Rekolekcje – dzień drugi: W Jezusie dokonuje się zbawienie

Przypis 2…>>

Wprowadzenie do Różańca

Jezus żyje już Męką. Jego Serce całe zawładnięte jest pragnieniem złożenia Ofiary Bogu Ojcu za wszystkich, za każdą duszę. Jest to tak wielkie pragnienie, by zbawić całą ludzkość, iż Jezus dąży do tych ostatnich dni pragnąc, by jak najszybciej nadeszły, mimo, że ma świadomość męki, jaka Go czeka. Zresztą On już doświadcza ze strony faryzeuszy nienawiści, która potem będzie się jeszcze potęgować i towarzyszyć Mu do końca, do samej śmierci. Jezus zarazem nosi w Sobie wszystkie zapowiedzi z Nim związane, a dawane przez Boga prorokom, a poprzez proroków narodowi wybranemu. On niejako słyszy nieustannie, wybrzmiewa w Nim każde Słowo Boga wypowiedziane o Nim i doświadcza w Sobie, iż każde z tych słów właśnie staje się ciałem. Jako człowiek niemalże fizycznie doświadcza, iż słowa wypowiadane wcześniej w Nim stają się ciałem, w Nim się uobecniają, urzeczywistniają, dopełniają, jak gdyby teraz wychodzą na światło dzienne. Słowa te są bardzo czytelne. Jezus doświadcza tego w różnych sytuacjach. W Nim te słowa brzmią, w Jego postawie, w Jego odpowiedziach faryzeuszom, w Jego czynach przeróżnych. On to wszystko widzi. Człowiek musi posiąść pewną wiedzę (taką wiedzę posiadają teologowie), by potrafić wytłumaczyć znaczenie słów chociażby z Księgi Izajasza o Słudze Pańskim odnośnie Jezusa, sytuacji, w której się znalazł, Jego postawy, wypowiadanych słów. Jezus doświadcza tego wszystkiego na Sobie. Jest to niejako utwierdzeniem Go w Jego powołaniu. A więc rzeczywiście staje się On Tym, którego Słowo ma moc i mądrość. W dyskusjach z faryzeuszami Jezus jest zawsze zwycięzcą; zawsze Tym, który mówiąc głęboką prawdę staje na pozycji osoby wiarygodnej, której nie można się oprzeć, a której argumentom nie da się zaradzić. Zawsze ma rację. Czytaj dalej

Rekolekcje – dzień pierwszy: Miłość Ojca i Syna

Przypis 1…>>

Zasady duszy najmniejszej na Wielki Tydzień i Truduum Paschalne…>>

Wprowadzenie do Różańca

WIELKI TYDZIEŃ – najpiękniejszy, najbogatszy w miłość czas w okresie Roku Liturgicznego Kościoła; czas niesłychanie bogaty, obfitujący w łaski; czas, w którym Bóg wylewa pełnię swojej miłości na dusze i pragnie, by dusze przyjmowały tę miłość; czas, w którym wszystko, co było zapowiedziane od wieków, o czym mówili prorocy narodu wybranego, wypełnia się. Jeśli dusza otworzy swoje serce staje się świadkiem najważniejszych wydarzeń – wydarzeń zbawczych. Uczestniczy w nich, a one same będąc wielkim darem Bożej miłości napełniają jej serce, przemieniając duszę.

