Wielka to tajemnica – związek Chrystusa z Kościołem (Ef 5,21-33)

Jezus_UkrzyzowanyMiłość Boga do każdej duszy jest miłością największą, niepojętą, cudowną, przepiękną. Jest miłością porównywaną przez człowieka do przyjaźni, do małżeństwa. Jezus miłując człowieka zaprasza go do niezwykle bliskiej relacji ze Sobą. Bóg każdego z nas zaprasza do niezwykłej relacji miłości ze Sobą. Relacja miłości ma być tak ścisła, że dusze mają uczestniczyć w życiu Boga, a Bóg pragnie objawiać duszy tajemnice swego Serca. To niezwykłe zaproszenie. Nie trzeba się dziwić, że Bóg zaprasza duszę do takiej relacji. Na Krzyżu Jezus dał największy dowód miłości do każdej duszy, z miłości do każdej duszy zrodził Kościół i każdą duszę w Kościele umieścił. Zrodzony przez Siebie Kościół umiłował, bo jest miejscem życia dusz, miejscem ich rozwoju. Kościół to dusze, które go tworzą i każda z nich jest szczególnie umiłowaną, jest Jego oblubienicą, tak jak oblubienicą jest cały Kościół. Jezus umiłował Kościół, umiłował każdą duszę, więc nie trzeba się dziwić, że za wszelką cenę pragnie każdą duszę uratować. Dał już najwyższą cenę – swoje życie, a teraz widząc, że dusze niweczą Jego Ofiarę, że bardzo często nieświadome rezygnują z niezwykłego daru miłości, podejmuje różne starania, by uświadomić duszom, że są kochane i że w relacji miłości Boga z duszą odnajdą swoje prawdziwe szczęście i prawdziwe życie.

Nas Jezus umiłował szczególnie i z miłości do nas wprowadza nas w tajemnice swego Serca. Chce, abyśmy poznali, co jest w Jego Sercu. Chce z nami dzielić to, co jest w Nim. Chce naszego uczestnictwa dokładnie w tym, co jest w Jego Sercu. Jest cierpienie – pragnie uczestnictwa w cierpieniu. Ale jest też ratowanie dusz – pragnie uczestnictwa w ratowaniu dusz. Są i inne tajemnice, one również przed nami z czasem staną się jawnymi, jeśli przyjmiemy z wiarą, z ufnością Boże zapewnienie o pragnieniu Serca Bożego nawiązania z nami relacji miłości oblubieńczej; więcej niż oblubieńczej – miłości Boskiej. To Bóg będzie tą relacją kierował, On będzie uczył nas tej miłości. Piękna, cudowna i wielka to tajemnica – związek Chrystusa z Kościołem, miłość, która łączy Chrystusa z Jego Mistycznym Ciałem. Warto zastanawiać się nad tą relacją, by dzięki Duchowi Świętemu, poznając trochę prawdy z tej relacji, poczuć w sercu wielką wdzięczność do Boga, umiłować Go jeszcze bardziej. Mając taką świadomość, módlmy się, wierząc, że w ten sposób uczestniczymy w życiu samego Jezusa, że odpowiadamy na pragnienia Jego Serca i że w zjednoczeniu z Jego Sercem ratujemy dusze. Czytaj dalej

57. Przed Piłatem (J 18, 28-32)

Całą wspólnotę zapraszamy do rozważenia kolejnego fragmentu

z Ewangelii św. Jana.

p1210841-3Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę. Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz i rzekł: «Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?» W odpowiedzi rzekli do niego: «Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie». Piłat więc rzekł do nich: «Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa!» Odpowiedzieli mu Żydzi: «Nam nie wolno nikogo zabić». Tak miało się spełnić słowo Jezusa, w którym zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć.  (J 18, 28-32)

Komentarz: Czy zastanowiłeś się kiedyś nad tymi słowami: Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę. Żydzi przestrzegali wielu różnych nakazów, aby zachować rytualną czystość. Byli w tym bardzo dokładni, wręcz drobiazgowi. Zwracali na to uwagę do tego stopnia, że zapominali o istocie samej czystości. Po co się ją zachowuje. Przecież nie dla niej samej. Tym ostatecznym celem jest Bóg- Doskonale Czysty- Święty. Przed Nim stając chcę być czysty. W tym wymiarze duchowym. To moje serce ma być czyste. A jego czystość bierze się z zachowywania przykazań Bożych, z posłuszeństwa Bogu i wierności Jemu.  Niestety Żydzi o tym zapominali, przedkładając mechaniczne wypełnianie pewnych zakazów związanych z rytualną czystością nad prawdziwą czystość serca.

