„Czas odbudowy naszych dusz” – Przypominamy rekolekcje z 2010 r.

Dzień drugi: Zacznijmy od fundamentu – Chrztu św.

Czytaj całość rekolekcji…>>

Bóg wzywa nas do odbudowy świątyni naszych dusz. Bóg pragnie w naszych duszach mieszkać, jako w swojej własności. Bóg szuka miejsca pośród nas. Zauważmy, że to On wychodzi do nas pierwszy! To On mówi o pragnieniu powrotu naszego do pierwotnej świętości. To On podaje nam pouczenie, co czynić, by mogła dusza nasza być na powrót ze swoim Bogiem.

Baner-rekolekcjeZacznijmy od początku. Od samych podstaw. Budowę zaczyna się od fundamentów. Fundamentem naszym, jaki został już położony jest Chrzest. Nie doceniany, często pomijany w późniejszym okresie życia, jako Sakrament, który był pierwszy, a potem przychodzą następne, więc o tym się zapomina. To błąd. Do tego Sakramentu należy często powracać. To Sakrament, w którym wyznajemy swoją wiarę w Trójjedynego Boga; w Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wyznajemy wiarę w Jezusa Zbawiciela i w Jego Zbawcze Dzieło. Mówimy z wiarą o Duchu Ożywicielu naszych dusz. Zwracamy uwagę na wieczność życia, na istnienie Świata Duchowego, na przebywanie w nim naszych zmarłych. Wyznajemy wiarę w Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa, w panującą jedność w tym Kościele wszystkich wierzących, tych co są,  byli i będą. Wyrzekamy się złego ducha. Stwierdzamy, że tylko Bóg jest naszym Panem i pragniemy tylko do Niego należeć.

To wyznanie wiary jest istotnym elementem całego Sakramentu. Bez niego trudno byłoby powiedzieć, że ktoś zalicza się w poczet ludzi wierzących. Wprawdzie polanie wodą i wypowiedzenie słów, jest szczególnie ważne, ale w skład Sakramentu Chrztu wchodzi również wyznanie wiary. W przypadku maleńkich dzieci, czynią to w ich imieniu rodzicie, biorąc na siebie odpowiedzialność wprowadzania w życie Kościoła swego dziecka. Przecież właśnie w czasach pierwszych chrześcijan tak było. Chrzest przyjmowali ludzie w różnym wieku, ale najpierw wyrażali pragnienie chrztu i wiarę w Boga. Kościół natomiast poucza, iż należy często powracać do tego Sakramentu. Nie znaczy, iż można wielokrotnie go przeżywać. Chrzest przyjmuje się raz w życiu. Ale powracanie do niego, odnawianie przyrzeczeń chrzcielnych można czynić często, a nawet wskazane by było, aby tak czynić. Ciągłe powracanie do chwili, w której dusza obmyta Krwią Chrystusa, staje się świętą, rozważanie tej tajemnicy odkupienia, wielkiej Bożej Miłości, Miłosierdzia spływającego z Krzyża – to powinno być częstą naszą praktyką. Bowiem dopiero uświadomienie sobie, czym tak naprawdę jest Sakrament Chrztu, który już na samym początku zapewnia nas o wieczności, daje duszy właściwą perspektywę, z której ma ona patrzeć na świat.

To ten Sakrament wprowadza nas do ogromnej wspólnoty wierzących. On wprowadza nas do Rodziny Boga! Czyni Jego dziećmi, czyni dziedzicami, spadkobiercami Misji dokonanej przez Jezusa. Bóg w momencie Chrztu św. daje nam, zupełnie za darmo, wszystko, co jest dziedzictwem Jego, Jego Syna i całego Kościoła! Żadne inne wejście w jakieś środowisko, rodzinę, wspólnotę, nie czyni człowieka tak bogatym. Nigdzie nie jesteśmy tak hojnie obdarowywani. W dodatku bez własnego wysiłku, bez włożonej pracy, bez jakiegoś tzw. „wkładu własnego”. W momencie Chrztu stajemy się najbogatszymi na świecie, bowiem w naszej duszy oczyszczonej łaską Boga zamieszkuje Bóg uświęcając ją, ubogacając niebywale, dając nam siebie samego. Dając łaskę, by wzrastać w wierze, w nadziei, ufności, w miłości. Otwierając przed nowym członkiem Kościoła wszystkie drzwi do całego dorobku wieków wspólnoty chrześcijańskiej. A co najważniejsze dając możliwość rozwoju, dojrzewania, formowania się,  przygotowywania do następnych cudownych, ubogacających i wprowadzających na kolejne stopnie doskonałości chrześcijańskiej  Sakramentów Świętych. Czytaj dalej

„Pragnienie doświadczenia Boga”. Przypominamy rekolekcje z 2016 r.

Baner, Wielki Post 4Pragniemy doświadczyć Boga. Wydaje nam się, że wystarczy raz zachwycić się Bogiem i człowiek potem już będzie żył tylko wiarą, miłością, ufnością. Będzie żył jak święty w Niebie. Owszem, wybranym duszom czasem Bóg i takiej łaski udziela. Ale zazwyczaj jest tak, że Bóg udzielając łaski doświadczenia Jego obecności, Jego miłości czyni to po to, aby pobudzić duszę, by cały czas Go szukała, aby rozbudzić tęsknotę w duszy, pragnienie Boga. Wtedy człowiek pragnąc, tęskniąc za Bogiem, choć już nie doświadczając nieustannie niezwykłej obecności, w taki cudowny sposób, dąży do Boga. Szuka Go, tęskni i podejmuje działania. Ma siły, które otrzymał od Boga, by rozważać Jego Słowo, bo w Słowie znajduje obecność Boga. Modli się, bo na modlitwie spotyka się z Bogiem. Idzie na Eucharystię, bo tam w sposób cudowny i niepojęty jednoczy się ze swoim Bogiem, karmiony Jego Ciałem i Krwią. W tych momentach Bóg daje Siebie, odsłania, objawia Siebie. I znowu człowiek może dotknąć Jego Ran, włożyć palec w dziury po gwoździach, włożyć rękę do Rany w boku. To doświadczenie, które nie musi trwać długo, może to być moment, daje kolejne siły, jest kolejnym pobudzeniem dla duszy, która żyje Bogiem, która ma siły, aby iść w codzienności znosząc przeciwności. Ma siły, aby odrywać się od tego, co ziemskie i patrzeć w górę, w Niebo i by radować się Bogiem. To jest trud duszy. Dusza ta nie chodzi nieustannie po wodzie, bo i Piotr nie chodził nieustannie po wodzie. Po wodzie Piotr szedł krótko. Ale dusza otrzymuje siły, by próbować. Otrzymuje jasność w swoim wnętrzu, co ma czynić i biegnie do tego źródła, które znajduje w kościele, na Eucharystii, które znajduje w Piśmie Świętym. Zanurza się w sobie, bo tam czeka na nią Ten, który ją wzywa po imieniu. Do tego potrzebne jest doświadczenie Boga.

