To, co odkryła św. Teresa – wystarczy zaufać

To, co na nowo odkryła św. Teresa od Dzieciątka Jezus można streścić w kilku słowach: Mądrością jest porzucić mądrość tego świata, mądrość własną i przyjąć ją od Boga. Aby być świętym, trzeba przyjąć świętość z rąk Boga. Aby być wielkim w Królestwie Niebieskim, trzeba być małym, aby wielkość przyjąć z rąk Boga. Aby iść drogą, którą ukazuje św. Tereska, trzeba po prostu zaufać Bogu, pozwolić Mu, aby prowadził przez życie i przyjąć wszystko od Niego.

Gdy słuchamy słów św. Tereski, czy też czytamy w jej zapiskach, wydają nam się one oczywiste. Wystarczy zaufać, wystarczy być jak dziecko, wystarczy przyjąć swoją małość, aby przyjmując wszystko z rąk Bożych żyć szczęśliwie. A jednak w codzienności okazuje się to dosyć trudne. Wielkością św. Teresy jest jej wielka pokora, w tej pokorze – wielka ufność. Choć nazywana małą świętą, jest Wielką Świętą. Św. Teresa na nowo odczytała Ewangelię – naukę Jezusa, jej rdzeń, jej serce. Zrozumiała serce Ewangelii, przybliżyła Kościołowi na nowo naukę Jezusa. Pozwoliła, by Jego nauka stała się bliska duszom ludzkim. Sprawiła, że Bóg stał się Kimś bliskim człowiekowi. Niezwykłym jest fakt, że uczyniła to osoba, która nie miała szczególnego wykształcenia teologicznego, ale właśnie jej życie pokazuje, iż nie w wiedzy jest sprawa, nie w szczególnym wykształceniu, ale w otwartości serca, w pokorze, w ciągłym poszukiwaniu prawdy, w ufności, w prostocie przyjmowania Słowa Bożego, w otwartości na natchnienia Boże. Była najmłodszą w swoim zgromadzeniu, ale dojrzałością przewyższała pozostałe siostry. Jej słowa, jej sposób bycia były dla innych bogactwem, nauką. Czytaj dalej

Prośmy ze św. Teresą: Niech Bóg przemieni nas w miłość

„Jeśli się nie odmienicie…” (Mt 18,1). Zauważmy, że Jezus mówi te słowa do nas: Jeśli się nie odmienicie… Ten sposób mówienia oznacza, że potrzebujemy przemiany. Jezus nie mówi do nas jako do dusz już przemienionych, ale mówi do nas jako do tych, którzy potrzebują przemiany.

Na drodze duchowej, jaka by ona nie była, człowiek nieustannie idzie, podąża w upragnionym celu, jest w drodze. Cel osiąga dopiero po śmierci, natomiast całe życie jest w drodze. Oznacza to, że przez całe życie ma próbować dokonywać w sobie zmian i próbować przemieniać się, by coraz bardziej zbliżyć się do celu, by coraz bardziej upodobnić się do ideału. Człowiek żyjący na ziemi nigdy nie może powiedzieć, że już osiągnął szczyty, że droga duchowa, na którą wszedł już go zaprowadziła na szczyt świętości; osiągnął ideał, który ta droga zakłada. Zatem i my, jeśli się nie odmienimy, mimo, że kroczymy (niektórzy z nas już dłuższy czas) maleńką drogą miłości, nie możemy mówić o sobie jako o duszach, które już osiągnęły cel. Nie możemy też myśleć o sobie, że już posiadamy stan ducha, do którego dążymy.