Dzisiaj uświadomimy sobie NIEZWYKŁĄ MIŁOŚĆ BOGA OJCA DO SYNA. Każdy człowiek wierzący wie, że Bóg Ojciec miłuje swego Syna, a Syn miłuje Ojca. Jednak większość ludzi pozostaje w sferze rozumowego stwierdzenia tego faktu i nie rozważa go głęboko w sercu. A relacja między Ojcem a Synem jest najpiękniejszą relacją, a w dodatku do tej relacji zaproszony jest każdy człowiek. Poznając relację pomiędzy Bogiem Ojcem a Synem, człowiek może zrozumieć do czego jest zaproszony.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu (Iz 42, 1-7) podczas Eucharystii będziecie słyszeć słowa o wybranym Słudze Pańskim, który został powołany przez Boga, uformowany, ukształtowany i poprowadzony za rękę. Ten Sługa jest szczególnie umiłowanym Boga i pełni Jego wolę. Kiedy będziecie słuchać tego fragmentu i otworzycie serca, zobaczycie, iż są to słowa pełne czułości do tegoż Sługi. Tym Sługą jest Syn Boży. Jednocześnie każdy człowiek jest poprzez Jezusa również takim sługą Pańskim, tak umiłowanym, ukształtowanym, formowanym, prowadzonym za rękę. Miłość Boga Ojca do Jezusa jest ogromna. Człowiekowi czasem trudno w to uwierzyć, gdy myśli, iż Bóg Ojciec posłał Syna na ziemię, aby ten przeżył mękę i śmierć na Krzyżu. Trzeba prawdziwie zagłębiać się w miłość Bożą, by zrozumieć, czym ona jest. Jednocześnie, by w jakimś, chociaż niewielkim stopniu zrozumieć relację Trzech Osób Boskich, które choć są Trzema Osobami mają tę samą wolę, miłują tą samą miłością, mają to samo pragnienie. Rzeczywiście Bóg Ojciec posyła Syna, jednocześnie miłość Ojca dochodzi do zenitu w  momencie, gdy Syn wypełnia ostatecznie Jego wolę. Ale miłość, która obejmuje Syna jest jednocześnie miłością skierowaną do każdego człowieka. Bóg Ojciec z niezwykłą czułością pochyla się nad swoim Synem, nad każdym Jego krokiem podczas drogi krzyżowej. Przedstawiając to w sposób ludzki, żeby zrozumieć miłość Ojca do Syna można powiedzieć, że zalewa Syna potokami łez, współcierpiąc z Nim na drodze krzyżowej. Daje Synowi wszystko. Z czułością Go powołał, uformował w ciele ludzkim, dał ludzkie ciało, z czułością kształtował, wychowywał, prowadził. I w Synu umiłował każdego człowieka. Dlatego Syn miłując Boga Ojca miłuje dokładnie tak samo każdego człowieka. Gdy czytamy, że ten Sługa Pański nie złamie trzciny nadłamanej, nie podniesie głosu, to tylko dlatego, że miłuje każdego człowieka miłością Ojca, który miłuje swojego Syna właśnie taką miłością. To Bóg Ojciec miłuje Syna miłością doskonałą, a w Synu miłuje każdego człowieka, dlatego nie chce krzywdy nikogo. I dlatego Syn w czasie Męki w żadnym momencie nie ma myśli przeciwnej miłości wobec swoich katów. Nie ma ani jednej myśli, pretensji, żalu, nienawiści, złości, buntu. To jest niezwykłe, ponieważ człowiek nie potrafi tak kochać, a Syn Boży tak kocha. Bóg Ojciec miłując w Synu każdego człowieka jak gdyby jest zniewolony własną miłością, dlatego nie czyni żadnej krzywdy żadnemu z katów, którzy katują Jego Syna. On Sam posłał do tych katów swego Syna, by poprzez miłość dokonał Zbawienia.   Czytaj dalej

Wielkopostny dzień skupienia – 19 marca

Wprowadzenie

PDF_pobierzTrwajmy z Jezusem. Bądźmy z Nim w każdym momencie Jego Męki. W każdej chwili starajmy się Go po prostu kochać. Miejmy świadomość własnej małości. Niech pycha nie podpowiada nam, że możemy cokolwiek uczynić. Miłość niech mówi nam, iż trzeba kochać.

Człowiek nie jest w stanie pomóc Jezusowi, nie poniesie za Niego Krzyża i nie weźmie cierpienia, które On musi podjąć. Jednak, mimo, że człowiek nie może nic uczynić, to stając przed Jezusem, otwierając serce, starając się kochać, czyni najważniejszą i największą rzecz. Z jednej strony nic nie może uczynić, z drugiej jednak czyni. MIŁOŚĆ, KTÓRĄ CZŁOWIEK W SWOJEJ WOLNOŚCI DAJE JEZUSOWI JEST NAJWAŻNIEJSZĄ RZECZĄ, NAJWIĘKSZĄ, wydawać by się mogło takie nic, bo kimże jest człowiek, a jednak – jest to najcenniejsze. To trochę tak, jak z podarunkami małego dziecka, które narysuje dla swojej mamy rysunek. Mimo, że nie przedstawia on obiektywnie żadnej wartości (dziecko jeszcze nie potrafi rysować, są to kreski, które trudno nawet zinterpretować), chociaż w niczym ten rysunek nie zwiększa majątku rodziny, w niczym nie pomaga, jednak podarowany mamie jest dla niej najcenniejszym – jest wyrazem miłości dziecka do niej i cieszy ją ogromnie. Wydawać by się mogło, że w problemach dnia codziennego, w różnych przeciwnościach ten rysunek nie ma żadnego znaczenia, a dla mamy ma największe. Z radością w sercu, z miłością, którą otrzymała od swego dziecka idzie do swoich obowiązków i podejmuje je. Wygląda na uskrzydloną – to miłość dodała jej skrzydeł.

