Wielkopostna Adoracja Najświętszego Sakramentu

Adoracja Najświętszego Sakramentu

O, Panie mój, dziękuję Ci za tę cudowną łaskę. Przyszedłeś do mojego serca, Jezu Ukrzyżowany i pozostałeś. Moje serce doświadczyło pokoju, słodyczy, rozkoszy. Ty uświadamiałeś mi, Jezu Ukrzyżowany, cierpiący, że pragniesz mieszkać w moim sercu. Ty uświadamiasz mi, że pragniesz mego otwarcia się na rzeczywistość Twego ukrzyżowania, Twojej męki, Twojego cierpienia. Nie wszystko, Jezu, rozumiem. Od jakiegoś czasu, Panie, doświadczam własnej słabości, tego, że jestem w środku pusty, nic nie posiadam. Uświadamiam sobie, że jedynie, co potrafię robić, to grzeszyć. Widzę, jak obrzydliwe są moje grzechy – ranią Ciebie, zasmucają. Wobec piękna Twojej miłości są straszne. Rzeczywistość mojej nędzy tak bardzo zawładnęła mną, że nie mam odwagi, Panie, zwracać się do Ciebie. Jedynie klękam przed Tobą i wpatruję się w Ciebie. Czuję, Boże, że zupełnie niegodny jestem czegokolwiek, co pochodzi od Ciebie. Nie śmiem, Boże, o cokolwiek prosić. Wiem, kim jestem, dlatego nie mam odwagi. I właśnie wtedy, kiedy doświadczałem całkowitej swojej nicości, kiedy nie śmiałem mówić do Ciebie o moim pragnieniu kochania, wtedy Jezu, Ty przyszedłeś. Ja nie śmiałem prosić o łaskę, byś mieszkał w mojej duszy, a Ty zamieszkałeś. Nawet bałem się marzyć o tym, abyś dał mi poznać, że jesteś we mnie, a Ty słodyczą objąłeś moje serce i objawiłeś się, Jezu Ukrzyżowany, w moim sercu. Kiedy to się stało, Panie, poczułem, że zamieszkałeś w sposób szczególny we mnie? Jest to Twój Dar na czas Wielkiego Postu.

Czuję Twoje zaproszenie, Twoje wezwanie pod Krzyż. Ja wiem, że Ty pragniesz, abym ten czas spędził pod Krzyżem. Wiec przychodzę, Jezu, najczęściej jak mogę do stóp Twego Krzyża, klękam i przytulam się do Ciebie. Nie potrafię, Jezu, się modlić. Słowa moje wydają się bez znaczenia, bez pokrycia. Dlatego, Boże, nie wypowiadam słów, ale całuję delikatnie rany na Twoich stopach, przytulam się do Ciebie i tak pozostaję. Ufam, że Ty pochylasz się nade mną, a Twoja miłość obejmuje mnie. Moje serce wtedy doświadcza Twojej miłości i staje się cud – taka mała dusza, takie nic, która nic nie potrafi, na nic nie ma siły, doświadcza, Boże, cudu Twojej miłości, wzruszenia. I czuję się kochany tak bardzo miłością niepojętą, której nie da się opisać słowami, miłością nie z tej ziemi. Wtedy, Boże, uświadamiasz mi, że wystarczy za strony człowieka zwykły, prosty gest, pragnienie, by Ciebie kochać. Ty obdarzasz taką duszę wielką łaską. Ja w to wierzę, bo sam tego doświadczam. Nic nie czynię, nie ma we mnie żadnej wytrwałości, nie potrafię się modlić, nic nie potrafię. Nie ponoszę żadnych wyrzeczeń dla Ciebie, o ofiarę mi trudno. Panie mój, nic nie czynię, a Ty otwierasz nade mną swoje Serce i wylewasz całą swoją miłość. A jakby tego było mało, pozwalasz mi dotykać swoich ran, zanurzasz mnie w nich, obmywasz swoją Krwią. Pozwalasz całować Twoje Rany, a potem ukrywasz mnie w swoim Sercu. Takie nic dostępuje tak wielkiego wyróżnienia. Prawdziwie miłość Twoja jest darem. Prawdziwie!

Dziękuję Ci, Jezu! Pragnę Ci dziękować, pragnę Ci zaśpiewać, pragnę Ciebie uwielbić, pragnę wtulić się w Twoje Serce. O, Panie, pragnę swoim śpiewem okazać Ci moje pragnienie miłowania Ciebie, bo kochać przecież nie potrafię, ale mogę pragnąć. Bądź uwielbiony, Boże! Czytaj dalej

Wielkopostny dzień skupienia – 12 lutego br.

Błogosławiony jest Ten, który przychodzi i błogosławiony jest ten, który przyjmuje. Błogosławieństwo nieustannie otacza i wypełnia serca, które otwierają się na Boga. To błogosławieństwo przychodzi wraz z Jezusem przynoszącym wszystkim swoje miłosierdzie. Wypełnia serca, które przyjmują przychodzącego Jezusa.

