Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle

Dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 6, 6-11) ukazuje bardzo smutną rzeczywistość; rzeczywistość, która niestety ma miejsce we wszystkich wiekach, nie tylko wtedy, gdy Jezus chodził po ziemi, nauczał i uzdrawiał. Ukazuje bowiem, jak bardzo człowiek potrafi być zamknięty na Bożą miłość, jak bardzo potrafi być pyszny w swoim pojmowaniu rzeczy Bożych, jak mało w człowieku jest otwartości i miłości, jak mało słucha Boga. Przerażająca jest dzisiaj reakcja faryzeuszy na cud uzdrowienia. I każdy, kto czyta lub słucha dzisiejszych słów jest oburzony. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że i w jego sercu coś z zachowania bohaterów Ewangelii można znaleźć.

Serce ludzkie nie jest wolne od pychy. Niestety, zazwyczaj tak jest, że ci, którzy chcą żyć przykazaniami, jakimiś zasadami obowiązującymi w religii, gdy nie mają na celu miłości, stają się często zatwardziałymi fanatykami. Stają się ludźmi trzymającymi się sztywno litery prawa; tak sztywno, że już nie ważny jest Bóg, ważne jest prawo. Często dochodzi do tego, że wręcz przestają słuchać Boga i sami wyznaczają zasady, reguły postępowania. Mówimy tu nie tylko o sektach, o tych, którzy odeszli od Kościoła tworząc jakiś własny. Mówimy o katolikach, o ludziach wierzących, żyjących w Kościele. Warto przyjrzeć się sobie samemu, by zaobserwować, w jaki sposób reagujemy na innych ludzi, szczególnie wtedy, gdy zachowują się inaczej niż przewiduje, według naszych wyobrażeń, wiara katolicka. Zaznaczmy tutaj – według naszych wyobrażeń. Zawsze jest tak, że własną miarą mierzymy innych, to co my sądzimy uważamy, że jest dobre, tak jak my pojmujemy wiarę, Boga, tak osądzamy innych krytykując lub oceniając pozytywnie. Niestety człowiek jest słaby i nie posiada miłości w sobie. Źródłem miłości jest Bóg i tylko Bóg. Człowiek nie powinien wierzyć sobie, nie powinien sobie ufać, bo jest słaby, upada, popełnia błędy. Tylko Bogu należy ufać i wierzyć. Tylko On jest Miłością, tylko On jest doskonały, tylko On jest dobry, tylko On zna prawdę, sam jest Prawdą. Zatem człowiek nigdy nie powinien wypowiadać sądów w sposób kategoryczny i ostateczny. Widząc zachowanie inne niż jego własne, nie powinien krytykować i nakłaniać na siłę drugą osobę do zmiany swego postępowania. Na pewno nie należy oceniać negatywnie, nie należy oburzać się, wypowiadać negatywnych sądów, tworząc nieprzyjemną atmosferę. Wtedy stajemy się podobni do faryzeuszy, którzy własną miarą mierzą, wcześniej ustaliwszy tę miarę według siebie, ustaliwszy prawa według własnego sądu, sposobu myślenia i rozumienia. Faryzeusze już nie patrzyli na Boga i Jego wolę, ale na swój sposób pojmowania tego, co mówił Bóg, jakie dał przykazania. Sami ustalili wiele reguł i tego się trzymali. Zabrakło w nich miłości, była natomiast pycha, która całkowicie przysłoniła im oczy. Czytaj dalej

Jezus daje się nam poznać

rekolekcje_2015

Powróćmy do rekolekcji wakacyjnych 2015…>>

Serce, które żyje Bogiem jest sercem szczęśliwym. Ten, kto prawdziwie otwiera się na obecność Boga w swoim wnętrzu, jest szczęśliwy. Serce Matki Bożej zjednoczone z Sercem Jezusa przeżywa nieustanne wesele. Ona pragnie, by i nasze serca doświadczały radości. Radość płynąca ze zjednoczenia z Bogiem jest radością przeżywaną bardzo głęboko, osadzoną w głębinach duszy. To nie radość powierzchowna, którą potrafi zmącić jakikolwiek niepokój, ale radość głęboko płynąca z pnia duszy, a tym pniem jest obecność Boga. Taka dusza, choć przeżywa, tak jak każdy inny człowiek, różne sytuacje – łatwe i trudne, przyjemne i nieprzyjemne, to jednak nie angażuje się aż tak emocjonalnie we wszystko, ponieważ w głębi doświadcza zjednoczenia z Bogiem. I to jest najważniejsze dla niej samej w jej życiu. Każdy człowiek zaproszony jest do bliskiej relacji z Bogiem, przecież każdego Bóg umiłował. Jezus umarł na Krzyżu dając życie wieczne każdemu, jednak Bóg wybiera sobie dusze, dla których pragnie ściślejszego zjednoczenia ze swoim Sercem, pragnie bliskiego obcowania z duszą. To obcowanie jest radością Boga. Bóg specjalnie stwarza takie dusze, którym udziela szczególnych łask i przygotowuje, aby stały się Jego oblubienicami. Takie dusze Bóg zaprasza do bliskości ze Sobą.