W tym fragmencie przyszli do Piłata w jednym celu- by uzyskać oficjalne przyzwolenie na zabicie Jezusa. I to zabicie poprzez ukrzyżowanie, a więc hańbiące człowieka, odbierające mu w oczach ludzkich wszelką godność. Przyszli nie w przekonaniu o prawdziwiej winie Jezusa, ale by Go uciszyć. By w końcu zamilkł i nie nękał ich sumień. W ich sercach była chęć zamordowania niewinnego człowieka. Ta myśl powstała już wcześniej. Dojrzewała w nich, by w końcu nabrać kształtu konkretnych działań. Ich zamiar był z gruntu zły- grzeszny. Tak więc samym tym zamysłem już się skalali. Nie byli czyści. Oni jednak nie zwracali na to uwagi, bo w ich pojęciu, by zachować czystość należy spełnić pewne wymogi prawa- czysto zewnętrzne. Przyszli do Piłata, ale nie weszli do pretorium, aby się nie skalać. Co za obłuda! Powzięli myśl, aby zamordować niewinnego człowieka- a więc ich serca już skalał grzech, ale nie wejdą do pretorium, by móc spożyć Paschę. Oni po tym morderstwie planują spokojnie oddać się obrzędom religijnym, w których m.in. śpiewa się psalmy na cześć Boga, wysławiające Jego dobroć wobec Izraela!

W rozmowie z Piłatem brną dalej w swoim grzechu mówiąc: „Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie”. Kłamstwo pociąga kolejne kłamstwo. Grzech pociąga za sobą kolejny grzech. Nie mówią prawdy o motywach swojego postępowania. Chcą za wszelką cenę uzyskać to, po co przyszli. Gdy Piłat odrzekł, by osądzili według swojego prawa, oni odpowiadają: „Nam nie wolno nikogo zabić”. Ich celem jest zabicie Jezusa poprzez ukrzyżowanie, a u Rzymian właśnie taką karę śmierci stosowano powszechnie. Żydzi nie mogą tego zrobić sami, ale mogą to zrobić rękami Rzymian. Do tego dążyli. Czytaj dalej

Wspomnienie św. Jana Pawła II

jan_pawel_ii_2Żyć w czasach życia jakiegoś Świętego jest szczęściem dla duszy. I my otrzymaliśmy tę łaskę – żyjemy w czasach niejednego Świętego. Mogliśmy przyglądać się życiu Świętych, między innymi życiu św. Jana Pawła II. W jego osobie w przepiękny sposób splata się cierpienie i miłość, posłuszeństwo i oddanie. Jest niezwykłym wzorem dla współczesnych ludzi, którzy uciekają od cierpienia, popadają w niewolę różnych rzeczy, spraw, namiętności, którzy nie potrafią stawić czoła trudnościom pojawiającym się na ich drodze; którzy uważają siebie za mocnych, a tak naprawdę są słabi. To Karol Wojtyła okazał się mocny. To on przyjmował wolę Boga w różnych wydarzeniach, godząc się na to, co Bóg daje. A jego zgoda na wszystko umacniała jego duszę, formując ją i przygotowując do życiowej misji.

