CZYTANKI na miesiąc Najświętszego Serca Pana Jezusa

26. Serce Jezusa, włócznią przebite

Rys historyczny i teologiczny

W czwarty piątek czerwca nasza modlitwa litanijna zatrzymuje się przed momentem zwrotnym w historii zbawienia. Ewangelista Jan z najwyższą powagą notuje naoczny fakt: gdy żołnierze podeszli do Krzyża i zobaczyli, że Jezus już skonał, jeden z nich włócznią przebił Jego bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda [J 19,34]. To wydarzenie dało historyczny i teologiczny początek całemu kultowi Bożego Serca. Wielcy doktorzy Kościoła, jak św. Augustyn i św. Bernard z Clairvaux, kontemplowali ten przebity bok jako mistyczne źródło narodzin Kościoła – Nowej Ewy, która rodzi się z boku Nowego Adama śpiącego na Krzyżu sen śmierci.

W ujęciu dogmatycznym i liturgicznym, cios rzymskiej włóczni zadany po śmierci Chrystusa jest absolutną gwarancją realności Jego ludzkiej śmierci i kompletności zbawczej ofiary. Liturgia wielkopiątkowa oraz całe nabożeństwo czerwcowe nieustannie powracają do tej otwartej rany. Widzą w niej ostateczne pęknięcie zasłony świątyni i otwarcie wiecznego zdroju zbawienia, z którego płyną sakramenty Kościoła.

Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)

Bracia i Siostry!

Brutalna włócznia pogańskiego żołnierza, wbrew logice tego świata, otworzyła Serce Boga na oścież i na całą wieczność! To Boskie Serce nie jest szczelnie zamkniętym, niedostępnym skarbcem, do którego trzeba znać skomplikowany, teologiczny szyfr. Ono jest stale i bezwarunkowo otwarte dla każdego, nawet największego grzesznika. Z tej najświętszej rany bez przerwy wypływa krew odkupienia i woda chrztu świętego. Ukryj się dzisiaj z wiarą w tym otwartym boku – w ranie Jezusa jesteś całkowicie i bezpowrotnie bezpieczny przed jakimkolwiek potępieniem!

Dusza, która przyjmuje tę prawdę i decyduje się na autentyczne przebaczenie bliźnim, natychmiast szeroko otwiera się na Boskie światło. Z kolei dusza, która z uporem i pychą odmawia przebaczenia, zatrzaskuje drzwi przed tym światłem, skazując się na duchową ślepotę. To niebiańskie światło jest nam absolutnie niezbędne do egzystencji – ono daje siły i rodzi prawdziwe życie. Przebaczając, otrzymujemy potężną, nadprzyrodzoną energię, by iść dalej drogą uświęcenia. Brak przebaczenia produkuje w człowieku wyłącznie zepsute, robaczywe owoce. Sprawia, że chrześcijanin staje się permanentnie nieszczęśliwy, sfrustrowany i w swojej codzienności nieustannie dokonuje fatalnych wyborów. Jego słowa, gesty i myśli są skażone dawnym zranieniem – i przez ten zdeformowany pryzmat patrzy on na ludzi oraz na wydarzenia wokół siebie.

Prawdziwe chrześcijańskie przebaczenie musi być nierozerwalnie połączone z miłością. Spójrzmy w ten piątek na wiszącego na Krzyżu Jezusa Chrystusa. W Nim objawia się doskonałe, święte i wolne od jakichkolwiek ludzkich kalkulacji przebaczenie. To jest esencja Miłosierdzia! Jego przebaczenie posunęło się w miłości tak szaleńczo daleko, że Syn Boży dobrowolnie zdecydował się na okrutną śmierć za tych, którym przebaczył. Zmarł za całą ludzkość, która odrzuciła pierwotną miłość Boga w Edenie. Wykrwawił się za tych, którzy zostali skażeni grzechem pierworodnym i nieustannie popadają w mroczne niewierności. Co więcej – On umierał z miłości za tych oprawców, którzy w tej konkretnej minucie bezpośrednio zadawali Mu potworne katusze, biczowali Go i przybijali gwoździami do drewna!

W Bożym przebaczeniu kryje się najwyższa, ofiarna miłość. Ono oznacza całkowite, absolutne wymazanie i zapomnienie wszelkiego zła, które Chrystus już zaniósł na drzewo hańby. Przebaczenie Boga jest totalne: w momencie, gdy wyznajesz grzech w spowiedzi, On zmywa winę do samego spodu, doskonale oczyszcza twoją duszę i na powrót czyni ją nieskazitelnie świętą. W Bogu nie ma powracania do dawnych, darowanych ci win; nie ma wypominania, żalu czy złośliwego traktowania cię z dystansem z powodu twojej przeszłości. W Nim jest wyłącznie czysta miłość.

