Pierwsza zasada na maleńkiej drodze miłości – Bóg i miłość do Niego na pierwszym miejscu

Pierwsza zasada – Bóg i miłość do Niego na pierwszym miejscu

„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” (Mt 10,34-39)

Miłość do Boga ponad wszystko. Dusza wybrana ma uświadamiać sobie to, iż najważniejszy w jej życiu jest Bóg i Jego wola. Chce więc czynić wszystko, co zgodne jest z Bożą wolą, co służy Bogu, co jest wyrazem miłości duszy do Boga. Gdy dusza powołana jest do jakiegoś dzieła to czuje, iż na tę drogę jest skierowana, iż musi iść tą drogą, iż w ten sposób będzie pełnić wolę Bożą. Jednak na tej drodze często stoją różne osoby, między innymi osoby bliskie sercu: mąż, żona, dzieci, rodzice. Dusza wybrana mimo to cały czas, mając na uwadze wolę Bożą i miłość do Boga, realizuje swoje powołanie. Jednak zawsze mając przed sobą miłość, to znaczy kochając Boga i swoich bliskich. Kierując się zasadą miłości, stara się postępować tak, aby miłość Boża była w niej realizowana.

Cały czas duszę wybraną obowiązuje miłość, i gdy rozpatruje wszystko w promieniach miłości, poddaje się Bożej woli, ufa Bogu i wierzy, że Bóg swoją wolę wobec niej przeprowadzi, bez względu na wszelkie trudności. Wyznaje swoją miłość, swoje poddanie Bogu i przedstawia swoją sprawę, kładzie przed Nim wszystko to, co sprzeciwia się pójściu Bożym wskazaniom. Jeśli na drodze stoi ktoś z rodziny, modli się za tę osobę i prosi, aby Bóg wyraził swoją ostateczną wolę również w zachowaniu i decyzjach tej osoby z rodziny. To poddawanie się woli Bożej we wszystkim, nie czynienie na siłę tego co się odczytuje jako wolę Bożą, ale pójście za miłością, sprawia, że Boża łaska działa w otaczających duszę ludziach. I mimo, iż wcześniej osoby te nie wykazywały zainteresowania sprawą duszy, mimo, że wcześniej sprzeciwiały się jej planom, to łaska działa tak, że osoby te wyrażają zgodę, bądź też czynią coś, co dusza odczytuje jako Bożą wolę wobec niej, jako łaskę, jako drogę, którą ona ma pójść.

Bóg błogosławi duszy, która poddaje się całkowicie woli Bożej. Nie należy jednak mylić tutaj tego poddania się woli Bożej z pójściem na łatwiznę, z pójściem na łatwiejszy wybór, z wygodnictwem. Bowiem co innego jest przemodlenie wszelkich decyzji i ciągłe oddawanie wszystkiego Bogu, a co innego jest już na początku zrezygnowanie z planów, które wydają się duszy planami Bożymi i zgoda na to, co proponuje otoczenie. Zatem, dusza powołana ma ciągle starać się odczytywać wolę Bożą, ciągle w pokorze oddawać siebie, by tę wolę zrozumieć i pójść za nią; ciągle prosić o miłość w odczytaniu woli Bożej również w słowach i czynach swoich bliskich. Ma prosić o miłość, która ma kierować sercem duszy w relacjach z bliskimi, by otoczenie nie czuło się przymuszane do pewnych rzeczy, nie czuło się wręcz zagrożone tym, co czyni dusza odczytując jako wolę Bożą. Otoczenie ma doświadczać miłości we wszystkim, co dusza czyni, nawet jeśli czyni coś, co niekoniecznie otoczeniu musi przypadać do gustu, co niekoniecznie otoczenie popiera, ale otoczenie ma doświadczać miłości.

Kiedy dusza postawi miłość Bożą ponad wszystko, kiedy Bóg będzie pierwszy we wszystkim, kiedy pragnienie miłowania będzie całkowicie obejmować duszę, to nawet to co wydaje się bardzo trudne, będzie możliwe do zrealizowania. Zdarza się niekiedy tak, iż dusza zapędzi się w tej realizacji woli Bożej, że staje się ślepa i realizuje ją na siłę w swoim otoczeniu, niszcząc, burząc i wprowadzając nienawiść. Nie o tym mówi Jezus. Znak sprzeciwu, jakim mamy być oznacza, iż będziemy czynić to, co nie jest popularne, co jest inne od życia jakie prowadzi otoczenie, co jest przeciwne temu życiu, co idzie pod prąd. Nie jest łatwe podjęcie takiego życia, takiej drogi. Pójście za Jezusem, oznacza podjęcie krzyża; jest to równoznaczne z podjęciem krzyża. Sprzeciwiano się Jezusowi, sprzeciwiać się będą wszystkim tym, którzy idą śladami Jezusa.

