Informujemy, iż w miniony piątek, 13 listopada (w dniu fatimskim), o godz. 6:00 rano w szpitalu miejskim w Olsztynie odszedł do domu Ojca, po krótkiej chorobie, śp. Janek Kozioł, wierny uczestnik naszych spotkań oraz członek Wspólnoty i Stowarzyszenia Konsolata. Wielu z nas towarzyszyło naszemu zmarłemu Bratu w dniach choroby i przejścia do wieczności, a także w licznym gronie odprowadziliśmy go na miejsce grzebalne otaczając miłością naszych maleńkich serc w miniony poniedziałek w Święto Matki Bożej Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia. Odejściu Janka i Jego pożegnaniu towarzyszyła szczególna duchowa atmosfera, Dziękujemy wszystkim za wspólną modlitwę, okazaną pamięć, miłość i wyrazy współczucia. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie! Czytaj dalej
Archiwa kategorii: Rozważania
Dni skupienia – Czerwińsk
Spróbujmy nadal otwierać się na dar miłości zbawiającej cały świat. Spróbujmy rozważyć ten niezwykły dar miłości – najwyższy, największy, najważniejszy dar. Bez tego daru właściwie nie moglibyśmy mówić o miłości. Właśnie ten dar – ZBAWIENIE, JAKIEGO DOKONAŁ JEZUS NA KRZYŻU – JEST NAJWIĘKSZYM, NAJWAŻNIEJSZYM DOWODEM BOŻEJ MIŁOŚCI DO CZŁOWIEKA. Zatem otwórzmy swoje serca na Jezusa wiszącego na Krzyżu i zwróćmy uwagę na niezwykłą, wielką miłość, jaką jesteśmy obdarzani nieustannie. Z faktu obdarowania miłością z Krzyża, a więc miłością, która zbawia, płynie do naszych serc wielka radość i nadzieja. Patrząc na Krzyż, mamy widzieć życie wieczne, Niebo. Radując się tym obdarowaniem uświadamiajmy sobie, iż obdarowani są wszyscy. Jezus umarł za każdego z nas, za wszystkie dusze, toteż z wielką ufnością i miłością powinniśmy nieustannie wspominać swoich bliskich, którzy już odeszli i wszystkie dusze, które są w czyśćcu. Powinniśmy z wielką ufnością modlić się za nich, dziękując Bogu za dar życia wiecznego.
Świadomość tak wielkiego obdarowania powinna ukierunkowywać nasze postawy życiowe, nasze nastawienie się na codzienność. Wstając każdego ranka powinniśmy sobie uświadamiać, jak wielki to dar, jak niezwykła miłość. Nic nie powinno zasmucać naszego serca. Żadne cierpienia nie powinny wprowadzać nas w smutek, ponieważ jesteśmy obdarowani. Powinniśmy żyć radością z obietnicy życia wiecznego. Podziękujmy Bogu za ten dar miłości – za życie wieczne; za Boga, który w tak niezwykły sposób okazał człowiekowi swoją miłość. Czytaj dalej
Święto wszystkich dusz w Niebie
Radujmy się razem ze Świętymi. Śpiewajmy „Hosanna” swojemu Królowi. Otwórzmy serce na Świat Duchowy. Włączmy się w to Święto wszystkich dusz w Niebie. Dzisiaj dzień szczególny. Uroczystość Wszystkich Świętych. Ileż radości przysparza ono Bogu i Świętym. Święci są odbiciem Bożej miłości. Są odbiciem samego Nieba. W nich i poprzez nich Niebo schodzi do nas na ziemię. Dzieje się to zarówno za ich ziemskiego życia, ale i po ich śmierci, kiedy wstawiając się za nami wypraszają nam wszelkie Boże błogosławieństwo. Święci są radością Boga, Jego miłością. On „Rozsiewa” ich po całym świecie, by świat dowiedział się o Bożej miłości. Są niejako przedłużeniem ramion Boga. Są Jego Sercem, które daje ludziom.
