CZĘŚĆ I. STWORZENI DO ŻYCIA Z BOGIEM
1. Nasze życie ma cel
Są pytania, które powracają do człowieka w różnych okresach życia. Niekiedy rodzą się podczas spokojnej modlitwy, innym razem pośród zmęczenia albo w chwili bolesnego rozstania. Po co żyję? Dokąd prowadzą moje dni? Jaką wartość ma to wszystko, co robię, skoro tak wiele przemija? Człowiek może przez długi czas odsuwać te pytania, zajęty obowiązkami. Przychodzi jednak moment, gdy potrzebuje odpowiedzi głębszej niż kolejny plan, wykonane zadanie czy osiągnięty sukces. Potrzebuje wiedzieć, komu i czemu ostatecznie powierza swoje życie.
Wiara prowadzi nas do początku: do Boga, który zapragnął naszego istnienia. Zanim mogliśmy cokolwiek uczynić, zasłużyć na czyjąś wdzięczność czy odpowiedzieć miłością, byliśmy już objęci Jego miłością. Nasze życie jest darem. Ma swoje źródło w dobroci Stwórcy i ku Niemu zmierza.
Księga Rodzaju mówi, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga (por. Rdz 1,26–27). W tych słowach odsłania się prawda o godności każdej osoby. Człowiek jest zdolny poznawać prawdę, wybierać dobro, kochać i przyjmować miłość. Może wejść w osobową więź ze swoim Stwórcą. Bóg zwraca się do niego i zaprasza go do odpowiedzi.
Ta godność należy do każdego człowieka od początku jego istnienia. Nie zależy od zdrowia, sprawności, wykształcenia ani od tego, jak wiele potrafi zrobić. Posiada ją dziecko, które dopiero rozwija się pod sercem matki, człowiek w pełni sił oraz osoba starsza, która potrzebuje pomocy przy najprostszych czynnościach. Zachowuje ją chory, który nie potrafi już rozpoznać bliskich ani opowiedzieć o swoim życiu. Jego historia pozostaje znana Bogu, a on sam nadal jest osobą godną szacunku, obecności i miłości.
Jak wiele zmienia ta prawda w naszym spojrzeniu na siebie i innych! Bywa, że człowiek ocenia własną wartość przez użyteczność. Kiedy może pracować, organizować i pomagać, czuje się potrzebny. Gdy przychodzi osłabienie, zaczyna pytać, czy nie stał się ciężarem. Tymczasem jego wartość sięga głębiej niż możliwości działania. Jest kimś, kogo Bóg powołał do istnienia i kogo pragnie doprowadzić do pełni życia ze sobą.
Dla dusz najmniejszych jest to szczególnie ważne. Małość duchowa zaczyna się od zgody na prawdę o sobie: jestem stworzeniem, potrzebuję łaski, nie potrafię sam zapewnić sobie zbawienia. Mogę jednak powierzyć się Temu, który mnie kocha. Moja słabość nie odbiera mi godności. Może stać się miejscem pokornego przyjmowania pomocy Boga i bliźnich.
Obraz Boży w człowieku został zraniony przez grzech. Doświadczamy rozdarcia: pragniemy dobra, a nieraz wybieramy to, co niszczy nas samych i nasze relacje. Szukamy miłości, lecz potrafimy zranić tych, którzy są nam najbliżsi. Nosimy w sobie pragnienie prawdy, a zarazem uciekamy przed prawdą o własnym postępowaniu. Bóg nie pozostawił nas w tym zagubieniu. W Jezusie Chrystusie przyszedł, aby nas pojednać ze sobą, uzdrowić i otworzyć przed nami życie, do którego zostaliśmy powołani.
