Rozpoczynamy Święty Rok Łaski

Niepokalane_PoczecieTo nie przypadek, że właśnie dzisiaj, w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, rozpoczyna się Święty Rok Łaski. Bóg obdarował Maryję łaską bycia wolną od grzechu pierworodnego. Można by powiedzieć, że miał na uwadze to, iż Jezus, którego Ona przyjmie do swego łona, zrodzi i wychowa, z którym będzie dzielić życie, ten Jezus już zgładził grzech pierworodny, czyniąc Jej duszę wolną, zanim jeszcze zdążyła zgodzić się zostać Jego Matką. Bóg wiedząc, jak potoczy się życie Maryi, już uwolnił Jej duszę od tego grzechu. Na tym polega łaska, którą Maryja otrzymała; pełna łaska, ponieważ za uwolnieniem od grzechu idą następne łaski – święte życie, przygotowanie serca, ale i całej Jej Osoby do przyjęcia życia Jezusa. Jedna łaska jak gdyby pociąga następne. Maryja mogła przyjąć Jezusa do swego łona, mogła zrodzić Syna Bożego dzięki łasce, która już na samym początku uwolniła Ją od grzechu. Przyjmując Jezusa otworzyła swoje Serce na Zbawiciela, a więc otworzyła Serce na Zbawienie świata w większym wymiarze niż ma to miejsce w innych sercach, które przyjmują Jezusa i Zbawienie. Przyjmując Jezusa, Zbawienie przyjęła pełnię miłości i pełnię miłosierdzia. Stała się Matką Miłosierdzia i Matką Miłości. Przyjęła całą Miłość Miłosierną do swego Serca ze wszystkimi konsekwencjami, z całą pełnią, chociaż w momencie przyjmowania nie wszystko jeszcze było jasne Jej duszy. Kościół rozważa już to 2000 lat, nadal zgłębia te tajemnice, widząc, że są niezgłębione. Patrząc na życie Maryi, jak się potoczyło i do czego podążało, widząc, w jaki sposób wypełniło się, osiągając pełnię, gdy Jezus wisiał na Krzyżu, można zrozumieć, co oznacza przyjąć do serca Miłość Miłosierną. Oczywiście nasze zrozumienie nie będzie pełne, ale w jakimś stopniu człowiek jest w stanie zrozumieć. Bez zgody Maryi, bez Jej otwarcia się na miłość Bożą, bez przyjęcia Bożego miłosierdzia, świat nadal oczekiwałby na Zbawiciela, pogrążając się coraz bardziej w ciemnościach, w bólu, w cierpieniu, w rozpaczy, w beznadziei. Zgoda Maryi otworzyła drzwi, Zbawicielowi, na ziemię mogła zstąpić Miłość Miłosierna, by świat mógł przyjąć miłosierdzie. Dlatego ten Rok Miłosierdzia rozpoczyna się właśnie w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia. Bez Niepokalanego Poczęcia nie byłoby Zwiastowania, nie byłoby Bożego Narodzenia, Krzyża, Zbawienia, nie rozlałoby się z Krzyża, i nie rozlewałoby się nadal, Boże miłosierdzie na cały świat.

