DZIEŃ VII: Odświeżenie Ofiarowania i współcierpienie z Jezusem
Eucharystia to żywa pamiątka Męki Pańskiej, w której dusza najmniejsza, odnawiając akt swojego całkowitego oddania, zostaje zaproszona do mistycznego współcierpienia z Chrystusem od Wieczernika aż po Krzyż.
Trwa święta Oktawa Bożego Ciała. W tym świętym czasie Pan Jezus prowadzi nas w głąb tajemnicy Swojej miłości. Dzisiejszy dzień ma dla nas charakter podwójnie uroczysty – to nie tylko kolejny dzień Oktawy, ale również Pierwszy Czwartek Miesiąca. To szczególny dzień wdzięczności za dar Eucharystii i Kapłaństwa, dzień, w którym Kościół powraca pamięcią do Wieczernika i Ogrójca. Jako dusze, które Bogu oddały całe swoje życie, staramy się wiernie uczestniczyć we wszystkim, co Boże. Przyjmijmy z pokorą i drżeniem serca siódme rozważanie:
Odświeżenie pamięci pierwszego ofiarowania
Gdy dusza oddaje się Bogu, gdy ofiarowuje się cała dla Niego, pragnie każdą cząstkę swego życia, każdą sferę, każdą sekundę oddawać Jemu z czystej miłości. Przez pewien czas po tym akcie bardzo żywe i gorące jest w niej to ofiarowanie się. Jednak z czasem, pod wpływem codziennych trosk i ludzkiej słabości, zaciera się nieco w myśli i w pamięci, czym tak naprawdę było to całkowite ofiarowanie. Nieraz jest tak, najmilsi, że dusza o pewnych kluczowych sprawach po prostu zapomina.
Dlatego warto odświeżać sobie to, co stanowi najgłębszą treść życia duszy oddanej Bogu – duszy, która jest Mu bezpowrotnie poświęcona. Zatem i my dzisiaj, u stóp monstrancji, przypominamy sobie, czym jest takie życie.
Dusza maleńka nie szuka własnych pociech. Ona stara się nieustannie uczestniczyć w życiu Jezusa – uczestniczyć we wszystkim, a w sposób szczególny w Jego zbawczej Męce. Cierpienie Jezusa jest tym, co najbardziej porusza i kruszy serce duszy najmniejszej. Właśnie w Męce ona pragnie przylgnąć do Niego tak bardzo, aby współczując z Nim, doznawać wewnętrznie tego, czego w Ogrodzie i na Kalwarii doznaje Jezus. Pragnie w ten sposób choć trochę ulżyć Jemu w strasznych cierpieniach. Dusza chce uczestniczyć we wszystkim, a więc również w tym bolesnym czasie bezpośredniego przygotowania do Męki.
Duchowa droga Wielkiego Czwartku
Dusza maleńka ma wielki udział w wydarzeniach Wielkiego Czwartku, które uobecniają się w każdej Mszy świętej. Powinna ona w ciągu dnia cały czas sercem trwać w tych wszystkich etapach, podczas których Jezus przygotowywał się do Ofiary. Dusza wraz z Panem i uczniami idzie w duchu do Wieczernika i tam ma żywy udział w sprawowanej Ostatniej Wieczerzy, w każdej jej najmniejszej cząstce. W sposób szczególny stara się otworzyć serce na to, co jest najgłębszym przeżyciem Jezusa, aby sercem odczuć Jego smutek, niepokój i śmiertelny strach. A jednocześnie – by doświadczyć Jego wielkiej, potężnej miłości, która niejako nakłania Go do tego, aby dać uczniom samego siebie pod postacią Chleba; miłości, która sprawia, że Jezus przekazał uczniom niezwykłą Tajemnicę, mającą w Kościele nieustannie się ponawiać. Daje Eucharystię.
