Dni skupienia w Różanymstoku

Wprowadzenie

Witam Was, Dusze Najmniejsze, sercem pełnym miłości, bowiem Bóg tę miłość rozlał na cały świat. Zatem witam Was miłością, tutaj, w tym miejscu.

Na ziemię, do ludzkich serc zstąpiła Miłość. Zstąpiła do każdego życia, do każdej sytuacji, zstąpiła wszędzie, wszystko przeniknęła. Bóg zstąpił na ziemię i stał się Bogiem pośród nas, Bogiem z nami. Rozważymy dzisiaj jeszcze raz ten cudowny Dar Boży, niezwykłą Bożą łaskę, Dar Bożego Miłosierdzia – przyjście Jezusa na ziemię – pod kątem zamieszkania Boga pośród ludzi, zamieszkania w sercach ludzkich jako Miłość. Chociaż nieustannie mówimy o miłości, to ludzkie serca są słabe i nie dowierzają tej miłości. Oczy ludzkie są ślepe i nie dostrzegają jej. A Bóg pragnie, byśmy zobaczyli, że kocha nas miłością największą, abyśmy w sercu doświadczyli, że jest z nami, otworzyli się na Jego obecność w naszym życiu we wszystkich wydarzeniach. Dlatego rozważać będziemy tę cudowną obecność Miłości pośród nas. Rozradujemy nasze serca i uwielbimy Boga w Jego Darze.

Konferencja

Miłość zstąpiła na ziemię, wypełniła wszystkie doliny, otoczyła wszystkie szczyty, przeniknęła wszystkie serca i stoi pośród nas. Ta Miłość jest również w Sercu Maryi, która dzisiaj szczególnie pragnie każdego z nas przywitać tą miłością. Dobrze by było, aby każda dusza uświadomiła sobie obecność Bożej Miłości i aby każda próbowała otworzyć się na tę Obecność, aby doświadczyć miłości. Można używać różnych argumentów, aby przekonywać o istnieniu Boga, że zstąpił na ziemię, że Jezus chodził po ziemi, że został ukrzyżowany, że zmartwychwstał. Ale człowiek nie będzie doświadczał Bożej obecności, nie poczuje miłości, która obejmuje duszę, nie będzie przeżywać Bożego Narodzenia głęboko w swoim sercu, przyjmując samego Jezusa, jeśli nie podejmie wewnętrznej decyzji i nie powie Bogu: Tak, ja chcę uwierzyć. Ja wierzę. Dlatego dzisiaj wyraźmy przed Bogiem to wielkie pragnienie wiary i ufności: Tak, chcę wierzyć, że Jezus narodził się, że przyszedł specjalnie dla mnie, aby mnie zbawić. Przyszedł z miłości do mnie, bo umiłował mnie od początku wszechświata. Swoim sercem stawajmy przed Bogiem, aby On dotykając naszego serca pozwolił doświadczyć miłości, bowiem na ziemię zstąpiła Miłość.

Na ziemię przyszła Miłość. Przyszła 2000 lat temu, ale i przyszła teraz. Bóg przyszedł do ciebie z miłością. Nawet nie wiesz, jak On ciebie kocha. Patrzy na ciebie z taką czułością i ze względu na ciebie postanowił zrezygnować z tronu w Niebie, aby przyjść na ziemię i żyć ubogo. Zdecydował się z miłości do ciebie przyjść pomiędzy tych, którzy Go odrzucają, którzy go obrażają, nienawidzą Go. Z miłości do ciebie przyszedł, chociaż wie, że twoje serce jest małe i słabe, że twoja wiara prawie niewidoczna, że brakuje ci ufności i nie potrafisz zobaczyć i docenić Jego miłości. On przyszedł do ciebie. On również i kilka dni temu narodził się specjalnie dla ciebie, aby twoje życie wypełnione zostało miłością i abyś ty uwierzył w tę miłość. Abyś uwierzył w Jego obecność nie tam gdzieś w chmurach, w Niebie, ale tu – w twoim sercu. Właśnie w twoim sercu narodził się i zamieszkał. Gdybyś z wiarą zagłębił się w swoją duszę, gdybyś wyciszył swoje zmysły ciała, a posłuchał swego serca, usłyszałbyś cichy głos, który jest tak blisko, jak nikt inny. Ten Głos przekonywałby ciebie o miłości. Usłyszałbyś: Jestem w twoim sercu. Żyję w twojej duszy, bo umiłowałem ciebie i pragnę zburzyć mury twojej niewiary. Pragnę otworzyć bramy twego serca, abyś przyjęła, przyjął miłość, bo po to ciebie stworzyłem, abyś był, była szczęśliwa. Przyszedłem do twojego serca, aby porwać je do wielkiej miłości, miłości oblubieńczej; miłości, która ma w sobie wielką moc, która ma moc objąć cały świat i przemienić wszystko. Czytaj dalej

