DZIEŃ IV: Pokarm Życia i święta ciągłość łaski Wspólnoty
Eucharystia to żywy Pokarm dający życie wieczne, który dusza najmniejsza przyjmuje nie dumnym rozumem, ale otwartym sercem, trwając wiernie w ciągłości łask ofiarowanych całej Wspólnocie.
„Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.” (J 6, 54).
Trwa święta Oktawa Bożego Ciała. Pan Jezus, który zaprosił nas najpierw do zachwytu nad Swoją Obecnością, a wczoraj wprowadził do ciszy Wieczernika, dzisiaj stawia przed nami obietnicę, która realizuje się również i w naszym życiu. Skupmy nasze serca, odrzućmy ziemskie troski i stańmy jako duszeczki maleńkie przed tym wielkim wyznaniem miłości Boga do człowieka, przyjmując czwarte rozważanie na ten święty czas.
Święte powiązanie łask we Wspólnocie
Wszystko, co otrzymuje Wspólnota, jest ze sobą nierozerwalnie powiązane. Jedno z drugiego wynika, a każdy kolejny krok jest konsekwencją poprzedniego. Gdy dusza słucha pouczeń i stara się wiernie je realizować, przyjmuje łaski, swoim sercem czuje, doświadcza i rozumie otrzymane Słowo. Dzisiejsze zapewnienia Jezusa o życiu wiecznym nie wzięły się ot tak przypadkowo, nie wiadomo skąd. Dzisiejsze słowa skierowane do nas, to konsekwencja poprzednich rozważań, prowadzenia nas przez Pana aż do tego konkretnego momentu.
Aby zachwycić się Bożą miłością, słowami Bożymi z dzisiejszej Ewangelii, aby je w pełni zrozumieć, trzeba mieć w sobie to wszystko, co było poprzednio. Nie chodzi o to, by wszystko słyszeć i mechanicznie zapamiętać. Raczej chodzi o przyjęcie sercem tego, co się usłyszało, gdy się było na spotkaniu lub też gdy była możliwość przeczytania kolejnej konferencji. Jeśli dusza przyjęła słowa, otworzyła się na nie, jeśli starała się konsekwentnie żyć tymi słowami przez cały czas (mogła przecież nie słyszeć wszystkiego, nie uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, ale to, co usłyszała lub przeczytała, wprowadzała codziennie w swoje życie) – jest w pełni przygotowana do dzisiejszej Ewangelii i dzisiejszego rozważania.
Każdy z nas uczestniczy w życiu Wspólnoty, w łaskach, które każdego dnia Bóg tak hojnie udziela. Jeśli otwieramy się, jeśli trwamy sercem przy Wspólnocie jednocząc się z nią w swojej codzienności – nie zawsze uczestnicząc fizycznie – to te łaski spływają do naszego serca. Potrzeba przy tym wielkiej otwartości! A jeśli jedynie zaliczamy kolejną konferencję, przyjmując ją swoim suchym umysłem, a po usłyszeniu czy po przeczytaniu pozostawiamy na boku i żyjemy swoim życiem, wtedy nie uczestniczymy w tym wszystkim, co Bóg daje Wspólnocie.
Ogień wiary a ludzkie niedowiarstwo
Dzisiejsze słowa Jezusa są niezmiernie ważne. Jezus mówi o swoim Ciele i swojej Krwi jako o Pokarmie. Trudne to były słowa do zrozumienia dla Jemu współczesnych. Ale dla nas, którzy znamy historię Kościoła, jego świętą tradycję, którzy wiemy, co się wydarzyło dalej, te słowa są oczywiste. Jednak, najmilsi, czy nie jest tak, że nie rozumiemy ich do końca? Może nie otwieramy się na Prawdę z nich płynącą? Potrzeba ogromnej otwartości, by przyjąć sercem niezwykłą Tajemnicę, którą przekazuje Jezus w dzisiejszej Ewangelii (J 6, 52-59), by serce poruszone tą Prawdą zaczęło nią żyć. Potrzeba prawdziwej miłości w sercu człowieka, aby przyjąć niezwykłą rzeczywistość, o której mówi Jezus. Bez miłości, bez otwartości człowiek nie zrozumie słów Boga. Owszem, intelektualnie jakoś je przyjmie, ale nie będzie doświadczać tej niezwykłej Prawdy, Tajemnicy, która wtedy dla Żydów była zakrytą, ale dla nas może być odkrytą.
Dlaczego mówimy, że może być odkrytą? Wydaje się przecież, że jest odkryta przed nami. Teoretycznie tak, a w praktyce? Popatrzmy w głąb siebie. Gdybyś przyjął niezwykłą Tajemnicę Eucharystii, twoja dusza już podczas Pierwszej Komunii świętej oderwałaby się od ciała i uniosła wprost do Boga! Gdybyś przyjął tę niezwykłą Prawdę, za każdym razem spotkałbyś się z Jezusem w sposób niezwykły. Twoje serce przeżywałoby to spotkanie przez wiele godzin, a ty sam czekałbyś na kolejne, nie mogąc nic innego czynić. Trwałbyś jedynie w osłabieniu, w ogromnej tęsknocie, w miłosnym pragnieniu. Nie mógłbyś nic jeść ani pić, a jedynym Pokarmem prawdziwie byłby dla ciebie Jezus – On wystarczyłby za wszystko!
