Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego

Znamienne są dzisiejsze słowa z Ewangelii (Łk 11, 27-28) – jakaś kobieta krzyczy w uniesieniu, w natchnieniu, iż błogosławiona jest Ta, która nosiła Jezusa, która Go zrodziła i wychowywała, natomiast Jezus odpowiada: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Spróbujmy uświadomić sobie wielką rangę słuchania Słowa Bożego i zachowywania go. Jezus wręcz na równi stawia swoją Matkę i tych, którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują.

Matka Boża nazywana jestem Matką Słowa, albowiem poprzez Jej Serce i Jej łono Słowo stało się Ciałem. Bóg Ojciec wypowiedział Słowo – a to było Słowo odwieczne – i stało się Ciałem w Niej w pewnym punkcie historii. Mogło się to urzeczywistnić, ponieważ wcześniej Bóg przygotował cały ród Maryi, stworzył i przygotował Jej duszę tak, aby mogła otworzyć się na Słowo. Słowo nie zaistniało dopiero w momencie poczęcia – ono jest wieczne. A ponieważ Słowo jest w Bogu, zatem Maryja rozważając Pisma, Psalmy, rozważała Słowo i nosiła je już wcześniej w sobie, w swoim Sercu, żyjąc nim. Dzięki otwarciu się na Słowo, jego przyjęciu i życiu Słowem, mogło ono stać się Ciałem w Niej. Dzięki temu Bóg przeprowadził swoje Dzieło Zbawcze – na ziemię przyszedł Zbawiciel. I mogło urzeczywistnić się to, na co czekał naród wybrany od wieków, mogło urzeczywistnić się coś największego w dziejach historii – Bóg oddał swoje życie, zbawił każdą duszę. Jezus zrodził Kościół, a w Kościele każda dusza może żyć, rozwijać się, słuchać Słowa i przyjmować je; żyć Słowem otoczona opieką i troską Kościoła. Poprzez otwarcie się Maryi na Słowo, życie Słowem, dokonało się i dokonuje się cały czas zbawienie. Cała rzeczywistość, która nas otacza, życie Świętych wzięło swój początek od Słowa. Dlatego Maryja błogosławiona jest między niewiastami.

Jezus przytakując kobiecie, iż ma rację, że błogosławione jest łono Jego Matki, błogosławione są Jej piersi, bo Bóg poprzez Jej Osobę przyszedł na świat, porównuje owoce obcowania ze Słowem każdej duszy do takich, jakie miały miejsce w życiu Matki Boga, jeśli tylko dusza słucha Słowa i żyje nim. Co to znaczy? Oznacza to, że KAŻDA DUSZA STWORZONA JEST PRZEZ BOGA DO PRZYJĘCIA SŁOWA i każda, jeśli otwiera się na Słowo, jeśli go słucha, jeśli to Słowo zachowuje w swoim wnętrzu, rozważając je i żyjąc nim, również STAJE SIĘ TAK PŁODNĄ, JAK PŁODNE BYŁO ŻYCIE MARYI; tak owocne jest życie tej duszy, jak owocnym było życie Maryi. W życiu takiej duszy Słowo staje się Ciałem, Jezus staje się owocem życia tej duszy – staje się jej Zbawicielem, Oblubieńcem, Bogiem. A bliskość relacji tej duszy z Jezusem przyrównywana jest do bliskości duszy Maryi z Jezusem. Czyż nie jest to zachwycające, zadziwiające, zdumiewające?! Czytaj dalej

Duch nieczysty mówi, wrócę…

Dzisiaj jeszcze raz uświadomimy sobie konieczność ogromnej czujności, wierności i ciągłego, świadomego podążania za Jezusem. Ludzie wierzący, angażujący się w życie jakiejś wspólnoty, słuchając dzisiejszej Ewangelii (Łk 11, 15-26) przytakują, że rzeczywiście ważne jest, aby człowiek pozostawał wierny Bogu, napełniał się Bogiem, aby jego sercem nie zaczął rozporządzać kto inny. Ale jednocześnie czynią rzeczy, które sprawiają, że nieświadomie stają się takimi, jak bohaterzy dzisiejszej Ewangelii, a więc ludźmi, którzy mając wymieciony dom nie zapełniają go obecnością Boga.