W jaki sposób przyjąć błogosławieństwo i być nim napełnionym? Czym to błogosławieństwo jest? Dlaczego jest ono tak ważne? Możemy czytać w Piśmie Świętym o błogosławieństwie Boga, które spoczywa na kimś, prowadzi kogoś, które dane komuś na cale życie prowadzi, wypełnia i przemienia życie człowieka.

Bóg poprzez Papieża posyła do każdego z nas swego Syna z błogosławieństwem miłosierdzia. W sposób szczególny w okresie Wielkiego Postu to błogosławieństwo może być szczególnym darem dla każdej duszy. Jednak, aby tak się stało każda dusza musi się otworzyć i przyjąć ten dar. Podczas Wielkiego Postu będziemy starali się przyjąć Jezusa Ukrzyżowanego, który pragnie zamieszkać w sercach i rozlewać miłosierdzie na cały świat. Będziemy starali się nieustannie gościć Go w swoim wnętrzu i nieustannie otwierać się na Dar miłosierdzia. Poprzez otwartość, przyjmowanie, staranie się, by nieustannie trwać w obecności Jezusa Ukrzyżowanego, staniemy się uczestnikami wielkiego Dzieła Zbawczego. Poprzez dusze Bóg będzie docierał do innych dusz i świat doznawał będzie błogosławieństwa – Bożego Miłosierdzia. Bez Bożego błogosławieństwa wszystko marnieje i umiera, nic się nie powodzi, nie wiedzie, bez Bożego błogosławieństwa nie ma prawdziwego życia. Teraz to błogosławieństwo szczególnie spoczywa nad światem. Warto otworzyć się na dany czas łaski i wziąć udział w niezwykłym dziele, które Bóg pragnie przeprowadzić w całym Kościele.

Postarajmy otworzyć się na Boże błogosławieństwo, na dar obecności Jezusa Ukrzyżowanego, który pragnie w każdym sercu gościć i w każdym rozlewać pełnię swego miłosierdzia. Na ten czas błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Konferencja

Bóg tych, których miłuje w sposób szczególny, błogosławi, a Jego błogosławieństwo wyznacza tor życia danej duszy. Prowadzi ją, nakreśla przed nią całe jej życie. Możemy czytać w Starym Testamencie, jak ważnym było błogosławieństwo dla narodu wybranego. Kiedy Bóg błogosławił wiodło się narodowi wybranemu, a kiedy odwracał swój wzrok, naród wybrany doświadczał cierpienia. W obecnych czasach zanikła świadomość błogosławieństwa Boga, a Bóg dzisiaj rozpościera swoje błogosławieństwo na wszystkie dusze. Możemy być tego pewni. Świadczy o tym odczytana przez Papieża łaska szczególna dana Kościołowi – Rok Miłosierdzia; łaska, która ma szczególną wymowę. Bóg w wielkiej swojej miłości pochyla się nad ziemią i jej błogosławi. Pragnie, by to błogosławieństwo ziemia przyjęła i by została odmieniona. Rozlewa swoje miłosierdzie na każdą duszę. Ziemia spragniona jest tego błogosławieństwa, spragniona jest Boga. Każda dusza, czy jest tego świadoma czy nie, spragniona jest Boga, bardzo potrzebuje samego Boga. Bóg znając potrzeby całego Kościoła, całej ziemi, wszystkich dusz, posyła swego Syna, by poprzez Niego obdarzać świat swoim miłosierdziem. Jednak ta łaska jest darem, nie jest przymusowa, wprowadzona na siłę, czyniona gwałtem. Jest darem. Ludzkie serce może ją przyjąć lub nie. Ale, żeby ludzkie serce mogło świadomie dokonać wyboru – przyjąć lub też odrzucić – musi sobie zdawać sprawę z tej łaski. Skąd zatem ludzkie serce ma wiedzieć o tak wielkim darze i wielkim błogosławieństwie Boga, które rozpościera się nad całą ziemią? Jeżeli nie usłyszy, nie będzie wiedziało. Bóg zatem pragnie posłać swoich apostołów, aby głosili dar Bożego miłosierdzia. Ale i ci apostołowie muszą być napełnieni darem Bożym, aby go przekazywać dalej, zgodnie z powiedzeniem: „z pustego to i Salomon nie naleje”. Zatem apostołowie mają otworzyć swoje serca, aby przyjąć dar Bożego miłosierdzia, Boże błogosławieństwo spływające z Krzyża, by móc potem dzielić się tym błogosławieństwem. Czytaj dalej

Dni skupienia, 5-6 luty 2016 r.

Wprowadzenie

Błogosławieństwo Boga nieustannie nad nami czuwa. To błogosławieństwo obejmuje każdego z nas i przenika przez całe nasze życie. Przenika w głąb naszych serc, dusz i nieustannie dotyka łaską. Bóg obecny jest przy każdym z nas nieustannie, a Jego miłujące spojrzenie ciągle zagląda do naszych serc. Widząc ich wielkie ubóstwo, wielkie słabości Bóg okazuje swoje miłosierdzie. I każdego z nas wydobywa z naszych nędzy, obdarzając rozlicznymi łaskami. Wszystko to odbywa się w obecności Krzyża, w promieniach płynących z Krzyża. Bóg pragnie każdej duszy objawić swoją miłość i okazuje swoje miłosierdzie nieustannie w różny sposób. Pragnie, by każda dusza poznała tę miłość.