Gdyby twoje serce otworzyło się na Tajemnicę, o której mówi Jezus, trwałbyś w nieustannym zachwycie, w ekstazie, w wielkim umiłowaniu. Adorowałbyś Jezusa w Najświętszym Sakramencie od rana do nocy i od nocy do rana, bo przecież to Jezus! Przyjmując Go czułbyś w sobie moc i nieziemską siłę. Żyłbyś zupełnie innym życiem, inaczej patrzyłbyś na całe swoje otoczenie. Z radością przeżywałbyś Bożą obecność w swoim sercu po przyjęciu Boga. Nic nie byłoby ważne, tylko On! A przede wszystkim całkowicie zapomniałbyś o sobie, radując się życiem Boga w tobie. Miałbyś głęboką świadomość, że oto Bóg już przeprowadza ciebie do nowego życia w Niebie, że ty idziesz do przodu, że przekraczasz pewną granicę dzięki Niemu.
Sama myśl o Jezusie w Najświętszym Sakramencie wprowadzałaby ciebie w ogromne wzruszenie, w miłosne uniesienie, w pragnienie, by przypaść do stóp Jezusa, wtulić się w Jego Rany, przylgnąć do Jego Ciała i tak już pozostać. Kochałbyś Ciało i Krew Jezusa całym sobą! Każde spojrzenie na Świętą Hostię, na Kielich z Krwią pobudzałoby w tobie nowe, potężne płomienie miłości. Cały byłbyś objęty tą miłością, cały byś płonął!
Całkowite zatracenie się w Obecności
Wielką czcią otaczałbyś Ciało i Krew Jezusa. Nie śmiałbyś dotknąć Ołtarza, na którym składana jest Najświętsza Ofiara. Wyczuwałbyś obecność Boga w Najświętszym Sakramencie na odległość. Widząc kapłana idącego ulicą, wiedziałbyś od razu, czy idzie z Jezusem, czy nie, bo twoje serce wyrywałoby się z ciebie i biegło do Jezusa! I klękałbyś bez względu na to, gdzie by się to działo. Nic nie byłoby ważne – to, czy przechodzą ludzie, czy patrzą, czy się śmieją, czy nie patrzą, czy jadą samochody, czy deszcz pada, czy śnieg, czy klękasz w błoto i w głęboką kałużę… Nic, zupełnie nic by ci nie przeszkadzało! Idąc na Eucharystię myślałbyś tylko o Nim, o Bogu. Twoje myśli zajęte by były tylko Bogiem.
A ty? Ty zajmujesz się tyloma sprawami, zajmujesz się ciągle sobą. Gdybyś wierzył, że w tym białym Opłatku jest cały Bóg, którego przyjmiesz, czekałbyś z niecierpliwością. Nie byłbyś w stanie o niczym innym myśleć, niczego robić. Biegłbyś na to spotkanie! Nic, nic nie zajmowałoby twego serca, tylko Bóg. Patrzyłbyś na Hostię z wielkim drżeniem, z szacunkiem, z miłością, z najgłębszym uniżeniem. Opuszczałbyś wzrok i nie mógłbyś go podnieść, bo to twój Stwórca! A po tym wielkim uniesieniu miłości jednak patrzyłbyś i płonął miłością. Twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. O, byłbyś wielkim, płomiennym świadkiem żywego Boga w Eucharystii! Wystarczyłaby jedna taka dusza, żyjąca taką wiarą w Jezusa Eucharystycznego, a nawróciłby się cały świat.
Czy podczas twojego życia świat nawróci się? No właśnie… Widzimy swoją biedę. Dlatego, drogi bracie i siostro, proś dzisiaj gorąco Ducha Świętego, aby dotknął twojego serca, otwierając je na obecność Boga w Eucharystii. Proś o taką miłość, która otworzy twoje oczy, że wreszcie przejrzysz i uwierzysz; proś o taką miłość do cudownego Ciała Jezusa i Krwi, abyś tak bardzo, do szaleństwa umiłował Hostię.
Wezwanie i ofiara serca
Swoje serca złóżmy teraz na Ołtarzu. Połóż swoje serce przytulone do pateny i proś o taką miłość, o taką wiarę, abyś stał się prawdziwym świadkiem żywego Boga, który żyje w Kościele. Wołaj do Ducha Świętego:
- Abyś patrząc na Świętą Hostię widział prawdziwie Boga i kochał Boga osobowego,
- Aby Jezus i Hostia byli całkowicie jedno w twoim sercu i w twoim umyśle,
- Byś zwracał się do Hostii jako do Boga, do żywej Osoby,
- Abyś tak kochał Hostię, jak kocha się najdroższą osobę,
- Abyś nie widział już Opłatka, ale samego Stwórcę,
- Aby twoje widzenie było czyste, wewnętrzne, a nie tylko zewnętrzne,
- Aby twoje serce w każdej Eucharystii prawdziwie i bez zasłon spotykało się z Bogiem.
Niech nasze serca doznają dzisiaj głębokiej przemiany. Niech zostaną objęte wielkim, ogromnym płomieniem miłości, by już żadna siła tego świata, żadna ziemska troska i żaden ogień nie ugasiły tego Bożego płomienia. Amen.