Na czym to polega? Otóż, uczestnicy wspólnot w mniejszym lub większym stopniu angażują się w życie wspólnoty, przez pewien okres dużo czasu poświęcają na spotkania, na osobistą modlitwę, na Adorację Najświętszego Sakramentu, dni skupienia czy jakieś inne wyjazdy, a więc jest to czas, kiedy dom zostaje wymieciony, uporządkowany, sprzątnięty, kiedy szatan jest wyrzucony, a zaproszony jest Bóg. Ale po pewnym czasie nieco te dusze stygną. Już brakuje czasu, aby tak często uczestniczyć we wspólnych spotkaniach, brakuje czasu na Adorację Najświętszego Sakramentu, czy też na modlitwę osobistą, człowiek zaniedbuje lekturę Pisma Świętego. Początkowo dzieje się tak w stopniu nieznacznym, niemniej jednak dom zaczyna powoli pustoszeć. Po jakimś czasie, człowiek uspokajając samego siebie, usprawiedliwiając się mnóstwem obowiązków jeszcze mniej uczestniczy w życiu wspólnoty, rzadziej sięga do Pisma Świętego, szwankuje jego osobista relacja z Bogiem. Dom nadal jest uprzątnięty, ale staje się pusty. A człowiek ten w dalszym ciągu uważa, że żyje z Bogiem. Jest przecież członkiem wspólnoty, a to, że rzadziej przychodzi na spotkania, że rzadziej sięga po Pismo Święte, tego już nie zauważa. Już nie uczestniczy tak mocno w życiu wspólnoty, nie zna tematów kolejnych spotkań, a więc nie idzie dokładnie tą drogą, którą idzie wspólnota. Sam uważa, że uczestniczy w życiu wspólnoty, ale tak naprawdę pozostaje na uboczu – pozostaje sam i o własnych siłach zaczyna borykać się z codziennością. Dzieje się to powoli, stopniowo, a szatan potrafi tak pięknie tłumaczyć, wyciszać jakieś pojawiąjące się czasami niepokoje związane z brakiem uczestnictwa we wspólnocie, potrafi wytłumaczyć każdą nieobecność, każdy brak modlitwy – przecież tyle obowiązków, zmęczenie, przecież praca, a ja i tak jestem wierzący, przecież ja wierzę. Człowiek nie widzi, kiedy jego miłość stygnie, zupełnie znika jego mała wiara, dom pustoszeje całkowicie. Dusza ta nie wie, że wystawia się już na działanie szatana. Jest ona teraz takim łatwym a łakomym kąskiem, przecież to dusza, która zakosztowała miłości Bożej, zakosztowała drogi do Boga, pragnień, tęsknoty. Ona zna ten smak, tym bardziej trzeba się nią zająć. Szatan ma wielką satysfakcję, że taką duszę odciągnie od Boga – najpierw od wspólnoty, a potem od Boga. I bierze siedmiu złośliwszych od siebie duchów, idą i zamieszkują tę duszę. Czytaj dalej

Wspomnienie NMP Różańcowej

W Matczynym Sercu Maryi jest każda tajemnica życia Jezusa, jest Jego życie. Dlatego Maryja zaprasza zawsze każdą duszę do swego Serca, pragnąc obdarzać tajemnicami Bożymi, pragnąc wprowadzać w życie Boże. To zaproszenie do Bożego życia jest jednocześnie udzielaniem wielu łask. Nie może być inaczej – jeśli dusza otwiera się na życie Boże, doświadcza tych łask. W Sercu Matki Najświętszej dusza może zaznawać niezwykłej głębi Bożego życia – może poznawać Boga i zbliżać się do Niego. Jej Serce dane jest ludziom po to, aby w Nim mogli spotykać się z Bogiem, jednoczyć się z Jezusem, aby mogli zaznawać szczęścia. Serce Bożej Matki dane jest ludziom, aby mogli zaznawać wszystkiego, czym Ją obdarzył Bóg i aby mogli uczestniczyć we wszystkim, w czym Ona uczestniczyła i uczestniczy nadal. To niezwykłe, jak Bóg kocha człowieka. Serce Matki, Bożej Rodzicielki, dane każdemu z nas – to wyraz Bożej miłości i miłosierdzia.