I szły za Nim liczne tłumy

Postarajmy się dzisiaj spojrzeć w głąb naszych serc, by zastanowić się, na ile słowa czytane podczas Eucharystii, czy też słowa Pisma Świętego, które sami czytamy, są rzeczywistością w nas. Na ile jesteśmy otwarci na te słowa? By przyjmować Słowo Boże i je rozumieć potrzebna jest łaska. Bóg udziela tej łaski, ponieważ pragnie, by każda dusza czytała Jego Słowo i rozważała, by każda karmiła się Jego Słowem. Jego Słowo niesie życie, jest życiem, tak więc Bóg wręcz oczekuje, że każda dusza będzie karmić się Słowem. Jednak nie każda czytając Słowo Boże karmi się nim. Nie każda otwiera się na rzeczywistość Boga, Jego obecność w tym Słowie. A Słowo Boże może być bramą, przez którą dusza wchodzi w inny świat – w rzeczywistość Boga.

Bóg obdarza łaską każdą duszę, bowiem dla każdej pragnie Boskiego pokarmu, jakim jest Jego Słowo. Nam tej łaski udziela. Jeśli dusza podejmuje ją, prawdziwie Słowo Boże staje się dla niej żywe. Ona staje wobec obecności Boga. W zależności od tego, czym Bóg pragnie obdarzyć tę duszę, w różny sposób doświadcza tej obecności, ale prawdziwie staje w obecności Boga.

Słowo Boże czytane podczas Eucharystii jest szczególnym wydarzeniem, ponieważ PRZYGOTOWUJE DUSZĘ DO NIEZWYKŁEGO SPOTKANIA Z CIAŁEM I KRWIĄ BOGA. Samo Słowo już dotyka duszy i wprowadza w świat Boży. Dusza przygotowywana jest do jedynego w swoim rodzaju zjednoczenia – by przyjąć Ciało i Krew Boga do swego wnętrza. Już kontakt ze Słowem jest przedsionkiem tego zjednoczenia. W zależności od tego, na ile dusza otwiera się na łaskę i czym Bóg ją obdarza, ona już może jednoczyć się z Bogiem. Za każdym razem, kiedy uczestniczymy w Eucharystii, powinniśmy dziękować Bogu i uwielbiać Go za to, że możemy obcować z Nim; że Bóg pozwala nam podchodzić do Niego tak blisko. On dotyka nas swoim Słowem i uobecnia się w Słowie wobec naszej duszy, objawiając Siebie. Potem z wielką radością powinniśmy otwierać się jeszcze bardziej, dzięki otrzymanej łasce w Słowie, na obecność Ciała i Krwi Jezusa. O, gdybyż dusze odpowiadały na całą łaskę, jaką Bóg na nie zlewa podczas Eucharystii, doświadczałyby w sposób niebywały obecności Boga.

W dzisiejszej Ewangelii (Mt 4, 12-17. 23-25) czytamy o tym, że Jezus chodził i uzdrawiał. Przychodziły do Niego tłumy, wszyscy przyprowadzali swoich bliskich chorych, a On uzdrawiał. Kto z nas wierzy prawdziwie, że Jezus dzisiaj przyszedł tutaj? Kto z nas prawdziwie otworzył serce na Jego obecność? Jezu przyszedł nie tylko do tamtych ludzi, On przyszedł tutaj. Przyszedł na ziemię do wszystkich. Dzisiaj przyszedł tutaj i jest obecny. Kiedy dusza obcuje ze Słowem Bożym, kiedy otwiera się na miłość Boga, płynącą ze Słowa, wtedy prawdziwie doświadcza Bożej obecności. W zależności od otrzymanej łaski może widzieć lub czuć tę Obecność. Skoro dzisiaj czytamy, że Jezus przychodzi i uzdrawia wszystkich, dobrze byłoby otworzyć się na tę łaskę wiary i podejść do Jezusa, który przyszedł tutaj. Spróbuj otworzyć się na Jego obecność. Spróbuj uwierzyć. Jaka jest twoja wiara, jeśli słuchając dzisiejszego Słowa stajesz obojętnie wobec Jezusa, który stoi przed tobą? Jaka jest twoja wiara, jeśli oczami duszy Jego nie widzisz? Jaka jest twoja wiara, jeśli nie cieszysz się, nie radujesz się z tej Obecności? Jaka jest twoja wiara, jeśli nie przypadasz do Jego stóp i nie prosisz Go w różnych twoich intencjach, bo przecież w rodzinie są różne sprawy i różne problemy, a On przyszedł by się nimi zająć? Jaka jest twoja miłość, że nie chcesz podjąć wysiłku wiary, aby spotkać się z Jezusem? A On przyszedł tutaj. Czytaj dalej

Zatrzymajmy się i szukajmy Gwiazdy

Objawienie Pańskie (6 stycznia 2016 r.)