Dzisiaj Bóg zaprasza każdego z nas do czegoś niezwykłego. W ten dzień Niepokalanego Poczęcia Bóg zaprasza nas, BYŚMY PRZYJĘLI DO SWOICH SERC DAR MIŁOŚCI, DAR MIŁOSIERDZIA NA WZÓR MARYI. Dzieje się to w taki dzień, abyśmy mogli korzystać z łaski, jaką Ona została obdarzona, a więc korzystając z Jej Niepokalanego Poczęcia i my jesteśmy w stanie przyjąć na Jej wzór Miłość Miłosierną. UKRYCI W JEJ SERCU, UCZESTNICZĄC W ŁASKACH NIEPOKALANEGO POCZĘCIA, JEŚLI WYPOWIEMY „TAK” PRZED BOGIEM, PRZYJMUJEMY CAŁĄ MIŁOŚĆ MIŁOSIERNĄ DO SWOICH SERC, TAK JAK PRZYJĘŁA MARYJA, STAJĄC SIĘ ŻERTWĄ, KTÓRA CAŁA SPALA SIĘ DLA BOGA W JEGO INTENCJACH, REALIZUJĄC JEGO CELE, POWOŁANIE, KTÓRE DAJE. Jak bardzo Bóg nas kocha, skoro właśnie wybrał ten Dzień, skoro zaprasza nas do Serca Maryi, skoro chce udzielić właśnie tych łask, związanych z Niepokalanym Poczęciem, bo wie, że my nosimy skazę grzechu pierworodnego i nie jesteśmy w stanie sami przyjąć pełnię Miłości Miłosiernej. Ale, gdy rozpoczyna się Rok Łaski, zanurzeni w Maryi, mamy uczestnictwo w pełni Jej łask. Dusza, która wypowie „tak” będzie niczym maleńkie dziecię zanurzona już nie tylko w ramionach, ale w łonie Matki, a więc będzie całkowicie bezpieczna, czerpiąca wszystko z Matki, bo dziecko, które jest w łonie matki czerpie wszystko z matki i uczestniczy w jej życiu w sposób niezwykły – oddycha jej oddechem, czerpie z jej pokarmu, cokolwiek czyni matka, dziecko w tym uczestniczy. Tak i my zanurzeni w Sercu Maryi, uczestniczyć będziemy we wszystkim. Staniemy się duszą, tak jak Ona, która otwiera drzwi miłości, daje miejsce w swoim sercu pełni Bożego miłosierdzia i pozwala by to miłosierdzie poprzez tę duszę wylewało się na cały świat. W momencie, kiedy Jezus umierał na Krzyżu miłosierdzie Boże wylewało się i cały świat doznawał odrodzenia. Tego Bóg pragnie dla współczesnego świata. MY MAMY SIĘ STAĆ DUSZAMI, KTÓRE DAJĄ BOGU SIEBIE, a więc przyjmują pełnię Bożej miłości i Bożego miłosierdzia. I jeszcze raz powtórzmy, ponieważ nie jesteśmy w stanie tego uczynić ze względu na skazę grzechu pierworodnego, BÓG UMIESZCZA NAS W SERCU MARYI, A POPRZEZ UCZESTNICTWO W NIEPOKALANYM POCZĘCIU WSZYSTKO, CO JEST JEJ UDZIAŁEM, STAJE SIĘ NASZYM – wszystkie łaski stają się naszymi łaskami. Bóg posługując się naszymi duszami, rozlewa swoje miłosierdzie, a ponieważ ustanawia Rok takiej Łaski, przez cały rok uczestniczymy w tak niebywałych łaskach; nie przez jeden dzień, nie przez jedną godzinę, ale przez rok.   Czytaj dalej

Inauguracja Roku Miłosierdzia

Rok_M_logoDzisiaj nasza wspólnota spotykamy się w bardzo ważnym czasie – ważnym dla całego Kościoła, dla całej ludzkości. Dobrze by było, byśmy mieli świadomość, że nie spotykamy się tylko w swoim gronie, to co się wydarza nie dzieje się tylko między nami i nie tylko w naszym życiu ma znaczenie, ale ma wymiar o wiele większy, ma ogromne znaczenie. Odnosi się to wszystko do całego Kościoła, do całej ziemi, całej ludzkości. Nasze serca niech będą przeświadczone, że uczestniczą w wydarzeniach zbawczych; w wydarzeniach niezwykłej wagi, mających wpływ na losy świata.

Pod wpływem Ducha Świętego Papież ogłasza Święty Rok Miłosierdzia. To nie jest Papieża wymysł, nie jego pragnienie, to plany Boga, by cały świat zanurzyć w miłosierdziu swoim. Świat coraz bardziej pogrąża się w otchłani ciemności, dlatego Bóg chce, by cała ziemia mogła na nowo ujrzeć prawdziwe światło, by w każdym sercu na nowo pojawiła się iskierka prawdziwej nadziei, by każde serce na nowo nabrało ufności i mogło doznać odrodzenia. Wymiar tego wydarzenia jest ogromny i wieloraki. Jezus przyszedł na ziemię jako Ten, który przeprowadza miłosierdzie Boże na świecie. Jest wykonawcą Bożego miłosierdzia. Umierając na Krzyżu na świat wylewa całe miłosierdzie. Miłość Boga wyraża się w tym momencie poprzez okazane całemu światu miłosierdzie, poprzez dar życia wiecznego dany każdemu człowiekowi. Już wtedy Bóg odradza całe stworzenie. Zasięg tego, co się dokonuje na Krzyżu jest wszechogarniający, obejmujący wszystko od początku istnienia aż po kres. W dzisiejszych czasach Bóg postanawia niejako na nowo uobecnić to wydarzenie, dokonać tego i rozciągnąć w czasie, a więc na cały rok, by każdemu człowiekowi dać możliwość przygotowania się – dać możliwość nawrócenia, poznania Boga i przyjęcia Go. Ten Rok na ogromne znaczenie dla poszczególnych dusz i dla całego Kościoła. Jest wyrazem niezwykłej miłości Bożej do każdej duszy. Czytaj dalej

