Czy wiemy, na czym polega świętość trójki fatimskich dzieci, które przyjęły Orędzie Maryi i od tylu lat może być to Orędzie rozpowszechniane na całym świecie? Czy rozumiemy, dlaczego właśnie tę trójkę wybrał Bóg? I dlaczego właśnie poprzez takie małe serca Bóg zechciał po raz kolejny rozciągnąć skrzydła nad ludzkością, aby ją uchronić, przestrzec? Dzieci te nie posiadały wiedzy, wykształcenia, nie były szczególnie inteligentne czy mądre. Nawet ich wiara nie należała do zbyt dojrzałych. Czym zatem kierował się Bóg, wybierając te dzieci? Bóg patrzył na ich serca. Wybrał dzieci o prostych i szczerych sercach, o umysłach nieskażonych wiedzą. Wybrał Sobie dzieci, które przed objawieniami nawet zbytnio się nie modliły. Odmawiając Różaniec chciały, żeby szybciej im to szło, więc wypowiadały tylko pierwsze słowa: Zdrowaś Maryjo, Zdrowaś Maryjo, Zdrowaś Maryjo…, bo nie chciało im się odmawiać całej modlitwy. A jednak właśnie te serca Bóg wybrał. W tych sercach Bóg zobaczył miłość, pokorę, posłuszeństwo, wielką szczerość i otwartość. Nie byłoby możliwe rozpowszechnienie Objawienia w Fatimie, nie byłoby kolejnych wydarzeń, gdyby nie takie serca, gotowe kochać miłością doskonałą. Czy wiemy, że miłość tych dzieci była miłością zbliżoną do miłości doskonałej?
Dziwimy się, jak takie małe dzieci, z biednych rodzin, bez wykształcenia, mogą kochać dojrzałą miłością? Mogą. Łaska Boża trafiła na podatny grunt i ukształtowała w nich miłość. Doskonałość miłości w tych dzieciach polegała na tym, że była to miłość ofiarna. Ich ofiara sięgała szczytu. Wyobraźmy sobie małe dzieci z rodzin bardzo biednych, które przez cały dzień muszą wypasać owce i siedzą gdzieś daleko od swojego domu, jest gorąco, a one dla Jezusa, dla Maryi wyrzekają się nawet kropli wody, a swój kawałek chleba oddają innym. Przecież one same są głodne, bardzo spragnione i umęczone. Od momentu objawienia się im Matki Bożej, modlą się na Różańcu z ogromnym zaangażowaniem. Zawsze, gdy przychodzi czas modlitwy klękają i modlą się. I mimo zastraszenia ze strony władz, mimo gróźb, które dla takich dzieci były naprawdę straszliwym przeżyciem, nie zaprzeczają swojej wierze i temu, czego doświadczyły. Godzą się być pogardzane, wyśmiewane, godzą się na złośliwe, nieprzyjemne komentarze ludzi dorosłych. Początkowo bardzo przeżywają, że nie wszyscy rodzice wierzą im od razu, ale nie wyrzucają z serca tego, co się w nich pojawiło. Łaska Boga zstąpiła na właściwy grunt. To tak jakby deszcz zrosił ziemię, która już była zasiana, już była przygotowana i dzięki kroplom deszczu, a potem słońcu, które ogrzało ziemię rozwinęły się przepiękne rośliny – wykiełkowały, rozwinęły się, zakwitły i zaowocowały. A stało się to bardzo szybko. Dzieci te bardzo szybko dojrzały w swojej wierze i w miłości, niemalże prędkością kosmiczną za życia osiągnęły świętość. Od chwili Objawień ich życie przemieniło się w nieustanną ofiarę, wyrzeczenie. A wszystko to robiły dla Boga i Jego Matki, dzięki miłości. Miłość tak umocniła te serca, tak je uformowała, że każdy z nas może patrzeć z podziwem na dojrzałą świętość tych dzieci. Miłość była motorem do ich wyrzeczeń, do zgody na cierpienie różnego typu, do nieustannej modlitwy. Miłość też uczyniła ich mądrymi. Ich odpowiedzi w swej prostocie i szczerości zawierały mądrość Bożą. Ich czyste serca sprawiły, że w nich mądrość Boża mogła się objawić. Dwójka z nich w niedługim czasie wypełniła swoje zadanie na ziemi i cieszy się Niebem. Trzecia musiała jeszcze przez lata wypełniać Boże powołanie, które otrzymała, aby dopełnić wszystkiego, co zostało przez Boga zaplanowane – dopełnić wobec Objawień, wobec Kościoła i wobec własnej duszy również. Ale i ona cieszy się już Niebem. Czytaj dalej
Archiwa kategorii: Rozważania
51. W obliczu dokonanego dzieła (J 17,1-5)
W naszym wspólnotowym rozważaniu Słowa Bożego wchodzimy w rozdział 17 Ewangelii według św. Jana, zatytułowany: „Modlitwa Arcykapłańska Chrystusa”.