Poprzez Świętych Bóg ukazuje światu znaczenie Krzyża – najwyższy wymiar miłości, cud Eucharystii – Jego żywą obecność pośród nas, objawia nam istotę życia w Bogu i z Bogiem, ukazuje sens tego życia, wskazuje na jego wartość. Święci są Jego oczkiem w głowie, umiłowanym ludem, ludem wybranym, szczególnie ubogaconym, któremu daje więcej, niż innym. Bowiem zdecydowali się oddać Bogu wszystko. Bóg nie mógłby pozostać im dłużny. Daje im zatem również wszystko, całego siebie. On udziela im siebie w najwyższym wymiarze. Ich udziałem staje się życie Boga. Są wprowadzani w najgłębsze pokłady Bożej istotności, Jego życia, bytu. Dotykają samego sedna. I żyją nim. Są przepojeni Bożą Miłością. Nią napełnieni, nakarmieni, nią przemienieni w Boga. Każda cząsteczka ich jestestwa została przeistoczona w Bożą. I mimo, że stanowi nadal danego Świętego, to jest Boga na wskroś. Święty jaśnieje Bogiem, Jego blaskiem, Jego świętością, Jego Miłością, Jego Prawdą. Jest niczym Bóg, choć nadal sobą. Ale to już inna osoba.
Kontakt ze Świętym może przemienić i nasze życie. Trzeba jedynie, abyśmy uwierzyli i tego zapragnęli. Módlmy się o łaskę zrozumienia, łaskę poznania tajemnicy Świętych obcowania. W dniu dzisiejszym mamy tę możliwość wyproszenia tak wiele dla swoich bliskich i siebie. Dzisiaj mamy możliwość i niebywałą okazję wzięcia udziału w wielkim „Hosanna”, jakie Święci wyśpiewują Bogu nieustannie. Dzisiaj szczególnie. Święci są najradośniejszymi ludźmi na świecie. Przemienieni Bożą Miłością, wypełnieni szczęściem po brzegi z radością śpiewają Bogu nieustannie hymn uwielbienia. My możemy zostać w to uwielbienie włączeni. Czytaj dalej
By wspólnie mieć udział w chwale
Radosne są dzisiejsze słowa, które słuchamy podczas Eucharystii (Rz 8, 12-17; Łk 13, 10-17). Powinny radować nasze dusze i sprawiać, że dziękować będziemy Bogu za Jego wielką hojność i łaskawość. Oto bowiem każdego z nas Bóg uczynił swoim dzieckiem, swoim dziedzicem i nieustannie obdarza swoją łaską, by uwalniać od przeróżnych więzów, przeróżnych chorób duszy, byśmy mogli w wolności stawać przed Nim i wielbić Go; byśmy mogli w wolności przyjmować Jego miłość i na nią odpowiedzieć. I tak każdy z nas został nazwany dzieckiem Boga, każdy z nas został w Jezusie uwolniony, każdy z nas został powołany, by wraz z pozostałymi członkami Kościoła, wraz ze Świętymi i ze wszystkimi Aniołami stać przed Bogiem, wielbić Go i głosić Jego chwałę.
Jest taki czas, kiedy możemy wraz z innymi Świętymi, wraz z Aniołami szczególnie wielbić Boga za Jego miłość i miłosierdzie. Czas ten już niedługo nadejdzie. Dobrze by było, aby nasze serca przygotowały się do tego czasu, abyśmy potrafili prawdziwie otworzyć się na dar Bożego miłosierdzia, które rozlewa się przecież nieustannie na wszystkie dusze; dar, który przeznaczony jest dla każdego człowieka, a szkoda, że nie każdy przyjmuje go. Postarajmy się uświadomić sobie wielką radość, jaka powinna wypełniać serce każdego wierzącego na myśl o zbawieniu, o miłości i miłosierdziu, które spływają z Krzyża na każdą duszę i otwierają bramy Nieba. Te bramy otwarte są również przed nami, abyśmy uwierzyli, że każdy z nas ma już swoje miejsce w Niebie, abyśmy tam zaglądali i cieszyli się swoimi braćmi i siostrami, którzy z Nieba spoglądają na nas. A jednocząc swoje serca ze Świętymi i z Aniołami byśmy wspólnie wielbili Boga i przy ich wsparciu podążali ku swojemu wiecznemu celowi – ku Niebu.