Współczesny człowiek broni się przed różnego typu cierpieniem. Ucieka. Ucieka w chorobę, w depresję, w różną aktywność. Chce zabić lęk przed cierpieniem chociażby pracą lub różnego rodzaju zainteresowaniami. Nie potrafi przyjąć i przeżyć godnie cierpienia. Karol Wojtyła, a potem Papież Jan Paweł II przez całe życie pokazywał, jak przyjmować cierpienie, nie tylko fizyczne – naznaczone śmiercią matki, brata, dramatem wojny, potem komunizmem. Doświadczał cierpienia, a jednak potrafił przyjąć je godnie, tak, jak powinien przyjmować je człowiek stworzony przez Boga. Potrafił zachować swoje człowieczeństwo, które dał mu Bóg we wszystkich doświadczeniach życiowych. I zawsze stawał przed Bogiem w tych doświadczeniach i pokornie godził się. To nie znaczy, że nie pytał. Zadawał bardzo dużo pytań, ale rozważał je razem z Bogiem. Stąd jego głębokie myśli, wnioski, które zapisywał, a my możemy teraz czytać je w różnych jego pismach. Jego życie – z jednej strony naznaczone dramatycznymi wydarzeniami, a z drugiej strony wypełnione pokojem – jest swoistą wskazówką dla każdego człowieka, jak może wyglądać życie poświęcone Bogu, oddane, przeżyte z Bogiem. On sam obdarzony przez Boga wysoką inteligencją i różnymi zdolnościami potrafił być bardzo pokorny. Potrafił być mały, ukazując właściwą postawę duszy wobec Boga, która przed Bogiem zachowuje właściwe proporcje. Jego zażyłość z Bogiem pogłębiała się w sposób szczególny podczas pontyfikatu i doszła do szczytu. Mogliśmy obserwować tę niezwykłą zażyłość również podczas oficjalnych spotkań Papieża w czasie jego pielgrzymek, kiedy zatapiał się w modlitwę pomimo kamer, dziennikarzy, tłumów i stawał się nieobecnym, choć był pomiędzy nami. Wchodził w rzeczywistość duchową i żył duchem. Czytaj dalej

Jan Paweł II wzorem świętości dla dusz najmniejszych

jan_pawel_iiWspominamy dzisiaj naszego Rodaka papieża św. Jana Pawła II. Papieża Wielkiego, który pragnął, tak jak Matka Najświętsza, jak wielu Świętych, cały należeć do Boga. Pragnął, by w nim wypełniała się doskonale Boża wola. W którego życiu i pontyfikacie Boża święta obecność uczyniła jego duszę świętą, świętą na trwałe, na zawsze. I my, dusze najmniejsze, ofiarujemy przez Maryję Bogu, swoje serca z wielką prośbą, aby je ukształtował, uformował tak, jak sam tego chce – co zrealizowało się tak doskonale w życiu św. Jana Pawła II. Ofiarujemy się z prośbą, aby Bóg pomógł nam, swoim maleńkim dzieciom, zrozumieć tę jedną prawdę, że tylko przyjęcie Bożej woli, tylko jej realizacja da nam szczęście. Iż tylko wtedy doskonale przeżyjemy swoje życie, gdy posługiwać się będziemy wszystkim tym, co otrzymaliśmy od Boga. Iż tylko wtedy zbliżymy się do Niego. Tylko wtedy Bóg napełni nas swoim światłem. Tylko wtedy nasze światło, pochodzące od Boga rozjaśni Kościół. Tylko wtedy! Ofiarujemy się z prośbą, by Bóg pomógł nam, najmniejszym zrozumieć, że nie da nam szczęścia spełnianie własnych pragnień, marzeń wyobrażeń o sobie, o swojej rodzinie, o swojej pracy, o swoim otoczeniu, o swojej przyszłości, ale prawdziwe szczęście przyjdzie, gdy nasłuchiwać będziemy Boga w swoim sercu, gdy wyrazimy zgodę na to co Bóg daje, co płynie z Bożego Serca. Ofiarowujemy się Bogu z prośbą, by pomógł nam dokładnie żyć tym, co od Niego pochodzi, co daje szczęście duszy, co doskonale nas uformuje, co nas uświęci, co zbliży do Boga, do Niego upodobni, w końcu wyniesie do chwały Nieba.

