9 listopada – Święto Rocznicy Poświęcenia Bazyliki Laterańskiej

Bóg dał nam Kościół. W Kościele zostaliśmy ochrzczeni, przyjęci do Kościoła. To pierwszy wyraz cudownej Bożej miłości. Tym pierwszym to rzeczywiście było powołanie nas do życia, ale tym drugim – zaproszenie do Kościoła. I w Kościele możemy wzrastać, rozwijać się. Możemy kosztować tej miłości, w którą bogaty jest Kościół; miłości przejawiającej się w sakramentach; miłości przejawiającej się w świętych, w różnych pismach Kościoła, w nauce Kościoła, w osobach, kapłanach, zakonnikach, zakonnicach. To niezwykłe bogactwo Kościoła i dar Bożej miłości. Takim darem jest również wspólnota, w której dusza może dalej się rozwijać, iść pewną drogą duchową. Bóg powołuje dusze na różne drogi duchowości, stwarza przecież tak różnorodne dusze. Każdy potrzebuje czegoś innego. I Bóg łączy pewne dusze, by mogły iść jakąś drogą. Nas pragnie powołać na maleńką drogę miłości; na tę drogę miłości, o której wcześniej mówiła św. Tereska od Dzieciątka Jezus; na tę drogę miłości, o której mówił Pan Jezus sł.B. Konsolacie Betrone; na tę drogę miłości, którą szło wielu świętych, którą idą całe zakony. Jakże jest ich wielu! Jakże jest wiele serc, które tę drogę poznają dzięki Bożej łasce, które się zachwycają tą drogą i próbują, starają się nią iść.

Cudownym darem jest wspólnota, bowiem człowiekowi samotnie bardzo trudno byłoby iść jakąś drogą. Bardzo trudno byłoby doskonalić się, rozwijać się duchowo. Stąd też we wspólnocie, w powołaniu wspólnoty przejawia się ta Boża mądrość. Bóg wie, że człowiek potrzebuje innych dusz, by wspólnie kroczyć, by wspólnie poznawać Boga. I Bóg powołał wspólnotę dusz najmniejszych. Rozrasta się. Dusz maleńkich jest już bardzo dużo, tu w Polsce, ale i na całym świecie. Jesteśmy zaproszeni do życia w takiej wspólnocie. I to nie szkodzi, że jesteśmy w różnych częściach kraju, w różnych okolicach. To nie szkodzi, że jesteśmy tak rozsiani. Dla Bożego Ducha nie ma żadnych ograniczeń, odległości nie istnieją, czas nie istnieje. Bóg tworzy z nas wspólnotę. Jeśli pragniemy, możemy otworzyć się na ten dar i żyć we wspólnocie. To, co dokonuje Bóg współcześnie we wspólnocie dusz najmniejszych jest niezwykłe, bowiem Bóg pragnie w sposób szczególny ujawniać swojego Ducha, działanie swojego Ducha. I pokazuje ludziom, że Duch istnieje i że Duch działa w Kościele, działa w ludzkich sercach, że jest to jeden Duch, który te serca jednoczy. I różne serca, w różnych częściach Polski, doświadczają tego samego: tego samego Ducha, tej samej miłości, prowadzeni są przez Ducha Świętego i idą tą samą drogą, cudowną maleńką drogą miłości. I wiele dusz już doświadcza tej łączności duchowej. Żyją razem, choć w różnych miejscowościach i kochają siebie nawzajem, choć są daleko od siebie. I modlą się za siebie nawzajem, i doświadczają tego cudu wstawienniczej modlitwy, i wiedzą o sobie bardzo dużo. W swoich sercach czują, że ktoś potrzebuje modlitwy i wtedy się modlą jeszcze bardziej. A wszystkie dusze jednoczą się o tych samych porach dnia na modlitwie: o 900 rano, o 1200, o 1500, łączą się na modlitwie o 2100. Ale od pewnego czasu łączymy się wszyscy na modlitwie wtedy, gdy w domu dusz najmniejszych w Olsztynie odprawiana jest Msza św. Wtedy wszystkie dusze starają się też trwać na modlitwie, a kto może w tym czasie uczestniczy we Mszy św. Jest ta jedność ducha. I serca doświadczają tej jedności, doświadczają działania Ducha Świętego, który łączy te dusze, udzielając miłości w sposób szczególny. Dusze te żyją Bogiem, są szczęśliwe, żyją miłością. W swoim życiu starają się tę miłość realizować. Czytaj dalej