Czas Wszystkich Świętych ma być radością dla każdego z nas. Wspomnienie bliskich zmarłych ma być czasem wielkiej ufności, nadziei, która prowadzi ku radości, kieruje myśl ku wieczności, ku szczęściu. Aby jednak człowiek mógł z radością, ufnością i nadzieją przeżywać te dni, musi sam otworzyć się na Bożą miłość i Boże miłosierdzie, doświadczyć radości, która płynie z miłosierdzia Bożego, zrozumieć, że i dla niego jest przygotowane miejsce. Człowiek musi rozradować się myślą, że oto Bóg przygotował dla niego rzeczy niepojęte, cudowne, przepiękne; takie, których człowiek nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić. A wszystko to przygotował z miłości do człowieka i stojąc w otwartych bramach Nieba czeka na każdego z nas. Wyciąga ręce i z miłością czeka, aby przygarnąć, przytulić, aby był to już ten ostatni uścisk, który wprowadzi w wieczność i abyśmy w tym uścisku pozostali już na zawsze. Dusza musi doświadczyć miłości Boga, Jego miłosierdzia, aby móc radować się oczekiwaniem na wieczność i móc zobaczyć tę wieczność jako największe szczęście. Zatem można powiedzieć, że szczęśliwym jest ten, kto doświadczywszy swego grzechu potem doświadczył miłosierdzia i zrozumiał, jak wielkim jest Boże miłosierdzie wobec niego. Trzeba zrozumieć swój grzech, trzeba zrozumieć swoją ogromną słabość, nędzę i nicość, aby potem spojrzeć na Krzyż i doświadczyć niepojętej miłości, rozradować się w niej i zrozumieć, że w Bogu jest wieczność – wieczne szczęście, wieczna miłość. Czytaj dalej
Wspomnienie św. Jana Pawła II
Żyć w czasach życia jakiegoś Świętego jest szczęściem dla duszy. I my otrzymaliśmy tę łaskę – żyjemy w czasach niejednego Świętego. Mogliśmy przyglądać się życiu Świętych, między innymi życiu Jana Pawła II. W jego osobie w przepiękny sposób splata się cierpienie i miłość, posłuszeństwo i oddanie. Jest niezwykłym wzorem dla współczesnych ludzi, którzy uciekają od cierpienia, popadają w niewolę różnych rzeczy, spraw, namiętności, którzy nie potrafią stawić czoła trudnościom pojawiającym się na ich drodze; którzy uważają siebie za mocnych, a tak naprawdę są słabi. To Karol Wojtyła okazał się mocny. To on przyjmował wolę Boga w różnych wydarzeniach, godząc się na to, co Bóg daje. A jego zgoda na wszystko umacniała jego duszę, formując ją i przygotowując do życiowej misji.
Współczesny człowiek broni się przed różnego typu cierpieniem. Ucieka. Ucieka w chorobę, w depresję, w różną aktywność. Chce zabić lęk przed cierpieniem chociażby pracą lub różnego rodzaju zainteresowaniami. Nie potrafi przyjąć i przeżyć godnie cierpienia. Karol Wojtyła, a potem Papież Jan Paweł II przez całe życie pokazywał, jak przyjmować cierpienie, nie tylko fizyczne – naznaczone śmiercią matki, brata, dramatem wojny, potem komunizmem. Doświadczał cierpienia, a jednak potrafił przyjąć je godnie, tak, jak powinien przyjmować je człowiek stworzony przez Boga. Potrafił zachować swoje człowieczeństwo, które dał mu Bóg we wszystkich doświadczeniach życiowych. I zawsze stawał przed Bogiem w tych doświadczeniach i pokornie godził się. To nie znaczy, że nie pytał. Zadawał bardzo dużo pytań, ale rozważał je razem z Bogiem. Stąd jego głębokie myśli, wnioski, które zapisywał, a my możemy teraz czytać je w różnych jego pismach. Jego życie – z jednej strony naznaczone dramatycznymi wydarzeniami, a z drugiej strony wypełnione pokojem – jest swoistą wskazówką dla każdego człowieka, jak może wyglądać życie poświęcone Bogu, oddane, przeżyte z Bogiem. On sam obdarzony przez Boga wysoką inteligencją i różnymi zdolnościami potrafił być bardzo pokorny. Potrafił być mały, ukazując właściwą postawę duszy wobec Boga, która przed Bogiem zachowuje właściwe proporcje. Jego zażyłość z Bogiem pogłębiała się w sposób szczególny podczas pontyfikatu i doszła do szczytu. Mogliśmy obserwować tę niezwykłą zażyłość również podczas oficjalnych spotkań Papieża w czasie jego pielgrzymek, kiedy zatapiał się w modlitwę pomimo kamer, dziennikarzy, tłumów i stawał się nieobecnym, choć był pomiędzy nami. Wchodził w rzeczywistość duchową i żył duchem.