Podobnie ma się z miłością człowieka i z Jezusem. Z jednej strony nic nie możemy uczynić, by ulżyć w cierpieniu, nie możemy ponieść Krzyża za Jezusa, nic nie możemy uczynić, a jednak, gdy z miłością staniemy przy Nim ofiarowując Mu swoje serca, będzie to dla Niego najcenniejszym darem, który doda Mu sił i pomoże Mu pójść na sam szczyt. Dlatego nie zniechęcajmy się, nie rezygnujmy z nieustannego jednoczenia się z Jezusem cierpiącym. Starajmy się nie pozostawiać Go samego, nie odpoczywajmy, ale stale na nowo podejmujmy wysiłek. Wielką radością będziemy w Sercu Jezusa, bo On nie pozostanie dłużny, wynagrodzi nas o wiele bardziej. Jego łaski są nieporównywalnie większe do naszych darów. Czytaj dalej

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Jezu mój, moja Miłości! Choć jestem bardzo mały, słaby i niewiele rozumiem, chciałbym, Jezu być przy Tobie. Chciałbym towarzyszyć Ci w Twojej drodze. Chciałbym trwać nieustannie, abyś nie czuł się Sam. Ty wiesz, Panie, we mnie jest pragnienie miłowania Ciebie miłością największą. Nie potrafię tak kochać, ale myślę, że Ty udzielasz mi łaski, aby pragnąć. Ufam, Panie, że z czasem udzielisz mi też łaski samej miłości. Teraz chociaż poprzez towarzyszenie Tobie chcę wyrazić swoją miłość. Chcę być w każdym miejscu, gdzie Ty przebywasz i chcę, Jezu, przytulić się do Twojego Serca, aby zrozumieć co czujesz. Chciałbym, Panie, też wziąć na siebie chociaż odrobinę Twojego cierpienia. Wiem, że takie pragnienie może być pychą czy zarozumialstwem – gdzie tam takiej małej duszy do tak wielkich rzeczy, pozostawiam więc to Tobie, Jezu, bo nie chcę, przynajmniej świadomie nie chcę ranić Ciebie moją pychą. Pozwól mi jednak być przy Tobie, pomóż mi trwać. Udziel swojej łaski, żebym mógł Ci towarzyszyć. Dotknij mego serca, aby otworzyło się na rzeczywistość duchową. Dopomóż wejść w świat duchowy, dopomóż otworzyć się na Twoje życie. Kocham Ciebie, Jezu!

***

Panie mój, prosiłeś, aby starać się podczas Wielkiego Postu towarzyszyć Ci w różnych momentach, kiedy rozpoczęła się i trwa Twoja Męka. Starałem się to czynić, chociaż przyznaję, że różnie mi to wychodziło. Czasami się zniechęcałem, bo nie potrafię, Jezu. Podczas tego Wielkiego Postu doświadczyłem, jak bardzo słabą jest moja dusza. Jak bardzo słabą! Nie mam już o sobie tak dobrego zdania, jak miałem do tej pory. Zobaczyłem, że nie potrafię. Ale Ty, Jezu, pomagałeś mi. I co mnie najbardziej dziwi, że nagradzasz moje wysiłki, tak nieudolne przecież. Jestem zadziwiony, Jezu, że gdy próbuję trwać przy Tobie, a jest to tak nieudolne, Ty obdarzasz mnie łaską swojej obecności. Naraz, Jezu, czuję, że jesteś tak blisko i mam jakąś łatwość rozmowy z Tobą. Wiem, że jest to owocem tego, iż próbuję trwać. Bardzo jasno widzę, że niczym nie zasłużyłem na tę łaskę. Moje próby były nieudolne, a jednak, Panie, z wielką radością pochylasz się nade mną, z wielką miłością i z wielką czułością patrzysz na moje wysiłki. I gdy tylko widzisz choć odrobinę dobrej woli z mojej strony i czyste serce, przychodzisz. A Twoja obecność, Panie, jest największym cudem świata. Nic nie może równać się Twojej obecności. Nic! Dziękuję Ci, Jezu! Czytaj dalej

