Rozważanie Bożej miłości miłosiernej budzi radość

Czy nasze serca trwają w radości Zmartwychwstania? Czy może już zapomnieliśmy, że Jezus zmartwychwstał? Jezus przyszedł na ziemię ze względu na ciebie. Nie przyszedł ze względu na przyrodę, na ptaki, na kwiaty, na chmury, nie ze względu na Aniołów, ale ze względu na ciebie. Przyszedł, aby ciebie zbawić. To jedyny powód Jego przyjścia – PRZYSZEDŁ, ABY ZBAWIĆ TWOJĄ DUSZĘ! Nie przyszedł, aby ciebie krytykować, aby tobie coś wypominać, potępić ciebie, ale by dać tobie życie. Jeśli to sobie uświadamiasz powinieneś żyć w wielkiej radości – OTO BÓG SPECJALNIE DLA CIEBIE PRZYJĄŁ LUDZKĄ POSTAĆ I ZDECYDOWAŁ SIE PÓJŚĆ NA KRZYŻ, ABY TOBIE UDZIELIĆ SWOJEGO BOSKIEGO ŻYCIA. Zatem wszystkie twoje wątpliwości, wszystkie twoje niepewności, upadki, wszystko to, co dzieje się w twoim sercu, gdy smutny spoglądasz na swoje przewinienia i nie masz śmiałości spojrzeć na Jezusa, powinieneś zanurzać w Bożym Miłosierdziu. Bóg pragnie, abyś się radował, bo On specjalnie przyszedł dla ciebie, aby przynieść ci radość, a nie smutek.

To prawda, nie jesteś doskonały, jesteś tak jak wielu innych ludzi – grzeszny, słaby, upadasz. Może nie wszyscy widzą, ale wiele spraw masz ukrytych w sercu, do których byś się nie przyznał przed nikim. Są rzeczy obrzydliwe, których bardzo się wstydzisz, być może są rzeczy straszne, które w którymś momencie twego życia się pojawiły, ale Jezus właśnie dlatego, że wie o tym wszystkim przyszedł na ziemię. Właśnie dlatego, że jesteś taki słaby, stale upadasz, że nie potrafisz często się podnieść od razu, że siedzisz w błocie i rozpamiętujesz swoje kolejne grzechy, właśnie dlatego On przyszedł na ziemię, żeby cię wydobyć z tego błota, oczyścić cię i dać tobie radość; radość z faktu, iż sam Bóg pochylił się nad tobą, On Sam osobiście ciebie wyzwolił z grzechu. To On pragnie twego szczęścia, nikt inny, tylko On. Dlatego wszystko, co złe w twoim życiu, wszystko, co słabe w twojej duszy, wszystko, co raniło Boga z twojej strony, wszystko to możesz zanurzyć w Zdrojach Jego Miłosierdzia. I w dodatku On pragnie, byś tak czynił. Sprawiasz Mu radość, gdy wszystko zanurzasz w Jego Miłosierdziu. On czeka na to. Kiedy to czynisz, On wylewa na ciebie jeszcze więcej łask, bo Jego Serce raduje się. Radość Jezusa wyraża się w tym, że obdarza duszę kolejnym dobrem. Czytaj dalej

Zostaliśmy obdarzeni życiem Boskim

W Jezusie Chrystusie zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi. W Nim każdy człowiek odnajduje swoje źródło istnienia. Przychodząc pod Krzyż dusza odnajduje sens. Patrząc na Jezusa dusza staje przed nieskończoną, przepiękną tajemnicą życia. W Krzyżu każdy człowiek odnajduje doskonałość swego człowieczeństwa, dusza doświadcza powrotu do pierwotnego piękna, do pierwotnej czystości. W Krzyżu dusza obdarzana jest świętością. Grzech zerwał więzi z Bogiem. Sprawił, iż dusze pogrążyły się w ciemnościach, zmieniły się. Skażone grzechem już nie miały tego kształtu, formy, piękna, jakie otrzymały od Boga. Piękno duszy wyraża się w jej przynależności do Boga, w jej zjednoczeniu z Bogiem, w byciu dzieckiem Boga. Tylko wtedy, kiedy dusza przyjmuje dar dziecięctwa płynący z Krzyża, odnajduje samą siebie, odnajduje istotę swego bytu na ziemi, sens swego istnienia i prawdziwe życie. W Krzyżu dusza odnajduje swego Ojca, widzi Boga jako swego Ojca. Dziecko porzucone, bez rodziców żyje w rozpaczy, w ciemnościach, w bezsensie istnienia swojego. Nie akceptuje siebie, ma poczucie winy, nienawidzi siebie i świata. Jest nieszczęśliwe. Ci, którzy doświadczyli odrzucenia swoich rodziców bardzo często borykają się z problemami psychicznymi, z depresją prowadzącą do samobójstw. Właśnie w ten sposób można również nakreślić obraz duszy, która żyła po grzechu pierwszych rodziców nie widząc przed sobą Boga, nie widząc zbawienia, czując się przez grzech odrzuconą, pozostawioną samej sobie, będącą daleko od Boga. Odrzucona przez Ojca dusza żyła w rozpaczy, ponieważ On jest Ojcem całego stworzenia.