Adwentowy dzień skupienia, cz. II

Wprowadzenie w drugi dzień

We współczesnym świecie człowiek zatracił bliską, osobistą relację z Bogiem. Tak naprawdę przestał wierzyć w Boga. Bóg jawi mu się jako ktoś odległy, nie do końca realny. Przez to świat odsunął Boga, przestał żyć z Bogiem. Trzeba powrotu do osobistej więzi z Bogiem. Trzeba ukazania duszom miłości Boga, aby mogły znowu zacząć żyć.

Od kilku lat Bóg objawia nam swoje Oblicze, ukazując, Kim jest. W ten sposób zbliża nas do Siebie niejako wiążąc nasze dusze ze Sobą, na nowo czyniąc więzy miłości pomiędzy Sobą a nami – z każdym z nas z osobna i z całą Wspólnotą. Podczas dni skupienia czy rekolekcji, Bóg objawiając nam Siebie, objawia pod jakimś kątem, od jakiejś jednej strony tylko, bo nasze serca nie są w stanie objąć całości. To, co Bóg objawia i tak jest wielkim i niepojętym dla serca ludzkiego, jednak dzięki łasce nasze serca otwierają się na bliskość Boga i przyjmują Go. Otwarcie się na bliskość Boga jest najważniejsze, pomimo, że dusza nie pojmuje. A nawet, jeśli przyjmuje i wydaje jej się, że ma jakieś pojęcie, to i tak jest to obraz bardzo słaby, często skrzywiony. W tym wszystkim NAJWAŻNIEJSZE JEST PRZYJĘCIE BOGA, POZWOLENIE, BY BOŻA MIŁOŚĆ DOTYKAŁA SERCA I BY NAWIĄZYWAŁA BLISKĄ WIĘŹ Z CZŁOWIEKIEM.

Podobnie i teraz Bóg pragnie, abyśmy zobaczyli w Nim Stwórcę wszystkiego, który panuje i pragnie dać nam pewne wyobrażenie o swojej wielkości, nieskończoności i o swoim władaniu. Wszystko podyktowane jest Jego miłością, więc nie należy zatracać tego, że Bóg jest Miłością. Trzeba każde Słowo przyjmować jako dar miłości. ABY DUSZA PRAWDZIWIE MOGŁA ZJEDNOCZYĆ SIĘ Z BOGIEM MUSI POZNAWAĆ BOGA Z RÓŻNEJ STRONY, wtedy jest pełniejsze przyjęcie Boga. Za każdym razem, kiedy Bóg duszy objawia Siebie pod jakimś kątem, dusza będąc słabą nie rozumie, że to jest tylko jakaś maleńka cząstka tego poznania i przyjmuje jako całość, stąd jej przyjęcie, choć naznaczone łaską nie jest doskonałe. Dlatego Bóg poprzez te lata nieustannie objawia nam Siebie, co rusz ukazując się nieco od innej strony, choć cały czas ten sam i cały czas jako Miłość. Pomimo, że jest to dość trudne, starajmy się otwierać na poznanie, które daje nam Bóg. Starajmy się też przyjmować bardziej sercem, mniej intelektualnie, choć rozum w tym poznaniu również bierze udział. Wyobraźnia, pamięć, wszystko jest potrzebne, ale najbardziej otwierajmy serca. Kiedy Bóg daje łaskę, wystarczy nieraz chwila, aby dusza poznała więcej niż przez wszystkie lata swojego dążenia do Boga. Tak niekiedy mają wybrani Święci, którzy w jednym momencie poznają bardzo dużo. Czytaj dalej