Dzisiejsze pierwsze czytanie (Rz 6, 19-23) mówi o poskromieniu tego, co cielesne, co ziemskie, by bardziej żyć duchem i służyć Bogu. W osobie Papieża mamy wzór. Szczególny to wzór na obecne czasy, kiedy człowiek żyje tak bardzo mocno sprawami ziemskimi, kiedy tak bardzo hołduje ciału, stawia siebie w centrum wszystkiego, zatracając całkowicie poczucie własnej tożsamości, gubiąc się zupełnie, oddalając się od Boga. Mamy przepiękny przykład w Papieżu, jak żyć, tym bardziej, że jego droga nie była łatwą. Każdy z nas mający też swoje różne doświadczenia, przeżywający trudności, może mieć w św. Janie Pawle II opiekuna na swojej drodze, który będzie wstawiał się za nami, ponieważ rozumie nas. Był człowiekiem zatopionym w Bogu, dzięki czemu lepiej rozumiał otaczającą rzeczywistość, problemy ludzkie i problemy całych narodów. Może się to wydawać dziwne, a jednak dopiero w Bogu człowiek lepiej poznaje prawdę, zaczyna rozumieć, w czym jest istota różnych spraw. I tak było z Janem Pawłem, dzięki zjednoczeniu z Bogiem mógł tak dobrze rozumieć człowieka. Mógł również dobrze rozumieć problemy czasów współczesnych i dzięki łasce miał swoiste światło, w jaki sposób Kościół powinien starać się zaradzić pojawiającym się nowym problemom. Widział też przyszłość. Bardzo dobrze rozumiał potrzebę zaangażowania się zwykłych ludzi w życie Kościoła, zaangażowania się ich serc na drodze ku zjednoczeniu z Bogiem. Wiedział, że tylko wtedy, gdy zwykli ludzie zaczną dążyć do Boga, zaczną poszukiwać Go, odpowiadać na Bożą miłość, Boże wezwanie, kiedy zaczną żyć Ewangelią, wtedy świat się przemieni. Dlatego też tak bardzo liczył na ludzi młodych jako na tych, którzy są przyszłością Kościoła. Pielgrzymował do różnych państw, aby otworzyć przed ludźmi bramy Nieba, ukazać im Chrystusa i uświadomić, że jest On jedynym rozwiązaniem ludzkich problemów, że jedynie z Nim człowiek może być szczęśliwy. Doświadczony bardzo mocno przez chorobę, zachowywał godność człowieka oddanego Bogu do końca. Poprzez całe swoje życie, a szczególnie przez ostatnie lata cierpień fizycznych ukazywał, w jaki sposób można przyjmować cierpienie, w jaki sposób żyć, przyjmując Bożą wolę. Uświadamiał wszystkim niezwykłą rangę cierpienia i niezwykłe miejsce ludzi cierpiących w Kościele. Dzięki niemu wielu chorych, cierpiących doznało pocieszenia, iż oto są niezwykle ważnymi, cennymi dla Kościoła. Mogą swoje cierpienie ofiarować Bogu w różnych intencjach, a na barkach ich cierpienia Kościół może wzrastać, może się umacniać, uświęcać się. Czytaj dalej
Komu wiele dano, od tego wiele…
Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie (Łk 12, 39-48)
Zostaliśmy bardzo hojnie obdarowani. Bóg nie ustaje w ciągłym zlewaniu na nas swoich darów. Każdego dnia, o każdej porze otrzymujemy wiele łask. Jesteśmy szczęśliwcami – opływamy w łaski. Nasze serca zanurzając się w te łaski powinny nieustannie dziękować Bogu za wszystko, co otrzymują.