To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: «Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał. (J 17,1-5)
Komentarz: Kiedy człowiek sięga po Pismo św. zostaje zaproszony do niezwykłej relacji z Bogiem. Bóg przed nim otwiera skarbiec swoich tajemnic, by człowiek mógł Go poznawać. I nie chodzi tu o poznanie intelektualne, ale o doświadczenie Boga. O takie spotkanie, podczas którego pod jego wpływem następuje w człowieku przemiana. Tylko wtedy można mówić o poznaniu. Poprzez Słowo, w które dzięki łasce zostaje zanurzony, człowiek dotyka spraw niepoznawalnych zmysłami. Otwiera się przed nim świat duchowy. Oczom duszy ukazuje się niestworzone piękno, niepojęta mądrość, nieogarniona moc, nieskończona miłość. Poprzez to Słowo człowiek ”dotyka” samego Boga. Jednak ten dotyk nie jest pełnym poznaniem. Jest jedynie dotykiem Tego, którego nie można na ziemi zobaczyć oczami. Człowiek doświadcza, jego serce przeżywa, a jednak trudno mu opisać to doznanie. Człowiek wie, że to Bóg. Czuje niepojętą głębię Jego mądrości. Czuje Jego miłość, która go otacza i przejawia się we wszystkim wokół. Pod wpływem tego doświadczenia następuje w człowieku przemiana. Powoli jego życie zbliża się coraz bardziej do życia Bożego. Powoli to Boże życie staje się jego życiem. Powoli zaczyna ono w nim tętnić. Czytaj dalej
Wspomnienie NMP Różańcowej – 7 października
W Matczynym Sercu Najświętszej Maryi Panny jest każda tajemnica życia Jezusa, jest Jego życie. Dlatego Maryja zaprasza zawsze każdą duszę do swego Serca, pragnąc obdarzać tajemnicami Bożymi, pragnąc wprowadzać w życie Boże. To zaproszenie do Bożego życia jest jednocześnie udzielaniem wielu łask. Nie może być inaczej – jeśli dusza otwiera się na życie Boże, doświadcza tych łask. W Sercu Matki Najświętszej dusza może zaznawać niezwykłej głębi Bożego życia – może poznawać Boga i zbliżać się do Niego. Jej Serce dane jest ludziom po to, aby w Nim mogli spotykać się z Bogiem, jednoczyć się z Jezusem, aby mogli zaznawać szczęścia. Serce Bożej Matki dane jest ludziom, aby mogli zaznawać wszystkiego, czym Ją obdarzył Bóg i aby mogli uczestniczyć we wszystkim, w czym Ona uczestniczyła i uczestniczy nadal. To niezwykłe, jak Bóg kocha człowieka. Serce Matki, Bożej Rodzicielki, dane każdemu z nas – to wyraz Bożej miłości i miłosierdzia.
W Sercu Matki Najświętszej mieszka Bóg. W Nim każdy z nas może spotykać się w większym stopniu z Bogiem, ponieważ towarzyszy temu wielka łaska. Sama dusza nie może w krótkim czasie dojść do takiego zbliżenia się do Boga, do zjednoczenia z Nim, jak ma to miejsce w Jej Sercu. Kogo Bóg daje Maryi pod opiekę, ten otrzymuje od Niej wszystko. Kto powierza swoje życie Matce Bożej, może być pewien Jej obecności w jego sercu. Kto w sposób szczególny oddaje się całkowicie Jej prowadzeniu, tego przenika Duch Maryi i poprowadzi. Ten doświadcza Jej życia w sobie i to, co było Jej doświadczeniem, staje się doświadczeniem tej duszy – w różnym stopniu, w zależności od woli Bożej.
