„Idźcie i głoście” możliwe i potrzebne we wszystkich powołaniach i stanach

„Inaczej rozwijać ma pobożność człowiek wyżej postawiony, inaczej rzemieślnik lub sługa, inaczej książę, inaczej wdowa, inaczej dziewica lub małżonka. Nawet i to nie wszystko. Trzeba jeszcze, aby każdy rozwijał pobożność odpowiednio do swych sił, zajęć i obowiązków.” Te słowa dzisiejszego patrona św. Franciszka Salezego powinny zachęcać nas do posłuszeństwa wobec Kościoła w realizacji obecnego roku duszpasterskiego, którego hasłem jest „Idźcie i głoście”.
malenka-droga-milosci

To hasło jest poleceniem: Idźcie i głoście! Każdy z nas żyje w Kościele, a głosu Kościoła każdy jego członek ma słuchać, pomimo wątpliwości i wahań. Skoro hasło to zostało dane na ten rok, to znaczy, że każda dusza jest zobowiązana postępować zgodnie z nim. Co zatem mają robić dusze maleńkie, aby żyć w zgodzie z Kościołem, aby być posłusznymi Kościołowi? Na czym ma polegać to pójście i głoszenie? Wiele dusz zastanawia się nad tym. Jakże wiele uznało, iż to ich nie dotyczy. Smutny jest ten brak świadomości wielu dusz, brak świadomości ich podstawowych zadań w Kościele. Bardzo ważną jest świadomość, kim jest dusza w Kościele. Ważne jest, aby każdy uzmysłowił sobie, że to właśnie on tworzy Kościół. Każda dusza w Kościele tworzy jego organizm, każda jest jego cząstką i to cząstką niezbędną. Bez tej cząstki Kościół jest uboższy. Jeżeli w organizmie jakaś cząstka choruje, cały organizm jest osłabiony. Jeśli zatem jakaś dusza nie pełni swojego zadania w Kościele, Kościół jest osłabiony. Jeżeli pojawia się hasło: Idźcie i głoście, to znaczy, że każda dusza ma przejąć się, rozważać i próbować realizować to hasło w swoim życiu. Dusza maleńka jest również cząstką Kościoła. I choć jest maleńką, to jest niezmiernie ważną cząstką Kościoła. W ciele ludzkim są organy mniejsze i większe, są zupełnie maleńkie, ale każdy jest ważny i potrzebny. Zatem i dusza maleńka jest niezmiernie ważną cząstką tego wielkiego organizmu, jakim jest Kościół.

Czytaj dalej

Obdarowani Synem Boga – styczniowy dzień skupienia

P1220018 (2)1. …aby w naszych sercach nastało Królestwo Boże

Zazwyczaj człowiek rozważając Boże Narodzenie widzi przede wszystkim samą Osobę Jezusa jako dziecka. Owszem, widzi inne osoby, które pojawiają się na początku życia Jezusa i towarzyszą Mu, jednak zazwyczaj człowiek ogranicza się tylko do stwierdzenia, iż Bóg narodził się na ziemi. Czasami niektórzy idą trochę dalej rozumiejąc, że oto nastało zbawienie. Ale czy tak naprawdę zastanawiamy się, czym jest to niezwykłe przyjście Boga na ziemię i co oznacza, że nastało zbawienie? Czy obdarowanymi zostali tylko niektórzy? Tylko ci, którzy przyjmują i wierzą? Czy obdarowanym został tylko człowiek? Spróbujmy dzisiaj otworzyć oczy swoich dusz, by przyjąć Dar tak wyjątkowy i niezwykły, bowiem przyjście Jezusa na ziemię jest przyjściem Boga do swojego stworzenia. A przyjście Boga jest nastaniem już Jego królowania, tu na ziemi. Przyjście Boga oznacza nastanie tego wszystkiego, co w sobie ma Bóg. Kim jest Bóg, czym jest, jakie posiada cechy – wszystko to przynosi na ziemię. Bóg zapragnął, aby cała ziemia, cały wszechświat mógł doświadczać królowania Boga. Mógł uczestniczyć bliżej, pełniej w życiu Królestwa Bożego.