Adwentowy dzień skupienia, cz. I

Wprowadzenie

Cudownym jest czas oczekiwania na Boga. Należy sobie uświadomić, na kogo się czeka. Kiedy Bóg objawił Maryi swoją wolę i złożył w Jej Sercu swojego Syna, była najszczęśliwszą osobą na świecie. W Niej łączyły się przeróżne uczucia. Z jednej strony oczekiwała na dziecko i tak jak każda kobieta doświadczała tych samych emocji – z tego powodu była szczęśliwa. Ale też miała drugą świadomość – Kim jest to dziecko? I uświadamiała sobie, iż jest to Bóg – Pan, Król Wszechświata; Bóg, który przychodzi, aby zbawić, aby dokonać największego Dzieła, zapowiedzianego przed wiekami.

Postarajmy się i my uświadomić sobie:

  • Na kogo czekamy?
  • Kim jest Ten, który ma się narodzić; narodzić w nas?
  • Z kim spotkają się nasze serca?

Dobrze by było, abyśmy uświadomili sobie spotkanie z Królem, ze Stwórcą. To nie jest jakieś małe dziecko, niemowlę, to Król. Przez czas tego Adwentu uświadamiajmy sobie, iż OCZEKUJEMY NA KRÓLA, NA WŁADCĘ, NA STWÓRCĘ, NA BOGA PEŁNEGO MAJESTATU, WIELKIEGO, WSZECHWŁADNEGO. Jednocześnie uświadamiajmy, że ten Bóg, Stwórca cały jest Miłością i z miłością pochyla się nad każdym z nas. Jego przyjście na ziemię jest tym pochyleniem się Miłości, jest niesłychanym zniżeniem się do człowieka. Oczekujmy z niecierpliwością, z drżeniem serca na Gościa, który jak żaden inny przemieni nasze życie. Jest jedynym w swoim rodzaju, nie ma takiego drugiego.

  • SAM BÓG ZSTĄPI DO NASZYCH SERC!
  • SAM BÓG PRAGNIE Z NAMI SIĘ SPOTKAĆ!
  • SAM BÓG PRAGNIE PRZYJŚĆ, ABY CAŁKOWICIE ODMIENIĆ NASZE ŻYCIE!

Czytaj dalej

Tłumy zdumiewały się…

Czy zauważyliśmy, jaki piękny obraz podaje dzisiaj Ewangelia (Mt 15, 29-37)? – Jezus usiadł, a u Jego stóp kładziono chorych, cierpiących. On patrzył na nich z miłością, kładł ręce i uzdrawiał. Zatrzymajmy się dzisiaj przy tym obrazie. Każdy z nas dobrze zna ten fragment Ewangelii. Przez tyle lat czytaliśmy już wielokrotnie o tym wydarzeniu. Często człowiek czytając po raz kolejny jakiś fragment Pisma Świętego, który już zna bardzo dobrze, przestaje otwierać się na obecność Boga i nie spotyka się z Nim. Postarajmy się dzisiaj w tym fragmencie Ewangelii doświadczyć obecności Boga, dlatego też zamknijmy oczy i spróbujmy sobie wyobrazić miejsce, w którym jest Jezus. Niektórzy z nas byli w Ziemi Świętej, a więc mamy pewne pojęcie o miejscach, w których przebywał Jezus.