Kiedy dusza dziękuje Bogu za otrzymane dary, kiedy podejmuje wysiłek, by dostrzec w swojej codzienności Bożą łaskę, to Bóg pomaga jej z czasem dostrzegać więcej łask, mimo różnych trudności czy przeciwności. Uwrażliwia jej serce na dobro, które staje się udziałem tej duszy. Ta dusza doświadczała już łaski, ale nie dostrzegała jej. Teraz Bóg pomaga jej widzieć więcej. I tak, początkowo niejako wymuszone trochę dziękczynienie, czynione raczej wolą niż sercem pełnym zrozumienia i doświadczenia, staje się prawdziwie radością, dostrzeganiem dobra, które Bóg daje duszy. Dusza widząc dobro w różnych sferach swego życia, zaczyna być szczęśliwa, bo ona odbiera je jako Bożą miłość, Bożą opiekę, troskę o nią. Pobudzona więc tym dostrzeganiem dobra, dziękuje jeszcze więcej, a co za tym idzie coraz więcej również dostrzega Bożych łask. Bóg kształtuje jej sposób patrzenia i ona z czasem potrafi widzieć łaskę w rzeczach i sprawach, które do tej pory nie odbierała jako łaski, ale jako coś przeciwnego. Bóg daje tej duszy pewną mądrość w rozumieniu, czym jest łaska, bo dotychczas dostrzegała ona łaskę jedynie jako odczuwane przez nią subiektywne dobro – coś, co jest przyjemne; coś, co jest spełnieniem jej oczekiwań. Pouczana przez Boga, z czasem zaczyna dostrzegać łaskę w różnych życiowych doświadczeniach, w trudnościach i cierpieniu. Nie zawsze potrafi do końca wszystko zrozumieć i przyjąć, ale wie, że Bóg obdarza ją łaską i dziękuje Mu za nią. W ten sposób dusza jest formowana i wzrasta, doskonali się. Ona sama nawet o tym nie wie, to Bóg ją doskonali poprzez doświadczenia. Jednocześnie Bóg widząc, że jest gotowa do kolejnych etapów swego rozwoju, wprowadza ją w te etapy i obdarza nowymi łaskami. Daje jej więcej, ponieważ jest już przygotowana, by nie tylko brać, przyjmować, ale swoją służbą i posłuszeństwem by odpowiedzieć Bogu na te łaski. I rzeczywiście dusza ta zaczyna coraz bardziej świadomie Bogu służyć i podejmować różne działania, by wypełniać Jego wolę. W tych działaniach świadomie zaczyna rezygnować ze swego „ja”, ze swoich pragnień, czy nastawień na rzecz Bożej woli. Wchodząc głębiej na tę drogę, dusza otrzymuje naprawdę dużo łask. A jednocześnie Bóg stawia przed nią kolejne zadania – oczekuje więcej niż od innych. Obdarza niezwykłymi łaskami, ale i stawia przed nią pewne wymagania – oczekuje od niej posłuszeństwa. Boże oczekiwania są dla duszy w pewnym stopniu zrozumiałe. Ona stara się nasłuchiwać i w codzienności żyć w zgodzie z wolą Bożą, czując sercem, że Bóg oczekuje czegoś więcej. Czytaj dalej
Kto by chciał się stać wielkim, niech będzie sługą…
Rozpoczynamy nowy rok naszej działalności, nowy rok dla Wspólnoty; rok, w którym będziemy się formować, kładąc coraz bardziej nacisk na wewnętrzne życie duszy z Bogiem. Dobrze by było, abyśmy byli świadomi, że najważniejsze jest, by mieć w sercu miłość, najważniejsza jest formacja duszy. Choć nasze stowarzyszenie ma w planach różnorodną, szeroką działalność, jeśli jego członkowie nie będą przechodzić prawdziwej formacji duchowej, jeśli nie będą przyjmować miłości i ze wszystkich sił nie będą starać się żyć miłością, wszystkie działania, które będą podejmować obrócą się w proch. Natomiast, jeśli dusze napełnione miłością będą czynić coś nawet bardzo niezdarnie, to Bóg będzie w nich dopełniał wszystkiego i uczyni wiecznym dzieło, w którym uczestniczymy. I będzie to wielkie dzieło w Kościele, bowiem wielkość nie jest w materii, ale w duchu; moc nie jest w materii, ale w duchu; wieczność nie jest w materii, ale w duchu. Jeśli więc chcemy, by to, co czynimy miało znaczenie po wieczność, musimy to czynić w duchu.