Słuchajcie dalej, najmilsi: dusza ma uczestniczyć również w wyjściu Jezusa na Górę Oliwną, aby wraz z Nim modlić się w krwawym pocie do Ojca przed Męką. Ma znowu mocno przytulić się do Serca Jezusowego, by zrozumieć więcej z Jego samotności i cierpienia; by zagłębić się w nie i starać się pojąć, na czym ono polegało; aby zrozumieć sens tego, co się dokonywało w Ogrodzie Getsemani. Dusza ma być przy Jezusie do samego końca, a więc również podczas Jego haniebnego pojmania i prowadzenia Go do ciemnego więzienia.
To duchowe uczestnictwo duszy w czwartkowych wydarzeniach ma skłaniać ją do tego, by żyła nieustannie Bogiem, by jej serce było nieustannie przy Nim, by nie zajmowała się niczym innym, tylko samym Bogiem.
Łaska miłosnego płomienia i rozkosz cierpienia
Kiedy dusza rzeczywiście adoruje Jezusa, gdy mimo różnych codziennych obowiązków i wykonywanych prac domowych sercem jest nieprzerwanie przy Nim i stara się uczestniczyć w każdym wydarzeniu Jego życia, Bóg udziela wielkiej łaski. Dusza zostaje napełniona miłością. Jej serce pała ogromnym pragnieniem, by kochać Boga jeszcze więcej, by być blisko Jezusa i swoją małą miłością ulżyć Jego wielkim cierpieniom. Nieustannie z serca wyrywa się pragnienie przylgnięcia do swego Pana, przytulenia się do Niego. Wielka tęsknota za Bogiem nie daje jej spokoju. Dusza doświadcza łaski polegającej na tym, iż cała wypełniona jest miłością do Boga i pragnieniem, by być z Nim, zjednoczyć się i jeszcze bardziej uczestniczyć w Jego zbawczej Męce.
Wtedy dusza zaczyna pojmować, jak wielką jest miłość Boga do człowieka. To głębokie pojmowanie przychodzi wraz z łaską. Jest czystym darem dla niej, ponieważ ona wiernie stara się trwać przy Bogu. Ta łaska pomaga duszy w kontynuowaniu nieustannej adoracji Jezusa. Pobudza ją do ciągłego wybierania Boga, do rezygnowania z tego, co niepotrzebne w jej życiu, co jest zupełnie zbędne. Ta łaska pokazuje, co rzeczywiście konieczne jest do życia, co jest naprawdę jej świętym obowiązkiem stanu, który musi wykonać, a co do tej pory było jedynie jej własnym pragnieniem, zachcianką, czystą przyjemnością czy też starym przyzwyczajeniem. I gdy dusza stara się trwać przy Bogu, a Bóg daje tę łaskę, wtedy ona zaczyna z radością rezygnować z wielu niepotrzebnych rzeczy, spraw i czynności, bo widzi, że to wszystko jest nic nie warte! Prawdziwą wartość dostrzega w samym Jezusie, w Jego Męce, w Jego chwalebnym Krzyżu.
Dusza chwilami porywana jest wielkim płomieniem miłości. Jej serce obejmowane jest nim tak mocno, że wydaje się, iż za chwilę zostanie wyrwane z piersi! Dusza zaczyna cierpieć. Wszystko to jest świętą łaską daną od Boga. W takich chwilach dusza ta powinna starać się na tę łaskę odpowiedzieć – dać się bezwzględnie unieść Miłości. Jeśli jest sama – w domu, w kaplicy – może cała w tej miłości zatonąć. Jeśli okoliczności zewnętrzne nie sprzyjają oddaniu się całkowitej kontemplacji, wtedy dusza musi w pewnym stopniu w sobie chować te niezwykłe płomienie, które porywają jej serce. A jest to niezmiernie trudne i sprawia duszy wielki ból. Jednak myliłby się ktoś, kto sądziłby, że mała dusza chciałaby zrezygnować z tego cierpienia! To cierpienie z miłości jest jednocześnie dla duszy największą rozkoszą. Ona sama nie do końca wszystko rozumie, nie wie, w jaki sposób się to odbywa. Jednak pragnie, aby Bóg jeszcze bardziej rozpalał jej serce. Chce cała w Nim zniknąć, przemieniając się w czystą miłość, jednocząc się z miłością Boga.