Również nas, Bóg zaprasza do bliższej relacji. Jezus pragnie być obecnym w naszym życiu w większym stopniu niż w życiu innych dusz. Pragnie naszej świadomości, iż On jest obecny w naszym sercu, mieszka i nieustannie kocha. Jest to obecność bardzo czynna. Nieustannie Bóg wylewa swoją miłość na nas, nieustannie wypowiada nasze imię, nieustannie woła, nasłuchuje, bo chce, abyśmy dzielili się z Nim wszystkim – naszą codziennością. Jezus pragnie, byśmy traktowali Go tak jak bliską osobę, z którą codziennie rozmawiamy, z którą żyjemy, mieszkamy razem. On oczekuje prawdziwie wielkiej zażyłości z nami. Chociaż pomiędzy duszą a Bogiem wydaje się być przepaść nie do przebycia (z jednej strony – nicość, z drugiej – Wszechmoc, Nieskończoność), to Jezus z całą swoją nieskończonością, z całą swoją mocą i potęgą pochyla się nad twoją nicością, nad twoim „nic”, składając swoje „wszystko” w twoim „nic” – w twoim sercu. Cały daje się tobie, prosząc, abyś przyjął Go, zapraszając do cudownego obcowania z Nim, do miłości. To zaproszenie do miłości jest z jednej strony cudownym, a z drugiej wręcz niepojętym dla dusz, ponieważ dusza jest tylko nicością, a więc nie zawiera mądrości, zrozumienia, do czego ją Bóg zaprasza. Ona przecież nie zna w pełni Boga, w związku z tym nie rozumie, jak wielka jest przepaść między nią a Bogiem. Ona nie potrafi ocenić tak wielkiego wyróżnienia i daru, jakim jest obdarzana. Mimo to, Bóg nie zraża się. Pochyla się nad tobą i pragnie być obecny nieustannie w twoim życiu. Ta obecność ma miejsce nie tylko podczas modlitwy, Eucharystii, gdy jesteś na spotkaniu Wspólnoty. Ta obecność, to żywy kontakt – kiedy Bóg mówi, a ty słuchasz; kiedy ty mówisz, a Bóg słucha; kiedy prawdziwie dzielisz się z Nim każdą chwilą, każdą sprawą. Dusza może w tak niezwykły sposób żyć z Bogiem. Ciągła relacja wymiany miłości między Bogiem a duszą, duszą a Bogiem, ten nieustanny kontakt jest możliwy. Bóg do takiej relacji zaprasza. Ze strony duszy potrzeba otwarcia, starania się, by otwierać się nieustannie, potrzeba wysiłku podejmowanego ciągle od nowa, ponieważ dusza jest słaba. Nie ma sił, aby skupiać swoją uwagę na Bogu przez cały czas, aby myśleć o Nim nieustannie. To jest trudne, ale możliwą jest taka niezwykła zażyłość z Bogiem.

Jezus daje się nam poznać. Przed nami otwiera swoje tajemnice. Ze swego Serca wydobywa różne skarby, którymi dzieli się z nami. I chociaż nie znamy wartości tych skarbów, a wartość ich jest nieskończona, nie da się wręcz określić, jak wielkie to skarby dla duszy, Bóg dzieli się z nami i czyni to ciągle. My jako, że jesteśmy samą nicością nie rozumiemy tych skarbów. Owszem, możemy zobaczyć, jakiś odblask, zdajemy sobie w pewnym stopniu sprawę, że otrzymujemy bogactwo, ale ocenić wartość tego bogactwa nikt z nas nie jest w stanie, tak jak zwykła osoba, która nie jest znawcą szlachetnych kamieni, kruszców, nie potrafi określić wartości diamentów, złotej biżuterii wysadzanej drogocennymi kamieniami. Może zobaczyć, jaki mają kolor, że odbijają światło, ale nie potrafi powiedzieć, nawet nie rozumie, jak wielką posiadają wartość. To znawca wie. Można powiedzieć, że słowa z Ewangelii o „perłach przed wieprzami” (Mt 7, 6) również i nas dotyczą. I nikt nie powinien się obrażać, bo prawdziwie żaden człowiek na ziemi nie potrafi właściwie, w pełni docenić darów Bożej miłości. Mimo to, Jezus pochyla się nad nami, pragnąc być nieustannie z każdym z nas w zażyłych stosunkach, w bliskich, bardzo bliskich. Nazywa nasze dusze oblubienicami i każdemu z nas wyznaje miłość. Czytaj dalej