Wielkopostny dzień skupienia – 18 marca

Wprowadzenie

Spójrzmy na Jezusa. Spójrzmy na Jego cierpienie ma Krzyżu. Niech Jego męka nie obojętnieje nam. Nie przyzwyczajajmy się do tego widoku, nie traktujmy jako coś zwyczajnego, coś nam dobrze znanego. Niech nasza wrażliwość z każdym spojrzeniem wzrasta. Bardzo ważna jest ta wrażliwość serca na Boże cierpienie. To prawda, że człowiek męczy się wszystkim, jest po prostu słaby. Niemniej jednak starajmy się trwać pod Krzyżem. W Niedzielę Palmową będziemy razem ze wszystkimi wiwatować na cześć Jezusa. Okrzykniemy Go Królem. Będziemy słać pod Jego stopy płaszcze, będziemy machać palemkami. Jeśli teraz nie przygotujemy się dobrze, jeśli nasze serca nie zjednoczą się z Jezusem cierpiącym, będziemy dokładnie tak wiwatować i tak przeżywać potem następne dni, jak przeżywali je Żydzi – powierzchowne emocje, najpierw euforia i radość, potem dezorientacja, a potem nienawiść. Ulegniemy, tak jak i oni ulegli całemu tłumowi. Co prawda niektórzy z nich przerażeni całą sytuacją nie potrafili wybrać prawdy, miotali się pomiędzy jednym a drugim uczuciem, ale w końcu ulegli.

Uczniowie chodzili z Jezusem trzy lata. Jezus trzy lata ich przygotowywał do tego czasu. Pod koniec coraz częściej mówił Apostołom o swojej Męce. I tak nic nie zrozumieli. Gdy nadeszła pora, uciekli. Byli przerażeni, zrozpaczeni, a wątpliwości miotały ich sercami. JEŻELI DUSZA PRAGNIE TOWARZYSZYĆ JEZUSOWI, MUSI BYĆ Z JEZUSEM CAŁY CZAS. Maryję Bóg obdarzył łąską zjednoczenia z Jezusem, życia z Nim w zjednoczeniu doskonałym. Jej życie przemienione zostało w życie Jezusa. Żyła Jego życiem, dzięki temu mogła uczestniczyć do końca. Dzięki temu mogła współuczestniczyć w Jego Męce, Jej Serce nie poddało się zwątpieniu, rozpaczy; dzięki temu mogła stać się Współodkupiecielką, Matką wszystkich ludzi. Jeśli pragniemy rzeczywiście wypełnić wolę Bożą, jeśli pragniemy wypełnić powołanie od początku do końca, które dał każdemu z nas Bóg, MUSIMY ZJEDNOCZYĆ SIĘ Z JEZUSEM. Bez zjednoczenia nie da się wypełnić woli Bożej. Człowiek nie jest w stanie unieść powołania, które jest krzyżem. Ale kiedy jednoczy się z Bogiem, żyjąc z Nim w ścisłej relacji, wtedy krzyż unosi człowieka. Jest nadal krzyżem odczuwalnym, ale to krzyż unosi człowieka.   Czytaj dalej

Kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu

Pierwszy człowiek był prawdziwie wolny. Grzech spowodował, że człowiek stał się jego niewolnikiem. Niewolnik zaś ma taką mentalność, że często nie potrafi wyzwolić się z niewoli w swoim umyśle, w swoim sercu. Nieraz tak bardzo tkwi w niewoli, że w swoim sposobie myślenia, w swej świadomości uważa, że nie ma możliwości bycia wolnym. W pewnym momencie niewolnik przestaje już czekać na wolność i przestaje działać w kierunku uwolnienia. Tak bardzo wchodzi w te wszystkie zniewolone sytuacje, że nie widzi możliwości wyzwolenia. Jest tak bardzo uwikłany w grzech, że przestaje widzieć światło wolności. Nie widzi, że jest niewolnikiem, nie widzi swego zniewolenia i przyjmuje je jako wolność. Jest to wielki dramat, ponieważ, jeśli człowiek nie widzi swojej niewoli, nie będzie chciał się wyzwolić, pozostanie w niewoli.

