Prowadził nas ku Bogu – wspomnienie ks. Józefa Gregorkiewicza

Rozpalać płomień miłości

Kościół potrzebuje świętych kapłanów i osób wiernie oddanych Bogu. Potrzebuje serc, które pozwalają się przemieniać Chrystusowi i podejmują odpowiedzialność za zbawienie innych. Dlatego życie ukryte ma znaczenie dla całego Kościoła. Modlitwa, ofiara i codzienna wierność uczestniczą w jego posłannictwie. Siostro droga, twoje oddanie może przynosić owoce daleko poza miejscem, w którym żyjesz.

Przypomnijmy sobie gorliwość świętej Teresy od Jezusa. Troska o Kościół prowadziła ją do odnowy życia zakonnego, pogłębiania modlitwy i podejmowania ofiary za tych, którzy głoszą Ewangelię. Wiedziała, jak ważna jest świętość kapłanów. Serce rozpalone miłością do Boga potrafi zapalać inne serca, a dobro przyjęte przez jednego człowieka może stopniowo docierać do wielu.

Także dzisiaj potrzebujemy tej odpowiedzialności. Gdy widzimy zagubienie ludzi, osłabienie wiary i trudności Kościoła, powinniśmy pytać o własną odpowiedź. Czy wierniej się modlę? Czy troszczę się o swoje nawrócenie? Czy ofiarowuję Bogu codzienny trud? Wierność powołaniu jest konkretną posługą wobec tych, którzy potrzebują światła i umocnienia.

Trzeba zatem powracać do pytania o motyw oddania się Bogu. Życie zakonne wymaga miłości do Chrystusa. Samo pragnienie spokoju, bezpieczeństwa czy uwolnienia się od trudności nie wystarcza do przeżycia jego zobowiązań. Człowiek wnosi do wspólnoty własną historię, zranienia i oczekiwania. Formacja powinna pomagać je rozpoznawać i oczyszczać, aby decyzja stawała się coraz bardziej wolną odpowiedzią na Boże wezwanie.

W rozmowach duchowych spotykałem osoby, które po latach odkrywały, jak wielki wpływ na ich wybór miały lęk przed małżeństwem, trudne doświadczenia rodzinne albo wyobrażenie o wygodniejszym życiu. Takie odkrycie wymaga prawdy, modlitwy i roztropnego towarzyszenia. Trzeba uczciwie zapytać, do czego Bóg rzeczywiście powołuje i czy człowiek jest gotowy podjąć tę drogę z miłości do Niego.

Początkowa gorliwość również potrzebuje dojrzewania. Łatwo zapewniać o gotowości do wszelkich poświęceń, dopóki nie pojawi się konkretne zadanie. Dopiero codzienność ukazuje, jak odpowiadamy na prośbę o pomoc, pracę, zmianę planów czy podjęcie mniej upragnionego obowiązku. Miłość wyraża się wtedy w gotowości uczenia się i współpracy. Pokorne słowa: „Nie umiem jeszcze, ale spróbuję się nauczyć” mogą świadczyć o prawdziwym oddaniu.

Trzeba oczywiście uwzględniać zdrowie, siły i możliwości każdej osoby. Wspólnota ma obowiązek troszczyć się o chorych i słabszych. Każdy jednak powinien uczciwie rozeznawać własną postawę: czy rzeczywiście nie mogę podjąć zadania, czy raczej nie chcę przyjąć związanego z nim trudu? Wierność dojrzewa przez takie rozróżnienie. Pomaga ono uwalniać się od wygodnictwa, a zarazem szanować rzeczywiste granice.

Źródłem tej gotowości jest spotkanie z Jezusem. Rozmyślanie powinno prowadzić do coraz głębszego poznawania Jego miłości i odnawiania pragnienia, aby na nią odpowiedzieć. Staję przed Panem, rozważam Jego słowo i pytam, czego oczekuje ode mnie dzisiaj. Powracam do głównych postanowień, proszę o potrzebną łaskę i przygotowuję serce do ofiarowania siebie.