Dajmy świadectwo o istnieniu Nieba i wielkiego szczęścia w nim swoją postawą, swoim życiem w codzienności

modlitwa za zmarłych 2Już dzisiaj pozwólmy się wprowadzić w jutrzejszą Uroczystość Wszystkich Świętych, bowiem bardzo wiele dusz ma skrzywiony obraz tej Uroczystości. Powinniśmy radować się tym, co Bóg przygotował dla swoich świętych w Niebie. Zatem pozwólmy się poprowadzić ku Niebu, ku wiecznej szczęśliwości, ku przepięknej krainie, która czeka na każdego z nas.

Bóg obdarza świat swoją miłością. Świat żyje we wnętrzu Boga, żyje w Jego Sercu, zanurzony w Jego miłości. Bóg stwarzając człowieka stworzył go do życia w zjednoczeniu z Bogiem, do życia w szczęściu. Stworzył człowieka, by człowiek mógł w niezwykły sposób jednoczyć się ze swoim Stwórcą. Grzech niestety zepsuł relację z Bogiem. Ale jakże niepojęta jest Boża miłość. Bóg dał jeszcze więcej – dał swojego Syna. Syn naprawił relację człowieka z Bogiem.

Cena jest niezwykła! Tej ceny człowiek nie może pojąć swoim rozumem. Cena najwyższa – życie samego Boga za życie człowieka. Jednak ta cena mówi, jak wielką wartość w oczach Bożych ma dusza ludzka? Jaką miłością Bóg darzy każdego człowieka? Skoro taką cenę zapłacił za każdego człowieka, to jakież niezwykłe wspaniałości przygotował dla swoich świętych? Możemy być pewni tego, iż czeka na nas cudowne życie w wieczności, jakiego nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie tu na ziemi. Wszelkie wyobrażenie jest niczym wobec wielkości, piękna naszego przyszłego mieszkania, zamieszkania w Bogu, zjednoczenia z Bogiem.

To wszystko uczynił Bóg z miłości. A ci którzy już dostępują szczęścia w Niebie zaświadczają o wielkiej, nieskończonej, niepojętej miłości Boga do człowieka. Wielu świętych żyjąc jeszcze na ziemi miało łaskę oglądania Nieba – skrawka Nieba. Bóg przed niektórymi uchylił rąbka tajemnicy. Święci ci opowiadali jak pięknym i niezwykłym miejscem jest Niebo. Niektórzy od tego momentu tęsknili za Niebem traktując ziemię jako stan przejściowy, traktując ziemię jako wygnanie, jako miejsce zesłania. Oni o czym innym już nie mogli myśleć i za niczym innym nie mogli tęsknić – tylko za Niebem! Czytaj dalej

„Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów” (Łk 6,12-19)

Jezus wybrał dwunastu apostołów. Bóg powołuje różne dusze, które mają stać się niczym apostołowie, mają odegrać jakąś ważną rolę w życiu kościoła. Wybierając te dusze zapewnia słowami pierwszego czytania (Ef 2,19-22), że czyni w nich sobie mieszkanie, że je zamieszkuje; w tych duszach jest, mieszka, żyje Bóg.

Niektórzy mogą sądzić, że skoro Bóg powołuje dusze, to znaczy, że one muszą być szczególnymi duszami. Jednak bardzo często dusza, którą Bóg powołuje niczym nie wyróżnia się spośród innych. Wydaje się być bardzo zwyczajną, ale Bóg prowadzi ją w taki sposób, taką drogą, poprzez pewne doświadczenia, by przygotować do wypełnienia szczególnego zadania. Patrząc na historię narodu wybranego, patrząc na Kościół i świętych w Kościele, czy na pierwszych apostołów, można zauważyć, że nawet, jeśli dusze wybrane na początku niczym się nie wyróżniają, jednak Bóg obdarza je szczególną łaską, by mogły w doskonały sposób wypełnić wolę Boga. Dusza otrzymuje różne dary i łaski w zależności od zadania, jakie ma wykonać, spełnić, zrealizować w swoim życiu.