W Sercu Matki Najświętszej mieszka Bóg. W Nim każdy z nas może spotykać się w większym stopniu z Bogiem, ponieważ towarzyszy temu wielka łaska. Sama dusza nie może w krótkim czasie dojść do takiego zbliżenia się do Boga, do zjednoczenia z Nim, jak ma to miejsce w Jej Sercu. Kogo Bóg daje Maryi pod opiekę, ten otrzymuje od Niej wszystko. Kto powierza swoje życie Matce Bożej, może być pewien Jej obecności w jego sercu. Kto w sposób szczególny oddaje się całkowicie Jej prowadzeniu, tego przenika Duch Maryi i poprowadzi. Ten doświadcza Jej życia w sobie i to, co było Jej doświadczeniem, staje się doświadczeniem tej duszy – w różnym stopniu, w zależności od woli Bożej.

Matka Najświętsza nazywana jest przez ludzi Panią Różańcową, bowiem w modlitwie różańcowej Kościół odkrywa niezwykłą moc, niezwykły dar. Tak jest w istocie. Jednak zwróćmy uwagę, iż wszystko, co znajduje się w tej modlitwie, znajduje się w Sercu Bożej Matki, ponieważ modlitwa różańcowa jest wchodzeniem w życie Jezusa i w życie Maryi, w różne tajemnice Ich życia. Niektórzy z nas czasem zastanawiają się i mają rozterki, na ile poświęcać czas odmawianiu Różańca, a w jakim stopniu zaufać aktowi miłości – tej krótkiej modlitwie. A przecież nie chodzi o ilość odmawianych słów, czy odmówimy codziennie sto nieustających aktów miłości, czy też odmówimy cały Różaniec w ciągu dnia – to nie w tym jest sprawa. Sprawa jest w otwartości serca, w szczerości, w przyjęciu Maryi do swojego życia, w otwarciu się na Jej Serce, w ufności, w wierze, że wszystko w tym Sercu znajdziemy. Jeśli ktoś z wiarą i ufnością poprosi o łaski z Serca Matki Bożej, bez szczególnych modlitw uznanych przez Kościół, ale własnymi słowami, łaski te otrzyma.

Prawdą jest, że modlitwa różańcowa jest swego rodzaju egzorcyzmem. To prawda. Jeśli ktoś z wiarą bierze Różaniec do ręki, ufając, że zostanie obroniony przed szatanem, tak się stanie. Z tą modlitwą związanych jest wiele wydarzeń z życia różnych osób Kościoła, wiele cudów uznanych i wspominanych przez Kościół, chociażby obrona przed najazdem tureckim. Jednak nie traktujmy tej modlitwy, jako swoistego talizmanu, jako swego rodzaju czarów – kiedy się odmówi ileś różańców, spełni się to, o co prosimy. TRAKTUJMY MODLITWĘ RÓŻAŃCOWĄ JAKO NIEZWYKŁY DAR, JAKO MOŻLIWOŚĆ SPOTKANIA SIĘ Z BOGIEM I ZANURZENIA SIĘ W TAJEMNICE JEGO ŻYCIA, JEGO MIŁOŚCI. Czytaj dalej

Jonasz wstał, aby uciec przed Panem

Bóg jest Miłością. Stworzył nas z miłości i otacza nieustannie miłością. Żyjemy w miłości. Wszystko, co nas spotyka, płynie z miłości, jest darem Bożego Serca. Bóg umiejscowił człowieka w miłości. Rzeczywistość, która otacza człowieka jest miłością i wszystko, co Bóg zaplanował wobec człowieka jest podyktowane miłością. Wszystko, a więc również i przykazania są podyktowane miłością. Są darem, łaską Boga dla człowieka, aby był szczęśliwy.

Odpowiedzią człowieka wobec takiego obdarowania również powinna być miłość – miłość, która samą siebie całkowicie oddaje Bogu; która sprawia, iż dusza miłująca Boga pragnie żyć tylko dla Niego i pragnie być Jemu posłuszna. Jednak słabości człowieka często przeszkadzają mu w życiu miłością. Każdy sprzeciw wobec woli Bożej jest brakiem miłości, brakiem umiłowania Boga. Kiedy zaś człowiek sprzeciwia się woli Bożej, wtedy doświadcza cierpienia – on i bardzo często otoczenie. Przez nieposłuszeństwo duszy powołanej do jakiegoś zadania, cierpi nie tylko ona, cierpią również inne dusze. Widać to bardzo wyraźnie na przykładzie Jonasza w dzisiejszym pierwszym czytaniu (Jon 1, 1 – 2, 11), który początkowo sprzeciwił się woli Bożej, dlatego też statek, na który wsiadł był straszliwie miotany i marynarze obawiali się o swoje życie. Dopiero po wrzuceniu Jonasza do wody, wszystko się uspokoiło. Jonasz ostatecznie zdecydował się wypełnić wolę Bożą.

