Wskazania na czas naszego przygotowania do IV Zwyczajnego Zebrania Delegatów SK

Nie lękajmy się. Niech nasze serca będą pełne pokoju!

Za tydzień, tj. 18 listopada br. w Gietrzwałdzie odbędzie się zaplanowane na ten rok kolejne Zebranie Delegatów naszego stowarzyszenia. Pozostał zatem już tylko tydzień na bezpośrednie przygotowanie się do tego ważnego dla wszystkich dusz maleńkich spotkania. Pomocą w tym niech będą wskazania, które usposobią nasze maleńkie serca i nasze relacje międzyludzkie do wspólnego podjęcia decyzji, na kolejny etap realizacji powierzonego nam dzieła, o tym poniżej.

Jezus i dzieci (3)Nasza maleńkość i powołanie na maleńką drożynę ma nieustannie łączyć się z przekonaniem, że jesteśmy w matczynych objęciach. Przecież Matka Boża, Wspomożycielka Wiernych, Matka i Królowa dusz najmniejszych, prowadzi nas. Odkąd zawierzyliśmy Jej siebie, Ona nie wypuszcza nas ze swoich ramion. Dlatego zawsze i w każdej sytuacji przypominajmy sobie o tym, że należymy do Maryi i że idziemy prowadzeni za rękę przez Nią. Z mamą dzieci są bezpieczne. Kiedy dzieci idą z mamą nie myślą o niebezpieczeństwie. Jakże często małe dzieci wtedy wręcz robią różne rzeczy i gdyby nie ręka mamy dawno by upadły, zrobiłyby sobie krzywdę. Ale mama je prowadzi, o wszystkim myśli, przewiduje każde zdarzenie, uprzedza każdy krok. W chwili, kiedy doświadczamy dużego zamieszania, kiedy wkrada się niepokój, kiedy nie widzimy przed sobą jasnej drogi, kiedy wydaje się, że dookoła zaciemnia się Niebo i napływają chmury burzowe, tym bardziej chrońmy się w Jej Matczynym Sercu; tym bardziej, tak jak dzieci, przybiegajmy do swojej Mamy. I czyńmy to z ufnością. W Sercu Niebieskiej Mamy nic złego nie może się nam stać.

W życiu człowieka są różne chwile – i te radosne, i te trudne. W życiu dzieci również. Ale dziecko czuje się bezpieczne, bo to matka dba o wszystko, chroni je, zajmuje się wszystkim, więc dzieciństwo może być beztroskie. Niech w naszych sercach będzie ufność i to ciągłe zawierzenie się Matce. Niech będzie nieustanne wpatrywanie się w Jej Serce, by z tego Serca odczytać wolę Boga, by odczytać kolejny krok, co należy czynić, jak postąpić, by otrzymać łaski. Czas, który przeżywamy nie jest łatwym, ale czyż Maryja nie zaprosiła nas do swego Serca i nie zapewniła o tym, że jesteśmy w Jej Sercu – w Sercu Matki Boga? Czy wcześniej Jezus nie ukazał nam swego Najświętszego Serca po to, byśmy zjednoczeni z Nim mogli przeżywać wszystko dla zbawienia dusz, dla ich ratowania?

To prawda, że wiele jest zamętu w różnych sercach. Wiele serc już się gubi i nie wie, jaką drogą iść. Jak słabi jesteśmy! A przecież nieustannie, nieustannie Bóg mówi o miłości. I nie mówi dlatego, że nie ma innego tematu. Skoro mówi nieustannie o miłości, to znaczy, że ona jest najważniejszą. To znaczy, że ona nas poprowadzi, że ona daje rozwiązania na wszystkie problemy. To znaczy, że ona pomaga przezwyciężać trudności. Tak, miłość wymaga pewnej odwagi, stawania w prawdzie. Miłość jest wymagająca, a jednocześnie miłość jest miłosierna. Czytaj dalej

9 listopada – Święto Rocznicy Poświęcenia Bazyliki Laterańskiej

Bóg dał nam Kościół. W Kościele zostaliśmy ochrzczeni, przyjęci do Kościoła. To pierwszy wyraz cudownej Bożej miłości. Tym pierwszym to rzeczywiście było powołanie nas do życia, ale tym drugim – zaproszenie do Kościoła. I w Kościele możemy wzrastać, rozwijać się. Możemy kosztować tej miłości, w którą bogaty jest Kościół; miłości przejawiającej się w sakramentach; miłości przejawiającej się w świętych, w różnych pismach Kościoła, w nauce Kościoła, w osobach, kapłanach, zakonnikach, zakonnicach. To niezwykłe bogactwo Kościoła i dar Bożej miłości. Takim darem jest również wspólnota, w której dusza może dalej się rozwijać, iść pewną drogą duchową. Bóg powołuje dusze na różne drogi duchowości, stwarza przecież tak różnorodne dusze. Każdy potrzebuje czegoś innego. I Bóg łączy pewne dusze, by mogły iść jakąś drogą. Nas pragnie powołać na maleńką drogę miłości; na tę drogę miłości, o której wcześniej mówiła św. Tereska od Dzieciątka Jezus; na tę drogę miłości, o której mówił Pan Jezus sł.B. Konsolacie Betrone; na tę drogę miłości, którą szło wielu świętych, którą idą całe zakony. Jakże jest ich wielu! Jakże jest wiele serc, które tę drogę poznają dzięki Bożej łasce, które się zachwycają tą drogą i próbują, starają się nią iść.