Nie wyobrażajmy sobie, że Bóg dotknie nas i będziemy trwać w tym dotknięciu już przez całe swoje życie, przez wiele, wiele lat. Ale wiedzmy, że gdy Bóg nas dotknie, to mocą tego dotyku, doświadczenia Bożej miłości będziemy mogli iść w swojej codzienności. I w tej codzienności będziemy zauważać Jego obecność, tęsknić za Nim i Jego szukać. W tej codzienności zrozumiemy, że On jest tak blisko, że trudno to wyrazić słowami, bo jest w nas, zjednoczony z nami tak bardzo, że przeżywa nasze życie razem z nami. Doświadcza wszystkiego będąc w nas. On czuje naszą radość i doświadcza naszych przykrości. On cierpi, doświadcza naszych chorób, bo jest w nas. Do tego dusza dojrzewa, dochodzi, otrzymuje łaskę.

Módlmy się, byśmy doświadczyli tej Bożej obecności, która nasze serca porwie mocą swojej miłości, bowiem umiłował nas Bóg. Mówi do nas, jako do swojej małej trzódki, bo spodobało się Jemu właśnie nam, tym małym, słabym podarować Królestwo Niebieskie. Spodobało się Bogu właśnie nam objawiać miłość Bożą i tajemnice swoje. Ale potrzeba wszystko zostawić, aby swój skarb znaleźć w Nim i w Nim osadzić całe swoje życie. Aby serce już tylko w Nim spoczęło, bo dopiero wtedy prawdziwie zaczniemy żyć z Bogiem w zjednoczeniu. Prawdziwie żyć! Więcej …>>

Czy stać mnie na to, aby z miłością przyjąć ten krzyż? – Wieczernik w Gietrzwałdzie

Gietrzwałd_listopad.2017W dniu 16 marca w gościnnych progach Domu Rekolekcyjnego w Gietrzwałdzie uczestniczyliśmy w wielkopostnym dniu skupienia. Część modlitewną rozpoczęliśmy Drogą krzyżową. Rozważania  prowadziły nasze wspólnotowe siostry Gosia i Wiola. Mszę świętą odprawił i homilię wygłosił gospodarz Domu Rekolekcyjnego ks. Krzysztof. Myślą przewodnią, ale też i refleksją wielkopostną była: „moja tożsamość jako chrześcijanina”. Moja tożsamość przede wszystkim w obliczu Krzyża – znaku, symbolu, przesłania i apostolstwa. Znaku tak prześladowanego w dzisiejszym, szeroko pojętym świecie. Dalej, moja tożsamość w obliczu Maryi – Jej roli w Kościele, Jej pokornej postawy, ale i (chyba głównie) pośredniczki Bożej miłości. Ukazane nam to zostało w kontekście objawień, szczególnie tych w Gietrzwałdzie w roku 1877.  Wreszcie, moja tożsamość w konfrontacji historycznej, heroicznej postawy naszych przodków w obronie wiary. Dlatego, 30 czerwca 2018 roku w sanktuarium w Gietrzwałdzie odbędzie się Dzień pokutny w roku obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości naszej Ojczyzny.

W sobotę 17 marca od godziny 10.00 adoracją Najświętszego Sakramentu rozpoczęliśmy ostatni już zimowy wieczernik modlitwy. Po adoracji, pod kierownictwem naszej wspólnoty, włączyliśmy się w sanktuaryjną modlitwę  różańcową. O godz. 12.00 Mszy świętej koncelebrowanej przewodniczył i homilię wygłosił jeden z księży Kanoników Regularnych. Na wstępie ksiądz celebrans przywitał serdecznie wszystkich przybyłych pielgrzymów i poszczególne wspólnoty. Choć naszą wspólnotę wieczernikową – mówił –  można by również nazwać współgospodarzami tego miejsca. Głoszone do nas słowo homilii rozpoczęła humorystyczna opowiastka o ojcu, synu i ośle, którzy wędrując przez kolejne miejscowości byli oceniani przez ludzi. Choć próbowali postępować tak, aby się im podobać, cokolwiek nie uczynili, spotykali się z nieustanną krytyką. Z podobnymi absurdalnymi zarzutami spotykał się Jezus ze strony faryzeuszy. Podobnie więc będzie (lub już jest) i z nami, którzy chcemy być Jego uczniami. Doświadczać będziemy niezrozumienia, nawet we własnych rodzinach. Czy stać mnie na to, aby z miłością przyjąć ten krzyż? Aby z miłością (nie pouczaniem, krytyką czy moralizowaniem) iść tam, gdzie nie słuchają już kapłanów i jako ludzie świeccy głosić prawdę o Jezusie? Drugą część wieczernika – adorację krzyża, poprowadził ksiądz Janusz z Mrągowa. Wieczernik modlitwy zakończyliśmy adoracją Krzyża świętego, koronką do Bożego Miłosierdzia oraz indywidualnym błogosławieństwem udzielonym przez księdza Janusza. Przypominamy, że od przyszłego miesiąca Wieczerniki Modlitwy będą już odbywać się w godzinach popołudniowych – trzecie soboty miesiąca, od godz. 17.30. Gosia i Darek.

„Miłość to konkret” – Wieczernik w Różanymstoku

W ten marcowy drugi piątek Różanystok przywitał nas nieco cieplejszą pogodą, ale jeszcze nie wiosenną. Jednakże chłód nie odstraszył nas i kaplica p.w. Św. Jana Bosko w Domu Pielgrzyma zapełniła się duszami maleńkimi z Białegostoku, Augustowa, Suwałk, Różanegostoku, Dąbrowy Białostockiej, Olsztyna. Piątkową konferencję, nabożeństwo Drogi Krzyżowej, różaniec i adorację Najświętszego Sakramentu poprowadził ks. Adam (kustosz sanktuarium). Również ks. Adam sprawował Mszę świętą. Rozpoczęliśmy od konferencji, w której ks. Adam opowiadał nam o Miłosiernym Ojcu, wspomagając się obrazem „Syn marnotrawny” Rembrandta. Chyba najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że na tym obrazie obejmuje on swego syna dłońmi, z których jedna jest delikatną dłonią kobiecą a druga dłonią męską. Po co? Żeby pokazać, że w Bogu mamy zarówno Ojca, jak i Matkę. I kiedy marnotrawny syn wraca, wychodzi mu naprzeciw i przytula go najbardziej kochający Ojciec, ale i najbardziej kochająca, najczulsza Matka. W Bogu jest to wszystko, czego my, Jego dzieci, potrzebujemy. Przypomina mi się, że i do siostry Konsolaty Jezus mówił:

 „ (…) ja jestem twoją Mamą! Mów Mi o wszystkim.”

Droga Krzyżowa była wyzwaniem dla nas – zmuszała do przemyśleń, do przyjrzenia się swojej postawie, szczególnie tego, jak traktujemy drugiego człowieka. Dla mnie było to bardzo potrzebne, czasem trudne do przyjęcia, bo w kolejnych stacjach tego nabożeństwa uświadamiałam sobie, co robię źle – było to powiedziane jasno i wyraźnie.