W dniu liturgicznego Wspomnienia Papieża Polaka chcemy zauważyć, iż często, nie rozumiejąc tej prawdy jaką jest potrzeba przyjęcia woli Bożej, szarpiemy się w swoim życiu, zabiegamy o wiele, pragniemy osiągnąć różne cele, denerwujemy się, cali w stresie przeżywamy różne frustracje, załamania, czasem tragedie, dramaty. A przecież, za przykładem św. Jana Pawła II, wystarczy tylko iść drogą, którą Jezus daje każdej duszy, którą Jezus wytycza jej osobiście, na której spotyka wszystko co uświęca duszę. Bo na tej drodze Bóg daje swoje drogowskazy, swoje wskazówki. Bo na tej drodze dusza spotyka każdą potrzebną pomoc do zrealizowania siebie, swego powołania, swego życia. Bo może czerpać z Boga to, co potrzebne jest do zrealizowania tego powołania. Tak jak śpiewakowi potrzebny jest doskonały słuch i głos, do tego by był śpiewakiem, tak dusza żeby zrealizować powołanie, które dał jej Bóg ma posługiwać się tym co On jej daje po drodze. Przecież śpiewak nie będzie doskonałym rzeźbiarzem, bo mając dobry słuch i głos do śpiewu nie przekaże tego w rzeźbie, nie jest jej to potrzebne. Tak samo dusza, która chce robić coś innego, nawet  posługując się tym co dał jej Bóg, w taki sposób nie będzie dążyć do doskonałości. Śpiewak nie będzie rzeźbiarzem, a rzeźbiarz śpiewakiem jeśli nie otrzymał ku temu predyspozycji od Boga. Czytaj dalej

56. Zaparcie się Piotra (J 18, 15-18; 25-27)

Kontynuujemy nasze wspólnotowe rozważanie Ewangelii według św. Jana. Dzisiejszy fragment mówi o zaparciu się apostoła Piotra

p1210841-3A szedł za Jezusem Szymon Piotr razem z innym uczniem. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana, podczas gdy Piotr zatrzymał się przed bramą na zewnątrz. Wszedł więc ów drugi uczeń, znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra do środka. A służąca odźwierna rzekła do Piotra: «Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka?» On odpowiedział: «Nie jestem». A ponieważ było zimno, strażnicy i słudzy rozpaliwszy ognisko stali przy nim i grzali się. Wśród nich stał także Piotr i grzał się [przy ogniu] (…) A Szymon Piotr stał i grzał się [przy ogniu]. Powiedzieli wówczas do niego: «Czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów?» On zaprzeczył mówiąc: «Nie jestem». Jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, rzekł: «Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie?» Piotr znowu zaprzeczył i natychmiast kogut zapiał. (J 18, 15-18; 25-27)

Komentarz: Dzisiejszy fragment jest naznaczony dramatem. Wielkim dramatem człowieka, który przegrywa ze swoim strachem, który poznaje swoją nicość. Św. Piotr, bo o nim mowa, umiłował Jezusa ponad wszystko. Widzimy to w dalszej jego działalności po Zesłaniu Ducha Świętego aż do jego męczeńskiej śmierci. Jednak zanim stał się tym Piotrem, Piotrem- Opoką, był zwykłym człowiekiem, miotanym emocjami, namiętnościami, ulegającym słabościom. Prawdą jest, że od początku umiłował Jezusa. Jednak jego miłość była niedojrzała. Oparta jedynie na jego ludzkiej naturze nie stanowiła podpory, siły, by stawiać czoła przeciwnościom. Jego zapewnienia o miłości dawane Jezusowi podczas Ostatniej Wieczerzy, były szczere. On rzeczywiście był przekonany, że zdolny jest oddać życie za Jezusa, czy też razem z Nim. W św. Piotrze nigdy nie było fałszu, czy zakłamania. To, co robił, robił szczerze. Faktem jest, że nie zawsze panował nad swoimi emocjami, co czasami przysparzało mu kłopotów. Wielokrotnie też przepraszał swego umiłowanego Przyjaciela za swoją porywczość. Trzy lata trwała formacja jego całej osoby. Zwieńczeniem tej formacji było to dramatyczne przeżycie, o którym dzisiaj czytamy. Ono pozwoliło Piotrowi dosięgnąć całej PRAWDY o sobie, o swoim człowieczeństwie. Dotknął najtajniejszych głębin swego ludzkiego „ja”. Uświadomił sobie, kim tak naprawdę jest.