Dusza, która wypełnia wolę Bożą otwiera swoje serce na szczególne łaski, które płyną nie tylko do niej, ale poprzez nią płyną na innych – na Kościół. To można zaobserwować w życiu wielu Świętych, również w życiu św. Faustyny, dzisiaj wspominanej. Św. Faustyna walczyła, by wypełnić wolę Bożą. Ze wszystkich sił starała się być posłuszną Jezusowi – posłuszną temu, co słyszy w swoim sercu. Ze wszystkich sił, a wiązało się to z cierpieniem, często z upokorzeniem. Zdecydowała się na wszystko, aby wypełniła się wola Boża w niej samej. Cały świat na nowo zobaczył Miłosierne Oblicze Boga. Jedna dusza odpowiedziała Bogu „tak” i Kościół zaczął na nowo żyć Bożym Miłosierdziem. Ono przecież istniało. Bóg jest Miłosierny; nie tylko był, nie tylko będzie, czy jest, ale Bóg po prostu jest Miłosierny zawsze. Zawsze! Niemniej jednak pewne przymioty Boże Kościół co jakiś czas na nowo odkrywa. Św. Faustyna pozwoliła na nowo odkryć dar Bożego Miłosierdzia i za jej pośrednictwem spływają łaski na dusze i na Kościół. Czytaj dalej

Dzień wspomnienia św. Tereski we Wspólnocie

Dzień wspomnienia św. Tereski jest dniem radosnym dla naszej Wspólnoty, dniem szczególnym, ponieważ patronuje nam dzisiaj umiłowana nasza Święta – Teresa od Dzieciątka Jezus. Całe jej życie było odpowiedzią na miłość Boga; odpowiedzią serca szczerego, prostego, które otwierając się na Bożą łaskę potrafiło odczytywać i tłumaczyć Słowo Boga w sposób prosty, czytelny dla innych, dziecięcy.

To, co na nowo odkryła św. Teresa od Dzieciątka Jezus można streścić w kilku słowach:

  • Mądrością jest porzucić mądrość tego świata, mądrość własną i przyjąć ją od Boga.
  • Aby być świętym, trzeba przyjąć świętość z rąk Boga.
  • Aby być wielkim w Królestwie Niebieskim, trzeba być małym, aby wielkość przyjąć z rąk Boga.
  • Aby iść drogą, którą ukazuje św. Tereska, trzeba po prostu zaufać Bogu, pozwolić Mu, aby prowadził przez życie i przyjąć wszystko od Niego.

Gdy słuchamy słów św. Tereski, czy też czytamy w jej zapiskach, wydają nam się one oczywiste. Wystarczy zaufać, wystarczy być jak dziecko, wystarczy przyjąć swoją małość, aby przyjmując wszystko z rąk Bożych żyć szczęśliwie. A jednak w codzienności okazuje się to dosyć trudne. Wielkością św. Teresy jest jej wielka pokora, w tej pokorze – wielka ufność. Choć nazywana małą świętą, jest Wielką Świętą. Św. Teresa na nowo odczytała Ewangelię – naukę Jezusa, jej rdzeń, jej serce. Zrozumiała serce Ewangelii, przybliżyła Kościołowi na nowo naukę Jezusa. Pozwoliła, by Jego nauka stała się bliska duszom ludzkim. Sprawiła, że Bóg stał się Kimś bliskim człowiekowi. Niezwykłym jest fakt, że uczyniła to osoba, która nie miała szczególnego wykształcenia teologicznego, ale właśnie jej życie pokazuje, iż nie w wiedzy jest sprawa, nie w szczególnym wykształceniu, ale w otwartości serca, w pokorze, w ciągłym poszukiwaniu prawdy, w ufności, w prostocie przyjmowania Słowa Bożego, w otwartości na natchnienia Boże. Była najmłodszą w swoim zgromadzeniu, ale dojrzałością przewyższała pozostałe siostry. Jej słowa, jej sposób bycia były dla innych bogactwem, nauką. Czytaj dalej

Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych

Bóg obejmuje nas swoją miłością. W tym objęciu miłością jest wszystko. Bóg poprzez miłość daje każdemu z nas wszystko. W tej miłości jest również zaproszenie do życia bliżej Boga, by złączyć się z Nim i realizować Jego wolę. W objęciu miłości jest Boże zawołanie do wypełnienia swego zadania życiowego. Sposób, w jaki Bóg zaprasza, powołuje, wzywa jest wyrazem miłości i wypływa z miłości. Już u podstaw powołania każdego człowieka jest Boża miłość. Zatem, gdy człowiek słyszy głos powołania, powinien uświadomić sobie, że w ten sposób Bóg wyraża swoją miłość do niego. A ponieważ miłość niesie tylko dobro, a więc to powołanie też jest czymś najlepszym, co Bóg przygotował dla tego człowieka. Człowiek może być pewien, że wraz z powołaniem spływa na niego dobro, szczęście. Teraz chodzi tylko o to, by w sposób odpowiedni odpowiedzieć na to powołanie.

W pierwszym czytaniu (Ne 2, 1-8) słyszymy, iż osoba, która słyszy w swoim sercu wezwanie, odpowiada na nie i podejmuje pewne kroki. Bóg błogosławi tym krokom i człowiek ten może wypełniać wolę Bożą. Nie ogląda się wstecz, nie chwyta się różnych spraw, którymi do tej pory żył i które dla niego były do tej pory ważne, nie trzyma się kurczowo różnych rzeczy i swoich pragnień, ale idzie za wewnętrznym głosem. W Ewangelii (Łk 9, 57-62) również zauważamy osoby, które usłyszały w sobie głos Boga. Bóg jednak daje pewne przestrogi, które są ważne także i dla nas. Każdy odczytuje swoje powołanie. My odczytaliśmy swoje powołanie, jeśli chodzi o rodzinę, pracę, ale Bóg daje nam też powołanie związane z tą Wspólnotą. Ważnym jest, by przyjąć je jako wielkie dobro, jakim Bóg obdarza człowieka. Warto też uświadomić sobie, iż to powołanie płynie z miłości. A miłość Boża skierowana jest nie tylko do nas, tą miłością Bóg obejmuje cały świat. Z miłości obejmującej i zatroskanej o cały świat płynie powołanie do każdego serca, do każdego z nas. Przestrogi, które dzisiaj Bóg daje wraz z miłością również płyną do naszych serc.

Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!” (Łk 9, 60). „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9, 62). Co oznaczają dzisiejsze słowa Jezusa, które kieruje do nas? Co oznacza pozostawić umarłym grzebanie ich umarłych, czy też nie oglądanie się wstecz? Otóż powołanie, jakie Bóg daje naszej Wspólnocie jest powołaniem niezwykłym, powołaniem, którym Bóg obdarzał Świętych. I nas, jako wspólnotę, prowadzi do świętości. Traktuje tak, jak traktował jednego Świętego. Daje nam pewne nauki, wytycza pewne zadania i oczekuje, iż będziemy realizować je, żyjąc w zgodzie z tą nauką. Ponieważ nasze powołanie jest powołaniem do wielkiego dzieła, powołaniem na miarę świętych, Jezus daje ważne wskazówki, które nie powinny dziwić. Powinny raczej zastanowić i każdy z nas powinien się nimi przejąć, ponieważ dotyczą naszego życia wewnętrznego i ukazują, jak ważny jest sposób, w jaki odpowiadamy na wezwanie Boże. BÓG DAJĄC NAM PEWNE WSKAZANIA OCZEKUJE OGROMNEJ WIERNOŚCI I POSŁUSZEŃSTWA JEGO SŁOWOM. Oczekuje naszego życia na miarę Świętych, a więc: Czytaj dalej