To wyróżnienie, wybranie wcale nie musi wiązać się z samymi różami słanymi pod stopy. Bardzo często wybranie wiąże się z doświadczeniem trudności i cierpienia. Można by powiedzieć, że właśnie doświadczenie cierpienia wyróżnia dusze powołane do jakiegoś szczególnego zadania w Kościele. Gdybyśmy prześledzili życie świętych, życie dusz wybranych, zobaczylibyśmy rzeczywiście, że Boże formowanie jest często bolesne; to kształtowanie, które naginało wewnętrzne „ja” duszy ku Bogu, ku rezygnacji z samej siebie. Cierpienie: często formuje, kształtuje duszę doskonaląc ją, daje głębsze zrozumienie sensu istnienia, daje głębsze zrozumienie Boga i dzieła zbawczego; daje lepsze zrozumienie drugiego człowieka. uwrażliwia duszę, pomaga duszy patrzeć z właściwej perspektywy na życie, na człowieka, przede wszystkim na Boga. Stąd nie należy się dziwić, że dusze wybrane rozumiejąc formujące działanie cierpienia traktują je jako łaskę i dobrodziejstwo, a nie jako dopust Boży, jak to często zdarza się zwykłym duszom.

Wybranie duszy niejako potrzebuje uformowania jej również poprzez cierpienie, ponieważ człowiek nie jest gotowy tak sam z siebie na to, by podejmować Boże dzieła, by dobrze je rozumieć i im sprostać. Dusza potrzebuje ociosania i uformowania, by lepiej pojąć, czym jest dzieło Boże i w jaki sposób realizować wolę Bożą. Dusza potrzebuje ociosania i ukształtowania, by miłość duszy nabrała właściwej formy, kształtu, by została oczyszczona z tego, co tak zwykłe, ludzkie, małe i słabe, niedoskonałe, by stała się miłością doskonałą. Wtedy dusza może podejmować dzieła Boże. Czytaj dalej

22 października – Wspomnienie św. Jana Pawła II

Św. Jan Paweł II do ostatniej chwili zatroskany był o pojedynczego człowieka, a jednocześnie o Kościół, który umiłował. Mógł przejść taką drogę, tyle różnych trudności umacniając się i doskonaląc się dzięki temu, że oddał swoje życie Matce Najświętszej. Umiłowany przez Boga w Jej Sercu miał szczególne miejsce i szczególne łaski przygotowane przez Boga spływały na niego. Każda dusza, która powierza Matce Bożej swoje życie doznaje opieki, troski i pomocy. On nie bał się podkreślać swego oddania Maryi. Nie bał się, że zostanie na przykład skrytykowany czy wyśmiany, mimo, że w samym Kościele na ten temat różne pojawiały się zdania. Jego całe życie pokazało, jak ważnym jest oddanie siebie Matce Boga, jak może być cennym, jak bardzo dusza ta staje się bezpieczna, poprowadzona przez Bożą Matkę, bo otrzymuje łaski, które tej duszy Ona wyprasza, bo chroni ją i usprawiedliwia przed Bogiem, tak jak czyni każda matka ze swoimi dziećmi wobec ojca.

Warto sięgać do pism Jana Pawła II, by czerpać Bożą mądrość, by zagłębić się w Jego Ducha, tym samym lepiej rozumiejąc; by kształtować swoją duszę. Warto prosić św. Jana Pawła II o poprowadzenie, o opiekę. Warto w różnych chwilach, momentach życia w sposób szczególny oddawać się jego opiece. Umiłował człowieka, więc z wielką radością pomaga tym, którzy o to proszą. Nadal z troską patrzy na Kościół, a szczególnie bliską jest mu jego ojczyzna, jej losy. Opiekuje się Polską, więc warto powierzać mu wszystkie ważne wydarzenia naszego narodu. W tym względzie za mało jest jeszcze wiary w nas.

Módlmy się za przyczyną św. Papieża Polaka, aby Duch Święty przemieniał nasze serca, czyniąc tak uległymi Bogu, jak uległe było serce św. Jana Pawła II. Niech sprawia, że będą potrafiły przyjmować Bożą wolę i będą w pokoju iść każdego dnia wyznaczoną drogą przez samego Boga –  bez sprzeciwiania się, bez jakiegoś szczególnego niepokoju, bez wątpliwości. Czytaj dalej

Módlmy się w jedności i łączności duchowej o stałej porze dnia

Dotyczy modlitewnika „Zjednoczenie dusz na modlitwie”, który każda dusza najmniejsza powinna posiadać. 