Jezus przyszedł na ziemię, aby uwolnić człowieka, uczynić go na nowo wolnym. I dokonał tego. Zapłacił za wolność człowieka własną Krwią. Człowiek tak bardzo mocno w swej świadomości tkwi w niewoli, że nie dostrzega, iż został wyzwolony, że może korzystać z wolności. Jezus udziela swego Ducha Kościołowi i wszystkim wierzącym, aby mogli w świetle tego Ducha zobaczyć, czym jest wolność, a czym niewola i aby każdy mógł dokonać wyboru. Wydawać by się mogło, że człowiek wierzący ma taką jasność w swoim sercu. Niestety, nie jest to do końca prawdą. Niewola, w której człowiek tkwił tak długo stała się niemalże życiem człowieka, jego codziennością. Człowiek przyzwyczaił się do niej i widzi w niej to, co uznaje za ponętne, warte zainteresowania. W tej niewoli widzi dla siebie rzeczy, które pragnie posiąść lub którymi pragnie żyć. Ten sposób życia jest mu wygodny, przyzwyczaił się do niego. Natomiast wolność okazuje się być chwilami trudną, wymagającą pewnej odwagi, podejmowania decyzji, wyborów, nie zawsze aż tak popularnych, nie zawsze aż tak przyjemnych, jak było to w niewoli. Chociaż człowiek został wyzwolony, to powraca do niewoli.

Dusze zazwyczaj dziwią się szemraniom Izraelitów na pustyni, że wymawiali Mojżeszowi, iż wyprowadził ich z Egiptu i że chcieliby powrócić. Dokładnie to samo czynią również dusze współcześnie – powracają do niewoli, bo jest mniej wymagająca, łatwiejsza, przyjemniejsza; bo nie trzeba być w niej odpowiedzialnym za siebie, za swoje czyny. Jednak Jezus czyni wszystko, by wyrwać człowieka z tego stanu. Umiłował człowieka tak bardzo, że teraz stara się pokazać człowiekowi jego zniewolenie, życie w niewoli. Stara się człowiekowi uświadomić, w czym on tkwi i jakie są konsekwencje takiej postawy. Zadziwiające jest to, że człowiek żyjąc w zniewoleniu, doświadczając również negatywnych konsekwencji tego zniewolenia, jednak nie zwraca się ku światłu i ku wolności. Brnie coraz bardziej w niewolę. Nie widzi tego, co jest na końcu drogi, którą obrał, chociaż Bóg stara się to człowiekowi w różny sposób pokazać. Czytaj dalej

Jeżeli nie uwierzycie, pomrzecie w grzechach swoich

„Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich” – bardzo ważne słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii (J 8, 21-30). Jeżeli nie uwierzycie! Faryzeusze nie przyjmowali słów Jezusa, odrzucali Jego naukę, odrzucali Jego Osobę. Widzieli znaki i łatwo mogli je powiązać ze słowami z Pisma. Mogli odczytać te znaki, mogli zobaczyć w Jezusie Mesjasza, ale oni nie chcieli Go przyjąć. „Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich.” Wiara w Chrystusa daje zbawienie, daje życie wieczne. Przyjęcie Go do swojego życia, uznanie Go swoim Panem, swoim Bogiem daje życie. Wyznawanie Go, jako swego Zbawiciela – daje życie. Szkoda, że tak bardzo zamknięci byli faryzeusze w swoim zafałszowaniu, w swojej nienawiści.

W pierwszym czytaniu (Lb 21, 4-9) Bóg polecił Mojżeszowi uczynić miedzianego węża. Spojrzenie na tego węża ratowało życie człowiekowi ukąszonemu przez węża. Człowiek musiał uwierzyć, żeby spojrzeć. Z drugiej strony – ten, kto zdaje sobie sprawę, iż może umrzeć, chwyta się różnych sposobów, aby się ratować. Ciekawe, jak bardzo musieli być zadufani w sobie faryzeusze, skoro nie odczuwali potrzeby ratunku, skoro nie powstała w nich myśl, że może jednak warto uwierzyć w Jezusa i przyjąć Go, aby mieć życie wieczne. Jak bardzo musieli być pyszni, jak bardzo zarozumiali! „Jeżeli nie uwierzycie (…), pomrzecie w grzechach swoich.” Wiara w Jezusa przynosi życie wieczne, życie Boskie; życie, jakiego człowiek tak naprawdę nie zna. Dopiero w wieczności pozna to życie, jakim go Bóg obdarował. Śmierć w grzechu oznacza potępienie – stan duszy, w którym dusza ta w jakimś sensie żyje, jednak jakość tego życia jest straszna.