Cudownym darem jest wspólnota, bowiem człowiekowi samotnie bardzo trudno byłoby iść jakąś drogą. Bardzo trudno byłoby doskonalić się, rozwijać się duchowo. Stąd też we wspólnocie, w powołaniu wspólnoty przejawia się ta Boża mądrość. Bóg wie, że człowiek potrzebuje innych dusz, by wspólnie kroczyć, by wspólnie poznawać Boga. I Bóg powołał wspólnotę dusz najmniejszych. Rozrasta się. Dusz maleńkich jest już bardzo dużo, tu w Polsce, ale i na całym świecie. Jesteśmy zaproszeni do życia w takiej wspólnocie. I to nie szkodzi, że jesteśmy w różnych częściach kraju, w różnych okolicach. To nie szkodzi, że jesteśmy tak rozsiani. Dla Bożego Ducha nie ma żadnych ograniczeń, odległości nie istnieją, czas nie istnieje. Bóg tworzy z nas wspólnotę. Jeśli pragniemy, możemy otworzyć się na ten dar i żyć we wspólnocie. To, co dokonuje Bóg współcześnie we wspólnocie dusz najmniejszych jest niezwykłe, bowiem Bóg pragnie w sposób szczególny ujawniać swojego Ducha, działanie swojego Ducha. I pokazuje ludziom, że Duch istnieje i że Duch działa w Kościele, działa w ludzkich sercach, że jest to jeden Duch, który te serca jednoczy. I różne serca, w różnych częściach Polski, doświadczają tego samego: tego samego Ducha, tej samej miłości, prowadzeni są przez Ducha Świętego i idą tą samą drogą, cudowną maleńką drogą miłości. I wiele dusz już doświadcza tej łączności duchowej. Żyją razem, choć w różnych miejscowościach i kochają siebie nawzajem, choć są daleko od siebie. I modlą się za siebie nawzajem, i doświadczają tego cudu wstawienniczej modlitwy, i wiedzą o sobie bardzo dużo. W swoich sercach czują, że ktoś potrzebuje modlitwy i wtedy się modlą jeszcze bardziej. A wszystkie dusze jednoczą się o tych samych porach dnia na modlitwie: o 900 rano, o 1200, o 1500, łączą się na modlitwie o 2100. Ale od pewnego czasu łączymy się wszyscy na modlitwie wtedy, gdy w domu dusz najmniejszych w Olsztynie odprawiana jest Msza św. Wtedy wszystkie dusze starają się też trwać na modlitwie, a kto może w tym czasie uczestniczy we Mszy św. Jest ta jedność ducha. I serca doświadczają tej jedności, doświadczają działania Ducha Świętego, który łączy te dusze, udzielając miłości w sposób szczególny. Dusze te żyją Bogiem, są szczęśliwe, żyją miłością. W swoim życiu starają się tę miłość realizować. Czytaj dalej

„Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów” (Łk 6,12-19)

Jezus wybrał dwunastu apostołów. Bóg powołuje różne dusze, które mają stać się niczym apostołowie, mają odegrać jakąś ważną rolę w życiu kościoła. Wybierając te dusze zapewnia słowami pierwszego czytania (Ef 2,19-22), że czyni w nich sobie mieszkanie, że je zamieszkuje; w tych duszach jest, mieszka, żyje Bóg.

Niektórzy mogą sądzić, że skoro Bóg powołuje dusze, to znaczy, że one muszą być szczególnymi duszami. Jednak bardzo często dusza, którą Bóg powołuje niczym nie wyróżnia się spośród innych. Wydaje się być bardzo zwyczajną, ale Bóg prowadzi ją w taki sposób, taką drogą, poprzez pewne doświadczenia, by przygotować do wypełnienia szczególnego zadania. Patrząc na historię narodu wybranego, patrząc na Kościół i świętych w Kościele, czy na pierwszych apostołów, można zauważyć, że nawet, jeśli dusze wybrane na początku niczym się nie wyróżniają, jednak Bóg obdarza je szczególną łaską, by mogły w doskonały sposób wypełnić wolę Boga. Dusza otrzymuje różne dary i łaski w zależności od zadania, jakie ma wykonać, spełnić, zrealizować w swoim życiu.

To wyróżnienie, wybranie wcale nie musi wiązać się z samymi różami słanymi pod stopy. Bardzo często wybranie wiąże się z doświadczeniem trudności i cierpienia. Można by powiedzieć, że właśnie doświadczenie cierpienia wyróżnia dusze powołane do jakiegoś szczególnego zadania w Kościele. Gdybyśmy prześledzili życie świętych, życie dusz wybranych, zobaczylibyśmy rzeczywiście, że Boże formowanie jest często bolesne; to kształtowanie, które naginało wewnętrzne „ja” duszy ku Bogu, ku rezygnacji z samej siebie. Cierpienie: często formuje, kształtuje duszę doskonaląc ją, daje głębsze zrozumienie sensu istnienia, daje głębsze zrozumienie Boga i dzieła zbawczego; daje lepsze zrozumienie drugiego człowieka. uwrażliwia duszę, pomaga duszy patrzeć z właściwej perspektywy na życie, na człowieka, przede wszystkim na Boga. Stąd nie należy się dziwić, że dusze wybrane rozumiejąc formujące działanie cierpienia traktują je jako łaskę i dobrodziejstwo, a nie jako dopust Boży, jak to często zdarza się zwykłym duszom.

Wybranie duszy niejako potrzebuje uformowania jej również poprzez cierpienie, ponieważ człowiek nie jest gotowy tak sam z siebie na to, by podejmować Boże dzieła, by dobrze je rozumieć i im sprostać. Dusza potrzebuje ociosania i uformowania, by lepiej pojąć, czym jest dzieło Boże i w jaki sposób realizować wolę Bożą. Dusza potrzebuje ociosania i ukształtowania, by miłość duszy nabrała właściwej formy, kształtu, by została oczyszczona z tego, co tak zwykłe, ludzkie, małe i słabe, niedoskonałe, by stała się miłością doskonałą. Wtedy dusza może podejmować dzieła Boże. Czytaj dalej

To miłość i tylko miłość może przemienić cierpienie w radość (por. 2 Kor 7,4)

Bóg powołał nas do tego dzieła najmniejszych nie po to, aby słać nam pod nogi płatki róż, ale do służby. Nie po to, byśmy mieli teraz życie łatwe i przyjemne, ale po to, byśmy pokonywali trudności ofiarowując się za powierzone nam dzieło. Nie po to, byśmy wypoczywali, ale byśmy pracowali w pocie czoła.

