Wielka Sobota

Biblia(Z archiwum Wspólnoty)

Czas Wielkiej Soboty jest czasem zamyślenia, czasem oczekiwania, czasem przeżywania osamotnienia, bo przecież Jezus umarł. Nie ma Go pośród nas. A jednak patrząc na Jezusa Eucharystycznego, Jezusa ukrytego pod cudowną bielą Opłatka, przystrojonego welonem, zdajmy sobie sprawę, że oczekujemy na swego Umiłowanego, że ZMARTWYCHWSTANIE JEST POWSTANIEM DO NOWEGO ŻYCIA – życia w zjednoczeniu z Bogiem, życia w doskonałej miłości. Oczekujmy wesela! Już teraz niech nasze serca oczekują z niecierpliwością Zmartwychwstania, kiedy to nie tylko Jezus zmartwychwstanie, ale razem z Nim nasze serca będą przemienione; razem z Nim nasze serca zmartwychwstaną do wesela. To NASZ OBLUBIENIEC CZEKA NA NAS; my czekamy na swego Oblubieńca. Czytaj dalej

Wielki Piątek

Golgota(Z archiwum Wspólnoty)

Czas, pojęcie czasu, jakie ma człowiek jest zupełnie inne niż to, w jakim czasie żyje Bóg i w jaki sposób Bóg ten czas rozumie. Dlatego możliwym jest przeżywanie bardzo głęboko w swoim sercu Męki Jezusa, by wraz z Nim być przy jego Krzyżu, być pod Krzyżem również w chwili śmierci. Gdy dusza z ufnością otwiera się na rzeczywistość Boga, na Jego świat, może uczestniczyć w życiu Boga bez względu na to, kiedy miały miejsce wydarzenia w pojęciu ludzkim. Tak więc nie szkodzi, że w pojęciu ludzkim Jezus przeżywał Mękę i śmierć swoją 2000 lat temu. U Boga dokonuje się to teraz. Nie dość na tym, każdy z nas może w tym żywo uczestniczyć, uczestnicząc w łaskach, które Bóg wylewa na świat w czasie Męki Jezusa i Jego śmierci. Czytaj dalej

Wielka Sobota

Czas oczekiwania na Zmartwychwstanie z jednej strony jest pięknym, a z drugiej – bardzo trudnym i bolesnym. My, którzy żyjemy teraz, 2000 lat po tych wydarzeniach, już wiemy – Jezus zmartwychwstał, żyje. Jednak wtedy, po śmierci Jezusa i złożeniu Go do grobu, serca Apostołów i Matki Najświętszej nie miały tej pewności. Nie miały w sobie radości oczekiwania na zmartwychwstanie. W nich był ból, cały czas była Jego Męka. W sercu był Jezus poraniony, Jego Ciało zmasakrowane. To było cały czas w ich sercach. Porównanie wyglądu Jezusa, który chodził, nauczał i potem Jezusa Ukrzyżowanego przyprawiało serce o omdlenie z bólu. Kiedy w pamięci jest ciągle jeszcze Męka, w głowie są tylko obrazy z biczowania, z kroczenia drogą na Golgotę z krzyżem, upadki, kiedy w uszach brzmią jeszcze okrzyki nienawiści trudno jest radować się zmartwychwstaniem. Cały czas tkwiąc jeszcze w Jego konaniu, nieustannie mając przed oczyma Jego ostatni oddech, ostatnie drgnienie ciała, widząc jeszcze, jak Jego Ciało bezwładnie osuwa się, zginają się kolana, palce się prostują, głowa opada, wtedy trudno jest pamiętać o słowach Jezusa, że zmartwychwstanie. Choć On leżał w grobie, Maryja cały czas trzyma Go w objęciach, cały czas widzi Jego głowę, dotyka rękami Jego oczu, aby je przymknąć, cały czas dotyka Jego ran, nieustannie je oczyszcza i namaszcza. Ciągle zdejmuje z głowy koronę cierniową, wyjmuje ciernie. Ona ciągle tuli swojego Syna. Jakże trudno jest wtedy wierzyć w zmartwychwstanie. Serce ściśnięte z bólu, rozpacz pragnie chwycić dusze w swoje szpony, umysł nieustannie powraca do tych wydarzeń. Jednak mimo to, Ona cały czas powracała do ostatniego spotkania w Czwartek, gdy przyszedł do Niej przed Męką. Wtedy zapewniał Ją o zmartwychwstaniu, mówił, aby wierzyć pomimo wszystko. Maryja wiedziała że będzie cierpieć, ale nie zdawała sobie sprawy, że aż tak. Teraz chwyta się tych słów Jezusa, stara się ciągle przywoływać w pamięci to spotkanie, aby wierzyć, by nie poddać się rozpaczy, cierpieniu, bólowi. Powstrzymuje się, by nie biec do Grobu, by nie odsuwać kamienia, chociaż Serce Matki płacze z bólu. Serce Matki biegłoby, odrzuciłoby kamień. Chciałaby własnym oddechem wzbudzić oddech Jego, dać Mu swoje życie od nowa.