Niezmiernie ważna jest modlitwa czyniona w jedności duchowej. Wiele osób lekceważy sobie ten fakt, niektórzy zapominają, a niektórzy nie zdają sobie sprawy z jej rangi. Sam Jezus mówił: „…zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 19-20).

Modlitwa_banerJesteśmy wspólnotą. Wspólnotą serc, dusz. Wspólnotą bliskich sobie osób. Wspólnotą znajomych i przyjaciół. Wspólnotą dzieci jednego Boga. Łączy nas coś więcej niż zwykłe więzy przyjaźni. Jezus nazwał nas wspólnotą od Ducha Świętego i Krwi Chrystusa Ukrzyżowanego. Nazwa ta ma swoje głębokie znaczenie i to wieloaspektowe. Jednym z nich jest ten, iż jednoczy nas jeden Duch. Jeden Duch przenika wszystkie serca. Ten Duch nas prowadzi. Obdarza licznymi łaskami i charyzmatami. To wspólnota charyzmatyczna. Jeszcze dużo się musimy nauczyć, ale Duch Jezusa Chrystusa nas poprowadzi bezpieczną drogą. Jesteśmy wspólnotą od Krwi Chrystusa Ukrzyżowanego. Łączą nas więzy krwi, a te więzy łączą bardzo silnie. Więzy krwi w takim potocznym znaczeniu – to więzy rodzinne. To przynależność do tego samego rodu. Tak też jest i z nami. Należymy do jednej rodziny. Rodziny Bożej. Płynie w nas jedna krew – Krew Chrystusa przelana za nas na Krzyżu. Ta Krew łączy nas jeszcze ściślej niż zwykłe więzy rodzinne. Bowiem jest to Krew Zbawiciela, Krew niosąca nam zbawienie, jednocząca nas na jednej drodze ku zbawieniu, wprowadzająca nas w rzeczywistość Nieba. To dzięki tej Krwi z rozproszonych zagubionych ludzi staliśmy się wspólnotą dzieci Bożych, dzieci Światłości.

Teraz chodzi o to, byśmy z dzieci, które jako, że małe – skupione są na sobie, stali się dziećmi, które wspólnie dążą do celu. Musimy nieco dojrzeć. O ile 2 – 3 latki zazwyczaj bawią się same, o tyle 4 – 5 latki zaczynają ze sobą współpracować i z pomocą dorosłych potrafią zrobić coś razem. Tak i my mamy nauczyć się jedności. Jedność we wspólnocie jest ogromnie ważna i stanowi niebywałą siłę. Jest umocnieniem dla każdej duszy z osobna. O ile dusza sama kroczy powoli, o tyle we wspólnocie, gdzie panuje jedność, wszyscy „pędzą” do Nieba. Musimy myśleć o tej jedności.

Poczujmy się zatem jedną rodziną, jedną wspólnotą. Posłuchajmy naszych przewodników, którzy mówią nam o modlitwie o stałych porach, kiedy mamy się jednoczyć na modlitwie. Ma to być jedność duchowa. Choć przebywamy w różnych miejscach, możemy wspólnie modlić się, bowiem łączy nas jeden Duch. A wspólna modlitwa ma wielką moc i ogromne znaczenie. Wspólnie modląc się wypraszamy wszelkie łaski sobie nawzajem. Wypraszamy łaski dla nas jako wspólnoty, dla dzieła, jakim jest dzieło odnowy Kościoła. Wchodzimy wspólnie w tę jedną rzeczywistość – świat ducha. „Podciągamy” siebie nawzajem, by dosięgnąć Nieba. W chwili modlitwy wszystkie nasze sprawy indywidualne stają się wspólnymi i jako wspólne zanoszone są Bogu Ojcu. Wszystkie krzyże, trudy, cierpienia rozkładają się na innych, na każdego po trochu. I łatwiej jest je dźwigać. A Bóg poruszony wspólną modlitwą, jednością serc, jednym duchem, udziela ze swego skarbca darów przeobfitych. Wtedy ci, co byli smutni, zostają pocieszeni, ci co cierpieli, doznają ulgi, ci co przeżywali trudności, doświadczają wsparcia. Serca są pokrzepione, a dusze umocnione ufnością i nadzieją. Czytaj dalej