Każdy z nas został ochrzczony, żył w rodzinie, w łasce, jaką daje Chrzest św., w związku z tym nie doświadczyliśmy odrzucenia, jakiego doświadcza dusza, której nie dotknęła łaska Chrztu św. To Jezus na Krzyżu wyjednał każdej duszy niezwykłą łaskę. Zgładził grzech pierworodny i przywrócił synostwo każdej duszy. Synostwo Boże – to dar niepojęty, wielki, tajemnica wspaniała. Każdy z nas może stawać przed Bogiem Ojcem i czuć się dzieckiem. Wszystko, co należy do Boga, należy również do duszy. A jednak dusze nie uświadamiają sobie całego bogactwa, jakie otrzymują jako dzieci Boga. Żyją w nieświadomości. Nie rozumieją, że są dziedzicami Królestwa Niebieskiego. Jezus uczynił każdą duszę na powrót dzieckiem Boga. Oznacza to, że każda dusza jest jednocześnie siostrą, bratem Jezusa i niejako na równi z Nim, każdy staje się pierworodnym, umiłowanym, jak Jezus. Jezus jest Bogiem, jest Święty, doskonały w swej czystości, w swym pięknie, doskonały w swej świętości. Poprzez Krzyż i otwarte Serce stał się dla każdej duszy bramą, przez którą, gdy dusza przechodzi zostaje przemieniona i upodobniona do pierworodnego Syna. Dlatego i ona staje przed Bogiem piękna, czysta i święta. Bóg, patrząc poprzez Krzyż swego Syna, widzi duszę przepiękną; taką, jaką pierwotnie powołał do życia na początku dziejów. Jeśli dusza przyjmie ten niezwykły Dar – Jezusa, jeśli uwierzy, otworzy serce, wtedy doświadczać będzie cudownej relacji, jaka zawiązuje się pomiędzy Bogiem a tą duszą. Wtedy Bóg objawia jej swoją miłość do umiłowanej, czystej, pięknej duszy. Ona wprawdzie nadal jest samą słabością, ale nieustannie kąpiąc się w promieniach Miłosierdzia, nieustannie zanurzając się w ranach Jezusa, nieustannie obmywając się Jego Krwią, karmiąc się Jego Ciałem, stale przemienia się w pierworodnego Syna. Czując, doświadczając to wywyższenie, umiłowanie przez Boga, wybranie, dusza pragnie uwielbić Boga, pragnie Mu dziękować. Doświadcza szczęścia. Pada przed Bogiem na kolana, kłania się Mu do samej ziemi, całuje stopy Jezusa i chciałaby tak trwać w tym uniżeniu doświadczając nieskończonego Majestatu Bożego, czując spływającą miłość z Bożego Serca. Bóg widząc tę duszę, tak pokorną, pochyla się nad nią i Sam ją podnosi. Sam ją przystraja godowymi szatami, Sam wkłada na jej głowę diadem, koronę. Czyni ją swoją oblubienicą. Ona już sama nie wie, jak dziękować, jak wielbić. Ma świadomość, kim jest sama z siebie, ma świadomość własnej nicości, tym bardziej to wielkie umiłowanie, którego doświadcza, sprawia drżenie jej serca, wzruszenie i pragnienie, aby się uniżyć przed Bogiem. Czytaj dalej

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego

Jak cudowne, jak wspaniałe są tajemnice Boże, jak niepojęte wydarzenia zbawcze. Wszystkie mówią o nieskończonej Bożej miłości, o pochyleniu się Boga nad człowiekiem i o wielkim wylewie Bożego miłosierdzia na ludzkość. Sam początek istnienia ludzkości to przecież uobecnianie się, ucieleśnianie się Bożej miłości w każdym stworzeniu. A kiedy człowiek zgrzeszył, ta Miłość, która stworzyła cały świat w sposób szczególny ukierunkowała swoje działanie na ludzkość. Bóg w swoim miłosierdziu zapowiedział rzecz niebywałą – zapowiedział przyjście swego Syna. Człowiek wtedy jeszcze tego nie rozumiał, a Bóg już zapowiedział pokonanie szatana. W tym momencie, kiedy Bóg to zapowiadał, z Jego wnętrzności wylało się Boże miłosierdzie na cały świat i na wszystkie pokolenia aż po kres ludzkości. Już wtedy Boże miłosierdzie prowadziło kolejne pokolenia. Nad całą ludzkością rozpięty był parasol Bożej opieki i wszystkie kolejne pokolenia narodu wybranego doświadczały Bożej miłości, Bożej opieki, Bożego prowadzenia. A Boże prowadzenie to nic innego jak Boże miłosierdzie, które ukierunkowywało ludzkie postępowanie, myślenie, formowało serca ludzkie tak, aby były przygotowane do przyjścia Mesjasza. Boża miłość przygotowała również serca przodków Matki Najświętszej, Jej Rodziców i Jej samej. To też jest przejaw Bożego miłosierdzia. Bóg zechciał pochylić się nad ludźmi, aby ich uformować do rzeczy niebywałej, jedynej w swoim rodzaju, rzeczy niepojętej, tajemnej, cudownej. I przyszedł taki moment w dziejach ludzkości, na którym można by powiedzieć, że skupia się wzrok wszystkich pokoleń, wzrok całej ludzkości, przynajmniej powinien skupiać się. To, co zostało zapowiedziane teraz staje się ciałem. Miłosierdzie Boże, które od momentu zapowiedzi wylewało się na całą ludzkość, teraz przybiera postać Jezusa. Niepojętym jest, że Bóg w jakimś stopniu uzależnia przyjście Jezusa od zgody człowieka. Bóg pyta o zgodę – i to też jest niezwykłe. Bogu niech będą, dzięki, że wcześniej uformował Serce Maryi i obdarzył łaską, iż potrafiła odpowiedzieć zgodnie z wolą Bożą. Niepojętym jest to, że Bóg wlał w Jej Serce taką wiarę, że to, co niemożliwe mogło stać się możliwym.

