Jedno serce i jedna dusza
W życiu duchowym trzeba przede wszystkim uczyć się słuchać Boga. Wiedza i lektura są wielką pomocą, lecz ich owoc dojrzewa wtedy, gdy poznana prawda przenika do serca i przemienia postępowanie. Duch Święty prowadzi nas ku mądrości, która pozwala kochać, rozeznawać i służyć. Dlatego wraz ze zdobywaniem wiadomości powinna wzrastać pokora. Im więcej człowiek otrzymuje, tym bardziej potrzebuje pamiętać, że powierzony dar ma służyć innym.
Powracajmy więc do pytania: czy pracuję nad własnym nawróceniem? Łatwo dostrzegać, co należałoby zmienić we wspólnocie, jak powinny postępować współsiostry i jakie decyzje powinni podejmować przełożeni. Trudniej uznać własną niecierpliwość, przywiązanie do swojego zdania i potrzebę uznania. Tymczasem właśnie tutaj zaczyna się przemiana, do której jesteśmy wezwani.
Człowiek pokorny potrafi przyjąć miejsce małe, podjąć niewidoczną posługę i zrezygnować z narzucania siebie. W ten sposób wywiera dobry wpływ na otoczenie. Ewangeliczne błogosławieństwo cichych odsłania moc serca, które ufa Bogu i pozostaje wierne miłości. Cichość pomaga wypowiadać prawdę spokojnie, bez upokarzania i bez pragnienia zwycięstwa nad drugim człowiekiem.
Pięknie prowadzi nas w tym duchowość świętej Klary. Przypomina ona, aby nade wszystko pragnąć Ducha Pańskiego i otwierać się na Jego uświęcające działanie. Z tej więzi wyrastają modlitwa czystego serca, pokora, cierpliwość w chorobie i utrapieniu oraz miłość wobec tych, którzy zadają ból. Takie wskazania warto czytać powoli, rozważać i odnosić do konkretnych wydarzeń własnego dnia.
Zatrzymujcie się nad duchowym dziedzictwem waszego powołania. Znajdujcie czas, aby wracać do reguły i świadectwa tych, którzy przed wami szli drogą oddania. Proście, aby Duch Święty pomagał rozumieć ich pragnienia i podejmować je dzisiaj. Słowo przyjęte na modlitwie może pokazać zaniedbane dobro, pomóc odnowić gorliwość i przypomnieć, po co jesteśmy razem.
W dawnych świadectwach o wspólnocie świętej Klary szczególnie porusza opis wzajemnej, trwałej miłości. Wiele osób, o różnych charakterach i doświadczeniach, potrafiło odnajdywać wspólny kierunek. Każda wnosiła własne dary, a wszystkie pragnęły należeć do Chrystusa. W tej jedności można rozpoznać działanie Ducha Świętego, który pomaga przekraczać miłość własną i szukać wspólnego dobra.
Obok miłości jaśniała pokora. Ona pozwala zachować otrzymane łaski i korzystać z nich bez wynoszenia się nad innych. Gdy miłość łączy się z pokorą, dom staje się miejscem wzajemnej służby. Można wtedy mówić o jednym sercu i jednej duszy: o ludziach, którzy chcą wspólnie miłować Boga i pomagać sobie w drodze do Niego.
Święta Klara sama dawała przykład takiej postawy. Uważała się za służebnicę swoich sióstr i troszczyła się o nie. Jej sposób sprawowania odpowiedzialności ukazywał miłość gotową pochylić się nad człowiekiem. Wspólnota potrzebuje właśnie takiego świadectwa. Łatwiej przyjąć wymagające słowo od osoby, w której widzimy bezinteresowną troskę i gotowość podejmowania trudu razem z innymi.
Życzę wam, abyście były małe przez pokorę, mocne przez ufność i hojne przez miłość. Jak wprowadzać to w codzienność? Przede wszystkim módlcie się za współsiostry. Szczególnie powierzajcie Bogu tę osobę, wobec której odczuwacie naturalną niechęć. Może drażni was jej sposób mówienia, powolność, gwałtowność albo odmienne przyzwyczajenia. Takie odczucia mogą się pojawiać. Ważne jest, jak na nie odpowiadamy.
Przynoście tę trudność Jezusowi. Proście o dobro dla osoby, z którą trudno wam żyć, i o przemianę własnego spojrzenia. Szukajcie sposobności, aby okazać jej życzliwość. Czasem będzie to pomoc, innym razem cierpliwe wysłuchanie lub spokojna rozmowa. Miłość dojrzewa również przez świadomy wysiłek wobec człowieka, którego spontanicznie nie wybieramy.
Pamiętam wspólnotę przeżywającą poważny kryzys. Podejmowano działania mające uporządkować jej życie, lecz napięcia nadal narastały. Wśród sióstr mnożyły się pretensje i podejrzenia. Dwie z nich postanowiły wówczas przez dziewięć dni szczególnie modlić się za współsiostrę, której postępowanie przyczyniało się do niepokoju. Ofiarowywały w jej intencji modlitwę, pracę i trudności, a zarazem starały się otaczać ją serdecznością.
Z czasem możliwa stała się szczera rozmowa. Siostra zaczęła dostrzegać skutki swojego postępowania i podjęła zmianę. Otrzymane dobro zachęcało do dalszej modlitwy i pomocy innym. Wspominam to wydarzenie jako przykład połączenia duchowej troski, życzliwości i prawdy. Modlitwa przygotowywała serca do rozmowy, a odpowiedzialne działanie pomagało odbudowywać wspólnotę.