Być w drodze – oznacza, iż człowiek nieustannie podejmuje trud, że ma starać się być gotowym, że nie można osiąść na laurach i nic nie robić. Być w drodze – to nie zagrzewać miejsca, bo nic nie jest stanem doskonałym, nic nie jest miejscem, w którym można się już na dobre zatrzymać. Być w drodze – to spodziewać się różnych sytuacji i zdarzeń, różnych warunków pogodowych. Być w drodze – to również znaczy, że idąc nie należy zabierać zbyt wielu rzeczy ze sobą, nie należy kolekcjonować, ale zdawać sobie sprawę, iż w podróży dodatkowe balasty stają się ciężarem i opóźniają drogę. Być w drodze – oznacza nie posiadać tego wszystkiego, co posiadają ci, którzy są w domu, ale mieć przy sobie tylko to, co konieczne, to, co potrzebne do drogi; do drogi, a nie do ustabilizowanego życia. Być w drodze – to nieustannie doświadczać zmian, zmian w pogodzie, zmian w krajobrazie, zmian w sytuacjach, to ciągle spotykać nowych ludzi i mieć nowe doświadczenia, niekoniecznie miłe i przyjemne. Być w drodze – oznacza proces, ruch, a nie stagnację, bezczynność. Jednym słowem, ten, kto na tej drodze – maleńkiej drodze miłości – będąc już kilka lat osiadł na laurach, właściwie chyba jeszcze tej drogi nie rozpoczął i musi dobrze zastanowić się nad sobą, co czynić, aby na nią wejść. Czytaj dalej

Mała droga św. Teresy od Dzieciątka Jezus w rozważaniach różańcowych

Tereska doktor kosciola (2)Św. Teresa od Dzieciątka Jezus na nowo ukazała drogę, jaką może iść dusza, która pragnie zjednoczyć się z Bogiem. Pokazała, że nie trzeba dokonywać wielkich rzeczy, wielkich czynów, aby stać się wielką świętą. Zwróciła uwagę na małość, na to, co w oczach ludzkich jest niepozorne; to, co dla ludzi nie przedstawia wartości, a jednak przemienione, wzmocnione miłością zdaje się rewolucjonizować świat, zmieniać jego oblicze. Na czym polega ta rewolucja? Co jest siłą, która choć wydaje się być niewidoczną, nic nieznaczącą, to jednak zmienia oblicze świata, dokonuje radykalnych zmian? Spróbujmy spojrzeć na drogę, którą szła św. Tereska. Spróbujmy, chociaż trochę, poznać jej serce – serce, które tak ukochało Jezusa, tak umiłowało dusze, które utożsamiło się z sercem Kościoła i w nim stało się miłością.

Tajemnica I – Zwiastowanie

Mała Tereska poszukiwała prawdy. Starała się dotrzeć do jej istoty. Chciała żyć z nią w zgodzie na każdym kroku. Zagłębiała się w poznanie Boga, chcąc lepiej rozumieć, kochać, być bliżej Niego. Swoje życie oddała Bogu. Jednak, gdy zagłębiała się w Słowo Boże, starała się zrozumieć, jakie szczególne powołanie, zadanie daje jej Bóg. Co ona może czynić? Doświadczała własnej małości, doświadczała swoich słabości. Znała życie różnych Świętych i wiedziała, że dokonywali wielkich rzeczy. Swoim sercem czuła, że Bóg, który kocha wszystkie dusze, wszystkich ludzi, kocha więc również i tych, którzy są słabi. Dla nich również dał możliwość uświęcania się. I szukała. Czytała Słowo Boże, starając się znaleźć w nim odpowiedź: Jakie ona – słaba dusza – może mieć powołanie? W jaki sposób może zbliżyć się do Boga? Jak stać się świętą? Podziwiała różne powołania. Wiedziała, że Bóg daje różnym osobom różne dary. Daje różne możliwości kroczenia ku Niebu. Wiedziała, że Kościół jest organizmem, w którym każda dusza będąc członkiem spełnia jakąś funkcję. Ale zastanawiała się, jakie ona ma zadanie w Kościele, skoro jest tak słabą i tak małą, a jednocześnie skoro tak pragnie i tak kocha?