Matka Najświętsza nazywana jest przez ludzi Panią Różańcową, bowiem w modlitwie różańcowej Kościół odkrywa niezwykłą moc, niezwykły dar. Tak jest w istocie. Jednak zwróćmy uwagę, iż wszystko, co znajduje się w tej modlitwie, znajduje się w Sercu Bożej Matki, ponieważ modlitwa różańcowa jest wchodzeniem w życie Jezusa i w życie Maryi, w różne tajemnice Ich życia. Niektórzy z nas czasem zastanawiają się i mają rozterki, na ile poświęcać czas odmawianiu Różańca, a w jakim stopniu zaufać aktowi miłości – tej krótkiej modlitwie. A przecież nie chodzi o ilość odmawianych słów, czy odmówimy codziennie sto nieustających aktów miłości, czy też odmówimy cały Różaniec w ciągu dnia – to nie w tym jest sprawa. Sprawa jest w otwartości serca, w szczerości, w przyjęciu Maryi do swojego życia, w otwarciu się na Jej Serce, w ufności, w wierze, że wszystko w tym Sercu znajdziemy. Jeśli ktoś z wiarą i ufnością poprosi o łaski z Serca Matki Bożej, bez szczególnych modlitw uznanych przez Kościół, ale własnymi słowami, łaski te otrzyma. Czytaj dalej
Różaniec – Tajemnice Bolesne
Wprowadzenie
Życie Najświętszej Maryi Panny zostało nierozerwalnie złączone z życiem Jezusa, zostało włączone w nurt Jego życia. Bóg włączył Jej istnienie w istnienie Syna: On – Bóg wieczny, a Ona – stworzony przez Boga w pewnym momencie historii – człowiek. Życie Matki jest złączone z życiem Syna w takim stopniu, że właściwie przede wszystkim żyje Syn, Matka jest w cieniu.
Niech ta prawda pomoże nam spojrzeć na modlitwę różańcową. Poszczególne tajemnice różańcowe również w ten sposób spróbujmy rozważać – pod kątem życia Jezusa, pod kątem miłości Boga, pod kątem Dzieła Zbawienia. Patrząc na życie Matki Bożej starajmy się dostrzec zjednoczenie, oddanie Jezusowi, Jej całkowite ofiarowanie się Bogu, by móc zrozumieć, na czym ma polegać życie każdej duszy; w jaki sposób dusza może dążyć do Nieba i osiągnąć Niebo. Bowiem życie duszy złączone z Jezusem zaczyna nabierać Jezusowego kształtu i wszystko w jej życiu jest włączone w życie Jezusa.
Tajemnica I – Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu
Jezus jest sam. Sam staje przed Ojcem. Rozgrywa się niezwykle ważna scena. Można powiedzieć, że od niej wiele zależy, ponieważ teraz nadchodzi czas, gdy Jezus mówi ostateczne „tak”, ostatecznie zgadza się wypełnić misję do końca. Jezus przez całe ziemskie życie konsekwentnie dążył do tego momentu, ale teraz jest czas, nieco rozciągnięty, by Jezus przed Ojcem ostatecznie wyraził swoją zgodę.
Jezus mimo, że na Górę Oliwną poszedł razem z Apostołami, a z tymi wybranymi poszedł jeszcze dalej, to jednak był sam. Zostawił ich na boku, mieli czuwać, ale zasnęli. On był sam.
Życie duszy to życie, które ma być włączone w nurt życia Jezusa, tak jak życie Maryi – życie Matki. To prawda, Ona nie poszła na Górę Oliwną, ale Jej Serce było cały czas przy Jezusie do tego stopnia złączone, że czuła to, co dzieje się w Jego Sercu. Wiele rozumiała, dzięki temu, że wcześniej rozmawiała z Nim. Również dzięki temu, iż Bóg dał Jej łaskę złączenia się z Sercem Syna, współodczuwania, duchowego połączenia, łaskę przenoszenia się duchem w miejsce, gdzie jest Jezus.