Wyobraźmy sobie Jezusa, który usiadł na kamieniu i odpoczywa. Jest gorąco. Słońce grzeje, świeci bardzo mocno. Powietrze jest nagrzane. Wydaje się, że powietrze gorącem dotyka skóry, otula ją tak, że człowiek się poci. Jezus też doświadcza tego gorąca – siedzi i odpoczywa. Jednak pojawiają się przy Nim ludzie. Przychodzą pojedyncze osoby, grupki i coraz większy tłum. Apostołowie muszą czynić pewien porządek wśród tych ludzi, bo inaczej zgnietliby Jezusa, otoczyliby i nie mógłby oddychać. Więc porządkują ten tłum – każą usiąść, wyznaczają, kto podchodzi. A ci, którzy podchodzą, nie przychodzą sami, ale przyprowadzają i przynoszą chorych. Przychodzą z wielką nadzieją, z wielkim pragnieniem w swoim sercu, by doświadczyć uzdrowienia. Słyszeli o Jezusie, wiedzą, że czyni rzeczy niemożliwe. Ich znajomi doświadczyli cudów, oni też tego chcą. Przychodzą z nadzieją. Przychodzą i modlą się. Kładą swoich chorych u stóp Jezusa. Kładą i patrzą na Jezusa. Proszą, błagają oczy zapłakanych matek, które już ostatnią nadzieję złożyły w Jezusie, by ratować swoje dzieci. Oczy żon, mężów również patrzą na Jezusa. W ich twarzach jest cierpienie. Jakże często są to wychudzone twarze, ciała złożone cierpieniem, powykręcane. Widać ból wśród tych ludzi, widać, że są chorzy. Jezus pochyla się nad każdą osobą, składaną u Jego stóp, którą przyprowadzają, kładą, sadzają, która przed Nim klęka prosząc, błagając, wzywając. Pochyla się nad każdym – i nad tym, który dużo mówi, i nad tym, który milczy, bo już nie znajduje słów prośby. A Jego oczy, Jego spojrzenie jest pełne miłości. On tą miłością, samą miłością obejmuje każdą postać, każdego człowieka. I każdy, kto raz spojrzy w Jego oczy doświadcza tej miłości. Jest to kojący balsam na serca tak przepełnione cierpieniem. Te serca napełniają się pokojem, ufnością. Często od wielu lat pierwszy raz zaznają pokoju. Często pierwszy raz od wielu lat budzi się w nich nadzieja, ufność, pewność, że będzie dobrze. Wystarcza spojrzenie Jezusa, aby serce człowieka doświadczyło czegoś niezwykłego – pokoju, którego do tej pory nie zaznawało, nie znało. Za tym pokojem idzie radość, poczucie szczęścia. Jezus nie tylko patrzy obejmując wzrokiem, ale pochylając się dotyka: głów, oczu, ramion, rąk, nóg, serc. Dotyka różnych obolałych, chorych miejsc, jakże często tak zmienionych chorobą, że widać, iż po ludzku nie da się uratować. Kiedy Jezus pochyla się, obejmuje miłością, kiedy dotyka, słucha tych, którzy mówią do Niego i proszą, czasem milczy, a czasem mówi kilka słów. Jakże często obejmując człowieka widać, że się modli. Wznosi swoje oczy ku Niebu i modli się.   Czytaj dalej

Święto św. Andrzeja Apostoła

Spotykamy się wspólnie w tym pięknym, tak tajemniczym czasie, który ma przygotować serca ludzkie na przyjście Zbawiciela. Dzisiaj w Ewangelii (Mt 4, 18-22) czytamy o powołaniu Apostołów. We wcześniejszym czytaniu (Rz 10, 9-18) mowa była o tym, jak ważne jest powołanie, posłanie, bo dopiero wtedy można iść i dawać świadectwo z mocą. Wtedy inni mogą doświadczyć tej mocy, mogą przyjąć Dobrą Nowinę. Jak ważnym jest powołanie! Jak ważnym jest to, co czyni Bóg wobec dusz, które sobie wybiera! Bez posłania dusz wybranych do głoszenia Dobrej Nowiny, do świadczenia o miłości, nic by się nie dokonywało w Kościele. Zatem zatrzymajmy się chwilę nad powołaniem.

Do tej Wspólnoty każdy z nas został przyprowadzony przez Boga. Bóg wybrał sobie każdego z nas. On stworzył nas z zamysłem naszego uczestnictwa w tej Wspólnocie i w tym Dziele. Wybrał, ale to jeszcze nie oznacza posłania. Wybrał, to znaczy, że przygotowuje do czegoś ważnego; że upatrzył sobie niejako duszę i chce właśnie się nią posłużyć; że właśnie poprzez tę duszę pragnie udzielać miłości innym duszom, pragnie objawić swoją miłość innym. I ta wybrana dusza jest przygotowywana. Doświadczamy od kilku lat tego przygotowywania. Jest to dosyć intensywna formacja. Nie każda wspólnota spotyka się codziennie, nie każda spotyka się chociażby co tydzień na dniach skupienia, nie każda tak rozbudowana, obejmująca swym zasięgiem przecież cały kraj, doświadcza formacji systematycznej, ciągłej, która łączy każdy dzień skupienia i wszystkie rekolekcje w jedno. My takiej formacji doświadczamy na każdym kroku – czy to spotkanie w tygodniu, czy dzień skupienia, czy pielgrzymka, czy rekolekcje, jest ciągłość tematów, jest pogłębianie formacji. Nie ma tematów, które nie byłyby spójne z poprzednimi i nie stanowiłyby pogłębienia poprzednich. Jednocześnie wszystkie wiążą się z rokiem liturgicznym, są bardzo mocno osadzone w Kościele. Wszystko też wypływa z Pisma Świętego. Zatem doświadczamy niezwykłej formacji, którą czyni Duch Święty – Sam Bóg. Powinniśmy bardzo mocno poczuć się duszami wybranymi, które są w jakimś stopniu wyróżnione przez Boga. To wyróżnienie może sugerować, że Bóg pragnie naszego uczestnictwa w Jego Dziele, pragnie nas posłać. I rzeczywiście tak jest. Patrząc na Świętych, na Apostołów można zobaczyć również te elementy: wybranie, przygotowanie i posłanie. W różnych momentach życia to posłanie się dokonuje i w różny sposób, jednak dokonuje się.    Czytaj dalej