Ja będę dokoła niej murem ognistym

Często ludzie, którzy pragną żyć bliżej Boga ulegają pewnej pokusie. Otóż wydaje im się, że mogą kształtować siebie według swojego zamysłu, a więc swojej wiedzy, doświadczenia, swojej wyobraźni. Ponieważ ich pragnienie, by pogłębiać swoją wiarę i zacieśniać więź z Bogiem wydaje się być dobrym, to próbują to czynić o własnych siłach. Dusze te sięgają po różne książki, często doszukując się w nich jakiegoś związku z własnym życiem, doświadczeniem modlitwy chociażby. Potem sięgają po następne książki i następne i żyją w złudnym przeświadczeniu, że się rozwijają. Znajdują w tych książkach coś, co ich zdaniem daje potwierdzenie, iż kroczą dobrą drogą. Nie rozumieją, że rzeczywistość jest inna, że żyją złudzeniami, jakże często kierowani pychą. Dusza, która prawdziwie pragnie się rozwijać, prawdziwie chce dążyć do zjednoczenia z Bogiem, musi pozwolić Bogu, by to On ją kształtował, by to On był bodźcem rozwoju i On dbał o ten rozwój, nie dusza.

Dzisiaj przeczytaliśmy fragment ze Starego Testamentu, iż zamysłem ludzkim było wymierzyć Jerozolimę, wokół niej wybudować mur, by była nim otoczona (Za 2,5-9.14-15a), a więc po ludzku dać jej granice; po ludzku chcieć coś posiąść, nad czymś zapanować, coś przeliczyć, mieć władzę nad czymś. Człowiek, który sam kształtuje własną duszę właśnie tak czyni. I miasto, które buduje jest małym miastem, ciasnym, otoczone murem, jest ograniczone. Taką staje się jego dusza, powoli staje się wręcz wymarłą. Miasto przestaje żyć, znikąd nie czerpie żadnych źródeł życia, bo jest otoczone murem i nie ma dostępu z zewnątrz. Miasto samo sobie wyznacza sposób życia. Człowiek sam wyznacza swojej duszy drogę, nie czerpie z prawdziwych źródeł życia. Ale jest też obraz, w którym Bóg mówi, iż Sam stanie się murem wokół miasta, by bronić to miasto. I ono rozrośnie się, będzie wielkie. W mieście tym będą oddawać chwałę Bogu. Widząc chwałę Boga, rozwój, wspaniałość tego miasta i inne ludy przyjdą. Tak dzieje się z duszą człowieka, który pozwala Bogu władać sobą, a więc człowiek, który nie odgradza się murem, który nie postanawia sam być architektem, budowniczym, nie postanawia sam bronić swojej warowni, ale oddaje wszystko w ręce Boga. Bóg dba o taką duszę, Sam jej broni, Sam ją kształtuje, buduje i rozrasta się ona w przepiękne miasto, w którym oddawana jest cześć Bogu. Inni widząc to wielbią Boga i przychodzą do tego miasta – przychodzą ze względu na Boga. Czytaj dalej

A wy za kogo Mnie uważacie?

Pytanie w dzisiejszej Ewangelii (Łk 9, 18-22) dla wielu z nas jest prostym pytaniem i odpowiedź jest oczywista. Zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście ta oczywista odpowiedź płynie z głębi serca. Co serce czuje, gdy daje tę odpowiedź? Jezus pyta: Za kogo uważają Mnie tłumy?” Ale potem zadaje drugie pytanie, o wiele ważniejsze, pytanie skierowane bezpośrednio do uczniów: A wy za kogo Mnie uważacie?” To pytanie skierowane jest też do nas. My dobrze wiemy, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, jest Zbawicielem świata. Ale czy zbyt gładko nie przechodzą nam przez usta te określenia? Czy nie przyzwyczailiśmy się do tego, kim jest Jezus? Może warto by pomyśleć, kim dla mnie osobiście jest Jezus? Ale i to pytanie często wybrzmiewało, więc każdy z nas ma już gotową odpowiedź. Dobrze by było, abyśmy dzisiaj spróbowali stanąć przed Jezusem twarzą w Twarz i patrząc w Niego zastanowili się, kim On jest dla nas. Posiadając tak wielką już wiedzę ogólną, kim jest Jezus, mając w pamięci przeróżne pouczenia, doświadczenie różnych rekolekcji (niekoniecznie w tej Wspólnocie, ale i w innych), starajmy się w swoim sercu spojrzeć na Jezusa. Można zamknąć oczy, aby lepiej się skupić. Spójrzmy na Jezusa, On zadaje nam dzisiaj to pytanie. Jest to pytanie osobiste; nie takie ogólne, rzucone w tłum. To pytanie skierowane jest konkretnie do ciebie. Jezus dzisiaj przychodzi do ciebie. Można by powiedzieć, że nie przychodzi do nas, On przychodzi do ciebie i z troską w głosie pyta: Kim jestem dla ciebie? Pomyśl, kim dla ciebie jest Jezus? Nie dawaj szybkiej odpowiedzi, zgodnej z twoją wiedzą. Raczej chodzi o to, abyś zagłębił się w swoje serce i abyś poszukał tam głęboko, jaki jest twój stosunek do Jezusa, twoja relacja z Nim? Co czujesz do Niego? Co dzieje się w twoim sercu, kiedy patrzysz na Niego? Co się dzieje w twojej duszy, gdy słyszysz to pytanie? A On patrzy ci prosto w oczy, zadając je.