Tak więc, radując się Narodzeniem Jezusa, starajmy się nie widzieć tylko małego Dziecka, ale otwórzmy szeroko dusze, aby w naszych sercach nastało Królestwo Niebieskie, aby przyjąć wszelki dar, z którym przychodzi Bóg? A cóż On przynosi? Zbawienie, jako pierwsze i podstawowe. W tym zbawieniu zawiera się wszystko, bo czymże ono jest? Przywróceniem życia człowiekowi; życia, którym Bóg obdarzył go na samym początku stworzenia. I to życie jest wszystkim. Bez tego życia nie ma nic, nie istnieje nic, nie byłoby nas. Obdarowanie życiem jest obdarowaniem wszystkim. Jezus przychodząc na ziemię przywraca nam to życie. Jeśli zastanowimy się nad życiem pierwszego człowieka, życiem w raju, jego niezwykłym obcowaniem z Bogiem, jeżeli zastanowimy się nad cudowną relacją, jaką musiał mieć człowiek z Bogiem, to możemy w jakimś stopniu sobie wyobrazić dar, który przynosi Jezus wraz ze swoim narodzeniem. Ale należałoby tutaj rozważać wszystkie przymioty Boże, wszystko, jakim Bóg jest, aby zrozumieć dar, który On przynosi do twojego serca wraz ze swoim przyjściem. Przynosi to wszystko i oto już teraz w twoim sercu nastaje Królestwo Niebieskie. Oto już teraz w twoim sercu możliwą jest ta cudowna relacja z Bogiem, oparta na niezwykłej miłości; miłości, która przekracza wszystkie granice, pokonuje wszystkie przeszkody i sprawia, że dusza żyje w niezwykłym zjednoczeniu ze Stwórcą. To przynosi Bóg, Jezus, i obdarza już teraz. Nie w wieczności, ale już teraz! Chodzi tylko o to, aby otworzyć swoje serce, przestać myśleć tak szablonowo, porzucić stary sposób myślenia i spojrzeć na nowo oczami duszy, by zobaczyć, jak przemienia się świat, gdy rodzi się Chrystus, jak cała przyroda doznaje przemiany, cały kosmos, każde najmniejsze stworzenie, najdrobniejszy pyłek i największe galaktyki. Wszystko jest przenikane tym niezwykłym wydarzeniem Narodzin Boga na ziemi, przenikane nastającym w sercach ludzkich Królestwem Bożym.

Każdy z nas został obdarowany. Obdarowany – to znaczy każdy otrzymał zadanie. Każdy, bez względu na to, kim jest, jaki jest, został obdarowany. Jest to najcudowniejsza wieść, najwspanialsza wiadomość, którą trzeba się dzielić, którą trzeba uświadamiać ludziom, o której trzeba mówić, ale przede wszystkim – którą trzeba żyć. Jeśli przyjmuje się światło do swego serca, jeśli człowiek otwiera się na to światło, to cały tym światłem jaśnieje. Żyjąc nim promieniuje na wszystkich, na całe otoczenie. I inni widzą to światło w człowieku. Hasłem tego roku jest: Idźcie i głoście. Właśnie tak, mamy iść i głosić. Boże światło ma rozchodzić się z naszych serc na cały świat, ale czy my otworzyliśmy się na to światło? Czy przyjęliśmy samego Boga? Czy otworzyliśmy się na Jego życie w nas? Czy uwierzyliśmy, że wszystko, co jest w Bogu, co jest Bogiem staje się naszą własnością, jest do naszej dyspozycji? Czy potrafimy zachwycić się tak niezwykłym darem? Czy potrafimy z pokorą przyjąć i nieść? Czytaj dalej

Uwielbijmy Boga w Jego niesłychanej niepojętej, nieskończonej miłości

skkonsolata.plW pierwszym dniu Nowego Roku 2017 uwielbijmy Boga w Jego niesłychanej miłości, niepojętej, nieskończonej miłości. Bowiem niezwykłe jest to, że Bóg wybiera Sobie tak słabe dusze, że Bóg pochyla się nad taką marnością, aby posłużyć się i aby obdarzyć cały świat darem największym – aby każda dusza mogła, doświadczając miłości, przyjąć ją i zostać zbawioną. Jakże Bóg pragnie ratować wszystkie dusze. Człowiek patrzy tylko po ludzku, a jego wzrok jest cały przesłonięty słabością. I czasem dziwi się, że Bóg może kochać tych, w stosunku do których tak wielu ludzi czuje nienawiść. A Bóg miłuje wszystkich, również tych, którzy teraz owładnięci nienawiścią czynią tak wiele zła. Stworzeni są z miłości i do miłości powołani. Bóg stworzył ich cudownymi po to, by mogli żyć wiecznie w zjednoczeniu z Nim. Nam wyznacza Bóg tę drogę, byśmy stając się miłością, całkowicie powierzając się miłości, oddając się na ofiarę miłości, przyczyniali się do zbawiania dusz. Czytaj dalej