Już w chwili Zwiastowania Bóg obdarza świat swoim Synem. W ten sposób wyraża swoją miłość i miłosierdzie nad całą ludzkością. W tym momencie rozpoczyna w sposób wielki, niebywały Dzieło Zbawcze, które zapoczątkowane było już na samym początku, w chwili zapowiedzi, a teraz nabiera niejako ogromnych rozmiarów. Rozpoczyna się bieg ku zbawieniu całej ludzkości. W chwili zapowiedzi to koło dopiero zaczynało swój bieg, teraz staje się rozpędzonym kołem. Wszystko staje się ciałem w Bogu, w Chrystusie. W tym wydarzeniu, niepojętym dla ludzkiego umysłu, świętym, Bóg przyjmuje ciało człowieka. On, który jest Nieskończony, Nieogarniony, tak potężny, że nie ma w ludzkim języku słowa, które mogłoby określić wielkość Jego potęgi, przybiera określone formy, kształt, ramy – staje się człowiekiem. On, który jest Duchem, przybiera ciało. On, który jest samowystarczalny, oddaje się w ręce człowiecze, uzależniając się od człowieka, od ludzkiej opieki. Staje się bezradny, maleńki, bezbronny. I w swojej bezbronności pozostał na wieki w Sakramencie Ołtarza. W tym przejawia się niezwykła miłość Boga do człowieka. W Jezusie objawia się Boże miłosierdzie. I chociaż Jego postać jest tak maleńką na początku, to Dzieło, które On przeprowadza jest Dziełem wszechczasów; Dziełem, które wprowadza w wieczność. Dzień Zwiastowania powinien być przez człowieka uznany, jako wielkie Święto miłości i miłosierdzia. To właśnie w dniu Zwiastowania Bóg realizuje to, co zapowiedział. Jego odwieczne Słowo staje się Ciałem. Od tego momentu w widoczny sposób Dzieło Zbawcze nabiera kształtów Jezusa, Jego życia, działalności. W momencie samego Zwiastowania już Dzieło Zbawcze jest pełne. Już w tym momencie realizuje się zapowiedź Męki, śmierci na Krzyżu, ale i Zmartwychwstania. W tym momencie wszystko się dokonuje. Czytaj dalej

Niedziela Miłosierdzia Bożego

Plock_2016_2Wielkość Bożego Miłosierdzia jest nie do opisania. Dusze poznawać będą Boże Miłosierdzie przez całą wieczność, a i tak nieustannie odkrywać będą nowe przestrzenie. Bóg objawił swoje miłosierdzie już na samym początku, gdy zapowiedział pierwszym rodzicom, iż przyjdzie Zbawiciel i wyzwoli z grzechu. Dzięki Jezusowi każdy człowiek przywrócony został Bogu jako dziecko – syn, córka Boga. To jest najwspanialszy, najcudowniejszy przejaw Bożego Miłosierdzia. Każdy człowiek może się cieszyć, iż jest dzieckiem Boga. Trzeba Boga wielbić i dziękować Mu za ten Dar i za wszystko, co się z nim wiąże.

Bóg okazał swoje miłosierdzie poprzez swego Syna, którego dał, aby umarł na Krzyżu. A Jezus nie chcąc, abyśmy czuli się samotni pozostał do końca świata w Sakramencie Ołtarza. Wielbić trzeba Boga za ten Dar miłosierdzia. Dzięki Jezusowi każdy grzech, każda niewierność, każdy upadek, wszystko Bóg wymazuje, zanurzając we Krwi Baranka. Czy rozumiemy? JESTEŚMY WOLNI! Wolni od każdego grzechu, od każdej naszej słabości, od każdej niewierności, od wszystkiego, czym zasmucamy Boga, czym Go obrażamy. W Jezusie jesteśmy wolni. Nad tym należy się zatrzymywać i rozważać, dziękując Bogu i wielbiąc Go. Jeżeli jakaś dusza pragnie uczcić Boże Miłosierdzie, uczyni to najpełniej sprawiając Bogu największą radość, gdy z wielką ufnością, z wiarą będzie wielbić Boga za to, że przebacza jej wszystkie grzechy; gdy z wielką ufnością będzie za każdym razem, gdy upadnie, podbiegać do Boga dziękując Mu za Jego miłosierdzie. Dusza, która nie ma w sobie ani odrobiny wątpliwości, iż Bóg ją miłuje taką, jaką ona jest, wielbi Boże Miłosierdzie. Jeśli przy tym modli się, by i inne dusze poznały wielkość Bożego Miłosierdzia – ooo, ma już przygotowane miejsce w Niebie. Jeśli stara się czynem, słowem, postawą objawiać miłosierdzie wobec bliźnich – jest umiłowaną duszą przez Boga i nie umrze, ale żyć będzie wiecznie.