  • Kim dla ciebie jestem?
  • Czy Mnie kochasz?
  • Czy jestem dla ciebie ważny?
  • Czy wierzysz prawdziwie, że przyszedłem, aby dać ci życie, aby dać ci szczęście?
  • Czy wierzysz w Moją miłość do ciebie?
  • Czy Mi ufasz?

Czytaj dalej

Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary

Dzisiaj Jezus ukazuje pewien aspekt miłości. Mówi, że PRAGNIE MIŁOSIERDZIA, NIE OFIARY. Znowu należałoby spojrzeć na relacje między sobą i na relacje między nami a Bogiem. Bóg obdarza miłosierdziem i pragnie miłosierdzia. Czy wierzymy w to? Czy po upadku nie ma w nas jednak jakiegoś lęku? Czy nie ma w nas może takiego pragnienia, by zaskarbić sobie to miłosierdzie poprzez jakieś czyny, ofiary, ciężką pracę. Jeżeli pojawia się w sercu taka myśl, to znaczy, że brakuje nam właściwego zrozumienia, czym jest Boża miłość. Dokładnie te same relacje, jakie mamy między sobą a Bogiem, stosujemy między ludźmi, oczekując od nich zapracowania na miłość, czynienia jakiegoś szczególnego dobra, zadośćuczynienia, jakiejś ofiary, zwykłych przeprosin. Oczekujemy, że na naszą miłość ktoś odpowie we właściwy sposób, tak jak my byśmy chcieli. Cały czas relacje pomiędzy nami nie są relacjami prawdziwej miłości, ale naszych wyobrażeń, jaka ona powinna być. Ciągle w różny sposób pojawia się to, co było w sercach faryzeuszy. Nie chodzi tutaj o jakieś szczególne potępianie kogoś, raczej chodzi o zwykłe, codzienne relacje między nami, w których objawia się brak prawdziwej miłości, zrozumienia, czym jest miłość, brak wyrozumiałości wobec drugiego człowieka, wobec jego słabości, brak przebaczenia, brak przyjmowania drugiej osoby taką, jaką ona jest.

Przyjmować drugą osobę z miłością, to znaczy:

  • godzić się w swoim sercu, że druga osoba jest inna niż my byśmy chcieli aby była, niż mamy wyobrażenia o tym, jaka powinna być;
  • to zgoda na inne zachowanie drugiej osoby niż my uważamy, jak powinna się zachowywać;
  • to zaakceptowanie, iż druga osoba inaczej rozumie, czym jest miłość, idzie inną drogą duchową;
  • to pozwolenie w swoim sercu, iż druga osoba popełnia błędy, upada;
  • to przyjęcie, iż nauczycielem tej osoby jest Bóg i On ma prawo, aby ją pouczyć, tak jak będzie chciał. To On wydobędzie ją z jej upadku. On zajrzy do jej duszy i rozjaśni ją. A jakże często my sobie uzurpujemy to prawo, aby kogoś pouczyć, udzielić pewnego światła, poprowadzić.
  • to relacja pełnego zrozumienia drugiej osoby, akceptacja, pozwolenie na pełną wolność w jej wyrażaniu siebie, w jej życiu, w jej drodze życiowej. Jednocześnie to modlitwa za tę osobę, w której nasze serce wyraża wolność, a więc również w głębi nas dajemy jej wolność. Dajemy też wolność Bogu, by pomagał jej tak, jak On tego chce, a nie tak jak my.