Dzisiejszego dnia, w Uroczystość Objawienia Pańskiego, pozornie skupimy się na gwieździe, aby lepiej zrozumieć, kim jest Ten, który objawia się każdej duszy. Najpierw spójrzmy na Mędrców. Zobaczyli gwiazdę i odczytali, że jest to gwiazda bardzo ważnego Króla, który właśnie się narodził. Odczytali ten znak, jako tak ważny, że zdecydowali się zostawić swoje domy i zgodzili się na niewygody, podjęli trud wędrówki właściwie w nieznane. Oni nie mieli powiedziane dokładnie, gdzie mają iść, nie mieli podanego adresu. Oni szli za gwiazdą. Szli tam, gdzie prowadziła ich gwiazda. Jak mocny był impuls w ich sercu, że ludzie tacy jak oni nazywani magami, mędrcami, astrologami, królami, a więc nie prości ludzie, ale ludzie posiadającymi pewną wiedzę, zdecydowali się pójść w nieznane. Jak mocne wiarą musiały być ich serca, skoro szli i nie rezygnowali. Zauważmy, że w Ewangelii (Mt 2, 1-12) mowa jest również o tym, że gdy już po wizycie u Heroda zobaczyli gwiazdę, ucieszyli się. Oni ją wypatrywali nieustannie. To nie była zwyczajna gwiazda, dla nich była ona bardzo ważna. Nieustannie patrzyli na nią i nią się kierowali. Oni pragnęli tej gwiazdy, chcieli, by poprowadziła. I rzeczywiście zaprowadziła ich do samego Boga, do samego Króla – do prawdziwego Króla, który króluje we wszechświecie; nie tylko nad jakimś jednym narodem, ale króluje nad całym światem. Oddali Mu pokłon, tak jak należy się Królowi.

Spróbujmy odnieść to do naszych dusz. Bóg w pewnym momencie życia duszy objawia jej swoją miłość. Ona jeszcze nie do końca wie o co chodzi, a poprzez swoją małość, słabość, poprzez swoją nędzę nie potrafi w pełni odebrać tego wyznania miłości. Patrzy przez pryzmat swoich ułomności, niemniej jednak ta iskra miłości Bożej dociera do serca i dotyka go. Dusza czuje się wezwana. Pomimo słabości, które zasłaniają Boga, to wezwanie jednak jest silne. I dusza idzie za nim. Każdy z nas w którymś momencie swego życia za takim wezwaniem poszedł. To były różne wydarzenia, które prowadziły potem do różnych następstw, ale każdy z nas to wezwanie miał i za tym wezwaniem poszedł. Pójście za tym Głosem przyprowadziło nas aż do tego miejsca. Nadal jesteśmy w drodze. Nadal jesteśmy jeszcze z królami, którzy wypatrują gwiazdy i kierują się nią. Nie dotarliśmy jeszcze do żłóbka, do domu Króla. Bóg co jakiś czas dotyka naszych serc miłością, co jakiś czas daje nowe wezwanie naszym sercom, dzięki temu staramy się na nowo słuchać Go i pójść za Nim. Są takie etapy, momenty, kiedy dusza jakoś wyraźniej słyszy i znowu nabiera ochoty, by iść za Bogiem. Postanawia sobie, że od tej pory będzie inaczej postępować, będzie czegoś się wystrzegać. I dusza idzie za światłem, które zobaczyła, a które pochodzi od Boga. Mocą tego impulsu może robić kolejny krok, i kolejny, i kolejny. To wołanie Boże jest na tyle silne, że dusza podąża za Bogiem, pragnie Go. Czasem słabnie, czasem trudności zniechęcają ją, czasem czuje się wręcz pokonana przez trudy codzienności. Kiedy czyta się w Ewangelii, że Mędrcy szli za gwiazdą, czyta się to bardzo szybko. Trwa to kilka, kilkanaście sekund. Jakoś człowiek przelatuje nad ich podróżą – zatrzymujemy się na chwilę u Heroda i potem już jesteśmy u stóp Jezusa. Czasem warto zastanowić się, jak mogła wyglądać ich wędrówka, aby uświadomić sobie, że nie był to przelot samolotem, gdzie stewardessy serwują kolejne dania, troszczą się o pasażerów, a człowiek tylko siedzi i przyjmuje, ogląda piękne widoki, ewentualnie podczas lądowania trochę stresu przeżyje. To była wędrówka w nieznane, bez wygód, wędrówka drogami, które widzi się po raz pierwszy, polami, również przez lasy, przez góry, wędrówka bez oznaczonego, wytyczonego szlaku. Droga nie była szeroką, wygodną autostradą. Nie było na niej hoteli trzygwiazdkowych, nie było niczego, co mogłoby umilać podróż. A Mędrcy nie byli młodymi ludźmi w wieku 20 lat, pełni sił, wigoru, pieniędzy, jadący autostradą najlepszymi autami, zatrzymujący się w najdroższych hotelach, korzystając z pełnej obsługi personelu. Oni narażeni byli na różne niebezpieczeństwa, również na jakieś choroby chociażby.   Czytaj dalej

Na początku było Słowo

Czy zastanawialiśmy się, po co Bóg nas stworzył? Jaki miał cel, aby stworzyć człowieka? Jaki jest sens w istnieniu człowieka? Warto rozważać ten temat, aby zanurzając się we wnętrze samego Boga, zacząć Go uwielbiać i w ten sposób realizować to, co jest sensem istnienia.