Dusza maleńka nie potrafi tak jak wielcy Święci rozważać poszczególne wydarzenia z życia Jezusa. Nie ma też zbyt wielu darów danych od Boga, by w jakiś szczególny sposób przeżywać, doświadczać cierpienia Jezusa. A jednak, wzorując się na życiu Maryi, ma starać się czuwać, tak jak Ona czuwała tego wieczoru. Modliła się. W Jej Sercu były różne odczucia Jezusa, wszystko oddawała Ojcu sama Siebie ofiarowując w intencji Syna, prosząc o możliwość współodczuwania jeszcze bardziej, wzięcia chociażby odrobiny na Siebie Jego cierpienia. Zauważmy, że Jezus był tam sam. Maryi nie dane było stać przy Nim bezpośrednio fizycznie. To musiała być Jego wola i Jego zmaganie się z różnymi myślami, wątpliwościami, Jego zmaganie się wręcz z szatanem, podjęcie przez Niego decyzji, zwycięstwo Jego duszy. Ale Ona czuwała, razem z Nim modliła się, w ten sposób uczestnicząc w Dziele Zbawczym.
My też możemy czynić podobnie – czuwać, swoim sercem przylgnąć do Jezusa. Sercem być przy Jego Sercu, które walczy, cierpi i które podejmuje tak trudną decyzję; trudną do tego stopnia, że podejmując ją cały organizm przeżywa jako cierpienie – Serce jest chore, spływa krwawy pot, Jezus już jest umęczony. Dusza maleńka ma starać się towarzyszyć Jezusowi; ma starać się łączyć z Nim we wszystkich wydarzeniach Jego życia. Czytaj dalej
50. Zapowiedź powtórnego przyjścia, cd. (J 16,25-33)
Zapraszamy ponownie do wspólnego rozważania Ewangelii według św. Jana. Dzisiaj dalszy ciąg rozdziału 16, wiersze od 25 do 33.
Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca». Rzekli uczniowie Jego: «Patrz! Teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś». Odpowiedział im Jezus: «Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie – każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat». (J 16,25-33)
Komentarz: Uczniowie żyjąc z Jezusem widzieli Jego niezwykłą relację z Ojcem. Zastanawiała ich bliskość Jezusa z Bogiem, czułość z jaką mówił o Ojcu, Jego znajomość Ojca i pewność z jaką opowiadał o Nim. Często widzieli Jezusa modlącego się i ten widok ich poruszał. Czuli, że nikt z ludzi nie ma tak bliskiej zażyłości z Bogiem, takiego poznania i rozumienia. Pragnęli również sami zbliżyć się do Boga Ojca. Chcieli tak modlić się jak Jezus. Jezus odpowiedział na ich pragnienie i nauczył ich modlitwy „Ojcze nasz”. Jednak oni zdawali sobie sprawę, że modlitwa Jezusa ma inną, większą moc. Jest czymś innym, niż ich nieudolna próba modlitwy. Jezus już wcześniej przedstawił im niejako ten jedyny warunek wejścia w taką bliską, głęboką, czułą zażyłość z Bogiem. Jest nim miłość. Jeśli umiłują Jezusa przyjmując Go jako Syna Bożego i ze względu na tę miłość będą Go słuchać i wypełniać Jego słowa, Ojciec będący jedno z Synem też ich umiłuje. Wtedy każda ich modlitwa czyniona z miłością, będzie wysłuchana przez Ojca ze względu na Jezusa. Jezus nie będzie już musiał prosić Boga, wstawiać się za nimi, bowiem Ojciec w uczniach będzie widział Syna. Ale stanie się to dopiero, gdy Jezus wypełni do końca swoją misję. Bowiem wtedy dokona się to ponowne włączenie człowieka do Bożej rodziny. Człowiek znowu swe korzenie zanurzy w Bogu. Znowu będzie czerpał z Boga. Wzorem Jezusa będzie mógł budować tak czułą, tak niezwykłą relację z Bogiem Ojcem. W tym wszystkim Jezus nadal pozostanie pośrednikiem, ale będzie to już nieco inne pośrednictwo. Do tej pory Jezus modlił się, a uczniowie stali obok. Potem będą stanowić jedno z Jezusem. Ich stosunek do Ojca nabierze cech Jezusowej miłości. To będzie czuła relacja dziecka i Ojca. Sam Bóg z radością przyjmie ich ponownie, jako swoje dzieci i z miłością będzie patrzył na nich i słuchał. Czytaj dalej
Cały świat na nowo zobaczył Miłosierne Oblicze Boga
Bóg jest Miłością. Stworzył nas z miłości i otacza nieustannie miłością. Żyjemy w miłości. Wszystko, co nas spotyka, płynie z miłości, jest darem Bożego Serca. Bóg umiejscowił człowieka w miłości. Rzeczywistość, która otacza człowieka jest miłością i wszystko, co Bóg zaplanował wobec człowieka jest podyktowane miłością. Wszystko, a więc również i Przykazania są podyktowane miłością. Są darem, łaską Boga dla człowieka, aby był szczęśliwy.
