5. Serce Jezusa, świątynio Boga święta
Rys historyczny i teologiczny
W piątym dniu czerwca nasza modlitwa litanijna kieruje nas ku głębokim korzeniom biblijnym i patrystycznym. Ojcowie Kościoła, odczytując Stary Testament w świetle Chrystusa, widzieli w Jego Najświętszym Sercu ostateczne, doskonałe wypełnienie Świątyni Jerozolimskiej. Tamta kamienna budowla była dla Izraela jedynym miejscem na ziemi, gdzie materialnie i realnie spoczywała Szechina – widzialna chwała i obecność Boga wśród ludzi.
Teologia nowotestamentalna i liturgia dzisiejszego dnia przypominają nam jednak słowa samego Zbawiciela, który proroczo zapowiedział: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni ją odbuduję”. Ewangelista Jan bez wahania dodaje, że Jezus mówił to o świątyni swojego Ciała. Przebite na krzyżu i zmartwychwstałe Serce Chrystusa to nowa, wieczna i niezniszczalna Świątynia Nowego Przymierza. Liturgia zaprasza nas dzisiaj, abyśmy nie tylko podziwiali tę budowlę z zewnątrz, ale odważnie weszli do Jej wnętrza przez bramę sakramentów i osobistej modlitwy.
Czytanka kaznodziejska (Kerygmat)
Bracia i Siostry!
Gdzie dzisiaj szukacie Boga? Gdzie próbuje Go odnaleźć współczesny, zagubiony człowiek? Pamiętajcie, że nasz Stwórca nie mieszka wyłącznie w murach wzniesionych z martwego kamienia, choćby były one najwspanialszymi gotyckimi katedrami. Prawdziwą, żywą Świątynią Boga jest Serce Jezusa. To właśnie tam spotkasz Ojca twarzą w twarz, to tam odnajdziesz autentyczne przebaczenie i ukojenie. Drzwi tej Świątyni – otwarte raz na zawsze brutalnym ciosem rzymskiej włóczni – pozostają dla ciebie nieustannie i bezwarunkowo dostępne.
Gdy jednak przekraczamy próg tej świętej Świątyni, Duch Święty wprowadza nas do jej pierwszej, wstrząsającej komnaty. Bóg uchyla nam dzisiaj jedynie odrobinę drzwi do tego miejsca, ponieważ ludzkie serce w swojej małości nie jest w stanie udźwignąć całego ciężaru tego, co tam się znajduje. Ludzki język nie potrafi opisać ogromu cierpienia, jakie kryje ta komnata. Znajduje się w niej bowiem cała ludzkość od początku do końca wieków. Są tam zebrane wszystkie złe czyny, grzechy, słabości, zdrady i najgorsze obrzydliwości, które człowiek popełnił i kiedykolwiek jeszcze popełni.
Każdy z tych grzechów, każde świadome odrzucenie Bożej miłości, zadaje Chrystusowi niewyobrażalny ból. W tej komnacie spotykamy się z tajemnicą niewysłowionego, Bożego cierpienia. Zrozummy to dobrze: to cierpienie wypływa bezpośrednio z Bożej miłości! Gdyby Bóg nas nie kochał, byłby wobec nas obojętny. Gdyby nie kochał, nie cierpiałby. On jednak kocha każdego z nas miłością szaloną i nieustannie pochyla się nad nami pełen miłosierdzia i zrozumienia.
Ponad naszą ziemią wisi Jezus rozpięty na Krzyżu. Z tego Krzyża, niczym potężna rzeka, wypływa czysta miłość, płynąc wprost na każdego żyjącego człowieka. Ta miłość spływa na ludzkie serca i tu, na ziemi, nieustannie zderza się z twardym murem grzechu, buntu i egoizmu. Jest odrzucana, wyśmiewana, deptana i nieprzyjmowana. A ponieważ nie jest to grzech jednego człowieka czy jednego narodu, ale potworny ciężar całej ludzkości – miliardów nienazwanych rzesz ludzkich przez tysiąclecia – ból Boga jest absolutnie nie do ogarnięcia przez nasz ludzki rozum. Gdybyśmy w jednym momencie pojęli pełen rozmiar tego cierpienia, nasze serca pękłyby z przerażenia.