Gdy szedł za pojmanym Jezusem, przeżywał lęk o Niego. Widział sposób traktowania Go. Bardzo był tym poruszony, zdenerwowany, przerażony. Jego umiłowany Mistrz był poniżany jak najgorszy przestępca. Cała otoczka, ilość zbrojnych żołnierzy, pośpiech z jakim Go gnano, tłum ludzi, którzy nie wyglądali na przyjaciół, obecność faryzeuszy, pojawiający się arcykapłani, groźne okrzyki, przekleństwa kierowane w stronę Jezusa, sprawiały że jego serce coraz bardziej ściskało się w bólu.  Bał się o Jezusa. Kochał Go tak jak potrafił najwięcej. Czuł się bezradny wobec tego, co się działo. Sam jeden nic nie mógł poradzić. Jezus zresztą powiedział, że idzie wypełnić wolę Ojca. Jezus poddał się temu. Piotr widział twarze pełne nienawiści do Jezusa, słyszał złowrogie okrzyki. Gnany miłością chciał być jak najbliżej swego Przyjaciela. Wszędzie jednak napotykał ludzi, którzy złorzeczyli Jezusowi, mówili o Nim straszne rzeczy. Wzmagał się w nim strach o to, co zrobią z Jezusem. Coraz bardziej też bał się tego, co stanie się z tymi, którzy chodzili z Nim. Co będzie z nim- z Piotrem? Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Chciał zostać, aby być blisko Jezusa, aby znać kolejne wydarzenia. Z drugiej strony bał się, aby nie odkryli, że jest Jego towarzyszem, uczniem. Swoim smutkiem bijącym z całej postaci zwrócił uwagę jednej, potem drugiej osoby. Zaczęto mu się przyglądać. Nie brał udziału w złośliwych uwagach dotyczących osoby Jezusa, nie przeklinał i nie złorzeczył. Tym bardziej był podejrzany. Gdy zaczęto głośno pytać, czy przypadkiem nie jest jednym z tych, którzy chodzili za Jezusem, zaczął się wypierać. Strach urósł do niebotycznych rozmiarów. Przerażenie ogarnęło całego Piotra. Nie był w stanie już logicznie myśleć, zresztą, nie był w stanie w ogóle myśleć. Cały był strachem przemieszanym z bólem. Chciał uciec, skryć się, chciał się obronić. Obronić się za wszelką cenę. W takiej chwili górę nad nim wzięła jego słaba ludzka natura. Zaparł się Jezusa. Zaprzeczał, jakoby miał Go znać, z Nim chodzić. Przekonywał, że nie jest jednym z Jego towarzyszy, zaprzeczał ze wszystkich sił… I wtedy zapiał kogut. Czytaj dalej

55. Jezus przed swoimi sędziami (J 18,12-14; 19-24)

To kolejny fragment z Ewangelii według św. Jana, który dzisiaj wspólnie rozważymy

p1210841-3Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański. Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że warto, aby jeden człowiek zginął za naród. 

Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: «Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem». Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: «Tak odpowiadasz arcykapłanowi?» Odrzekł mu Jezus: «Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?» Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza. (J 18,12-14; 19-24)