Odpowiedzią człowieka wobec takiego obdarowania również powinna być miłość – miłość, która samą siebie całkowicie oddaje Bogu; która sprawia, iż dusza miłująca Boga pragnie żyć tylko dla Niego i pragnie być Jemu posłuszna. Jednak słabości człowieka często przeszkadzają mu w życiu miłością. Każdy sprzeciw wobec woli Bożej jest brakiem miłości, brakiem umiłowania Boga. Kiedy zaś człowiek sprzeciwia się woli Bożej, wtedy doświadcza cierpienia – on i bardzo często otoczenie. Przez nieposłuszeństwo duszy powołanej do jakiegoś zadania, cierpi nie tylko ona, cierpią również inne dusze.
Dusza, która wypełnia wolę Bożą otwiera swoje serce na szczególne łaski, które płyną nie tylko do niej, ale poprzez nią płyną na innych – na Kościół. To można zaobserwować w życiu wielu Świętych, również w życiu św. Faustyny, dzisiaj wspominanej. Św. Faustyna walczyła, by wypełnić wolę Bożą. Ze wszystkich sił starała się być posłuszną Jezusowi – posłuszną temu, co słyszy w swoim sercu. Ze wszystkich sił, a wiązało się to z cierpieniem, często z upokorzeniem. Zdecydowała się na wszystko, aby wypełniła się wola Boża w niej samej. Cały świat na nowo zobaczył Miłosierne Oblicze Boga. Jedna dusza odpowiedziała Bogu „tak” i Kościół zaczął na nowo żyć Bożym Miłosierdziem. Ono przecież istniało. Bóg jest Miłosierny; nie tylko był, nie tylko będzie, czy jest, ale Bóg po prostu jest Miłosierny zawsze. Zawsze! Niemniej jednak pewne przymioty Boże Kościół co jakiś czas na nowo odkrywa. Św. Faustyna pozwoliła na nowo odkryć dar Bożego Miłosierdzia i za jej pośrednictwem spływają łaski na dusze i na Kościół. Czytaj dalej
5 października – Wspomnienie św. s. Faustyny Kowalskiej
Przyjrzyjmy się św. s. Faustynie Kowalskiej, aby z jej życia, z jej relacji z Bogiem zaczerpnąć dla siebie, dla swego serca na swoją drogę. Co takiego było w św. s. Faustynie, że Bóg posłużył się nią i uczynił ją wielką świętą? Co takiego może zaczerpnąć z życia tej świętej dusza maleńka, która już z samej nazwy jest po prostu mała, słaba? Otóż s. Faustyna otwierała się na Głos Boga w jej wnętrzu. Ona usłyszała ten Głos i przyjęła Boże wezwanie. Żyjąc w zakonie słuchała Boga w swoim sercu. Ktoś mógłby powiedzieć, że miała taki dar od Boga, iż mogła słyszeć. Jednak każda dusza otrzymuje łaskę słyszenia i rozumienia Bożych natchnień. Dzieje się to w różny sposób, ale każda dusza otrzymuje tę łaskę. Bóg każdą pragnie prowadzić ku zbawieniu i każdej daje możliwość usłyszenia swego Głosu. Kiedy dusza otwiera się, słucha, stara się pójść za tym Głosem, Bóg coraz bardziej, coraz więcej, częściej do niej mówi. Ona przyjmuje, ona żyje i jest przemieniana tym Głosem Bożym, Słowem, obecnością Boga w niej. Ta przemiana przygotowuje ją do momentu, kiedy Bóg powierza jej swoje zadanie ważne dla całego Kościoła.