Bóg wystarcza sam sobie. Nie potrzebuje niczego, ani nikogo, aby być szczęśliwym, aby żyć. On po prostu jest. On jest Miłością, Mądrością, Prawdą, Światłem, Pokojem. Jest też Radością. A jednak stworzył człowieka. Stworzył też inne stworzenia, ale tylko człowiekowi nadał niezwykłą godność. Chociaż cały świat całym swoim istnieniem oddaje Bogu chwałę, to jednak Bóg człowieka wyróżnił. Sensem istnienia człowieka jest oddawanie Bogu chwały, uczestniczenie w chwale Boga, życie Jego życiem, a mając je w sobie nieustanne uczestniczenie w tworzeniu, które przecież jest cechą Boga.

Bóg wyróżnił człowieka powołaniem do świętości. Dając mu wolną wolę okazał niezwykłą miłość, bowiem tylko miłość daje wolność. I tę wolność człowiek otrzymał. Wraz z wolnością otrzymał rozum i serce, w którym Bóg składa nieustannie swoje światło. Bóg udziela człowiekowi samego Siebie, wszystko, co posiada, czym jest. Tak więc udziela człowiekowi pokoju, również swojej mądrości, światła. W świetle człowiek poznaje prawdę. Stwarzając człowieka, dając mu duszę, Bóg stworzył go, jako istotę, która pragnie dobra. Żadne inne stworzenie nie ma w swojej świadomości pragnienia dobra, nie ma świadomego dążenia do dobra, a człowiek ma. Bóg zatem stwarzając człowieka złożył w nim swoje bogactwo, samego Siebie, cząstkę po cząstce ze wszystkiego, co człowiek próbuje nazywać, systematyzować, uporządkowywać. I nazywa to dobrem, pięknem, prawdą, pokojem, miłością. Mówi o jakiejś jednej stronie Bożych cech, a tak naprawdę wszystko to razem jest Bogiem. Bóg to wszystko złożył w człowieku. W ten sposób wyróżnił człowieka, wywyższył go spośród wszystkich stworzeń.

   Dzisiejsze pierwsze czytanie (Syr 24, 1-2. 8-12) przepięknie mówi o Bożej mądrości. Mądrość przedstawiona została jako osoba. Bóg ją złożył w każdym człowieku, złożył w nas. Wszystko, całe Jego bogactwo złożone zostało w każdym sercu. Patrząc na to, co się dokonuje od kilku lat w naszej Wspólnocie, możemy jako wspólnota w sposób szczególny przyjąć ten fragment również do siebie. Mądrość zamieszkała pośród nas, króluje, jaśnieje, staje się naszą mocą i siłą. Tu Bóg dał jej odpocznienie, tu dał jej swój tron, tutaj ona panuje. Możemy tak powiedzieć, ponieważ Sam Bóg wybrał to miejsce, naszą Wspólnotę i Sam Bóg tu zamieszkał. Sam Bóg udziela wszelkich pouczeń, wskazówek, daje drogowskazy, kieruje, prowadzi tę wspólnotę. Dlatego dusze powinny radować się i śpiewać Bogu pieśń uwielbienia. Powinny w Psalmach i Hymnach pochwalnych oddawać Bogu cześć. Naznaczeni przez Boga tak wielką łaską, wybrani spośród wielu możemy pełniej realizować powołanie dane każdej duszy – powołanie do bycia dzieckiem Boga. Możemy lepiej otwierać się na wszystko, co Bóg nieustannie składa w sercu człowieka, by mógł iść drogą powołania, by mógł prawdziwie stawać się dzieckiem Boga. Czytaj dalej

Adoracja w Godzinie Miłosierdzia

Jezus_Miłosierny

Czerwińsk nad Wisłą – Modlitwa w Godzinie Miłosierdzia:

Witaj, mój Jezu! Dziękuję Ci, że zaprosiłeś mnie, abym właśnie w tej godzinie mógł być z Tobą tak blisko. Jestem bardzo małą duszą i wiesz, Jezu, że potrzebuję Ciebie do wszystkiego. Sam niczego nie wiem i nic nie potrafię. Ufam, Jezu, że skoro zaprosiłeś mnie, to Ty dotkniesz naszych serc, bo pragniesz, aby złączyły się z Tobą i aby przyjęły Twoje życie. Ufam, Jezu, że będziesz to czynił, ja nie muszę wiedzieć jak.

Dziękuję Ci, Jezu, za to, że specjalnie dla mnie przyszedłeś, specjalnie zstąpiłeś na ziemię rodząc się jako Maleńkie Dziecię; że specjalnie dla mnie nauczałeś, uzdrawiałeś, dla mnie poszedłeś na Krzyż, umarłeś i zmartwychwstałeś. Dziękuję Ci, Jezu, że dałeś mi Kościół, w którym mogę żyć, rozwijać się, rozkwitać i owocować. W Kościele odnajduję pokarm, w Kościele jest moje życie – dziękuję Ci, Jezu!