Uwierzyć w miłość i odpowiedzieć na nią

Wspólnotę Dusz Najmniejszych Bóg powołał w konkretnym celu i nas zaprosił do niej. Przez długi już okres formowane są nasze serca, byśmy więcej rozumieli, by coraz większa była nasza zażyłość z Bogiem. Bóg objawia nam swoje tajemnice, poucza nas, formuje, kształtuje dusze, a cokolwiek czyni ma to swój głęboki sens, który nie zawsze jest nam znany. Tylko Bóg przenika wszystko i wszystko zna – zna przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Czyni wobec nas wiele rzeczy, przygotowując nas do wypełnienia powołania. Gdy Jezus chodził po ziemi, zgromadził wokół Siebie uczniów, potem powołał grono najbliższych – Apostołów. Ich również pouczał i formował. Każdy dzień, każda chwila przebywania z Jezusem była chwilą bogatą w doświadczenie, w naukę.

Słuchając dzisiejszej Ewangelii (Łk 4, 38-44) możemy zauważyć, że do Jezusa przynoszono chorych, a On modlił się, uzdrawiał, pomagał. Czytamy również, iż Piotr prosił za swoją teściową i Jezus uzdrowił. Same słowa o wstawianiu się Piotra za teściową czy też o tym, że ludzie przynosili, przyprowadzali swoich różnych bliskich i znajomych, chorych, cierpiących, potrzebujących, a Jezus leczył, pomagał, czynił dobro, być może w jakiś sposób umykają uwadze, a zwracamy ją na samo uzdrowienie, samą działalność Jezusa. Dzisiaj popatrzmy na tych, którzy mają swój udział w cudach dokonywanych przez Jezusa. Tak więc zauważmy, że teściowa Piotra została uzdrowiona, bo Piotr wstawił się za nią u Jezusa i prosił o jej uzdrowienie. W dzisiejszej Ewangelii czytamy, że Jezus uzdrawiał, ale uzdrawiał tych, których ich bliscy czy znajomi przyprowadzili lub też przynieśli do Jezusa. Okazuje się, że te osoby mają jakiś współudział w Jezusowych cudach. Oczywiście, to Jezus uzdrawia, to Jezus posiada moc, ale ma swego rodzaju współpracowników, choć nie do końca świadomych swojej współpracy z Nim. Jezus potrzebuje właśnie takich ludzi, którzy przyprowadzą do Niego chorych, przedstawią Mu potrzebujących, którzy będą wstawiać się za biednymi, chorymi, głodnymi, słabymi, cierpiącymi. Czytaj dalej

Wspomnienie liturgiczne NMP Królowej Pokoju

obraz_MBP_StoczekW liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Królowej Pokoju (w Archidiecezji Warmińskiej – brewiarz.pl), prośmy Boga o tę jedną szczególną łaskę – łaskę pokoju dla naszych serc. Pokój Boży jest rzeczywiście łaską, jest niezmiernie potrzebnym darem dla każdej duszy. Bez pokoju serce ludzkie nie potrafi żyć, nie potrafi normalnie funkcjonować, nie potrafi dobrze się rozwijać. Dusza ludzka dopiero w pokoju zażywa szczęśliwości, którą daje Bóg. Właśnie w pokoju otwiera się jeszcze bardziej na Bożą obecność, na rozważanie Bożych tajemnic. Choć doświadczając również różnych trudności dusza doznaje niepokoju, jednak prawdziwy pokój, którym żyje dusza zjednoczona z Bogiem osadzony jest bardzo głęboko w niej. Chociaż na powierzchni może pojawić się niepokój, tak jak na powierzchni morza pojawia się drobna fala, marszczy się tafla wody, to jednak w głębinach panuje pokój. Do takiego pokoju w głębi duszy i my mamy dążyć, gdy już nic i nikt nie spowoduje poruszenia, zaniepokojenia duszy, że będzie zajmować się ona czymś innym, a nie Bogiem.