Komentarz: Na początek pragnę zwrócić waszą uwagę na ilość osób, które przyszły pojmać Jezusa. Mowa o tym jest już we wcześniejszym fragmencie. Judasz przyszedł po Jezusa z kohortą i strażnikami od arcykapłanów i faryzeuszy. Sama kohorta będąca pododdziałem legionu rzymskiego liczyła od 500 do 1000 żołnierzy. Gdyby nawet liczba zbrojnych zawarła się na tym najniższym pułapie ok.500 do 600 ludzi, każdy z bronią, to i tak ilość ich jest spora. Być może arcykapłani i faryzeusze obawiali się, że Jezus nie będzie sam. Zazwyczaj był w gronie apostołów. Bywali z Nim Jego uczniowie. Jednak Judasz dobrze wiedział, kto będzie z Jezusem. Była to garstka prostych ludzi, bez broni, zupełnie nie nastawionych do walki. Przyszli do ogrodu w zupełnie innym celu. Oczywiście arcykapłani mogli obawiać się, że gdy inni wyznawcy Jezusa, którzy też mogli przebywać w ogrodzie, dowiedzą się o pojmaniu, będą chcieli Go bronić, odbić. Mogli obawiać się rozruchów w mieście. Jednak dla utrzymania porządku w mieście też wysłano następne oddziały wojska. Dlaczego zatem taka ilość żołnierzy, by złapać jednego człowieka? W dodatku człowieka, który nigdy nie wykazywał postawy agresywnej, nie dążył do objęcia władzy, nie tworzył wokół siebie zbrojnych oddziałów, nie wzywał do buntu. Człowieka nastawionego do wszystkich pokojowo. Głoszącego miłość, dobro, przebaczenie. Uzdrawiającego, pocieszającego smutnych, pomagającego biednym.

Judasz i arcykapłani nie byli ślepi. Widzieli znaki, jakie czynił Jezus. Doświadczali Jego mocy. Oni bali się Go. Bali się nie tylko Jego słów, w których wyczuwali prawdę. Oni obawiali się, że Jezus użyje swojej mocy, aby się bronić. Widzieli też miłość, cześć i szacunek, jakim był otaczany. Widzieli wdzięczność ludzi biednych, którzy zaznali dobra od Niego. Podejrzewali, że przynajmniej niektórzy z nich mogą stanąć w Jego obronie. Chcieli schwytać Jezusa i Go zabić, ale się Go bali. Stąd ta ilość żołnierzy, która miała im zapewnić przewagę. Czytaj dalej

54. Jezus w Ogrójcu – Pojmanie (J 18,1-11)

W naszych wspólnotowych rozważaniach Ewangelii według św. Jana wchodzimy w opis Męki Jezusa Chrystusa

p1210841-3To powiedziawszy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: «Kogo szukacie?» Odpowiedzieli Mu: «Jezusa z Nazaretu». Rzekł do nich Jezus: «Ja jestem». Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: «Ja jestem», cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: «Kogo szukacie?» Oni zaś powiedzieli: «Jezusa z Nazaretu». Jezus odrzekł: «Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść!» Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: «Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś». Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: «Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?» (J 18,1-11)

Komentarz: „Jezus, choć był świadomy wszystkiego, co go czeka, wyszedł im naprzeciw”. Jezus wyszedł im naprzeciw. Te słowa mówią wszystko. Co znaczy, że Jezus wyszedł im naprzeciw?
On wiedział o knowaniach Judasza. Znał plany faryzeuszów, uczonych w Piśmie. Ponieważ jest Bogiem, wiedział, co dzieje się w ich sercach. Przenikał ich dusze i umysły. Żyjąc wśród ludzi dobrze wiedział, co dzieje się wokół Niego. Znał całą sytuację w Jerozolimie. Mimo to nie planował ucieczki. On wychodził naprzeciw tym wszystkim wydarzeniom. Naprzeciw ludzkim zamysłom. Chociaż zna dobrze ludzką słabość, wręcz nędzę. Wie, jak egoistycznym jest człowiek, myśli tylko o sobie. Mimo, że widzi obrzydliwość ludzkich planów i czynów. On wyszedł im naprzeciw. Dlaczego? Patrząc na ten fragment widzimy, że to nie spryt Judasza, ani przebiegłość arcykapłanów i faryzeuszów sprawiła, że Jezus został pojmany. On dał się im pojmać. On wyszedł im naprzeciw. Gdy pytają o Niego, odpowiada: Ja jestem. A czyni to w taki sposób, że same te słowa powalają ich na ziemię. On nie ucieka. Pozwala im wstać i ponownie zapytać. W tej odpowiedzi prześladowcy doświadczają jakiejś mocy, majestatu tak potężnego, że porażeni padają na ziemię, nie mając nad sobą, swoim ciałem władzy. Mimo to Jezus nie korzysta z okazji, by uciec. On specjalnie ukazuje tę moc i pozostaje. Przyjmuje świadomie wszystko, co ma nastąpić. Gdy Piotr próbuje walczyć i wyciąga miecz, Jezus każe mu go schować. Uświadamia mu, że to plan Ojca, Jego wola. Jezus ją przyjmuje. Świadomie, dobrowolnie. Dlaczego? Czytaj dalej