Wszystko mi dajesz. Wszystko. Jeśli czegokolwiek ode mnie oczekujesz, najpierw wszystko dajesz. Teraz również oczekujesz mojej odpowiedzi na Twoje zaproszenie do miłości, ale najpierw uświadamiasz mi, że Ty pierwszy umiłowałeś mnie i wszystko, co czyniłeś, czyniłeś z miłości do mnie. Otoczyłeś mnie miłością, wypełniłeś miłością – wszystko to w Kościele. Dziękuję Ci, Jezu, za dar Twojej miłości. Za mały jest mój umysł i za małe serce, aby objąć wszystkie Twoje dary, aby wszystko zrozumieć. Wybacz mi więc moją małość. Wybacz memu sercu, że, gdy objawiasz mu wielkość obdarowania, nie jest w stanie objąć wszystko. I zaczyna słabnąć, Panie. Dziękuję Ci, Jezu i uwielbiam Ciebie we wszystkich darach Twojej miłości.

***

Dziękuję Ci, Jezu, za to, że pochylasz się nade mną; że nad każdą duszą pochylasz się. Nie patrzysz na ogół, na wszystkich, ale patrzysz na każdego z nas indywidualnie. Dziękuję Ci więc za to, że właśnie i nade mną pochyliło się Twoje Serce. Dziękuję Ci, że nade mną wypowiedziałeś moje imię, powołując. Dziękuję Ci, za to, że memu sercu objawiłeś, jak bardzo mnie kochasz, że dotykasz mego serca swoją czułą miłością, delikatną, choć tak mocną. Dziękuję Ci, Jezu za to, że objawiasz się memu sercu, że pozwalasz memu sercu obcować z Tobą. Otwierasz oczy i uszy mego serca, abym Ciebie mógł widzieć i słyszeć. Dziękuję Ci, Jezu za Twoje słowa, tak czułe. Dziękuję Ci za to, co czynisz z moim sercem, które doświadczając Twojej miłości pragnie Ciebie i za Tobą tęskni. Dziękuję Ci, Jezu za to, że otaczasz mnie wydarzeniami, ludźmi, środowiskiem i poprzez to wszystko wprowadzasz w samo centrum życia swojego – otwierasz moje serce na istotę życia Kościoła. Otwierasz moje serce na swoje Serce i na to, co jest w Jego wnętrzu. Ukazujesz mi swoją niepojętą miłość, jaką otaczasz Kościół. Prawdziwie, Kościół jest Twoją oblubienicą. I memu sercu dajesz również tę miłość. Nie zniechęcasz się, Jezu, tym, że jestem duszą, która nic nie rozumie, która nie potrafi podejmować dla Ciebie jakichś wielkich wyrzeczeń, ponosić ofiar. Jestem największym słabeuszem na świecie. Nie zrażasz się tym i wprowadzasz duszę moją w samo wnętrze swego Serca, w którym odnajduję Kościół, odnajduję Twoje życie, miłość Twoją i miłosierdzie. Dziękuję Ci, Jezu, bo chociaż niewiele z tego rozumiem, moje serce przeczuwa niezwykłą wielkość tego wszystkiego. Twoja miłość czyni to wszystko wobec mojej małej, biednej duszy. Dziękuję Ci, Jezu! Bądź uwielbiony! Czytaj dalej

Duchowe drogowskazy na nowy rok

Jezus przynosi naszym sercom pokój, bo jest Księciem Pokoju. Przynosi nam miłość, abyśmy mogli żyć miłością. Przynosi nam wytrwałość, abyśmy podążali za Nim każdego dnia. Każde serce dotyka swoją miłością i w ten sposób pociąga ku Sobie. Sprawia, że nasze serca będą pragnąć Go, będą patrzeć, wyglądać za Nim. On pragnie nasze serca złączyć ze Swoim, więzami miłości pragnie je związać. Chce, byśmy tak umiłowali, abyśmy potrafili rezygnować z samych siebie, aby żyć dla Niego. To Jego pragnienie jest podyktowane miłością, ponieważ On wie, że dopiero wtedy, gdy z Nim zwiążemy swe życie, doświadczymy szczęścia i spełnienia.

Rok, który już minął był bardzo ważnym w życiu naszej wspólnoty. Dokonało się tak wiele. Ten, który nastaje będzie kontynuacją i pogłębieniem zjednoczenia każdej duszy z Jezusem. Droga, którą nas Bóg prowadzi, to droga zjednoczenia. Każdy, kto przychodzi do tej wspólnoty powołany jest na tę drogę. Słowa pouczeń skierowane są do wszystkich serc w tej wspólnocie. Zatem, ten rok, w który wkraczamy prowadzeni przez samego Boga, będzie rokiem wielkiej miłości – miłości oblubieńczej. Każda dusza będzie poznawała miłość oblubieńczą Boga do niej. Będzie też zaproszona, by na tę miłość odpowiedzieć i by poznawać głębię jej tajemnicy. Razem jako wspólnota wchodząc w głębię Serca Boga, w głębię tajemnic Jego miłości i odpowiadając na liczne łaski, jakie On przygotował dla nas, będziemy źródłem w Kościele, z którego wypływać będzie miłość. Będziemy tymi, poprzez których Bóg będzie mógł objawiać światu swoją miłość i miłosierdzie. Oblicze Jego miłości jest nierozerwalnie złączone z miłosierdziem. On chce posłużyć się też naszą wspólnotą, by cały Kościół mógł doświadczać Jego miłosierdzia, Jego miłości, poznawać Boga, który jest miłością i wylewa na cały świat swoje miłosierdzie. Każde serce, które przyjmuje łaskę zjednoczenia poznaje oblicze Bożej miłości, poznaje Boże miłosierdzie, rozumie lepiej, w czym wyraża się Jego miłość, a przez to może stawać się przekaźnikiem Bożej miłości i miłosierdzia.