Nastaje czas w Kościele, w którym każda dusza ma pochylić się nad tajemnicą miłości. Aby to mogło mieć miejsce Bóg, który nieustannie jest przy każdym z nas, daje swoją łaskę. Należy prosić, by serce przyjęło te łaski płynące wprost z Krzyża. Należy prosić, aby serce zostało otwarte na Boże wejrzenie, by poprzez to cudowne spojrzenie Boga w głąb duszy, każda dusza mogła poznać Go, Jego miłość, doświadczyć miłosierdzia.

O tym dzisiaj będziemy mówić, prosząc Ducha Świętego, aby pomógł zrozumieć, czym jest Boża miłość i Boże miłosierdzie.

Konferencja

W życiu duszy, która już trochę zasmakowała w miłości Bożej i która poszła za głosem Bożym może pojawić się i takie doświadczenie, w którym ona SPOTKA SIĘ SAM NA SAM Z BOGIEM. Jest to krótka chwila, pozostawia jednak niezatarte znamię na duszy. Czasem Bóg przychodzi z łaską, staje przed duszą i spogląda głęboko w najdalsze, najtajniejsze jej zakamarki. Dusza czuje to spojrzenie Boga, które przenika ją jak nigdy dotąd. To spojrzenie jest pełne mocy. Przed nim dusza nie może uciec, nie może się usunąć, nie może nic zrobić. To spojrzenie, choć trwa tylko chwilę, dusza pamięta i trwa w nim długo. Pod wpływem tego spojrzenia dusza w jednym momencie poznaje, kim jest. Poznaje niezmierzoną swoją słabość, nicość i nędzę. W tym jednym momencie ma uświadamiane, jak strasznie ciemna jest dusza, pełna grzechów, obrzydliwości, potworności. Oprócz tego, że dusza poznaje całą swoją nicość, całą potworność swoich grzechów, to czuje, że Bóg zna ją bardzo dobrze i wie o wszystkim. Bóg zna całą obrzydliwość duszy, obrzydliwość jej grzechów, wie wszystko, nic nie umknie Jego uwagi. Świadomość tego jest pełna mocy. Dusza pod tym spojrzeniem nie jest w stanie ruszyć się, nie jest w stanie nic zrobić. Chciałaby paść przed Bogiem na twarz, korzyć się. To jest chwila, ale jakże mocne jest to przeżycie dla duszy. Czytaj dalej

Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało

„Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”  (Łk 10, 2). Patrząc na stan współczesnego Kościoła, na ilość kapłanów w różnych krajach, rzeczywiście robotników jest mało. Można i na pewno trzeba te słowa odnosić do kapłanów. Liczba robotników Pańskich, którzy powinni być wysłani na żniwo jest zbyt mała i z każdym rokiem maleje. Państwa, które jakiś czas temu uchodziły za chrześcijańskie, które w niektórych wiekach były wielkimi mocarstwami, gdzie większość osób była wierzących, a głos Kościoła był głosem decydującym, teraz cierpią na brak kapłanów, stają się wtórnie pogańskimi.

Żniwo wielkie. O, jak bardzo człowiek potrzebuje Boga. Każda dusza, bez względu na to, czy jest to dusza uznająca wiarę w Boga czy też nie, każda potrzebuje Boga. Każdy człowiek bez względu na to, czy przyznaje się do wiary czy też uważa siebie za osobę niewierzącą, a nawet walczącą z Kościołem, każdy potrzebuje Boga. Każde serce ludzkie spragnione jest miłości Bożej, a więc miłości doskonałej, takiej, jaką jest Bóg. Tej miłości człowiek szuka, choć nieudolnie. Chce takiej miłości doświadczyć w relacji ludzkiej i nie doświadcza. Bardzo często człowiek nie uświadamia sobie potrzeby miłości doskonałej i szuka zaspokojenia swego serca zupełnie gdzie indziej. Myśli, że ten niepokój, który cały czas w nim jest, uda się jakoś złagodzić dążąc do przeróżnych celów. Jedni realizują się w karierze zawodowej, inni sięgają po władzę, starają się zarobić jak najwięcej pieniędzy, urządzają dom, kupują najnowsze, najdroższe sprzęty, jeszcze inni spędzają wolny czas w jakichś drogich kurortach, hotelach, jeżdżą za granicę na drogie wycieczki. Realizują swoje pragnienia, których do końca nie rozumieją, źle je sobie tłumaczą i w związku z tym nieustannie nadal doświadczają braku spełnienia, nie mają pokoju w sercu. I zastanawiają się, dlaczego chociaż osiągnęli to, czego pragnęli, nadal nie są zadowoleni. Sięgają dalej, więcej, wyżej i stale jest nie to. Dziwią się, że to, do czego dążą nie daje im szczęścia, a relacje z bliskimi nie układają się tak, jakby tego chcieli. Każdy człowiek w głębi swojej duszy, nieraz bardzo głęboko, ma ukryte pragnienie, by należeć do Boga, który jest czułym, miłującym, wszechmocnym Ojcem. Każda dusza spragniona jest miłości ojcowskiej, która wytycza pewne ramy, a jednocześnie, która przebacza. Każdy spragniony jest miłości miłosiernej, która jest wyrozumiała dla ludzkich słabości. Każdy pragnie miłości, która dla niego poświęci wszystko. Nie szkodzi, że człowiek nie deklaruje głośno takich pragnień. Nie szkodzi, że otwarcie mówi o swoim ateizmie, iż owszem wierzy, ale nie praktykuje. W głębi serca każdy człowiek spragniony jest miłości – Bożej miłości – a szuka jej nie tam gdzie trzeba. Skoro żniwo wielkie, ale robotników brakuje, Bóg posyła nie tylko kapłanów. Bóg posyła różne dusze, bo każda dusza, która otwiera się na miłość Bożą, prawdziwie przyjmuje ją i stara się nią żyć, może być robotnikiem, żniwiarzem, apostołem, uczniem Jezusa. Każda taka dusza może być posłana do tych, którzy miłości Bożej nie znają, a przecież spragnieni są jej, choć sobie tego nie uświadamiają.