Czytając Pismo Święte odkryła, że najważniejszą, jedyną, wieczną jest miłość. To odkrycie ukierunkowało dalsze jej życie. Ona zapragnęła z całych swych sił stać się miłością. Cieszyła się ogromnie, że właśnie Bóg jej przeznaczył to powołanie – BYĆ MIŁOŚCIĄ. Widziała w tym wyróżnienie, ale i odpowiedzialność. Widziała niezwykle ważne zadanie. Gdy analizowała, czym jest serce w organizmie, stwierdziła, że tak naprawdę ono jest szczególnie ważne, pełni szczególnie ważne zadanie. Chociaż nie jest organem szczególnie mocnym, silnym – musi być chronione przez klatkę piersiową – to jednak ono spełnia najważniejszą funkcję. ŚW. TERESKA ODDAŁA SIĘ BOGU JAKO MIŁOŚĆ – MIŁOŚĆ W SERCU KOŚCIOŁA. Czytaj dalej

48. Sąd Ducha Świętego (J 16,5-15)

Teraz zaś idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: „Dokąd idziesz?” Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu – bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś – bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie – bo władca tego świata został osądzony. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi. (J 16,5-15)

„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.” Jezus przed męką stara się wyjaśnić uczniom to, co się stanie. Jednak nie zwraca ich uwagi tylko na mękę, ale chce ukazać im sens tego, co się dokona i co w dalszej konsekwencji będzie się działo potem, po Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu. Dopiero wtedy, gdy dokona się wszystko i zstąpi Duch Święty, zrozumiałymi staną się dzieła Jezusa, dzieła Boże. Dopiero wtedy pod natchnieniem Ducha uczniowie zrozumieją całość Bożego planu od początków istnienia świata. Dopiero wtedy niejako odkryte zostanie dla ludzkiego serca działanie Boże w kolejnych pokoleniach narodu wybranego. Wtedy Mądrość prawdziwa rozjaśni ich serca. I ona wyłoni z dziejów narodu żydowskiego wszystko to, co odnosi się do Zbawienia, Zbawiciela, Mesjasza. To ona ukaże we właściwym świetle samego Jezusa. Wtedy odkryją na nowo i w pełni Jego bóstwo. Wtedy zrozumieją wielkość dokonanego Dzieła- pokonania szatana i śmierci. Wtedy ujrzą zwycięstwo życia, zwycięstwo miłości, nastanie ery pokoju! Wtedy też odkryty zostanie ich brak wiary. Nie tylko u faryzeuszy, czy zwykłych Żydów. Brak wiary u uczniów Jezusa! Wtedy zobaczą, że niczym była ich wiara, niczym ich rzekoma miłość do Jezusa, niczym ich oddanie i poświęcenie Jemu swego życia. Dzięki Duchowi Świętemu zrozumieją kim tak naprawdę byli do tej pory, jaki mieli stosunek do Jezusa, ile w nim było poszukiwania siebie, własnych korzyści czy wygody. To dokona się dzięki Duchowi, którego ześle Jezus. Dopóki nie wypełni się wszystko w Nim, dopóki, nie odejdzie do Ojca, uczniowie nie są w stanie spojrzeć głębiej w całą naukę Jezusa, nie są w stanie wyjść poza ludzkie ograniczenia umysłu i serca. To Duch wyniesie ich na szerokie przestrzenie świata duchowego. On im je pokaże i wyjaśni. Czytaj dalej

47. Przestroga (J 16,1-4)

To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie. Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście, gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali o nich, że Ja wam to powiedziałem. Tego jednak nie powiedziałem wam od początku, ponieważ byłem z wami. (J 16,1-4)

Przejmujące słowa wypowiadane w niezmiernie ważnej chwili- chwili pożegnania, gdy człowiek chce w kilku zdaniach zawrzeć to, co najistotniejsze, to, co chce, aby najbliżsi zapamiętali na zawsze. Jezus doskonale wie, co wydarzy się już niedługo, za kilka godzin. Wie, w jaki sposób reagować będą Jego uczniowie. Chce przygotować ich serca, aby to niebywale trudne doświadczenie nie stało się przyczyną ich załamania, ale było podstawą ich wiary. Wiary, która, jak wiemy, stała się niczym skała nieporuszona. Jak to możliwe? Wieść o tym, że ich Umiłowany Mistrz będzie straszliwie pohańbiony, poniesie okrutną śmierć ma ich wzmocnić? Jak to możliwe, że wiadomość o ich własnych cierpieniach na wzór Jezusa ma być przyczynkiem dla ich niezwykłej przemiany duchowej i wiary w Bóstwo Jezusa? Wydaje się to nam niemożliwe, a jednak…