Jezus zaprasza nas do życia w zjednoczeniu w jeszcze większej bliskości niż do tej pory. Udziela łask każdej duszy, która odpowie na to zaproszenie i każdą włącza w dzieło zbawienia. Teraz wyrazem tego dzieła jest ustanowiony w Kościele Rok Miłosierdzia. Dusza, która otwiera się na Jego miłość, która podaje Mu dłoń, aby kroczyć razem z Nim w tym Roku, uczestniczyć będzie w sposób czynny w objawianiu się światu Oblicza Bożego Miłosierdzia, stanie się narzędziem, którym Bóg będzie się posługiwał. Czytaj dalej

Noc Sylwestrowa – Adoracja NS

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Panie mój, moje serce zapragnęło być razem z Tobą właśnie tej nocy. Ty wiesz, Jezu, często tęsknię za Tobą, pragnę Ciebie. Wzbudzasz w moim sercu tak niepojęte dla mnie pragnienia. Nie rozumiem ich. Czasami mam wrażenie, Jezu, że wzbudzasz we mnie tęsknotę za Tobą, ale nie ułatwiasz mi tego, byśmy się mogli spotykać tak często, jakbym tego pragnął; tak często, jak wydaje mi się, Ty tego pragniesz. Znasz moje serce, Panie, całkiem zwyczajne serce, wcale nie święte, nie doskonałe. Jedyne, co mam w moim sercu, to wielkie pragnienie, które ufam, pochodzi od Ciebie – pragnienie, by kochać Ciebie i by żyć z Tobą, należąc całkowicie do Ciebie. Czasami, Jezu, chciałbym Ciebie zapytać, dlaczego nie ułatwiasz mi, by pragnienia, które wzbudzasz we mnie, mogły się realizować. Ale potem, Panie, przychodzi ufność, że Ty wiesz, co czynisz, a ja mam się tylko poddać temu wszystkiemu, tej całej rzeczywistości, w której mnie stawiasz.

Panie mój, niczego nie wiem i nic nie rozumiem, nie znam przyszłości. Pragnę Ci podziękować jeszcze raz za to, co było. Moje serce czuje, że to, czego doświadczało było wielkim. Obdarzałeś moje serce różnymi łaskami. Zmieniłeś moje życie. Złączyłeś moje serce ze Swoim. Zjednoczyłeś je ze Sobą. Zbyt małą jestem duszą, aby należycie Ci podziękować i uwielbić Ciebie, choć pragnąłbym całym sercem umiłować Ciebie i oddać Ci chwałę.

Jesteś moim Panem, moim Królem. Jesteś Miłością moją. Ciebie umiłowało moje serce bezgranicznie. Za Tobą ciągle tęskni, Ciebie nieustannie pragnie moje serce. Proszę, Panie mój, wprowadź moje serce w kolejny rok mego życia. Za Tobą, Panie, będę szedł tam, gdzie poprowadzisz. Nie wiem, co czeka mnie w tym Nowym Roku i nie rozumiem, Panie, czego ode mnie oczekujesz, wzbudzając we mnie takie pragnienia. Ale nie wyobrażam sobie, Jezu, życia bez Ciebie. Nie wyobrażam sobie kolejnej sekundy bez Ciebie, kolejnej minuty, godziny. I chociaż nie potrafię trwać w nieustannym akcie miłości, nie potrafię nieustannie się z Tobą jednoczyć, niczego nie potrafię, to pragnę Ciebie, Panie i pragnę życia z Tobą. Pragnę, by należało ono do Ciebie całkowicie.

Panie mój, poukładaj wszystko, abym mógł należeć do Ciebie, abym mógł iść za Tobą, słuchać Ciebie, abym mógł być Ci wiernym. Proszę Ciebie o tę łaskę, abym mógł Ciebie kochać największą miłością. Gdziekolwiek mnie postawisz, cokolwiek dla mnie wybrałeś – chcę Ciebie kochać. Niczego innego nie pragnę, tylko Ciebie. Prowadź mnie, Panie! Prowadź mnie drogą, którą Ty dla mnie przeznaczyłeś. Udzielaj swego Ducha, aby mnie pouczał, daj swoją miłość, abym miał siły. Daj mi wytrwałość, abym nie zrezygnował. Daj cierpliwość, abym pomimo przeciwności szedł za Tobą. We wszystkim, Panie, wspieraj moją duszę. Ty wiesz, jak jest słabą, niezdolną do niczego.