Nadal nie rozumiemy sensu Krzyża i cierpienia. Nadal nie rozumiemy aktu miłości, który wypowiadamy. Nadal myślimy o sobie, swoich pragnieniach i swojej woli, a nie o Jezusie. On w Ewangelii mówił nam, że trudności będą, że trzeba podejmować codziennie swój krzyż (por. Mt 16,24nn). Całe życie składa się z mniejszych i większych trudności. Jednak w dziele, które Bóg zapoczątkował w nas, mamy przyjmować te trudności, te nasze małe i duże krzyżyki z otwartymi ramionami. Mamy witać je z radością i dziękować za nie Bogu. A potem ofiarowywać się wraz z nimi naszej Miłości Oblubieńczej, Jezusowi. Tego potrzebuje to dzieło, Kościół, dusze grzeszników, świat, który w szaleńczym tempie pędzi ku piekłu.

Bóg daje nam poznać przedsmak Nieba. Daje nam poznać słodycz Swojej miłości. Daje nam w serce Swoją obecność. Zlewa pokój, miłość i radość. To sprawia, że zaczynamy patrzeć na świat inaczej i tęsknimy za Bogiem, pragniemy Go. Jednak sprawia to wszystko nie po to, żeby nas od razu zabrać ze sobą do Nieba, ale po to, byśmy żyjąc Bożą miłością, dążąc do niej nieustannie, stali się kanałami tej Miłości, by mogła dotrzeć do innych.

Zapomnijmy, zatem o sobie. Pomyślmy o Bogi i Jego woli. Pomyślmy o powołaniu, jakie Bóg nam daje, o miliomach dusz, które możemy ratować i zacznijmy żyć miłością. Ucałujmy swój Krzyż! To niezmiernie istotne! Zgoda na Krzyż! Nie bunt, nie stawianie na swoim, ale zgoda na to, co nas dotyka! Zgoda z uśmiechem na twarzy! Zgoda z pokorą i uległością! Zgoda z otwartym sercem na to, co Bóg wobec nas zaplanował. Jednocześnie z tą zgodą mamy ukrzyżować nasze pragnienia, nasze plany, nasze ambicje, nasze zdanie i poglądy. Jedynym pragnieniem ma być Miłość! Jedynym planem – Miłość! Jedynym poglądem – Miłość! Wiemy, że jest to bardzo trudne, że jest bolesne, ale dopóki nie zrozumiemy tego i nie przyjmiemy za swoją postawę, będzie nam bardzo ciężko, będzie żal, smutek, a w sercu zrodzą się pretensje i zastanawianie się: dlaczego? Czytaj dalej

Stańmy się duszami współcierpiącymi z Jezusem – oddając Maryi pierwszeństwo w swoim sercu

Krzyż na górze objawieńKażdy z nas idzie drogą, jaką Bóg nam przeznaczył. Każdy doświadcza cierpienia, trudów, problemów. Każdy ma wielką szansę daną przez Boga Ojca, by towarzyszyć Zbawicielowi w Jego Drodze Krzyżowej. To, czego doświadczamy nie jest przypadkiem, nie jest sprawą, rzeczą niepotrzebną. To ma głęboki sens i wymiar duchowy. To zaproszenie, abyśmy przyjmując cierpienie, stali się duszami współcierpiącymi z Jezusem, a w ten sposób, byśmy mieli swój udział w odkupieniu świata. Teraz Jezus doznaje ogromnych cierpień. W wielu miejscach na świecie zło przyjmuje rozmiary ogólnonarodowe. Staje się już nie sprawą prywatną pojedynczego człowieka, ale obejmuje całe narody prowadząc je na śmierć. Dlatego Jezus potrzebuje dusz, które wspierać Go będą swoją modlitwą i ofiarą, by zadośćuczynić zadawanym mękom, by ratować dusze od wiecznego potępienia. Jezus potrzebuje również dusz szczególnie miłujących, które z miłości do Niego przyjmą część Jego cierpień i będą je dźwigać. Potrzebuje dusz, które jak matka biorąc sprawy dziecka w swoje ręce, błaga Boga, by to jej dał cierpienia dziecka, tak dusze te będą prosić Boga, by On udzielił im tej łaski i pozwolił dźwigać Krzyż Jezusa razem z Nim.

To inny nieco wymiar niż ten, w którym żyjemy. Dokonywać się to będzie w wymiarze Ducha, w mistycznym zjednoczeniu z Jezusem Ukrzyżowanym. Obejmować zaś będzie nas całych, zarówno ducha, jak i ciało. A w jaki sposób doświadczać tego będziemy, to sprawa indywidualna zależna od Jezusa oraz predyspozycji, jakich Jezus udzieli. Prosząc jednak o tę wielka łaskę współniesienia Krzyża, współuczestniczenia w męce, bądźmy otwarci na wszelkie dary. Nie ograniczajmy Boga swoimi ciasnymi umysłami i błędnymi wyobrażeniami. Nie zdajemy sobie sprawy z ogromu zła przetaczającego się przez ziemię, niszczącego dusze. To już nie jest sprawa indywidualnych serc. To sprawa globalna, obejmująca cały świat. Zło opanowało rządy, wzięło stery organizacji międzynarodowych, wielkich firm, przedsiębiorstw i korporacji, stowarzyszeń i partii. Ich decyzje wpływają na całe społeczeństwa. Natomiast ludzie zachowują się tak, jakby mieli zawiązane opaski na oczach, a w uszach filtry. Słyszą tylko to, co chcą słyszeć. Czytaj dalej

„Uwierzyć miłości” – to początek drogi naszego powołania (mp4)

Życie dziecięctwa duchowego polega w swojej istocie na życiu miłości, pierwszym zaś warunkiem praktykowania z przekonaniem i owocnie życia miłości jest wierzyć Miłości. Oznacza to przede wszystkim wiarę w to, że „Bóg jest Miłością”: Deus caritas est (1 J 4,16).