Bóg, czyniąc Maryję Matką swego Syna, obdarował Ją przeróżnymi łaskami, różnymi tytułami. Uczynił to z miłości ze względu na człowieka, również dla nas. W Jej Sercu jest cała pełnia Jego łask, a więc jest również pokój. Dusze, które zawierzają się Matce Bożej, które czynią Ją swoją Matką, doświadczają Jej opieki, pokoju serca, doświadczają różnych łask. Ona prowadzi takie dusze ku zjednoczeniu. Prowadzi tak, aby dusze te coraz lepiej poznawały Boga, coraz bardziej zbliżały się do Niego, otwierały się na Jego łaski i coraz bardziej upodabniały się do miłości. Wszystko to sprawia, że dusza napełnia się pokojem. Czytaj dalej

A oczy wszystkich były w Nim utkwione

Dzisiejsza Ewangelia (Łk 4, 16-30) jest dosyć znacząca. Otóż Jezus czyta w synagodze i samym czytaniem porusza już ludzkie serca. Potem wypowiada pewne słowa i serca są jeszcze bardziej poruszone. Można sądzić, że zostały dotknięte i były już o krok od zobaczenia w Jezusie kogoś wyjątkowego. Niestety szyki pomieszała pycha, ponieważ Jezus nawiązał do dwóch wydarzeń ze Starego Testamentu, że w narodzie wybranym nie znalazła się żadna osoba, której Bóg w znaczący sposób udzieliłby pomocy w trudnych sytuacjach. Posyłał proroków do ludzi nie z narodu wybranego i poprzez proroków właśnie tym ludziom pomagał i to w niezwykły sposób. Słowa Jezusa wspominające te wydarzenia dotknęły serc słuchaczy, a jednak nie w taki sposób, w jaki byśmy się tego spodziewali. Dlaczego tak się stało? Poczuli się dotknięci słowami Jezusa, który mówi, iż nawet ci wybrani nie zawsze potrafią słuchać Boga, nie zawsze są Mu posłuszni. I Bóg wybiera sobie niekoniecznie właśnie kogoś z narodu wybranego, ale wybiera ludzi pokornych. Wybiera ludzi, których Żydzi właściwie uznawali za kogoś gorszego, bo nie należącego do ich narodu. To szczególnie było dotkliwe dla słuchaczy. Poczuli, że to o nich Jezus mówi, że to oni są tymi, do których Bóg ostatecznie nie może posłać swoich proroków, bo nie słuchają. I Bóg posyła do innych, którzy przyjmą, posłuchają i doświadczą Bożego działania. Słuchaczom zabrakło pokory – przecież to oni są narodem wybranym, przecież to oni spełniają wszystkie wymogi prawa, przecież to oni studiują Pisma, to oni je znają… A tutaj Jezus mówi, że nie do nich Bóg posłał proroków – jednego, drugiego.

Dlaczego ten fragment dzisiaj? Otóż w pewnym stopniu dlatego, abyśmy starali się w pokorze powracać do pouczeń, chociażby do rekolekcji i do tamtych katechez. I byśmy uświadamiali sobie, iż człowiek nie jest w stanie nasycić się Słowem Boga raz na zawsze i potem już na wyżynach w tym Słowie trwać. Potrzebuje nieustannie pokornego słuchania i pokornego rozważania Słowa, by nie stać się jak ci, którzy tego Słowa nie przyjmują, bo zadufani są w sobie, bo są pełni pychy. A więc na początku tego roku formacyjnego przyjmijmy swego rodzaju ostrzeżenie, by w taką pychę nie popaść, że oto już kolejny rok, oto już tyle wiemy, słyszeliśmy, oto nasze serca tyle doświadczyły, podczas rekolekcji wakacyjnych również, teraz już wiemy, jak postępować, już rozumiemy, teraz już jesteśmy dojrzali w wierze. Taka postawa jest w jakimś stopniu przeniknięta pychą. Niekiedy w swoim życiu doświadczamy podobnego poruszenia, jakiego doświadczyli słuchacze z dzisiejszej Ewangelii, kiedy jesteśmy obruszeni: No jak tak można?! No przecież nie ja?! Jak ktoś może do mnie tak mówić?! Jak ktoś może tak sądzić?! No te słowa to nie do mnie, ja to jestem w porządku! W momencie, gdy człowiek czuje takie poruszenie dobrze by było, aby się zastanowił, dlaczego? Dlaczego nie przyjmuje? Dlaczego od siebie odsuwa te słowa, zdarzenia, sytuację, jako nie dotyczącą go, bo być może znajdujemy się dokładnie właśnie w sytuacji, w jakiej znaleźli się Żydzi w synagodze. Czytaj dalej