To miłość i tylko miłość może przemienić cierpienie w radość (por. 2 Kor 7,4)

Bóg powołał nas do tego dzieła najmniejszych nie po to, aby słać nam pod nogi płatki róż, ale do służby. Nie po to, byśmy mieli teraz życie łatwe i przyjemne, ale po to, byśmy pokonywali trudności ofiarowując się za powierzone nam dzieło. Nie po to, byśmy wypoczywali, ale byśmy pracowali w pocie czoła.

Nadal nie rozumiemy sensu Krzyża i cierpienia. Nadal nie rozumiemy aktu miłości, który wypowiadamy. Nadal myślimy o sobie, swoich pragnieniach i swojej woli, a nie o Jezusie. On w Ewangelii mówił nam, że trudności będą, że trzeba podejmować codziennie swój krzyż (por. Mt 16,24nn). Całe życie składa się z mniejszych i większych trudności. Jednak w dziele, które Bóg zapoczątkował w nas, mamy przyjmować te trudności, te nasze małe i duże krzyżyki z otwartymi ramionami. Mamy witać je z radością i dziękować za nie Bogu. A potem ofiarowywać się wraz z nimi naszej Miłości Oblubieńczej, Jezusowi. Tego potrzebuje to dzieło, Kościół, dusze grzeszników, świat, który w szaleńczym tempie pędzi ku piekłu.

Bóg daje nam poznać przedsmak Nieba. Daje nam poznać słodycz Swojej miłości. Daje nam w serce Swoją obecność. Zlewa pokój, miłość i radość. To sprawia, że zaczynamy patrzeć na świat inaczej i tęsknimy za Bogiem, pragniemy Go. Jednak sprawia to wszystko nie po to, żeby nas od razu zabrać ze sobą do Nieba, ale po to, byśmy żyjąc Bożą miłością, dążąc do niej nieustannie, stali się kanałami tej Miłości, by mogła dotrzeć do innych.

Zapomnijmy, zatem o sobie. Pomyślmy o Bogi i Jego woli. Pomyślmy o powołaniu, jakie Bóg nam daje, o miliomach dusz, które możemy ratować i zacznijmy żyć miłością. Ucałujmy swój Krzyż! To niezmiernie istotne! Zgoda na Krzyż! Nie bunt, nie stawianie na swoim, ale zgoda na to, co nas dotyka! Zgoda z uśmiechem na twarzy! Zgoda z pokorą i uległością! Zgoda z otwartym sercem na to, co Bóg wobec nas zaplanował. Jednocześnie z tą zgodą mamy ukrzyżować nasze pragnienia, nasze plany, nasze ambicje, nasze zdanie i poglądy. Jedynym pragnieniem ma być Miłość! Jedynym planem – Miłość! Jedynym poglądem – Miłość! Wiemy, że jest to bardzo trudne, że jest bolesne, ale dopóki nie zrozumiemy tego i nie przyjmiemy za swoją postawę, będzie nam bardzo ciężko, będzie żal, smutek, a w sercu zrodzą się pretensje i zastanawianie się: dlaczego? Czytaj dalej

Stańmy się duszami współcierpiącymi z Jezusem – oddając Maryi pierwszeństwo w swoim sercu

Krzyż na górze objawieńKażdy z nas idzie drogą, jaką Bóg nam przeznaczył. Każdy doświadcza cierpienia, trudów, problemów. Każdy ma wielką szansę daną przez Boga Ojca, by towarzyszyć Zbawicielowi w Jego Drodze Krzyżowej. To, czego doświadczamy nie jest przypadkiem, nie jest sprawą, rzeczą niepotrzebną. To ma głęboki sens i wymiar duchowy. To zaproszenie, abyśmy przyjmując cierpienie, stali się duszami współcierpiącymi z Jezusem, a w ten sposób, byśmy mieli swój udział w odkupieniu świata. Teraz Jezus doznaje ogromnych cierpień. W wielu miejscach na świecie zło przyjmuje rozmiary ogólnonarodowe. Staje się już nie sprawą prywatną pojedynczego człowieka, ale obejmuje całe narody prowadząc je na śmierć. Dlatego Jezus potrzebuje dusz, które wspierać Go będą swoją modlitwą i ofiarą, by zadośćuczynić zadawanym mękom, by ratować dusze od wiecznego potępienia. Jezus potrzebuje również dusz szczególnie miłujących, które z miłości do Niego przyjmą część Jego cierpień i będą je dźwigać. Potrzebuje dusz, które jak matka biorąc sprawy dziecka w swoje ręce, błaga Boga, by to jej dał cierpienia dziecka, tak dusze te będą prosić Boga, by On udzielił im tej łaski i pozwolił dźwigać Krzyż Jezusa razem z Nim.