Sobotni Wieczernik Modlitwy tym razem odbył się w pięknej, dużej kaplicy stojącej nieopodal Domu Pielgrzyma, która pierwotnie służyła mniszkom prawosławnym zamieszkującym niegdyś Różanystok. Tak więc modliliśmy się w cieplejszej i bardziej kameralnej atmosferze, i ponieważ wszyscy byliśmy bliżej siebie, bardziej czuło się wspólnotę. Salezjanie zadbali o to, żeby nie zabrakło nam wizerunku Matki Bożej Różanostockiej, którego kopia znalazła się po lewej stronie ołtarza, tuż przed nami. Nie zabrakło spowiedników, którzy służyli nam w konfesjonałach. Był to kolejny piękny dzień – Różaniec, Adoracja Najświętszego Sakramentu, Msza święta, a po przerwie modlitwa przed relikwiami Krzyża Świętego, Koronka do Bożego Miłosierdzia i indywidualne błogosławieństwo kapłańskie. Również i tego dnia kapłani ubogacali nas słowem, które poruszało serca i umysły. Wśród pouczeń było m. in. To, że „miłość to konkret”, czyli nie unoszenie się nad ziemią i wydzielanie pięknych zapachów, przez to bycie uważanym za świętych ( jak w filmie” Yasminum” , wspomnianym przez ks. Adama), ale konkretne czyny miłości, które czasem wydają się zbyt prozaiczne i „nieatrakcyjne”, by mogły świadczyć o czyjejś świętości. I znowu przychodzą na myśl słowa Jezusa, które skierował do siostry Konsolaty:

„Nie aktów heroicznych Jezus od ciebie żąda, ale po prostu drobnostek, ofiarowanych jednak z całego twego serca.”

I jeszcze:

„Ty jesteś małą duszą i masz zadowolić się dawaniem Jezusowi małych drobnostek (małych nic) z wielką miłością, z całą miłością twojego serca. Jezus jest wtedy zadowolony, bo On tylko tego od ciebie pragnie.”

Bogu niech będą dzięki za ten piękny czas wspólnej modlitwy w Różanymstoku. Dziękujemy Salezjanom, a szczególnie ks. kustoszowi Adamowi, za trud, życzliwość i zaangażowanie w przygotowanie i przeprowadzenie Wieczernika i Dnia Skupienia. Raz jeszcze składamy najserdeczniejsze życzenia księdzu Józefowi z Sokółki – wiernemu naszym spotkaniom, który wkrótce będzie obchodził swoje imieniny. Niech ten święty Patron wyprasza Księdzu wszelkie potrzebne łaski! Do zobaczenia w Różanymstoku za miesiąc! Wiola.

Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie… – z archiwum naszej wspólnoty

Jordan-ChrzestWspólnie przeżywamy ten piękny, ubogacający czas. Wspólnie zbliżamy się do Jezusa, wspólnie otwieramy się na Jego miłość, na Jego miłosierdzie, wspólnie otwieramy się na poznanie Boga. Dzisiaj chwilę zatrzymamy się nad pierwszym czytaniem (2 Krl 5, 1-15a), a szczególnie nad słowami: „…gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci powiedział: „Obmyj się, a będziesz czysty”.  Mowa jest tu o tym, że gdyby Naaman musiał zrobić coś trudnego do wykonania, aby zostać oczyszczonym, na pewno by to uczynił, a że zadanie ma zbyt łatwe jego zdaniem, nie bardzo wierzy w efekt tego zadania. Otóż w głębi ludzkiego serca nieustannie jest pycha. Pomimo tego, że tyle lat idziemy już maleńką drogą miłości, pomimo tego, że poznajemy własną małość, to jednak w sercach jest pycha. Przejawia się ona w różny sposób, między innymi w tym, że człowiek lepiej się czuje, gdy ma możliwość zrobić coś sam. Kiedy podejmie wysiłek, wykona jakąś pracę, wtedy wie, że zapracował na coś. Kiedy natomiast staje w obliczu sytuacji, gdzie nie od niego zależą jakieś sprawy i musi zaufać Bogu, wtedy czuje w sercu niepokój. Pycha przejawia się również w tym, że człowiek jest bardziej spokojny wtedy, gdy w jakiejś intencji odmówi pewne modlitwy niż wtedy, gdy np. wypowie akt miłości w tej intencji, bowiem wydaje mu się, że jak odmówi cały Różaniec, poświęci więcej czasu, swojego wysiłku, będzie to jego wyrzeczenie, wtedy uzyska to, o co prosi. To już nie jest wiara, to jest pycha. Człowiek nieustannie w swoich postawach, zachowaniach, w swoich myślach, słowach, przejawia pychę. Często jest to ukryte, zakamuflowane. Bardzo często człowiek od razu znajduje jakieś wytłumaczenie na swoje zachowania, często jest ono tak piękne, tak duchowe, że sam zaczyna w to wierzyć. A dzisiejszy przykład z pierwszego czytania mówi o tym, aby zaufać Bogu i w Nim pokładać całą nadzieję, aby przestać wierzyć we własne siły, we własne zdolności, aby stanąć przed Bogiem w pokorze, w poczuciu bezradności, aby wszystko uzależnić od Niego. Naaman był bardzo poruszony i zagniewany – taki wysiłek, długa droga, przygotowane dary, aby podziękować za oczyszczenie, a tu ktoś w ogóle do niego nie wychodzi, nie spojrzał na niego, a wysyła do jakiejś rzeki, aby się wykapał. Była to tak zwyczajna rzecz, prozaiczna, a w dodatku łatwa. Czytaj dalej

ZEGAR MĘKI PAŃSKIEJ – towarzyszenie Jezusowi w ostatnich godzinach jego życia

Wielki Post w sposób szczególny poświęcony jest adoracji Męki Pańskiej. Z oddawaniem tej czci umęczonemu Chrystusowi związane są nierozłącznie nabożeństwa pasyjne: droga krzyżowa, gorzkie żale oraz misteria Męki Pańskiej wystawiane w sanktuariach i kalwariach. W ostatnich latach coraz częściej w dużych miastach prowadzi się publiczne procesje z wielkim krzyżem. Jest jeszcze jedno nabożeństwo, nieco zapomniane, a może mało znane, podczas którego towarzyszymy Jezusowi w ostatnich godzinach jego życia. Dzięki temu nabożeństwu rozważamy przez 24 godziny konkretne bolesne wydarzenia z życia Jezusa zaczerpnięte z Ewangelii bądź Tradycji Kościoła. Zegar Męki Pańskiej zaczynamy od wydarzeń Wielkiego Czwartku, od godziny 19.00, kiedy podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus umył nogi Swoim uczniom, a  kończymy wydarzeniem z  Wielkiego Piątku, o godz. 18.00, przeżywając złożenie Jego ciała do grobu. Więcej na stronie: http://rmpm.pl/index.php?page=zegar#up

Zegar (2)O godz. 17 – Pan Jezus żegna się ze swoją Matką Przenajświętszą i udaje się do Wieczernika.
O godz. 18 – Pan Jezus umywa nogi Apostołom.
O godz. 19 – Pan Jezus ustanawia Najświętszy Sakrament.
O godz. 20 – Pan Jezus modli się w Ogrójcu.
O godz. 21 – Pan Jezus smutny aż do śmierci, poci się krwawym potem.
O godz. 22 – Pan Jezus zostaje zdradzony pocałunkiem przez Judasza.
O godz. 23 – Pan Jezus zostaje pojmany i związany.
O godz. 24 – Pan Jezus zaprowadzony do Annasza.
O godz. 1   – Pan Jezus fałszywie oskarżany.
O godz. 2   – Pan Jezus wyszydzany i policzkowany.
O godz. 3   – Piotr trzy razy zapiera się Pana Jezusa.
O godz. 4 – Pan Jezus uwięziony w ciemnicy.
O godz. 5 – Pan Jezus stoi przed Piłatem.