Każda dusza spełnia jakieś zadanie w Kościele. To prawda, że Bóg wybiera sobie dusze, które wypełniają w Kościele jakieś szczególne zadania i udziela im szczególnych łask, ale każda dusza jest zrodzona przez Boga nie tylko dla niej samej, ale dla Kościoła. Bóg wie, czego cały Kościół potrzebuje, w związku z tym poczyna duszę, która ma służyć Kościołowi, jest potrzebna Kościołowi. Zatem każda powinna nasłuchiwać, by zrozumieć, co czynić.
Dusza maleńka patrząc na s. Faustynę ma również nauczyć się słuchać, otwierać się na Boga, który żyje we wnętrzu. O życiu z Bogiem zamieszkującym duszę mówi wielu Świętych. Wielu obcowało z Bogiem nieustannie żyjąc z Nim każdego dnia, w każdej godzinie. Było tak z s. Faustyną, ale czytamy również o tym u s. Konsolaty – ona nieustannie przebywała ze swoim Bogiem.
Siostra Faustyna była bardzo pokorna. Pokora pomaga duszy, by bardziej otwierać się na Boga, by przyjmować Jego miłość, by coraz bardziej zbliżać się do Boga. U s. Faustyny pokora łączyła się również w wielką bezgraniczną ufnością w Boże Miłosierdzie. Siostra Faustyna dzięki Bożemu światłu poznawała siebie, jednak z ufnością przyjmowała, że Bóg właśnie ją taką nędzną, małą kocha. Dzięki temu, że pokornie przyjmowała prawdę o sobie i ufnie poddawała się Bożemu Miłosierdziu Bóg objawiał jej coraz bardziej, w coraz większym stopniu tajemnice swego Miłosierdzia. Dzięki jej otwartości, dzięki słuchaniu, pokorze i ufności mogła stać się wielką orędowniczką Bożego Miłosierdzia i jak gdyby przywrócić Kościołowi Boże Miłosierdzie, które Kościół znał, a jednak świadomość Bożego Miłosierdzia jakby przygasła. Odradza się na nowo w s. Faustynie Boża tajemnica i na nowo rozświetla cały Kościół. Wystarcza jedna dusza, aby jakaś Boża tajemnica na nowo rozjaśniła Kościół, na nowo zobaczyła światło dzienne, na nowo ludzie ją zobaczyli. Czytaj dalej
Dzisiaj jest razem z nami św. Franciszek
Dzisiaj jest razem z nami św. Franciszek. Jego dusza to rzeczywiście dusza maleńka; dusza, która żyjąc na ziemi dzięki światłu Bożemu odkryła swoją drogę do Nieba. Ta droga była rzeczywiście maleńką drogą miłości. On odkrył prawdę o sobie, prawdę o człowieku, a jednocześnie otrzymał od Boga mądrość, aby poznać prawdę o Bogu. Dzięki poznaniu i przyjęciu tej prawdy, dzięki temu, iż poszedł za prawdą stał się świętym. Dzisiaj ta dusza może pomóc nam jeszcze raz spojrzeć, zrozumieć, czym jest maleńka droga miłości i jak na tej drodze ma zachować się dusza, aby prawdziwie odpowiedzieć na powołanie Boże?