Dzisiejsze słowa Ewangelii (Łk 10, 1-9) skierowane są, owszem, do kapłanów, do hierarchii kościelnej, by uświadomić, jak ważnym jest, by czynić wszystko, aby ilość powołań zwiększyła się. Ale SŁOWA TE SKIEROWANE SĄ RÓWNIEŻ DO WSZYSTKICH DUSZ W KOŚCIELE, ABY WSZYSTKIM UŚWIADOMIĆ, IŻ KAŻDA DUSZA JEST POWOŁANA DO APOSTOLSTWA. Każdy powołany jest, by stawać się misjonarzem. Każdy ma przecież swoje uczestnictwo w kapłaństwie i uczestniczy w nim. Owszem, w inny sposób niż kapłan – namaszczony, wyświęcony, a jednak każda dusza w Kościele jest powołana. Nie ma w Kościele duszy, która by nie była powołana do życia miłością, do dawania świadectwa o Bożej miłości i Bożym Miłosierdziu. Jeśli ktoś uważa, że nie jest do tego powołany, że nie ma być świadkiem samego Jezusa, to znaczy, że nic nie rozumie z nauki Kościoła, że nie zna nauki Jezusa.  Czytaj dalej

Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?

Spoglądając na świat, na to, co dzieje się w różnych miejscach na kuli ziemskiej możemy się dziwić, przestraszyć się takim ogromem zła. Może w naszych sercach powstać pytanie: Jak to możliwe, że jest aż tyle zła? Skąd tyle zła rodzi się w ludzkim sercu? Kiedy w naszych sercach będzie wręcz niedowierzanie, że niemożliwym jest, aby aż tyle zła było na świecie, spójrzmy na Jezusa, na to, co Jemu uczyniono. Spójrzmy na Jego mękę, na całe Jego cierpienie; nie tylko na Krzyż, ale na całe Jego cierpienie. Spójrzmy na zło, które chciało Go dosięgnąć od samego Jego narodzenia. Bóg, który jest Miłością zstąpił na ziemię, aby tę miłość jeszcze w większej obfitości rozlać na wszystkie dusze, okazać swoje miłosierdzie wobec każdej duszy, aby ratować każdego człowieka. Ten Bóg został odrzucony. Był obrażany, poniżany, strasznie torturowany. Już od samego początku Jego przyjścia na świat i potem kiedy nauczał, uzdrawiał, czynił dobrze – czyhano na Jego życie. Jak wielka była złość w sercach ludzkich, która odpowiadała nienawiścią na samą Miłość, na nieskończone Miłosierdzie!

Czasem dusze zastanawiają się, czy to możliwe, by mogło spotkać nas jeszcze coś gorszego niż to, co dzieje się na świecie. I myślą, że to niemożliwe. Spójrzmy, co człowiek czynił wobec samego Jezusa. To, czego się dopuścił wobec Boga nie było dziełem tylko czysto ludzkim. Tak naprawdę zawładnął nim szatan i to on ukazywał swoją drapieżną, straszną twarz. A skoro dopuścił się do tak straszliwego czynu, skoro popchnął ludzi ku zadawaniu straszliwych tortur Jezusowi, aż do zabicia Go, czy teraz będzie oszczędzał ludzi? Cała złość szatana, cała jego nienawiść właśnie na tym się skupia – na zabiciu. Zabicie przede wszystkim dotyczy duszy. Oczywiście dusza jest nieśmiertelna, jej celem jest życie w Niebie, a śmierć duszy ujmujemy tutaj w pojęciu życia w piekle. Szatan w żaden sposób nie będzie się ograniczał. Nic go nie powstrzyma, jeśli widzi możliwość zdobycia kolejnych dusz, uśmiercenia ich. A ponieważ w sercu szatana jest tylko zło, tylko nienawiść, tylko złość, więc tym karmi ludzkie dusze, bo to zabija. Skoro karmi ludzkie dusze złością, nienawiścią, więc człowiek występuje przeciwko drugiemu człowiekowi. Jeśli nie jest osadzony głęboko w Bogu, nic go nie powstrzyma przed nienawiścią. Jeśli dusza nie zakosztuje miłości Boga, da się poprowadzić ku nienawiści. Ulegnie argumentacji szatana, który w sposób bardzo sprytny przemówi do duszy i przekona ją do swoich celów. Celem szatana jest śmierć każdej duszy, a więc jej odwrócenie się od Boga, odrzucenie Boga i w ten sposób następuje śmierć. Bez Boga dusza nie będzie żyła. Czytaj dalej