Podobnie jak Jezus wybrał sobie uczniów, dobierał sobie współpracowników w całej historii Kościoła, tak teraz również dobrał sobie współpracowników. Jesteśmy nimi my. Jednak spójrzmy na swoich poprzedników – Apostołów i Świętych Kościoła, jeśli prześledzimy ich życie, zobaczymy, że ich dusze przechodziły formację, ponieważ przed formacją nie były zdolne do współpracy z Bogiem. Apostołowie w momencie ich powoływania, nie byli zdolni do głoszenia Ewangelii, pomijając już to, że jej nie znali, ich dusze, serca niczego nie rozumiały. Musieli przejść formację – trzy lata wspólnego przebywania z Jezusem, nauczania, głoszenia Ewangelii i to, co najważniejsze – Jego Krzyż, śmierć, a potem Zmartwychwstanie, oczekiwanie na Ducha Świętego i doświadczenie Jego przyjścia. To dopełniło formację i byli gotowi. Nie znaczy to, że od tej pory ich życie było lekkie. Właśnie wtedy rozpoczął się największy bój, największy wysiłek – trudzili się dla Jezusa, pokonywali samych siebie – dla Niego. I tak moglibyśmy prześledzić żywoty różnych Świętych. Był moment dotyku łaską, pociągnięcie duszy, a potem dusza była formowana. Otwierała się, godziła się na formację, choć były różne dusze. Były i takie, które jak Jonasz uciekały, ale gdy zrozumiały swój błąd, powracały. I Bóg mógł przez te dusze przeprowadzać swoje zamysły. W każdej z tych dusz można zobaczyć jedną wspólną cechę – MIŁOŚĆ; miłość do Boga i Jego Matki. Miłość była siłą, dzięki której decydowali się na formację, a potem decydowali się służyć Bogu do końca. Bez miłości nie byliby tak uformowani, nie byliby w stanie dokonać tak wielkich rzeczy. A to, co by robili bez miłości, dawno by umarło i nie słyszelibyśmy o żadnym z tych Świętych. Czytaj dalej
Październikowy dzień skupienia
Wprowadzenie
Wspólnie powoli wkraczamy na nową drogę, na której przytuleni do Bożego Serca będziemy poznawać Bożą wolę i coraz doskonalej będziemy ją realizować. To droga, na której dusza coraz bardziej otwiera się na Boże prowadzenie i z pokorą przyjmuje wszystko to, co odczuje, co doświadczy jako Boże wezwanie. Do tej pory staraliśmy się słuchać i żyć w zgodzie z pouczeniami. Każdego roku wchodziliśmy nieco głębiej w relacje duszy z Bogiem. Jednak były to relacje jeszcze zewnętrzne, a Bóg pragnie większego otwarcia się na Jego Serce, pragnie naszego wejścia w głąb Bożego Serca i naszego życia w samym Sercu Boga. Ten czas, który teraz przychodzi, choć będzie czasem pięknym, to jednak może też być czasem trudnym. Wymagać będzie od duszy dojrzałości, wiary i ufności. Trochę może to przypominać chodzenie po omacku, po wodzie, ale warto się na to zdecydować. Ten, kto nie spróbuje, nie zrozumie, jak pięknym może być spotkanie z Bogiem, jak piękną może być relacja duszy z Bogiem, która zdecydowała się uwierzyć w to, co niewyobrażalne, zaufać temu, co nie do pojęcia.
Życie duszy najmniejszej opiera się na ufności. Pierwszą podstawą, najważniejszą jest miłość, ale zaraz po miłości idzie ufność i wiara. Połączone razem pozwalają duszy najmniejszej iść stumilowymi krokami, wchodzić na najwyższe szczyty i osiągać Niebo. To jest przed nami – nie od razu do zdobycia, nie od razu do osiągnięcia, ale dobrze by było, aby w naszych sercach powstało pragnienie życia w większej bliskości z Bogiem, zagłębiania się bardziej w Jego istotę, Jego byt, otwarcia się jeszcze inaczej na Bożą rzeczywistość, w której przecież jesteśmy zanurzeni i przebywamy.