Miłosierdzie jest przymiotem Boga i tylko Bóg potrafi w sposób doskonały, pełny okazać miłosierdzie. On jest jego Źródłem. Ten, kto pragnie szerzyć miłosierdzie może czerpać z tego Źródła. Tylko w Nim i tylko z Niego dusza może otrzymywać taką łaskę, by stawać się orędownikiem Bożego Miłosierdzia. Bóg pragnie, by orędowników Bożego Miłosierdzia było jak najwięcej, ponieważ chce, by wieść o Bożym Miłosierdziu dotarła do wszystkich zakątków świata, do każdej duszy, by każda mogła doświadczyć Bożego Miłosierdzia, rozradować się i umiłować Boga, by każda mogła żyć wiecznie. Czytaj dalej

Polecamy Miłosierdziu Bożemu

Jezus_MiłosiernyJezus – Król wszechświata, Pan Nieba i ziemi otwiera dzisiaj swoje Serce przepełnione miłosierdziem i wylewa na cały świat nieustannie łaski dla całej ludzkości; nie tylko dla wybranych, ale dla wszystkich, ponieważ wszyscy są umiłowanymi duszami, wszystkich odkupił swoją Krwią, za wszystkich oddał swoje życie. W oczach Bożych mamy najwyższą wartość. Tą wartością jest Jezus. Bóg Ojciec patrzy na nas przez pryzmat Jego Rany w boku i przyjmuje każdego z nas jako swoje dziecko.

Obchodząc Święto Miłosierdzia Bożego cały Kościół raduje się, iż wszystkie dusze mają przystęp do Zdrojów Miłosierdzia, że wszystkie mają darowane życie wieczne, wszystkie są obdarzane miłością nieskończoną, przed wszystkimi otwarte jest Królestwo Boże. A więc razem z całym Kościołem, mając świadomość łączności duchowej, módlmy się z wiarą, ufnością i z radością za wszystkie dusze:

  • za tych, którzy wierzą i nie wierzą w Boże Miłosierdzie;
  • za tych, którzy ufają i którzy nie ufają Bożemu Miłosierdziu;
  • za tych, którzy Bożego Miłosierdzia nie znają lub też nie chcą znać;
  • za konających w tej godzinie;
  • za cierpiących, przeżywających trudności, chwile dramatyczne;
  • za wszystkich, którzy żyją w rozpaczy i nie widzą przed sobą drogi wyjścia;
  • za tych, którzy swoje życie poświęcili Bogu, ale nie zawsze potrafią trwać w oddaniu;
  • za kapłanów, aby byli wspaniałymi, doskonałymi orędownikami Bożego Miłosierdzia; aby byli tymi, którzy to Miłosierdzie przekazują;
  • za wszystkie dusze zakonne, aby nigdy nie straciły wiary i ufności w Boże Miłosierdzie, ale swoją wiarą i ufnością by przekazywały światu orędzie o Bożym Miłosierdziu, wypraszały łaski dla całego świata;
  • za obecną sytuację polityczną w Europie, prosząc w sposób szczególny o Boże Miłosierdzie i dla uchodźców, i dla tych, którzy starają się rozwiązać ten problem;
  • o Boże Miłosierdzie dla Polski, dla wszystkich, od których zależą losy naszego państwa, sprawy polityczne i gospodarcze;