W Roku „Idźcie i głoście” każdy z nas posłany jest, by stawać się świadkiem

nowy-rok-2Na Nowy Rok 2017 życzymy Wam wszystkim, byśmy jeszcze bardziej, może na nowo spojrzeli na maleńką drogę miłości. Byśmy na nowo odkryli na drodze naszego powołania niezwykłą moc, którą Bóg daje każdej duszy powierzającej się, oddającej się Bogu. Byśmy stali się prawdziwie małymi, a więc ufającymi Bogu do końca całkowicie i we wszystkim. Przekraczając próg Nowego Roku 2017 przyjmijmy Boga jako Tego, który jest wszystkim dla duszy, oddajmy się Mu całkowicie, jeszcze raz przyjmując Go jako Tego, który wypełnić ma całe nasze życie, który jest sensem naszego istnienia, który jest Mądrością i Światłem, który jest drogowskazem jedynym, który jest Mocą i siłą, który jest Dawcą naszego życia. Wraz z tymi życzeniami przesyłamy Wam zapewnienie o modlitwie. Ks. Tadeusz i Dusze Maleńkie.
PS. Zapraszamy Was na Wieczernik Sylwestrowy do Mrągowa. Zaczynamy o godz. 17:00.

Czytaj dalej

Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa

swieta-rodzinaWe fragmencie Ewangelii mówiącym o odnalezieniu Jezusa w świątyni (Łk 2,41-50) czytamy słowa: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”. Słowa, które niejednego z nas by poruszyły – tak po ludzku, bo człowiek po prostu jest tak przyzwyczajony w tym świecie i tak formowany, że oczekujemy szacunku, a szczególnie tego szacunku oczekują rodzice od swoich dzieci, tym bardziej, jeżeli to dziecko jest jeszcze młode i coś takiego próbuje nam wypalić, to ma się chęć takiego gościa pouczyć i powiedzieć mu co się o tym myśli. Natomiast Matka Boża w tym zajściu całkiem inaczej się zachowuje i wręcz nawet trudno nam się z tym pogodzić jak można w taki sposób Matkę traktować. Musimy jednak wiedzieć, że Maryja od początku ma świadomość, że Jezus to nie tylko człowiek, ale także i Bóg – ma dwie natury. Matka Boża to wie. Matka Boża jest mocno ugruntowana w tej wierze w bóstwo i człowieczeństwo swojego Syna. Nie jest to więc zwykły człowiek dla Maryi, ale dla Niej to Syn Boży. Jest to osoba właśnie zjednoczona z dwóch natur – to się w teologii nazywa unią hipostatyczną, ale to nieważne. Jest to jedyna w swoim rodzaju unia, która zaistniała w osobie Jezusa Chrystusa jako zjednoczenie dwóch natur. I Matka Boża wie, że Jej Syn to nie tylko człowiek, ale także Bóg. I właśnie w tej sytuacji, gdy słyszy takie słowa Ona wie, że to przemówił Bóg w tym momencie, przemówił właśnie Jezus, ale Ten, który ma naturę Boską. Bóg przemówił. I Ona potrafiła rozeznać w tej wypowiedzi Jezusa, że to sam Bóg do Niej przemówił. I wobec tego słowa samego Boga, które usłyszała, pozostaje tylko pokłonić się, pozostaje tylko skłonić głowę i oddać chwałę Bogu.

Drodzy, często i my znajdujemy się w podobnych sytuacjach, że Bóg poprzez kogoś chce nas pouczyć, chce też dać, przekazać nam jakieś słowa, chce do nas coś powiedzieć, co będzie dla nas bardzo ważne, ale ważne jest to, żebyśmy sobie uświadomili, że człowiek to nie tylko ciało, ale także dusza, my jesteśmy istotami duchowymi. Biblia ukazuje człowieka jako istotę duchową. Jesteśmy przeznaczeni do życia wiecznego nie dlatego, że mamy nieśmiertelne ciało, bo ciało nasze umrze, ale dlatego, że mamy nieśmiertelną duszę. Jesteśmy istotami duchowymi. I powinniśmy umieć też spoglądać na człowieka i przyjmować słowa, jako właśnie pochodzące od istoty duchowej, a nie cielesnej, czyli nie tej tylko związanej z tym światem, ale także jako tej, która jest zjednoczona poprzez duszę z samym Stwórcą z Bogiem. Jakże inaczej byśmy traktowali swojego brata i siostrę, gdybyśmy o tym pamiętali, że ja spotykam się z osobą duchową a nie cielesną. Jakże inaczej wyglądałyby też i nasze małżeństwa, rodziny i społeczeństwa w których żyjemy, gdyby ludzie sobie uświadomili, że są  istotami duchowymi, że mają właśnie tę nieśmiertelną duszę. Czytaj dalej