Lepsze jest posłuszeństwo od ofiary

W życiu duszy powołanej przez Boga bardzo ważnym jest posłuszeństwo. Jak ważnym, możemy zobaczyć dzisiaj w pierwszym czytaniu (1 Sm 15, 16-23). Konsekwencje nieposłuszeństwa mogą być bardzo dramatyczne. Sam Bóg wybrał Saula, nakazał namaścić na króla i dawał mu wskazówki poprzez Samuela. Niestety król nie był posłuszny. I Bóg wybrał Sobie innego króla. Nieposłuszeństwo Saula potem miało swoje konsekwencje w dalszym jego postępowaniu i czynieniu zła, bo kiedy człowiek nie słucha Boga z każdym krokiem coraz bardziej pogrąża się w grzechu. Jest coraz słabszym i coraz trudniej mu wybierać dobro. Słuchając pierwszego czytania i uświadamiając sobie późniejsze dzieje Saula, wydaje się nam, że jego przykład nas nie dotyczy, że nasze życie jest inne, inny nasz sposób postępowania, a przynajmniej nasze poczynania nie mają aż takiego wymiaru, więc i konsekwencje nie będą aż tak drastyczne. A jednak dobrze byłoby przyjrzeć się analogii, aby zrozumieć, że przykład Saula jest dzisiaj dany właśnie nam.

W wybraniu zazwyczaj człowiek widzi tylko stronę zewnętrzną – Saul został królem, władcą narodu, miał pewne bogactwa, dużo przywilejów, praw, decydował o wielu sprawach. Potem to wszystko traci. A my? Cóż, szare życie, dom, praca, a więc gdzie tu porównanie? Trzeba spojrzeć w sposób duchowy, bowiem największym bogactwem dla człowieka jest dusza. Bóg umiłował ciebie i dla ciebie poświęcił swojego Syna, a więc zapłacił najwyższą cenę za ciebie. W ten sposób wywyższył ciebie i namaścił na swoje dziecko, niczym na pierworodnego syna. Jest to wyróżnieniem, wybraniem, tym, co najważniejsze. Celem życia człowieka jest połączenie się z Bogiem, który usynowił każdego z nas, by w końcu po śmierci żyć prawdziwie jako syn, córka Boga w zjednoczeniu z Nim. Nieposłuszeństwo Saula miało tragiczne konsekwencje. Nieposłuszeństwo duszy wobec Boga też ma bardzo poważne konsekwencje. Można stracić wszystko – można zatracić duszę.

Zatem dusza, która doświadcza powołania do życia doskonalszego, która doświadcza wezwania na pewną drogę duchową powinna starać się słuchać. A potem powinna starać się realizować tę drogę tak, jak rozumie. Jednak dusze popełniają często pewien błąd, bowiem wchodzą na nową drogę, ale ciągną za sobą cały swój bagaż, całe swoje dotychczasowe życie, wszystko to, co dotychczas było ich doświadczeniem, co było udziałem ich serca, ich duszy. Wszystko to cały czas im towarzyszy. Ich nawyki, przyzwyczajenia również są razem z nimi. Człowiek cały, ze wszystkim, co posiada i ze wszystkim, co stanowi wchodzi na nową drogę. I niekiedy dziwi się, dlaczego tak powoli kroczy do przodu, dlaczego tak ciężko. Gdyby się obejrzał, zobaczyłby, że za sobą ciągnie wielki bagaż. Trudno jest człowiekowi iść do przodu, jeśli ciągnie za sobą cały wagon wszystkiego, co nazbierał przez całe życie. Serce cały czas po staremu wszystko przyjmuje. Umysł po staremu rozpatruje i rozważa. Duszy trudno jest iść za nowym, bo stare jeszcze bardzo mocno gniecie i utrudnia pójście naprzód. W Piśmie Świętym czytamy, że rozpocząć nowe życie trzeba w sposób definitywny, stanowczy, pozostawiając za sobą to, co stare. Nie da się do starego serca wlać nowego życia i ze starym połączyć nowe. Nie da się myśląc po staremu iść nową drogą, bo się po prostu nią nie pójdzie; pójdzie się starą. Serce nie otworzy się w pełni na Boga i nie przyjmie Go w pełni, jeśli w sercu króluje zupełnie co innego, jeśli zajęte jest zupełnie innymi sprawami. To jest po prostu niemożliwe. Dlatego Jezus upomina, wzywa, by pozostawić wszystko, co stare, by oczyścić serce i spojrzeć na Boga, przyjąć Jego miłość, przyjąć Jego samego, żyć Nim bez oglądania się na to, co było. Człowiek przyzwyczaja się do tego, co jest, nawet, jeśli jest niewygodne. A kiedy pojawia się nowe, często myśli o tym z obawą, bo tego „nowego” tak do końca nie zna. Wydaje mu się bezpieczniejsze to, co stare, chociaż czasem przeszkadza, przygniata niż to, co nowe, którego się nie zna. A jednak Jezus prosi, abyśmy pozostawili wszystko, co stare. Czytaj dalej