Patrząc na Chrystusa, odkrywamy zarówno wielkość Bożej miłości, jak i powagę naszego powołania. Syn Boży przyjął ludzką naturę. Żył pośród ludzi, pracował, cieszył się ich bliskością, współczuł cierpiącym, płakał nad grobem przyjaciela. Nasze człowieczeństwo zostało przez Niego przyjęte z całą prawdą jego ziemskiego doświadczenia, z wyjątkiem grzechu. Dlatego drogę ku Bogu odnajdujemy również pośród zwyczajnych spraw: w pracy, rodzinie, wspólnocie, odpoczynku, chorobie i służbie.
Doczesność jest rzeczywistym dobrem i powierzonym nam zadaniem. W niej uczymy się kochać, korzystać z wolności i odpowiadać na łaskę. Każdy dzień daje możliwości, których nie da się przeżyć za nas. Możemy wysłuchać człowieka, który potrzebuje rozmowy, uczciwie wykonać obowiązek, przebaczyć, zatroszczyć się o chorego, wrócić do modlitwy. W takich wyborach kształtuje się nasze serce.
Ziemskie życie ma jednak swój kres. Doświadczamy tego, widząc, jak zmieniają się kolejne pokolenia, jak słabną nasze siły i jak odchodzą ludzie, bez których trudno było wyobrazić sobie codzienność. Przemijanie skłania do pytania o to, co trwałe. Czy istnieje dobro, którego śmierć nie zdoła nam odebrać? Czy jest miłość, w której człowiek może bezpiecznie złożyć całego siebie?
W sercu nosimy pragnienie szczęścia. Pragniemy być kochani, rozumiani i przyjęci. Szukamy pokoju, który nie zniknie wraz z pierwszą trudnością. Cieszy nas piękno świata, bliskość przyjaciół, owoc pracy, rodzinne spotkanie. Wszystkie te dobra zasługują na wdzięczność. Są darami, dzięki którym poznajemy dobroć Stwórcy.
Z czasem odkrywamy jednak ich ograniczoność. Nawet najpiękniejsza chwila przemija. Zdrowie wymaga troski i pozostaje kruche. Osiągnięcie upragnionego celu przynosi radość, ale po pewnym czasie pojawiają się nowe oczekiwania. Również najbardziej kochający człowiek nie potrafi odpowiedzieć na wszystkie nasze potrzeby ani uwolnić nas od każdego lęku. Kiedy żądamy od dóbr doczesnych pełnego i trwałego szczęścia, obciążamy je oczekiwaniem, którego nie mogą spełnić.
Święty Augustyn wyraził tę prawdę w modlitwie o ludzkim sercu, które pozostaje niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu. Ten niepokój pomaga rozpoznać głębię naszego powołania. Zostaliśmy stworzeni do więzi ze Stwórcą. Dlatego żadne dobro stworzone nie może zająć Jego miejsca.
Nie oznacza to, że człowiek wierzący zawsze wyraźnie odczuwa tęsknotę za Bogiem. Czasem rozpoznaje ją dopiero pod warstwą rozczarowań, lęku i zmęczenia. Ktoś szuka kolejnych zajęć, ponieważ trudno mu pozostać w ciszy. Ktoś inny pragnie nieustannych zapewnień o własnej wartości. Jeszcze ktoś gromadzi dobra, mając nadzieję, że wreszcie poczuje się bezpieczny. Warto wtedy zatrzymać się i zapytać: czego naprawdę potrzebuje moje serce? Czy pozwalam Bogu dotrzeć do tej tęsknoty, której sam nie umiem nazwać?
Przy studni w Samarii Jezus spotkał kobietę zajętą zwyczajną czynnością czerpania wody. Rozmowa stopniowo odsłoniła jej życie i najgłębsze potrzeby. Właśnie tam Pan obiecał wodę, która staje się w człowieku źródłem ku życiu wiecznemu (por. J 4,14). Przyszedł do niej pośród codzienności. Pomógł jej stanąć w prawdzie i otworzył przed nią możliwość nowego życia.