Wiara w tę podstawową prawdę jest konieczna, aby człowiek mógł dostrzec w miłości pierwszą i skuteczną przyczynę wszystkich dziel Boga Stworzyciela. To Jego miłość inspirowała Wcielenie i Odkupienie; to Jego miłość dała nam Eucharystię i inne sakramenty; to Jego miłość dała czyściec dla dusz jeszcze niewystarczająco oczyszczonych; to Jego miłość przygotowała miejsce pokoju dla dusz dobrej woli; to Jego miłość znieważona i wzgardzona musi dopuścić piekło. Święty Franciszek Salezy miał rację, pisząc: „W Kościele świętym wszystko należy do miłości, żyje miłością, czyni się z miłości i pochodzi z miłości”. Więcej…>>

Ks Maciej Bagdziński o „Orędziu Miłości” (mp4)

Zapraszamy też na naszą stronę „Orędzie Miłości Serca Jezusa do świata”, czytaj lub słuchaj…>>

Otwierajmy serca na obfitość daru Bożej Obecności

Kartka - Obecość BogaPrzepiękne, cudowne są tajemnice Boże, a szczególnie Boża obecność. Rozważajmy ją, często powracajmy do niej. W swojej codzienności, cokolwiek robimy, choć jedną myślą starajmy się znowu skierować ku Bogu i otworzyć się na Jego obecność. Ta Obecność będzie naszym umocnieniem, siłą. Będzie sprawiać, że znowu nasze serca powrócą, znowu się rozradują, znowu nabiorą ufności, będą wierzyć, znowu będą miały siły kochać. Podziękujmy Bogu za dar Jego obecności; za to, że zaprasza do tej Obecności dusze tak małe, zaprasza każdego człowieka. Choć człowiek jest niczym, to jednak Bóg umiejscawia go w Sobie, w swoim wnętrzu. Otacza Sobą i pozwala żyć w Nim. Nie dość na tym, Bóg szuka człowieka, woła, tęskni za człowiekiem.

Obdarowywanie obecnością jest czynione z wielką obfitością. Chociaż Bóg nikogo i niczego nie potrzebuje i mógłby człowieka osadzić w swojej obecności i pozostawić, to jednak On w nadmiarze swojej miłości zabiega o człowieka, o jego serce, duszę. Nieustannie próbuje dotrzeć do wnętrza każdego człowieka, nieustannie zapewnia o miłości swojej. Chce, aby człowiek przejrzał, aby nie był ślepy i głuchy. Obecność Boga jest czynna. Bóg nie pozostaje bierny, nie jest jak zimna ściana, którą widzisz przed sobą. Bóg jest żywy, kochający, w związku z tym stale, ciągle, nieustannie przychodzi do twego serca. W różny sposób pociąga twoje serce, pragnie, abyś uwierzył miłości, abyś mógł jej doświadczać, abyś zaczął żyć miłością. Bóg wie, że tylko to nadaje sens ludzkiemu istnieniu i tylko wtedy człowiek może być szczęśliwy. Czytaj dalej

Spotkaliśmy Boga i pragniemy żyć Bogiem

Kartka - Obecość Boga 3My jesteśmy takimi duszami, które spotkały Boga i które pragną żyć z Bogiem. Dlatego starajmy się uświadamiać sobie zawsze, iż Bóg obecny jest nieustannie pośród nas, jest obecny w nas. Życie Jego cudowną, wspaniałą obecnością sprawia, że dusza zupełnie inaczej doświadcza swojej codzienności. Dlatego dzisiaj spróbujmy jeszcze raz otworzyć swoje serca na Boga, spróbujmy przyjąć tę wspaniałą rzeczywistość, w której każdego z nas umieścił Bóg.

Nikt z nas nie żyje w próżni, ale każdy zanurzony jest w Duchu i każdy z nas porusza się w Duchu. Gdy oddychamy, oddychamy Duchem. Gdy otwieramy swoje dusze, Duch Boży jeszcze bardziej nas przenika i prowadzi. Gdy otwieramy nasze myśli na Boga, to On przenika je i nas prowadzi. Boża obecność jest jeszcze czymś więcej – to nieustanna Obecność, która ciągle towarzyszy nam w każdej sytuacji, każdego dnia. Boża obecność przenikając te sytuacje sprawia, że mogą one stawać się dla nas drogą zjednoczenia z Bogiem, gdy przyjmiemy je, gdy je zaakceptujemy, gdy otworzymy się na obecność Boga, na miłość przenikającą wszystko. Bowiem nieustannie wszystko przeniknięte jest miłością. Istnienie czegokolwiek możliwe jest tylko dzięki temu, iż miłość przenika. Cokolwiek nie byłoby przeniknięte Bożą miłością, przestałoby istnieć. Zniknęłoby. Tu nie tylko chodzi o człowieka, czy inne istoty duchowe, ale wszystko zniknęłoby. Patrząc na to w ten sposób, można zobaczyć, że wszystko jest wyrazem Bożej miłości i wszystko jest dobrem danym dla nas, abyśmy mogli dążyć ku Bogu, ku zjednoczeniu.

Boża obecność jest jeszcze czymś więcej. On już nie żyje obok nas. My żyjemy w Nim, a On żyje w nas – to już jest jakaś forma zjednoczenia. To już Duch Boży i dusza przenikają się. Już nie można oddzielić i powiedzieć: tu jest Duch, a tu jest dusza, ponieważ są już jedno. Takiej obecności możemy w sposób szczególny doświadczyć w Eucharystii. Warto otwierać swoje serce na działanie Ducha podczas Mszy św., aby pozwolić Bogu na objawianie naszym sercom tajemnic Bożych – objawianie, czym jest Eucharystia, co dokonuje się podczas Niej. Szczególnie, aby doświadczyć obecności Boga najpierw w Jego Słowie i wniknąć w to Słowo, a jednocześnie pozwolić Słowu wniknąć w nas, byśmy znowu stali się jedno i by Słowo w nas żyło, stając się naszym życiem. My byśmy mogli zrozumieć to Słowo i odnaleźć je w konkretnych sytuacjach w swoim życiu. A potem otwierajmy swoje serca, swoje dusze na niezwykłą tajemnicę Przeistoczenia – przyjścia Boga w widzialnej postaci, aby została objawiona nam niezwykła tajemnica Ofiary Jezusa, która zbawia, ratując ludzkość. Ale w tym wszystkim, abyśmy otworzyli się na cudowną tajemnicę miłości. Ten, kto tę tajemnicę poznał, żyje w radości i już nic nie jest w stanie go zasmucić, załamać, bo on poznał tajemnice miłości. Sam Bóg umarł za niego, aby dać mu życie. I potem znowu otwierajmy swoje serce, aby przyjąć samego Boga i by stało się ciałem cudowne zjednoczenie Stwórcy ze stworzeniem, abyśmy mogli już przebywać w Niebie. Aby Niebo było w nas, a my byśmy – tak jak Święci – mogli być przez ten moment zjednoczeni z Bogiem, przebóstwieni, święci; mocą Bożą święci. Czytaj dalej