Nad nami Matka Boża objęła szczególną opiekę

Świat jest w chwili pokusy, bo zapomniał [o Bogu] i opuścił Boga. Dlatego, wy dziatki, bądźcie tymi, którzy poszukują i kochają Boga ponad wszystko.

MB_CzestochowskaBóg uczynił Maryję Matką swego Syna, a jednocześnie Matką wszystkich ludzi, Matką Kościoła. Jej macierzyństwo wobec nas jest darem. A skoro jest darem od Boga, należy go przyjmować z wielką otwartością serca i ufnością, że jest to coś najlepszego, co można otrzymać. Dla Niej samej macierzyństwo wobec nas jest również łaską i darem. Bóg musiał najpierw obdarzyć Maryję swoją łaską, aby Ona mogła stać się Matką wszystkich. A więc Maryja raduje się tym cudownym wejrzeniem Bożym w Jej Serce i rozlewa na cały świat miłość spływającą nieustannie z Bożego Serca na Jej Serce. Za Bożym przyzwoleniem objawiała się w różnych wiekach po to, by ukazywać ludziom Boga i Jego miłość, by kierować ludzi ku Bogu. Często ludzie w Jej objawieniach szukają sensacji. Doszukują się czegoś innego niż to, co zostało wypowiedziane przez Boga. A Matka Boża przecież może jedynie powtórzyć to, co mówi Bóg; nic od siebie, nic innego. Wszystko, co mówi do nas zawiera się chociażby w Ewangelii, (J 2, 1-11) i w słowach: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Słuchając kolejnych Jej pouczeń nie spodziewajmy się innych rzeczy, bo w Niej jest tylko to, co mówi Bóg, co mówi Jezus. Nie ma niczego innego. To prawda, to co mówi do nas często jest ujmowaniem Bożych spraw od różnej strony, różnymi słowami, ale cały czas jest to dokładnie to, co możemy przeczytać w Piśmie Świętym. To jest tylko to. Czytaj dalej

Z tegorocznych rekolekcji – cz. 3

Podczas tegorocznych rekolekcji staramy się uświadomić sobie, iż w Niebie Święci jaśnieją blaskiem Boga, Jego pięknem, Jego czystością. W sposób doskonały odzwierciedlają Boga, żyją Bogiem. Bóg pokazuje nam to w konkretnym celu. Uświadamia nam, że rozważana tajemnica świętości właściwie dotyczy nas. Każdy z nas w swoim sercu powinien usłyszeć wołanie Boga. Wszyscy powołani jesteśmy do świętości. Wszyscy! Świętość nie jest celem samym w sobie. Bóg nie chce uformować samotników, egoistów, którzy będą dążyć dla siebie do tego celu. Bóg miłuje wszystkie dusze, dlatego pokazuje nam stan współczesnego świata i to, co się może jeszcze wydarzyć. Nasze uświęcenie, nasza droga wiedzie poprzez służbę. My służyć będziemy innym i poprzez tę służbę uświęcane będą inne dusze i my. Nasze dusze wypełnione miłością posłużą, by miłości również zapragnęły inne dusze. Nasze światło będzie światłem dla innych. Bóg posłuży się nami. Przeżyjmy to powołanie jako swoje. Cały czas prośmy o łaskę Ducha Świętego, by On poruszył nasze serca, by każdy z nas doświadczył na tegorocznych rekolekcjach mocnego dotyku Boga.

Pójście za Głosem powołania nie tylko oznacza wyrzeczenie czy ofiarę. Oznacza również doświadczenie obecności Boga w swoim sercu i radości z tego faktu. Człowiek słyszy Głos wołający go. Czasem musi przejść wewnętrzną walkę, aby pójść za tym Głosem. Doświadcza trudności i przeciwności, jednak idzie. W momencie decyzji spływa na człowieka radość Bożej obecności; radość, że Bóg człowiekowi towarzyszy i to w sposób niezwykły – towarzyszy nieustannie. Gdy Bóg powołuje do dzieł Bożych towarzyszy człowiekowi cały czas, umacnia, daje poczucie pewności, że oto właśnie jest to ta droga. Są trudności, przeciwności, są cierpienia, ale jest również wewnętrzne przekonanie – Bóg mi towarzyszy, Bóg jest ze mną.