O, Panie, Boże Wszechmogący, Ty jesteś Bogiem. Maryja Tobie oddała swoje życie, swoje serce, do Ciebie należy Jezus, to Twój Syn. Ona Go oddała Tobie już na samym początku, gdy ofiarowała w świątyni. Oddała Ci Go, zrezygnowała. Jezus nie jest Jej własnością, On jest Twój. Ty Jej Go dałeś, ale dałeś pod opiekę. Wzmocnij Serce Matki swojej, Boże, by miało siły modlić się o wiarę dla Apostołów, dla wszystkich uczniów; dla tych, którzy Go kochają. Pozwól Jej być dla nich Matką, tak jak prosił Jezus. Apostołowie oczekują od Niej umocnienia, wiary. Dzieci zawsze szukają wsparcia u matki, zawsze u matki znajdują pocieszenie, zawsze słuchają w chwilach trudnych tego, co mówi matka. Ojcze, wzmocnij Serce Maryi, aby mogło też być umocnieniem dla innych. Czytaj dalej

Wielki Piątek – Adoracja

Witaj, mój Jezu!

Tak niezwykły czas przeżywamy teraz razem – piękny, wspaniały, choć trudny. Pragnę, Jezu, oddać Tobie cześć. Tyś moim Królem, Miłością moją, Tyś wszystkim. Ja pragnę być Twoim niewolnikiem, Twoim sługą, własnością Twoją. O, Panie, kiedy patrzę na Ciebie wiszącego na Krzyżu, moje serce płonie miłością. Zapala się tak wielką miłością, że wydaje mi się, że nie utrzymam, że wyskoczy ze mnie. Pozwól, Jezu, że będę spoglądać na Ciebie. Pozwól, Panie, że będę dotykać Ciebie, Twoich ran. Na Krzyżu, Jezu, jawisz mi się, jako mój Oblubieniec. A welon, który przykrywa Ciebie teraz na Ołtarzu prawdziwie przypomina szatę godową. Myślę, Panie, że Ty na Krzyżu poślubiasz każdą duszę, każdą zapraszasz do tej cudownej i niezwykłej relacji miłości – miłości oblubieńczej. Dawniej, Jezu, nie za bardzo lubiłem patrzeć na Krzyż. Widziałem tylko w sposób zewnętrzny Twoje Ciało rozpięte na Krzyżu i nic poza tym. Teraz widzę miłość, która z Twego Serca spływa na mnie, widzę zaproszenie, by uczestniczyć w Twojej miłości. Teraz widzę, że zapraszasz moją duszę, by złączyć się z nią i by razem ofiarowywać się Ojcu, razem uczestniczyć w Twoim Dziele Zbawczym. Dziękuję Ci, Jezu, za to cudowne zaproszenie, za Twoją miłość, którą wyznajesz mi na Krzyżu i za to, że dotykasz mego serca miłością swoją, porywając je do wielkiego umiłowania Ciebie, Krzyża, Dzieła, dusz. Dziękuję Ci, Jezu!