Na drodze powołania towarzyszy nam wielka Boża łaska

Całkowite oddanie się Bogu, takie świadome oddanie siebie całego Bogu pociąga za sobą pewne konsekwencje i to zarówno ze strony Boga, jak i tej duszy. Dusza każdego dnia ma pamiętać o swoim ofiarowaniu i starać się ciągle odświeżać w sobie pragnienie, by we wszystkim służyć Bogu. Jednocześnie Bóg obdarza łaską tę duszę, wspierając ją na drodze ofiarowania. Dusza nie jest sama, otrzymuje wielką pomoc ze strony Nieba. Dusza sama z siebie nie miałaby żadnej siły, by cokolwiek Bogu ofiarować i by dla Niego podjąć jakieś wyrzeczenie czy też przyjąć cierpienie. Dusza sama nie jest do tego zdolna i nie ma na to sił. Dlatego, jeśli dusza Bogu się ofiarowuje, jeśli dla Niego czyni kolejne maleńkie ofiarki, powinna mieć świadomość, że towarzyszy jej wielka Boża łaska. Dusza może tego do końca nie rozumieć, nie odczuwać. Czasem cierpienie, czy też jakaś ofiara poniesiona dla Boga, wydaje jej się ogromna, dotkliwa czy uciążliwa, że dźwiga ten ciężar sama. Ale sam fakt, że dusza się tego podjęła, że powiedziała Bogu „tak” już oznacza, iż Bóg obecny jest w tej duszy i że to Jego łaska pomaga jej uczestniczyć w Krzyżu Jezusa. Świadomość tego powinna być radością duszy, bo przecież w ten sposób objawia się w niej obecność Boga. W ten sposób objawia się miłość Boga wobec niej. Ona nie jest sama. Jakiekolwiek dusza czyni starania, działania dla Boga, niech to będzie rzecz najmniejsza, w oczach ludzkich niemająca żadnego znaczenia, to jednak Bóg widzi to i wspiera tę duszę swoją łaską. Ona czyni to dzięki tej otrzymanej łasce.

Skoro Bóg oczekuje od nas oddania się Dziełu i podjęcia na rzecz tego Dzieła wszystkiego, a więc oddania się Bogu, ofiarowania się Bogu i czynienia wszystkiego z miłości do Niego, skoro Bóg do tego zaprasza i tego oczekuje, to możemy mieć pewność, że On jest w każdym z nas obecny i udziela łaski, która wzmacnia nas, daje siły i moc do realizacji powołania. To znaczy, że On jest obecny w sposób szczególny i nic nie dzieje się bez Niego, bez Jego pomocy. Jakakolwiek dobra myśl, jakiekolwiek dobre natchnienie, jakakolwiek, najmniejsza zgoda na wolę Bożą to znak, że Bóg udziela swojej łaski, że nam towarzyszy. Więc na swojej drodze, na której są również krzyże, możemy cieszyć się obecnością Boga. Trzeba oczywiście wiary i ufności, ale i do tego Bóg nam udziela swej łaski.

Spróbujmy w swojej codzienności ofiarowywać Bogu kolejne sekundy i minuty dnia, jednocześnie przeżywając je często dziękujmy Bogu, że przeżyliśmy je razem z Nim. To będzie pomagało nam również w uświadamianiu sobie, iż nasz czas, nasze całe życie jest w rękach Boga i wszystko zależy od Niego. Zatem kolejna przeżyta godzina była darem Boga dla człowieka, w którym Bóg w sposób szczególny nam pobłogosławił, pozwalając przeżyć w ofiarowaniu się Bogu. Czytaj dalej

Niech całe nasze życie będzie świadectwem o Bogu, który jest Miłością (Dz 4, 23-31)

Zwróćmy uwagę na postawę pierwszych wyznawców Jezusa. Ich wiara była wiarą prostą. Oni przyjmowali to, co mówił Jezus i realizowali. Ci, którzy od Apostołów i uczniów usłyszeli o Jezusie, czynili podobnie. Kiedy zakazano Apostołom głoszenia Dobrej Nowiny o zmartwychwstaniu Jezusa, Apostołowie stwierdzili, że muszą słuchać Jezusa bardziej niż kogokolwiek z ludzi i w związku z tym będą głosić Słowo Jezusa. Ale przy tym zwracają się do Boga, proszą Ducha Świętego, by pobłogosławił ich poczynaniom, ich misji, aby rzeczywiście ich głoszenie Jezusa Zmartwychwstałego było głoszeniem płynącym z mocy Ducha Świętego. A więc to, co będą czynić, aby zostało poparte i przeniknięte przez Ducha Świętego, bo tylko wtedy, kiedy Duch Święty poprowadzi, wszelka działalność Apostołów nabiera mocy (por. Dz 4, 23-31).

Ich modlitwa była prostą modlitwą. Nie byli ludźmi, którzy trwali dniami i nocami na kontemplacji Boga, którzy wchodzili w jakieś przeżycia mistyczne. Byli zwykłym i ludźmi, a ich modlitwa była prosta, natomiast ich serca były pełne wiary. Słowo, które wypowiadali na modlitwie było słowem ich wiary. A więc ich modlitwa była wyrazem ich wewnętrznego przekonania, iż jest to prawda.