To inny nieco wymiar niż ten, w którym żyjemy. Dokonywać się to będzie w wymiarze Ducha, w mistycznym zjednoczeniu z Jezusem Ukrzyżowanym. Obejmować zaś będzie nas całych, zarówno ducha, jak i ciało. A w jaki sposób doświadczać tego będziemy, to sprawa indywidualna zależna od Jezusa oraz predyspozycji, jakich Jezus udzieli. Prosząc jednak o tę wielka łaskę współniesienia Krzyża, współuczestniczenia w męce, bądźmy otwarci na wszelkie dary. Nie ograniczajmy Boga swoimi ciasnymi umysłami i błędnymi wyobrażeniami. Nie zdajemy sobie sprawy z ogromu zła przetaczającego się przez ziemię, niszczącego dusze. To już nie jest sprawa indywidualnych serc. To sprawa globalna, obejmująca cały świat. Zło opanowało rządy, wzięło stery organizacji międzynarodowych, wielkich firm, przedsiębiorstw i korporacji, stowarzyszeń i partii. Ich decyzje wpływają na całe społeczeństwa. Natomiast ludzie zachowują się tak, jakby mieli zawiązane opaski na oczach, a w uszach filtry. Słyszą tylko to, co chcą słyszeć. Czytaj dalej

My mamy iść drogą nam wyznaczoną niezachwianie i realizować na niej miłość

Pobierz prezentację: zjednoczenie dusz…>>Zjednoczenie na modlitwie
Ten, kto trwa zanurzony w miłości nie musi się niczego obawiać, bo miłość chroni przed złem i prowadzi właściwą drogą.
Dlatego pamiętajmy, aby cały czas trwać w miłości, nieustannie trwać w akcie miłości, by iść maleńką drogą miłości, aby żyć miłością. Tylko w ten sposób pozostaniemy niezachwiani, a nasza droga nie zostanie skażona. Tylko w ten sposób będzie to właściwa droga, którą pójdziemy. Cały czas należy trzymać się wskazań, które otrzymała sł. B. s. Konsolata Betrone, a dotyczące maleńkiej drogi miłości, dotyczące nieustającego aktu miłości („Orędzie miłości Serca Jezusa do świata”}. To, co było życiem jej duszy, a wcześniej, co było życiem duszy małej Tereski od Dzieciątka Jezus („Dzieje duszy”), to również zawarte jest we wskazaniach, które otrzymała nasza Wspólnota. Należy trzymać się wskazań. Takim najprostszym jest życie aktem miłości: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”. Aby nie dać się pociągnąć na jakieś bezdroża, aby nie poddać się wątpliwościom, aby nie zrezygnować ze swego powołania, aby świat nie pożarł nas, trzeba żyć aktem miłości zanurzając się w każdym momencie coraz bardziej w Bogu, w miłości, coraz bardziej należąc do Niego i coraz bardziej przemieniając się w Niego.

W obecnym czasie nie są aż tak ważne te wszystkie przeciwności, które dotykają nas, cierpienia, które ranią nasze serca. W tym czasie najważniejsza jest miłość; to, by trwać w Bogu w ufności, cały czas powierzając Mu siebie, cały czas kochając, wierząc miłości i cały czas starając się żyć miłością. Bo wtedy, tylko wtedy dokonuje się zbawienie. Tej łaski dostępują i nasze dusze, i inne dusze. A przecież w Dziele Najmniejszych chodzi o zbawienie dusz, o ratowanie dusz. Wszystkie dzieła, które Bóg stwarza, podejmuje w Kościele, służą ratowaniu dusz. Więc nawet, jeśli będzie się nam wydawać, że wszystko, co do tej pory było, zostaje zaprzepaszczone, zniszczone, my mamy trwać w miłości dla ratowania dusz. Tylko to się liczy. Bóg przemawiał do wielu dusz w różnych wiekach i często zaznaczał tę najważniejszą sprawę: dla uratowania choćby jednej duszy warto poświęcić całe życie, wszystko. Jeśli by cały wysiłek człowieka poszedł tylko w tym kierunku, by uratować jedną duszę, to warto by było poświęcić całe życie.