Jezus przez trzy lata przygotowywał uczniów do tych trzech dni najważniejszych w Jego życiu. Dni, dla których przyszedł na ziemię. Dla których sam będąc Bogiem przybrał ciało człowieka. Te trzy dni: niewyobrażalna męka, śmierć na Krzyżu oraz Zmartwychwstanie są istotą Dzieła Zbawczego. Na tych trzech dniach skupia się cały sens istnienia ludzkości. Niepojęta to tajemnica. Ta prawda zgłębiana jest od wieków przez teologów.  Żaden człowiek nie jest w stanie w pełni zrozumieć wymiaru dokonanego dzieła. Mimo to Jezus zapowiada uczniom, co się wydarzy. On idzie dalej. Mówi, jak potoczą się losy tych, którzy będą Go naśladować. Mówi po to, aby, gdy będzie się to realizować, uczniowie mogli przypomnieć sobie te zapowiedzi, które wraz z wydarzeniami zaświadczą o Jego Bóstwie. Ta świadomość, iż Jezus to co przepowiedział, tego doświadczył; świadomość, że oni przeżywają to, o czym mówił im wcześniej, będzie umacniać ich wiarę ukazując wszechmoc Boga, ukazując, że to On kieruje światem, opiekuje się ludźmi, a przede wszystkich kocha ich i troszczy się o nich. Czytaj dalej

46. Świadectwo Ducha Świętego (J 15,21-27)

Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego. Ale to się stało, aby się wypełniło słowo napisane w ich Prawie: Nienawidzili Mnie bez powodu. Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. (J 15,21-27) 

„Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu.” Słowa te wypowiada Jezus o faryzeuszach, uczonych w Piśmie, zwykłych Żydach, którzy nie przyjmują nauki Jezusa. Jednak słowo Jezusa jest skierowane nie tylko do nich czy o nich. Przecież Jego słowo jest wieczne i uniwersalne. Nie traci na aktualności. Jest prawdą istniejącą na wieki. Nie zmienia się tak, jak zmieniają się prądy polityczne czy idee filozoficzne. Ono trwa i przez kolejne wieki dotyka ludzkich serc. Za każdym razem zadziwia trafnością, głębią i niezwykłą mądrością. Ono nieustannie wyprzedza daną epokę. Jest nieustannie nowe i przewidujące. Wypowiedziane raz, trafia dokładnie do celu w każdym punkcie historii ludzkości. I zawsze się sprawdza.

Jezus porusza tutaj niezwykle ważne zjawisko. Otóż człowiek ma tendencję do tego, by z wielu wskazówek, porad płynących z różnych stron, wybierać te, które są mu wygodne, które mu odpowiadają z jakiegoś względu. Często zamiast kierować się PRAWDĄ, kieruje się własną korzyścią i wygodnictwem. Potrafi do tego zawsze dorobić odpowiednią filozofię, pięknie wszystko wytłumaczyć tak, że sam wierzy w to, co mówi. Faryzeusze nie przyjmowali nauki Jezusa, bo była im niewygodna. Często wydobywała na wierzch ich brudy. Pokazywała ich słabości, obalała mit o świętym Żydzie doskonale wypełniającym wszystkie nakazy i przepisy prawa. Autorytet faryzeuszy i uczonych w Piśmie był mocno nadszarpnięty. Dlatego ci sprzeciwiali się Jezusowi. Zamiast spojrzeć na siebie w świetle nauki Jezusa, odrzucili ją twierdząc, że jest fałszywa. Ponieważ spotkali Jezusa, ponieważ słuchali Jego nauki, ponieważ widzieli czynione przez Niego cuda- nie ma usprawiedliwienia dla ich grzechów. Są bowiem ich świadomi, tylko nie przyznają się do tego. Można by sądzić, że to dotyczy tylko tamtego pokolenia. Otóż nie. Słowo Boga jest żywe. I w każdym kolejnym pokoleniu wybrzmiewa w sercach ludzkich. Głoszone w kościołach, na placach i ulicach. Nie tylko przez kapłanów. Ono wybrzmiewa świadectwem życia wielu świętych zarówno ogłoszonych przez Kościół, jak  i nieznanych nikomu. To świadectwo życia, to głoszenie słowa Jezusa, to przepowiadanie Ewangelii w tak różny sposób sprawia, że nikt nie może twierdzić, iż nie zna Boga, nie słyszał o Jezusie, nie wie, co to jest Ewangelia. Bóg często dotyka ludzkiego serca skłaniając je, by skierowało się ku poszukiwaniom Prawdy, sensu istnienia. Czyni to w taki sposób, że nawet osoba niewierząca, nie mająca wcześniej doświadczenia wiary, poszukując może Go odnaleźć i przyjąć. Zatem: „Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu.” Czytaj dalej