Wskazania na czas Adwentu

Co robić, aby przygotować się na Boże Narodzenie?

Pierwsze wskazanie – OCZYŚCIĆ SERCE, rozpocząć z czystym sercem. Serce czyste to serce wolne. Łatwiej takiemu sercu otwierać się na rzeczywistość Bożą i przyjmować Boże natchnienia.

Drugie wskazanie – CODZIENNA MSZA ŚW., o której większość z nas pamięta.

Trzecie wskazanie – ROZWAŻANIE SŁOWA BOŻEGO. Kościół oczekiwać będzie na Słowo Wcielone. Bóg przed wiekami wypowiedział Słowo. W pewnym momencie historii Słowo przyszło na świat. To Słowo mamy rozważać. Mamy każdego dnia sięgać do Pisma Świętego. Prosząc Ducha Świętego o szczególne światło mamy zagłębiać się w Słowo.

Czwarte wskazanie – ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU. Wielu z nas adoruje Najświętszy Sakrament. Teraz klęcząc przed Najświętszym Sakramentem starajmy się uświadamiać sobie w sposób szczególny obecność Boga, który schodzi do naszych serc, który przybywa, by w nas zamieszkać. Podczas osobistej adoracji starajmy się dostrzec przychodzącego Króla, który pragnie królować w nas, chce być Królem naszych serc, chce poprzez miłość władać.

Piąte wskazanie – MIŁOŚĆ. Od samego początku dnia do jego zakończenia żyjmy miłością, cały czas kochajmy, wyznając Bogu miłość każdym słowem, spojrzeniem, każdym gestem, czynem, każdą myślą, każdą intencją, każdym pragnieniem. Wyznawajmy miłość, bo miłość przygotowuje nasze serca na przyjęcie Króla. Niech ten czas będzie czasem naszych ogromnych starań, ogromnych wysiłków, by prawdziwie był to czas miłości, a więc ofiarą złożoną z samego siebie – od tego momentu zapominam o sobie, by żyć miłością do Boga, by kochać Boga i kochać bliźniego. Czytaj dalej

Dni skupienia w Gietrzwałdzie

W sercu człowieka, który miłuje Boga i przyjmuje Jego miłość, który żyje Bogiem jest wielka radość. Ta radość obejmuje najgłębsze zakamarki serca. Nie jest to radość powierzchowna, to radość osadzona bardzo głęboko w ludzkim jestestwie. I chociażby działy się różne rzeczy w życiu tej duszy, chociażby doświadczała różnych trudności, w jej głębi panuje pokój.

Już przez kilka ładnych lat uczestniczymy w formacji, którą prowadzi sam Bóg. Nasze serca otrzymały światło, napełnione są Bogiem. W naszych sercach umiejscowiona jest miłość. Jeszcze nie do końca wszystko rozumiemy, nie do końca wszystko jest nam wiadome, a nasze przeróżne słabości przesłaniają nam to, co Bóg już złożył w każdym z nas. Zastanawiamy się, czym jest Nowa Ewangelizacja, a przecież my ją przechodzimy, my jej doświadczamy. Bowiem Nowa Ewangelizacja:

  • Jest daniem człowiekowi na nowo Jezusa;
  • Jest na nowo przyprowadzeniem każdej duszy do Źródła jej istnienia;
  • Jest ukazaniem Zbawienia;
  • Jest daniem na nowo nadziei, wlaniem ufności;
  • Jest objawieniem człowiekowi miłości Boga.