Dotknąłeś, Panie, mego serca swoją miłością. Przemieniłeś je, sprawiłeś, że ono nieustannie pragnie Ciebie. Sprawiłeś, że moje serce nieustannie za Tobą tęskni. Od tego momentu rozpoczęło się inne życie, w którym nieustannie wyglądam za Tobą. Sprawiłeś, Jezu, że inaczej patrzę na Krzyż. Widzę na nim mego Oblubieńca, moją Miłość, Miłość mego życia. Widzę mojego Króla, mojego Pana. Dzięki Twojej łasce, Jezu, moje serce wczuwa się w Twoje doznania, w Twój ból, cierpienie. To Ty sprawiłeś swoją łaską, że moje serce zapłonęło miłością do Twojej Męki, że zapragnęło uczestniczyć w tej Męce. Trochę nieporadnie, ale moje serce stara się być przy Tobie i trwać, czuwać nieustannie. Ty, Panie, sprawiasz, że moje serce włącza się w Twoje cierpienie, że zaczyna wszystko traktować, jako udział w Twoim Dziele Zbawczym, zaczyna łączyć różne wydarzenia, sprawy i sytuacje z Tobą. I chociaż nie jest to łatwe, chociaż czasami jest trudno, to jednak moje serce nieustannie łączy się z Tobą, ofiarowując Ci każdą chwilę moją, moją pracę, trudności, cierpienie moje, wszystko. Ale Ty, Jezu, zapragnąłeś jeszcze więcej. Zapragnąłeś zjednoczyć moje serce ze swoim na Krzyżu, by nieustannie trwało. I przez cały Wielki Post pomagałeś mi, Jezu, trwać u stóp swoich. Moje serce, choć słabe próbowało trwać. Ty nie zrażałeś się moją nieudolnością, moimi słabościami, nie zrażałeś się tym, że często upadałem, że nie potrafiłem trwać. Ty zauważałeś każde drgnienie mego serca ku Tobie i wtedy porywałeś moje serce wielką miłością. Wystarczyło, że spojrzałem na Twój Krzyż, Panie, a Ty już dawałeś swoją łaskę i zalewałeś mnie miłością swoją. Podtrzymywałeś mnie, abym mógł trwać. I teraz, Panie, teraz obdarowujesz kolejnymi łaskami. Otworzyłeś, Panie, przede mną wrota swego Serca, wprowadziłeś w swój świat. Pozwoliłeś uczestniczyć w tych wydarzeniach najważniejszych. I chociaż nadal moje serce jest słabe, chociaż nadal szybko się męczy, nieudolnie się modli – to wszystko jest nieważne, dla Ciebie to nie jest istotne – to Ty jesteś wytrwałością mego serca, modlitwą mego serca. Ty składasz Siebie w sercu i sprawiasz, że może ono jednoczyć się z Tobą, trwać, że nagle moje serce staje w rzeczywistości Twojej Męki – na Golgocie. To Ty sprawiasz, Panie, że nagle oczy serca widzą, uszy słyszą, że serce się budzi, zaczyna żyć, bić mocniej, przeżywa wszystko. To wszystko jest darem. Ale Ty, Panie, ciągle prowadzisz w głąb. Ty, Panie, ciągle dajesz więcej i więcej i wprowadzasz moje serce w niezwykłe zjednoczenie ze Sobą. To Ty, Panie, zapraszasz mnie aż na Krzyż i na tym Krzyżu wyznajesz mi miłość oblubieńczą. Ty, Panie! Jeszcze nie tak dawno nie potrafiłbym tego wszystkiego rozumieć, wystraszyłbym się. Nie rozumiałbym Twojej miłości z Krzyża, Twego zaproszenia. A teraz, jest to najcudowniejsze, co może spotkać serce, kiedy Ty wprowadzasz je na tron Krzyża, kiedy Ty to serce czynisz swoją oblubienicą i okrywasz welonem i łączysz Siebie i serce. O, Panie mój, łączysz tak ściśle, że zdaje się, iż moje serce zaczyna bić i odczuwać wszystko tak jak Twoje. Serce oblubienicy staje się jak Serce Oblubieńca. Zawisło moje serce, Panie, na Krzyżu, razem z Tobą – dziękuję Ci, Jezu!

To wszystko, co objawiasz memu sercu jest tak wielkie, bo przecież to Twoje dzieło – Twoje, Boga, Stwórcy, Króla wszechświata. Miłuję Ciebie, Boże! Uwielbiam Ciebie, Panie! I należę do Ciebie cały. Bądź uwielbiony! Czytaj dalej

Adoracja przy Ciemnicy

Dziękuję Ci, Jezu. Pozwalasz uczestniczyć nam w wydarzeniach Wielkiego Czwartku. Nasze dusze obdarzasz przeróżnymi łaskami płynącymi z konkretnych wydarzeń Wielkiego Czwartku. Zaprosiłeś nas na Ostatnią Wieczerzę i mogliśmy wraz z Apostołami w niej uczestniczyć. Teraz, Panie, wziąłeś Apostołów, ale również i nas, i prowadzisz do Ogrodu Oliwnego. Dziękuję Ci, Jezu za to, że tak realnym staje się to, czego doświadcza dusza; za to, że wprowadzasz duszę w swoją rzeczywistość.