53. Prośba za przyszły Kościół (J 17,20-26)

Ponownie zapraszamy do wspólnego rozważania Ewangelii według św. Jana. Rozważany dzisiaj fragment wprowadza nas w głębsze zrozumienie Modlitwy Arcykapłańskiej Chrystusa.

p1210841-3Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich». (J 17,20-26)

Komentarz: W tych słowach każdy powinien poczuć się wyróżniony przez Jezusa. Ponieważ to właśnie każdy człowiek wierzący jest tym, który dzięki ich (apostołów) słowu uwierzył w Jezusa. Jak ważni jesteśmy dla Jezusa, skoro w takiej chwili modli się za nas. A o co się modli? Otóż modli się o jedność wszystkich wierzących. Nie jest to jednak taka zwyczajna jedność. To ma być jedność prawdziwa, jaka jest pomiędzy Osobami Boskimi w Trójcy Świętej. A ta jedność jest niebywała! To jest jedna Miłość, jeden Duch, jedna Wola. Sami ludzie nie są zdolni do takiej doskonałej jedności między sobą. Ona jest darem Boga. Dlatego o ten dar Jezus modli się gorąco dla wszystkich. Po co jednak taka jedność pomiędzy ludźmi?

Taka jedność rodzi przepiękne owoce miłości. Owoce te są widoczne dla innych. Dzięki jedności zwykli wierzący stają się świadkami Jezusa, tak jak apostołowie. Żyją Bogiem, niosą Słowo, niejako kontynuują misję samego Jezusa! Świat potrzebuje miłości. Spragniony jest miłości! Choruje z braku miłości! To, co dzieje się obecnie w  świecie, to wynik braku miłości! Wszyscy wierzący mają swoim życiem przekonać świat o miłości Boga do człowieka. A objawiła się ona w pełni w Jezusie. Mają zatem przekonać, że Bóg wysłał Jezusa- swego Syna do ludzi, by Ten objawił im prawdziwe Oblicze Boga, a jest nim Miłość. Jezus wypełnił swoją misję w sposób doskonały dzięki zjednoczeniu z Ojcem. Teraz prosi za każdym z nas, byśmy i my mogli swoją misję wypełnić tak, jak On. Jezus dał wszystko, czego potrzebujemy do naszego zadania. Czytaj dalej

Wspomnienie św. Teresy od Jezusa

teresa_wielkaPrzyglądając się różnym Świętym dziwimy się ich drodze, czasem zachwycamy się ich postawą, czasem troszkę zazdrośnie patrzymy na dary, którymi Bóg ich obdarzył. Widzimy ich świętość oraz to, jak bardzo nasze serca odległe są od takiej świętości. Patrzymy na ich duchowość i często wydaje się nam niezrozumiała, inna niż nasza. A jednak Świętych coś łączy – łączy Bóg, osobiste doświadczenie Boga, który w różny sposób przemawiając do duszy zaprasza ją do zjednoczenia.

Różne są drogi ku temu zjednoczeniu, różne są powołania, różne są dary, którymi Bóg obdarza dusze. U jednych dary te są widoczne na zewnątrz, u innych – ukryte w sercu. Jedne są bardziej upragnione przez zwykłe dusze, bo wydają im się dowodem świętości; inne mniej, bo wydają się przepełnione cierpieniem, przynoszące ból. A jednak, kiedy spojrzymy na Świętych, kiedy będziemy próbować zgłębiać istotę ich świętości, zobaczymy, że niewiele się różnią. To prawda, że Święci między sobą różnią się, chociażby powołaniem, zadaniem w Kościele – jednych Bóg uczynił wielkimi doktorami, innych bardzo zwykłymi duszami, wręcz niewykształconymi. Jednym swoją mądrość wlał wprost do serca, a innych poprowadził drogą kształcenia. I zdobywali pewną wiedzę opierając się na łasce, ale posiadając pewne zdolności, pewne możliwości, które Bóg im dał.