Dlaczego człowiek współczesny nie spogląda na Tego, który daje życie, tak jak Izraelici spoglądali na węża, aby żyć? Dlaczego współczesny człowiek, tak jak faryzeusze, nie przyjmuje Jezusa? Dlaczego Go odrzuca? Dlaczego nie chce ratować siebie? Powód jest ten sam – pycha, zarozumiałość serca, pewność, że sam sobie człowiek wystarczy, sam sobie jest panem, bogiem. Faryzeusze uważali, że mowa Jezusa jest trudna, chwilami nie do przyjęcia. Obrażali się na Jezusa. Uważali, że On ich obraża. Współczesny człowiek też nie przyjmuje słów Jezusa. Jego słowa wydają mu się trudne, Jego wymagania nie do spełnienia. Współczesnemu człowiekowi wydają się słowa Jezusa przestarzałe, nie na dzisiejsze czasy. Człowiek nie rozumie, że spojrzenie na Jezusa daje życie. Czytaj dalej

Wielkopostny dzień skupienia – 12 marca

W naszych sercach niech nieustannie będzie Jezus; ten Jezus, który całego Siebie daje, abyśmy mieli życie; który czyni wszystko, aby nasze serca, nasze dusze, cali my abyśmy byli czyści, tak jak On. Niech w naszych sercach będzie Jezus, abyśmy my stając się tak jak On, byli pod pełnym miłości spojrzeniem Ojca. Starajmy się sobie uświadamiać, że Jezus jakoby dokonał zamiany poprzez wzięcie na Siebie całego brudu świata. Przyjmując na Siebie wszystko oczyścił nas, stawiając nas przed Ojcem jako jednorodzonego syna. Sam zaś stał się jak cała ludzkość – grzeszny i niejako na Siebie ściągnął cały gniew Boży. Ocalił nas, za nas poszedł na śmierć, choć zginąć mieliśmy my. Uczynił to bez względu na to, jaki będzie odbiór tego, czego dokonał. Dobrze wiedział, jak każdy poszczególny człowiek będzie przyjmował Jego Ofiarę. Uczynił to z tak wielkiej miłości, nie pytając nikogo, żadnego człowieka o zdanie, nie oczekując wyboru. W ten sposób nikogo nie obarczając straszliwym ciężarem.

Niech w naszych sercach będzie Jezus z Jego miłością szaleńczą, nieskończoną. Poprzez obecność Jezusa w naszych sercach każdy z nas został uświęcony, każdy może stawać przed Bogiem Ojcem i może doświadczać zjednoczenia z Bogiem. Tylko wtedy, gdy w naszych sercach mieszka Jezus, może dochodzić do zjednoczenia. Zauważmy, że nie mówimy o jakichś szczególnych działaniach z naszej strony. Mówimy tylko o jednym, BYŚMY PRZYJĘLI GO DO SWOICH SERC I W SWOICH SERCACH ADOROWALI GO. Tylko to wystarczy. Wtedy przed Bogiem Ojcem stajemy jako Jezus, bo złączeni z Nim, w Niego wpatrzeni, współczujący z Nim, przez Boga przyjmowani jesteśmy jako Jezus. Jeśli otworzymy się na tę tajemnicę, zrozumiemy, co znaczy życie w zjednoczeniu. Zrozumiemy, że jest to proste, że nie potrzeba do tego wielkich czynów, wielkiej odwagi, wielkich wyrzeczeń. Wystarczy tylko otworzyć serce na miłość, żyć miłością. I Bóg należy już do serca, a serce żyje Bogiem.