Wielu Świętym towarzyszyły ponadto nadzwyczajne zjawiska. Nie należy oczekiwać na takie zjawiska. Niektórzy pragną wywołać je. W swoim życiu również doświadczyliśmy tego, że chcieliśmy od Boga uzyskać znak. Starajmy się przede wszystkim sercem otworzyć się na Bożą obecność, aby Bóg naszemu sercu dał poznać swoją obecność. Aby serce zostało umocnione wewnętrzną obecnością Boga. A jeżeli będzie coś więcej, będziemy Boga wielbić i Mu dziękować.

Powołanie, jakie daje Bóg jest czymś pięknym, wielkim, wspaniałym. Może porwać serce i zmienić całe życie człowieka. Zresztą widzimy to w życiu Świętych, w życiu samego Mojżesza także. Każde autentyczne spotkanie z Bogiem, kiedy serce otwiera się na obecność Boga, niesie ze sobą właśnie taką przemianę, wprowadza życie na nowe tory, daje energię, siłę, moc. Człowiek przestaje być takim, jak dotychczas. Ma w sobie entuzjazm, radość. W sercu czuje, że mógłby przenosić góry. Różne są doświadczenia dusz podczas spotkania z Bogiem, gdy On porywa duszę, gdy nawołuje, gdy objawia przed nią swoje plany i zamiary. Dusza jednak nie pozostaje tą samą, nie pozostaje obojętną. Prawdziwie dusza może wtedy powiedzieć, że spotkała Boga. Gdy natomiast pozostaję tą samą po takim spotkaniu, można mieć wątpliwości czy otworzyła się, czy to było autentyczne z jej strony, czy przyjęła łaski, którymi Bóg pragnął obdarzyć.

Prośmy podczas tegorocznych rekolekcji, byśmy mogli doświadczyć spotkania z Bogiem tak jak Mojżesz, jak inni Święci; spotkania, które całkowicie odmieni nasze życie, które porwie nasze serca, które sprawi, że nie będziemy mogli usiedzieć na miejscu, nie będziemy mogli niczego zrobić, dopóki nie pójdziemy za Głosem Boga. Módlmy się do Ducha Świętego, by dał nam zrozumienie, czego Bóg od nas oczekuje, czego pragnie, w jaki sposób widzi nas i nasze życie.

Z tegorocznych rekolekcji – cz. 2

Kimże jestem, że właśnie Bóg mnie powołał!

(Z rekolekcji dla Wspólnoty – wakacje 2015 r.)

Kimże jestem, że właśnie Bóg powołał mnie do tej Wspólnoty? Że prowadzi mnie tą drogą, przemawia, formuje, czyniąc rzeczy niezwykłe. Bo nie do każdego człowieka Bóg przemawia, nie każdemu człowiekowi Bóg daje do ręki chociażby rozważania do Ewangelii. Nie każdemu dzień w dzień wyjaśnia na czym ma polegać kolejny krok, nie każdemu mówi, co robi źle, a co dobrze. Kimże jestem, że Bóg obdarza mnie takim dobrem, chociażby tu, w tym miejscu? Kimże jestem? Przecież w żaden sposób nie wysłużyłem tego sobie. Nie należy mi się to! Nie zapracowałem, nie zrobiłem nic, co by tłumaczyło takie Boże obdarowanie. Kimże jestem w oczach Bożych, że Bóg Sam ingeruje w moje życie? Nie siedzi na tronie Nieba, ale zszedł na ziemię. Kimże jestem, że Bóg do mnie zszedł na ziemię? Można powiedzieć, że Sam osobiście się pofatygował. Który z królów sam osobiście pofatygował się do swojego poddanego, najnędzniejszego i najbiedniejszego, aby go obdarzyć całym bogactwem swoim? Który z królów? Kimże jestem, że Bóg przemawia do mnie bezpośrednio poprzez swoje Słowo – Pismo Święte. Kimże jestem, że Bóg objawia mi tajemnice swego Serca, przedstawia swoje cierpienie i ból, troskę swoją. Kimże jestem, że Bóg dzieli się ze mną tym, co przeżywa – Bóg Wszechmogący, Stwórca. A ja … – tylko marne stworzenie. Kimże zatem jestem? I, tak jak Mojżesz, staję przed Bogiem w zadziwieniu nad gorejącym krzewem, bo co tutaj mamy jak nie krzew gorejący. Każde Słowo jest płomieniem Pana. Co tutaj mamy, jak nie obecność samego Boga we wszystkim, co nas otacza. Jego miłość objawia się pośród nas.