W naszych sercach Bóg złożył swoją miłość

W naszych sercach Bóg złożył swoją miłość. I właściwie to jedno stwierdzenie powinno wystarczyć nam za całą naukę i pokierować naszym życiem. Gdyby serca były otwarte, z tego stwierdzenia wyprowadziłyby całe powołanie, zobaczyłyby przed sobą całą drogę. Zastanawiając się nad tym, iż Bóg w naszych sercach złożył całą swoją miłość, powinniśmy trwać przed Bogiem w wielkim zachwycie, w wielkim uwielbieniu, w wielkim dziękczynieniu. Żebyż serca ludzkie były proste, dziecięce, nie komplikowałyby niczego, a fakt, iż Bóg swoją miłość składa w ludzkim sercu potrafiłyby przyjąć w sposób oczywisty. Każde słowo niesie ze sobą treść, ale odbiorca ma różne doświadczenia życiowe i różne treści podkłada pod różne pojęcia. Gdy serce jest czyste, otwarte, gdy z ufnością patrzy na Boga, wtedy Słowo Boga przyjmuje dokładnie takim, jakie ono jest. I to Słowo przemienia serce w sposób niezwykły, wręcz cudowny.

Spróbujmy rozważyć to jedno zdanie: Bóg w naszych sercach złożył całą swoją miłość. Jeśli to zdanie niczego nie czyni w naszych sercach, może warto pomyśleć o sakramencie pokuty i pojednania, jako o pierwszym kroku. Potem, gdy serce zostanie już oczyszczone dobrze by było przystąpić do Komunii św., a czas pomiędzy spowiedzią a Komunią św. niech będzie jak najkrótszy. Dlaczego? Aby zachować czystość serca w miarę jak największą. Co prawda człowiek nie jest machiną, ma w sobie uczucia, wiecznie o czymś myśli (co ma swoje dobre i złe strony, ponieważ będąc słabym te myśli są różne), mimo to, jeśli zaraz po spowiedzi następuje Eucharystia i przystąpienie do Ołtarza Miłości, wtedy jest największe prawdopodobieństwo, że czystym sercem przyjmie się Boga. On Sam udzielając się duszy wleje w nią mądrość swoją. Uwrażliwi duszę i w zależności od Bożej łaski, Bożych zamiarów i od naszej prośby będziemy mogli otworzyć się na to stwierdzenie: Bóg w naszych sercach złożył całą swoją miłość. To zdanie jest kluczem do zrozumienia tego, co ma się wydarzać we Wspólnocie, co mamy czynić i co Bóg pragnie czynić poprzez Wspólnotę w Kościele.

Bóg złożył w nasze serca całą swoją miłość – to znaczy Sam przyszedł do nas, samego Siebie złożył w Ofierze w naszych sercach. Sam Bóg zamieszkał w twoim sercu. Cała Trójca Święta zamieszkuje twoją duszę, towarzyszy ci nieustannie. Gdy wypowiadasz jakiekolwiek słowo, najpierw słowo to przechodzi przez Serce Boga, dopiero potem idzie do osoby, do której je skierowałeś. Jakakolwiek twoja myśl trafia do Serca Boga. Jakikolwiek czyn, jego intencja najpierw trafia do Serca Boga, potem dopiero tę czynność wykonujesz. W zależności od tego, jakie to słowo, jaka intencja, jaka myśl – wyznajesz tym słowem, myślą, czynem miłość Bogu albo okazujesz brak miłości. Cokolwiek czynisz, czynisz przed Jego obliczem, wobec Niego, w Jego obecności, bo Bóg całą swoją miłość złożył w twoim sercu, a więc On sam zamieszkał w tobie. Uczynił to tylko dlatego, że umiłował ciebie już na samym początku, zanim ciebie stworzył i chce, abyś był szczęśliwy. Na czym polega to szczęście? Na tym, by stawać się tak jak Bóg. Co to oznacza? Być miłością. A prawdziwa, Boża miłość zaś nieustannie udziela się. W tym jest jej ogromne szczęście – w udzielaniu się, w ciągłej wymianie miłości. Czytaj dalej

Dzień skupienia o Bożym Miłosierdziu (cz.II)

Wczoraj mówiliśmy o powołaniu, o tym, czego Bóg oczekuje od nas. A dzisiaj w pierwszym czytaniu (1 Sm 9, 1-4. 17-19; 10, 1A) i w Ewangelii (Mk 2, 13-17) właśnie mowa jest o powołaniu. Zwróćmy uwagę na pierwsze czytanie i na sytuację, w jakiej Bóg powołuje Saula. Saul nie wykonuje znaczących czynności, on szuka oślic. Tak prozaiczne zajęcie, wręcz prymitywne – poszedł szukać oślic i spotkał Boga. W osobie proroka został powołany. Powołanie Saula było ważnym, bo było to namaszczenie na króla. Został powołany przez samego Boga. To, co potem uczynił z tym powołaniem to jest inna rzecz, ale został powołany przez Boga.