Prawdziwa miłość daje wolność. Daje wolność nie tylko nam, ale w naszych sercach daje wolność drugiemu człowiekowi, daje wolność Bogu, bo często chcielibyśmy Boga ustawiać według naszej miary. Bardzo często oczekujemy czegoś, nie godząc się na Jego wolę, tak jak byśmy ograniczali Boga naszymi wyobrażeniami i pragnieniami, naszym pojmowaniem tego co dobre i złe dla nas i dla innych. Czytaj dalej

Święto Narodzenia NMP

W Sercu Matki Najświętszej jest miejsce dla każdego z nas i każdy jest szczególnie umiłowany. Matka, która ma dwoje, troje dzieci, kocha każde z nich i każde najmocniej. Każde jest inne, ona o tym wie, a jej miłość obejmuje wszystko, co dotyczy jej dzieci. Nad każdym dzieckiem matka się pochyla, do każdego dostosowuje swoje słowa, gesty. Znając swoje dzieci, wie, czego pragną, czego potrzebują i matka to daje. Matka Boża czyni podobnie. Każdego z nas zna bardzo dobrze i nad każdym pochylając się daje to, czego potrzebujemy, również, czego pragniemy. Znając nas lepiej niż my samych siebie, obdarowuje hojniej. A to, co daje służy nam, naszemu dobru, naszemu zbawieniu. Dzisiaj chciałaby, aby każdy z nas doświadczył w swoim sercu matczynej miłości. Chciałaby, aby nasze serca otworzyły się jeszcze bardziej na Jej miłość, abyśmy uwierzyli, zaufali Matce Boga. Abyśmy z pomocą Ducha Świętego głębiej zrozumieli, kim jest Ta, która zrodziła dla nas Jezusa i lepiej zrozumieli miłość płynącą z Serca złączonego z Bogiem; miłość, która płynie z Krzyża.

Miłość, jaka jest w Sercu Maryi, jest miłością samego Boga. To On jednocząc Jej Serce ze Swoim wypełnił je miłością. To dzięki Niemu Maryja może tą miłością obdarzać każde dziecko, każdą duszę. Dzięki Jego łasce miłuje każdego w sposób szczególny, indywidualny. Dzięki Niemu troszczy się o każdego z nas jak rodzona matka, a dzięki Bogu może to czynić jeszcze pełniej i doskonalej. W tym Dniu, kiedy razem świętujemy Urodziny Matki Najświętszej, Ona pragnie obdarować nas świadomością matczynej miłości; miłości, która przewyższa każdą ludzką miłość. Przewyższa z tego względu, że pochodzi od samego Boga, jest więc doskonałą.

Spróbujmy dzisiaj otworzyć swoje serca na Matkę Boga, otworzyć bardziej niż dotychczas, abyśmy w swoich sercach poczuli bliskość z Nią, jako dzieci z Matką i abyśmy z ufnością powierzyli Jej wszystko, całe nasze życie. Tak, jak w rodzinie, gdy dzieci przychodzą, by świętować urodziny swojej mamy i mama wszystkie je przytula, stawia na stół wspaniałe potrawy, rozmawia, dopytuje się, obdarza miłością, swoją troską, dzieli się tym, co ma, słysząc o potrzebach swoich dzieci wyciąga wszystko i oddaje (bo serce matki gotowe jest oddać ostatnią rzecz, aby tylko jej dzieci były szczęśliwe), tak i Matka Boża dzisiaj pragnie słuchać o naszych troskach; słuchać nas i obdarzać swoją miłością, łaskami, które Bóg w Jej Sercu zgromadził, dał do Jej dyspozycji. Wiedzmy, że Matka Boża również oddałaby ostatnią rzecz, aby tylko Jej dzieci były szczęśliwe. Dowodem na taką miłość do nas jest Jezus. Mając Jego przecież jedynego oddała ludziom. W swoim Sercu pozwoliła, by uczynili z Nim, co zechcą. To była Jej zgoda – zgoda Serca Matki. Z Krzyża Jezus obdarował Ją tak niezwykłym Macierzyństwem – uczynił Matką każdego. Uczynił Matką ludzi, którym pozwoliła, by zabili Jej Syna. Niech to będzie dla nas dowodem Jej największej miłości do nas. Serce Matki Najświętszej zjednoczone jest z Jezusem po wieki, a więc zjednoczone również na Krzyżu – dla nas. Bez takiego zjednoczenia, bez Jej zgody na wszystko nie mogłaby teraz udzielać nam łask, opiekować się nami, troszczyć się o nas. Czytaj dalej