Zatem, kim jesteś, że Bóg tyle czyni wobec ciebie? Kimś ważnym, znaczącym? Może coś posiadasz takiego, że Bóg zszedł na ziemię, że tak cię wyróżnia? A Bóg tak jak do Mojżesza mówi dzisiaj do ciebie: Wybrałem ciebie i chcę ciebie posłać, bo cierpienie, ból z ziemi unoszą się aż do mnie. Bo ujrzałem cierpienie moich umiłowanych, mego narodu i chcę ciebie posłać. Panie, kim jestem, że mówisz do mnie takie rzeczy? Ani kapłanem, ani politykiem, ani królem czy prezydentem. Jestem nikim, nie posłuchają mnie. Dlaczego Bóg właśnie do was mówi, dlaczego właśnie was wybrał. Odpowiedź jest od razu w słowach Ewangelii (Mt 11, 25-27) – spodobało Mu się objawić swoje tajemnice maluczkim, a nie wielkim tego świata. Tak Mu się spodobało.

Dzisiaj masz stanąć w pokorze przed Bogiem w bojaźni Pańskiej i uświadomić sobie, że tak jak Mojżesz – stajesz przed Bogiem. I tak jak Mojżesz – z Nim rozmawiasz. I tak jak Mojżesz – jesteś powoływany. Obejrzyj się do tyłu na wczorajszy dzień, przedwczorajszy. Mojżesz ogląda się do tyłu, bo wspomina swój naród z ziemi egipskiej i widzi tam cierpienie, widzi niewolę. Widzisz dokładnie to samo. Widzisz to samo! Bóg daje ci więcej niż Mojżeszowi. Objawia ci swoje Serce, które jest pełne cierpienia, bo Jego miłość jest odrzucona, a grzech ludzki zadaje kolejne rany Jego Sercu. Również i to Bóg tobie objawia. Kimże jesteś? Człowiecze, kimże jesteś? Aniołowie zadziwiają się takim wyróżnieniem, Święci wielbią Boga, a ty kimże jesteś? Czy w twoim sercu również wybrzmiewa to pytanie: Kimże jestem? Dopóki to pytanie szczerze nie wybrzmi w Twoim Sercu, dopóty nie zrozumiesz swego wybraństwa, powołania, wielkości wyróżnienia. Jesteś najmniejszym z najmniejszych, tym maluczkim z Ewangelii. Bogu spodobało się właśnie tobie objawić swoją miłość i miłosierdzie, a poprzez ciebie objawić ją światu. Czytaj dalej

Z tegorocznych rekolekcji

Tylko w Sercu Boga możemy być bezpieczni. W Sercu Boga jesteśmy otoczeni miłością, a więc tylko dobro może nas spotkać. W tym poczuciu bezpieczeństwa, w otuleniu miłością możemy poznawać tajniki Bożego Serca. Dzięki Jego łasce możemy zobaczyć, co w tym Sercu jest. Podczas naszych rekolekcji Bóg pragnie nieco uchylić nam drzwi do tajemnicy Swego Serca. To tak, jakby każdemu z nas Bóg na ten czas chciał dać specjalne okulary, które pozwalają dostrzec o wiele więcej i zrozumieć więcej. Z perspektywy samego Boga bowiem dostrzeżemy, co dzieje się teraz i wynikające z tego konsekwencje na przyszłość, co nie jawi się w optymistycznych barwach. Wiele potworności rani Boże Serce i Bóg cierpi. Ale Bóg też daje nam nadzieję, światło, zapewniając, że wielu wybranych zgromadzi i będą bezpieczni.