Jakże inaczej wygląda to u nas – ludzi. Człowiek, nawet gdy deklaruje, że przebacza, wciąż chorobliwie pamięta doznane zło. Nie potrafi powstrzymać się przed złośliwym skomentowaniem dawnej sytuacji lub wbiciem szpilki winowajcy. Nosimy w sobie bolesne pozostałości zranienia. I chociaż szczerze staramy się żyć w zgodzie z drugą osobą i czynić wobec niej dobro, co jakiś czas stara rana gwałtownie się otwiera, a my znowu zaczynamy patrzeć na nią wilkiem. W Sercu Boga nie ma takich mechanizmów! On niszczy grzech, zapomina o zranieniu i na powrót patrzy na ciebie z zachwytem, jak na swojego pierworodnego Syna. Dowodem tego jest Jego otwarty bok. Tylko doskonała miłość decyduje się na taki krok: wycierpieć wszystko, iść na szafot i oddać życie za tego, kto zadał mi ból.

Prawdziwe przebaczenie domaga się zatem umiłowania na nowo tej drugiej osoby. Oznacza decyzję woli, by spojrzeć na męża, żonę, rodzica czy sąsiada spojrzeniem czystym, całkowicie wolnym od balastu tego, co nam kiedyś uczynili. Taki radykalizm wymaga od nas wręcz heroicznej doskonałości i z ludzkiego punktu widzenia jest absolutnie niemożliwy do zrealizowania. Na szczęście w Najświętszym Sercu Jezusa, tuż obok rany po włóczni, znajduje się Komnata Przebaczenia. Drzwi do tej komnaty są otwarte na oścież, ponieważ Bóg pragnie, aby nasze ludzkie przebaczenie upodabniało się do Jego Miłosierdzia. On doskonale wie, że to nowe spojrzenie jest potrzebne nie tylko osobie, która nas skrzywdziła. Przebaczenie jest przede wszystkim potrzebne nam samym – naszej własnej duszy dla jej uzdrowienia i uwolnienia! Bez przebaczenia twoje życie duchowe w 2026 roku wejdzie w stan permanentnego zastoju. Jeśli odmawiasz darowania win, stajesz w miejscu, blokujesz dopływ łaski i odgradzasz się od Boga. Zaczynasz kisić się w bolesnym rozpamiętywaniu zła i patrzeć na świat przez pryzmat zadanych ci krzywd.

Msza Święta jest niepojętym bogactwem, które leczy te stany. Dzisiaj musimy spojrzeć na Eucharystię właśnie przez pryzmat przebaczenia. Podczas każdej liturgii Jezus Chrystus wylewa na nas ogrom swojego Miłosierdzia, obmywa nas z brudu i uszczęśliwia nasze dusze, ale na tym nie kończy. On zaprasza cię dzisiaj, abyś przyłączył się do Jego Ofiary krzyżowej! Masz prawo, a wręcz obowiązek, złożyć na tym ołtarzu swoją własną, bolesną ofiarę: to wszystko, co cię w życiu potwornie zraniło, dotknęło do żywego i zadało niewypowiedziany ból. Weź te wszystkie osoby, które cię skrzywdziły, i w tym momencie złóż je na patenie razem z chlebem i winem.

Czyniąc to chociażby prostym, cichym aktem woli, wchodzisz w sam środek potężnego, Boskiego przebaczenia. Twoja dusza zostaje spowita promieniami Miłosierdzia i doznaje głębokiego, nadprzyrodzonego ukojenia. To jest największe szczęście chrześcijanina: uwalniasz się od paraliżującej niemożności zapomnienia, od ciągłego rozdrapywania starych ran. Zostajesz całkowicie odciążony, gdy ofiarowujesz siebie za swoich nieprzyjaciół. W Eucharystii kryje się nieskończoność takich uzdrawiających łask.

Przeanalizuj w ciszy swoje dotychczasowe życie. Przypomnij sobie te wszystkie twarze, trudne sytuacje rodzinne i rany z przeszłości, które co jakiś czas w tobie ożywają. Weź to wszystko i z pełnym zaufaniem złóż w ten piątek na ołtarzu. Powiedz Zbawicielowi: „Jezu, sam z siebie nie mam siły, by im wybaczyć i kochać ich na nowo. Ty jesteś we mnie zdolny do wszystkiego. Błagam, włącz moją małą wolę w Twój wielki akt Miłosierdzia z Krzyża”. Proś Go, aby uwolnił twoją podświadomość od tych ciężarów, które ciągniesz za sobą od najmłodszych lat dzieciństwa, a które wciąż zniekształcają twój obraz świata i ludzi. Schowaj się w Jego przebitym włócznią Sercu i pozwól Mu raz na zawsze uzdrowić twoje życie. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>