O godz. 6 – Pan Jezus wyśmiany przez Heroda.
O godz. 7 – Pan Jezus porównany przez Piłata ze złoczyńcą Barabaszem.
O godz. 8   – Pan Jezus przy kolumnie okrutnie biczowany.
O godz. 9   – Pan Jezus cierniem ukoronowany i ludowi ukazany.
O godz. 10 – Pan Jezus na śmierć skazany.
O godz. 11 – Pan Jezus dźwiga krzyż swój na górę Kalwarię.
O godz. 12 – Pan Jezus z szat odarty i pomiędzy dwoma łotrami ukrzyżowany.
O godz. 13 – Pan Jezus przebacza Dobremu Łotrowi.
O godz. 14 – Pan Jezus daje nam Maryję za Matkę.
O godz. 15 – Pan Jezus umiera na krzyżu.
O godz. 16 – Panu Jezusowi włócznią bok przebito.
O godz. 17 – Ciało Jezusa spoczywające na łonie Matki.

O godz. 18 – Ciało Jezusa złożone do grobu.

Z naszej pielgrzymki do Ziemi Świętej – Góra Tabor

Baner-TaborW drugą niedzielę Wielkiego Postu Chrystus zaprasza nas na Górę Przemienienia. Zobaczmy tę górę, nie z asfaltową drogą. Zobaczmy tę górę taką, jaka była kiedyś, naturalną; gorę, pod którą wspinał się Jezus wraz z uczniami. Nie trwało to pięć czy dziesięć minut. Trwało to wiele dłużej. Szli, przystawali, szli dalej, odpoczywali i znowu szli, aby dojść na górę. Przez chwilę postarajmy się iść razem z Jezusem, pozostawiając po drodze wszystko, aby wejść na górę zupełnie ogołoconymi. Pozostawmy wszystkie trudności, przeszkody, myśli, wątpliwości, problemy; pozostawmy wszystko to, co jest w domach, co nas jeszcze trzyma przy sobie i nie pozwala wejść w ten świat, który tutaj jest. Wchodźmy na tę górę, trzymając za rękę Jezusa, rozglądajmy się, patrzmy na apostołów, popatrzmy na Piotra. Idźmy razem ze wszystkimi i idźmy, czując tą obecność Jezusa. I w końcu stańmy na miejscu, gdzie nie ma jeszcze świątyni, gdzie jest natura to, co stworzył Bóg nie człowiek. Otoczeni jesteśmy naturą, roślinami, słychać śpiew ptaków, świeci słońce, niebo jest czyste, niebieskie. I kiedy tak stoimy otaczając Jezusa w towarzystwie apostołów, właśnie nad nami otwiera się niebo. Swoim światłem, swoją mocą obejmuje to wzgórze, nas na tym wzgórzu. Dzieje się coś innego w przyrodzie. Ta chwila jest niezwykła. Naraz wszystko staję się inne i wyczuwamy tę obecność. Stojąc blisko Jezusa doświadczamy, iż z postaci zwykłego człowieka naraz objawia nam swoją boskość. Jego szata, cała Jego postać promienieje. Jest światłem, a przecież nie oślepia nas i my znajdujemy się w objęciach tego Światła, tej Świętości. Po bokach widać dwie inne postacie ze Starego Testamentu; Mojżesza i Eliasza. Jednak najważniejsza jest Osoba Chrystusa. Czytaj dalej

Naucz nas, miłosierny Jezu, trudnej sztuki przebaczania – Wieczernik w Sątocznie

Sątoczno_ArchiwumPierwsza sobota miesiąca – Czerwińsk, druga sobota – Różanystok, trzecia sobota – Gietrzwałd, ostatnia sobota – Mrągowo. Drugi czwartek to Wieczernik w Szczytnie… A ostatni czwartek miesiąca? Dokąd dusze maleńkie śpieszą w ostatni czwartek? Ano śpieszą w okolice Bartoszyc – do Sątoczna. I nie do szkoły ( chociaż raz tam byliśmy), nie nad rzekę ani nawet nie do biblioteki (chociaż i tam zaglądamy). Nasz cel to oczywiście kościół p.w. Chrystusa Króla, gdzie gromadzimy się na modlitwie już od 11 lat. Sątoczno to niewielka miejscowość, położona z dala od miejskiego zgiełku. Tam naprawdę słyszy się ciszę. I choć wygląda dość niepozornie, to jednak skrywa ciekawą historię, o której niejednokrotnie opowiadał nam ks. Adam Malak, proboszcz. Również wczoraj – w ostatni czwartek lutego – odbył się w Sątocznie Wieczernik Modlitwy, który poprowadził ks. Adam. Było zimno, oj było. Kto jeździ tam od jakiegoś czasu, ten wie, że trzeba się bardzo, ale to bardzo ciepło ubrać – porządne kozaki, ciepłe skarpety, a i pledzik nie zaszkodzi. Ksiądz proboszcz zahartowany, nie marznie (nie wiem, jak to możliwe), ale z wielką wyrozumiałością dla nas zmarźluchów, ratował nas gorącą herbatą. Najbardziej jednak „ratowała” nas modlitwa – najpierw Eucharystia, później Droga Krzyżowa, a następnie Adoracja Najświętszego Sakramentu i Apel Jasnogórski.   „Kim Ja jestem dla ciebie? Kim jestem w twoim życiu?” – pytał nas Jezus w homilii podczas mszy świętej. Nie uciekniemy od tego pytania, jeżeli jesteśmy ludźmi wierzącymi – mówił ks. Adam. Podczas Drogi Krzyżowej zostaliśmy zaproszeni do przebaczenia – nasze niechęci, nienawiści, złości, gniew ranią innych i ranią nas. Zranienia, krzywdy, powracające przykre wspomnienia obciążają nasze serca – wszystko to oddawaliśmy przy kolejnych stacjach, starając się przebaczyć i prosząc o przebaczenie. Naucz nas, miłosierny Jezu, trudnej sztuki przebaczania, tak jak i Ty przebaczyłeś nam. Wiola.