Czytaj dalej

Wielka Sobota

Czas oczekiwania na Zmartwychwstanie z jednej strony jest pięknym, a z drugiej – bardzo trudnym i bolesnym. My, którzy żyjemy teraz, 2000 lat po tych wydarzeniach, już wiemy – Jezus zmartwychwstał, żyje. Jednak wtedy, po śmierci Jezusa i złożeniu Go do grobu, serca Apostołów i Matki Najświętszej nie miały tej pewności. Nie miały w sobie radości oczekiwania na zmartwychwstanie. W nich był ból, cały czas była Jego Męka. W sercu był Jezus poraniony, Jego Ciało zmasakrowane. To było cały czas w ich sercach. Porównanie wyglądu Jezusa, który chodził, nauczał i potem Jezusa Ukrzyżowanego przyprawiało serce o omdlenie z bólu. Kiedy w pamięci jest ciągle jeszcze Męka, w głowie są tylko obrazy z biczowania, z kroczenia drogą na Golgotę z krzyżem, upadki, kiedy w uszach brzmią jeszcze okrzyki nienawiści trudno jest radować się zmartwychwstaniem. Cały czas tkwiąc jeszcze w Jego konaniu, nieustannie mając przed oczyma Jego ostatni oddech, ostatnie drgnienie ciała, widząc jeszcze, jak Jego Ciało bezwładnie osuwa się, zginają się kolana, palce się prostują, głowa opada, wtedy trudno jest pamiętać o słowach Jezusa, że zmartwychwstanie. Choć On leżał w grobie, Maryja cały czas trzyma Go w objęciach, cały czas widzi Jego głowę, dotyka rękami Jego oczu, aby je przymknąć, cały czas dotyka Jego ran, nieustannie je oczyszcza i namaszcza. Ciągle zdejmuje z głowy koronę cierniową, wyjmuje ciernie. Ona ciągle tuli swojego Syna. Jakże trudno jest wtedy wierzyć w zmartwychwstanie. Serce ściśnięte z bólu, rozpacz pragnie chwycić dusze w swoje szpony, umysł nieustannie powraca do tych wydarzeń. Jednak mimo to, Ona cały czas powracała do ostatniego spotkania w Czwartek, gdy przyszedł do Niej przed Męką. Wtedy zapewniał Ją o zmartwychwstaniu, mówił, aby wierzyć pomimo wszystko. Maryja wiedziała że będzie cierpieć, ale nie zdawała sobie sprawy, że aż tak. Teraz chwyta się tych słów Jezusa, stara się ciągle przywoływać w pamięci to spotkanie, aby wierzyć, by nie poddać się rozpaczy, cierpieniu, bólowi. Powstrzymuje się, by nie biec do Grobu, by nie odsuwać kamienia, chociaż Serce Matki płacze z bólu. Serce Matki biegłoby, odrzuciłoby kamień. Chciałaby własnym oddechem wzbudzić oddech Jego, dać Mu swoje życie od nowa.

O, Panie, Boże Wszechmogący, Ty jesteś Bogiem. Maryja Tobie oddała swoje życie, swoje serce, do Ciebie należy Jezus, to Twój Syn. Ona Go oddała Tobie już na samym początku, gdy ofiarowała w świątyni. Oddała Ci Go, zrezygnowała. Jezus nie jest Jej własnością, On jest Twój. Ty Jej Go dałeś, ale dałeś pod opiekę. Wzmocnij Serce Matki swojej, Boże, by miało siły modlić się o wiarę dla Apostołów, dla wszystkich uczniów; dla tych, którzy Go kochają. Pozwól Jej być dla nich Matką, tak jak prosił Jezus. Apostołowie oczekują od Niej umocnienia, wiary. Dzieci zawsze szukają wsparcia u matki, zawsze u matki znajdują pocieszenie, zawsze słuchają w chwilach trudnych tego, co mówi matka. Ojcze, wzmocnij Serce Maryi, aby mogło też być umocnieniem dla innych. Czytaj dalej

Wielki Piątek – Adoracja

Witaj, mój Jezu!

Tak niezwykły czas przeżywamy teraz razem – piękny, wspaniały, choć trudny. Pragnę, Jezu, oddać Tobie cześć. Tyś moim Królem, Miłością moją, Tyś wszystkim. Ja pragnę być Twoim niewolnikiem, Twoim sługą, własnością Twoją. O, Panie, kiedy patrzę na Ciebie wiszącego na Krzyżu, moje serce płonie miłością. Zapala się tak wielką miłością, że wydaje mi się, że nie utrzymam, że wyskoczy ze mnie. Pozwól, Jezu, że będę spoglądać na Ciebie. Pozwól, Panie, że będę dotykać Ciebie, Twoich ran. Na Krzyżu, Jezu, jawisz mi się, jako mój Oblubieniec. A welon, który przykrywa Ciebie teraz na Ołtarzu prawdziwie przypomina szatę godową. Myślę, Panie, że Ty na Krzyżu poślubiasz każdą duszę, każdą zapraszasz do tej cudownej i niezwykłej relacji miłości – miłości oblubieńczej. Dawniej, Jezu, nie za bardzo lubiłem patrzeć na Krzyż. Widziałem tylko w sposób zewnętrzny Twoje Ciało rozpięte na Krzyżu i nic poza tym. Teraz widzę miłość, która z Twego Serca spływa na mnie, widzę zaproszenie, by uczestniczyć w Twojej miłości. Teraz widzę, że zapraszasz moją duszę, by złączyć się z nią i by razem ofiarowywać się Ojcu, razem uczestniczyć w Twoim Dziele Zbawczym. Dziękuję Ci, Jezu, za to cudowne zaproszenie, za Twoją miłość, którą wyznajesz mi na Krzyżu i za to, że dotykasz mego serca miłością swoją, porywając je do wielkiego umiłowania Ciebie, Krzyża, Dzieła, dusz. Dziękuję Ci, Jezu!