Na maleńkiej drodze miłości każdego dnia ratujemy wiele dusz, tak jak byśmy już przeżyli wiele żyć. Pamiętajmy, niech nasze serca nie pozwolą, by wdarł się w nie szatan poprzez niechęć, nienawiść, nieżyczliwość, poprzez rezygnację, odpuszczenie sobie. Cokolwiek dzieje się na zewnątrz, dusza ma trwać w miłości. Wtedy jej życie staje się tak owocne. Ona sama staje się drzewem, które rodzi mnóstwo wspaniałych owoców; drzewem mocnym, którego nic nie złamie. Jeśli karmi się miłością, jeśli żyje miłością, wypełnia zadanie, które otrzymała. Pełni wolę Boga, realizuje powołanie. Wszystko inne jest nieistotne. Wszystko inne jest dodatkiem, może jakimś ubarwieniem nieco życia, trochę nadaniem kolorytu, ale niczym innym. Cały sens, istota życia, powołanie do życia każdej duszy tkwi w miłości, która zbawia dusze. Cokolwiek czynimy, właśnie to miejmy na uwadze. Nie poddawajmy się smutkowi, nie poddawajmy się wątpliwościom. Tylko Bóg wie wszystko, tylko On zna każdy kolejny dzień i przyszłość całą. My mamy iść drogą, która jest wyznaczona przez Boga. Mamy nią iść niezachwianie i realizować na niej miłość.

Odnówmy naszą miłość do Różańca świętego

ModlitwaPaździernik w Kościele jest miesiącem Różańca św. Właściwie w każdej parafii jest odmawiany Różaniec z większym lub mniejszym zrozumieniem. Jednak bardzo często ludzie traktują Różaniec jako obowiązek, trochę jako magiczny obowiązek – ilość odmówionych tajemnic ma się przełożyć na ilość otrzymanych łask. Ludzie odmawiają Różaniec ustami, nie angażując serca, nie rozumiejąc sensu tej modlitwy. Powiedzieliśmy już, że życie Maryi było złączone z życiem Jezusa. Poprzez Różaniec Maryja wprowadza dusze w życie Jezusa, poprzez swoje Serce wprowadza w zjednoczenie z Jezusem, w samą istotę zjednoczenia duszy z Bogiem. Uczy, Kim jest Bóg, Kim jest Jezus dla duszy, jaka jest miłość Boga do człowieka i pomaga otworzyć się duszy na tę miłość.

Gdy dusza pozwala się tak prowadzić, jej życie zostaje złączone z życiem Jezusa. To zjednoczenie jest zjednoczeniem mistycznym obejmującym nie tylko konkretne życie Jezusa na ziemi, które znamy z Ewangelii. Życie duszy włączone zostaje w aktualne życie Boga, obejmujące sobą cały wszechświat, wszystkie istnienia ludzkie, wielkie zatroskanie losami świata. Dusza zbliża się do Boga poznając Jego miłość. To poznanie może być coraz głębsze. Jaka szkoda, że dusze traktują modlitwę różańcową w sposób bardzo zewnętrzny, bardzo powierzchowny, jednocześnie zastanawiają się nad życiem Świętych, którzy doznawali mistycznych przeżyć. Często dusze zazdroszczą tego Świętym, nie rozumieją, że modlitwa różańcowa może wprowadzić duszę w niezwykłe mistyczne doświadczenie Boga, trzeba tylko otworzyć serce i trzeba: sercem odmawiać tę modlitwę, sercem zanurzać się w kolejne tajemnice, sercem otwierać się na świat duchowy, w który dusza jest wprowadzana odmawiając Różaniec.