Często człowiek na modlitwie stara się pięknymi słowami przekonać Pana Boga do czegoś. Często też sam cieszy się z własnej modlitwy, że jest tak piękna. Z tym, że w tej modlitwie nie ma spotkania z Bogiem, a w człowieku tak modlącym się nie ma wiary. Wystarczy słowo wypowiedziane z wiarą, a rzeczywistość, którą to słowo opisuje, staje się ciałem. Tak też było podczas modlitwy, o której czytamy w podanym fragmencie z Dziejów Apostolskich. Kiedy skończyli modlitwę, Duch Święty napełnił ich wszystkich. Do tego stopnia Bóg zadziałał ze swoją mocą, że zadrżała ziemia.

Jak mają się słowa tego fragmentu (Dz 4, 23-31) do dzieła, do wspólnoty, do każdego z nas? Mówiliśmy o tym wcześniej, aby uświadamiać sobie obecność Boga tutaj i starać się żyć tą Obecnością. Mówiliśmy o wierze, aby z wiarą przyjmować tę rzeczywistość, która otacza i słowa pouczenia. Mówiliśmy o tym, iż należy dokonywać wyborów, mając świadomość, co tak naprawdę się dokonuje, co się wybiera. Mówiliśmy o utkwieniu wzroku w Niebie, aby żyjąc na ziemi żyć już Niebem. To w konsekwencji prowadzi do tego, że wiara człowieka staje się prostą, oczywistą. Upraszcza się sposób modlitwy i przebywanie człowieka przed Bogiem. Człowiek po prostu żyje z Bogiem. Tak, jak żyje się z drugim człowiekiem, którego się widzi, z którym można rozmawiać, którego można się radzić w różnych sprawach i z którym się wspólnie dzieli życie, tak dusza taka dzieli swoje życie z Bogiem nieustannie. I wtedy każde słowo modlitwy tej duszy jest dokonującą się rzeczywistością duchową. Dusza ta w sposób prosty i coraz czystszy przebywa w obecności Boga. Jej relacja z Bogiem staje się jasna, prosta, staje się czysta i oczywista. To, co do niedawna jeszcze było taką domieszką, a więc różne słabości duszy, różne jej własne pragnienia czy wyobrażenia o różnych sprawach – wszystko to zawsze miesza się w relacje duszy z Bogiem – teraz, po takiej przemianie duszy, która żyje Bogiem, która ma wiarę w otaczającą ją rzeczywistość duchową, taka relacja oczyszcza się ze strony duszy, jest coraz czystszą i przez to bardziej prostą, bardziej oczywistą. Czasem czytamy o Świętych, iż mieli bliską relację z Bogiem, rozmawiali z Nim jak z Przyjacielem, dyskutowali wręcz z Nim, teraz taka relacja staje się możliwa w życiu tej duszy. Czytaj dalej

Nasz wzrok ma być utkwiony w Niebie (Łk 20, 34-40)

Teraz o tym, jak żyją ci, którzy idą drogą powołania, którzy odpowiadają na Boże wezwanie i biorą udział w Dziele Zbawczym. Może wydawać się dziwnym ten fragment, dotyczący życia po zmartwychwstaniu (Łk 20, 34-40). Jak to się ma do Dzieła i do dusz idących maleńką drogą miłości?

Otóż życie duszy kroczącej maleńką drogą miłości to życie w świadomości uczestniczenia w życiu samego Boga. To otwarcie się na Jego świat i pełniejsze, bardziej świadome uczestniczenie we wszystkim, co jest życiem Boga. To świadomość i wiara głęboka w istnienie czegoś więcej niż tylko świat dostrzegalny zmysłami. To takie otwarcie się na świat duchowy, iż człowiek żyje niejako jakby już częściowo żył w Niebie, należał do innego świata. Człowiek wierzący wyznaje swoją wiarę w zmartwychwstanie, w życie w Niebie, a jednak jakże często żyje tak, jakby w to nie wierzył.

Wchodząc na maleńką drogę miłości, a do tego przyjmując powołanie, które Bóg nam daje, dusza przyjmuje i ma starać się żyć rzeczywistością ducha. Ma próbować żyć tak, jakby żyła już jedną nogą w Niebie. Nie oznacza to życia bez problemów, natomiast oznacza świadome otwieranie się na rzeczywistość duchową i współpracę z tą rzeczywistością, ciągłe odwoływanie się do tej rzeczywistości i odbieranie swojej codzienności przez pryzmat rzeczywistości duchowej, która wszystko przenika i wszystko otacza. Dusza ma żyć bardziej Bogiem, bardziej Niebem niż sprawami czysto ludzkimi, ziemskimi. Istnieje jednak tutaj pewne niebezpieczeństwo. Zdarza się duszom, iż popełniają pewien błąd myśląc, że skoro mają żyć sprawami duchowymi, to już sprawy ziemskie ich nie dotyczą i mogą zaniedbywać je. Tutaj chodzi o nieco inną postawę. Tak jak świat duchowy przenika rzeczywistość ziemską, dzięki przenikaniu samego Boga, Jego miłości wszystko istnieje, tak człowiek idący tą drogą ma mieć świadomość, iż rzeczywistość duchowa, na którą się otwiera, przenika jego rzeczywistość ziemską, jego codzienność, zwyczajne obowiązki. I ma wykonywać te obowiązki ze świadomością, że wszystko, co czyni, jest czynione w obecności Boga, ze względu na Niego, z miłości do Niego, jest Jemu ofiarowywane w intencji za dusze, by On je ratował. Dusza stara się każdą sekundę, każdą chwilę spędzać z Bogiem w swojej ziemskiej rzeczywistości. Stara się w każdej tej sekundzie należeć do Boga i wszystko – wszystko, a więc i swoją myśl, i swoje pragnienie, i swoje obowiązki, i swoją postawę, wszystko – poświęcać, ofiarowywać Bogu z miłości.