Dotknąłeś, Panie, mego serca swoją miłością. Przemieniłeś je, sprawiłeś, że ono nieustannie pragnie Ciebie. Sprawiłeś, że moje serce nieustannie za Tobą tęskni. Od tego momentu rozpoczęło się inne życie, w którym nieustannie wyglądam za Tobą. Sprawiłeś, Jezu, że inaczej patrzę na Krzyż. Widzę na nim mego Oblubieńca, moją Miłość, Miłość mego życia. Widzę mojego Króla, mojego Pana. Dzięki Twojej łasce, Jezu, moje serce wczuwa się w Twoje doznania, w Twój ból, cierpienie. To Ty sprawiłeś swoją łaską, że moje serce zapłonęło miłością do Twojej Męki, że zapragnęło uczestniczyć w tej Męce. Trochę nieporadnie, ale moje serce stara się być przy Tobie i trwać, czuwać nieustannie. Ty, Panie, sprawiasz, że moje serce włącza się w Twoje cierpienie, że zaczyna wszystko traktować, jako udział w Twoim Dziele Zbawczym, zaczyna łączyć różne wydarzenia, sprawy i sytuacje z Tobą. I chociaż nie jest to łatwe, chociaż czasami jest trudno, to jednak moje serce nieustannie łączy się z Tobą, ofiarowując Ci każdą chwilę moją, moją pracę, trudności, cierpienie moje, wszystko. Ale Ty, Jezu, zapragnąłeś jeszcze więcej. Zapragnąłeś zjednoczyć moje serce ze swoim na Krzyżu, by nieustannie trwało. I przez cały Wielki Post pomagałeś mi, Jezu, trwać u stóp swoich. Moje serce, choć słabe próbowało trwać. Ty nie zrażałeś się moją nieudolnością, moimi słabościami, nie zrażałeś się tym, że często upadałem, że nie potrafiłem trwać. Ty zauważałeś każde drgnienie mego serca ku Tobie i wtedy porywałeś moje serce wielką miłością. Wystarczyło, że spojrzałem na Twój Krzyż, Panie, a Ty już dawałeś swoją łaskę i zalewałeś mnie miłością swoją. Podtrzymywałeś mnie, abym mógł trwać. I teraz, Panie, teraz obdarowujesz kolejnymi łaskami. Otworzyłeś, Panie, przede mną wrota swego Serca, wprowadziłeś w swój świat. Pozwoliłeś uczestniczyć w tych wydarzeniach najważniejszych. I chociaż nadal moje serce jest słabe, chociaż nadal szybko się męczy, nieudolnie się modli – to wszystko jest nieważne, dla Ciebie to nie jest istotne – to Ty jesteś wytrwałością mego serca, modlitwą mego serca. Ty składasz Siebie w sercu i sprawiasz, że może ono jednoczyć się z Tobą, trwać, że nagle moje serce staje w rzeczywistości Twojej Męki – na Golgocie. To Ty sprawiasz, Panie, że nagle oczy serca widzą, uszy słyszą, że serce się budzi, zaczyna żyć, bić mocniej, przeżywa wszystko. To wszystko jest darem. Ale Ty, Panie, ciągle prowadzisz w głąb. Ty, Panie, ciągle dajesz więcej i więcej i wprowadzasz moje serce w niezwykłe zjednoczenie ze Sobą. To Ty, Panie, zapraszasz mnie aż na Krzyż i na tym Krzyżu wyznajesz mi miłość oblubieńczą. Ty, Panie! Jeszcze nie tak dawno nie potrafiłbym tego wszystkiego rozumieć, wystraszyłbym się. Nie rozumiałbym Twojej miłości z Krzyża, Twego zaproszenia. A teraz, jest to najcudowniejsze, co może spotkać serce, kiedy Ty wprowadzasz je na tron Krzyża, kiedy Ty to serce czynisz swoją oblubienicą i okrywasz welonem i łączysz Siebie i serce. O, Panie mój, łączysz tak ściśle, że zdaje się, iż moje serce zaczyna bić i odczuwać wszystko tak jak Twoje. Serce oblubienicy staje się jak Serce Oblubieńca. Zawisło moje serce, Panie, na Krzyżu, razem z Tobą – dziękuję Ci, Jezu!

To wszystko, co objawiasz memu sercu jest tak wielkie, bo przecież to Twoje dzieło – Twoje, Boga, Stwórcy, Króla wszechświata. Miłuję Ciebie, Boże! Uwielbiam Ciebie, Panie! I należę do Ciebie cały. Bądź uwielbiony! Czytaj dalej

Adoracja przy Ciemnicy

Dziękuję Ci, Jezu. Pozwalasz uczestniczyć nam w wydarzeniach Wielkiego Czwartku. Nasze dusze obdarzasz przeróżnymi łaskami płynącymi z konkretnych wydarzeń Wielkiego Czwartku. Zaprosiłeś nas na Ostatnią Wieczerzę i mogliśmy wraz z Apostołami w niej uczestniczyć. Teraz, Panie, wziąłeś Apostołów, ale również i nas, i prowadzisz do Ogrodu Oliwnego. Dziękuję Ci, Jezu za to, że tak realnym staje się to, czego doświadcza dusza; za to, że wprowadzasz duszę w swoją rzeczywistość.