Spójrzmy też na Lewiego. Na jedno słowo Jezusa zostawił wszystko. Jedno spotkanie, jedno natchnienie serca, zostawił wszystko i odmieniło się zupełnie jego życie. To, że odpowiedział całym sobą sprawiło tak wielką przemianę w jego życiu. Gdyby nie odpowiedział, do końca życia tkwiłby w grzechu, do końca życia miałby pogardę ludzi wobec siebie, do końca życia nie znałby Boga.

I spójrzmy na siebie. Bóg powołuje nas nie od jakichś ważnych czynności życiowych, nie sprawujemy ważnych urzędów, nie zajmujemy wysokich stanowisk. Szukamy oślic, jak Saul. Jeśli w swoim sercu czujemy wezwanie Boże odpowiadajmy całymi sobą, by Bóg mógł dokonać w nas takiej przemiany, jak w Mateuszu. Byśmy tak jak on mogli wypełnić powołanie i zostać świętymi. Wystarczy odważyć się i pójść za głosem powołania. Przez powołanie jednego człowieka Bóg może dokonać wielkich rzeczy w całym narodzie, w całej ludzkości. Mamy tego przykłady w życiu wielu Świętych. Nie szkodzi, że nie czujemy się powoływanymi tak, jak powoływani byli Święci. Nie szkodzi, że nie czujemy tego, co wydaje nam się, że czuli Święci, gdy byli powoływani. Starajmy się otworzyć serca, by słuchać, usłyszeć i pójść. Podziękujmy Bogu za nasze powołanie mimo, że nie rozumiemy go jeszcze, że w wielu sercach jest obawa, co też ono oznacza. Każde powołanie jest przejawem Bożej miłości, pochyleniem się Boga nad człowiekiem, zaproszeniem do niezwykłej zażyłości, do życia Bożego. Jest więc wyróżnieniem. Czytaj dalej

Dzień skupienia o Bożym Miłosierdziu – Adoracja

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Gietrzwald_Adoracja_NSDziękuję Ci, Boże za to, że jesteś, że mogę klęczeć przed Tobą; za to, że udzielasz łaski memu sercu. Moje serce otwiera się na Twoją rzeczywistość, przyjmując wprost to, co mówisz, przyjmując prawdę. Jezu mój, dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci! Moje serce klęczy przed Tobą, moja dusza wpatruje się w Ciebie. W moim wnętrzu jest radość. Panie mój, dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci, że powołałeś moją duszę do życia, że stworzyłeś ją po to, by żyła z Tobą. Dziękuję Ci, że stworzyłeś człowieka po to, aby mógł z Tobą obcować. Dziękuję Ci! Dziękuję Ci, że jedynym celem stworzenia człowieka było to, aby dzielić się z nim miłością. Dziękuję Ci! O, Panie mój, jesteśmy najszczęśliwszymi stworzeniami na świecie, bo stworzonymi do miłości, do zjednoczenia w miłości z Tobą, do trwania w Tobie. O, Panie mój, dziękuję Ci, że jednoczysz moje serce ze Swoim, że zabierasz wszystkie granice i mury, wszystko burzysz i czynisz jedno – moje serce i Twoje Serce. Dziękuję Ci, Jezu!

***

 Dziękuję Ci, Jezu! Powołałeś moją duszę na drogę, której nie znam, ale wiem, że jest to droga Twoja i pragnę nią iść. Naznaczyłeś moje serce swoją miłością. Moje serce doświadczyło Twojej miłości i od tego czasu nie potrafię żyć bez Ciebie. Moje serce ciągle za Tobą tęskni i bardzo Ciebie pragnie. A kiedy przychodzisz ze swoją łaską, Panie, czynisz coś z moim sercem, czego zupełnie nie rozumiem. Twoja miłość zadaje mi ból, cierpienie. Wtedy, Panie, moje serce wyrywa się ze mnie, chciałoby połączyć się z Tobą. Nie da się wyrazić słowami tego pragnienia, jak bardzo serce pragnie połączyć się z Tobą. O, Panie mój, opadam z sił, bez Ciebie umieram. Są takie chwile, Boże, gdy zdaje mi się, że umieram, bo tak tęsknię, tak pragnę Ciebie całego, bo dusza moja wyrywa się ze mnie łącząc się z Tobą. Dziękuję Ci, Boże! To są najpiękniejsze chwile naszego obcowania, choć nie rozumiem ich, choć nie wiem, Panie, nic.

Kiedy tak bardzo zbliżasz się do mojego serca, kiedy Twoja obecność tak bardzo zaznacza się w moim sercu, wtedy czuję w sposób jasny, oczywisty, czego oczekujesz ode mnie, Boże. I chociaż nie mam nakreślonej całej drogi, to czuję wezwanie tak mocne, że nie jestem w stanie się oprzeć. Panie mój, wtedy wystarczyłoby jedno Twoje Słowo, a rzucam wszystko. Z jednej strony, Boże, Twoja bliskość rozświetla moją duszę i żyje w świetle mając jasne zrozumienie powołania, rozumiejąc Twoją miłość i miłosierdzie do każdej duszy, a jednocześnie mam wrażenie, że nic już nie wiem. Wołasz mnie i chcę iść, a jednak powstrzymujesz, nie mówiąc dokładnie, co czynić, jak, gdzie.