Każdy z nas dzięki Jezusowi znowu stał się prawowitym dzieckiem, dziedzicem Boga. Tylko dzięki Jezusowi. Tylko dzięki temu, że On wszystkie grzechy wziął na Siebie, poszedł na Krzyż, umarł na nim i zmartwychwstał my mamy życie prawdziwe, życie dzieci Boga. Mamy dane życie Boskie. Karą za grzech jest śmierć, więc każdy z nas, każdy był niejako skazany na śmierć, a Jezus tę karę wziął na Siebie. Całe szczęście, że Jezus nie pytał nikogo o zgodę, ale Sam dokonał zbawienia, ofiarując każdemu z nas swoje życie. Jednak od człowieka zależy, czy przyjmie ten Dar. JEŚLI CZŁOWIEK PRAGNIE ŻYCIA BOSKIEGO, JEŻELI PRAGNIE ŻYCIA Z BOGIEM W ZJEDNOCZENIU, W MIŁOŚCI MUSI PRZYJĄĆ JEZUSA. POWINIEN ŻYĆ Z JEZUSEM W ZJEDNOCZENIU, PRZYJĄĆ GO DO SWOJEGO SERCA I W SWOIM SERCU ŻYĆ Z NIM. Wtedy Bóg Ojciec patrzy na człowieka przez pryzmat Jezusa, który jest w nim. Jeśli przyjmiemy Jezusa wiszącego na Krzyżu jako swoją Miłość, wtedy Ojciec szczególnie patrzy na nas jako na swojego Syna, ponieważ Jego wzrok przechodzi przez Serce Jezusa. To spojrzenie przenikające Jezusa Ukrzyżowanego, idąc dalej jest już innym spojrzeniem niejako. Bóg widzi nas jako swoje święte, umiłowane dzieci – czyste i doskonałe. Dlatego tak ważnym jest, by nosić w sobie obraz Jezusa, przyjąć Go za swojego jedynego Pana. Szczególną łaską Bóg obdarza te dusze, które umiłowały najbardziej Jezusa Ukrzyżowanego. Spojrzenie Ojca na te dusze jest spojrzeniem szczególnie miłującym. Czytaj dalej

Nasza kolejna pielgrzymka w Roku Miłosierdzia

Białystok_klasztor

W dniach 11 i 12 marca podjęliśmy kolejną pielgrzymkę zaplanowaną na Rok Miłosierdzia. Tym razem celem naszego wspólnotowego pielgrzymowania było Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku, klasztor Sióstr Jezusa Miłosiernego (Izba Pamięci bł. ks. Michała Sopoćko) w Białymstoku, Sanktuarium Maryjne w Różanymstoku oraz kościół św. Antoniego w Sokółce. Podczas tego bogatego programu pielgrzymkowego rozważaliśmy tajemnicę Miłosierdzia Bożego i wypraszaliśmy potrzebne łaski nam samym, naszym rodzinom, parafiom, wspólnotom i całemu Kościołowi. Dziękujemy wszystkim uczestnikom pielgrzymki i wszystkim wiernym uczestniczącym w naszych modlitewno-ewangelizacyjnych spotkaniach za dar, tak bardzo potrzebnej wspólnej modlitwy.

Rozważanie

Boże miłosierdzie jest największym i najwspanialszym przymiotem Boga. Bóg objawiał je od samego początku stworzenia człowieka. Przejawem miłosierdzia jest wysłanie Syna na ziemię jako odpowiedź Boga na grzech. Wszystko, co czynił Jezus, chodząc po ziemi było objawianiem się Bożego miłosierdzia i Bożej miłości wobec człowieka. To, czego dokonał Jezus na Krzyżu jest miłością i miłosierdziem. Zrodzenie Kościoła na Krzyżu jest wspaniałym przejawem Bożego miłosierdzia wobec każdego z nas. Wszystko, co dzieje się w Kościele, całe życie Kościoła, to przejaw Bożego miłosierdzia. Każda dusza korzysta z Bożego miłosierdzia w Kościele. Wszystkie sakramenty to objawiająca się miłość i Boże miłosierdzie. Jezus nieustannie obecny w Kościele – to Boże miłosierdzie. Sama obecność Jezusa, Jego przyjście na świat, Jego obecność w Kościele teraz – to Boże miłosierdzie.

Jednak Bóg widząc, co dzieje się współcześnie, jak bardzo daleko człowiek odszedł od Boga, postanowił w sposób szczególny objawić swoje miłosierdzie każdej duszy. Papież pod natchnieniem Ducha Świętego ustanowił Rok Miłosierdzia, bowiem Bóg zapragnął dotrzeć do każdego z nas ze swoim miłosierdziem. W ten sposób można powiedzieć, że Jezus szczególnie uobecnia się w tym roku – uobecnia się w życiu Kościoła i w życiu każdej duszy. Bóg rozlewa łaski na wszystkie dusze. Łaski te płyną nieustannie bez względu na to, czy człowiek otwiera swoje serce czy też nie. Bóg pragnie poprzez te łaski przywrócić każdą duszę do życia. Pragnie objawiać każdej duszy swoją miłość, aby żadna nie lękała się Boga, ale by widząc nieskończoną, wspaniałą miłość Boga rozpoczęła nowe życie – by przyjęła tę miłość, żyła miłością Boga i aby mogła być szczęśliwą. Tak jak w czasach, gdy Jezus chodził po ziemi, objawiał Boże miłosierdzie wobec wszystkich pochylając się nad każdym ludzkim cierpieniem – czy to fizycznym, duchowym, czy psychicznym – tak i teraz Bóg posłał swojego Syna, by pochylał się nad każdą duszą, nad każdym człowiekiem i objawiał Boże miłosierdzie wobec ludzkiego cierpienia. Czytaj dalej