Spójrzmy na św. Teresę. Jej duchowość zdaje się być trudną dla wielu z nas, jej pisma wydają się być niezrozumiałe dla wielu dusz. Zdaje się duszom, że poruszają taką głębię zbyt trudnym językiem, że nie zagłębiają się w te teksty. A często jest tak, że i my przeżywamy dokładnie to samo, co przeżywała św. Teresa. Nasza droga niewiele się różni od jej drogi. Naprzeciw Wielkiej Teresy stawia się małą, ale to nie znaczy, że jej drogi są w opozycji, że są całkowicie inne. Sł. B. s. Konsolata też nie szła inną drogą. Czytaj dalej

52. Prośba za uczniów (J 17,6-19)

Zapraszamy do dalszego rozważania rozdziału 17 Ewangelii według św. Jana

p1210841-3Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo. Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. (J 17,6-19)

Komentarz: Uczestniczymy dzisiaj nadal w rozmowie Jezusa z Ojcem. Nadal znajdujemy się w tej cudownej przestrzeni relacji Ojciec- Syn. W miłości bez granic, doskonałej w swym pięknie, w swej mocy i nieskończoności. Jezus mówi Ojcu, iż objawił ludziom Jego imię. Czyżby do tej pory nie znali imienia Boga, który ich prowadził, dał przykazania, wielokrotnie ratował z opresji? Teoretycznie znali. Ale w praktyce- nie. Powiedzieliśmy wcześniej, że poznać, znaczy doświadczyć, doznać przemiany, przyjąć  do serca i odpowiedzieć na MIŁOŚĆ. Wtedy następuje poznanie. Spójrzmy na świętych. Oni poznali. Wiemy to po ich postawie życiowej. Już tu na ziemi żyli miłością przemienieni w Jezusa. Nie wszyscy z nich byli wykształceni w teologii. Nie mówi się o nich- teologowie, ale mówi się: ci, którzy umiłowali. Mówi się: czystego serca. Mówi się: całkowicie oddani Bogu. Wiedza i wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy, chociaż wśród świętych są i takie osoby. Wróćmy do Ewangelii, którą dzisiaj rozważamy. Jezus objawił ludziom imię Ojca. Jakie jest zatem Jego imię, skoro tyle pokoleń narodu wybranego Go nie zna? Jak to możliwe? Jezus przyszedł na ziemię, by ukazać ludziom prawdę o Bogu. Przedstawić kogoś, znaczy podać imię. Imię Boga to MIŁOŚĆ. Całym swoim ziemskim życiem Jezus objawia MIŁOŚĆ. Po to przyszedł, by ukazać prawdziwe oblicze Ojca. By zmienić ten skrzywiony obraz, jaki mieli Izraelici. Czyni to od momentu poczęcia. Już w Zwiastowaniu można oglądać pełne miłości oblicze Boga. W życiu Maryi tak ściśle związanym z życiem Jezusa widzimy MIŁOŚĆ Bożą. W Jezusie, który będąc w łonie Matki udziela Ducha Świętego Janowi- synowi Elżbiety, też będącemu w łonie swej matki- widzimy objawienie MIŁOŚCI. To objawienie, które z każdym dniem coraz bardziej rozjaśnia całą ziemię, osiąga swoje apogeum na Krzyżu. W Jezusie objawione zostaje imię Boga- MIŁOŚĆ. Izraelici nadawali Bogu różne imiona. Przewijało się również spojrzenie na relację Bóg- człowiek jak na relację oblubieńców. Mimo to Żydzi zazwyczaj nie mieli tak bliskiej i ścisłej relacji z Bogiem. Kładli nacisk na wypełnianie licznych nakazów Prawa i rozliczanie się z nich. Brakowało w tym prawdziwej miłości. Bardziej przypominało rozliczanie się z fiskusem. Czytaj dalej