Droga Krzyżowa ze św. O. Pio – z archiwum wspólnoty dusz najmniejszych

Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany

Baner-O.PioCodziennie spotykamy się z osądzaniem ludzkim, doznajemy upokorzeń, ludzie przekreślają nasze dobre czyny, mówią o nas źle, czujemy się niezrozumiali. W swoim życiu bardzo dużo Ojciec Pio tego doznawał, a niezrozumienie było jego drogą. Jednak przyjęcie w pokorze tego, co spotyka człowieka sprawia, że w sercu zapanowuje pokój, a z Nieba spływa łaska na serce godzące się na to, co niesie codzienność.

Spróbujmy dzisiaj rozważyć wszystko, co niesprawiedliwego spotkało nas w życiu. W jaki sposób przyjmowałeś sądy ludzkie? W jaki sposób przyjmowałeś to, co mówili o tobie ludzie? Czy czyniłeś to z milczeniem, czy może komentowałeś? Może broniłeś się, może dyskutowałeś? A może do tej pory w sercu czujesz ogromną niechęć, nienawiść, żal, pretensje? Kiedy już przypomniałeś sobie to, co spotkało ciebie w ciągu życia, coś co było niesprawiedliwego wobec ciebie, jakaś krzywda, postaraj się stanąć obok Jezusa. Właśnie sądzi Go Piłat, Żydzi krzyczą: Ukrzyżuj Go! Właśnie wydają wyrok śmierci na Niewinnego, na Miłość. Stań obok Jezusa i w milczeniu spróbuj w swoim sercu zgodzić się na to, co do tej pory przeżywałeś w swoim życiu, przed czym się broniłeś, buntowałeś się, komentowałeś. Stań u boku Jezusa, który skazywany jest na śmierć.

Stacja II – Pan Jezus bierze Krzyż na swoje ramiona

Zobacz, do stóp Jezusa rzucono Krzyż. On podchodzi, klęka przy swoim Krzyżu, obejmuje go i całuje. Czyni to z radością, bowiem dokonuje się zbawienie ludzkości. Ojciec Pio w swoim życiu również codziennie starał się naśladować swojego Pana i codziennie starał się całować krzyż, który niosła codzienność.

Spójrz na siebie. Stoisz obok Jezusa, uczyń dokładnie to samo. Skoro milcząc przyjąłeś już wszystkie niesprawiedliwości i krzywdy, teraz spróbuj uśmiechnąć się do krzyża i powiedzieć „tak”; nie tylko milczeć, ale powiedzieć: Tak, Jezu zgadzam się na to, co Ty dopuścisz, co ześlesz, na to, co mnie spotyka. Tak, zgadzam się na te niesprawiedliwości, na to, że w rodzinie jestem niezrozumiany, że nie mam pracy, że moi bliscy mnie porzucili. Tak, Jezu, zgadzam się na moją chorobę. Tak, Jezu, zgadzam się na wszystko, co do tej pory było moją boleścią i moim cierpieniem. Spróbuj teraz w myślach uklęknąć i ucałować swój krzyż. A potem przytulić go bardzo mocno do serca tak, abyś poczuł ten krzyż w sercu, aby on w twoje serce wrósł, aby twoje serce stało się jedno z krzyżem. Spróbuj uczynić dokładnie to, co uczynił Jezus. Czytaj dalej

Zapragnijmy być z Jezusem w Ogrójcu – z archiwum wspólnoty dusz najmniejszych

Ogrójec – to niezwykłe miejsce. Niezwykłe – z powodu wydarzenia oraz Osoby Jezusa Chrystusa. Przyjmijmy zaproszenie do tego miejsca, bowiem rozważanie, co się tam wydarzyło, pomoże nam zagłębić się w niezwykłą tajemnicę Bożą. Pomoże również zrozumieć, jak układać relacje z Bogiem, jak przeżywać swoją drogę wiary.

Jezus w OgrójcuJezus bardzo często przebywał w Ogrodzie Oliwnym, często modlił się tam nocą. Dzisiaj zaprasza nas do tej jednej, jedynej nocy przed swą męką. Tak zupełnie po ludzku spróbujmy sobie to wyobrazić. Jest noc, świecą jedynie gwiazdy, nie ma – tak jak współcześnie – lamp elektrycznych, które mogą rozświetlić mroki, a więc jest ciemno. Jezus jest sam. Co prawda Jego Apostołowie są niedaleko, ale choć mieli czuwać, posnęli. Jezus nieco odszedł od nich, aby spotkać się ze swoim Ojcem, by porozmawiać z Nim o męce i prosić Go o umocnienie. Noc – to sprzyjające warunki na modlitwę, na zagłębienie się w swojej duszy, na stanięcie przed Bogiem i na zrozumienie również samego siebie. To pewna konfrontacja z prawdziwym swoim „ja”. Kiedy warunki zewnętrzne tak bardzo nie absorbują wzroku, wtedy człowiekowi łatwiej jest zagłębić się w siebie. Jezus staje przed Ojcem z tym wszystkim, co dzieje się w Jego Sercu i przedstawia Mu to.

To, że Jezus narodził się na ziemi, nie oznacza, że zaczął istnieć w momencie poczęcia w Matczynym łonie Maryi. On jest odwiecznym Słowem i odwieczną Miłością Boga Ojca. Kiedy więc modli się do Niego, jest Miłością. To prawda, ma naturę i Boską, i ludzką. Ta ludzka sprawia, iż w Jego Sercu pojawia się lęk przed cierpieniem. Jednak nie jest to lęk taki, jaki zna człowiek, który boi się cierpienia – na przykład: bólu głowy, ręki, żołądka… Człowiek lęka się tego ze względu na samego siebie. U Jezusa jest to inny rodzaj lęku. On przygotowywał się do tej najważniejszej misji zbawczej przez całe ziemskie życie. Jego Serce przy tym cały czas wypełniała miłość i kierowała Nim. Świadomie dążył do tej nocy Wielkiego Czwartku, a potem – do Wielkiego Piątku. Nie uciekał.

Jezus już tu, w Ogrodzie Oliwnym, doświadcza męki, którą widzi w swoim Sercu – widzi dokładnie to, co będą czynić z Nim oprawcy. To męka niewyobrażalna, ale nie ona jest ostatecznym powodem strachu. Do obrazu dołącza się jeszcze coś innego – Jezus widzi straszliwość grzechów ludzkich; widzi wszystkie grzechy, które popełnił i jeszcze popełni człowiek – od początku po kres życia na ziemi. I te straszne, przerażające grzechy niejako uderzają w Niego, sprawiając, że Jego Serce drży przed ich obrzydliwością. Jezus widzi, co uczynił grzech z ludzkim sercem, jak wielkiego spustoszenia dokonał w ludzkiej duszy. Zna przepiękną przyszłość, jaką Bóg przygotował w wieczności dla człowieka, a wie, że to straszne spustoszenie, które czyni grzech, pozbawia go tej przyszłości. Widzi różnicę pomiędzy pięknem świętej duszy a brzydotą tej skażonej ciężkimi grzechami. W końcu – widzi piekło oczekujące na potępionych. To jest straszliwy, przerażający widok. Pod naporem tej wizji Jezus ugina się i cały drży. Czytaj dalej

Na czym ma polegać nasza droga podczas Wielkiego Postu? – z archiwum wspólnoty dusz najmniejszych

Drodzy maleńcy! Dzisiaj Środa Popielcowa. Rozpoczynamy okres Wielkiego Postu. Przypominamy wam rozważanie, które podejmowaliśmy w naszej wspólnocie kilka lat temu (Wielki Post 2012 r.). Niech pomoże nam wejść w ten święty czas.