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego – Adoracja

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Adoracja_Białystok

Kłaniam się Tobie, moja Miłości! Do samej ziemi chylę swoje czoło. Jesteś Moim Królem, Panem mojego serca. Jesteś życiem moim, oddechem mojej duszy, sercem mego serca. Pragnę Ci dziękować Jezu za niezmierzoną Twoją miłość, którą okazujesz mi każdego dnia; za miłość, którą umiłowałeś mnie od początku mego istnienia, a nawet wcześniej, bo Ty z miłości stworzyłeś mnie.

Bądź uwielbiona, Miłości moja, Panie mój, Królu i Władco! Pragnę Ci dzisiaj dziękować, uwielbić Ciebie za wszystkie dary Twojej miłości, za Twoje miłosierdzie wobec mnie. Pragnę Ci dziękować za to, że choć jestem tak maleńką duszą, takim nic, Ty właśnie dla mnie poszedłeś aż na Krzyż. Ty właśnie dla mnie zgodziłeś się na Mękę. Ty, Panie, zamiast mnie poszedłeś na śmierć, dając mi życie, chociaż to ja jestem winny, to ja jestem grzeszny, a Ty Święty. Zabrałeś wszystko, oczyściłeś moją duszę, uświęciłeś moje serce, obarczając się tym wszystkim. Stając przed Ojcem zgodziłeś się umrzeć, abym ja mógł żyć.

Pragnę Ci dziękować, Jezu! Pragnę Cię uwielbiać! Pragnę Cię wywyższać, bo w moim sercu jest ogromna wdzięczność. W moim sercu jest miłość. Bądź uwielbiony, Jezu!

***

 Jezu, klękam pod Twoim Krzyżem, bo z niego płynie na mnie Twoje życie. Z Krzyża płynie na mnie Twoja miłość i Twoje miłosierdzie. Dawniej, Panie, bałem się krzyża, ale kiedy doświadczyłem Twojej miłości, kiedy objawiłeś mi ją, umiłowałam Twój Krzyż. Właśnie w nim widzę, Jezu, pełnię Twojej miłości, pełnię Twego miłosierdzia. W nim widzę Twoje błogosławieństwo nade mną, Twoją łaskę. Panie mój, dałeś Siebie całego, dałeś wszystko, dałeś życie. A jakby tego było mało, pozwoliłeś, aby przebito Twój bok, otwarto Serce i zapragnąłeś, by z tego Serca popłynęło źródło miłosierdzia na cały świat. Zapragnąłeś, aby Twój bok i Twoje Serce otwarte były na wieki, by następne pokolenia również mogły czerpać z Twego miłosierdzia.

Panie, brakuje słów, by wyrazić wdzięczność, uwielbienie za Twoją miłość, aby wyrazić jak wielkim jest Twoje miłosierdzie, bo każde słowo wydaje się niczym. Ze swego boku, Panie, zrodziłeś Kościół – Matkę naszą. W nim możemy rozwijać się, uświęcać. Dzięki Kościołowi, dzięki Matce naszej możemy zbliżać się do Ciebie, możemy poznawać Ciebie. Nieustannie w Kościele możemy doświadczać Twego miłosierdzia, powstając, oczyszczając serca, doznając Twego przebaczenia. Z Twego boku, Panie płynie źródło życia, źródło uświęcenia dla każdego z nas.

Pragnę Cię uwielbiać w miłosierdziu Twoim! Pragnę Cię uwielbiać w Twojej miłości, bo chociaż nie znam pełni Twojej miłości, chociaż nie rozumiem pełni Twego miłosierdzia, to jednak to, czego doświadcza moje serce, dla mojej duszy jest to tak nieskończone. Bądź uwielbiony, Boże, w miłosierdziu swoim! Czytaj dalej