Bóg pragnie byś rozpoczął przepiękną, nową drogę

kartka-10Miłość, jaka została zrodzona w naszych sercach to cudowna MIŁOŚĆ OBLUBIEŃCZA. Bóg sam w ten sposób nazywa swoją miłość do duszy. To nie jest wymysł ludzki. Bóg sam przyrównuje swoją miłość do miłości oblubieńczej, by człowiek mógł lepiej zrozumieć, czym jest ta miłość. W przepięknych słowach opisuje tę miłość w Pieśni nad pieśniami, dając takie porównania, by człowiek mógł zrozumieć. Tę miłość przepięknie opisywali niektórzy Święci. Sercem poznając, czym ona jest, starali się wyśpiewać ją najpiękniej jak potrafili. Zrodzone zostały przepiękne poematy o tej miłości. Czytając można się zachwycić i dusza prawdziwie unosi się ku Niebu. Jednak uwierzmy, te wszystkie piękne poematy, cudowne opisy są niczym wobec samej miłości.

Bóg ukochał twoją duszę. Ukochał ją wcześniej, nim ją stworzył, bo została zrodzona właśnie z miłości. Bóg stworzył ją piękną – dla Siebie i wyposażył we wszystko, co potrzebuje, aby iść drogą miłości i codziennie jeszcze stawać się piękniejszą dla Boga.

Bóg jest zazdrosny o swoją umiłowaną duszę. Skoro stworzył ją dla Siebie, skoro uczynił ją przepiękną, obdarzając przeróżnymi łaskami i darami, smuci się, gdy widzi, że dusza nie zauważa tej miłości, a rozgląda się wokół siebie szukając innych miłości.

Bóg i twojej duszy wyznaje miłość. Bóg zaprasza także twoją duszę do cudownej relacji miłości oblubieńczej. Ale widząc, że twoja dusza nie zawsze odpowiada na to zaproszenie, podejmuje różne kroki, byś Jego miłość zobaczył, byś zrozumiał, iż twoja dusza jest duszą umiłowaną przez Boga. Czytaj dalej

Starajmy się być otwarci na powiew miłości

Boża miłość jest ponad wszelkie ludzkie opisy, wszelkie ludzkie słowa, pojęcia i wyobrażenia. Jeśli Bóg daje porównania do tego, co ludzkie, to tylko dlatego, aby człowiekowi przybliżyć nieco zrozumienie Jego miłości. Dlatego Bóg porównuje tę miłość do: miłości ojcowskiej, do miłości pasterza, do miłości oblubieńczej, ale ta miłość nie jest skierowana w stronę jakiejś płci; nie jest miłością, która byłaby taką, jaką jest ludzka miłość. Natomiast ma pewne przymioty, które patrząc na człowiecze serce można przyrównać do ludzkiej miłości. A więc: jako miłość opiekuńcza jest przyrównywana do miłości ojcowskiej; jako ta, która troszczy się o swoje maleńkie dzieci – przyrównywana jest do miłości matczynej; jako ta, która oddaje całą siebie we wszystkim, ze wszystkim – przyrównywana jest do miłości oblubieńczej, gdy pragnie, by ją posiąść i sama pragnie posiąść tego, którego umiłowała. Znowu człowiek słowo „posiąść” pojmuje na sposób ludzki, a Bóg jest Duchem. POSIADANIE W DUCHU jest całkowitym wlaniem się w tę drugą osobę, całkowitym przemienieniem się w drugą osobę, całkowitym zjednoczeniem, kiedy nie ma już dwóch, jest jedno. Jest jednocześnie całkowitym oddaniem się, kiedy zapomina się o sobie, nie stanowi się o sobie, bo to, co jest tej drugiej strony, staje się moje. W tym znaczeniu jest to miłość oblubieńcza. Dlatego Krzyż, bo na Krzyżu Bóg oddaje wszystko. Tym wszystkim jest życie. Bez życia Bożego nic nie ma. Życie Boże – ono jest i ono ma cechy wieczności. Bóg to życie, które jako jedyne jest, jako jedyne ma moc, właśnie to życie Bóg oddaje człowiekowi, daje Tobie. TO JEST MIŁOŚĆ OBLUBIEŃCZA.