Panie mój, Miłości moja! Pragnienie moje i Tęsknoto moja! Umiłowany mej duszy! Serce moje, Duszo mej duszy, bądź uwielbiony! Bądź uwielbiony w moim życiu! Bądź uwielbiony w każdym moim słowie, w każdej mojej myśli! Bądź uwielbiony, Boże!

O, Panie spraw, abym w tym roku niczym Ciebie nie zasmucił. Nie pozwól, abym czymkolwiek Ciebie ranił. Mój wzrok, Panie, kieruj nieustannie na Ciebie. Moje serce bardzo mocno uchwyć i przyciśnij do Swojego.

Kocham Ciebie, Boże i uwielbiam Ciebie! Wywyższam Ciebie! Oddaję Ci cześć! Wraz z Aniołami pragnę Tobie śpiewać. Och Święci, moi bracia i siostry włączcie mnie w wasze uwielbienie Boga i w wasze dziękczynienie. Wspomóżcie mnie. Jestem waszym najmniejszym, najmłodszym bratem, opiekujcie się mną. Kocham Ciebie, Boże! Moje serce do Ciebie należy.

Wieczór Sylwestrowy – Adoracja

DSC02611

Adoracja Najświętszego Sakramentu – Wieczernik Sylwestrowy, Mrągowo 2015 r.

Pragnę, Panie Jezu za wszystko, czym obdarzyłeś mnie w tym roku podziękować Tobie:

  • Za każdy dzień, za każdą chwilę, za każdą sekundę – pragnę Ci dziękować;
  • Za każde wydarzenie, każde spotkanie, każdą rozmowę – chcę Ci dziękować;
  • Za wszystko, co było smutne, przykre, trudne, ale i za wszystko, co było radosne, miłe – chcę Ci dziękować.

Panie Jezu, skoro nie potrafiłam tego czynić w ciągu roku, to chociaż teraz chcę za wszystko Ci podziękować, uwielbić Twoją miłość i otworzyć moje serce, by od tej pory przyjmowało Ciebie całego, całą Twoją miłość. Bądź uwielbiony, Jezu!

Dziękuję Ci, Jezu, za dar Wspólnoty. Dajesz mi zrozumienie, jak wielkim, niezwykłym darem jest wspólnota dla każdego z nas. W niej Twoja miłość dotyka naszych serc. W niej objawia się Twoja miłość, ukazuje się naszym oczom. Pragnę Ci dziękować, Boże, za dar naszej Wspólnoty, a jednocześnie chcę Ciebie przepraszać za to, że nie dostrzegam Twojej miłości właśnie w tym darze; że niedostatecznie doceniam, czym obdarzasz moją duszę, nas wszystkich poprzez tę wspólnotę. Dziękuję, że przychodzisz do nas właśnie w tej wspólnocie, że pouczasz nas, prowadzisz nasze dusze. Każdego dnia prowadzisz nas za rękę. To jest konkretne prowadzenie właśnie nas, naszych serc; nie ogólnie, nie jakieś serca, ale konkretnie każdego z nas. Twoje słowa dotyczą naszego życia, naszych spraw, są odpowiedzią na nasze pytania. Dziękuję Ci, Boże!

Pragnę całym sercem dziękować Ci i uwielbiać Ciebie. Całym sercem pragnę, Boże, wysławiać Twoją miłość, która objawia się w tej Wspólnocie. Bądź uwielbiony! Czytaj dalej

Msza św. przebłagalna, 31 grudnia

Bóg obdarza nas wielką miłością. Przyszedł na ziemię z miłości do nas. Wszystko co czyni również czyni z miłości do każdego z nas. Dla każdego z nas poszedł na Krzyż i dla każdego zmartwychwstał. Dla każdego z nas pozostał w Kościele w Sakramentach świętych. Każdy Sakrament jest przejawem najwyższej miłości Boga do człowieka. Bóg jest Miłością i wyraża się w miłości. Cały akt stworzenia, każdy człowiek jest wyrazem Jego miłości. Każdy ma swoje źródło w Nim, czyli w miłości i każdy wziął się z miłości. Wszystko, co otrzymujemy, otrzymujemy z miłości. Życie każdego z nas jest darem miłości. Cokolwiek w życiu się wydarza również płynie z miłości. Wszystkie wydarzenia, nie tylko te miłe, sympatyczne, radosne, ale wszystkie, a więc i te trudne, smutne – mają swoje źródło w miłości. Żyjemy otoczeni miłością, poruszamy się, oddychamy miłością. Nieustannie obdarzani jesteśmy pełnym miłości spojrzeniem Boga. Każda chwila, każda sekunda naznaczona jest miłością i jest darem Boga dla nas.

Jedynym przewinieniem człowieka jest odrzucanie miłości, niezauważanie, obojętność wobec miłości, brak wiary, ufności w miłość, zaprzeczanie miłości. Pod tym kątem człowiek powinien robić rachunek sumienia.