Wszystko to przynosimy następnie na Eucharystię. Pragnienia, obowiązki, trudności i podejmowane wyrzeczenia składamy wraz z darami na ołtarzu. Łączymy ofiarę swojego życia z Ofiarą Chrystusa. Msza Święta staje się centrum dnia, źródłem łaski i najgłębszym spotkaniem z miłością Zbawiciela.

Wiele zależy od tego, jak w niej uczestniczymy. Jej wartość płynie z samego Chrystusa, a nasza wiara i otwartość pomagają przyjmować jej owoce. Warto więc regularnie rozważać tajemnicę Eucharystii, aby coraz świadomiej przeżywać obecność Pana, słuchać Jego słowa i jednoczyć się z Jego oddaniem Ojcu.

Pomocą jest także skupienie na tym, co dokonuje się na ołtarzu. Sposób celebracji, głos kapłana czy zewnętrzne okoliczności mogą ułatwiać modlitwę albo stawać się przyczyną rozproszenia. Uczmy się jednak przez nie przechodzić ku samej tajemnicy. To Chrystus nas gromadzi i daje nam udział w swojej Ofierze.

Szczególnie zachęcam was, aby podczas przeistoczenia prosić o wierność Duchowi Świętemu. Gdy kapłan ukazuje Ciało i Krew Pańską, odnówcie gotowość należenia do Jezusa. Proście o serce uważne na Jego natchnienia, o odwagę odrzucania grzechu i o wytrwałość w pełnieniu woli Ojca.

Możecie modlić się bardzo prosto: Jezu, daj mi Serce Twoje. Moje serce jest słabe, chwiejne i skupione na sobie. Naucz mnie kochać tak, jak Ty kochasz. Przemieniaj moje pragnienia, oczyszczaj intencje i umacniaj wolę. Spraw, abym coraz wierniej odpowiadała na działanie Ducha Świętego.

Po Komunii Świętej powierzajcie Jezusowi swoje główne postanowienia. Pomocą może być obraz składania ich w Jego Najświętszych Ranach. Wyraża on ufność, że z odkupieńczej miłości Chrystusa otrzymujemy siłę do wierności. Samo postanowienie, choćby bardzo gorliwe, potrzebuje łaski. Przyjmując Pana, oddajemy Mu również trud jego realizacji.

W Ranach Zbawiciela możemy zanurzać pragnienie oddania Maryi, życia w miłości, jedności dusz, wdzięcznego przeżywania cierpienia i powstawania po niewierności. W Jego Sercu zachowujmy prostą gotowość: być blisko i do dyspozycji, przeżywać obecną chwilę z miłością. Do takiego powierzania postanowień zachęcało mnie również poznawanie duchowej drogi siostry Konsolaty.

Wykorzystujcie czas dziękczynienia po Komunii Świętej. Pozostańcie przy Jezusie z wiarą, uwielbieniem i miłością. Powierzcie Mu to, co nosicie w sercu, i pozwólcie, aby usłyszane słowo znalazło w was odpowiedź. Nie zawsze pojawią się szczególne przeżycia. Wierna obecność, także pośród oschłości, ma wielką wartość.

Potem, umocnione Bożym błogosławieństwem, idźcie do obowiązków. Właśnie tam trzeba strzec płomienia miłości i pozwalać mu wzrastać. Czas modlitwy przygotowuje nas do służby, a codzienne zadania ukazują, jak przyjęłyśmy otrzymany dar. Jezus spotkany w kaplicy oczekuje naszej odpowiedzi również w kuchni, ogrodzie, miejscu pracy i rozmowie ze współsiostrą.

Jak pomnażać ten płomień? Przez częste akty miłości, pamięć o obecności Boga i wierne wykonywanie obowiązków. Przez czystą intencję, szlachetną dokładność i gotowość pomocy. Przez cierpliwe podejmowanie nieuniknionego trudu oraz łączenie własnego cierpienia z cierpieniem Chrystusa. Każda z tych rzeczy może podtrzymywać oddanie rozpoczęte na modlitwie.

