3. Bogactwo salezjańskiej pracy
Pierwszą placówką kapłańskiej posługi księdza Józefa Gregorkiewicza był Lutomiersk koło Łodzi. Po święceniach został tam skierowany jako katecheta i radca w salezjańskim sierocińcu. Powrócił więc do pracy wśród dzieci i młodzieży, którą poznawał już podczas praktyk odbywanych w latach formacji. Tym razem podejmował ją jako kapłan, łącząc obowiązki wychowawcze z posługą duszpasterską.
Początki kapłaństwa naznaczyły bolesne wydarzenia. Tragicznie zginął jeden z jego podopiecznych, a kilka tygodni później pożar poważnie zniszczył lutomierski klasztor. Do codziennych trudności doszły doświadczenie śmierci wychowanka oraz zniszczenie miejsca życia i pracy. Wszystko to działo się w okresie trudnym dla Kościoła, gdy prowadzenie działalności religijnej i wychowawczej napotykało liczne przeszkody.
Ksiądz Józef nadal podejmował powierzone mu zadania. Uczył religii w kilku szkołach, prowadził oratorium salezjańskie, opiekował się dziećmi z sierocińca i włączał się w obowiązki duszpasterskie. Jego pierwsze lata kapłańskie wypełniała bliska salezjańskiemu powołaniu troska o młodych ludzi: ich wychowanie, rozwój wiary i codzienne potrzeby.
W 1952 roku decyzją przełożonych został przeniesiony do Kutna-Woźniakowa, do Studentatu Filozoficznego Wyższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjańskiego. Przez rok pełnił tam obowiązki asystenta alumnów. Rozpoczął w ten sposób kolejny ważny nurt swojej posługi — pracę w środowisku formacji zakonnej i kapłańskiej. Towarzyszył młodym salezjanom przygotowującym się do przyszłych zadań, uczestnicząc w ich codziennym życiu seminaryjnym.
W latach 1953–1956 posługiwał w Woźniakowie jako wikariusz parafialny, katechizował i prowadził miejscowe oratorium salezjańskie. Obowiązki te wymagały łączenia pracy z dziećmi i młodzieżą z duszpasterstwem parafialnym. Kolejne zadania poszerzały jego doświadczenie i pozwalały poznawać potrzeby ludzi na różnych etapach życia.
W 1956 roku powrócił do pracy w Studentacie Filozoficznym, tym razem jako katecheta. Posługę tę pełnił do 1959 roku. Był to dla niego okres wymagający, związany między innymi z koniecznością przygotowywania się do nauczania różnych przedmiotów. Wspominał później: „uczenie coraz to innych przedmiotów, to chyba najtrudniejsze, co mogło mnie spotkać”. W tych prostych słowach zachowała się pamięć osobistego trudu, jaki towarzyszył wykonywaniu powierzonych obowiązków.
Lata 1959–1960 przyniosły nowe zadanie: pracę misjonarza ludowego. Głoszenie misji i rekolekcji otwierało przed nim szersze pole posługi słowa. Spotykał ludzi przychodzących z pytaniami o wiarę, potrzebą nawrócenia i pragnieniem odnowienia więzi z Bogiem. Był to początek działalności, która z czasem miała zająć szczególne miejsce w jego kapłańskim życiu.
Kolejny etap związał go z Lądem nad Wartą. W latach 1960–1968 pracował w środowisku Studentatu Teologicznego Wyższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjańskiego. Początkowo powierzono mu obowiązki katechety. Równocześnie, ze względu na trudną sytuację finansową seminarium, wielokrotnie wyjeżdżał na misje i rekolekcje.
Po trzech latach pracy katechetycznej przełożeni, dostrzegając jego uzdolnienia do głoszenia słowa Bożego, skierowali go do posługi misjonarza ludowego. W ten sposób doświadczenia zdobywane podczas wcześniejszych wyjazdów stawały się podstawą coraz bardziej intensywnej działalności rekolekcyjnej i misyjnej.
Był to czas ważnych wydarzeń w życiu Kościoła: Soboru Watykańskiego II, peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej oraz przygotowań do Tysiąclecia Chrztu Polski i obchodów tego jubileuszu. Posługa księdza Józefa wpisywała się w podejmowany wówczas wysiłek odnowy wiary. Misje i rekolekcje służyły przygotowaniu wiernych do głębszego przeżywania tych wydarzeń, zachęcały do korzystania z sakramentów i do podejmowania chrześcijańskich zobowiązań w codziennym życiu.
Intensywnej pracy zaczęły jednak towarzyszyć problemy zdrowotne. Pojawiły się dolegliwości serca, przypominające o granicach sił organizmu. W dalszą kapłańską drogę ksiądz Józef wchodził więc z bogatym doświadczeniem wychowawcy, duszpasterza i formatora, a zarazem z koniecznością mierzenia się z własną słabością fizyczną.
Te lata ukazują różnorodność jego salezjańskiej służby. Pracował w sierocińcu i oratorium, w parafii i seminarium, wśród dzieci, młodzieży oraz kandydatów do kapłaństwa. Podejmował zadania, które przynosiły mu radość, ale także takie, które wspominał jako trudną próbę. Pośród nich coraz wyraźniej dojrzewała jego posługa głosiciela słowa Bożego — kapłana pomagającego ludziom odnajdywać drogę do Boga.