My już od pewnego czasu doświadczamy Nowej Ewangelizacji. W nas odradza się wiara, życie Boże. My poznajemy miłość Bożą. Tylko ta dusza, która poznaje miłość, prawdziwie może się nawrócić. Tylko taka dusza, która doświadcza Bożej miłości może o niej zaświadczyć, może ją przekazać innym. Martwimy się, w jaki sposób, co trzeba będzie robić. Czemu się martwimy? A czy do tej pory martwiliśmy się, w jaki sposób formować własne dusze? Czy Bóg tego nie czynił w nas? Czy Bóg nie zatroszczył się o wszystko? Martwienie się o to, w jaki sposób mamy uczestniczyć w Nowej Ewangelizacji jest swego rodzaju pychą, bo przecież sami mówimy, że jesteśmy duszami najmniejszymi i że wszystkiego oczekujemy od Boga, dlaczego więc o cokolwiek mamy się martwić? Dlaczego uważamy, że nie wiemy jak mamy ewangelizować? Przecież to nie nasza mądrość, to nie my mamy czynić tak naprawdę. My mamy jedynie otwierać serca i pozwolić Bogu, by to On poprzez nasze dusze mógł ewangelizować, a więc mógł dać światu miłość, mógł ją objawić. Cały czas jeszcze tkwimy w starym myśleniu: ja coś muszę, powinienem potrafić to własnymi siłami, swoją mądrością. Chcemy brać na własne barki, ciągle chcemy sami, po swojemu. NOWA EWANGELIZACJA – TO DOŚWIADCZENIE NOWEJ PIĘĆDZIESIĄTNICY, W KTÓREJ DUCH ŚWIĘTY BĘDZIE WSZYSTKO CZYNIŁ. W którym momencie rozpoczęła się Ewangelizacja? Wtedy, gdy Apostołowie doświadczyli wielkiej mocy Ducha Świętego w nich samych i pozwolili działać Bogu. Możemy o tym przeczytać, iż w wielu miejscach mówią o działaniu Ducha Świętego; o tym, że nie własną mocą działają, ale mocą Ducha Świętego. Tak samo i my MAMY PODDAĆ SIĘ DZIAŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO, pozwolić, by miłość, która wypełnia nasze serca, która już w jakimś stopniu nas uformowała, teraz zaczęła formować inne dusze poprzez nas. Podstawą jest zaufanie, pokora, a więc wszystko to, o czym cały czas mówimy. Tak jak na początku Kościoła Duch Święty prowadził Kościół w sposób bardzo widoczny, jak na początku Apostołowie pozwolili Duchowi Świętemu działać, tak teraz i my pozwólmy działać Bogu.   Czytaj dalej

Jezus spojrzał z miłością na miasto

Bardzo krótki jest dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 19, 41-44). Zwróćmy jednak naszą uwagę na postać Jezusa. Jezus spojrzał z miłością na miasto. On inaczej nie patrzy. On cały jest Miłością. Kiedy patrzy na cokolwiek, to patrzy z miłością. Jego miłość przenika istotę spraw, sytuacji, rzeczy, przenika ludzkie serca, wydarzenia, idzie daleko w przyszłość, przenika przeszłość, obejmuje całość. Jezus patrząc zapłakał. Jak bardzo musiał kochać, skoro zapłakał nad tymi, którzy przecież Go zabili, odtrącili, którzy doznawszy od Niego tak wiele dobra nic nie uczynili, aby choć trochę wziąć Go w obronę?! Nie wstawiali się za Nim, nie wypowiedzieli ani słowa za Jezusem, a niektórzy z nich podnosili pięści, obrzucali Go błotem, krzyczeli przeciwko Niemu. Jak bardzo Jezus musi kochać, skoro w Jego Sercu nie ma nienawiści, nie ma złości, nie ma chęci odwetu wobec tych, którzy w taki straszliwy sposób postąpili z Nim?! Jezus zapłakał nad wszystkimi. Ileż miłości musi być w Sercu Jezusa, skoro właśnie taką przyjmuje postawę?! Boleje On nad tym, co się wydarzy, płacze nad ludzkimi sercami, które nie przyjmą Zbawienia. Tylko prawdziwa, doskonała miłość zdolna jest opłakiwać swoich przeciwników, szyderców, zabójców. Tylko Bóg taką miłością kocha. Człowiek nie potrafi tak kochać i takiej miłości wręcz nie zna. Obdarzony łaską, gdy otwiera się na nią, w jakimś stopniu jest w stanie naśladować Jezusa, ale tylko dzięki Bożej łasce.