Słuchając fragmentu z Księgi Wyjścia (2, 1-15a), możemy zobaczyć, iż Bóg potrafi z każdej najgorszej, najciemniejszej, beznadziejnej sytuacji wyprowadzić światło, dobro, odmienić los. Naród wybrany był w niewoli. Był bardzo uciskany, a w dodatku wyszła ustawa, że każdy chłopiec nowo narodzony miał być zabity. Tak więc naród ten nie miał przyszłości. Jednak Bóg uratował Mojżesza. Dał Mu takie dary i umiejętności, że mógł wyprowadzić naród wybrany z niewoli i stał się niezwykłym przewodnikiem swego narodu. Z ciemności Bóg wyprowadził cały naród, posługując się jednym człowiekiem. Nie obyło się bez cierpienia. Serca ludzkie potrzebowały długich lat formacji, aby pewne rzeczy zrozumieć. Poprzez to czytanie Bóg i  nam daje nadzieję. Owszem, sytuacja jaka jest teraz i na jej podstawie jaka kształtuje się na przyszłość nie jest ciekawa, wręcz przerażająca. Ale Bóg kocha swoje dzieci i nie chce ich zagłady. Chce je uratować. Wtedy powołał do życia Mojżesza, teraz w różnych miejscach na ziemi powołuje różne dusze, by poprzez nie powoli odradzać cały Kościół. Zebrał nas i od kilku lat pragnie uczynić jedno. Chce, byśmy byli jednością w Nim. Chce dać światło na ziemię poprzez nas. Na ziemi już panują ciemności, ale Bóg pragnie dać światło. Czyni to tylko z miłości. Jego miłość powinna porwać nasze serca już na zawsze. Jego miłość powinna nas zachwycić tak, byśmy już niczego nie pragnęli, tylko samego Boga. I Bóg poprzez lata tworzenia Wspólnoty dokonuje wielkich rzeczy. Tyle, że nasze oczy są ślepawe, nasze umysły niemrawe, serca niezbyt skore do otwartości Nie zauważamy cudów i znaków, które Bóg czyni. W nas są wątpliwości, jeszcze nęci ten świat. Rzeczy, którymi się zajmujemy wydają się tak niewinne. Jeszcze trudno nam porzucić wszystko, aby należeć tylko do Boga, a nie do świata, do rzeczy, do spraw, do czynności, do zajęć. Bóg wcale nie oczekuje, że wszyscy porzucimy rodziny, pracę, obowiązki i będziemy tylko się modlić. Nie! On oczekuje, że nasze serca porzucą wszystko i będą należeć do Niego i żyć z Nim. Konsekwencją tego, owszem, jest pewna przemiana życia, nawet zauważalna na zewnątrz. Czytaj dalej

Służ Mi i bądź nieskazitelny

Przyjrzymy się dzisiaj postawie Abrahama. Znamy go jako człowieka ogromnej wiary i wielkiego zaufania Bogu. Pamiętamy, że był posłuszny Bogu, gdy Bóg nakazał mu złożyć ofiarę z syna. Do ostatniego momentu, w którym Anioł powstrzymał go, Abraham był posłuszny Bogu. Jednak dzisiejszy fragment (Rdz 17, 1. 9-10. 15-22) ukazuje Abrahama jako człowieka bliskiego każdemu z nas, mającego również słabości, który nie od początku głęboko wierzył i ufał Bogu.

Bóg przyszedł do Abrahama i rozmawiał z Nim. To już jest niezwykła sytuacja i świadczy o wybraniu Abrahama i jego bliskiej relacji z Bogiem. A jednak, gdy usłyszał słowa, iż będzie ojcem ogromnego narodu, śmiał się. Nie miał zbyt wielkiej odwagi, by powiedzieć Bogu wprost, że nie wierzy, dlatego mówi oględnie, jak gdyby na Izmaela składając obietnice Boże, może udając, że właśnie tak zrozumiał, ale w duchu śmiał się. Nie wierzył. Powątpiewał w Słowo Boga pomimo, iż Bóg przyszedł do niego i rozmawiał. Zadziwiające jest, jak bardzo słabym jest człowiek. Może doświadczać Bożej obecności przy sobie, Bożego prowadzenia, sam może wykazać się nawet już pewną wiarą, a jednak wątpić. Abraham poszedł za Bogiem, zostawił ziemię i poszedł tam, gdzie Bóg mu wskazał, mimo to powątpiewał. Możemy dziwić się, że człowiek wybrany przez Boga, obcujący w bliskości z Bogiem, jednak niedowierza. Zaczyna trochę kręcić, nie mówi wprost Bogu o swoich wątpliwościach, robi to okrętną drogą. Ale Bóg prostuje jego myślenie i jeszcze raz wyjaśnia. Daje jasno do zrozumienia, jakie są Boże plany wobec niego. Czytaj dalej