Pełne skupienie na pracy jest potrzebne, aby wykonać ją dobrze. Możemy jednak odnawiać intencję przed jej rozpoczęciem, a w stosownej chwili krótko zwrócić serce ku Jezusowi. W ten sposób obowiązek zostaje objęty miłością. Sumienność staje się modlitwą wyrażoną czynem.

Płomień przygasa, gdy w działaniu zaczyna dominować próżność, niedbalstwo lub niechęć do bliźniego. Można sprawnie wykonać zadanie, a jednocześnie szukać przede wszystkim pochwały i porównywać się z innymi. Wówczas warto zatrzymać się przed Bogiem i odnowić intencję. Otrzymane zdolności mają służyć, a dobro współsiostry powinno być także naszą radością.

Szczególną próbą miłości jest spotkanie z człowiekiem potrzebującym. Czy zauważam siostrę zmęczoną? Czy znajduję chwilę dla chorej? Czy pomagam, gdy mogę pomóc? Niekiedy wystarczy prosty gest, spokojne wysłuchanie albo przejęcie niewielkiego obowiązku. W takich czynach modlitwa otrzymuje konkretny owoc.

Trzeba również czuwać nad gotowością do ofiary. Gdy odruchowo odrzucamy każdą prośbę i każdy dodatkowy wysiłek, serce stopniowo zamyka się na dobro. Pytajmy więc Pana o zadanie możliwe do podjęcia dzisiaj. Czasem będzie ono wymagało przezwyciężenia niechęci, innym razem przyjęcia własnej słabości i pozwolenia, aby ktoś pomógł nam.

Potrzebujemy przy tym duchowej radości. Rodzi się ona z więzi z Chrystusem i pomaga nie zamykać się w narzekaniu. Można ją pielęgnować przez wdzięczność, dostrzeganie dobra i życzliwość wobec innych. Choroba oraz długotrwały smutek wymagają jednak odpowiedniej troski i pomocy. Modlitwa umacnia człowieka również w korzystaniu z leczenia i przyjmowaniu wsparcia.

W wolnych chwilach powracajcie przed Najświętszy Sakrament, zgodnie z obowiązkami i możliwościami. Nawet krótkie nawiedzenie pozwala odnowić pamięć o Tym, dla którego żyjemy. Można podziękować za otrzymaną pomoc, powierzyć trudność i poprosić o miłość na dalszą część dnia.

Ważnym momentem odnowienia jest rachunek sumienia. Spójrzmy uczciwie na przeżyty czas, uznajmy niewierności i dostrzeżmy otrzymane łaski. Przeprośmy Jezusa za zaniedbane dobro, a następnie odnówmy pragnienie należenia do Niego. Rachunek sumienia powinien prowadzić do nawrócenia i ufnego podjęcia kolejnego kroku.

Nie zatrzymujcie całej uwagi na własnych słabościach. Trzeba je rozpoznawać, lecz warto patrzeć na nie w świetle miłosierdzia Boga. On zna nasze serce i pomaga powstawać. Po szczerej skrusze podejmijcie dobro, które jest możliwe teraz. Naprawcie zranienie, wróćcie do obowiązku, okażcie życzliwość. Tak odnawia się gorliwość.

Każda część dnia przynosi nową możliwość odpowiedzi. To, co wydarzyło się rano, można powierzyć Jezusowi, a pozostały czas przeżyć z większą uwagą i miłością. Niech towarzyszy wam proste pragnienie: Panie, pomóż mi teraz kochać wierniej. Bądź blisko w mojej pracy, w spotkaniach i w zmęczeniu. Niech płomień otrzymany na modlitwie wzrasta przez codzienną służbę, ku Twojej chwale i dla dobra całego Kościoła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>