Baner, Wielki Post 2Jezus powiedział słowa, które znają właściwie wszyscy, nawet niewierzący: Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników. Jezus przyszedł nawrócić grzeszników. Jezus przyszedł dla wszystkich po to, by wszystkich zbawić. Każdy człowiek jest grzeszny, każdy jest słaby, każdy jest mały, każdy potrzebuje Boga. Owszem, patrząc w kategoriach zewnętrznych, kiedy widać od razu, kto jest osobą wierzącą, próbującą żyć zgodnie z przykazaniami, a kto osobą niewierzącą, osobą, która żyje w sprzeczności z Bożymi przykazaniami, człowiek dokonuje swojego podziału, segregacji, po zewnętrznych oznakach. Jednak tymi, którzy potrzebują nawrócenia, są wszyscy. Każdy człowiek, choćby wydawał się nam najbardziej świętym, potrzebuje nawrócenia. Jakże często ci, co uważają siebie za prawych, sprawiedliwych, wierzących, w swoim sercu niosą większą zgniliznę, niż człowiek, którego uznaje się za grzesznika; który być może nie przejawia spektakularnie zachowania osoby wierzącej.

Każdy człowiek potrzebuje nawrócenia. I do każdego Jezus przyszedł. Zatem i okres Wielkiego Postu jest dla każdego. Kościół nie wyodrębnia w tym czasie świętych i grzeszników, ale woła do nawrócenia wszystkich – i świeckich, i konsekrowanych. Każda dusza ma w sobie nędzę, z której powinna wyjść. W każdym sercu jest jakieś błoto, czasem bagno, z którego dusza powinna się wydobyć. W każdym z nas są takie sfery, które należałoby zupełnie porzucić, opuścić, odciąć się od nich, by rozpocząć nawrócenie. Do każdego z nas przyszedł Jezus, ponieważ wszyscy potrzebujemy nawrócenia, każdy z nas jest chorym, potrzebującym lekarza. Każdy. Ten, kto uważa inaczej, grzeszy pychą.

Zatem dzisiaj pragniemy zwrócić naszą uwagę na nasze serca, na dusze i na świadomość swoich słabości. Zazwyczaj przyzwyczajamy się do swoich słabości, zazwyczaj przywykliśmy podczas spowiedzi wymieniać już z pamięci wszystkie swoje grzechy. Wydaje się nam, że dobrze wiemy w jaki sposób grzeszymy raniąc Boga. Ta spowiedź niestety często jest bardziej przyczyną smutku Bożego niż radości. Bóg cieszy się z każdego nawróconego grzesznika. Czym jest nawrócenie? Porzuceniem starego życia, a wybraniem życia nowego, Bożego. Czymże jest nasza spowiedź? Wymienieniem tego, co od lat drąży nasze serca, niczym kornik drzewo. Ale brakuje wyrzucenia tego kornika. Stwierdzenie faktu, jeszcze nie uleczyło drzewa. Trzeba podjąć jakieś kroki. Nie przyzwyczajać się do tego, że korniki są, ale zacząć coś z nimi robić. Bo jeżeli przez lata kornik będzie drążył drzewo, to wystarczy jeden mały kornik, a całe drzewo spróchnieje i w końcu zawali się, upadnie, przestanie żyć. I co będzie z naszych spowiedzi co miesiąc czynionych? Wymieniane były stale jakie to są korniki, ile ich jest, ale one nadal drążyły drzewo. I podzieli dusza los takiego drzewa. Po to jest Wielki Post, aby każdy zastanowił się nad sobą, nad swoją duszą, uczynił refleksję nad tym, co tak teoretycznie wszystko wie na temat swojej duszy, ale warto wejść głębiej, aby poznać prawdziwą przyczynę takiego stanu rzeczy, stanu swojej duszy. Aby w końcu dotrzeć do źródła zła i zacząć wyrywać to zło z korzeniami, aby choć trochę dokonać nawrócenia; jeśli nie radykalnie, całkowicie, to chociaż troszeczkę, by zmieniło się coś w nas, co przyniesie światło duszy i radość Bogu. Czytaj dalej

„Ja, Matka, zapraszam cię na Drogę Krzyża” – Droga Krzyżowa

DSC04408 (2)Stacja I: Jezus na śmierć skazany

Zapraszam cię teraz na Drogę Krzyża, na Drogę Golgoty, jaką przeszedł Jezus. Pragnę pokazać ci Jego cierpienie, abyś lepiej zrozumiał, a przede wszystkim zobaczył Miłość. Przy każdej stacji chciałabym, abyś zobaczył Miłość. Jezus zanim został skazany, wcześniej doznał już straszliwych cierpień. Był torturowany, był bity, kopany. To czynili żołnierze. Kiedy Piłat skazał Go na ubiczowanie, to była straszliwa męka. Patrzyłam na to, a moje serce przy każdym uderzeniu bicza zalewało się krwawymi łzami. To biedne Ciało, Ciało z mego ciała, mój Syneczek umiłowany był rozszarpywany. Bowiem bicze, uderzając o Jego ciało, rozszarpywały Je, a Krew tryskała na wszystkich wokół, również na oprawców. Oni nawet nie zdawali sobie sprawy, jak wielkie błogosławieństwo na nich spływa, tylko torturowali mego Syna dalej. Nie dosyć im było pleców, nóg, musieli torturować przód, piersi, brzuch. A kiedy odwiązali Go już od kolumny, to Jego biedne bezwładne Ciało osunęło się na ziemię w kałużę Krwi. Tyle Krwi wypłynęło z Syna mojego, a On biedny leżał w tej kałuży nieprzytomny. I powlekli Jego Ciało. Wtedy Ja delikatnie płótnem zbierałam Jego Świętą Krew. To co po Nim pozostało, to dla mnie świętość. Ta Krew krzyczała do mnie, ta Krew wołała o Miłość, ta Krew błagała mnie o Miłość. Całowałam tę Krew, to płótno nasiąknięte Krwią. A Mój Syn był w więzieniu wtedy, leżał rzucony w celi, nieprzytomny.