Bóg pragnie też, abyś i ty swoje życie właśnie tak – całkowicie i do końca – oddał Jemu. To musi się dokonać W SFERZE DUCHOWEJ, a więc twoja dusza ma być oblubienicą. Ma CAŁA ODDAĆ SIĘ BOGU W POSIADANIE. A gdy to się stanie ona cała przemieni się w Niego i będzie jedno – Bóg. Wraz z duszą dokonuje się to w całym człowieku. Ale NIE MOŻE TO WYJŚĆ Z CIAŁA; TO WYCHODZI Z DUCHA i niejako duch pociąga za sobą całą resztę, całego człowieka. Czytaj dalej

Święto św. Jana Apostoła i Ewangelisty – 27 stycznia

jan-apoatol-2A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono». Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie. (J 20, 1-10)

Komentarz: Co takiego wydarza się w tym fragmencie Ewangelii? Maria Magdalena wczesnym rankiem pobiegła do grobu. Poszła tam z innymi kobietami. O tym czytamy w pozostałych Ewangeliach. Jak wielka musiała być miłość ich do Jezusa, że zdecydowały się pójść mimo, iż grób zamykał ciężki kamień- nie do odsunięcia przez słabe niewiasty. Jakaż musiała być w nich tęsknota, skoro poszły wcześnie rano. Jeszcze przed wszystkimi. Nie czekały na apostołów, na innych mężczyzn. Ileż musiało być w nich smutku- niosły przecież wonności, aby namaścić Ciało Jezusa. One nie szły spotkać Zmartwychwstałego.

Pomimo zapowiedzi Jezusa, Jego przyjaciele nie rozumieli słów o Zmartwychwstaniu. Pogrążeni byli w wielkiej żałobie, w wielkim smutku graniczącym z rozpaczą. Po tych długich, ciągnących się niemalże w nieskończoność godzinach, kobiety mogły w końcu pójść, by namaścić wonnościami Ciało. Ból, cierpienie ściskało ich serca. Od piątku żyły w dziwnym stanie. Zresztą trudno to nazwać życiem. W pamięci ciągle była męka i śmierć Jezusa. Powracały do nich wydarzenia z ostatnich trzech lat. Przed oczami miały Jezusa, który nauczał, by za chwilę widzieć Go zalanego krwią, ubiczowanego. Znowu pojawiał się uśmiechnięty, pełen łagodności i dobroci, by ustąpić miejsca strasznemu widokowi Krzyża. W uszach brzmiały na przemian Jego słowa pełne miłości i jęki, które wydawał podczas przybijania do Krzyża.

Niewiasty „zanurzone” były całe w tych wydarzeniach, wspomnieniach, w Jezusie. Szły gnane potrzebą serca, a nie rozsądkiem. Gdy przyszły, zastały kamień odsunięty, a sam grób był pusty. Przestraszyły się. Lecz nadal nie przypuszczały, że Jezus mógł zmartwychwstać. Maria Magdalena szybko pobiegła do Piotra i Jana, aby powiadomić ich o tym, co zobaczyły.  Zinterpretowała to w następujący sposób: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.  Uczniowie zaniepokoili się. Pobiegli, aby na własne oczy przekonać się, co się dzieje. Biegli, spieszyli się. Jan młodszy przybiegł wprawdzie pierwszy, ale nie wszedł do środka. Jedynie nachylił się i zajrzał. Zobaczył leżące płótna. Zaraz też przybył Piotr i wszedł do środka. Ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Po chwili wszedł Jan. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. Czytaj dalej

Co dalej z Życiem, które zostało złożone w każdym z nas?