45. Nienawiść świata (J 15,18-20)

Kontynuujemy wspólne rozważanie Ewangelii według św. Jana. Dzisiaj kolejny fragment, zatytułowany „Nienawiść świata”. Módlmy się też o potrzebne łaski, byśmy mogli uczestniczyć w kolejnych lekcjach „Szkoły Biblijnej”

Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. (J 15,18-20)

„Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność.” Zastanówmy się najpierw, co znaczą słowa: świat by was kochał, jako swoją własność. Kim jesteś? Od odpowiedzi na to pytanie zależy nasze rozważanie. Jesteś dzieckiem Boga. To jedno z najważniejszych stwierdzeń, bowiem ono pociąga za sobą dalsze konsekwencje. Co znaczy być dzieckiem Boga? Oznacza pochodzić od Niego, być przez Niego zrodzonym. Gdyby chodziło o relacje czysto ludzkie- posiadać te same geny. Jeśli chodzi o relację Bóg- człowiek, mieć swoje źródło istnienia w Bogu. Być zrodzonym, a więc stworzonym przez Boga i z Boga. Każdy człowiek ma w sobie Boską cząstkę- duszę. Ona umiejscawia nas w Bogu, ona nas z Nim łączy. Ona tworzy te „rodzinne” więzy człowieka z Bogiem. Jednak to nie wszystko. Oprócz stworzenia człowieka, zrodzenia go z własnego wnętrza, Bóg uczynił coś jeszcze, co tym bardziej daje człowiekowi prawo do czucia się dzieckiem Boga. On oddał mu swoje życie. W sposób dosłowny oddał człowiekowi życie umierając na Krzyżu.  Bóg stworzył cały wszechświat. Miliony stworzeń istniało, istnieje i będzie istnieć. Jednak nigdy nie otrzymały tego miana bycia dzieckiem Boga. Owszem, są Jego stworzeniem, ale nie DZIECKIEM. Tylko za człowieka Bóg poświęcił życie swojego Syna. Tylko człowiekowi Bóg oddał swoje boskie życie. Tak niebywałym aktem podniósł go do godności dziecka Bożego. Zatem z punktu widzenia stworzenia człowieka i oddania mu życia przez Boga, każdy jest dzieckiem Boga. Bóg w swej miłości poszedł jeszcze dalej, bowiem dał człowiekowi wolność, prawo wyboru. Może przyjąć ten niezwykły dar dziecięctwa Bożego lub odrzucić. Tak więc może zadecydować, do kogo chce należeć: do Boga, czy do świata? To pociąga dalsze konsekwencje. Należąc do Boga- tworzy jedno z Nim. Należąc do świata- utożsamia się ze światem, a jednocześnie przeciwstawia Bogu. Świat tutaj oznacza tych, którzy odrzucają Boga. A że dzieci Boga są złączone ze Stwórcą, On w nich żyje, a one w Nim, zatem odrzucenie Boga jest też odrzuceniem tych, którzy z Nim są jedno. Nienawiść do Boga oznacza nienawiść do Jego dzieci. Walka z Bogiem oznacza walkę z Jego dziećmi. Czytaj dalej

Najważniejsze przykazanie (Mk 12,28-34)

walne_malyZ najważniejszego przykazania, aby miłować Boga ponad wszystko i aby miłować bliźniego tak, jak siebie samego, wywodzą się wszystkie wskazania, co do życia człowieka.