Człowiek przez wieki grzeszył i grzeszy nadal, ale współcześnie ta zuchwałość osiąga apogeum. Stawiamy samych siebie na miejscu Boga. Człowiek roku 2026 sam daje sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci, chce samowolnie powoływać do istnienia i uśmiercać według własnego uznania. Konsekwencje tych współczesnych wyborów niosą ze sobą tak straszne duchowe i moralne skutki, że na samą myśl o nich moglibyśmy zemdleć z trwogi. W Bożym Sercu pulsuje potężny ból, ponieważ Bóg doskonale widzi, jaka przepaść i jakie wieczne potępienie czeka człowieka, gdy ten wybiera ciemność zamiast światła. Boża miłość jest dziś opluwana i traktowana jak archaiczny przeżytek.
Dlatego dzisiaj, w ten czerwcowy dzień, staje przed nami konkretne zadanie. Musimy podjąć głęboką, dojrzałą refleksję:
Uświadom sobie, jak wielkie cierpienie bije z Serca Bożego z powodu twoich własnych grzechów i grzechów całego świata.
Zobacz ogrom zła, które raniło to Serce przez wszystkie wieki istnienia ludzkości.
Podczas dzisiejszej osobistej adoracji, podczas modlitwy w ciszy, postaraj się po prostu BYĆ przed Bogiem. Pozwól Duchowi Świętemu, aby rozbił twój wewnętrzny pancerz i otworzył cię na zrozumienie tego, jak straszliwy i obrzydliwy jest grzech człowieka wobec bezgranicznie otwartej na nas miłości Stwórcy.
Przez ten święty czas nie zajmuj się niczym innym. Pobądź z Bogiem sam na sam. Nie rozpraszaj się na puste rozmowy, odłóż telefon, ucieknij od zgiełku świata. Nie bój się samotności! Właśnie wtedy, gdy pozwolisz swojej duszy na to totalne odosobnienie z Bogiem, On da ci głębokie, wewnętrzne zrozumienie i uchyli przed tobą drzwi tej bolesnej komnaty.
A kiedy wreszcie zrozumiesz, jak potwornie ranione jest Boże Serce, padnij przed Nim na twarz w prochu ziemi. Przepraszaj Go bez końca, błagaj o miłosierdzie dla siebie, dla swoich bliskich i dla całej zbłąkanej ludzkości. Przede wszystkim jednak – wyznawaj Mu miłość! Twoje szczere, gorące: „Jezu, kocham Cię!” będzie najwspanialszym, kojącym balsamem wylanym na otwarte rany Jego Serca. Przyniesie Mu ulgę. Od tej pory cokolwiek czynisz w swoim życiu – każdą pracę, każdy obowiązek domowy, każdą modlitwę – czyń wyłącznie z miłości, a nie z chłodnego, niewolniczego obowiązku.
Bądź przed Bogiem całkowicie prawdziwy i szczery. Przestań udawać duchowego herosa, bądź po prostu sobą – kruchym, ale pragnącym kochać dzieckiem. Żyjemy w czasach, które wymagają od nas radykalizmu. Nie ma już miejsca na duchową zabawę, na letniość, na mówienie: „może tak, może nie”, na testowanie i próbowanie grzechu. Stań w realnej obecności Boga żywego, odrzucając swoje własne, egoistyczne zachcianki i wyobrażenia. Spójrz w Jego Najświętsze Oblicze i rozważaj to, co kryje ta bolesna Świątynia. Potraktuj to wezwanie z najwyższą powagą. Nie bądźmy jak kapryśne dzieci, które bezustannie kłócą się o swoje racje i zajmują wyłącznie własnym egoizmem. Okażmy chrześcijańską dojrzałość. Wejdźmy do Świątyni Jego Serca, by pocieszyć Boga, który z miłości do nas dał się dobrowolnie zranić. Amen.