Do każdego z nas przyszedł Jezus. I to nieważne, czy ktoś to odczuwał czy nie. Z wiarą przyjmijmy, że Bóg podczas Adwentu przygotowywał nas, by na nowo zagościć w naszych sercach, by przynieść swoje życie, objawić się w naszym życiu, jako Bóg pełen mocy; Bóg, który króluje. Jest Królem nie tylko naszych serc, ale jest Królem wszechświata. Dzisiaj starajmy się przyjąć tę prawdę, że Bóg zamieszkał w nas na nowo i pragnie, by każdy z nas na Jego obecność, na Jego życie otworzył się. Bóg pragnie, abyśmy rozpoczęli nowe życie, tak jak cały świat rozpoczął niejako na nowo swoje istnienie właśnie wtedy, kiedy Bóg zstąpił na ziemię. Narodziny Jezusa wszystko przemieniły. Aniołowie radowali się, ponieważ wydarzenie to było wydarzeniem jedynym w swoim rodzaju – do tej pory takiego wydarzenia nie było. Swoim uwielbieniem Boga chcieli oddać Mu chwałę nie tylko tak, jak oddawali do tej pory w Niebie, ale chcieli oddać Mu chwałę w imieniu całego stworzenia. Łączyli się z całym stworzeniem, by w każdym wielbić Boga, oddawać Mu chwałę.

Ten Bóg przyszedł do każdego z nas i zamieszkał w sercu. Aniołowie łączą się z nami, by Go nieustannie w naszych sercach adorować, a więc towarzyszą nam. W naszym sercu razem ze swoim Synem jest Jego Matka Maryja, która w nas przyjęła Go w swoje ramiona. Jest Pośredniczką – pośredniczy pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Nie inaczej, ale właśnie poprzez Jej pośrednictwo otrzymujemy Jezusa. Dla Maryi Dzień Narodzin Jezusa był najpiękniejszym i takim go czyni w naszych sercach. Jest w każdym z nas i w swoich objęciach trzyma Jezusa. A jednocząc się z Nim, żyjąc razem z Nim, pragnie włączyć każdego z nas do tego zjednoczenia – do życia, które dzieli razem z Jezusem.

Starajmy się otwierać serca na tę prawdę – BÓG JEST MIEDZY NAMI, POŚRÓD NAS; BÓG JEST W NAS. To niepojęta prawda, niezwykła, niepojęta tajemnica. Spróbujmy otwierać się na nią, rozradować się nią. Spróbujmy uwielbić Boga każdym słowem modlitwy, całymi sobą dziękować Mu za to, czego dostąpiliśmy i w czym uczestniczymy cały czas. Czytaj dalej

Bóg zstępuje, bo kocha i spragniony jest twego serca

Bóg w swej wielkiej nieskończonej miłości okazuje miłosierdzie człowiekowi. Pozostawia cały swój Majestat, swoją wielkość, zniża się do człowieka. Widząc dobrze, że człowiek nic nie może dać i w żaden sposób nie może zbliżyć się do Niego, Bóg sam zbliża się do człowieka. Nie zważa na straszliwą nędzę ludzką, która objawia się nieustannie w człowieku, ale obdarza człowieka swoją miłością. Jego miłość odpowiada na każdą ludzką potrzebę, na każdą ludzką słabość i na każdą ludzką nędzę. Odpowiedzią Boga nieustannie jest miłość. Choćbyśmy popełnili wszystkie możliwe grzechy, choćbyśmy wykazali się wszystkimi możliwymi słabościami i jakkolwiek wielka byłaby nasza nieprawość, Bóg zstępuje na ziemię specjalnie dla ciebie. Zstępuje, bo kocha, bo to On jest spragniony twego serca, bo to On tęskni za tobą, bo to On ciebie wyglądał przez ten cały czas. To On nawoływał ciebie i szukał, to On spieszy się bardzo, z niecierpliwością biegnie do ciebie, aby ci powiedzieć: Kocham ciebie, Moje dziecko. Pozwól, że to Ja wezmę ciebie w objęcia, pozwól, że będę ciebie tulić i będę ci mówić, że cię kocham. Bo to ty potrzebujesz Mojej miłości, bo jesteś Moim dzieckiem i potrzebujesz mnie. Jesteś oblubienicą i potrzebujesz mnie. Jesteś najmniejszą duszą, słabością samą i potrzebujesz mnie, a Ja kocham ciebie.

Pozwólmy objąć się tej Miłości, pozwólmy przyjść Bogu do swoich serc. Już nie rozważajmy nad swoją słabością i nędzą, nie myślmy już o tym, myślmy już tylko o Bogu i o tym, że On się bardzo śpieszy, On już biegnie, aby wziąć cię w swoje objęcia.  Czytaj dalej