  • W miłowaniu Boga człowiek odnajduje cały sens swojego życia. Odnajduje też drogowskaz, widzi drogę.
  • W miłowaniu Boga człowiek zaczyna widzieć wartości w swoim życiu, widzi też ich hierarchię.
  • Dzięki miłowaniu Boga człowiek widzi to, co jest ważne, najważniejsze i mniej ważne.
  • Miłując Boga człowiek może dokonywać właściwych wyborów.
  • Miłowanie Boga naznacza człowiekowi kolejne kroki, wytycza całą drogę.
  • Dzięki miłości do Boga, dzięki otwartości na Jego miłość człowiek w sposób właściwy może przeżyć swoje życie.
  • Miłując Boga i otwierając się na to, by miłować bliźniego człowiek może realizować się jako dziecko Boże i wypełniać wolę Bożą, mając swój udział w Dziele Zbawczym, uczestnicząc całym sobą w Dziele Zbawienia dusz, całemu oddając się, spalając się na rzecz dusz, będąc upodobnionym do samego Jezusa.

Jak to się ma konkretnie do nas, do wspólnoty, do osób, które bardziej angażują się w życie tej wspólnoty? Przykazanie miłości Boga i bliźniego jest najważniejsze. O wiele więcej znaczą niż całopalenia i ofiary. I to dobrze by było mieć cały czas na uwadze, o tym należałoby pamiętać – o miłowaniu Boga i miłowaniu bliźniego. Prawdziwie otwarte serce na miłość Boga i miłość bliźniego potrafi odczytywać wolę Bożą i kolejne Boże wskazania. Dzięki temu taka dusza może lepiej służyć Bogu w danym dziele, a Bóg poprzez taką duszę może w pełni realizować swoje zamiary. Dusza ta odpowiada w pełni na Boże zamysły wobec niej. Czytaj dalej

Dzień skupienia – 18 czerwca

kapliczka_gietrzwaldW sanktuarium maryjnym w Gietrzwałdzie, w miejscu naznaczonym Bożą obecnością, szczególnie uobecnia się sam Bóg. Dlatego możemy się radować, że właśnie w tym miejscu Bóg tworzy dla naszej wspólnoty oazę miłości, swoiste ukrycie w Jego Sercu. Możemy być szczęśliwi, że od tylu lat tutaj Bóg nas zaprasza i gromadzi, że właśnie tutaj poucza nas o swojej miłości – tutaj daje samego Siebie, tutaj przyjmuje nasze serca, dotykając je i wypełniając swoją miłością, tutaj dokonuje tak wielkich rzeczy w każdym z nas. Ta obecność Boża jest jedyna, niepowtarzalna, cudowna i niepojęta, jednocześnie ta obecność jest tak potężna i niepoznana przez nas. Starajmy się zawsze, gdy tutaj przyjeżdżamy, gdy uczestniczymy w dniach skupienia, w rekolekcjach, otwierać się na Bożą obecność. Pomimo różnych sytuacji życiowych, pomimo czasem zmęczenia czy pewnych trudności starajmy się zawsze pomyśleć z radością o tym, że tutaj jest Bóg, że towarzyszy nam, że jest obecny w każdej chwili naszego życia.

To miejsce Bóg naznaczył swoją obecnością szczególnie, dlatego pozwolił tutaj objawiać się i Matce Najświętszej, by Jego miłość mogła być lepiej poznana, by ludzie mogli doświadczyć Jego miłosierdzia i je przyjąć. Różne miejsca, gdzie objawia się Boża miłość, miejsca, w których Bóg przychodzi do ludzi i w których pozwala Maryi i innym Świętym zstępować na ziemię są tylko po to, aby człowiek mógł lepiej sobie uświadomić obecność Boga przy nim, w nim, obecność Boga pośród ludzi przez wszystkie wieki, przez całą historię ludzkości. Aby człowiek mógł uświadamiać sobie, iż Bóg stworzył człowieka i towarzyszy mu opiekując się nim jako dobry Ojciec, zapraszając go do relacji miłości oblubieńczej, czyniąc człowieka niemalże równym Sobie, pragnąc obdarować go wszystkim tym, co należy do Boga, a więc całą Boskością. Bóg pragnie wywyższyć człowieka, by mógł radować się takim szczęściem, jakim raduje się Bóg. Po to człowieka stworzył.