Widzę, Jezu, że jesteś bardzo smutny, bardzo poważny. Apostołowie patrzą niepewnie na Ciebie. Wyczuwają sercami, że jest to inna niż zawsze sytuacja. Przecież często chodziliście do Ogrodu się modlić, ale teraz wyczuwają Twój niepokój, Jezu, widzą Twój smutek. Nie rozumieją. Pozostawiasz, Jezu, ośmiu w pierwszej części Ogrodu, trzech zabierasz dalej. My idziemy z Tobą. Jaka cisza, Jezu, panuje. Czasem odezwie się jakiś owad, czasem przebudzony ptak wyda odgłos, ale poza tym cisza. Księżyc świeci na niebie, zdaje się być jedynym świadkiem tego, co ma się wydarzyć. Teraz pozostawiasz i tych trzech, prosisz, aby się modlili, aby czuwali, a Sam zgarbiony, przygnębiony usuwasz się na bok. Ukrywasz się w jakimś zagłębieniu skalnym, padasz na kolana i modlisz się, Jezu.

O, Panie mój, takiego Ciebie jeszcze nie widziałem. Zawsze, Panie, była w Tobie pogoda, uśmiech lub też, gdy rozmawiałeś z faryzeuszami, pewna stanowczość, pewność siebie. To Ty zawsze byłeś Mądrością, przemawiałeś jak Ten, kto ma władzę. Teraz, Jezu, pochylony, jak człowiek przytłoczony straszliwym ciężarem, modlisz się i drżysz. Pozwól, Jezu, uklęknę obok Ciebie, będę się z Tobą modlić. Panie mój, jak wielki musi być ciężar, który przyjmujesz na Siebie, skoro tak się pochylasz, tak się chwiejesz, jesteś tak przygnębiony, tak smutny. Zdaje mi się, że widzę powód Twojego przygnębienia i smutku. Panie mój, mam wrażenie, jakby ze wszystkich stron zbliżały się do Ciebie straszliwe postacie, jakby mary, postacie, które uosabiają przeróżne grzechy ludzkie. Są obrzydliwe, okropne, straszne, przerażające. I widzę, Panie, szatana, który krząta się wokół tych mar, który podjudza, tak jakby zacierał ręce.

Jezu mój, przepraszam Cię, to również moje grzechy, moje słabości, przewinienia, upadki przybierają taką postać. Również one są dla Ciebie ciężarem, również one przytłaczają Ciebie, przygnębiają, zasmucają. Chcę być, Jezu, z Tobą. Kocham Ciebie! Choć moje liczne słabości wydają się przeczyć moim słowom, ale Jezu, kocham Ciebie. Pozwól, że podtrzymam Ciebie dzisiaj, oprzyj się na mnie. O, Panie mój, jak bardzo pragnąłbym objąć Ciebie moim sercem, pocieszyć Ciebie, abyś nie był tak smutny. Panie mój, jak przerażające są przeróżne grzechy ludzkie! Jak przerażający to widok! Nawet trudno jest słowami opisać, jak wielkim ciężarem są grzechy. Wszystkie razem stają się być ciężarem nie do uniesienia, a Ty tak czysty, tak niewinny tym bardziej odczuwasz brzydotę i ciężar tych grzechów. Mam wrażenie jakby niezwykła ciemność grzechów rzuciła się na Ciebie, Jezu. Noc nie jest ciemna, to wszystkie ludzkie przewinienia – one są ciemnością prawdziwą. O, Panie, jak straszliwe stado czarnych ptaków, jak sępy zdają się rzucać na Ciebie. Doświadczasz bólu niewymownego. Wybacz nam, Jezu! Sam widok ludzkich grzechów, ich ilości przeraża, ale i obraz tych grzechów, rodzaje, to jest przerażające.

Kocham Ciebie, Jezu! Przytulę się do Ciebie i będę Ciebie podtrzymywać, Panie. Ja wiem, za mały jestem, abyś mógł się dobrze oprzeć. Jestem jednak, Jezu, silny moją miłością, więc mogę Ciebie przytrzymać, mogę Ci pomóc. Kocham Ciebie, Jezu! Czytaj dalej