  • Czy rzeczywiście zauważył Bożą miłość, nieustannie spływającą na niego?
  • Czy tę miłość przyjmował z radością?
  • Czy przypadkiem nie odrzucał jej?
  • Czy potrafił spojrzeć nawet na trudną sytuację oczami wiary, jako na dar Boga płynący z miłości?
  • Czy każda rzecz, sytuacja, spotkanie, relacja z drugim człowiekiem, czy była spostrzegana jako obecność Bożej miłości w życiu człowieka?
  • W sposób szczególny, czy my, którzy jesteśmy członkami tej wspólnoty, czy staraliśmy się dostrzegać we wszystkim, co się tutaj wydarza, miłość Boga? Nie tylko chodzi o pouczenia, które większość z nas przyjmuje jako dar Boży, Bożą obecność, ale czy potrafiliśmy przyjąć to, co niewygodne, trudne we wzajemnych relacjach jako dar miłości?
  • Czy potrafiliśmy odpowiedzieć miłością na każdy z tych darów?
  • Czy jako dusze obdarowane miłością rzeczywiście przyjęliśmy tę miłość do swoich serc i sami stawaliśmy się miłością dla innych? Czy w naszych relacjach nie było pychy, stawiania na swoim, egoizmu, które są zaprzeczeniem miłości?
  • Czy potrafiliśmy zrezygnować ze swego zdania, ze swojej opinii, nawet z ewidentnej swojej racji w duchu miłości?
  • Bardzo trudno jest człowiekowi zrezygnować z samego siebie. Zawsze, w różnych sytuacjach człowiek jednak wypowiada swoje zdanie, stara się je przeforsować, jego opinia wydaje mu się najważniejsza, najwłaściwsza, najmądrzejsza.

Czytaj dalej

Świętych Młodzianków z Betlejem

Wydarzenia, o których dzisiaj czytamy w Ewangelii (Mt 2, 13-18) są strasznymi wydarzeniami. Śmierć małych dzieci przyszła znienacka. Ich rodzice nie mogli utulić się w żalu przez długi, długi czas. Wielkie cierpienie unosiło się z ziemi do Nieba. Gdy jednak spojrzymy na to troszeczkę inaczej będziemy mogli zrozumieć, chociaż w jakimś stopniu to, co się wydarzyło.

Bóg zstąpił na ziemię, uświęcając wszystko, co na niej było. Wraz z Jego przyjściem już nastawało Zbawienie. Jednak szatan nie chciał ustąpić miejsca – wściekał się ogromnie. W różny sposób starał się umniejszyć znaczenie tego wydarzenia. Starał się zrobić wszystko, aby to wydarzenie wręcz wymazać. Już wcześniej zawładnął sercem Heroda, który czynił straszne rzeczy. Tak bardzo owładnięty był żądzą władzy, że dał się poprowadzić szatanowi. Dla zdobycia i utrzymania władzy zabijał kolejne osoby, również członków swojej rodziny – synów. Szatan mścił się. Nie widząc już sposobu, chciał zabić Jezusa. Ale przecież to Bóg! Jest Królem, Stwórcą i nie podlega stworzeniu. Szatan więc uczynił coś innego – wzbudził ogromny lęk, sprawił ogromne cierpienie wielu, wielu ludziom, a Heroda pociągnął na samo dno piekła. Skoro nie mógł dotknąć Jezusa, to chciał przynajmniej utrudnić życie Świętej Rodzinie.

Wszystkie dzieci, które zginęły wtedy, zginęły za Jezusa, choć nie były tego świadome. Dostąpiły od razu chwały Nieba, gdy tylko Jezus dokonał Zbawienia całej ludzkości. W tym wielkim nieszczęściu, którego doświadczały całe rodziny poprzez wiarę można zobaczyć łaskę, jakiej dostąpiły niewinne dzieci. Trzeba jednak patrzeć oczami wiary, inaczej człowiek w swoim sercu zacznie źle interpretować te wydarzenia i będzie miał złą ocenę wszystkiego. Trzeba otworzyć serce, aby łącząc się w ogromnym cierpieniu ze wszystkimi rodzicami zabitych dzieci, łącząc się w cierpieniu maleńkich dzieci, które krótko, a jednak cierpiały przed śmiercią, zobaczyć światło z Nieba, opromieniające każdego, kogo dotyka ten dramat. Trzeba starać się zobaczyć łaskę, która prowadzi te dzieci od razu na łono Ojca Niebieskiego; łaskę, która dotyka serc rodziców cierpiących po stracie swych maleństw, a która od tej pory będzie im towarzyszyć. Dokonało się coś strasznego, ale tak jak w każdym wydarzeniu można starać się zobaczyć światło, które pomaga w odpowiedni sposób zinterpretować dane wydarzenia, tak tutaj należy zobaczyć światło samego Jezusa, obdarzającego łaską całe rodziny, niejako dziękując za oddane życie, za cierpienie, dzięki któremu Jego życie zostało ocalone i mógł bezpiecznie wzrastać w Egipcie. Czytaj dalej