To Miłość kazała Mu przyjąć te bicze. To Miłość kazała Mu poddać Swoje Ciało torturom i z każdą kroplą Krwi ta miłość wypływała, a wszyscy wokół nie zdawali sobie sprawy, jak wielka Miłość wypływa z mego Syna. On się nie bronił, On nie złorzeczył, był łagodny jak Baranek, przyjmował wszystko, bo przecież powiedział do Swego Ojca Niech będzie wola Twoja. Przyjmuj wolę Ojca łagodnie, pokornie, posłusznie, bądź jak baranek. Wtedy twoja miłość będzie wypływała z serca, wtedy będziesz zbawiał świat, bo posłuszeństwo, pokora i miłość zbawiają, a brak posłuszeństwa, nie przyjmowanie tej Miłości, nie przyjmowanie trudów dokonuje czegoś złego w świecie. Przyjmij przyjmij na siebie cierpienie, krzyż, to co przynosi życie, bo jest to wolą Ojca.

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

To dopiero początek drogi a Jezus już nie miał sił. Tyle krwi wypłynęło z Niego. To nie wystarczyło oprawcom. Koniecznie jeszcze musieli się z Niego naigrywać. Ściągnęli z Niego Jego suknię, a założyli Mu jakiś stary, brudny płaszcz na te biedne zbolałe plecy. Cała drżałam, widząc jak On cierpi. A potem zrobili koronę. Ale jaką! Koronę, która wciskając się w Jego czaszkę, raniła strasznie, zadawała kolejny ból. Krew ściekała po włosach, krew ciekła po twarzy, zalewała oczy. Dali trzcinę do ręki, wyśmiewali Go. Pluli Mu w twarz, policzkowali Go. Zrobili sobie zabawę. Tyle zła było w sercach tych ludzi, że tego niewinnego Baranka tak traktowali. A On stał łagodnie, chwilami drżał. To słabość Go ogarniała. Nie miał sił. Bolała Go głowa straszliwie, bolały Go wszystkie rany na całym ciele. Bolały narządy wewnętrzne, bo wcześniej był skopany. Potem, zadając kolejny ból, zdjęto płaszcz. Kazano ubrać się z powrotem w Jego ubranie. Rzucono przed Nim krzyż. Patrzył na ten krzyż z miłością, z tak wielką miłością i czułością. Pochylił się i ucałował swoje cierpienie. On je przyjął. On się nie buntował, nie krzyczał, tylko ucałował i dziękował Ojcu za to, że może pełnić Jego wolę, że teraz dokonuje się zbawienie.

Czy ty to pojmujesz? Czy ty możesz zrozumieć Jego cierpienie i ból? A jednocześnie Jego miłość tak ogromną, że pomimo tego cierpienia On dziękuje Ojcu, że może dokonywać zbawienia. Ty również możesz uczestniczyć w tym zbawczym dziele mojego Syna, Możesz również ucałować swój krzyż. Wystarczy, że powiesz Bogu: TAK. Zgadzam się na to, że mam taką a nie inną pracę, Zgadzam się na wady mojego męża, mojej żony. Zgadzam się na to, że sobie nie radzę z dziećmi, z ich wychowaniem. Zgadzam się Boże na to, że mnie ktoś szkaluje, obmawia. Zgadzam się na ten kolejny trud, na kolejną chorobę, na kolejne kłopoty. Wystarczy, że powiesz Bogu TAK. Wiesz, wtedy podejdzie do ciebie Jezus, ucałuje twój krzyż i weźmie od ciebie twój krzyż. Nie będziesz go niósł sam. Bądź łagodny jak Mój Syn i przyjmij krzyż, a zaleje cię Miłość. Doznasz Miłości, gdyż zwycięża Miłość. Podejmij swój krzyż.  Czytaj dalej

Rekolekcje Wielkopostne – dzień III – Śmierć Jezusa na Krzyżu

Jesteśmy tymi, którzy pragną towarzyszyć Jezusowi w najtrudniejszych dla Niego chwilach, a zarazem najważniejszych dla całej ludzkości. Trwajmy przy Nim! Bądźmy na Golgocie z miłującymi sercami! Nie starajmy się towarzyszyć Jezusowi poprzez swoją mądrość, ale starajmy się być sercem. Nawet podczas osobistej modlitwy często zapominamy, że wystarczy kochać, że nie potrzeba słów, mądrych zdań. Przed Jezusem nie trzeba wykazywać się czymkolwiek. On jedynie pragnie miłości. Teraz, gdy wisi na Krzyżu, potrzebuje jej szczególnie. Więc złączeni razem obejmijmy Go miłością i spróbujmy towarzyszyć Mu do końca.

1. Rozważanie – Śmierć Jezusa

Dla Jezusa zaczęły się długie godziny wielkich męczarni, długie konanie. Wydawało się, że i Niebo nie może patrzeć na tę mękę. Słońce przysłoniło swoje promienie. Zrobiło się ciemno. Ludzie trwożliwie patrzyli wokół – patrzyli w Niebo, na siebie nawzajem. Niektórzy zaczęli kojarzyć to dziwne zjawisko z Męką Jezusa, z Jego ukrzyżowaniem i zaczęli wymawiać faryzeuszom, kapłanom, że źle postąpili, że zabijają niewinnego Człowieka, za którym ujmuje się Bóg, a więc nie takiego zwykłego. Ale faryzeusze, kapłani, choć ich serca nieco zaniepokoiły się, nie okazywali tego po sobie. Nadal z wielką pychą drwili z Jezusa, nadal Go obrażali, nadal wykrzykiwali do Niego obraźliwe zdania. Posługiwali się nawet słowami z Pisma, aby Go obrazić, wyśmiać. Ileż pychy było w tych sercach?! Że też Boga się nie bali?! Choć nie wypowiadają Imienia Bożego, to używają słów Bożych, by Boga obrazić, poniżyć.

Przyroda zachowywała się dziwnie. Widać było strwożone ptaki, które siadały na wzgórzu. Było ich bardzo dużo. Dziwne było zachowanie tych ptaków i całej przyrody. Powiał wiatr. A Jezus wisiał na Krzyżu w straszliwych męczarniach. Nie da się opowiedzieć całego Jego bólu, cierpienia, ponieważ nie da się tego przyrównać do czegokolwiek, co człowiek zna z własnego doświadczenia. Wystarczy powiedzieć, że każdy inny człowiek już dawno umarłby z bólu, z upływu krwi, z osłabienia, z wycieńczenia. Organizm nie wytrzymałby takich tortur, psychika nie zniosłaby tego. To miłość Boża podtrzymywała Serce Jezusa, niewyobrażalnie wielkie pragnienie, by uratować ludzi. Jakimś odpowiednikiem Bożej miłości jest miłość matczyna, choć nie pokazuje jej w pełni. Każda matka zdolna jest zrobić wszystko, by ratować swoje dziecko. Oddałaby własną krew, gdyby dziecku trzeba było ją przetoczyć. Zdolna jest do każdej ofiary, aby dziecko żyło. Skoro matka zdolna jest do wszystkiego z miłości do swojego dziecka, o ileż bardziej Bóg, który zrodził każdego człowieka z miłości! Każda dusza jest szczególnie umiłowaną, upragnioną, wyczekiwaną, zaplanowaną przed wiekami. Przed wiekami Bóg widział każdego z nas. Każdy z nas ma już przygotowane miejsce w Niebie i każdy z nas ma jedno miejsce dla siebie przeznaczone w Sercu Bożym. Ta miłość dawała Jezusowi siłę do trwania na Krzyżu, do znoszenia cierpienia. A znosił je z wielką łagodnością i pokojem. Czytaj dalej