Rekolekcje – dzień trzeci; Jezus jedyny Baranek

Przypis 3…>>

Wprowadzenie do Różańca

Razem z Jezusem przybliżamy się coraz bardziej do Jego Męki. W Jego Sercu pojawia się coraz większe cierpienie i jakże często ciemności ogarniają Jego duszę. Jednak od czasu do czasu Bóg Ojciec wlewa w Jego duszę światło. Tym światłem jest świadomość tego, co nastąpi po śmierci i zmartwychwstaniu. Wtedy w duszę Jezusa wchodzi radość. Patrzy w tę przyszłość, a Jego Serce doznaje ukojenia, bowiem widzi ogromny sens Jego Męki, niezwykłe znaczenie dla wszystkich ludzi. Widzi początki rodzącego się Kościoła, widzi potem Kościół rozwijający się w następnych wiekach, widzi Świętych, którzy będą szli dokładnie Jego śladami. Widzi wszystkie dusze, które zostaną pocieszone, podniesione, uzdrowione dzięki Jego Męce. Widzi wiele takich dusz, które w ostatnim momencie swego życia spojrzą na Krzyż i doznają zbawienia. Widzi też i życie swojej Matki, i Jej chwałę, którą zostanie otoczona, gdy Bóg zabierze Ją z duszą i ciałem do Nieba. Tym wszystkim Jego Serce raduje się. To pociesza Go, daje chwile wytchnienia przed nadchodzącą Męką. To są chwile, a potem znowu Jego Serce obejmują ciemności, cierpienie, obrazy męki, świadomość, jak bardzo będzie musiał cierpieć. W dodatku ciągle ma wokół Siebie tych, którzy Go atakują. Nie może spokojnie oczekiwać na wydarzenia Wielkiego Czwartku, Piątku, musi odpierać ataki. Nadal przygotowuje Apostołów. I tutaj różne uczucia ma w Sercu. Kocha tych najbliższych przecież. Poświęcił im trzy lata, a widzi, jak bardzo są jeszcze nieświadomi, bezbronni, jak dzieci, nierozumiejący niczego. Widzi, co stanie się z nimi w Czwartek w nocy, w Piątek i widzi ich rozpacz, strach w Sobotę. Chciałby jak najwięcej im przekazać, a jednak trudno im zrozumieć. Cały czas tkwią w swoich wyobrażeniach o Nim. Każdy z nich miał jakieś plany związane z Jezusem, każdy nieco inaczej wyobraża sobie przyszłość.

 Dzieło Zbawcze – wielkie, potężne Dzieło, którego człowiek nie jest w stanie pojąć. Również ci, którzy już narodzili się w Kościele, w nim wzrastali; również ci, którzy korzystają teraz z całego dorobku Kościoła, nie rozumieją wielkości Dzieła i jego znaczenia. Ta wielkość, nieskończoność jest zarazem wspaniałością i pięknem, a jednocześnie niezwykłym, olbrzymim ciężarem w Sercu Jezusa, bo On wie, że właśnie na Nim spoczywa teraz wypełnienie do końca tego, co było zapowiedziane. On pragnie wypełnić, pragnie, by to Dzieło do końca zostało wypełnione. Miłuje wszystkie dusze miłością, którą po ludzku trzeba by nazwać szaleńczą, bo prawdziwe trzeba być szaleńcem, żeby mając świadomość czekającej Męki, pragnąć jej i iść w jej objęcia, jak w objęcia oblubienicy. Czytaj dalej

Jezus przez modlitwę cały czas trwał w Ojcu

Jezus, zjednoczony z Ojcem, przyszedł na świat, w swoim sercu niosąc wolę Ojca. Mimo że tę wolę Ojca znał, Jego wola była tożsamą z wolą Ojca, to jednak poświęcał bardzo dużo czasu na modlitwę. Choć zjednoczony ze swoim Ojcem, dużo się modlił. Modlitwa dla Niego była wytchnieniem, radością, bo spotykał się z Ojcem. Wtedy też niejako ugruntowywała się w Nim wola Ojca. Poprzez modlitwę cały czas trwał w swoim Ojcu. Dzięki modlitwie, która Go łączyła, jednoczyła z Ojcem, mógł dążyć do wypełnienia misji. Dzięki temu, że trwał w swoim Ojcu, miał siłę, by wypełnić wolę Ojca.

Ta częsta modlitwa Jezusa do Ojca powinna zastanawiać nas, bowiem przecież Jezus jest Bogiem. A jednak jako człowiek chciał trwać w swoim człowieczeństwie w zjednoczeniu z Bogiem, z Bogiem Ojcem. Swoje człowieczeństwo poddawał woli Ojca. To, co czynił Jezus, ta częsta modlitwa, to obraz dla każdej duszy. To przykład dla każdego człowieka. Można znać wolę Bożą, jednak aby ją wypełnić, trzeba zjednoczenia z Bogiem. Można znać wolę i można czuć się mocnym. Mimo to, aby wypełnić wolę Ojca, trzeba modlić się, trzeba trwać w zjednoczeniu.

Dlaczego o tym mówimy? Otóż przez te kilka ładnych lat w jakimś stopniu wspólnota poznaje swoją drogę, poznaje wolę Bożą. Wie mniej więcej czego Bóg oczekuje od jej członków. Jednak aby móc wypełnić wolę Bożą, trzeba być zjednoczonym z Bogiem. Tylko wtedy jest to możliwe. Można nawet czuć w sobie taką pewność, że zna się te wolę i wie, jak trzeba ją wypełnić. Można w sobie czuć tę siłę do wypełnienia tej woli. Jednak jeśli człowiek nie będzie żył w zjednoczeniu z Bogiem, jeśli nie będzie się modlił, nie wypełni woli Bożej. Spełni swoje wyobrażenie o niej.

Bardzo ważne jest zjednoczenie z Bogiem, a zjednoczenie przychodzi na modlitwie. Dusza, która się modli, jest przez Boga jednoczona z Nim. To przed taką duszą, która staje przed Bogiem, autentycznie, w prawdzie i w pokorze, Bóg otwiera swoje Serce, swoje tajemnice, prowadzi tę duszę i wypełnia swoją wolę w tej duszy. Czytaj dalej