Podobnie spotyka nas. Zna nasze poszukiwania, zawody i powroty do tych samych pustych źródeł. Zaprasza, abyśmy przyszli do Niego z całym swoim pragnieniem szczęścia. Uczy nas przyjmować Jego miłość i porządkować pozostałe pragnienia, tak aby otrzymane dary pomagały nam wzrastać w komunii z Nim.
Dla Wspólnoty Dusz Najmniejszych droga ta ma szczególnie prosty wyraz: żyć, aby kochać Jezusa, i pozwalać, by Jego miłość przenikała nasze odniesienie do ludzi. Akt miłości, do którego zachęca duchowość siostry Konsolaty Betrone, może towarzyszyć pracy, drodze, oczekiwaniu i cierpieniu. Wypowiadane słowa potrzebują jednak zakorzenienia w życiu. Kochając Jezusa, uczymy się cierpliwości wobec współmałżonka, uczciwości w obowiązkach, łagodności w rozmowie i troski o osobę, której obecność bywa dla nas trudna.
Święta Teresa od Dzieciątka Jezus pomaga odkryć, że także życie ukryte może mieć wielką wartość. Nie każdy otrzymuje zadania widoczne dla wielu. Każdy może natomiast odpowiadać na łaskę w miejscu, w którym został postawiony. Drobny gest wykonany z miłością staje się częścią tej odpowiedzi. Jego znaczenie nie zależy od ludzkiego uznania, ponieważ widzi go Ojciec.
W perspektywie wieczności inaczej spoglądamy również na czas pozornej bezowocności. Choroba może odebrać możliwość działania, a starość ograniczyć kontakty i samodzielność. Człowiek nadal pozostaje wezwany do komunii z Bogiem. Niekiedy jego odpowiedzią będzie krótkie westchnienie, przyjęcie czyjejś pomocy, cierpliwe znoszenie ograniczeń albo prośba o obecność. Gdy brakuje już sił nawet na świadomą modlitwę, trwa godność osoby, za którą może modlić się wspólnota. Sens jej życia nie znika wraz z utratą sprawności.
Naszym celem jest życie wieczne: pełnia komunii z Bogiem, w której człowiek zostanie obdarowany szczęściem przekraczającym jego obecne możliwości poznania. Zbawienie jest darem łaski Chrystusa. Nie potrafimy go wytworzyć ani zapewnić sobie własną doskonałością. Możemy otwierać się na ten dar, przyjmować przebaczenie, współpracować z łaską i pozwalać, aby Bóg przemieniał nasze serca.
Dlatego pytanie o cel życia prowadzi do bardzo osobistej odpowiedzi. Czy chcę przyjąć miłość, którą Bóg mnie obdarza? Czy daję Mu miejsce w swoich decyzjach? Czy moja wiara pomaga mi wierniej kochać ludzi? Odpowiedź dojrzewa w kolejnych dniach, niekiedy poprzez trudne nawrócenia i ponowne zaczynanie.
Warto dziś z wdzięcznością spojrzeć na własne życie. Były w nim zapewne chwile jasne i bolesne, wybory dobre oraz te, których żałujemy. Wszystko to możemy przynieść Chrystusowi. Dopóki pielgrzymujemy, jesteśmy zaproszeni do przyjmowania Jego miłosierdzia i do wzrastania w miłości. Dzień, który właśnie przeżywamy, ma w tej drodze swoje niepowtarzalne miejsce.
Panie Jezu, dziękuję Ci za dar mojego istnienia. Pomóż mi zobaczyć godność, którą otrzymałem od Stwórcy, i uszanować ją w każdym człowieku. Uporządkuj moje pragnienia, abym z wdzięcznością przyjmował dobra tej ziemi i ponad wszystko szukał Ciebie. Kiedy gubię sens codziennych obowiązków, przypominaj mi, że mogę przeżywać je z miłością. Kiedy doświadczam słabości, ucz mnie przyjmować Twoją łaskę. Prowadź mnie przez całe życie ku pełni komunii z Tobą. Amen.