Podziękujmy dzisiaj Bogu za tę Obecność, za Bożą miłość, za nieustanne Boże staranie, by każdy z nas w końcu otworzył oczy szeroko i zobaczył tę miłość. Aby każdy z nas mógł poprzez otwieranie swego serca sięgnąć po największe szczęście. Niech każdy z nas zrozumie, że tylko wpatrywanie się w Boga, tylko patrzenie w górę może otworzyć człowieka na obecność Boga. Zasklepianie się w sobie, w swoich sprawach, patrzenie ciągle w dół, na ziemię nie przynosi sercu wolności, ale wikła to serce jeszcze bardziej w tym wszystkim, w czym człowiek tkwi – w sprawach ziemskich, w problemach, we wszystkim, co jest mrokiem, ciemnością, co jest złudne, przemijające. Wpatrywanie się w Boga otwiera duszę na Jego obecność, jest zaproszeniem Boga do swojego życia, do serca, do duszy. Jest przyjęciem i życiem razem z Nim. Czytaj dalej

Bóg upodobał sobie w tym, co małe i pokorne

„Wysławiam Ciebie Ojcze nieba i ziemi, że…” właśnie tym malutkim, najmniejszym dajesz najwięcej, objawiasz siebie, objawiasz prawdę, obdarowujesz najobficiej.

Nie znaczy to, że Bóg jednym daje, a drugim nie daje. Bóg obdarza wszystkich ludzi swoją miłością, przecież wszystkich z miłości stworzył i stworzył do miłości. Jednak serca małe, serca pokorne, serca otwarte takie serca są w stanie przyjmować Bożą miłość, poznawać ją, zagłębiać się w nią. To nie Bóg segreguje ludzi na tych, którzy są obdarzani miłością lub nie. To człowiek dokonuje wyboru, jakim chce być, kim chce być, a przez to, jakim jest wobec Boga i co od Boga przyjmuje.

Bóg rozlewa na świat swoją miłość nieustannie. Bóg jest wszędzie, bowiem wszystko w Nim się znajduje, a jest miłością, a więc miłość jest i my wszyscy w tej miłości przebywamy, ale to od usposobienia serca zależy czy przyjmuje tą miłość. Czy się nią napełnia, czy tą miłością żyje. To od duszy zależy czy kroczy ku wieczności pełnej szczęścia czy ku śmierci, a miłość jest nieustannie. Tylko serce albo się na nią otwiera, albo się zamyka, ale miłość jest.

I w tym miesiącu Boże Serce wylewa na świat niewyobrażalną obfitość swojej łaski. Chociaż miłość Boża nie ma granic, chociaż jest największa, jest nieskończoną, to można powiedzieć, że w tych dniach Bóg wylewa tej miłości jeszcze więcej, chociaż zawsze obdarza człowieka w nieskończonej ilości, bo przecież Bóg jest zawsze i wszędzie, a więc miłość jest zawsze i wszędzie. Bóg wyraża się w tej miłości. Ciągle kocha i ciągle tę miłość na nas wylewa. Jesteśmy nią obdarzani, w niej skąpani, w niej chodzimy i nią oddychamy, w niej żyjemy. Bo Bóg, czyli miłość jest.

A jednak Bóg upodobał sobie szczególnie serca małe, serca pokorne, serca słabe, bo takie serca potrzebują szczególnie Jego mocy, Jego siły, Jego miłości, a jednocześnie takie serca uznają swoją słabość i są bliżej prawdy o sobie, zatem również bliżej prawdy o Bogu. Stąd to zbliżenie Boga do serc pokornych i zbliżenie serc pokornych do Boga. Im dusza bardziej dostrzega swoją słabość i małość przyjmując ją z pokorą tym bardziej zbliża się do prawdy, a Bóg jest tą prawdą. Im bardziej pycha ogarnia duszę tym bardziej oddala się od prawdy o sobie i Bogu. Zatem żyjąc z dala od Boga nie jest w stanie przyjmować Jego miłości i jednoczyć się z Nim. Czytaj dalej