Zapraszam więc do przepięknego świata, który jest prawdą i jako jedyny jest wieczny. Niech nasze serca otworzą się, aby Duch Święty mógł wlać w nie pragnienie. Pozwólmy naszym duszom zatęsknić za tym, co jest ich ojczyzną. Ta tęsknota będzie porywać nas, pociągać. Będzie też siłą, dzięki której będziemy dążyć do celu. Czytaj dalej
Wspomnienie św. Małgorzaty Marii
Dzisiaj liturgiczne wspomnienie św. Małgorzaty Marii Alacoque – prawdziwe Święto dla dusz najmniejszych. Serce Boga otwarte na oścież, zniżyło się do dusz najmniejszych. Jezus jest pośród nas, a Jego Serce wylewa strumienie łask. Bóg przed nami nieustannie kładzie tajemnice swego wnętrza. Oznacza to, że przed nami Jego Serce jest stale otwarte i nieustannie do Niego zaglądamy. Podczas tegorocznych wakacji w sposób szczególny, ale i w tamtym roku również, zostaliśmy zaproszeni i przygotowani przecież do tego, by wejść do Bożego Serca i stale w Nim przebywać, by czerpać z Niego. Byliśmy obdarowani w sposób niezwykły i prowadzeni ku temu, by zrozumieć co kryje się w Bożym Sercu. Odkrywając w ten sposób Boga i Jego miłość do człowieka, mogliśmy lepiej zrozumieć siebie i swoją relację z Bogiem. Dzisiaj Jezus pragnie w sposób szczególny uświadomić nam, na czym polega upodobnienie się do Jezusa. Wiemy o tym, że właśnie świętość jest upodobnieniem się duszy do Jezusa. Jezus przecież wielokrotnie mówi, by Go naśladować, by za Nim iść. Zresztą każde z pouczeń właściwie tego dotyczy. Niemniej jednak dzisiaj Jezus pragnie zwrócić uwagę na rzecz podstawową, na najważniejszy warunek, który upodabnia duszę do Jezusa.
Dużo wiemy, co mamy czynić – mamy modlić się w różnych porach dnia, jednoczyć się z Jezusem, klękać pod Krzyżem, żyć Eucharystią, czytać Pismo Święte. To wszystko wiemy. Nieustannie słuchamy o miłości i też wydaje się nam, że sporo już wiemy. A jednak serca nasze nie są jeszcze tak uformowane, aby były podobne do Jezusa. Kiedy spojrzymy na Jezusa, będącego wśród uczniów, od razu zobaczymy, że wyróżnia się spośród nich. Z Jego Postaci bije pokój, łagodność. Jego twarz, oczy są dobre, uśmiechnięte, łagodne. Kiedy popatrzymy na Jezusa w relacji ze swoją Matką, zobaczymy jeszcze większą łagodność, jeszcze większą delikatność, pokorę, wielką miłość i zadziwiające posłuszeństwo, choć przecież Maryja jest tylko człowiekiem. Kiedy popatrzymy na Jezusa modlącego się, zobaczymy, jak cały pochłonięty jest rozmową z Ojcem, a w tej modlitwie zobaczymy pokorę. Gdy spojrzymy na Jezusa, do którego przychodzą ludzie z różnymi problemami i prośbami, przynoszą swoich bliskich, dzielą się swoim cierpieniem, zobaczymy, że wtedy jest cały dla tych ludzi, pełen miłości, współczucia, łagodności, cierpliwości i pokory. A gdy spojrzymy na Niego podczas ostatnich dni: w Wielki Czwartek, w Wielki Piątek – cichy, łagodny, milczący, pokorny i cały jest Miłością. Czytaj dalej
NMP z Fatimy
Czy wiemy, na czym polega świętość trójki fatimskich dzieci, które przyjęły Orędzie Maryi i od tylu lat może być to Orędzie rozpowszechniane na całym świecie? Czy rozumiemy, dlaczego właśnie tę trójkę wybrał Bóg? I dlaczego właśnie poprzez takie małe serca Bóg zechciał po raz kolejny rozciągnąć skrzydła nad ludzkością, aby ją uchronić, przestrzec? Dzieci te nie posiadały wiedzy, wykształcenia, nie były szczególnie inteligentne czy mądre. Nawet ich wiara nie należała do zbyt dojrzałych. Czym zatem kierował się Bóg, wybierając te dzieci? Bóg patrzył na ich serca. Wybrał dzieci o prostych i szczerych sercach, o umysłach nieskażonych wiedzą. Wybrał Sobie dzieci, które przed objawieniami nawet zbytnio się nie modliły. Odmawiając Różaniec chciały, żeby szybciej im to szło, więc wypowiadały tylko pierwsze słowa: Zdrowaś Maryjo, Zdrowaś Maryjo, Zdrowaś Maryjo…, bo nie chciało im się odmawiać całej modlitwy. A jednak właśnie te serca Bóg wybrał. W tych sercach Bóg zobaczył miłość, pokorę, posłuszeństwo, wielką szczerość i otwartość. Nie byłoby możliwe rozpowszechnienie Objawienia w Fatimie, nie byłoby kolejnych wydarzeń, gdyby nie takie serca, gotowe kochać miłością doskonałą. Czy wiemy, że miłość tych dzieci była miłością zbliżoną do miłości doskonałej?