Nie jest to robione na zasadzie bycia męczennikiem, ale ofiarowywane z miłości, bo jest to pragnienie serca duszy. Dusza doświadcza w głębi siebie radość. Jest to inna radość niż radości związane ze sprawami ziemskimi. Jest to radość w głębi duszy, radość, która wiąże się z radością samego Boga i wynika ze zjednoczenia duszy z Bogiem, spraw duszy ze sprawami Bożymi; wynika z uczestniczenia duszy w życiu Boga. Dusza cieszy się, że w ten sposób uczestniczy w życiu Boga, w czymś niewyobrażalnie wielkim. Wszystko to nie wyklucza cierpienia i nie ma sprzeczności pomiędzy odczuwaniem przez duszę jakiegoś cierpienia czy trudności, na przykład w ofiarowaniu pewnych rzeczy Bogu, a jednocześnie doświadczeniu radości z uczestnictwa w życiu Bożym. Czytaj dalej

Potrzeba dusz, które posłusznie pójdą wskazaną drogą miłości

Przyjęcie Bożych pouczeń, przejęcie się tym, co zmysłami niewidzialne, niedoświadczalne, a jednak możliwe do przeżywania, odbywa się w oparciu o wiarę. Kiedy Bóg mówi o dwóch drogach, które pokazuje nam, każąc wybierać: droga do życia i droga do śmierci, to oczekuje, że każdy z nas z wiarą przyjmie tę rzeczywistość, o której mówi Bóg; że każdy z wiarą przyjmie prawdę o istnieniu dwóch dróg. Bardzo często dusze przyjmują tego typu słowa, całe kazania jako pewne alegorie, opowieści, które nie do końca mają styczność z rzeczywistością, a tym bardziej nie mają wpływu na życie, na otaczający świat, na dusze. Często ludzie traktują bardzo lekko tego typu słowa pouczenia. Nauczeni na lekcjach religii, że mają chodzić do kościoła w niedzielę, spowiadać się, że mają starać się żyć w zgodzie z przykazaniami, nie angażują swojego serca i ich przeżywanie wiary jest bardzo powierzchowne. Wręcz nie potrafią otworzyć się na rzeczywistość Boga, a więc na prawdy, które On przynosi czy to poprzez Słowo Pisma Świętego, poprzez kapłanów, czy poprzez wewnętrzny głos w duszy.

Podobnie dzieje się również wśród dusz maleńkich. Maleńka droga miłości i pouczenia traktowane są bardziej jako dodatek do życia, a nie jako życie; jako coś co można posłuchać, można wypełniać lub nie, ale i tak człowiek się zbawi, bo do kościoła chodzi, stara się wypełniać dziesięcioro przykazań, do spowiedzi też, nawet co miesiąc. Dusze nie widzą konieczności poważnego przejęcia się pouczeniami. Bardzo przesiąknięte są tym, co widzą wokół, co dzieje się wokół. Świat bardzo posiadł dusze do tego stopnia, że wypaczył sposób patrzenia na rzeczywistość duchową. Dlatego nie ma tak dużo dusz, które by autentycznie, prawdziwie, w pełni starały się wejść na maleńką drogę miłości, starałyby się realizować pouczenia. Bardziej oczekują pewnych wzruszeń, których doświadczają na początku, a gdy teraz tych wzruszeń jest mniej, szukają gdzie indziej.

Potrzeba dusz, które uwierzą, iż Bóg przed nimi kładzie życie i śmierć, iż daje im do wyboru drogę. Potrzeba dusz, które pójdą wskazaną drogą miłości, będą starały się być posłuszne, jak najwierniej będą wypełniać słowa Boga. Trzeba modlić się o otwartość, o przyjęcie z wiarą zaproszenia Boga do Dzieła, zaproszenia na maleńką drogę miłości, zaproszenia do Dzieła Zbawczego – Dzieła ratowania dusz. Każda dusza, która autentycznie przyjmie z wiarą tę drogę, to Boże zaproszenie, staje się kanałem łaski dla innych. Staje się miłością, którą Bóg wylewa na inne dusze. Potrzeba prawdziwego przejęcia się Bożymi słowami i zaangażowania całego swojego życia do tego, by zrealizować drogę miłości. Bóg nie chce straszyć opisując drogę prowadzącą do śmierci. Wystarczy, że rozejrzycie się wokół, że przyjrzycie się wszystkiemu, co dzieje się wszędzie, w każdej warstwie społecznej, w każdej dziedzinie, sferze, co dzieje się w różnych państwach, na różnych kontynentach. Wystarczy, że przyjrzymy się blisko swojej rodzinie, swoim sąsiadom, a zobaczymy, jakie są konsekwencje wyboru niewłaściwej drogi. Jednocześnie zobaczymy wielką, ogromną potrzebę ratowania dusz. I to będzie głosem Boga, abyśmy dokonali właściwego wyboru. Powinniśmy patrząc na otaczającą rzeczywistość słyszeć wręcz krzyk Boga o ratowanie dusz. Czytaj dalej

Uświadomienie sobie źródła naszego powołania jest bardzo istotne

Wszystko realizuje się dzięki miłości ofiarnej Jezusa. Wszystko już się dokonało dzięki Jego ofiarnej miłości. Cała rzeczywistość zbawienia objawiła się poprzez miłość ofiarną – poprzez Krzyż. Można powiedzieć, że istnienie świata, życie ludzkie, wszystko to dzięki miłości ofiarnej Jezusa. Ta miłość swoim zasięgiem objęła wszystko to, co w poczuciu czasu ludzkiego było przed Jezusem, w czasie Jego ziemskiego życia i to, co było i będzie po. W tej miłości wszystko ma swoją rację bytu, swój sens istnienia. Dzięki tej miłości istnieje. Bez miłości nie ma nic, w miłości jest wszystko – w miłości doskonałej, Bożej, aż po ofiarę, po sam szczyt. Tylko w takiej miłości spełnia się wszystko, nabiera właściwego kształtu. W tej miłości realizuje się dokładnie tak, jak przygotował Bóg.