Te porywy miłości mogą zdarzać się szczególnie podczas Eucharystii, bo wtedy Bóg objawia człowiekowi największy, ostateczny wymiar swojej miłości. Oddaje człowiekowi siebie, swoje życie. Wtedy na ołtarzu dokonuje się mistyczna Golgota! Dlatego też i dusza, doświadczając tej niezwykłej miłości, dotknięta nią i rozpalona, pragnie również ofiarować się Bogu. Pragnie płonąć, tak jak płonie miłością sam Bóg. Pragnie aż po Krzyż oddać się Bogu z miłości, by dokonało się zjednoczenie.
Jedyny warunek – Miłość serca
Niezwykłe są Boże działania w duszy, która pozwala się bez oporów prowadzić Bogu; która pragnie uczestniczyć w życiu Bożym i podejmuje ten codzienny trud i wysiłek, aby być blisko Jezusa w każdym momencie Jego życia. Starania duszy nie poparte łaską, spełzłyby na niczym, bo przecież ona sama z siebie jest maleńka i skrajnie słaba. Ale łaska Boża, która dotyka jej serca, dokonuje w niej wszystkiego! I ta maleńka dusza, najsłabsza z najsłabszych, zostaje zanurzona w bezdennych głębinach Bożego Serca. Doznaje tego, co – wydawać by się mogło – przypisane jest jedynie wielkim świętym. Jej małość, pokora i codzienne starania ściągają na nią obfitą łaskę Boga. Wzrok Boży na niej spoczywa, Jego miłość ją otula. Jego spojrzenie pełne miłości, czułości i delikatności obejmuje ją i prowadzi w sam głąb Bożego Serca.
Dusza, która oddała się Bogu i Jemu się ofiarowała, nie musi dokonywać rzeczy nadludzkich – wystarczy, że będzie się starała o miłość. Wystarczy, że będzie pragnęła uczestniczyć w tym, co Jezusowe, a Bóg sam dopełni wszystkiego, by została zjednoczona z Jezusem Ukrzyżowanym, by mogła realnie uczestniczyć w Jego Wielkim Dziele Zbawczym. Duszom często wydaje się, że potrzeba nieskończenie wiele, aby tak się stało. Wydaje się im, że muszą natychmiast podjąć szereg skomplikowanych modlitw, nadzwyczajnych wyrzeczeń, surowych postów, że muszą stać się idealnie doskonałe, aby dostąpić takich łask. Ale to wcale nie jest tak! Miłość duszy, jej pragnienie miłowania, jej codzienne starania w tym kierunku sprawiają, że Bóg sam daje wszystko. Sam przychodzi do duszy, aby ona mogła poznawać Jego miłość.
Jest to głębokie poznanie dokonujące się w sercu, a nie w dumnym umyśle. Dusza zaczyna rozumieć szereg nadprzyrodzonych rzeczy, których nigdy przedtem nikt jej nie tłumaczył, o których mogła nigdy nie słyszeć ani nie czytać w mądrych księgach. Zbliżenie do Bożego Serca sprawia, że najtrudniejsze tajemnice Boga stają się dla małej duszy zrozumiałe, jasne i czytelne. Trzeba tylko miłości. O tym wielokrotnie mówiliśmy, o tym już dobrze wiemy, tylko czasem w natłoku życia zapominamy. Warto więc w ten Pierwszy Czwartek Oktawy odświeżać sobie te pouczenia, by sercem znowu powracać do Jezusa, do Jego Męki; by z nową siłą zapłonąć miłością do Niego; by serce na nowo zaczęło wyśpiewywać pieśń miłości; by ten płomień – coraz większy – obejmował duszę, rozpalał ją, aby ona cała w nim zniknęła, zjednoczona na wieki z Bogiem.
Połóżmy nasze serca na ołtarzu, prosząc o to, aby Bóg pomógł nam jednoczyć się z Jezusem dzisiaj przygotowującym się do Męki, potem przeżywającym już tę Mękę, składanym do grobu, a potem chwalebnie Zmartwychwstałym. Aby nasze życie powoli, z dnia na dzień, stawało się życiem Tego, który ukochał nas największą miłością. Amen.