Dziękuję Ci, Jezu za te chwile bliskości z Tobą, kiedy odznaczasz swoją obecność w moim sercu, bo one pozwalają mi potem żyć na ziemi, ciągle pamiętając o Tobie i dążąc do Ciebie. O, Panie mój, dziękuję Ci za wszystko, co czynisz wobec mojej duszy. Czytaj dalej

Dzień skupienia o Bożym Miłosierdziu (cz.I)

Wprowadzenie

Spróbujmy zanurzyć się w bezmiarze Bożego Miłosierdzia. Otwórzmy nasze serca na niewysłowioną miłość Boga, która odpowiada na wszelkie potrzeby człowieka. Zachwyćmy się tym, jak Bóg miłuje człowieka, jak troszczy się o niego, jak dba. Postarajmy się również jeszcze raz zrozumieć, że to, co dzieje się na świecie, to, co dzieje się z człowiekiem nie jest obojętne Bogu i głosem Kościoła odpowiada On na wszystko, co dzieje się z ludzkim sercem, z ludzką duszą. Dlatego należy słuchać Kościoła i iść za tym, co wskazuje Kościół. Nie przechodzić obojętnie, nie lekceważyć, ale z wiarą i ufnością należy otwierać się na to, co pokazuje Kościół. Bóg działa w Kościele, dał swego Ducha, by prowadził Kościół. Duch działa w sercach kapłańskich, w sercach kolejnych papieży. Ten Duch ogłosił szczególny Rok Łaski – Rok Miłosierdzia, dlatego trzeba otworzyć się na tę łaskę.

Konferencja

Miłosierdzie Boże jest największym, najwspanialszym przymiotem Boga. Powinno nieustannie w naszych sercach gościć, abyśmy rozważali je i próbowali otwierać się na tę Bożą łaskę.

Bóg kocha człowieka miłością niepojętą, nieskończoną. Czuwa nad każdym człowiekiem, troszczy się o każdego. Jednocześnie opiekuje się całymi narodami i całą ludzkością. Wie o wszystkim, zna wszystko. Widzi wszystkie potrzeby, wszystkie zagrożenia, wie, co może nastąpić. Zna wszystkie możliwości, wie, jakie postępowanie pociąga za sobą kolejne. Widzi Kościół, przenikając wszystko zna bardzo dokładnie stan Kościoła i stan każdej duszy w Kościele. Jego miłość pochyliła się nad całym światem i stara się uprzytomnić całej ludzkości, iż kocha człowieka do tego stopnia, że poszedł na Krzyż i oddał życie. Prawda, iż Chrystus umarł za każdego i zmartwychwstał dając życie każdej duszy, jest najważniejszą, jest początkiem rozwoju Kościoła, jego trzonem, mimo to dusze żyjące w Kościele nie rozważają tak jak należy, tego najważniejszego faktu. Nie rozważając nie znają Bożej miłości i tego, co jest jej wyrazem, a więc Bożego Miłosierdzia. Człowiek bardzo oddalił się od Boga, odwrócił się, chociaż twierdzi, że wierzy, że zna Boga. Pomimo, iż uczestniczy we Mszy św., jednak serce człowieka jest daleko od Boga. Człowiek przestał żyć prawdami, które Bóg daje. Przejawem Bożej miłości, Bożego Miłosierdzia jest przypomnienie człowiekowi, iż jest on umiłowanym dzieckiem Boga. To dziecięctwo, które zostało przywrócone człowiekowi na Krzyżu ma uświadamiać każdej duszy, iż Bóg traktuje człowieka dokładnie tak, jak ojciec traktuje swoje dziecko. Z miłością pochyla się nad każdym człowiekiem, z wielką wyrozumiałością, z przebaczeniem pochyla się nad grzechem, bierze grzech każdego człowieka na Krzyż, obdarza każdego niesłychaną miłością, pomimo wielkiej grzeszności człowieka, licznych słabości i pomimo tego, iż człowiek od Boga odwrócił się.

W czasach, w których teraz żyjemy w sposób szczególny Bóg pragnie te prawdy jeszcze raz przybliżyć człowiekowi, ponieważ człowiek żyjąc z dala od Boga sam szykuje sobie straszliwą śmierć. Sam idzie ku potępieniu. Człowiek tu na ziemi już szykuje sobie straszny los. Przypomnienie o Bożym Miłosierdziu, które Bóg przekazał przez św. s. Faustynę Kowalską, jest najważniejszym w tych czasach. Jest właśnie na dzisiejsze czasy. Wszystko, co wydarzało się po tym przesłaniu, co działo się w naszej ojczyźnie jest wyrazem Bożego Miłosierdzia. Nasz Prymas Tysiąclecia, nasz Papież to niezwykły wyraz Bożej miłości i Bożego Miłosierdzia. Poprzez osobę Papieża św. Jana Pawła II Bóg na nowo otworzył przed człowiekiem świadomość niezgłębionego Bożego Miłosierdzia. W całym nauczaniu św. Papieża możemy poznawać głębię, wielkość, tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Czytaj dalej