Życie Maryi zostało złączone z życiem Jezusa. POPRZEZ JEJ RĘCE BÓG DAJE NAM RÓŻANIEC I POPRZEZ JEJ SERCE JESTEŚMY WŁĄCZANI W ŻYCIE JEZUSA. To wszystko ma swój sens, logiczne uzasadnienie, tylko trzeba otworzyć serce. Często dusze nużą się przy odmawianiu Różańca, ale gdyby tak zastanowiły się chwilkę – Różaniec dany jest z Nieba, przecież to, co Bóg daje jest wielką łaską, jest darem miłości. Ma uświęcić człowieka, ma go otworzyć na świat duchowy, ma go zbliżyć do Boga. Gdyby tak dusza podchodziła do tej modlitwy, od razu przestałaby zazdrościć Świętym, bo sama doświadczyłaby tego samego co wielcy Święci. Sercem poznawałaby życie Jezusa, chodziłaby po Ziemi Świętej uczestnicząc w różnych wydarzeniach, wraz z Apostołami słuchałaby słów przypowieści, żywo uczestniczyłaby w życiu Jezusa, we wszystkich Jego wydarzeniach; nie tylko tych, które w Różańcu są przypominane. Bóg wprowadziłby duszę w całe życie Jezusa tu na ziemi. Dusza zobaczyłaby bardziej szczegółowo oczami swego serca to wszystko, co było też i Maryi udziałem. Czytaj dalej

Lekarza nie potrzebują zdrowi, tylko chorzy (por. Mt 9,13)

Bardzo ważne słowa wypowiada Jezus w Ewangelii (Mt 9, 9-13). Mówi o tym, iż lekarza nie potrzebują zdrowi, tylko chorzy. Jednak, aby lekarz zainteresował się chorym, chory musi najpierw stwierdzić, że coś mu dolega i pójść z tym do lekarza. Lekarz nie wezwany zazwyczaj nie przychodzi. To porównanie do lekarza, chorego, zdrowego jest istotne, ponieważ dusza musi najpierw uznać swój grzech, stanąć przed Bogiem, prosząc o Jego Miłosierdzie, aby ten wylew miłosierdzia mógł nastąpić, aby to uzdrowienie mogło się dokonać.

Gietrzwałd_wrzesień.2017Czy rzeczywiście są dusze zdrowe i chore? Nie. Są tylko te, które uznają swoją chorobę i te, które nie chcą jej dostrzec. Są takie, które uważają, że same sobie poradzą z chorobą, tak jak często i my czynimy, aplikując sobie bez konsultacji z lekarzem jakieś leki lub domowe sposoby, by wyleczyć drobne dolegliwości. A więc Lekarza – Boga – potrzebują dusze chore. To znaczy, dusza, która nie uznaje swojej choroby, nie chce uznać swoich grzechów, bądź też ich nie dostrzega, nie doznaje takiego miłosierdzia, takiego uzdrowienia.

Prawdą jest, że aby uznać swój grzech, swoją słabość potrzebna jest łaska. Tę łaskę otrzymał św. Mateusz, tę łaskę i my otrzymujemy, abyśmy mogli zobaczyć swój grzech. I w zależności od stopnia rozwoju duchowego, w większym lub mniejszym stopniu dusza dostrzega swoją nędzę. I to jest łaska. To jest wielka łaska! Bo tylko dzięki niej dusza zobaczy swoją słabość i może zapragnąć coś z tym zrobić. Od duszy zależy, czy zwróci się do lekarza, czy spróbuje sama się leczyć. Dusza musi wykazać się pokorą, aby zwrócić się do lekarza. Pokora jest kolejnym krokiem, potrzebnym duszy do uzdrowienia. I znowu wracamy do słów: lekarza nie potrzebują zdrowi, bowiem dusza, która nawet widzi swoje słabości i nie jest pokorna, nie zwraca się do Boga, nie otrzymuje uzdrowienia. Ona teoretycznie jest zdrowa. W praktyce jest chora. Chora jeszcze bardziej, niż sobie zdaje z tego sprawę, ponieważ nie potrafi przyjąć swojej choroby, nie ma w niej pokory, króluje w niej pycha. Gdy dusza uznaje pokornie swoją słabość, zwraca się do Lekarza dusz i jest przyjmowana przez Niego z wielką miłością. Czytaj dalej