle Ewangelii: autentyczne chrześcijańskie przebaczenie nie jest jedynie chłodnym zapomnieniem – ono wiąże się z heroiczną decyzją umiłowania tego człowieka na nowo! Przebaczyć znaczy pokochać od nowa, spojrzeć na winowajcę oczami Jezusa.

Jakże często dusze najmniejsze mylą czyste emocje i uczucia z prawdziwym aktem przebaczenia. Zranienia w twoim życiu mogą być tak głębokie, że ból wciąż rozrywa twoje wnętrze. Zapamiętaj: to, że odczuwasz potworny ból i cierpisz na samo wspomnienie tamtej sytuacji, wcale nie oznacza, że nie przebaczyłeś! Jako człowiek masz pełne, naturalne prawo do odczuwania bólu. Spójrzmy na to przez pryzmat medycyny: kiedy człowiek ulega ciężkiemu wypadkowi i doznaje otwartego złamania kości, jego tkanki są rozerwane, a krew sączy się strumieniami. Przychodzi chirurg, z wielkim trudem nastawia kości, precyzyjnie zszywa głęboką ranę, dezynfekuje ją i nakłada sterylny bandaż. Operacja przebiegła idealnie, kości są na swoim miejscu, ale gdy pacjent się budzi, rana nadal potwornie boli! I ten ból będzie trwał jeszcze przez długie dni i tygodnie. Pacjent ma prawo jęczeć z bólu, bo doznał realnego uszkodzenia ciała. Dokładnie tak samo dzieje się z ranami twojego serca.

Ważne jest to, że pomimo tego palącego bólu, twoja dusza podejmuje suwerenną, posłuszną Bogu decyzję woli: „Chcę przebaczyć!”. I za każdym razem, kiedy w szarej codzienności 2026 roku znowu zobaczysz tę osobę, która cię skrzywdziła, albo gdy w pamięci ożyje tamto bolesne wspomnienie, nie wpadaj w panikę. Upadnij na kolana pod Krzyżem i powiedz: „Jezu, to znowu potwornie boli, ale ja mocą Twojego posłuszeństwa wybieram dla tego człowieka miłość. Błagam Cię, pomóż mi go kochać na nowo. Niech każde moje słowo i czyn wobec niego będą podyktowane Twoim Sercem”. Ty dajesz Bogu swoje pragnienie, a On – jako jedyne Źródło – dokonuje w tobie cudu przebaczenia, dając ci siłę do posłuszeństwa Ewangelii pomimo łez.

Pomyślmy dzisiaj w głębokiej ciszy o tych wszystkich trudnych sytuacjach życiowych, które regularnie do nas powracają. Wydawało ci się, że czas już dawno uleczył ranę, że wszystko się pięknie zabliźniło, a tu nagle wystarczyło jedno słowo, jeden gest i wszystko ożyło na nowo z dokładnie taką samą siłą, jak w momencie zranienia. Weź te wszystkie bolesne wspomnienia, nazwij po imieniu te konkretne osoby i z pełnym zaufaniem przedstaw je Jezusowi, błagając o łaskę posłusznego przebaczenia w swoim sercu. Bez tego kroku utkniesz w miejscu. Bez przebaczenia ludzka dusza całkowicie zatrzymuje się w swoim rozwoju duchowym – zamyka się w sobie i marnieje, dławiąc się własnym nieprzebaczeniem i brakiem miłości.

Historia Kościoła zna bolesne przypadki dusz, nawet bardzo pobożnych, które pod wpływem ogromnego, niesprawiedliwego cierpienia nie potrafiły podnieść się z kolan i bezpowrotnie zeszły z drogi świętości. Dlaczego? Ponieważ do tego stopnia skupiły się na lizaniu własnych ran, że ich zranienia stały się dla nich ważniejsze niż sam Żywy Bóg! Przestały patrzeć na Jego miłość, a zaczęły czcić swój własny ból. Aby ten tragiczny scenariusz nie stał się twoim udziałem, wejdź dzisiaj z prostotą do tej czerwcowej komnaty. Spójrz na Serce Jezusa, które na krzyżu modliło się za swoich katów, i zaryzykuj pełne wolności posłuszeństwo, które przyniesie ci wiecznotwały pokój. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>