Dziwimy się, jak takie małe dzieci, z biednych rodzin, bez wykształcenia, mogą kochać dojrzałą miłością? Mogą. Łaska Boża trafiła na podatny grunt i ukształtowała w nich miłość. Doskonałość miłości w tych dzieciach polegała na tym, że była to miłość ofiarna. Ich ofiara sięgała szczytu. Wyobraźmy sobie małe dzieci z rodzin bardzo biednych, które przez cały dzień muszą wypasać owce i siedzą gdzieś daleko od swojego domu, jest gorąco, a one dla Jezusa, dla Maryi wyrzekają się nawet kropli wody, a swój kawałek chleba oddają innym. Przecież one same są głodne, bardzo spragnione i umęczone. Od momentu objawienia się im Matki Bożej, modlą się na Różańcu z ogromnym zaangażowaniem. Zawsze, gdy przychodzi czas modlitwy klękają i modlą się. I mimo zastraszenia ze strony władz, mimo gróźb, które dla takich dzieci były naprawdę straszliwym przeżyciem, nie zaprzeczają swojej wierze i temu, czego doświadczyły. Godzą się być pogardzane, wyśmiewane, godzą się na złośliwe, nieprzyjemne komentarze ludzi dorosłych. Początkowo bardzo przeżywają, że nie wszyscy rodzice wierzą im od razu, ale nie wyrzucają z serca tego, co się w nich pojawiło. Łaska Boga zstąpiła na właściwy grunt. To tak jakby deszcz zrosił ziemię, która już była zasiana, już była przygotowana i dzięki kroplom deszczu, a potem słońcu, które ogrzało ziemię rozwinęły się przepiękne rośliny – wykiełkowały, rozwinęły się, zakwitły i zaowocowały. A stało się to bardzo szybko. Dzieci te bardzo szybko dojrzały w swojej wierze i w miłości, niemalże prędkością kosmiczną za życia osiągnęły świętość. Od chwili Objawień ich życie przemieniło się w nieustanną ofiarę, wyrzeczenie. A wszystko to robiły dla Boga i Jego Matki, dzięki miłości. Miłość tak umocniła te serca, tak je uformowała, że każdy z nas może patrzeć z podziwem na dojrzałą świętość tych dzieci. Miłość była motorem do ich wyrzeczeń, do zgody na cierpienie różnego typu, do nieustannej modlitwy. Miłość też uczyniła ich mądrymi. Ich odpowiedzi w swej prostocie i szczerości zawierały mądrość Bożą. Ich czyste serca sprawiły, że w nich mądrość Boża mogła się objawić. Dwójka z nich w niedługim czasie wypełniła swoje zadanie na ziemi i cieszy się Niebem. Trzecia musiała jeszcze przez lata wypełniać Boże powołanie, które otrzymała, aby dopełnić wszystkiego, co zostało przez Boga zaplanowane – dopełnić wobec Objawień, wobec Kościoła i wobec własnej duszy również. Ale i ona cieszy się już Niebem. Czytaj dalej