Warto również przyglądać się temu, co najłatwiej zauważamy w innych. Czy umiemy cieszyć się ich dobrem? Czy dostrzegamy wysiłek, wierność i gotowość służenia? Jeśli nasze spojrzenie zatrzymuje się niemal wyłącznie na wadach, potrzebujemy prosić Boga o światło. Może własne zranienie albo rozgoryczenie przesłania nam prawdę o człowieku.
Dostrzeganie dobra nie odbiera zdolności rozpoznawania problemów. Pomaga natomiast zachować sprawiedliwość. Współsiostra ma swoją słabość, lecz ma również wiele darów. Krzywdzimy ją, gdy całą jej osobę sprowadzamy do jednego błędu i stale do niego powracamy. Miłość pozwala zobaczyć człowieka pełniej.
W duchowości świętego Franciszka Salezego odnajdujemy zachętę, aby szukać w bliźnim dobra, nawet gdy jego wady wydają się bardzo widoczne. Tym bardziej powinniśmy tak patrzeć na osoby, których codzienną wierność znamy. Ileż dobra może umknąć naszej uwadze, kiedy skupimy się na dwóch czy trzech cechach, które nam przeszkadzają.
Podobną mądrość spotykałem w życiu rodzinnym. Dobry wychowawca zauważa potrzebę poprawy, a jednocześnie umie cieszyć się wysiłkiem dziecka. Pomaga mu uwierzyć, że może wzrastać. Gdy człowiek słyszy o sobie wyłącznie słowa krytyki, łatwo traci odwagę. Uznanie prawdziwego dobra umacnia i otwiera na dalszą pracę.
Uczcie się także przebaczać. Nie przechowujcie dawnych przewinień jako argumentów gotowych do użycia przy następnym sporze. Trudne wspomnienia mogą powracać, ale można je ponownie powierzać Bogu i prosić o wolność wobec urazy. Każdy dzień przynosi możliwość przyjęcia drugiego człowieka z odnowioną życzliwością.
Bardzo czuwajcie nad słowami. Potrafią one boleć jak piasek rzucony w oczy. Niektóre osoby długo noszą w sobie raniącą uwagę, zwłaszcza gdy dotknęła ich godności lub słabego miejsca. Zanim coś wypowiemy, zapytajmy, czy jest to prawdziwe, potrzebne i czy potrafimy powiedzieć to z szacunkiem. Jeśli zraniliśmy, trzeba umieć przeprosić.
Wzrastamy w atmosferze miłości. Potrzebujemy zaufania, sprawiedliwego traktowania i poczucia przynależności. Osoba stale pomijana albo porównywana z innymi może stopniowo przygasać. Dlatego każda siostra powinna doświadczać, że ma swoje miejsce we wspólnocie, że jej obecność jest cenna i że może liczyć na pomoc.
Nie wszyscy przychodzą z takim samym doświadczeniem bycia kochanym. Ktoś może nosić bolesną pamięć odrzucenia, nierównego traktowania czy braku zainteresowania w rodzinie. Wówczas trudniej mu zaufać ludziom i uwierzyć w ich życzliwość. Potrzebuje cierpliwej, konsekwentnej dobroci, a czasem również odpowiedniej pomocy w przeżywaniu własnych zranień.
Miłować wszystkich oznacza uznawać jednakową godność każdej osoby. Konkretne potrzeby bywają jednak różne. Chora siostra wymaga innej opieki niż zdrowa, a przeżywająca kryzys może potrzebować więcej czasu i uwagi. Taka troska wyraża sprawiedliwość przenikniętą miłością. Wspólnota dojrzewa, gdy potrafi ją zrozumieć i współtworzyć.
Przyjaźń również może być pięknym darem. Naturalnie z jednymi osobami rozumiemy się łatwiej i chętniej dzielimy doświadczeniem. Dbajmy jednak, aby bliskość dwóch osób pozostawiała serca otwarte na pozostałych. Unikajmy zamkniętych kręgów, uprzywilejowania i wspólnego podtrzymywania pretensji. Dobra przyjaźń pomaga wierniej należeć do Chrystusa i hojniej służyć wspólnocie.
Duchowe macierzyństwo szczególnie uwrażliwia na słabszych. Matka zauważa dziecko, które potrzebuje większej pomocy, i pochyla się nad nim z czułością. Podobnej postawy uczymy się wobec osób chorych, zagubionych lub mniej zaradnych. Ich trudność staje się wezwaniem do odpowiedzialnej miłości.
Gdy ktoś przeżywa kryzys powołania, cała wspólnota powinna otoczyć go modlitwą i roztropną troską. Warto zapytać, czy potrafiliśmy słuchać, pomóc i stworzyć warunki do uczciwego rozeznania. Każda taka historia jest jednak osobista i wymaga uszanowania wolności człowieka. Wspólna odpowiedzialność skłania do rachunku sumienia oraz do uczenia się lepszego towarzyszenia.
Siostry drogie, o jedność trzeba troszczyć się każdego dnia. Powstaje ona z modlitwy za siebie nawzajem, z przebaczenia, uważnego słuchania i drobnych czynów dobroci. Duch Święty pomaga łączyć różne serca, gdy pozwalamy Mu oczyszczać własne pragnienia i prowadzić nas ku służbie.
Prośmy, aby nasz dom coraz bardziej przypominał Nazaret: miejsce obecności Boga, wzajemnego szacunku i wiernej miłości. Niech każda osoba znajduje w nim pomoc do wzrastania. A gdy przyjdzie trudność, powracajmy do pytania o dobro możliwe teraz: za kogo mogę się pomodlić, kogo wysłuchać, komu pomóc, kogo przeprosić? Tak, pod działaniem Ducha Świętego, dojrzewa wspólnota jednego serca i jednej duszy.