Widzę, Jezu, że jesteś bardzo smutny, bardzo poważny. Apostołowie patrzą niepewnie na Ciebie. Wyczuwają sercami, że jest to inna niż zawsze sytuacja. Przecież często chodziliście do Ogrodu się modlić, ale teraz wyczuwają Twój niepokój, Jezu, widzą Twój smutek. Nie rozumieją. Pozostawiasz, Jezu, ośmiu w pierwszej części Ogrodu, trzech zabierasz dalej. My idziemy z Tobą. Jaka cisza, Jezu, panuje. Czasem odezwie się jakiś owad, czasem przebudzony ptak wyda odgłos, ale poza tym cisza. Księżyc świeci na niebie, zdaje się być jedynym świadkiem tego, co ma się wydarzyć. Teraz pozostawiasz i tych trzech, prosisz, aby się modlili, aby czuwali, a Sam zgarbiony, przygnębiony usuwasz się na bok. Ukrywasz się w jakimś zagłębieniu skalnym, padasz na kolana i modlisz się, Jezu.

O, Panie mój, takiego Ciebie jeszcze nie widziałem. Zawsze, Panie, była w Tobie pogoda, uśmiech lub też, gdy rozmawiałeś z faryzeuszami, pewna stanowczość, pewność siebie. To Ty zawsze byłeś Mądrością, przemawiałeś jak Ten, kto ma władzę. Teraz, Jezu, pochylony, jak człowiek przytłoczony straszliwym ciężarem, modlisz się i drżysz. Pozwól, Jezu, uklęknę obok Ciebie, będę się z Tobą modlić. Panie mój, jak wielki musi być ciężar, który przyjmujesz na Siebie, skoro tak się pochylasz, tak się chwiejesz, jesteś tak przygnębiony, tak smutny. Zdaje mi się, że widzę powód Twojego przygnębienia i smutku. Panie mój, mam wrażenie, jakby ze wszystkich stron zbliżały się do Ciebie straszliwe postacie, jakby mary, postacie, które uosabiają przeróżne grzechy ludzkie. Są obrzydliwe, okropne, straszne, przerażające. I widzę, Panie, szatana, który krząta się wokół tych mar, który podjudza, tak jakby zacierał ręce.

Jezu mój, przepraszam Cię, to również moje grzechy, moje słabości, przewinienia, upadki przybierają taką postać. Również one są dla Ciebie ciężarem, również one przytłaczają Ciebie, przygnębiają, zasmucają. Chcę być, Jezu, z Tobą. Kocham Ciebie! Choć moje liczne słabości wydają się przeczyć moim słowom, ale Jezu, kocham Ciebie. Pozwól, że podtrzymam Ciebie dzisiaj, oprzyj się na mnie. O, Panie mój, jak bardzo pragnąłbym objąć Ciebie moim sercem, pocieszyć Ciebie, abyś nie był tak smutny. Panie mój, jak przerażające są przeróżne grzechy ludzkie! Jak przerażający to widok! Nawet trudno jest słowami opisać, jak wielkim ciężarem są grzechy. Wszystkie razem stają się być ciężarem nie do uniesienia, a Ty tak czysty, tak niewinny tym bardziej odczuwasz brzydotę i ciężar tych grzechów. Mam wrażenie jakby niezwykła ciemność grzechów rzuciła się na Ciebie, Jezu. Noc nie jest ciemna, to wszystkie ludzkie przewinienia – one są ciemnością prawdziwą. O, Panie, jak straszliwe stado czarnych ptaków, jak sępy zdają się rzucać na Ciebie. Doświadczasz bólu niewymownego. Wybacz nam, Jezu! Sam widok ludzkich grzechów, ich ilości przeraża, ale i obraz tych grzechów, rodzaje, to jest przerażające.

Kocham Ciebie, Jezu! Przytulę się do Ciebie i będę Ciebie podtrzymywać, Panie. Ja wiem, za mały jestem, abyś mógł się dobrze oprzeć. Jestem jednak, Jezu, silny moją miłością, więc mogę Ciebie przytrzymać, mogę Ci pomóc. Kocham Ciebie, Jezu! Czytaj dalej