Spojrzenie na św. Franciszka bardzo często jest powierzchowne. Różne grupy ludzi w różny sposób przyjmują postać tego Świętego, często nawet nieco skrzywiając jego obraz. Św. Franciszek to dusza, która otworzyła się na miłość Boga; to dusza, która zobaczyła miłość Boga w otaczającym świecie. Św. Franciszek zrozumiał, że Bóg wyraził swoją miłość poprzez stworzenie świata i obdarzył człowieka swoją miłością dając mu świat, dając mu wszystko wokół. Bóg nieustannie obdarza człowieka miłością, opiekując się człowiekiem, dając człowiekowi to, co jest mu potrzebne do zbawienia, opiekując się człowiekiem tutaj na ziemi i wszystkimi jego sprawami.
Franciszek poszedł za tą myślą, otworzył się na miłość. Znajdując w Bogu miłość, znajdując w miłości wszystko, czego potrzebuje dusza do życia, zrezygnował z propozycji świata i człowieka. Uznał, że to, co proponuje człowiek nie jest doskonałe, w wielu wypadkach jest złe, w związku z tym lepiej wybrać to, co Boże; z Bożej ręki przyjmować wszystko, ponieważ to służy i ciału, i duszy. W przepiękny symboliczny sposób wyraził swoją rezygnację, oddanie tego, co ludzkie ludziom, światu, zdejmując na placu swoje ubranie i oddając je ojcu. To nie był gest obrażenia się na tatę, który go wydziedzicza. Franciszek w ten sposób wyraził, iż od tej pory jego jedynym Ojcem jest Bóg; od tej pory od początku do końca we wszystkich sferach życia on staje się dzieckiem Boga i Bogu zawierza całe swoje życie, wszystko. A więc od tej pory nie będzie opierał się na świecie, na wartościach płynących ze świata, ale opierać się będzie na Bogu. Stanął nagi. Uznano go za szaleńca. Nie zrozumiano tego gestu, przynajmniej część osób nie zrozumiała. Rodzice byli przerażeni, też nie mogli zrozumieć. Byli tak osadzeni w świecie materialnym, że nie mogli zrozumieć gestu, który wyrażał duszę. Czytaj dalej
Wspomnienie św. Franciszka z Asyżu – 4 października
Kiedy spojrzymy na św. Franciszka możemy zauważyć jedną, bardzo istotną rzecz, a mianowicie całkowitą rezygnację z tego świata, z tego, co do niego należy. Symbolicznie św. Franciszek wyraził to poprzez oddanie swojej szaty ojcu – oddał to, co otrzymał od ojca. Jednocześnie zrezygnował z tego, co daje świat, co jest materialne, co należy do świata. Od tego momentu całkowicie powierzył się Bogu. Uznał, że jest rzeczywiście dzieckiem Boga, czyli duszą, która oczekuje wszystkiego od Boga. Skoro Bóg jest Ojcem, to dziecku wszystko daje, opiekuje się, troszczy, zapewnia, prowadzi i poucza. Franciszek całkowicie zrezygnował z tego, co ludzkie. Nie oznacza to, że nie borykał się z różnymi trudnościami. Doświadczał ich, ale w tym doświadczaniu zdawał się na Boga. Ufał, że otrzyma od Boga to, co jest jemu niezbędne, by osiągnąć życie wieczne żyjąc tu na ziemi. I wierzył, że to życie na ziemi osadzone na sprawach materialnych może przysłużyć się do wieczności w Niebie tylko wtedy, gdy posługiwać się będzie tym, co doczesne, ziemskie w odpowiedni sposób. A więc czerpać będzie z tego, co ziemskie tylko tyle, ile Bóg mu pozwoli, ile Bóg mu da, bo wtedy to, co ziemskie, co doczesne odpowiednio przyjęte formuje duszę.
Kiedy patrzy się na św. Franciszka zazwyczaj widzi się duszę, która umiłowała przyrodę, całe stworzenie, wielbiła Boga w stworzeniu. Grupy ekologów przyjmują Franciszka za swojego Patrona, ale tak naprawdę nie zagłębiają się w sens tej afirmacji stworzenia przez Franciszka. A Franciszek przyjmował to, co Bóg stworzył jako dar dany człowiekowi, jako dar miłości, jako dar Boży. Dlatego Franciszek miłował całe stworzenie, ponieważ jest ono darem Boga i wyraża się w nim miłość Boga do człowieka. Dlatego Franciszek z radością przyjmował, ale przyjmował w odpowiedni sposób.