Dzieło, w którym uczestniczymy, które Bóg przeprowadza poprzez nasze serca jest zanurzone w miłości, jest tą miłością przeniknięte, przesiąknięte, z miłości tej to Dzieło wypływa. Uświadomienie sobie źródła tego Dzieła jest bardzo istotne. Mimo, że nieustannie o tym mówimy, to jednak wydaje się, że to, co najistotniejsze jest tak jakby puszczane mimo uszu. Zrozumienie tego, iż z miłości ofiarnej zrodziło się to Dzieło przynosi pewne dalsze konsekwencje. Jeśli dusza przyjmuje, iż jest włączona w Dzieło, które źródło ma w miłości ofiarnej, które samo jest tą miłością, prowadzi inne dusze do miłości, musi, chcąc uczestniczyć w tym Dziele, sama również żyć tą miłością; nie jakąś miłością, ale miłością doskonałą, miłością ofiarną. Gdy dusza będzie starała się we wszystkim stawać się miłością, żyć miłością, dopiero wtedy Dzieło będzie przez Boga przeprowadzane właśnie poprzez tę duszę.

Potrzeba w każdym z nas ponownego przyjęcia miłości ofiarnej, ponownego rozważania, czym jest ta miłość i w jaki sposób każdy z nas tą miłością ma żyć na co dzień, jak ta miłość ma się objawiać w naszym życiu, w naszej codzienności. Złączenie z miłością płynącą z Krzyża daje pewność, że Dzieło jest Boże, że będzie nabierało właściwego kształtu i że będzie prowadziło dusze do zbawienia. Będzie dawało pewność, iż Dzieło ma w sobie moc Bożą. Ci, którzy służą w tym Dziele poddają się działaniu Boga i Jego mocy. Bóg przez nich może z mocą działać. Można słuchać pięknych katechez na temat miłości ofiarnej, można zachwycić się takimi katechezami, a jednocześnie samemu nie wdrażać w życie tej miłości. Można na temat tej miłości wiedzieć dużo, dużo teoretyzować, posiadać wiedzę, ale nie mieć jej w sobie, nie żyć nią. Czasami duszom wydaje się, że życie duszy maleńkiej jest beztroskie, bo dusza jest maleńka, Pan Bóg wszystko czyni, dusza ufa Panu Bogu i właściwie nie musi nic robić. Dusze w ten sposób spłycają sens tej drogi i tak naprawdę jej nie realizują. Jest to droga miłości. I to nie jakiejś miłości, ale miłości doskonałej, miłości Bożej. Nazywana jest maleńką, to fakt, ale że jest to maleńka droga miłości nie oznacza, że sama miłość zostaje przez to umniejszona i sprowadzona do rozmiarów dusz, które tą drogą idą. Nie miałoby to wtedy sensu. Czytaj dalej

Stajemy przed Bogiem, który ukazuje nam drogi do wyboru (Jr 21, 8-9)

Immagine n°15Najpiękniejszy czas dnia to Msza św., kiedy możemy zjednoczyć się z Jezusem i razem z Nim ofiarować się Bogu Ojcu. Najpiękniejszy, bo w Eucharystii otrzymujemy dar życia wiecznego. Mszę św. możemy przeżyć w świadomości, iż stajemy przed Bogiem, który ukazuje nam drogi do wyboru. Możemy przeżyć w świadomości, iż stajemy przed Bogiem, Stwórcą, Nieskończonym, Niepojętym, a my jesteśmy niczym, maleńkim pyłkiem wobec Niego. On w swej niewyobrażalnej miłości, niepojętej, On, który jest Wszechmocny zniża się do nas. Pochyla się. I zaprasza do uczestnictwa w Dziele wielkim, obejmującym całą historię ludzkości. Ale wszystko czyni w miłości. Zanurza nas w miłość. Do niczego nie zmusza, a w dodatku udziela łask naszym duszom, byśmy mogli pomimo tak wielkich dysproporcji – nieskończoność Boga, wielkość Dzieła i nasza nicość i brak sił – byli w stanie powiedzieć Bogu „tak”. Można by powiedzieć, komu jak komu, ale Bogu się nie odmawia. Ale On nie ukazuje nam w całości swojej potęgi i Majestatu, ale zniża się do nas, ponieważ objawienie przed nami Jego całego Oblicza równałoby się z przymuszeniem nas do zgody. Więc tylko na miarę naszych możliwości, umysłu i serca możemy zobaczyć niepojętą miłość Boga, który choć Wszechmocny zniżył się do nas i zaprasza.

Jedno jednak miejmy na uwadze – w tym Dziele przyjmujemy odpowiedzialność za wiele dusz. Stawka jest bardzo wysoka – życie dusz. Ta stawka jest tak wysoka, że Jezus na drugiej szali położył samego Siebie. Więc jeśli jesteśmy w stanie, choć trochę przyjąć zrozumienie ważności tego Dzieła, to zobaczmy, że tak naprawdę naprzeciwko nas staje Jezus w każdej duszy, o którą tak bardzo zabiega Bóg. Dusze tak cenne są, jak cenny jest Jezus w oczach Ojca. Zrozumienie ceny ważności dusz wpływa na zrozumienie ważności Dzieła, do którego jesteśmy zaproszeni, a jednocześnie budzi świadomość wielkiej naszej odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Pamiętajmy zawsze, że to Dzieło Boże, nie jakaś gra towarzyska, rozgrywki, kolejny stopień awansu, to nie sprawa tego, czy się będzie coś więcej miało lub mniej. To sprawa Boża, a stawką jest życie dusz. Stańmy przed Bogiem, łączmy się z Jezusem, razem z Nim ofiarujmy się Ojcu. W tym ofiarowaniu przyjmijmy na nowo swoje powołanie, określmy swój wybór, drogę życia. Przyjmując Jezusa, przyjmujemy powołanie wraz z całą łaską, którą Bóg w nas składa, byśmy je wypełnili – umocnienie, potrzebne dary, wszystko, czego potrzebują nasze serca i dusze, nasze ciała, aby na tej drodze być całkowicie do dyspozycji Boga, by Mu służyć całymi sobą. Podczas tej Eucharystii razem z nami będzie też Matka Boża i będzie modlić się za każdego z nas i za wszystkie dusze, które Bóg pragnie poprzez nasze oddane serca uratować, obdarzyć szczęściem wiecznym. Błogosławię was – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.