I my, chociaż stajemy się znakiem sprzeciwu, mamy być miłością, nieustannie miłością. Tak jak miłością na drodze krzyżowej był Jezus. Choć był znakiem sprzeciwu, choć buntowało się wiele serc nie chcąc zgodzić się tak naprawdę na to, co Jezus dał poznać im o sobie samych. Choć Jezus miał tylu wrogów, sam pozostawał Miłością, nieustannie Miłością. Choć Jego osoba stała się znakiem sprzeciwu, wprowadziła niepokój pomiędzy samych Żydów, wprowadziła między nimi przeciwności, sprawiła, iż stanęli naprzeciw siebie, to jednak Jezus był cały czas Miłością i to co czynił, dokonywał z miłości do Boga, z miłości do człowieka. Będąc samą Miłością nigdy Jego serce nie kierowało się złością, nienawiścią, zawsze miłością, dobrem. Realizując wolę swego Ojca budował w sercach miłość. Tylko ci, którzy nie potrafili otworzyć się na tę miłość, którzy nie przyjmowali tej miłości, stawali niejako po drugiej stronie barykady, przeciwko Jezusowi. Do Jezusa przychodziły różne osoby; to byli zwykli, słabi ludzie, pełni grzechu, często grzech dawał konsekwencje różnych nieszczęść i chorób, przychodzili do Jezusa, by pomógł im. Nie zawsze mówił im rzeczy, które chcieli by słyszeć, ale ci, którzy Jego słowo przyjęli, doznawali uzdrowienia, zmieniało się ich życie. Jezus mówił to, co było wyrazem miłości. Jezus nie stawiał na swoim, nie przeprowadzał swojej woli, ale kierował się miłością, dobrem osoby, która do Niego przyszła, miłością prawdziwą.

Zatem, byśmy mogli być jak Jezus prawdziwie miłością, mamy stawiać na pierwszym miejscu Boga i miłość do Niego. Tylko wtedy w relacjach w rodzinie, ze swoim otoczeniem będziemy mogli dokonywać wyborów w zgodzie z miłością, tak, by nie burzyć, nie ranić, ale by budować i by opatrywać rany; by być miłością, znakiem miłości. Chociaż w swoich postawach i drodze życiowej wybranej będziemy znakiem sprzeciwu, chociaż niejedną duszę zadziwi nasza postawa, nasz wybór, nasza droga, to miłość jaką będziemy przemawiać będzie do dusz.

Trudna jest ta zasada w realizacji na co dzień. Trudna z tego względu, iż dusza pomimo nawet oddania siebie Bogu stale ma na uwadze siebie samą. I nawet dzieje się tak w zakonach, gdzie przecież dusze poświęcone są Bogu, to jednak trudno im oddać Bogu wszystko, oddać własną wolę, by to Bóg kierował duszą. Zawsze pojawia się namiastka egoizmu, pychy, namiastka pragnień, dążeń, ambicji i ta namiastka sprawia, że miłość, jaką dusza się kieruje nie jest czysta. Tak też i jest i będzie z nami, dlatego tym bardziej należy oddawać nieustannie Bogu siebie i uznawać Boga za najważniejszego w swoim życiu, kierować się miłością do Niego i prosić o Ducha Świętego, by Duch Święty pokierował, wypełnił serce prawdziwą Bożą miłością, by Duch Święty dawał światło, swoją mądrość, byśmy potrafili w swojej rzeczywistości, w swoich rodzinach, swoich środowiskach wybierać miłość Bożą. Dzięki niej będziemy mogli zawsze i wszędzie realizować Bożą wolę.

Wybór Jezusa ze względu na powołanie nie jest wyborem łatwiejszej drogi, jest to wybór trudniejszej drogi, bowiem na tej drodze człowiek pokonywać musi samego siebie, musi godzić się na uśmiercanie swego „ja”, a jest to o wiele trudniejsze niż chociażby dokonywanie wielkich czynów. W wielkich czynach dusza otrzymuje chwałę, na której jej bardzo zależy. Doznając tej chwały, często karmi swoją pychę. Natomiast uśmiercając swoją wolę dusza przyjmuje postawę pokory i nie szuka swojej chwały. To jest zwycięstwem duszy, ale zwycięstwem nagradzanym w wieczności. Dlatego droga, na jaką Bóg nas powołuje nie jest drogą łatwą, jest drogą trudniejszą od zwykłej drogi przeciętnej duszy, bo na tej drodze będziemy musieli zapomnieć o sobie, będziemy musieli zrezygnować z samych siebie.

Wraz z podjętym aktem ofiarowania siebie Bogu rozpoczyna się dla nas droga krzyżowa. To będzie nasz krzyż. Oczywiście, w miarę, jak będziemy dostrzegać w sobie swoje „ja” i na ile będziemy próbowali zrzucić to swoje „ja” z piedestału, na tyle będziemy dźwigać krzyż. Można bowiem, owszem Bogu wyrazić wolę całkowitego oddania, ofiarowania siebie Jemu, ale potem nie czynić nic w tym kierunku, by realizować to, co się Bogu przyrzekło. Na naszej drodze bardzo ważne jest, by zrezygnować z siebie. Ta rezygnacja z siebie pomoże nam tworzyć jedno z Bogiem i w Bogu – jedno między sobą. Bez tej rezygnacji będziemy grupą dusz, owszem żyjących może wspólnie, ale jednak nie tworzących wspólnoty prawdziwej, jedności w Duchu. Jedność w Duchu bowiem oznacza, iż wszystkie dusze są zanurzone w Duchu, iż wszystkie dusze są przez tego Ducha prowadzone. Nie da się prowadzić duszy, która realizuje swoją wolę, która nie zrezygnowała z samej siebie.

Tak więc, pierwsza zasada, która obowiązuje każdego z nas to – Bóg i miłość do Niego – na pierwszym miejscu; to rezygnacja całkowita z siebie, to kierowanie się miłością do Boga we wszystkim, cokolwiek czynimy. Znikamy od tego momentu dla samych siebie i dla świata. Jest tylko Bóg. Stale trzeba o tym pamiętać i stale prosić Ducha Świętego, by pomagał naszym sercom tej zasadzie się poddawać; by Duch Święty dawał nam siły do tej rezygnacji, bo nie jest to proste. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>