Rekolekcje Wielkopostne – dzień II – Ukrzyżowanie Jezusa

Podczas tych rekolekcji jesteśmy zaproszeni na Golgotę, by przeżywać Mękę Jezusa. Cały czas Wielkiego Postu jest czasem łaski. Jesteśmy zaproszeni do tego czasu i otrzymujemy tę łaskę. W tych dniach chcemy zastanowić się jakie jest znaczenia Męki Jezusa, a tym samym dostrzec jak wielką łaską, jakim dobrodziejstwem jest móc towarzyszyć Jezusowi w Jego Męce. Każdy bowiem jej etap naznaczony jest kolejnymi łaskami. Dzisiaj będziemy towarzyszyć Jezusowi podczas przybijania Go do Krzyża. Otwórzmy swoje serca na świat duchowy, aby stanąć przy Jezusie. Pozwólmy Duchowi Świętemu na przeniesienie nas do Jerozolimy, a właściwie poza jej mury i razem módlmy się.

1. Rozważanie – Ukrzyżowanie Jezusa

Oprawcy szarpiąc Jezusa podprowadzili do Krzyża. Nie musieli Go szarpać, ciągnąć, nie musieli popychać. Pomimo niewyobrażalnego cierpienia, Jezus sam podchodził do Krzyża. On Sam pochylał się nad nim, Sam usiadł, położył się i dał ręce. Rozpoczęło się największe cierpienie. O ile do tej pory Jezus miał jako taką swobodę ruchu, co przy bólu fizycznym jest bardzo ważne, o tyle teraz wstępował już na sam szczyt cierpienia, gdzie oddaje całkowicie wszystko, sobie nic nie pozostawiając. Poprzez przybicie zostaje rozpostarty na Krzyżu. W ten symboliczny sposób pozostają otwarte Jego ramiona, potem zostanie otwarte również Serce. Pozwala unieruchomić się. Tak jakby chciał pokazać, że: Oto tobie człowieku oddaję całego Siebie. Pozwalam uczynić ci wszystko ze Sobą.

To rozciągnięcie na Krzyżu jest czymś niepojętym. Można by rozważać sam ten fakt rozpięcia Jezusa na Krzyżu. Stań przy Jezusie, aby sercem poczuć Miłość, która cała oddana jest dla ciebie, która cały czas, przez całą drogę krzyżową skierowana jest na człowieka. Ta Miłość niczego sobie nie zatrzymuje. Ta Miłość nieustannie przyjmuje razy, ataki, a odpowiada tylko dobrem, tylko miłosierdziem. Stań przy Jezusie, aby być w momencie, gdy Jezus oddaje wszystko, pozwala zrobić ze Sobą wszystko. Tu objawia się w tak niezwykły sposób Jego miłość. Proś Ducha Świętego, by pomógł zobaczyć ci tę Miłość podczas przybijania jednej ręki, drugiej, podczas przybijania stóp. Bądź w tym momencie razem z Jezusem. Niech i na ciebie wylewa się łaska, która towarzyszy cały czas wszystkim wydarzeniom podczas Męki i obejmuje wszystkich towarzyszących Jezusowi. Uklęknij przy Jezusie, bo On teraz leży na łożu boleści. Bo właśnie teraz daje swoje dłonie, swoje nogi wiedząc, co Go czeka. Godzi się na wszystko z miłości do ciebie. Czytaj dalej

Rekolekcje Wielkopostne – dzień I – Obnażenie Jezusa z szat

Przez czas Wielkiego Postu, idąc drogą krzyżową wznosiliśmy się na szczyt Golgoty. Teraz rozpoczyna się bezpośredni etap przygotowania, by ukrzyżować Jezusa, by Go zabić. Zapraszam was, byśmy towarzyszyli Jezusowi otwierając serca, otwierając swoją duszę. Starajmy się być cały czas na Golgocie. Pamiętajmy, że jako dusze maleńkie nie jesteśmy w stanie czynnie pomagać Jezusowi, bronić Go przed ukrzyżowaniem. Nie będziemy wchodzić w dyskusje z żołnierzami, nie będziemy wykłócać się z Żydami, którzy stojąc już pod Krzyżem bluźnią, złorzeczą. Pamiętajmy, że jako dusze najmniejsze uczestniczymy w tych wydarzeniach poprzez miłość naszych serc. Pamiętajmy, ważna jest nasza obecność. Starajmy się więc ze wszystkich sił odrzucać myśli, wątpliwości i nieustannie powracajmy na Golgotę.

***

Rozważania wprowadzające w rekolekcje (mogą posłużyć jako rozważania do tajemnic bolesnych Różańca św.)

Tajemnica I. Dusze Najmniejsze! Razem z Jezusem dochodzimy do szczytu. To szczyt cierpienia, szczyt miłości, szczyt wytrzymałości, szczyt pokory, szczyt posłuszeństwa. To niezwykłe miejsce. Właśnie tutaj objawi się pełnia Bożej miłości, jej różne aspekty, różne przejawy. Tutaj można zobaczyć wszystko to, co w Jezusie jest doskonałością, a do czego każda dusza ma dążyć.

Jezus doszedł. Pod koniec właściwie był ciągnięty przez Szymona. Bardziej przytrzymywał się Krzyża niż niósł go. Był wycieńczony, osłabiony. Ponieważ chciano przygotować Krzyż, wrzucono Jezusa do jamy, aby tam poczekał. Cokolwiek czyniono z Jezusem, czyniono to w sposób brutalny. Jak to dobrze, że Bóg Ojciec nieustannie posyłał swoich Aniołów. To oni chronili Jezusa. Gdyby nie pomoc Aniołów, Jezus jeszcze bardziej pokaleczyłby się na drodze krzyżowej, a były momenty, że umarłby. Jezus drżał. Gorączka obejmowała całe Ciało, miał dreszcze. Słońce świeciło mocno, a jednak właśnie teraz coś dziwnego zaczęło się dziać z Niebem. Dziwnie wyglądało słońce i Niebo. Pojawiła się na Niebie jakaś czerwona smuga. Jeszcze teraz niewiele osób to dostrzegało. Wyglądało tak, jakby przyroda przygotowywała się na to najważniejsze wydarzenie.

Jezus nieustannie się modlił. Modlił się za tych, którzy zadawali Mu ból; za tych, którzy patrzyli na Jego Mękę i nie potrafili w swoich sercach wzbudzić litości, współczucia; za tych, którzy później, w następnych wiekach, będą spożywać owoce Jego Męki. Modlił się o siłę i wytrwanie do końca. Bądźmy razem z Jezusem. Módlmy się razem z Nim. Czytaj dalej