Jezus zapłakał. Jeśli jesteś duszą, która miłuje Jezusa, to również powinnaś, powinieneś odczuwać w sobie smutek. Również w twoim sercu powinien pojawić się smutek na myśl o wszystkich duszach, które nie przyjmują miłości; o duszach, które są przecież tak umiłowane przez Boga i odkupione najwyższą ceną. Gdyby twoje serce było zjednoczone z Sercem Jezusa i ty byś płakał. A każde odrzucenie Bożej miłości w różny sposób w tobie budziłoby smutek, współczucie wobec Jezusa, ale i wobec tych dusz. Dusza zjednoczona z Bogiem w jakimś stopniu doświadcza w sobie tego, co dzieje się w Sercu Bożym, co dzieje się z ludźmi odrzucającymi Boga, nie rozpoznając czasu nawiedzenia. Nie pozostaje z nich kamień na kamieniu. Obraz miasta, które jest całkowicie zburzone, spalone, rozgrabione to obraz właśnie takiej duszy, która nie przyjmuje Boga. W niej już jest śmierć. A Jezus również i za nią oddał swoje życie z miłości, dlatego płacze.  Czytaj dalej

Zawierzyć do końca

Jesteśmy radością Maryi, gdy wszyscy razem przychodzimy do Jej Serca i składamy w Nim całe swoje życie; gdy przychodząc do Niej pozwalamy, aby łączyła nas wszystkich razem w jedną rodzinę. Szczególnie jesteśmy Jej dziećmi, gdy pragniemy słuchać, a dzięki temu staramy się wypełniać wolę Bożą. Mogliśmy to zauważyć w ostatnich dniach, związanych z przejściem naszego brata Janka do domu Ojca. Otworzyliśmy swoje serca i słuchaliśmy, co Bóg w nich mówi do nas. Otoczyliśmy modlitwą naszego brata i razem przygotowaliśmy go do przejścia. Towarzyszyliśmy mu swoją miłością, dzięki temu jego przejście nie było cierpieniem długotrwałym, nie było połączone z lękiem czy ze strachem, ale odbyło się w pokoju i w miłości. To dar Boży dla każdej duszy maleńkiej, która żyje we wspólnocie – otoczona miłością nie jest sama; nigdy nie jest sama, a szczególnie w takiej chwili. A więc żadna dusza maleńka niech nie obawia się tego szczególnego momentu. Otoczona miłością wszystkich dusz maleńkich, otoczona Świętymi, Aniołami, a także modlitwą dusz czyśćcowych wprowadzana jest w nowe życie w tłumie, a nie samotnie. Niech nasze serca radują się, bo nasz brat jest szczęśliwy, a Bóg pozwalać mu będzie uczestniczyć w życiu wspólnoty, w różnych jej momentach. Będzie wstawiać się za nami i modlić się, widząc nasze życie, kolejne różne sytuacje i wydarzenia. Jego serce wypełnione jest teraz miłością doskonałą.

Dusza maleńka – to rzeczywiście, prawdziwie dusza maleńka. Bóg otacza ją swoją troską w sposób szczególny, obdarzając różnymi łaskami. Tak jak matka opiekuje się swoim dzieckiem, zapewniając mu wszystko, tak czyni Bóg z duszą maleńką. Ułomności, słabości tej duszy są tylko powodem, by jeszcze bardziej miłować i opiekować się nią. Jest to powód dla Boga, który tym bardziej troszczy się o tę duszę i wylewa na nią swoje miłosierdzie. Dusze maleńkie obdarzone są wielką łaską, wielką miłością Boga. Obdarowane są w sposób niezwykły. Można przyrównać to obdarowanie chociażby do obdarowania minami w dzisiejszej Ewangelii (Łk 19, 11-28). Jednak, kiedy wsłuchujemy się w te słowa Ewangelii i słuchamy ich do końca, serca nasze mogą doświadczyć pewnej trwogi lub niepokoju. Czytaj dalej