Człowiek zazwyczaj wykorzystuje dary Boże bez ich poszanowania. Nie zastanawia się nad sposobem, w jaki korzysta chociażby z przyrody i niszczy ją. Franciszek kochał przyrodę i miał ogromny szacunek do całego stworzenia, ponieważ Bóg poprzez przyrodę wyraził swoją miłość do człowieka; ponieważ jest to dar Boży. Czerpał z niej tyle, ile było konieczne do życia. Ale za każdym razem, kiedy czerpał, wielbił Boga za otrzymane dary. A więc kiedy zbierał owoce, kiedy mógł posilić się owocami chociażby leśnymi, to wielbił Boga za dar miłości i za to, że Bóg w ten sposób karmi jego ciało. Nie wyciągał ręki po rzeczy, które są ponad te dary, to znaczy nie wyciągał ręki do obficie zastawionych stołów, ponieważ to jest zbyt wiele, to już człowiek tworzy na podstawie darów Bożych zbyt wielką obfitość, która zamiast mu służyć, szkodzi mu. Franciszek zrezygnował z nadmiernej obfitości, jaką człowiek stara się zapewnić we wszystkim, nie tylko, jeśli chodzi o pożywienie. Franciszek cieszył się jedynie tym, co jest konieczne, odsuwał wszystko co ponad, ponieważ nie służy jego duszy; ponieważ Bóg daje mu to, co jest mu tylko naprawdę potrzebne. Czytaj dalej
49. Zapowiedź powtórnego przyjścia (J 16,16-25)
Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Co to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca?”» Powiedzieli więc: «Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?” Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. (J 16,16-25)
Komentarz: Jezus zapowiada uczniom czego będą doświadczać. Jednak Jego słowa nie są zrozumiałe w tym momencie dla nich. W ostatnich godzinach działo się tak dużo, Jezus tyle już wypowiedział słów. Uczniowie czują niepokój, który coraz bardziej tego popołudnia obejmuje ich. Nie rozumieją, dlaczego ich Nauczyciel mówi o smutku i radości, o męce, na którą jednak On czeka z niecierpliwością, o świecie, który będzie się weselił, ale to uczniowie otrzymają radość pełną. Co oznacza ta chwila, w ciągu której nie będą widzieć Jezusa, aby potem znów Go zobaczyć.
Postarajmy się wczuć w tę sytuację. Postarajmy się wejść w tę scenę. Chociaż uczniowie chodzili z Jezusem trzy lata, teraz czują się zdezorientowani. Zapowiedzi Mistrza niepokoją ich bardzo. Zostawili wszystko, by za Nim pójść, wiązali z Nim pewne plany, a On mówi o odejściu. Pokochali Go miłością na jaką ich było stać, a teraz On ich zostawi. Czuli się przy Nim bezpiecznie. Przecież On ich uzdrawiał, On zawsze znalazł dobrą radę dla każdego. Jak byli głodni, rozmnożył chleb i ryby. Wydawał się być niepokonany. A teraz? Mówi o odejściu, o cierpieniu, o smutku. Jednocześnie o zewnętrznym świecie, który zatriumfuje. Oni zaś będą „płakać i zawodzić”. Co stanie się z Jezusem? Co stanie się z nimi? Po co te przygotowania, zapowiedzi? Dlaczego Jezus mówi tak dziwnie, tak niezrozumiale? Uczniowie byli pełni niepokoju. Natomiast Jezus mówiąc im to wszystko przygotowuje na nadchodzące wydarzenia. Jednocześnie gdy będą się wypełniać, wtedy dopiero uczniowie zrozumieją te zapowiedzi i uwierzą w Niego. Przejdą jednak pewną drogę cierpienia. Ponieważ wraz z odejściem Jezusa świat będzie się zdawał triumfować. Oni ten krótki czas przeżyją w smutku i cierpieniu, a świat będzie się weselił. Tylko, że jego radość będzie złudną. Bowiem Jezus powróci, powróci z mocą i w chwale. Czytaj dalej


